– No w końcu! Co jest z waszymi telefonami? Od godziny próbuję się do was dodzwonić – zawołał Sing, gdy ujrzał idących w jego stronę Ash'a i Eijiego. Zarówno ton głosu jak i postawa zdradzały wysoki poziom niezadowolenia.

– Przepraszam, miałem wyciszony – powiedział Eiji, sięgając do kieszeni spodni.

– Nie od godziny, tylko od czterdziestu dwóch minut – odezwał się Ash, sprawdzając historię połączeń.

Sing posłał mu poirytowane spojrzenie i wskazując ciała swoich nieprzytomnych przyjaciół, wydusił przez zaciśnięte zęby:

– Nie dam rady przetransportować ich sam do hotelu. A jeżeli za chwilę nie opuścimy tego cholernego parkingu to nie ręczę za siebie.

– Zawsze są z nimi problemy – westchnął Ash, zatrzymując się przed śpiącym na ławce Shorter'em. – Obudź się – powiedział, klepiąc go delikatnie po twarzy – ...jeżeli za 5 sekund nie otworzysz oczu, rano ujrzysz w lustrze wyraźny ślad mojej ręki – dodał, ściągając mu ciemne okulary z nosa.

– Ash... – odezwał się Eiji, podchodząc bliżej. – Zaczekaj. Nie sądzę by był w stanie... – nie dokończył, słysząc markotny głos Alex'a, którego wybudziła prowadzona między nimi rozmowa.

– Co jest? – zapytał, unosząc powoli powieki i rozglądając się nieprzytomnie dokoła.

– Wstawaj! – rzucił głośniej Ash. Jego głos jedynie nieznacznie zagłuszył charakterystyczny dźwięk jaki rozchodzi się podczas zderzenia gładkiej i delikatnej skóry twarzy z wewnętrzną stroną bezlitosnej dłoni.

– ...Za... za co? – oszołomiony głos Shorter'a wydobył się z jego zdartego gardła. Równie oszołomione spojrzenie ulokował w zielonych tęczówkach swojego przyjaciela, a odrętwiała lekko dłoń powędrowała do pulsującego policzka.

– Brak umiaru – rzucił krótko Ash, obejmując go ramieniem i siłą własnych mięśni zmuszając by wstał. – Rusz się Alex – dodał, obrzucając go karcącym spojrzeniem.

– Może ja też potrzebuję pomocy – mruknął, prostując nogi w akcie jawnej w jego opinii niesprawiedliwości. – Eiji...

– Sing ci pomoże, wyglądasz zdecydowanie lepiej niż ten tutaj – wtrącił szybko Ash, zwalniając kroku i spojrzawszy za siebie bezgłośnie dał do zrozumienia, że ta kwestia nie podlega dyskusji.

– Jaki zaborczy – zaśmiał się cicho Shorter podtrzymywany przez silne ramiona swojego przyjaciela. Ash wrócił do poprzedniego tempa, nie komentując oczywiście w żaden sposób jego wtrącenia. – Przechadzka udana? – zapytał, nawiązując do oczywistego tematu.

– Nie rozmawiam z nietrzeźwym – odparł, otwierając drzwi vana.

– Moja intuicja pod... podpowiada mi, że tak – udało mu się powiedzieć, siadając z wyraźną ulgą na miękkiej tapicerce.

Odpowiedź nie nadeszła. Zająwszy miejsce kierowcy Ash umieścił kluczyk w stacyjce i zerknął raz jeszcze za siebie, sprawdzając aktualny stan pasażerów.

– Jedźmy już, proszę – westchnął Sing, rozsiadając się wygodnie na siedzeniu obok.

Odczekawszy aż oczy Eijiego napotkają jego własne, niecierpliwie wyczekujące zwrócenia na siebie ich uwagi odpalił silnik uzyskawszy nieme potwierdzenie by ruszał. Droga wiodąca przez hotelowy korytarz dłużyła się znacznie bardziej niż kilkukilometrowy odcinek jaki przejechali pustymi ulicami śpiącego jeszcze miasta.

– Poradzisz sobie? – spytał Ash, zatrzymując się w progu pokoju swoich przyjaciół. Shorter i Alex leżeli już w swoich łóżkach, przy których Ash przezornie ustawił dwa wysokie pojemniki zdobyte w recepcji, a ich ciała ułożyli w pozycji bocznej co było z oczywistych względów niezwykle wskazane w ich stanie.

– Tak, nie ruszą się zapewne przez najbliższe kilka godzin – odparł Sing, zsuwając buty.

– Też tak myślę. Jakby co to dzwoń, tym razem odbiorę – zakończył z delikatnym uśmiechem na ustach i zamknąwszy za sobą drzwi ujrzał opierającego się o ścianę Eijiego.

– Dlaczego nie czekałeś w pokoju? – zapytał, zmierzając w jego stronę.

– Czekałem, ale twoja nieobecność się przedłużała i... – przerwał w połowie, gdy spojrzenie oczu Ash'a stało się bardziej wyraźne, a odległość między nimi niemal pomijalna.

– I zacząłeś się niecierpliwić – dokończył za niego Ash.

– Tak. Bardzo.

– Rozumiem.

– W porządku z nimi? – zapytał, czując potrzebę odwrócenia uwagi od piętrzących się emocji.

– Tak, śpią – odpowiedział, nie odrywając od niego oczu i dodał nieświadomie naprowadzając myśli Eijiego na ryzykowne tory – myślę, że my też powinniśmy.

– ...Ok – powiedział, nie ruszając się z miejsca.

Ash powstrzymał swoje niecierpliwe palce przed skierowaniem ich w stronę obecnych tuż obok Eijiego i zacisnąwszy je na metalowej klamce otworzył drzwi. Jak przyciągany nieznaną mu wcześniej siłą Eiji oderwał swoje plecy od chłodnej ściany i podążył za idącym z wolna Ash'em.

– Pójdę wziąć prysznic – odezwał się, rozwiązując sznurowadła swoich czerwonych trampek.

– Ok.

Eiji usiadł na łóżku i podciągnąwszy nogi do góry przyglądał się jak Ash przeszukuje swój plecak by ostatecznie znalazłszy świeżą bieliznę i koszulkę zniknąć za drzwiami łazienki. Westchnąwszy cicho opadł na materac i utkwił nieruchomy wzrok w ciemnoszarym suficie. Emocje, które w tej chwili wypełniały jego umysł i ciało sprowadzały myśli do wydarzeń mających miejsce na plaży, tych z udziałem Ash'a... jego dłoni, ust i paraliżującego spojrzenia, które z premedytacją przeszywało jego wnętrze. Westchnąwszy raz jeszcze sięgnął po piżamę i zrzuciwszy z siebie ciuchy narzucił na siebie bawełniany materiał.

Delikatne skrzypnięcie dobiegło go z lewej strony, gdy niespełna dziesięć minut później Ash opuścił wnętrze niewielkiej łazienki i mając na sobie jedynie bokserki i koszulkę na krótki rękaw pojawił się w zasięgu wzroku zafascynowanego widokiem ciemnowłosego chłopaka. Świadomy intensywności jego spojrzenia Ash odrzucił kołdrę i skrył swoje ciało pod jej cienką powłoką. Nie mając pewności co należałoby w takiej sytuacji powiedzieć, przekręcił się na bok i skierował swoje spojrzenie na wpatrzone w niego czekoladowe tęczówki.

– Nie jestem pewien czy dam radę zasnąć – usłyszał cichy głos Eijiego.

Ash uśmiechnął się lekko i wsunąwszy otwartą dłoń pod swój rozpalony policzek przyjrzał się uważniej leżącemu na łóżku obok Eijiemu. Choć odległość jaka ich dzieliła była stosunkowo niewielka, odnosił wrażenie, że jest nieznośnie duża, wręcz nie do pokonania.

– Miewasz problemy ze snem?

– Ostatnio... tak.

– Zmagam się z podobnym problemem.

– I jak sobie radzisz?

– Nie radzę.

Eiji poruszył się, opierając głowę bliżej krawędzi poduszki i zacisnąwszy palce na miękkiej pościeli, wpatrywał się bez słowa w skupione na nim lśniące oczy Ash'a. Upływające sekundy nieubłaganie doprowadzały ich na skraj wytrzymałości, wystawiały na próbę ich tęskniące za sobą ciała.

Ash wyłamał się jako pierwszy. Wyplątawszy się z pościeli skierował swoje stopy na miłą w dotyku wykładzinę i wstał, spoglądając z góry na Eijiego.

– Znajdzie się tu dla mnie miejsce? – zapytał cicho, gdy Eiji uparcie nie reagował.

Odzyskawszy świadomość Eiji przesunął się na drugi kraniec jednoosobowego łóżka i powróciwszy do niego spojrzeniem w milczeniu czekał na jego kolejny ruch. Łóżko ugięło się delikatnie, gdy ciało Ash'a ułożyło się na miękkim materacu, a głowa swobodnie spoczęła na wspólnie dzielonej poduszce. Oczy skierował przed siebie, wpatrując się w dość nisko zawieszony sufit, a dłonie splótł razem, układając je na swoim brzuchu. Po raz kolejny w pełni świadomy wwiercających się w niego oczu Eijiego, swoje własne skrył pod delikatną skórą powiek, mając nadzieję, że uspokoi to jego rozszalałe serce.

– Podczas dzisiejszego koncertu zauważyłem, że znaczną część publiczności stanowią dziewczyny – odezwał się Eiji, zgodnie z przeczuciem Ash'a uważnie przyglądając się jego twarzy.

– Zazwyczaj jest pół na pół – powiedział cicho, nie otwierając oczu.

– ...Zauważyłem też, że wiele z nich skupiała się głównie na tobie – mówił dalej, umieszczając wyrywającą się ku Ash'owi dłoń pod poduszką.

– A co z tobą? – zapytał, unosząc powieki i po raz pierwszy odkąd zajął miejsce tuż obok niego na tym wąskim materacu skierował na niego swoje lśniące spojrzenie.

– Ze mną? – spytał pobudzony cudowną barwą jego oczu.

– Na kim ty skupiałeś swoją uwagę?

– Obawiam się... obawiam się, że wcale nie jestem lepszy od twoich fanek – wyznał z delikatnym uśmiechem na ustach.

– To nieprawda. Żadna nie ma z tobą szans.

– ...Nawet ta brunetka w okularach? – zapytał, nie będąc w stanie stłumić euforii wywołanej jego słowami.

– Ta brunetka? Nie mam pojęcia o kim mówisz.

– Ta, z którą rozmawiałeś przy barze i z którą myślałem, że zaszyłeś się chwilę później w bardziej ustronnym miejscu.

– Więc była brunetką – rzucił, nie odrywając od niego oczu.

– Tak... była.

– Jak widzisz... nie zauważyłem. A osobą, z którą zaszyłem się w bardziej ustronnym miejscu byłeś ty.

– I to w moim łóżku teraz leżysz – dodał Eiji, zwilżając usta.

– Tak... – wzrok Ash'a nieświadomie powędrował do tamtego miejsca, czyniąc dokładnie to samo.

Dłoń Eijiego wydostała się spod poduszki i sunąc po miękkiej pościeli, natrafiła na gładki policzek leżącego obok chłopaka. Opuszką palca powiódł pod delikatną skórą oczu i podparłszy się na łokciu pochylił się nad nim, spoglądając w jego szmaragdowe, niezwykle piękne oczy.

– Tym razem nie zapytam – powiedział cicho Eiji.

– Poprzednim razem również nie zapytałeś – przypomniał równie cicho Ash, leżąc nieruchomo jakby bał się, że mógłby go spłoszyć nawet najdrobniejszy ruch.

– Masz mi za złe?

– W żadnym wypadku... Powiem ci, jeżeli zmienię zdanie.

– Mam nadzieję, że nigdy nie zmienisz – wyszeptał, pochylając się jeszcze niżej, na tyle nisko by znajomy już kształt i dotyk ust Ash'a odcisnął swoje piętno na jego własnych.

Niezwykle powolny i ostrożny pocałunek coraz silniej oddziaływał na ich pracujące z niezwykłą intensywnością serca. Dłonie Ash'a straciły ze sobą kontakt i z wahaniem przesunęły się, znajdując oparcie na plecach Eijiego. Pogłębiający się pocałunek, dodał im odwagi pozwalając by palce zacisnęły się mocniej na cienkim materiale i przyciągnęły go jeszcze bliżej siebie. Cudownie odczuwalny ciężar ciała Eijiego rozłożył się na jego piersi, sprawiając że na ułamek sekundy jego płuca straciły zdolność oddychania. Nie zatrzymując się nawet na chwilę, Eiji dotknął jego ciepłych policzków i pozwalając by zachłanne dłonie Ash'a przyciskały go do jego wyraźnie unoszącej się klatki piersiowej, czuł jak potrzeba by znaleźć się jeszcze bliżej stopniowo opanowuje jego myśli.

– Eiji... – usłyszał, odnosząc wrażenie jakby jego głos docierał gdzieś z oddali.

– Nikt wcześniej nie wymawiał w ten sposób mojego imienia – wyszeptał, napotykając jego zmysłowe spojrzenie. – To pewnie przez barwę twojego głosu i fakt, że...

– Że...? – odezwał się cicho.

– Nie teraz – powiedział, muskając wargami jego usta.

– Nie lubię niedopowiedzeń – przyznał cicho, mimowolnie odpowiadając na jego dotyk.

– ...Jest coś jeszcze czego nie lubisz? – zapytał, unikając odpowiedzi.

– Tak, w zasadzie... jest tego wiele – mówił, nie odrywając od niego ust.

– W takim razie proponuję sporządzić listę.

Ash uśmiechnął się, kierując dłonie nieco wyżej i wplótłszy palce w jego miękkie włosy ruchem sprawił, że oderwali się od siebie.

– Wolałbym nie.

– Jak w takim wypadku mam uniknąć twojej potencjalnej złości?

– Nie wiem czy... potrafiłbym się na ciebie gniewać.

Oczy Eijiego rozszerzyły się, a niespokojne serce dobitniej przypomniało o swojej obecności. Wyraźnie ciepłe policzki Ash'a pod jego palcami w cudowny sposób podkreślały prawdziwość wypowiedzianych przed chwilą słów.

– Sprawiasz, że na swój sposób... zaczynam czuć się wyjątkowy.

Piękny uśmiech Ash'a raz jeszcze uderzył go swoją szczerością, a kolejne słowa, które opuściły jego usta wzmocniły jedynie euforyczny stan, w którym pragnął trwać jak najdłużej.

– To dlatego, że na swój sposób... jesteś wyjątkowy, Eiji.

...

"...My heart is broke,
but I have some glue,
help me inhale,
and mend it with you..."
Dumb, Nirvana