Rozdział 3

Hizashi intensywnie myślał o ostatniej zagadce z jaką się spotkał. W kółko przetwarzał w głowie - co prawda ograniczone - informacje, a każdy wniosek, do którego dochodził był niepokojący.

Midoriya-kun był w niebezpieczeństwie z powodu One For All.

One For All to zbiór darów, a nie tylko gromadzenie siły. Midoriya-kun ujawnił już dwa dary. Prawdopodobnie będzie manifestować więcej.

All Might odmawiał ujawnienia jakikolwiek informacji na temat daru z jakiegoś błędnego idiotycznego powodu. Oznaczało to, że nie mają pojęcia, jakie będą to dary ani od kogo pochodzą, z wyjątkiem samego One For All i Lewitacji Shimury Nany. To pozostawiło sześć innych możliwości darów, które mogły ujawnić się w dowolnym momencie.

Najbardziej niepokojący był jednak pomysł, który kiełkował w umyśle Hizashi'ego przez ostatnie kilka dni. Podczas gdy Nezu zapewniał, że Midoriya-kun nie był w żaden sposób nonu, fakt, że istniała stworzona istota z wieloma darami, był niesamowicie niepokojący. To nie mógł być przypadek.

To ta konkretna teoria tak bardzo martwiła Hizashi'ego. Wiedział, że Shouta porozmawia z nim w domu, postanawiając dać mu teraz przestrzeń do myślenia. Shouta był czasami dla niego za dobry.

Trzeba było to zrozumieć, teoria Hizashi'ego była taka: było ośmiu poprzednich posiadaczy One For All. Przypuszczalnie ci posiadacze mieli normalne ludzkie potrzeby i mieli ludzi, którym się zwierzali. Wynikało z tego, że gdzieś ktoś się wygadał i rozeszła się wieść o darze, który łączył się z innymi darami. Ponadto ludzie zawsze ciągnęli do władzy, jak ćmy do płomienia, a dar, który łączył się z innymi darami, to wcielenie mocy.

Ktoś próbował odtworzyć One For All i tworzył w tym celu potwory.

Pomysł przerażał Hizashi'ego do szpiku kości, ponieważ, do cholerny, miało to sens. Czytał raporty z USJ, wiedział, że lider Ligi Złoczyńców powiedział, że nomu zostało stworzone, by rzucić wyzwanie All Mightowi.

All Mightowi, poprzedniemu posiadaczowi One For All.

Ktokolwiek stworzył nomu, najwyraźniej chciał sprawdzenia z oryginałem. W tym przypadku Hizashi był wdzięczny za powściągliwość Yagi'ego, ponieważ oznaczało to, że prawie nikt nie był świadomy, iż nie miał już One For All. W przeciwnym razie ten człowiek byłby kompletnym kretynem, trzymając Hizashi'ego, jego męża i Nezu-sama, który był najmądrzejszą istotą na świecie, w ciemności.

Tak więc stwierdzenie, że Hizashi był zaniepokojony stanem rzeczy było niedopowiedzeniem.

Ale Hizashi, choć bardzo by tego chciał, nie mógł pożyczyć broni przechwytującej Sho i użyć jej do uduszenia symbolu pokoju, mimo że bardzo by tego chciał. Zamiast tego Hizashi przekierował swój gniew, zebrał pasma wściekłości i splótł je w miłość. Spojrzał na siedzenie pasażera, gdzie Sho patrzył tępo przez okno, podpierając dłonią brodę, i poczuł, jak spowolniło mu tętno. Tak, Hizashi kochał swojego męża. Zabierze go do domu i pozwoli mu odpocząć.

To wystarczyło, by uspokoić wzburzone emocje Hizashi'ego. Zawsze tak było.

Wszyscy zawsze myśleli, że to Hizashi uratował Shoutę przed nim samym w liceum. To była prawda, ale to nie była cała historia. Hizashi był tak samo wściekły na świat jak Sho. Po prostu ukrywał swoją pełzającą zgniliznę za promiennymi uśmiechami i nieco-zbyt-głośnymi żartami. Nie było tak, że po połowie swojego dzieciństwa spędzonym w kagańcu, a w drugiej z zaszytymi ustami nie posiadało się dawki gniewu. Dlatego Hizashi był pogodny i wesoły, kłamał i wodził innych za nos, nawet gdy rozkoszował się nowo odkrytą wolnością słowa.

Dopóki nie spotkał ciemnowłosego nastolatka o równie mrocznym spojrzeniu, który z martwym spojrzeniem skierowanym prosto w niego nie nazwał go kłamcą i hipokrytą. To wciąż było ulubione wspomnienie Hizashi'ego o Sho, nawet po tylu latach; śmiertelnie poważne wezwanie, które wyryło Shoutę w jego sercu. O to był ktoś tak zdruzgotany jak Hizashi i z pewnością mogliby się odbudować i ponownie stać się całością osobno… ale zamiast tego wzięli swoje połamane kawałki i stworzyli mozaikę, obraz dwóch splecionych dusz.

Dlatego, jak zawsze, Hizashi nie pozwolił, aby jego gniew jątrzył się w jego piersi. Robił to już wcześniej. Czuł, jak wściekłość przeradza się w piekło i wychodził spalony. Nigdy więcej. Dlatego pracował na trzy etaty, nie spał wystarczająco dużo i kochał zaciekle swojego męża. Nie dał się tlącemu w nim gniewowi czasu, aby się tlił i zamienił w płomień.

Hizashi rzucił kolejne spojrzenie na Sho i zobaczył, że jego druga połówka zamknęła oczy, a jego oddech spowolnił się we śnie. To był słodki, kojący widok dla Hizashi'ego. Kochał znajomość swojego męża. Niestety dotarli już do swojego mieszkania. Zaparkował samochód i wyciągnął rękę delikatnie gładząc kciukiem policzek Sho.

— Jesteśmy w domu, słoneczko — powiedział Hizashi swojemu pięknemu mężowi. W zamian otrzymał ciche mamrotanie, które przyjął jako potwierdzenie. — Zrobię ci filiżankę herbaty Midoriya-san — przekupywał Hizashi i był bardzo rozbawiony, gdy Sho otworzył gwałtownie oczy.

— Kurwa, tak — westchnął Sho, już starając się otworzyć drzwi samochodu. — Chodźmy.

Hizashi czule pokręcił głową. Jego mąż był taki słodki!

Para poruszona obietnicą herbaty, szybko znalazła się w swoim mieszkaniu. Delikatnie popychając Sho na kanapę, Hizashi poszedł zaparzyć dzbanek napoju - rzekomo po to, by się podzielić naparem, chociaż wiedział, że Sho spróbuje zmobilizować całość. A jeśli Hizashi mu na to pozwoli, a blondyn wiedział, że to zrobi, Sho zignoruje jego uprzejmość i wypije więcej doskonałej herbaty Midoriyi-san. (Hizashi zanotował w pamięci, by przekazać Midoriya-san kolejne podziękowanie za prezent ofiarowany za pomoc jej synowi. Nigdy wcześniej nie dało się tak łatwo manipulować motywować Sho. Poza tym, Hizashi nie przegapił samoświadomego zakłopotania, jakie ukazała kobieta, gdy herbata została pochwalona. Był bardziej niż szczęśliwy, mogąc poprawić jej pewność siebie, na którą sobie zapracowała).

Minęło kilka minut, podczas gdy Hizashi podgrzewał wodę na kuchence, a Sho od czasu do czasu zerkał na niego niecierpliwie.

— Sho, kochanie — powiedział łagodnie Hizashi. — Woda nie zagotuje się szybciej, jeśli będziesz się na nią patrzył.

Sho uciszył go gestem. To było takie ujmujące, Hizashi prawie zapiszczał na to, ale - był w domu, a wymiana okien byłaby kosztowna. Chwilę później termometr wydał ostrzegawczy sygnał, że woda zagotowała się do 90°C, a Sho rzucił mu zadowolone spojrzenie. Hizashi wystawił mu język, jak dorosły człowiek, którym był i zdjął czajnik z kuchenki.

— Zbieg okoliczności — powiedział stanowczo do Sho. — Nic więcej.

Sho nadal wyglądał na zadowolonego z siebie. Potrząsając z rozbawieniem głową, Hizashi skończył przygotowywać herbatę i usiadł na kanapie obok swojego męża. Czując się hojny, nalał filiżankę czekoladowej herbaty i włożyć ją do wyczekującej dłoni, którą Sho wyciągnął do niego niecierpliwie. Hizashi nie mógł się powstrzymać.

— Jesteś taki uroczy — zagruchał, widząc, że ryzykował życiem i zdrowiem, ale ufał, że miłość Sho do herbaty przezwyciężyły jego morderczą wściekłość.

Sho syknął na niego, co znowu było okropnie ujmujące. Na szczęście Hizashi doskonale radził sobie z dzikimi kotami wszystkich odmian i przyjął naganę ze śmiechem. Prawie przywarł do ciemnowłosego mężczyzny, natarczywie przysuwając się bliżej, aż Sho westchnął i podniósł rękę, by mogli przytulić się bliżej. To sprawiedliwe - pomyślał Hizashi - po tym, jak Sho spędził poprzednią noc wygodnie na mnie, podczas gdy ja musiałem znosić niewygodne plastikowe krzesło szpitalne.

Hizashi dał mu pięć minut spokoju. Następnie powiedział Shoucie o swojej teorii dotyczącej nomu.

— To ma sens — powiedział w końcu Sho. — Jeśli tak, to jest to niesamowicie niepokojące. Rozmawiałeś już z Nezu?

Hizashi zanucił.

— Jeszcze nie. Wiesz, że lubię najpierw załatwić sprawy z tobą.

I robił to, naprawdę, ponieważ chociaż Hizashi był bystry, czasami kręcił się w kółko i Sho musiał zwrócić mu uwagę na mały szczegół, który powinien być oczywisty, zanim jego myśli się uporządkowały. Przesuwając się bliżej, wtulił twarz w szyję Sho. Bardzo dzielnie nie zachichotał, gdy przypomniał sobie, że problematyczne dziecko Sho zrobiło to samo.

Sho odpowiedział pomrukiem, tak głębokim, że było to prawie mruczenie. To było piękne.

— Jutro mam spotkanie z Nezu-sama — zauważył od niechcenia Hizashi — w tety poruszę z ten temat.

— Ach, spotkanie w sprawie All Mighta — powiedział lekko Sho, jakby nie czekał z niecierpliwością na to, jak Hizashi zostanie wypuszczony na mężczyznę.

Hizashi parsknął.

— Tak, to. — Uporządkowanie sytuacji nauczania All Mighta będzie problematyczne, zwłaszcza, gdy komisja węszyła wokół. Wtykali nos w sprawy szkoły, odkąd All Might dołączył do personelu, a znaczna cierpliwość Hizashi'ego była na wyczerpaniu. — Nie mogę się doczekać i jednocześnie się tego boję. — Hizashi zwierzył się, a Sho na chwilę przycisnął pocieszająco policzek do czubek jego głowy. — Komisja. — Nie musiał nic więcej mówić.

Sho i Hizashi, jako bohaterowie podziemia (nawet z osobowością Hizashi'ego w centrum uwagi) znajdowali się nisko na liście priorytetów komisji, mimo że bohaterowie tacy jak oni byli odpowiedzialni za większość aresztować i nalotów na złoczyńców. W końcu bycie cichym i wydajnym nie sprzedawało się zbyt dobrze. A komisja to tylko korporacja ubrana w pelerynę z jasnym, jaskrawo brokatowym napisem "bezpieczeństwo publiczne".

— Nezu traci do nich cierpliwość — skomentował Sho. Jego gardło przyjemnie zawibrowało na policzku Hizashi'ego. — Zwłaszcza po tym wyczynie, który zrobili z ceremonią wręczenia medali na festiwalu sportowym.

Hizashi chrząknął na znak zgody. Bakugou może i był gówniarzem oraz łobuzem, ale na to nie zasłużył. To było… Hizashi był w tym przypadku trochę za bardzo zaangażowany emocjonalnie. Co mu przypomniało…

— Rozmawiałeś o tym z Shinsou-kun?

— Mmm — powiedział Shouta. Pogłaskał kojąco włosy Hizashi'ego dłonią, która nie ściskała desperacko filiżankę herbaty. — Kiedy powiedziałem mu, że przyjmę go jako swojego osobistego ucznia. — Sho westchnął. — On… nie dogaduje się z Midoriyą.

— Wyglądało na to, że z nikim się nie dogaduje.

— To prawda. Dotarcie do niego zajmie trochę czasu. Nie wiem, czy dzielenie się zajęciami z podstaw bohaterstwa z Midoriya-kun pomoże, czy przeszkodzi. — Sho brzmiał na wyczerpanego.

Hizashi parsknął.

— Midoriya-kun go zmiękczy. W końcu udało mu się zaprzyjaźnić z Todoroki-kun.

— Nie przypominaj mi — jęknął Sho, ale w jego głosie było słychać irytację. — Dwa razy złamał wszystkie palce, żeby przebić się przez jego bariery emocjonalne. Osiwieję w ciągu tygodnia, jeśli spróbuje tego z Shinsou-kun.

— Wciąż bym cię kochał, gdybyś posiwiał — powiedział uspokajająco Hizashi, a teraz była kolej Sho na parsknięcie.

— Dzięki — powiedział. — Dobrze wiedzieć, że kochasz mnie nie tylko za moje bujne włosy.

Para zamilkła na chwilę.

— Randka w sobotę? — powiedział nagle Sho. — Rano grają Piotrusia Pana.

Och, Sho robił wszystko, by go pocieszyć, a Hizashi kochał teatr.

— Dorzuć do tego brunch i mamy już plany.

Usta delikatnie musnęły włosy Hizashi'ego.

— Zgoda.