Promienie słońca przedzierały się przez niestarannie zasuniętą zasłonę, padając na twarz śpiącego chłopaka. Wybudziwszy się ze snu, leżący tuż obok niego Ash, w milczeniu przyglądał się jak jasne światło cudownie rozprasza się na jego śniadej skórze. Jego palce po raz kolejny w stosunkowo krótkim czasie walczyły zażarcie z silnym pragnieniem stopienia się z jej powierzchnią, doświadczenia tego cudownego uczucia, gdy jej ciepło i delikatna faktura oddziałuje na jego receptory. Nie spał już od co najmniej dwóch godzin i mimo iż, przez cały ten czas nie zajmował się niczym innym, jak obserwowaniem śpiącego obok chłopaka, odnosił wrażenie, że jest to jedna z najbardziej absorbujących i najciekawszych czynności spośród wszystkich jakie było mu dane doświadczyć. Doskonale znał już każdy fragment jego twarzy. Z niemal stuprocentową precyzją mógł stwierdzić jak szeroko rozstawione są jego oczy, jakiej długości są jego rzęsy i to w jaki sposób układają się usta, gdy delikatnie rozchylone, wypełniały jego płuca życiodajnym powietrzem. Czarne włosy, niezwykle miękkie i gładkie w dotyku, co doskonale pamiętały opuszki jego palców, rozłożyły się niedbale na poduszce, tak że jeden z kosmyków delikatnie muskał policzek Ash'a. Miotały nim sprzeczne pragnienia. Z jednej strony chciał, by już się obudził, by na niego spojrzał, chciał usłyszeć jego głos, z drugiej zaś emocje, które go wypełniały, gdy zwyczajnie przyglądał mu się jak śpi, były równie pożądane przez jego nieoswojone jeszcze z nimi serce.
Delikatny ruch z towarzyszącym mu cichym pomrukiem, był zapowiedzią nieuniknionego, wyczekiwanego. Powieki Eijiego bardzo powoli powędrowały w górę, a jego niewyraźne jeszcze spojrzenie napotkało wpatrzone w niego szmaragdowe tęczówki, leżącego tuż obok, na wspólnie dzielonej poduszce jasnowłosego chłopaka. Widok lśniących, zdradzających delikatne niewyspanie oczu Eijiego, wystarczył by umysł Ash'a, zapragnął zmierzyć się z czasem i sformułować nieskończoność na własnych, naiwnych zasadach.
– Dzień dobry... Ash – odezwał się, gdy jego spojrzenie wyostrzyło się i obraz jego pięknej twarzy wyraźniej dotarł do jego zmysłów.
– ...Pierwszy raz usłyszałem te słowa w takich okolicznościach.
– A jakie są to okoliczności? – zapytał, na nowo przyzwyczajając swój organizm do jego bliskiej obecności.
– Wyjątkowe.
– ...Jak ja.
– Tak.
– Śniłeś mi się – powiedział, nie odrywając od niego oczu – próbowałeś przekonać mnie, że nie istniejesz, że jesteś jedynie wytworem mojej wyobraźni.
– Boisz się, że to prawda? – spytał cicho.
– Nie, ale... gdybyś zechciał udowodnić, że jesteś prawdziwy, byłoby mi jeszcze łatwiej uwierzyć.
– Jakieś propozycje? – spytał jeszcze ciszej.
– Może na początek... – zaczął, powoli przesuwając dłoń w stronę jego twarzy i dotknąwszy ciepłego policzka, przysunął się bliżej – pozwolisz bym cię pocałował.
– Myślałem, że tę kwestię mamy już ustaloną – przypomniał, nie potrafiąc uciec przed jego elektryzującym spojrzeniem.
– Niby tak, ale... skoro poddajemy w wątpliwość twoje istnienie...
– Wolałeś się upewnić – szepnął tuż przy jego ustach i napierając na nie, jeszcze wyraźniej poczuł ich smak na swoich. Subtelny dotyk i niespieszne ruchy zdradzały obecne jeszcze niedowierzanie i niepodważalną tęsknotę. Tęsknotę, którą Ash odczuwał od momentu, gdy otworzył oczy i biernie przyglądał się jego twarzy. Gdy nie miał śmiałości i odwagi, by ją złamać, zwyczajnie wyciągnąć rękę i sięgnąć po swoje pragnienia, sięgnąć po Eijiego.
– A ty... – zaczął Eiji, nie odsuwając się od niego choćby na milimetr – o czym śniłeś?
– Nie pamiętam, ale... – przerwał, słysząc dźwięk telefonu, dochodzący z kieszeni jego jeansów.
– Nie odbierzesz? – zapytał, gdy Ash nie ruszył się z miejsca. – Tak w ogóle, to która godzina? – dodał, podpierając się na łokciu, by dosięgnąć telefon, leżący na nocnej szafce.
– Blokujesz mnie – odpowiedział, patrząc na niego z uśmiechem.
– Przegapiłeś swoją szansę – oznajmił, wciskając boczny przycisk, by sprawdzić godzinę. – Za minutę dwunasta! – zawołał z niedowierzaniem, powracając spojrzeniem do wpatrzonych w niego oczu Ash'a.
– No i? – rzucił rozbawiony jego reakcją.
– Widzę, że gwiazdy rocka nie dbają o coś tak przyziemnego jak odpowiednie pory posiłków.
– Nie dbałem o to już wcześniej – odparł, zbierając się na odwagę i pozwalając, by jego dłoń dotknęła gładkiej skóry twarzy Eijiego. – Swoją drogą jakie to uczucie budzić się obok gwiazdy rocka? – zapytał, wodząc opuszkami tuż przy jego ustach.
– Niemożliwe do opisania żadnym znanym mi słowem – odpowiedział, nieświadomie napierając na jego dłoń.
– Czy to znaczy, że nie miałbyś nic przeciwko, gdyby przytrafiło się raz jeszcze? – dopytał, coraz śmielej poruszając palcami. Dotknąwszy jego ust, znieruchomiał, cierpliwie wyczekując odpowiedzi.
– Byłbym bardzo niepocieszony, gdyby przytrafiło się tylko raz – powiedział, czując swoiste mrowienie w miejscu, gdzie palce Ash'a stykały się z jego dolną wargą.
Ash roześmiał się cicho i wplótłszy palce drugiej ręki w jego lekko potargane włosy, przyciągnął go do siebie, pragnąc by znalazł się jeszcze bliżej.
– Ja również byłbym niepocieszony – odezwał się bardzo cicho, delikatnie przeczesując splątane pasma.
Eiji poczuł, że wraz z ostatnim słowem, wypowiedzianym przez leżącego tuż pod nim chłopaka, osiągnął limit. Nie był w stanie dłużej się powstrzymywać, jego ciało wyrywało się, by jeszcze bardziej zmniejszyć, dzielącą ich przestrzeń. Nie dbając o dźwięk telefonu, który rozległ się po raz kolejny, dochodząc z drugiego końca pokoju, wypełnił sobą dzielące ich milimetry, zachłannie przywierając do jego ust. Przez ciało Ash'a przeszedł dreszcz, gdy ciepłe palce Eijiego przesunęły się po jego karku i dotarłszy do linii bioder, musnęły odsłoniętą skórę. Sprowokowany dotykiem, Ash zacisnął dłonie na jego koszulce i pozwolił by coraz odważniejsze palce wślizgnęły się pod cienki materiał. Cudownie gładka powierzchnia skóry jego pleców pobudzała wrażliwe na jej ciepło receptory. Dotyk Ash'a sprawił, że tym razem ciałem Eijiego wstrząsnął dreszcz, wzmacniając pragnienie, by jeszcze wyraźniej odcisnął on swoje piętno na jego skórze, tak by mógł zapamiętać go na dłużej.
Głosy dobiegające z korytarza, a po chwili pukanie do drzwi, zmusiły ich do oderwania od siebie. Oddychając głośniej, utkwili w sobie rozemocjonowane spojrzenia, stopniowo odzyskując świadomość obecności pozostałych członków zespołu tuż za drewnianą powłoką drzwi.
– Hej! Żyjecie? – głos Sing'a dotarł do nich, przedzierając się przez solidną barierę.
– Daj im spać, pewnie odsypiają – usłyszeli w oddali Shorter'a.
Po raz pierwszy wdzięczny za interwencję swojego najlepszego przyjaciela, już za chwilę Ash przekonał się, że zbyt pochopnie go docenił.
– Nie co dzień doświadczasz nocy pełnej wrażeń...
Dalsze słowa zdawały się być nieme. Ash zwyczajnie udał, że ich nie słyszy.
– Przepraszam, Eiji... – zaczął, ale dostrzegając zakłopotanie na jego zaczerwienionej twarzy, w jednej chwili zapomniał co takiego chciał powiedzieć.
Eiji pokręcił energicznie głową, mimowolnie wprowadzając go swoją reakcją w bardzo podobny stan.
– Dla ciebie... Ash... była to noc pełna wrażeń?
– ...Cholera, Eiji – rzucił cicho, przyciskając twarz do bawełnianej pościeli – z każdej strony atak – wymamrotał w poduszkę.
– Dla mnie była – wyznał, potęgując zakłopotanie Ash'a.
– To chyba oczywiste, że dla mnie też... – powiedział, nie patrząc na niego i westchnąwszy cicho, odchylił lekko głowę, napotykając jego spojrzenie – prawda?
– Chciałem to usłyszeć – przyznał, zaciskając nerwowo wargę.
– Zawsze potrzebujesz potwierdzenia z użyciem słów? To nie pierwszy raz.
– Nie, ale... czuję się wówczas spokojniejszy. Nie chciałbym zrobić czegokolwiek, z czym nie czujesz się komfortowo.
– Czasami warto zawierzyć przeczuciu, nie bój się... poddać atmosferze.
– Ok... spróbuję.
Powróciwszy do przerwanej przez hałaśliwe towarzystwo czynności, ich usta odnalazły się, na nowo kosztując smak tych drugich. Wydawało się niemożliwe, by cokolwiek było w stanie to przerwać i zmusić ich do opuszczenia pokoju. A przynajmniej do czasu kiedy to innego rodzaju głód nieśmiało dał o sobie znać.
Restauracja hotelowa, której próg właśnie przekroczyli kusiła ich zmysły, ciągnącym się przez całą długość ściany stołem, zapełnionym talerzami i półmiskami z jedzeniem. Zapach świeżo mielonej kawy przelał szalę, sprawiając, że nogi Ash'a same skierowały go w tamtą stronę.
– Ominęło was śniadanie – powitał ich Shorter, gdy z wypełnionymi po brzeg talerzami i filiżankami kawy dołączyli do siedzących przy ogromnym oknie z widokiem na basen przyjaciół.
– Nie ubolewam nad tym jakoś specjalnie – odparł Ash, sięgając po upragnioną kawę.
– Pukaliśmy, ale tak twardo spaliście, że nawet telefon nie dał rady was obudzić – odezwał się Sing, zajadając się lodowym deserem z owocami. – Nie sądziłem, że to w ogóle możliwe, szczególnie w twoim przypadku – zakończył, spoglądając znacząco na Ash'a.
Milczący do tej pory Alex wydał z siebie cichy pomruk, świadczący, że całkowicie zgadza się ze swoim przedmówcą. Nie wyglądał zbyt dobrze, noc pełna wrażeń w jego przypadku zbierała dość nieprzyjemne żniwo.
– Najwidoczniej tutejszy klimat mi służy – odpowiedział krótko, nie przerywając jedzenia.
– Eijiemu chyba również – dopowiedział Shorter z szerokim uśmiechem na ustach. Pomimo zmęczenia widocznego na jego twarzy, humor go nie opuszczał, co należało przyznać, Ash przyjął z wątpliwą radością. Zmęczony, ale pełen energii do żartów i niewygodnych komentarzy, w tej chwili zdecydowanie nie był mile widziany przez swojego przyjaciela.
– Spało mi się bardzo dobrze – odezwał się Eiji ze wzrokiem wbitym w talerz. Jego dłonie, trzymające sztućce z niezwykłą precyzją i oddaniem kroiły kawałek mięsa, spoczywający bezpiecznie na świeżych liściach szpinku.
– Myślisz, że to przez klimat czy może korzystny wpływ czegoś innego?
– To podchwytliwe pytanie, nie odpowiadaj – zareagował Ash, obrzucając Shorter'a chłodnym spojrzeniem.
– Ranisz mnie, Ash – jęknął Shorter, chwytając się za serce.
– ...Idę na fajkę – oznajmił, podnosząc się krzesła i dodał ciszej, tak by tylko siedzący obok Eiji usłyszał – nie daj się wciągnąć w jego gierki.
Eiji skinął nieznacznie głową, odprowadzając wzrokiem, zmierzającego w stronę bocznego wyjścia Ash'a.
– Też pójdę – odezwał się Shorter, odsuwając krzesło, by wstać.
– Przecież ty nie palisz – zdziwił się Sing.
– Zażyję trochę słońca, zaczerpnę świeżego powietrza – wyjaśnił, mierzwiąc mu włosy, gdy minął go, podążając za jasnowłosym chłopakiem. Spojrzenie, które na krótką chwilę skierował na Eijiego, wywołało w nim trudny do opisania spokój. Tak jakby pozytywna energia pobudziła ciało Eijiego, pomagając uwierzyć, że droga, którą podąża, choć usłana przeszkodami, nie jest nie do pokonania, nie jest skazana na porażkę.
– Co do tego drugiego, mam wątpliwości – mruknął Sing, doprowadzając swoje włosy do stanu sprzed ingerencji, nie znającego litości przyjaciela.
Ash stał oparty o ścianę, a w ustach trzymał palący się owinięty czarną bibułką papieros, gdy Shorter rozsunął szklane drzwi i wyszedł na taras, skąd rozciągał się widok na ogród.
– Przyszedłeś kontynuować swoje tortury? – dotarł do niego, zdradzający delikatną obrazę głos Ash'a.
– Tortury? W życiu! – powiedział i mimo wyczuwalnej niechęci, stanął obok niego. – ...To co, powiesz mi co się wczoraj wydarzyło?
Ash zaciągnął się mocniej i zamknąwszy oczy, uwolnił swoje płuca od toksycznego dymu.
– Cholera, sam ten zapach może uzależnić – odezwał się Shorter, spoglądając na niego bokiem. Ash nadal milczał. Czyżby naprawdę przesadził ze swoimi komentarzami?
– Skoro nie możesz się powstrzymać, to oszczędź chociaż Eijiego. Ja sobie poradzę z twoją...
– Wiedziałem! – zawołał, wchodząc mu w słowo i objąwszy go ramieniem, dodał – rozumiem, bronisz swojego chłopaka, to normalne.
Policzki Ash'a z błyskawiczną prędkością pokryły się czerwienią, a niewyraźny głos opuścił jego gardło.
– Eiji nie jest moim chłopakiem.
– Nie mów mi, że przegapiłeś swoją szansę? Czym wy się zajmowaliście przez cały ten czas?
– Wieloma rzeczami – przyznał cicho, strzepując popiół do metalowej popielniczki.
– Czy chociaż jedna z nich nadaje się, by przypisać jej etykietę z ograniczeniem wiekowym?
– ...Na taką z niższym progiem, tak.
– Czyli chcesz powiedzieć, że całowaliście się i może coś więcej, ale nadal nie jest twoim chłopakiem. Co jeszcze musicie zrobić, by...
– Nie było okazji, ok? – przerwał mu, czując narastającą irytację. – Poza tym Eiji kiedyś wróci do Japonii, a ja zostanę tutaj.
– Pytałeś go o to? O to czy wraca?
– Nie rozmawialiśmy o tym, nie wprost. Zresztą czego się spodziewałeś, że wyznamy sobie uczucia, przykleimy etykietkę 'mój chłopak' i zignorujemy przyszłość, która ostatecznie przypieczętuje nasze rozstanie? – wyrzucił z siebie, nie oczekując tak naprawdę żadnej, konkretnej odpowiedzi.
Shorter najwyraźniej i tak żadnej nie miał, gdyż wpatrując się w niego w bezruchu, dokładnie analizował każde słowo, jakby było wypowiedziane w nieznanym mu języku. To prawda, że nie wyprzedzał myślami teraźniejszości, tego co jest w stanie i co może podlegać jego kontroli. Gdyby tak było, być może miałby teraz coś mądrego do powiedzenia, być może mógłby podzielić się z nim jakąś radą, słowem pocieszenia, czymkolwiek.
– Męczy mnie, że nie wiem co zamierza – cichy głos Ash'a przerwał, trwającą między nimi ciszę.
– Więc zapytaj, tak po prostu.
– Co jeżeli zapytam za wcześnie, zanim...
– Zanim uzależni się od ciebie? – dokończył za niego Shorter, gdy pauza przeciągała się w czasie.
– Powiedzmy.
– Zakładasz, że jest niezdolny do zmiany decyzji? Nawet jeżeli w tym momencie, nie jesteś dla niego wystarczającym powodem by zostać, to gdy ten dzień nadejdzie, uważasz, że stłumi w sobie uczucia i tak po prostu cię zostawi?
– Nie wiem. Tak naprawdę niczego nie jestem pewien, a już na pewno tego czy warto poświęcać się dla kogoś takiego jak ja.
Przeciągłe i głośne westchnienie Shorter'a opuściło jego usta.
– A ty znowu o tym samym. Straciłem już rachubę ile razy wałkowaliśmy ten temat. Ash, co jeszcze musi się wydarzyć byś uwierzył w siebie?
– Może coś z pogranicza cudu? – mruknął, nie patrząc na niego.
– Czy w takim razie rozkochanie w sobie przystojnego Japończyka, zaliczyłbyś do tej kategorii?
Ash spojrzał na niego martwym wzrokiem i zgasiwszy papieros, odsunął się od chłodnej ściany. Metalowa zapalniczka spoczęła w kieszeni jego spodni, a lewa dłoń powędrowała do jego twarzy, na krótką chwilę ukrywając się przed wwiercającymi się w niego oczami przyjaciela.
– Tak... zaliczyłbym.
...
"...Would you like to hear my voice
Sprinkled with emotion...
I formulate infinity
And store it deep inside of me"
Oh me, Nirvana
