Rozdział 11: Nigdy nie powinieneś mi ufać
— Nigdy nie powinieneś… mi ufać.
Serce Bunnymunda dziwnie podskoczyło, gdy usłyszał głębokie, uwodzicielskie mruczenie Jacka, mroczne i złowrogie. Dziwne pazury Jacka pieściły warstwę lodu pokrywającego policzek Bunnymunda w parodii czułego dotyku. To sprawiło, że gniew pulsował w ciele Astera na tę pokręconą parodię innego Strażnika.
Bunnymund walczył z lodem, który go trzymał, gdy Jack odsunął się. Jego spojrzenie było utkwione w blasku jednego niebieskiego oka Jacka. Drugie było w kolorze lśniącego złota, kontrastującego z czarnymi cieniami. Bunnymund poczuł, jak tracił wolę walki.
Jack roześmiał się, poprawiając podstawę jednego ucha Bunnymunda, po czym odwrócił się i odszedł.
Nie mógł rozbić lodu, nie w ten sposób, nie gdy zimno przenikało jego futro, ciało i kości. Poczuł, jak wysysało z niego energię, wyczerpując go. Świat wydawał się blaknąć, kolory przechodziły w odcienie szarości.
Zimno było wszystkim, trzymało go mocno i nieruchomo. Posyłając go w sen.
Spanie nie leżało w jego naturze.
Przebudzenie było.
Był Wiosną. I żadna Zima, żaden lód, żadne zimno nie mogło go powstrzymać.
Lód pękł i odpadł. Bunnymund rzucił się do przodu, rozbijając skorupę zamarzniętej wody, lądując na rękach i kolanach na ziemi, z klatką gwałtownie falującą, gdy łapał z trudem oddech. Zwinął się w kłębek, chowając ręce blisko piersi, drżąc.
Nie przeszkadzała mu odrobina ziemna, w końcu to część jego pory roku, ale nienawidził być zamarzniętym.
O bachor o tym wiedział.
Co było z ludźmi, którzy ciągle deprawowali Jacka? Mróz to, Lód tamto, Zimowy Tytuł tam. To się naprawdę robiło przestarzałe. Jasne, to wszystko było zabawne, ale Jackowi zawsze zajęło trochę czasu, zanim otrząsnął się z morderczych pragnień.
Warcząc pod nosem, uniósł rękę i podrapał się po uchu, wyciągając klucz, który Jack schował tam przed wyjściem. Chęć otwarcia tunelu prowadzącego do pobliskiego wulkany w celu rozgrzania się była ogromna, ale zamiast tego otworzył tunel prowadzący do warsztatu Northa i zaczął biec. Priorytety. Musiał dowiedzieć się, co stało się z resztą Strażników, dowiedzieć się, do czego służył klucz i odzyskać dzieciaka.
Jack przeważnie ratował się sam, ale zazwyczaj robił to w najbardziej absurdalny sposób. A Bunnymund zamierzał tam być, kiedy to się stanie.
Poważnie, kto jeszcze miał z góry ustalony kod na: "Graj dalej, zaraz zrobię coś szalonego?".
