– Momentami go nie poznaję – odezwał się Sing, pochłaniając roztapiający się dość szybko lodowy deser z bitą śmietaną i owocami. – Mam na myśli Ash'a – sprecyzował, gdy brak reakcji ze strony Eijiego i Alex'a sugerował niezrozumienie.
– Jest taki odkąd pojawił się Eiji – stwierdził beznamiętnym tonem Alex, sprawiając wrażenie, jakby nawet mówienie było dla niego nie lada wyzwaniem.
Eiji spiął się mimowolnie, a śniadą cerę pokrył wyraźny rumieniec, który bezskutecznie starał się ukryć swoimi niewystarczająco długimi włosami.
– Hmm, coś w tym jest – przyznał Sing, spoglądając na Eijiego. – ...Eiji, co myślisz?
– Nie wiem... czy zachowuje się inaczej, nie znałem go wcześniej – odpowiedział wymijająco.
Sing zmrużył oczy, przyglądając się uważnie jego twarzy, by choć najbardziej subtelna zmiana nie uszła jego uwadze. Oczywiste co rzucało się w oczy, to jego zarumienione policzki i odrobinę rozbiegane spojrzenie.
– Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale ty i Ash macie ze sobą więcej wspólnego niż może się wydawać na pierwszy rzut oka – odezwał się w końcu i zanim Eiji zdążył zareagować, zapytał – opowiedział ci o swojej przeszłości?
– ...Nie – przyznał niechętnie, spuszczając wzrok.
– Sing odpuść – wtrącił Alex, dostrzegając zakłopotanie ze strony Eijiego.
– O co ci chodzi? Zapytałem tylko... – nie dokończył, dostrzegając zbliżającą się dwójkę przyjaciół.
– Co tu tak cicho? – rozległ się wesoły głos Shorter'a.
– Sing zmęczył swoimi pytaniami Eijiego – wytłumaczył Alex, zgromiony po chwili groźnym spojrzeniem swojego młodszego przyjaciela.
– Jakimi pytaniami? – zapytał krótko Ash. Ton głosu świadczył, iż nie było to pytanie, które mogłoby pozostać bez odpowiedzi.
– Nie... zmęczył – odezwał się z wahaniem Eiji, gdy poważne spojrzenie Ash'a napotkało jego.
– Ok, Sing. Tłumacz się – rzucił Shorter, wracając na swoje miejsce i objąwszy go ramieniem, skinieniem głowy zachęcił do wyznania swoich win.
– Zapytałem Eijiego czy zdradziłeś mu jak wyglądała twoja przeszłość – poddał się, spoglądając niepewnie na Ash'a.
– To... to nie twoja sprawa – wydusił, zaciskając dłonie w pięści. – To nie wasza sprawa, co takiego powiedziałem lub nie powiedziałem Eijiemu.
– Ash, nie sądzę, by Sing... – zareagował Shorter, ale stanowczy głos Ash'a rozległ się ponownie, nie pozwalając mu dokończyć.
– Niezależnie od twoich motywów, nie życzę sobie byś rozmawiał o tym z Eijim, by ktokolwiek z was poruszał ten temat.
Powiedziawszy to, zgarnął ze stołu kubek z niedopitą kawą, talerz z niedojedzonym bardzo późnym śniadaniem i nie mając odwagi spojrzeć na Eijiego, rzucił odchodząc od stolika:
– Resztę zjem w pokoju.
Umysł Eijiego przepełniony sprzecznymi emocjami, nie ułatwiał podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Nie wiedział jak powinien postąpić. Czy ma prawo za nim iść? Czy ma prawo być w tej chwili przy nim? Czy oczywista i silna potrzeba, by mieć go blisko siebie, była wystarczająca?
– Ash jest... dość skomplikowaną osobą – odezwał się Shorter, przerywając, przeciągającą się w czasie ciszę – nie spisuj go na straty tylko dlatego, że...
– Nie zamierzam – przerwał mu Eiji i odsunąwszy krzesło, wstał, zbierając ze stołu puste naczynia. – Pójdę sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku – powiedział, unikając ich spojrzeń.
Minąwszy szybko recepcję, wjechał windą na górę i przemknąwszy zdecydowanie wolniejszym krokiem długi korytarz, zatrzymał się przed drzwiami do ich pokoju. Mimo iż, miał takie samo prawo, by w nim przebywać, by tak po prostu nacisnąć klamkę i wejść, zdecydował się zapukać.
– Ash? – odezwał się, nie rejestrując nawet najdrobniejszego ruchu po drugiej stronie. – To ja.
Niespodziewany ruch klamki uchylił drzwi, gdzie tuż za nimi ujrzał, opierającego się o ścianę Ash'a. Długa grzywka opadła na twarz, przysłaniając oczy, gdy pochylił głowę i bez słowa ruszył przez pokój w stronę łóżka.
– Dlaczego pukałeś? – zapytał po chwili, układając swoje ciało na miękkim materacu. Jego wzrok obrał sobie za cel zawieszony nad nim sufit, a złączone dłonie powędrowały za głowę.
– Nie chciałem przeszkadzać – odpowiedział, zamykając za sobą drzwi.
– To również twój pokój. Poza tym... nie przeszkadzasz.
– Cieszę się – przyznał Eiji, siadając na swoim łóżku.
Napięta atmosfera, panująca w pokoju zblokowała jego ruchy, jednak nie do tego stopnia, by uniemożliwić mu skierowanie swojego niepewnego spojrzenia, na leżącego obok jasnowłosego chłopaka. Jego piękny profil wabił nieprzyzwyczajony jeszcze do tego niezwykłego widoku wzrok Eijiego.
– Przepraszam, że musiałeś uczestniczyć w tej dość nieprzyjemnej sytuacji – odezwał się Ash, wybudzając Eijiego z chwilowego zawieszenia.
– Nie przepraszaj...
– Nie chcę, byś dowiedział się w ten sposób. Nie jestem pewien, czy w ogóle chcę byś wiedział.
– ...Czego się boisz, Ash?
Ash spojrzał na niego zaskoczony, a gdy do jego skupionych na nim oczu, napłynęły pierwsze łzy, wycofał się, odwracając głowę i zacisnąwszy mocno powieki, z całych sił starał się nie zdradzać przed nim swoich słabości.
– Nieważne jaka jest prawda, jaką przeszłość skrywasz... niezależnie od tego, możesz liczyć na moją obecność w swoim życiu. Nie ucieknę od ciebie, Ash.
– ...Któregoś dnia odejdziesz.
– Dlaczego tak myślisz?
– Nic nie trwa wiecznie, a ty... ostatecznie wrócisz do swojej rodziny.
– Nie wrócę, jeżeli znajdę nową.
Ash powrócił do niego spojrzeniem, nie zważając na spływającą po jego policzku pierwszą łzę, której nie udało mu się zatrzymać.
– Rodzina to coś więcej niż wątpiący w swoją wartość, zagubiony nastolatek.
– To tylko twoja opinia, w dodatku po raz kolejny całkowicie błędna.
– Przestań, Eiji – odezwał się błagalnym wręcz głosem – nie mów nic więcej, proszę.
– Pamiętasz, jak mówiłem ci, że niczego od ciebie nie oczekuję? ...To nieprawda – powiedział spokojnie, wywołując nieprzyjemny ścisk w klatce piersiowej Ash'a – chciałbym byś mi zaufał.
– Nie rozumiem... dlaczego ja, Eiji?
– Masz krótką pamięć, Ash – roześmiał się cicho, nie odrywając od niego oczu. – Zapomniałeś już, co mówiłem wczoraj na plaży?
– Jeżeli odpowiem 'tak', przypomnisz mi?
– Przypomnę ci tyle razy ile będzie trzeba.
Ash nie potrafił odwrócić wzroku. Wyjątkowo łagodne i nacechowane nieznanymi mu uczuciami spojrzenie Eijiego, pobudziło jego bardzo powoli oswajające się z nimi serce.
– ...Zazwyczaj staram się nie ufać nikomu, ale w twoim przypadku... kiepsko mi to wychodzi – wyznał, rozluźniając odrobinę swoje napięte ciało.
Eiji uśmiechnął się delikatnie i podniósłszy się, zrobił krok w jego stronę. Wahając się jeszcze przez chwilę, zajął miejsce obok niego i przesunął rękę, natrafiając na jego ciepłe palce.
– Dziękuję, Ash. To wiele dla mnie znaczy.
Ash poruszył się nieznacznie, czując delikatne mrowienie w miejscu, gdzie skóra Eijiego stykała się z jego i chwyciwszy go za nadgarstek, ruchem zmusił by zbliżył się do niego.
– Przy tobie nie czuję się sobą. Nie ufam własnym instynktom.
– Chcesz powiedzieć, że moja obecność cię zmienia?
– Tak.
– Kolejna rzecz, która nas łączy.
– Która to już z kolei? – zapytał Ash, wpatrując się w niego niezwykle intensywnie.
– Trzecia?
– Nie wiem, myślałem, że ty to kontrolujesz, Eiji – odparł, przesuwając dłoń, by pozwolić swoim palcom zatopić się w miękkich kosmykach jego włosów.
– Ok, daj mi chwilę... – powiedział, mrużąc oczy pod wpływem subtelnego dotyku Ash'a. – Awersja do powierzchownych relacji, dotrzymywanie terminów spotkań i trzecie...
Punkt trzeci nie wybrzmiał. Miękkie usta Ash'a powstrzymały Eijiego, gdy stopiły się niespodziewanie z jego, nieśmiało napierając na ich równie delikatną powierzchnię. Nigdy wcześniej nie odczuwał potrzeby bliskości z drugim człowiekiem, nie na takim poziomie, nie w taki sposób. Powierzchowne relacje, trwające zaledwie kilka chwil, możliwe do zliczenia na palcach jednej dłoni, nie odcisnęły w nim żadnego wyraźnego wspomnienia, żadnych głębszych, godnych zapamiętania emocji. Eiji był pierwszą osobą, która sprawiła, że jego niewzruszone dotychczas serce zaczynało rozumieć, co oznacza pragnąć więcej, poczuć mocniej, wyraźniej. Eiji był pierwszym chłopakiem, z którym łączyła go tak specyficzna, a zarazem dążąca w jednym, konkretnym kierunku więź. Nigdy wcześniej nie czuł niczego podobnego. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad swoją orientacją, nie odczuwał takiej potrzeby. Dopóki nie spotkał Eijiego, nie był świadomy, że jego umysł nie dba o płeć, że niezależnie od niej, jego serce jest w stanie pokochać, a przynajmniej przezwyciężyć strach przed potencjalnym uczuciem.
– Nie powtarzaj się, Eiji – odezwał się, unosząc na krótką chwilę powieki – trzeci punkt jest już znany.
– Wybiórcze masz zachcianki – skomentował cicho, wpatrując się w jego lśniące oczy.
– Przyzwyczaisz się?
– Już to zrobiłem?
Ash roześmiał się cicho i odsunąwszy go od siebie, przesunął się, by zrobić mu miejsce.
– Tym razem to ja leżę w twoim łóżku – zauważył Eiji, gdy jego ciało spoczęło na miękkim materacu tuż obok niego.
– Biorąc pod uwagę przeszłość, twoje będzie następne.
– Dzisiaj wieczorem? – spytał Eiji, zerkając na niego bokiem.
– Dzisiaj wieczorem.
Twarz Eijiego wykrzywił delikatny uśmiech, a samotne dłonie splecione na brzuchu powędrowały do jego lekko zaciśniętych ust.
– Przyjemne uczucie... budzić się obok ciebie – wyznał, coraz pewniej odpowiadając na wwiercające się w niego oczy Ash'a.
– Pomyślałem o tym samym, gdy rano otworzyłem oczy i pierwsze co napotkał mój wzrok, to twoja twarz.
– Jeszcze jedna... – wtrącił cicho Eiji.
– Czwarta – dopowiedział Ash, umieszczając pod swoim rozgrzanym policzkiem swoją równie ciepłą dłoń.
Eiji przekręcił się na bok, układając swoje ciało dokładnie w tej samej pozycji, tak więc w tej chwili obydwoje leżeli w cudownie bliskiej odległości, mając doskonały widok na swoje twarze.
– Sing powiedział, że... jesteśmy do siebie podobni, więc...
– Kiedy ci to powiedział? Dzisiaj? – przerwał mu Ash.
– Tak, gdy uciekłeś pod pretekstem zapalenia papierosa.
– To... – zawahał się, zdając sobie sprawę, że nie ma sensu i tym razem uciekać – to mój mechanizm obronny.
– Zauważyłem. To nie pierwszy raz.
– Przepraszam, że zostawiłem cię samego.
Dłoń Eijiego dotknęła jego policzka i powiódłszy opuszkami palców po gładkiej skórze, jego ciało znalazło się jeszcze bliżej Ash'a.
– Nie zawsze możemy być razem – powiedział cicho, nie przestając poruszać palcami.
– Wiem.
– Choć bardzo bym tego chciał – dodał Eiji, nie pozwalając uciec mu przed swoim spojrzeniem.
– ...Jak bardzo? – zapytał bardzo cicho.
– Tak bardzo, że nawet ja sam jestem zaskoczony. Pierwszy raz czuję tak silną potrzebę obcowania z drugim człowiekiem.
– Nigdzie się nie wybieram, więc...
– Więc? – powtórzył Eiji, nie usłyszawszy kontynuacji.
Kontynuacja nie nadeszła. Po raz kolejny dzisiejszego dnia, pukanie do drzwi przerwało chwilę, którą współdzielili na tym stosunkowo wąskim materacu.
– Ash? Eiji? Jesteście? – głos Shorter'a rozległ się za zamkniętymi drzwiami.
– ...Czego chcesz? – odezwał się Ash, na tyle głośno, by przyjaciel–intruz go usłyszał.
– Odrobiny miłości z twojej strony – jęknął, rozbawiając swoją odpowiedzią Eijiego.
Ash przewrócił oczami i westchnąwszy cicho, niechętnie skierował swoje stopy w stronę drzwi. Szczęk przekręcanego zamka dobiegł Eijiego, by po chwili jego wzrok mógł napotkać znajomą twarz, której oczy przysłaniały ciemne szkiełka okularów, spoczywających na jego nosie.
– Wiem, wiem, przeszkadzam – rzucił, wchodząc do środka, co stało w sprzeczności z jego słowami.
– Skoro wiesz, to wypad – odparł Ash, siląc się na spokój i stojąc w bezruchu przy uchylonych drzwiach.
– Twoje łóżko, Eiji? – zapytał, wskazując to znajdujące się bliżej okna. Komentarz Ash'a całkowicie zignorował.
– T–tak – odpowiedział, siadając bardziej poprawnie na tym, które należało do Ash'a.
– Chyba naprawdę wam przeszkodziłem – stwierdził, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
– Mów po co przyszedłeś – westchnął Ash, decydując się na zamknięcie drzwi.
– Martwiłem się trochę, ale widzę, że niepotrzebnie – wyjaśnił, z uwagą wodząc wzrokiem po pokoju. Zatrzymawszy się na wpatrzonych w niego oczach Ash'a, usiadł na swoim niedoszłym miejscu nocnego spoczynku.
Eiji odnosił całkowicie trafione wrażenie, że Shorter doskonale wie, co rozgrywa się między nim a Ash'em. Był przekonany, że Ash rozmawiał z nim na jego temat, że możliwe iż zdradził mu więcej niż on sam usłyszał, bądź domyślił się z nie zawsze jasnych wypowiedzi Ash'a.
– Niepotrzebnie – potwierdził Ash, wracając na swoje miejsce, obok Eijiego.
– No jasne, że niepotrzebnie – powiedział, wykrzywiając usta w jeszcze szerszym uśmiechu. Siedzący w dość bliskiej odległości Eiji, nie potrafił zatrzymać galopujących myśli, uspokoić bijącego w znacznym przyspieszeniu serca.
Shorter wie, że łączy mnie z Ash'em coś więcej niż przyjaźń, że więź, która wytworzyła się między nami ma jednoznaczny, intymny charakter – przewijało się w głowie Eijiego.
– Macie plany na wieczór? – spytał Shorter, nie przestając się uśmiechać.
Obydwoje spojrzeli na siebie, nie mając pewności czy druga strona oczekiwała czegoś od tej pierwszej.
– Zawsze możecie wymknąć się wcześniej, jak miało to miejsce wczoraj – dodał, dostrzegając ich niezdecydowanie.
– Wymknąć się wcześniej skąd? – odezwał się Ash.
– Planujemy rundkę po barach, a gdzieś pomiędzy bitwę na torze kręgielni.
– Co myślisz, Eiji? – zwrócił się do niego Ash.
– Zawsze możemy wymknąć się wcześniej – powiedział, wywołując na twarzy Ash'a delikatny uśmiech.
– Świetnie! W takim razie przekażę chłopakom, że jesteście chętni – odezwał się Shorter, podnosząc się z łóżka i będąc już przy wyjściu, odwrócił się, mówiąc – Sing się ucieszy, twoja reakcja w restauracji wyraźnie obniżyła jego nastrój.
– Przejdzie mu... jak zawsze – skomentował Ash, spuszczając wzrok.
– Wiadomo, że tak – uśmiechnął się Shorter, zaciskając palce na chłodnej klamce. – Widzimy się wieczorem, mam nadzieję, że do tego czasu nie wyczerpiecie wszystkich sił jakie wam pozostały – dodał z oczywistym przekazem, otwierając drzwi i zamknąwszy je za sobą, z pełną świadomością i premedytacją zostawił ich samych w równie oczywistym stanie emocjonalnego poruszenia i szoku.
...
"Don't be afraid
No one can tear us apart
A look around
You'll never feel alone..."
Broken Mirror, Boom Boom Satellites
