Spokojny oddech Eijiego bardzo powoli docierał do uszu wybudzającego się z niespokojnego, przerywanego snu Asha. Ciężkie powieki z trudem powędrowały w górę, pozwalając by poranne światło zderzyło się z wrażliwą powierzchnią kryjących się za nimi oczu. Zgodnie z obietnicą, dzisiejszej nocy zasypiał na wąskim materacu, u boku nadal śpiącego Eijiego. Czuł na sobie jego ciężar, czuł jego zapach, czuł jak jego miękkie kosmyki włosów przyjemnie łaskoczą skórę twarzy, gdy poruszając się w rytm spokojnego oddechu, nieświadomie dopasowywał tempo i charakter do tego drugiego. Pod palcami lewej dłoni wyraźnie odczuwał ciepło jego ciała. Gładka skóra jego karku, na którym dość mocno zaciskał wrażliwe opuszki swoich palców kusiła, by skierować je nieco niżej, do miejsc, gdzie nie miały jeszcze okazji dotrzeć.

Na krótki moment jego myśli zawędrowały w nieznane mu jeszcze od tej strony zakamarki umysłu, dla których potrzeba bliskości była najwyższym priorytetem. Pragnął jej na zupełnie innym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej. Tęsknił, choć nigdy wcześniej jej nie doświadczył.

Jego zaspane jeszcze spojrzenie powędrowało do zamkniętych oczu, śpiącego na jego piersi chłopaka i mimowolnie zawędrowało dalej, mijając nos i zatrzymując się na jego lekko rozchylonych ustach. Ich widok przypomniał mu słowa jakie wypowiadały, jakie było mu dane usłyszeć. Słowa, które w jego najśmielszych marzeniach miały być jedynie iluzoryczną formą przekazu, pocieszenia i ostatecznie pożegnania. Przekaz jaki ze sobą niosły nie był tym, którego oczekiwało jego wątpiące serce, ich treść przerosła oczekiwania jego cały czas niedowierzającego umysłu.

Choć jego wzrok dostrzegał wyraźnie piękną postać, spoczywającą ufnie na jego piersi, choć jego słuch rejestrował wyraźnie jej spokojny, miarowy oddech, ślad zwątpienia i niedowierzania nadal powstrzymywał go przed zawierzeniem temu co widzi, temu co słyszy.

– Ash...?

Delikatny ruch wyczuwalny pod palcami i to cudowne brzmienie, gdy wypowiadał jego imię, pobudziły jego serce.

– Jestem... Eiji – odezwał się, czując wypełniające go ciepło, gdy spojrzenie ciemnych oczu napotkało jego.

– Dzień dobry – wymruczał zaspanym głosem, nie odrywając od niego oczu.

– Dzień dobry.

Palce Asha poruszyły się, łaskocząc delikatną skórę Eijiego, nieświadomie sprawiając, że przez jego ciało przeszedł charakterystyczny dreszcz.

– Bałem się, że gdy otworzę oczy, ciebie nie będzie – powiedział, mrużąc delikatnie powieki, gdy dotyk Asha nieprzerwanie pobudzał receptory na jego skórze. – Cieszę się, że jest inaczej – dodał, wzmacniając uścisk wokół ciała Asha, które oplatały zachłannie jego ramiona.

– ...Dziękuję... Eiji – powiedział cicho, nie mając pewności, czy ma prawo żądać więcej.

Czy ma prawo usłyszeć więcej?

– To ja dziękuję – zaśmiał się cicho.

– ...Eiji – zaczął z lekkim wahaniem i objąwszy go, siłą własnych mięśni sprawił, że znalazł się jeszcze bliżej.

– A-Ash...? – odezwał się zdezorientowany, gdy nieznośna dotychczas odległość zmniejszyła się do tej, której podświadomie pragnęło jego ciało.

– Wybacz, ale... poniekąd to twoja wina.

– Moja wina? – powtórzył, nie mając pewności czy dobrze zrozumiał.

– Wysil się trochę, Eiji – wyszeptał wprost na jego usta.

– Nie jestem... tak mądry jak ty... Ash – odparł równie cicho, czując na sobie jego wyraźny dotyk.

– Nieprawda. Są obszary, w których jestem zdecydowanie w tyle... Nie doceniasz się, Eiji.

– Na przykład?

– Twoja... inteligencja emocjonalna znacząco przewyższa moją. Twoja obecność zmienia mnie. Sprawiasz, że zaczynam akceptować samego siebie.

– Chciałbyś wiedzieć, jak ty na mnie oddziałujesz?

– ...A oddziałuję?

– Bardzo – zapewnił, gładząc go po ciepłym policzku. – Tak bardzo, że... zaczyna mnie to przerażać.

– Dlaczego? – spytał, nieświadomie wstrzymując powietrze.

– Ponieważ bez ciebie jestem słaby.

– To znaczy, że...

– To znaczy, że potrzebuję cię w swoim życiu, Ash – dokończył, dostrzegając wahanie w jego głosie. – Jesteś jego istotną częścią.

Do oczu Asha napłynęły pierwsze tego późnego poranka łzy. Zrozumiał, że jest to nawiązanie do wczorajszej rozmowy, do wyznania prawdy, na którą się zdobył, do podzielenia się wszystkim, co powstrzymywało go przed jej wyjawieniem. Dla Eijiego jego osoba była daleka od cech, którymi określał się, myśląc o swoich rodzicach. Dla niego jego istnienie miało sens, zdawało się być warte więcej niż niedowierzający umysł Asha był w stanie zrozumieć.

– Co jeżeli jest już za późno, by się wycofać?

– Jest już za późno, Ash – odpowiedział pewnym siebie głosem, ścierając pojedyncze łzy z jego twarzy.

– Jesteś... jesteś dopiero na początku swojego życia. Wiele może się zmienić, ty możesz się zmienić.

– Pff... zabrzmiało jakby dzieliła nas przepaść wiekowa, a nie rzeczywiste dwa lata. Przypominam ci również, że to ja jestem ten starszy – odparł z rozbawieniem. – To ja powinienem się martwić, nie ty.

– W tym aspekcie mam mentalność starca. Nic takiego nie grozi ci z mojej strony, Eiji.

– W takim razie tym bardziej nie masz się czego obawiać. Nigdy nie zostawiłbym potrzebującego starca.

– Uważaj Eiji. Jeszcze chwila i całkowicie zawierzę twoim słowom.

– Czekam na to – powiedział, nie poruszając się nawet o milimetr.

Nie odrywając od niego oczu, Ash ujął jego twarz w dłonie i złożył na jego ustach delikatny pocałunek. Subtelne muśnięcie, niewinny dotyk z każdą upływającą sekundą zmuszał ich ciała, by nie poprzestać jedynie na tym, by skusić się na coś więcej.

Nadal czekający Eiji, pomimo wyraźnego napięcia i coraz bardziej naglących potrzeb, leżał w nieznośnym bezruchu, w równie nieznośnej ciszy.

Decyzja Asha ulżyła jego cierpieniom.

Wyraźny smak na jego ustach, dotyk palców na jego wrażliwej skórze okazały się być wszystkim czego w tej chwili potrzebował, bez czego nie potrafił już wyobrazić sobie swojej codzienności.

Nie potrafił zrozumieć jak druga osoba, w tak krótkim czasie była w stanie zawładnąć jego myślami. Do tego stopnia, że każdy dzień rozpoczynał się i kończył dokładnie tak samo – przepełniony wszystkim tym, co wiązało się z Ashem. Eiji nie potrafił wyobrazić sobie, że kiedykolwiek będzie inaczej. Ash wypełniał go sobą i pragnął, by tak pozostało.

– Żałujcie, że wczoraj poszliście. Alex poślizgnął się na torze i próbując utrzymać równowagę, wyrżnął o stolik – rozbawiony głos Singa wyraźnie denerwował bohatera owej historii.

– Podejrzewam, że zajmowali się czymś znacznie ciekawszym i oglądanie jak ich przyjaciel robi z siebie pośmiewisko, nie brzmi ani trochę zachęcająco – dopowiedział Shorter, jak zwykle łaskawy w kwestii doboru słów.

Piorunujące spojrzenie Asha, zaskoczyło Shortera kryjącą się w nim łagodnością. Było w nim coś, czego nigdy wcześniej nie dostrzegał. Zafascynowany nie potrafił oderwać od niego oczu.

– Ciekawszym... – powtórzył Sing, przeskakując między dwiema parami oczu, należącymi do Asha i Eijiego. Siedząc po przeciwnej stronie, miał doskonały widok na ich twarze. – Ewidentnie dzieje się coś między wami i odnoszę wrażenie, że tylko ja i Alex nie jesteśmy wtajemniczeni.

– Może nie, ale gdybyś się trochę wysilił, zauważyłbyś, że wcale nie tak trudno domyślić się, co takiego dzieje się między nimi – wtrącił Alex, popijając przez kolorową słomkę sok z granatu.

– Alex! Jakiś ty spostrzegawczy! – zawołał wesoło Shorter, klepiąc go dość mocno po plecach.

Tym razem spojrzenie Singa zatrzymało się na zielonych tęczówkach i w najwyższym skupieniu starało się odczytać, kryjącą się w nich prawdę. Zadanie miał tym razem ułatwione, ponieważ Ash nie zamierzał uciekać. Opuszczając dzisiaj hotelowy pokój w towarzystwie Eijiego, zrozumiał, że nie chce zaprzeczać temu co ich łączy. Choć nie wiedział jeszcze jak to nazwać, chciał by ich relacja miała szansę na rozwój. Ukrywanie jej jedynie spowolniłoby wkraczanie w kolejne sfery ich związku.

W ten właśnie sposób Ash tłumaczył swoje zachowanie, słowa, które opuściły jego lekko ściśnięte gardło.

– Ja i Eiji zasypiamy w jednym łóżku.

Wraz z jego ostatnim wypowiedzianym słowem przy stoliku zapadła całkowicie zrozumiała w takiej sytuacji cisza. Ash się tego spodziewał. Choć informacja, którą się podzielił, nie sprostała jego wcześniejszym ustaleniom, które poczynił w swoim wąskim, jednoosobowym gronie, jego rozemocjonowany umysł nie był jeszcze w stanie ocenić, czy przekroczył granicę.

Miał natomiast świadomość tego, że jego odważne posunięcie zaskoczy Eijiego, z którym przecież niczego wcześniej nie uzgadniał. Słusznie zakładał, że przeżyje szok, co podkreślał w tej chwili widok jego mocno zaczerwienionych policzków.

Jednak to czego nie przewidział (a powinien!), to pytanie, które padło z ust jego najlepszego przyjaciela.

– A budzicie się w osobnych?

Zrozumienie treści pytania zajęło każdemu z obecnych dobrą chwilę. Twarz Eijiego przybrała ciemniejszy odcień czerwieni, zaś ta Asha nie pozostając w tyle, dorównywała mu teraz zarówno kolorem jak i temperaturą.

Pytanie Shortera uzmysłowiło mu, czym podzielił się ze swoimi przyjaciółmi, jak było to osobiste i nie na miejscu. Spanikowany zerknął na siedzącego obok Eijiego i zacisnąwszy palce na kubku z gorącą kawą, zmusił się do jakiejkolwiek reakcji, uznając, że nieważne co teraz powie, będzie to lepsze niż przedłużająca się w czasie cisza.

– Skoro zasypiają obok siebie, to i budzą się obok siebie – stwierdził Alex zanim Ash zdążył się odezwać.

– Pewności nie ma – odparł Shorter. – Powiedział, że zasypiają w jednym łóżku, ale nie wiemy co dzieje się później. Może nad ranem jeden z nich wraca do siebie?

– To zależy – myślał głośno Alex. – Może któryś z nich lunatykuje?

– Mało prawdopodobne – rzucił Shorter. – No i pytanie, co dzieje się przed samym zaśnięciem?

– A jaki to ma związek z...

Przenikliwy dźwięk przesuwającego się po podłodze krzesła, przerwał ich co najmniej dziwną wymianę zdań. Sing stał oparty z rękami o blat stołu i ze złością wpatrywał się w dwójkę swoich przyjaciół, których rozmowa dosłownie wyprowadziła go z równowagi.

– Przymknijcie się choć na chwilę – wydusił przez zaciśnięte zęby. – Czy tylko ja dostrzegam absurd tego o czym mówicie? – dodał, nie oczekując żadnej odpowiedzi.

Byłaby zapewne równie absurdalna.

Wziąwszy głęboki wdech, zwrócił swoje zdradzające zdenerwowanie spojrzenie na wpatrujące się w niego, niezwykle skupione oczy Asha.

– Chcę to usłyszeć od ciebie – odezwał się, nie spuszczając z niego oczu. – Czy... ty i Eiji jesteście razem?

Ash nie odpowiedział. Akurat na to pytanie nie chciał odpowiadać. Czuł strach przed nazywaniem tego, co ich łączy. Głęboko zakorzeniony, irracjonalny strach przed odrzuceniem nie pozwalał zawierzyć prawdzie, którą z taką szczerością przedstawiał mu Eiji.

– Tak.

Odpowiedź, którą usłyszał, która nie pochodziła od niego, na krótki moment wstrzymała jego serce. Cudowna w jego opinii barwa głosu, która wydostała się z gardła Eijiego, sprawiła, że zapragnął usłyszeć ją raz jeszcze. Niedowierzające spojrzenie Asha powędrowało do jego twarzy, mając nadzieję, że jej wyraz potwierdzi, to co przed chwilą usłyszał.

– Przepraszam – odezwał się Eiji, a na jego policzkach Ash dostrzegł silniejsze ślady zawstydzenia. – Chciałeś usłyszeć to od Asha, ale skoro dotyczy mnie to bezpośrednio, pomyślałem, że... – zawahał się, spoglądając w stronę wpatrzonych w niego szmaragdowych oczu.

Zaskoczenie jakie malowało się na twarzy Asha wprowadziło Eijiego w wyjątkowo nieprzyjemne poczucie, że się pomylił. Ale czy na pewno? Czy naprawdę ma powody, by wątpić?

– W zasadzie ja i Ash nie rozmawialiśmy... – zaczął, uznając, że być może powinien się wycofać, jednak palce Asha, które dotknęły jego dłoni, skutecznie powstrzymały go przed wypowiedzeniem tych pełnych zwątpienia słów.

Delikatny uśmiech, który w tej chwili pojawił się na jego ustach, pobudził Asha, wprawiając w ruch jego struny głosowe.

– Słyszałeś Eijiego – zwrócił się, do czekającego w niezrozumiałym napięciu Singa. – Wszystko, co powiedział jest prawdą.

Po raz kolejny dzisiejszego wczesnego popołudnia zapadła spowita dziwnie napiętą atmosferą cisza. Źródłem owego napięcia nie był Ash, nie był nim również Eiji. Alex i Shorter również zdawali się być pozbawieni negatywnych emocji, które mogłyby potęgować jedynie to nieprzyjemne wrażenie, że w każdym momencie wydarzy się coś nieoczekiwanego, coś niekoniecznie dobrego.

– W takim razie powinien ci chyba pogratulować, Ash – rzucił Sing, stojąc w całkowitym, wręcz nienaturalnym bezruchu.

W tonie jego głosu Ash wyczuł niechęć.

– O co ci chodzi? Masz z tym jakiś problem? – zapytał, siląc się na spokój.

Nie chciał się kłócić, nie przy Eijim, ale nie chciał również, by niejednoznaczne stwierdzenie Singa pozostawiło za sobą jakiekolwiek wątpliwości.

– Ash, jestem przekonany, że Sing nie miał nic złego na myśli – łagodne brzmienie głosu Shortera na krótki moment przerwało to dziwne napięcie między nimi.

Napięcie, którego Ash szczerze nie rozumiał.

– Zwyczajnie zaskoczyliście go. Obstawiam, że do wieczora mu przejdzie.

– Dokładnie. Dla nas to żadna szokująca nowina, ale... – wtrącił Alex, jednak gwałtowny ruch Singa przerwał jego tłumaczenia.

– O 17 mamy próbę. Obyś do tego czasu ochłonął – zawołał Shorter, gdy Sing ruszył bez słowa w stronę wyjścia.

– Przejdzie mu – stwierdził Alex, odchylając się z głośnym westchnieniem na oparcie krzesła.

– Nie rozumiem, co się tutaj wydarzyło – odezwał się cicho Ash, analizując wszystko od początku, każde wypowiedziane słowo, każdy gest i spojrzenie.

– Okres buntu, nie doszukuj się w tym jakichś głębszych znaczeń – dodał Alex beznamiętnym tonem.

– To zbyt proste i oczywiste – rzucił Ash, nie zawierzając takiemu wyjaśnieniu.

– Przepraszam, Ash – odezwał się, milczący do tej pory Eiji.

Gdy tylko niedowierzające spojrzenie Asha napotkało jego, dodał zanim ktokolwiek byłby w stanie go ubiec.

– Gdybym się wtedy nie odezwał, nie doszłoby do tego. To zrozumiałe, że nie każdy będzie reagował zgodnie z naszym życzeniem. Takie sytuacje będą się powtarzać. To nieuniknione... Ash.

Ash odniósł wrażenie, że za słowami Eijiego kryje się coś więcej. Coś w rodzaju przestrogi, coś w rodzaju otrzymania ostatniej szansy na wycofanie się, zrozumienie skali popełnianego błędu.

– Nie sądzę, by powodem jego zachowania była nietolerancja – powiedział Shorter, podczas gdy w głowie Asha zapanował chaos, nad którym zdawał się nie panować. – Nie bierz tego do siebie Eiji, nie traktuj tego jak atak. Sing nie jest dupkiem i jestem pewien, że wkrótce sam się o tym przekonasz.

– To nie zmienia faktu, że tak jak powiedział Eiji, takie sytuacje będą się powtarzać – wtrącił Alex.

– To nie jest rozmowa na teraz, a już na pewno nie w tak dużym gronie – skomentował Shorter, patrząc na niego krytycznie. – Do tego jesteśmy zbędni, Alex.

Rozmowę, która toczyła się tuż obok, umysł Asha odbierał jak rozmyte tło, którego zarówno dźwięki jak i obrazy docierały zniekształcone, niedoskonałe.

Nie to było w tej chwili istotne.

Ciepła dłoń Eijiego, którą przez cały ten czas Ash trzymał w swoich zaciskających się coraz mocniej palcach, była kotwicą, która nie pozwalała mu odpłynąć zbyt daleko. Na tyle daleko, by powrót sprawił im jedynie ból i cierpienie, by rozłąka trwała możliwie jak najkrócej. By tę nieznośną myśl o rozstaniu pochłonęła otchłań, by przepadła bezpowrotnie, tracąc jakąkolwiek szansę na wynużenie.

Niespodziewany ruch Asha zaskoczył Eijiego, sprawiając, że jego organizm nie był zdolny do odpowiednio szybkiej reakcji, zrozumienia dlaczego, biorąc pod uwagę okoliczności i miejsce w którym się obecnie znajdowali.

Oparłszy czoło na ramieniu Eijiego, Ash zamknął oczy, a jego cichy głos, na tyle cichy by trafił tylko do uszu tej właściwej osoby, wydostał się z jego gardła.

– Nie chcę tego kończyć, Eiji. Cokolwiek nas łączy... chcę by trwało.

...

"...I would dive for you
Feeling like I'm hypnotized
Make me what I am
Make me who I be..."
Dive for you, Boom Boom Satellites

Zapraszam do czytania oneshotów, które opublikowałam jakiś czas temu. Oba z uniwersum Tokyo Revengers, jednak znajomość mangi/anime nie jest konieczna.