Obraz twarzy Asha skąpanej w promieniach wschodzącego słońca był pierwszym, co zarejestrował wzrok Eijiego zaraz po przebudzeniu. Zaspany jeszcze organizm stopniowo przyzwyczajał się do tego graniczącego z cudem widoku, uświadamiając sobie, że to prawda, że Ash należy do niego, a on należy do Asha.
Myśl ta sprawiła, że jego policzki pokryły się czerwienią, a zachłanna dłoń powędrowała do tej należącej do Asha, leżącej swobodnie na wspólnie dzielonej poduszce.
Cichy pomruk opuścił jego gardło, a powieki bardzo powoli powędrowały w górę, napotykając wpatrzone w niego czekoladowe tęczówki.
Chwilowa dezorientacja zawładnęła jego umysłem. Nie mając śmiałości się poruszyć, rozejrzał się niepewnie po sypialni i powrócił do zdecydowanie najbardziej interesującego i absorbującego widoku.
Nie tylko w tym pomieszczeniu.
– Dzień dobry, Ash – usłyszał, a w jego niedowierzającym nadal umyśle, fascynacja mieszała się ze strachem.
– Dzień dobry – odpowiedział ostrożnie, poruszając jednocześnie palcami, by sprawdzić czy wrażenie dotyku utrzyma się w niezmienionej formie.
Odczuwanie zmieniło się diametralnie. Znajomy dotyk dłoni Eijiego jeszcze wyraźniej zarejestrowały jego niedowierzające receptory.
– Wydaje się to nierealne... to, że leżysz tu ze mną.
– Następnym razem będzie ci łatwiej uwierzyć – stwierdził cicho Eiji, nie spuszczając z niego zafascynowanego spojrzenia.
– ...Kiedy będzie ...następny raz?
– Mam dzisiaj wolny wieczór i żadnych niecierpiących zwłoki zadań na jutrzejszy poranek nie przewiduję.
– Czyli jutro – powiedział z uśmiechem.
– Skoro nalegasz – odparł Eiji, odwzajemniając uśmiech.
Ash wtulił twarz w miękką poduszkę, a gdy ponownie na niego spojrzał, uczucia zagubienia i swego rodzaju niepewności uległy znacznemu nasileniu.
Czy to odpowiedzialne zawierzać temu, co widzi i czuje?
Czy nie jest to jedynie urojoną projekcją jego wybujałej wyobraźni?
Dostrzegając na policzkach Asha delikatne rumieńce, Eiji poruszył się przykładając otwartą dłoń do jego twarzy. To, co w tej chwili odczuwał nie był w stanie porównać z niczym, co doświadczył do tej pory, w całym swoim życiu. Nigdy wcześniej żadna osoba nie wywoływała w nim tego typu emocji. Tego typu pragnień. Tego typu potrzeb.
Poruszył nieznacznie palcami, wodząc opuszkami po gładkim, rozpalonym policzku, a uważne spojrzenie utkwił w lśniących wpatrzonych w niego szmaragdowych tęczówkach.
Promienie wschodzącego słońca cudownie rozpraszały się na jasnej skórze Asha, potęgując wrażenie, że to czego doświadcza nigdy nie będzie w stanie wymazać ze swojej pamięci. Wszystkie zmysły Eijiego udowadniały, że każdy bodziec, który w tej chwili są zdolne zarejestrować począwszy od dotyku, poprzez zapach i skończywszy na tych wzrokowych, pozostawi po sobie trwały ślad.
Pochłonięty tym wszystkim zapragnął więcej.
– Kocham cię – usta Eijiego poruszyły się, wypowiadając te dwa słowa, które w umyśle Asha wywołały jedyny w swoim rodzaju chaos.
Charakter ich spojrzeń uległ kolejnym przemianom.
Nie potrafiąc zapanować nad gonitwą myśli, Ash zamknął oczy. Eksplozja emocji, których doświadczał, paradoksalnie pomagała mu zrozumieć sens wypowiedzianych przez Eijiego słów. Słów, w których szczerość nie miał powodu wątpić. Nie miał prawa doszukiwać się kłamstwa. Nie miał prawa porównywać go...
– Ash – odezwał się Eiji, nie mając pewności jak powinien interpretować jego zachowanie – nie musisz odpowiadać, jeżeli nie jesteś jeszcze gotowy.
Nie dowierzając temu, co słyszy, Ash otworzył oczy, ale zanim jakiekolwiek słowa zdążyły opuścić jego ściśnięte gardło, raz jeszcze usłyszał głos Eijiego.
– Nie chciałbym byś zmuszał się do tego. Czuł się w obowiązku, by odpowiedzieć tym samym.
– Ale ja chcę odpowiedzieć tym samym – powiedział, zaciskając palce wokół jego ciepłej dłoni.
– Tym samym? – dopytał pomimo pewności, że Ash czuje to samo.
– Tak.
Na twarzy Eijiego pojawił się delikatny uśmiech, a usta raz jeszcze poruszyły się, mówiąc.
– Kocham cię, Ash.
– Kocham cię... – odpowiedział od razu i przysunąwszy się bliżej, wyszeptał tuż przy jego twarzy – kocham cię, Eiji.
Delikatne muśnięcia ich ust przypieczętowały prawdziwość tej chwili.
Ash uwierzył, że to prawda.
Pozbawiony wszelkich wątpliwości pogłębił pocałunek, a palce wplótł w miękkie, czarne pasma.
Wspomnienie minionej nocy niemal jednocześnie wyświetliło się w ich umysłach, prowokując do jeszcze śmielszych kroków.
Dźwięk dzwonka do drzwi skutecznie przerwał to czym od kilku minut tak niestrudzenie się zajmowali.
– Spodziewasz się kogoś? – spytał Eiji, nieruchomiejąc tuż przy jego twarzy.
– ...Nie – odpowiedział, powoli odzyskując świadomość otaczającego ich świata.
– Sprawdzisz kto to? – dopytał Eiji, gdy bezruch Asha sugerował całkowitą ignorancję.
– Wolałbym nie – mruknął cicho, wtulając twarz w zagłębienie jego obojczyka.
Eiji uśmiechnął się przeczesując palcami długie, jasne włosy, a gdy dźwięk dzwonka rozległ się ponownie, westchnął niepocieszony.
– Może to coś ważnego?
– Na pewno nie ważniejsze od tego – stwierdził Ash, przesuwając dłonią wzdłuż jego kręgosłupa.
– A-Ash... – jęknął cicho Eiji, gdy palce Asha zahaczyły o materiał jego bokserek.
Tym razem głośne pukanie ostatecznie powstrzymało ich przed kontynuacją. Palce Asha zatrzymały się gdzieś w okolicy prawej nogawki, a zdradzający niezadowolenie wzrok napotkał ten Eijiego, równie, a może nawet bardziej ukazujący ślady oczywistego w takiej chwili niezaspokojenia.
– Zaraz wracam – rzucił Ash, całując go przelotnie w usta i podniósłszy się, sięgnął po leżącą na podłodze koszulkę.
Z wyraźną niechęcią opuścił przytulne rejony łóżka i dotarł do miejsca, gdzie tuż za solidnymi drzwiami dostrzegł przez wizjer pochyloną sylwetkę swojego najlepszego przyjaciela.
Westchnąwszy przeciągle, przekręcił klucz w zamku i zanim zdążył zapytać w jakim celu niepokoi go o tak nieludzkiej porze, Shorter dosłownie rzucił się na niego.
– Żyjesz... – wydusił, obejmując go z niemal całej siły.
– Spodziewałeś się zastać mnie w innym stanie? – spytał stojąc nieruchomo w oczekiwaniu, aż ten go puści.
– Dziwisz mi się?! – zawołał, spoglądając na niego z wyrzutem. – Od wczoraj nie odpisujesz na moje wiadomości.
– Nie zauważyłem, że coś pisałeś.
– Zazwyczaj odpisujesz w środku nocy, więc gdy rano okazało się, że nawet nie odczytałeś...
– Wpadłeś w panikę.
– ...Wisisz mi śniadanie – burknął na wpół obrażony, ładując się bezceremonialnie do środka, ale Ash zatrzymał go chwytając za rękę.
– Nie dzisiaj.
– Dlaczego? Nie uwierzę, jeżeli powiesz, że już jadłeś.
– Nie jestem sam – wyjaśnił, patrząc na niego wzrokiem mówiącym, że nie jest tu mile widziany.
– Możemy zjeść we trójkę – głos Eijiego dotarł do nich z dalszej części mieszkania.
Opierając się o drzwi do sypialni, odważnie znosił zszokowane spojrzenie Shortera, którym dokładnie w tej chwili go obrzucał. Biorąc pod uwagę skąpe odzienie, na które składały się podobnie jak w przypadku Asha – koszulka na krótki rękaw i ciemne obcisłe bokserki, poczucie prywatności dość dalekie było od takiego, by czuł się komfortowo.
– Cześć Shorter – odezwał się, posyłając mu delikatny, zdradzający lekkie zawstydzenie uśmiech.
– Eiji... cześć – przywitał się. Powoli i ostrożnie.
W najwyższym skupieniu przyglądał się stojącej w zapewne bolesnym bezruchu sylwetce Eijiego, dochodząc do trafnych wniosków związanych z jego obecnością w mieszkaniu Asha. Ostatecznie uwolniwszy go spod piętna swojego spojrzenia, powrócił do stojącego za nim Asha.
– Nic dziwnego, że nie zauważyłeś – rzucił, wykrzywiając usta w szerokim uśmiechu.
– Zostajesz, czy wychodzisz? – zapytał Ash, całkowicie ignorując jego uwagę.
Wyczuwając narastające zniecierpliwienie, Shorter postanowił nie ułatwiać mu tego w najmniejszym nawet stopniu.
W końcu nie byłby sobą, gdyby postąpił inaczej.
– Zostaję – zdecydował, nie przestając się uśmiechać.
– Nie było sensu pytać – niezadowolony mruknął pod nosem, zamykając drzwi.
Nieskrępowany w najmniejszym stopniu całą tą sytuacją, Shorter rozsiadł się wygodnie na sofie i skierował swoje trefnisiowe spojrzenie na Asha, zmierzającego w stronę sypialni.
– Daj nam 5 minut – powiedział tłumiąc w sobie potrzebę, by zareagować inaczej.
Drzwi do sypialni zamknęły się z cichym trzaskiem, tworząc namacalną barierę pomiędzy intruzem w salonie, a pozostałą dwójką.
– Chciałeś się go pozbyć, prawda? – zapytał Eiji, obserwując Asha, który ze skwaszoną miną zakładał spodnie.
– Tak – odpowiedział od razu, spoglądając na niego zza kurtyny długich włosów.
– W takim razie przepraszam.
– ...Za mało. Będziesz musiał się bardziej postarać – powiedział, posyłając mu zdradzający dwuznaczne intencje uśmiech.
– Taki miałem zamiar – odparł, odpowiadając tym samym. – Wszystko zepsułeś, Ash – dodał markotnie.
Ash ruszył przez pokój, a gdy cel tej powolnej wędrówki był na wyciągnięcie ręki, jego lewa dłoń powędrowała do tej Eijiego.
– W takim razie udawajmy, że tego nie powiedziałem – zaproponował, nie odrywając od niego oczu.
– ...Ok. Możemy spróbować – zgodził się po chwili namysłu, podążając opuszką palca wzdłuż jego przedramienia.
Ash zatrzymał go, chwytając za rękę i zamknąwszy oczy, powiedział.
– Nie prowokuj, Eiji.
– Nie podejrzewałem cię o taką wrażliwość – droczył się z nim.
– I kto to mówi? – Ash nie pozostał mu dłużny.
– ...Shorter czeka – powiedział, unikając odpowiedzi.
– No i?
– To nie ładnie, by...
– Nie podejrzewałem cię o taką nieśmiałość... Eiji.
Przycisnąwszy go lekko do ściany, musnął delikatnie jego usta i chwyciwszy za klamkę, zapytał.
– Gotowy?
– Powiedzmy – mruknął zamykając na krótką chwilę oczy, by się uspokoić.
Spojrzenie ciemnych oczu jakie napotkali zaraz po wyjściu z sypialni, wywołało swoisty dyskomfort. Niczym niechronione, pozbawione bariery w postaci ciemnych okularów, całkowicie świadomie odbierały im swobodę obcowania z ich bezwzględnym właścicielem.
– Przestań się gapić – rzucił Ash, otwierając lodówkę.
– Skąd wiesz, że się gapię? Nie patrzysz na mnie.
– I tym właśnie zdradziłeś się, że to robisz.
– Ash... – westchnął Shorter, kręcąc głową – będą jeszcze pytania, całkiem sporo pytań – zauważył, obserwując uważnie stąpającą po drewnianych panelach Elizabeth.
– ...Oszczędź przynajmniej Eijiego, nie jest przyzwyczajony do...
– Nie zamierzałem być aż tak wścibski – bronił się, wchodząc mu w słowo. – Poza tym niech sam zdecyduje, jak wróci z łazienki.
– ...Mogę zaproponować tosty na słodko – oznajmił Ash, decydując się, by na niego spojrzeć i zaprzestać tej bezcelowej wymiany zdań.
– Świetnie! – ucieszył się. – Słyszałeś Eiji? – dodał, gdy drzwi do łazienki otworzyły się i ich spojrzenia się spotkały.
– Co takiego?
– Ash zaserwuje nam tosty na słodko.
– Mogę pomóc – powiedział od razu, przyspieszając kroku.
– Mógłbyś wyjąć trzy talerze z górnej szafki? – zwrócił się do niego Ash z delikatnym uśmiechem na ustach.
– Pewnie – odparł, niezwłocznie przystępując do przydzielonego mu zadania.
Siedzący na sofie Shorter zamilkł. Jego głos uwięził na krótką chwilę ten niespotykany, zaskakujący widok. Tak jakby inna instancja jego przyjaciela przemieszczała się teraz swobodnie po kuchni tej należącej do pierwotnej wersji Asha, tej którą znał większość swojego życia.
Bez wątpienia coś się zmieniło. Ash był inny. Obecność Eijiego zmieniała go.
– Cholera, tak dobrze razem wyglądacie... – krążąca w jego głowie myśl wybrzmiała. – Zaczynam żałować, że wam przeszkodziłem.
Eiji zerknął na stojącego obok Asha, którego ręka znieruchomiała nad słoikiem z konfiturą, gdy z ust Shortera padło pierwsze słowo.
– Jeżeli wyciągniesz z tego wnioski, możesz liczyć na łaskawe potraktowanie z mojej strony – powiedział Ash, odzyskując zdolność poruszania.
– Eiji? – zwrócił się do niego, ciekawy jego zdania.
– J-ja? Sam zaproponowałem, żebyś został, więc nie przewiduję żadnych konsekwencji – odpowiedział, siląc się na swobodny ton, co rozbawiło jedynie niespodziewanego gościa.
Cała ta sytuacja była dla Eijiego swego rodzaju wyzwaniem. Sam fakt, że spędził noc w mieszkaniu swojego chłopaka, wyznał mu co czuje i usłyszał, że Ash czuje dokładnie to samo sprawiały, że ta chwila wydawała się nie pasować do stanu jego świadomości. Odbiegała od głównego wątku wydarzeń, które w zapętleniu odtwarzał jego umysł.
– Mówiłem serio – odezwał się Shorter, przerywając ciszę, która zawisła nad nimi odkąd cała trójka skupiła się na spożywaniu ciepłych, chrupiących tostów.
– Musisz być bardziej konkretny – rzucił Ash, nie przerywając jedzenia.
– Podobasz mi się w takiej odsłonie – sprecyzował, wywołując spodziewaną reakcję u pozostałej dwójki.
Siedzący obok niego Eiji spiął się mimowolnie, zaś twarz jego najlepszego przyjaciela zdradzała w tej chwili oczywiste niezrozumienie i rozdrażnienie.
– Nie wyczerpałeś wystarczająco tematu – zauważył Ash, siląc się na spokój.
– Wydajesz się być inny, Ash – podzielił się swoim jakże trafnym spostrzeżeniem. – Dobra robota, Eiji – dodał, zerkając na niego z uśmiechem.
W jego głowie czaiła się jeszcze jedna myśl, co do której nie miał pewności, czy powinien się nią z nimi dzielić.
Słowa wypowiedziane przez Asha rozwiały wszelkie wątpliwości.
– Bo tak się czuję... i oczywiście, że to zasługa Eijiego, dlatego... – zawahał się, spoglądając na niego jakby szukał przyzwolenia, by mówić dalej.
– Dlatego? – powtórzył cicho Eiji.
– Jeżeli nasz zespół nadal ma funkcjonować jak do tej pory, będę oczekiwał wyjaśnień od Singa – powiedział, powracając spojrzeniem do swojego najlepszego przyjaciela. – Chcę wiedzieć, dlaczego jest przeciwny mojemu związkowi z Eijim.
Shorter westchnął głośno, odchylając się na oparcie kanapy i przejechał dłonią po włosach, zostawiając je w nieładzie.
– Jesteś mądrzejszy ode mnie, nie domyślasz się? – rzucił z nutką ironii w głosie.
– Rozmawiałeś z nim o tym?
– Próbowałem, ale nie zdradził wprost, co nim kieruje.
– Mimo to domyślasz się.
– Tak – przyznał Shorter.
– Z jakim prawdopodobieństwem trafienia?
– Ponad 50%.
Ash sięgnął po kubek z kawą i ogrzewając nim dłonie wrócił myślami do wcześniejszych rozmyślań na ten temat. Przetarte już szlaki ułatwiły mu odnalezienie właściwej ścieżki, tej której starał się unikać.
W międzyczasie smukła postać Elizabeth zmaterializowała się tuż przy stopach Eijiego, by po chwili znaleźć się tuż przy jego boku, oczekując zasłużonej uwagi. Dłoń Eijiego powędrowała do jej lśniącej sierści, sprawiając, że z jej pyszczka wydobył się cichy pomruk.
Zszokowane spojrzenie Shortera w spowolnieniu rejestrowało tę graniczącą z cudem scenę. Jakby próbowało doszukać się fałszu, a jednocześnie bardzo powoli zawierzało, że nieufna i wrogo nastawiona dotychczas kotka pozwoliła sobie na takie traktowanie.
– Brałem pod uwagę kilka opcji – zaczął Ash ze wzrokiem wbitym w blat stołu.
Brzmienie głosu Asha przyspieszyło proces przetwarzania. Nie tylko Ash zdawał się być inny. Elizabeth również nie była obojętna na obecność Eijiego.
– Pierwsza, najmniej prawdopodobna – nietolerancja, druga – negatywny wpływ na wizerunek zespołu, trzecia – obawa, że ostatecznie zmusi mnie to do odejścia.
– To wszystko? – zapytał Shorter wpatrzony w jego pochyloną sylwetkę.
– Nie, jest jeszcze jedna, której szczerze mówiąc, nie chciałem brać pod uwagę – powiedział, tym razem kierując wzrok na siedzącego w zrozumiałym napięciu Eijiego. – Zazdrość.
Oczy Eijiego rozszerzyły się, ale zanim oszołomiony umysł zdołał skonstruować właściwe pytanie, głos Asha rozległ się ponownie.
– Zakładam, że obstawiasz czwartą możliwość – dodał, przenosząc wzrok na Shortera.
– Owszem.
– Zazdrość? – powtórzył Eiji, nie do końca rozumiejąc. – To znaczy, że... Sing chciałby znaleźć się na moim miejscu?
Shorter zacisnął nerwowo usta i pokręciwszy głową na znak, że się myli, zerknął na Asha.
– Przeciwnie, Eiji – odezwał się, mocniej zaciskając palce na ściankach ceramicznego kubka. – To na moim miejscu chciałby się znaleźć.
...
"...all these thoughts and i can't ignore them
i see signs and i can't destroy them
stop myself, but i can't avoid them..."
paranoia, Shiey
