Minął miesiąc od pamiętnej rozmowy w mieszkaniu Asha. Eiji często wracał do niej myślami i za każdym razem łapał się na tym, że zwyczajnie nie wierzył. Nie był w stanie uwierzyć, że Sing mógłby postrzegać go w ten sposób. Wydawało się to niemożliwe, pozbawione sensu.
Ale czy nie to właśnie bywa nieodłączną cechą tego typu uczuć? Nie łatwo doszukać się w nich logiki, zrozumieć dlaczego. Naturalna, powszechnie znana reakcja fizjologiczna jest zwyczajnie nie do zatrzymania. Niezależnie od reakcji drugiej strony, powstrzymanie jej i ostateczne wygaszenie wymaga czasu.
Potrzeby Eijiego będącego tą drugą stroną dotyczyły jednak czegoś innego. Podświadomie pragnął konfrontacji, by przekonać się kto ma rację. Dowiedzieć się z jaką prawdą przyjdzie mu się zmierzyć. Myśli te przeplatały się z innymi, znacznie bardziej absorbującymi i pożądanymi.
Miniony miesiąc wystawił na próbę trwałość jego związku z Ashem. Rozłąka, którą wymusiły codzienne próby i przygotowania do nadchodzących koncertów, udzielała się zarówno jemu jak i Ashowi. Częste video rozmowy i niezliczone ilości wiadomości, które do siebie słali nie były w stanie zapełnić pustki, którą każdy z nich odczuwał chwilę po zakończeniu połączenia.
Odczuwalna tęsknota pomagała uwierzyć w szczerość ich uczuć, w siłę łączącej ich więzi.
I właśnie dzisiejszy dzień był tym wyczekiwanym, w którym to kilkutygodniowa rozłąka miała dobiec końca.
Zasłużona nagroda była na wyciągnięcie ręki.
Godziny poranne Eiji całkowicie poświęcił na (nie)rutynowe czynności: bieganie, zimny prysznic, który miał nadzieję ostudzi jego buzujące od emocji ciało i śniadanie w pobliskiej knajpce, gdzie naiwnie wypatrywał przez szybę sylwetki jasnowłosego chłopaka.
Zimny prysznic nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, zaś żadna postać wychwycona przez zdesperowany wzrok Eijiego nie była tą właściwą.
Godziny popołudniowe przyniosły znaczącą zmianę. Tak jakby wraz z ruchem wskazówek zegara stan emocjonalny Eijiego ulegał kolejnym modyfikacjom. Znajome odczucia w okolicach klatki piersiowej i brzucha współgrały z rosnącymi w siłę podekscytowaniem i pozytywnym stresem.
Stojąc w sypialni przed otwartą szafą z ubraniami wodził wzrokiem po kolejnych wieszakach. Nigdy wcześniej nie spędził tyle czasu wgapiając się w jej wnętrze. Dźwięk wibracji telefonu sprawił, że jego wzrok powędrował w kierunku łóżka. Sięgnąwszy po urządzenie musnął palcem ekran i kliknął w powiadomienie.
Ash: Jesteśmy na miejscu. Na bramce pytaj o Alana – ma dla ciebie przepustkę, więc po koncercie będziesz mógł wejść za kulisy.
Eiji: Ok! Super!
Zanim zdążył odłożyć telefon wibracja zakomunikowała nadejście kolejnej wiadomości.
Ash: Chcę cię widzieć w pierwszym rzędzie – nie zawiedź mnie.
Eiji: Nigdy! W końcu mam dożywotnią rezerwację.
Tym razem odpowiedź nie nadeszła. Podejrzewając, że obowiązki uniemożliwiły Ashowi kontynuację Eiji odrzucił telefon na łóżko i wrócił na swoje niedawne miejsce. Niezdecydowany wzrok zawędrował tym razem w prawy kąt szafy, gdzie na metalowym wieszaku wisiała długa czarna bluza z kapturem. Sięgnąwszy po nią zerwał z sąsiedniego wieszaka czarne luźne spodnie, a z górnej półki zgarnął bawełnianą koszulkę na krótki rękaw. Również koloru czarnego.
Skompletowawszy wszystkie elementy garderoby zerknął na telefon – na wyświetlaczu widniała godzina 04:58PM. Świadomy, że dotarcie na miejsce zajmie mu co najmniej godzinę zrezygnował z zaplanowanej pracy przy komputerze i przystąpił do ostatecznych przygotowań.
Pociąg wjechał na stację z kilkuminutowym opóźnieniem, nie ułatwiając tym samym dotarcie na czas bez dodatkowych wyzwań. Szybkim krokiem przemierzając ruchliwą ulicę już w oddali dostrzegł tłum ludzi stłoczonych przed wejściem do klubu. Ogólne poruszenie i frekwencja uzmysłowiły Eijiemu skalę dzisiejszego wydarzenia. Naciągnąwszy kaptur na głowę ustawił się w długiej kolejce. Chłodny wiatr, który przenikał materiał ubrania skutecznie studził buzujące w nim emocje.
Upłynęły kolejne minuty.
– Cześć, jestem Eiji. Podobno Alan ma dla mnie przepustkę – zwrócił się do młodego mężczyzny, gdy nadeszła jego kolej.
Ciemne oczy prześwietlały go w milczeniu, jakby doszukiwały się oznak oszustwa, próby wyłudzenia na nim dostępu do strefy dla wybranych. Minęła chwila, gdy wyraz twarzy mężczyzny rozpogodził się, a średniej długości siwe włosy opadły dłuższymi pasmami na jego ramiona.
– Cześć Eiji, Alan to ja – rzucił z uśmiechem zdejmując zawieszoną na szyi zalaminowaną prostokątną kartę. – Wejście za kulisy jest z prawej strony sceny – powiedział wręczając mu kartę.
– Dzięki – odparł odwzajemniając uśmiech.
– Jest szansa, że jeszcze się zobaczymy, a tymczasem powodzenia w dotarciu pod scenę – zawołał przekrzykując hałas docierający z sali, gdy chwyciwszy klamkę otworzył metalowe drzwi.
Podobnie jak za pierwszym razem powitał go widok wypełnionego niemal po brzegi sporych rozmiarów pomieszczenia i szum przenikających się rozmów prowadzonych w każdym jego zakątku. Wziąwszy głęboki wdech pewnym siebie krokiem ruszył w kierunku sceny. Ignorując werbalne i te niewerbalne obiekcje wymijanych przez niego ludzi dotarł do celu.
Od stojącego na środku sceny mikrofonu dzieliło go zaledwie kilka metrów. Poczuł jak fala gorąca przechodzi przez jego ciało. Zdjąwszy bluzę przewiązał ją na biodrach i dokładnie w tym samym momencie dotarły do niego głośne okrzyki niezdartych jeszcze gardeł. Jego wzrok mimowolnie powędrował w górę zatrzymując się na twarzy jasnowłosego chłopaka.
Wolnym krokiem przemierzał scenę, a gdy dotarł do metalowego statywu i jego dłonie powędrowały w górę spoczywając swobodnie na czerwonym mikrofonie, uważnym wzrokiem powiódł po twarzach zebranych tuż pod sceną ludzi. Odnalazłszy tą właściwą, tej której szukał, zatrzymał się na zdecydowanie dłużej niż wypadałoby w tego typu okolicznościach i warunkach. Dwie pary oczu wpatrywały się w siebie w milczeniu, podczas gdy ożywione reakcje publiczności domagały się pierwszych wypowiedzianych przez niego słów.
Ash! – dobiegało z różnych części sali.
Ciche westchnięcie opuściło jego gardło, a zdeterminowany wzrok nadal skupiał na chłopaku będącym na wyciągnięcie ręki. Nie spodziewał się, że Eiji dotrze tak blisko, że wystarczy tak niewiele, by go dotknąć, poczuć go przy sobie. Zamknąwszy oczy wtłoczył w swoje płuca nowe pokłady powietrza mając nadzieję, że uspokoi to jego niespokojne serce.
Jego powieki bardzo powoli powędrowały w górę, a usta poruszyły się przerywając ten odizolowany pakt milczenia.
Brzmienie głosu Asha obiegło salę pobudzając do życia głodnych wrażeń widzów.
Pobudzając do życia wstrzymane na ułamki sekund serce Eijiego.
Palce dotknęły strun sprawiając, że dźwięk, który wydobył się za sprawą ich sprawnych ruchów idealnie dopasował się do hipnotyzującej barwy głosu ich właściciela.
Eiji stracił świadomość otaczającego go świata. Zdawało się, że nie istniało nic poza centralną częścią rozległej sceny. Jego wzrok nie był w stanie zarejestrować nic poza szczupłą sylwetką jasnowłosego chłopaka.
Jego chłopaka.
Charakter brzmienia uległ zmianie, by po chwili całkowicie zaniknąć.
Zapadła cisza.
Pierwszy utwór dobiegł końca? A może było ich więcej? Eiji nie był w stanie tego stwierdzić. Nie miał pojęcia ile czasu minęło odkąd głos Asha po raz pierwszy wypełnił salę.
Zniecierpliwiony do niedawna tłum tym razem cierpliwie czekał. Jakby nie śmiał przerywać ciszy, która z niewiadomych powodów trwała dłużej niż miało to miejsce dotychczas.
Eiji nieświadomie dopasował swoje zachowanie do otoczenia. Czekał nie wiedząc, czego się spodziewać. Nie rozumiejąc, dlaczego cały zespół przeszedł w stan niepojętej hibernacji.
– Zazwyczaj tego nie robię... – głos Asha przerwał ciszę – i szczerze mówiąc nadal się waham – przyznał z delikatnym uśmiechem na ustach.
Szmer zdradzających zaskoczenie rozmów obiegł salę.
– Ale skoro już zacząłem... – kontynuował uciszając tym samym wszystkich, którzy ośmielili się odezwać i skierował swoje spojrzenie na Eijiego.
Charakter spojrzenia Asha całkowicie odebrał Eijiemu kontrolę nad własnym ciałem.
– Słuchaj uważnie – powiedział nie odrywając od niego oczu.
Zanim rozemocjonowany umysł Eijiego był w stanie przetworzyć ten prosty komunikat, palce Asha dotknęły strun sprawiając, że z ogromnych głośników wydobył się cudowny dźwięk gitary. Nieznana Eijiemu melodia przytłoczyła go swoją liryczną nutą. Miała w sobie coś, czego nie potrafił jeszcze zdefiniować. Brakowało mu słów, by opisać emocje, które w nim wywołuje.
Pierwsze słowa tekstu piosenki wystarczyły, by Eiji zrozumiał.
Ash śpiewał o nim.
Przez ciało Eijiego przeszła fala potężnego gorąca. Potężniejszego niż dotychczas.
Słowa utworu nie były jednoznaczne. Nie każdy mógł doszukać się w nich prawdziwego sensu. Wychwycenie istoty przekazu stanowiło pewnego rodzaju wyzwanie.
Jednak nie dla Eijiego.
Podteksty i oczywiste nawiązania do nich samych nie pozostawały żadnych wątpliwości.
Ash naprawdę śpiewał o nim. O sobie. O nich. O tym jak jego obecność w życiu Asha zmieniła postrzeganie przeszłości i przywróciła, a może nawet stworzyła na nowo zdolność do zaufania drugiej osobie. Zaufania na nieco innych warunkach.
Cała sala zdawała się tkwić w pewnego rodzaju zawieszeniu. Do Eijiego nie docierały żadne inne dźwięki. Głos Asha i brzmienie gitary były jedynymi, które wypełniały tę przestrzeń.
Wzrok Eijiego niezmiennie skupiał się na powracających do niego oczu Asha. Nie chciał, by cokolwiek umknęło jego uwadze, by przeoczył nawet najdrobniejszą zmianę na jego twarzy. Nie śmiał ryzykować. Bał się, że straci wówczas coś wyjątkowego, że ta granicząca z urojeniami chwila rozpłynie się w nicość.
Niezależnie całe ciało Asha niepowstrzymanie starało się znaleźć jak najbliżej stojącego kilka metrów dalej chłopaka.
W końcu wystarczyłoby tak niewiele.
Walcząc przez cały ten czas z niepohamowanym pragnieniem, z jego ust popłynęły ostatnie słowa piosenki. Utwór dobiegł końca, a on nadal znajdował się na scenie. Światła skierowane na jego sylwetkę w dalszym ciągu utrudniały mu obserwację Eijiego. W pewnym stopniu był za to wdzięczny. Niczym niezakłócony kontakt wzrokowy mógłby doprowadzić do niekontrolowanych zachowań. Niekoniecznie tych właściwych.
Drugim powodem, zdecydowanie bardziej istotnym była reakcja Eijiego. Co jeżeli uznał, że to za wiele? Co jeżeli poczuł się przytłoczony i za jedyne słuszne zachowanie w tej sytuacji uznał ucieczkę?
Ash kochał Eijiego. Kochał go beznadziejnie. Był tego w pełni świadomy i nie wyobrażał sobie, by ktokolwiek mógł zająć jego miejsce. Wiedział, że mimo iż znajduje się dopiero na początku swojego życia, kwestia ta nigdy nie ulegnie zmianie. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu wierzył, że uczucie jakim darzy Eijiego jest ostateczne.
Tak więc teraz, gdy prawdą tą podzielił się ze światem, czuł tremę jakiej nigdy wcześniej nie było mu dane doświadczyć.
Reakcja świata stłoczonego na tej ograniczonej powierzchni pobudziła jego galopujące już serce.
Oklaski i głośne okrzyki publiczności wypełniły salę.
Upłynęły kolejne minuty.
Koncert dobiegł końca.
W przeciwieństwie do tłumu Eiji nie poruszył się nawet o krok. Tkwiąc w swoistym zawieszeniu próbował poskładać myśli i na nowo ustalić plan działania. Plan był oczywisty i prosty, nie wymagał zmian, ale zrozumienie tego zajęło mu dobre kilka minut. Widok pustoszejącej sali przyspieszył ten proces. Znalazłszy się po prawej stronie sceny pomachał zalaminowaną kartą przed oczami pilnującego przejścia mężczyzny i otrzymawszy nieme pozwolenie ruszył wąskim, słabo oświetlonym korytarzem. Nie był pewien, co zastanie na jego końcu. Co jeżeli znajdzie się na rozstaju dróg? Czy znajdzie się tam ktoś kto wskaże mu tą właściwą?
Dotarłszy na koniec skąd wiodła jedna jedyna droga zrozumiał, że te niepotrzebne rozterki były jedynie formą dystrakcji.
Tuż za zakrętem oparty o ścianę czekał na niego Ash.
– Hej – odezwał się dostrzegając wahanie ze strony Eijiego.
– Hej – powiedział, z niewiadomego powodu jeszcze bardziej zwalniając kroku.
Wpatrzone w niego oczy Asha zdawały się odbierać mu resztki kontroli nad własnym ciałem. Czy jego obecność zawsze działała na niego w ten sposób?
– Alan nie robił problemów? – spytał Ash nie mogąc znieść ciszy, która paradoksalnie drażniła jego uszy.
– Nie. Żadnych problemów.
– ...To dobrze – odparł po chwili mając nadzieję, że w ciągu tych kilku sekund coś się zmieni.
– Podobał mi się... wasz koncert – Eiji zmusił się do wypowiedzenia tych kilku słów, spełniając tym samym niewypowiedziane na głos życzenie Asha.
– ...Naprawdę? – odezwał się nieświadomie zmniejszając między nimi odległość.
– Naprawdę.
– Mówisz serio, czy nie chcesz mi sprawić przykrości?
– Mówię serio – powiedział czując jak palce Asha delikatnie muskają skórę jego dłoni.
– Nadal mam wątpliwości – przyznał Ash nie odrywając od niego oczu.
Coraz wyraźniejszy dotyk jego palców przyjemnie drażnił skórę Eijiego.
– W takim razie... co powinienem zrobić byś mi uwierzył?
– Sam nie wiem – odparł cicho tuż przy jego twarzy.
Eiji zacisnął usta i pobudzony jego cudownym zapachem przyłożył otwartą dłoń do jego ciepłego policzka.
– Końcówka... podobała mi się najbardziej – wyszeptał wodząc palcami po gładkiej skórze.
– W to jest mi najtrudniej uwierzyć – wyznał równie cicho mimowolnie zamykając oczy.
Eiji wykorzystał ten moment, by zrobić coś co wyobrażał sobie przez ostatnie tygodnie niezliczoną ilość razy. Coś czego nie był teraz w stanie przerwać.
Znajome dotyk i smak na nowo uzależniały ich od siebie. Na nowo zatracali się w subtelnych, a jednak zdradzających napięcie ruchach.
Nieistotne były warunki. Żaden z nich nie dbał o otoczenie. Żaden z nich nie zamierzał przestawać.
Ash całował Eijiego z towarzyszącą mu właśnie tą myślą.
Eiji całował Asha z dokładnie tym samym, niczym nie różniącym się przekonaniem.
Naiwnie wierząc, że to możliwe, ich jedynie na pozór nieprzezierną bańkę przebiła fala dźwięku dobiegającego z dalszej części korytarza.
– Chodźmy stąd – odezwał się Ash biorąc Eijiego za rękę.
Pozbawiony możliwości świadomej reakcji całkowicie poddał się jego działaniom. Pchnąwszy drzwi Ash pociągnął go za sobą i mocno przycisnąwszy do ściany wrócił do tak niewybaczalnie przerwanej czynności.
– A-Ash... – usłyszał swoje imię i poczuł jak palce Eijiego zaciskają się mocniej na jego koszulce.
– Przepraszam – powiedział cicho starając się stłumić wymykające się spod kontroli potrzeby.
– Za co? – zdziwił się doświadczając bardzo podobnych odczuć.
– Za moje zachowanie. W końcu dosłownie rzuciłem się na ciebie.
– To mi się akurat również podobało – wyznał kładąc wyraźny nacisk na słowo 'również'.
– Nie prowokuj.
– Dlaczego? Przecież oboje tego chcemy... prawda?
– ...Tutaj? ...Teraz? – spytał zszokowany.
– Fakt, mało romantycznie – stwierdził Eiji rozglądając się po wąskim schowku na bliżej niezidentyfikowane przedmioty.
– Plus nie tak wyobrażałem sobie nasz pierwszy raz – dodał Ash.
– ...Ja też – przyznał po chwili, którą po raz kolejny potrzebował na przetrawienie tak prostego stwierdzenia.
– Zostawimy taki scenariusz... na kolejne?
– Ok – zgodził się oszołomiony treścią ich rozmowy.
Pragnął poznać ze szczegółami wyobrażenia swojego chłopaka. Jednak bardziej od tego Eiji pragnął je urzeczywistnić.
– Tęskniłem – usłyszał odrobinę markotny głos Asha. – Ostatnie tygodnie były okropne.
– Nigdy więcej? – odezwał się odrobinę rozbawiony, przysuwając go bliżej siebie.
– Nigdy więcej.
Palce Asha, które jeszcze chwilę temu dotykały strun, dokładnie w tej chwili przyjemnie muskały skórę na jego karku.
– ...Naprawdę podobała mi się najbardziej – Eiji powtórzył swoje wcześniejsze słowa odczuwając jeszcze silniejszą potrzebę, by Ash przestał wątpić.
Palce zatrzymały się, a usta poruszyły się nie wypowiadając jednak żadnego słowa.
– Ja ciebie też kocham, Ash.
– W trakcie... zacząłem obawiać się, że cię wystraszę... że uznasz to za...
Eiji uciszył go przykładając palec do jego ust.
– Sprawiłeś, że poczułem się wyjątkowy.
– Bo jesteś. Przecież mówiłem ci już nie raz – zauważył Ash przewracając oczami
– Nie pamiętam – skłamał uśmiechając się szerzej.
Ash poczuł w tylnej kieszeni spodni wibrację i z wyraźną niechęcią skierował tam swoją rękę.
– To Shorter – oznajmił spoglądając na wyświetlacz dzwoniącego telefonu.
– Nie odbierzesz?
– Powinienem, ale... – nie dokończył, a jego głowa swobodnie opadła na ramię Eijiego.
– Zaczekam – powiedział wplatając palce w miękkie włosy.
Ash musnął palcem ekran i przyłożywszy telefon do ucha usłyszał:
– Wiem, że przeszkadzam, ale wszyscy są już gotowi do wyjścia.
– Zaraz przyjdziemy – rzucił szybko rozłączając się i zanim Eiji zdążył zareagować dodał odnajdując jego spojrzenie – będziesz moją osobą towarzyszącą, Eiji.
...
"You would use your songs to say
The words you couldn't say
And every word you sang
Was about you and me
I loved everything you wrote
And when you would sing
I felt that my heart was falling..."
You're All I Want, Cigarettes After Sex
