NOWA WERSJA

Tak jak już wspominałam pod innym z moich opowiadań, obecnie zmieniam nieco rozdziały. W poniższym tekście przede wszystkim przesuwam nieco akcję, poza tym zdecydowałam się na zmianę kilku wątków. Z najważniejszych, Syriusz nie żyje, poza tym Voldemort także został pokonany. Tak, to mi znacznie bardziej pasuje do fabuły tego opowiadania.

Szczerze myślę także o zmianie tytułu opowiadania, ale na razie jeszcze nie wiem tak naprawdę, na jaki.

Przypominam także że nie da się skomentować rozdziału, który już raz się komentowało, dlatego jeśli ktoś nie może skomentować rozdziału tutaj, to zapraszam do zostawiania komentarzy pod moimi pozostałymi opowiadaniami.

Tak dla przypomnienia:

Poniższy tekst jest efektem zmiksowania moich starych opowiadań - Przekleństwo Widzącego, oraz Spalone Mosty. W dużym skrócie z pierwszego tekstu najważniejszy wątek to para: Harry/Bill Weasley, a z drugiego cóż... fakt że Harry jest biologicznym dzieckiem Lucjusza i Narcyzy Malfoy.

][ ][ ][

MALFOY, NIE POTTER

][ ][ ][

Rozdział 1

Nie chcę znów tego czuć

Gdzie kończy się to, co czuję ja

i zaczyna to, co czujesz ty…

xxx

][ ][ ][

Punkt widzenia Harry'ego

Spać. Wiele by oddał za to, aby zamknąć oczy i po prostu zasnąć. Niestety wiedział, że nie będzie mu to dane. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje, ani dlaczego tak jest. Jedyne czego był pewien to to, że nie odważy się położyć. Nie w nocy.

Nie chcę znów tego czuć. – zadrżał, podciągając kolana pod brodę. Nie chcę..

Strach, ból, złość, radość, smutek… - nie rozumiał tego, ale od chwili gdy przekroczył próg numeru czwartego przy Privet Drive, rozmaite emocje atakowały go każdej nocy. Mieszały się ze sobą, przyprawiając go o potworny ból głowy. Atakowały go raz za razem sprawiając że w jednej sekundzie było mu gorąco, a w następnej, ogarniał go chłód.

Bał się ich bowiem wiedział, że żadna z tych emocji, nie należy do niego. Każdej nocy gdy tylko pozwalał sobie na rozluźnienie, gdy tylko zaczynał wpadać w ramiona snu, oblepiały go i dusiły niczym szal zbyt ciasno owinięty wokół szyi.

Tak, dlatego przestał sypiać nocami. W południe pozwalał sobie na krótką drzemkę, niestety zwykle nie było mu dane spać dłużej niż dwie godziny. Często nie dane było mu nawet tyle. Tak, Dudley szybko zorientował się w jego zmienionych godzinach snu i robił wszystko by być wystarczająco głośnym, aby się obudził.

Westchnął, wiedząc że długo tak nie pociągnie. Niestety był dopiero dziewiąty lipca i wiedział, że przed swoimi urodzinami, nie opuści Privet Drive. Był tu już prawie trzy miesiące i perspektywa kolejnych tygodni wcale nie napawała go radością.

Ten rok był trudny. Na początku kwietnia doszło do Bitwy o Hogwart. Zwyciężyli choć nie obyło się bez ofiar. Voldemort nie był już dłużej zagrożeniem. Nie był nim i to nawet nie on tego dokonał. Owszem był tam i brał udział w pojedynku, jednak zielona avada nie wypłynęła z jego różdżki. Rzucił ją Draco Malfoy.

To była szalona walka w której obaj wzięli udział. Uratowali się nawzajem przynajmniej kilka razy, a potem gdy on sam myślał że to już koniec, zielony blask uratował mu życie,

- Niech cię cholera Malfoy… - sarknął. Nie, wciąż nie byli przyjaciółmi, ani nawet kolegami, jednak po tym pojedynku, zawarli milczący rozejm. Najbardziej zabawne w tym wszystkim było to, że nikt nie wiedział, kto tego dokonał. Zarówno Malfoy jak i on znikli stamtąd, nie mając ochoty mieć z tym cokolwiek wspólnego.

Niestety w wyniku tego wszystkiego, zostali odesłani do domów wcześniej. Co więcej będą musieli powtórzyć rok szkolny. Wszyscy którzy byli w klasach sumów lub owutemów, oraz pierwszoroczni z uwagi na braki w edukacji. Tak te trzy miesięczne wakacje nie były jedynym problemem. Jeszcze przed bitwą doszło do wielu ataków i w rezultacie niemal od stycznia zajęcia się właściwie nie odbywały.

Chociaż powinienem kończyć Hogwart, znów będę na siódmym roku…– spojrzał w stronę okna, na księżyc wysoko wiszący na niebie. Żałował, że nie jest teraz w Norze razem z Ronem. Dlaczego znów muszę spędzać wakacje w tym miejscu? Dlaczego znów mi to zrobiłeś, Dumbledore? Westchnął, ponownie powracając myślami do rozmowy którą usłyszał w wieczór przed opuszczeniem zamku.

][ ][ ][

Wspomnienie

To był czysty przypadek, że znalazł się w tym przejściu. Wracał właśnie do dormitorium, gdy okazało się, że Irytek porozrzucał łajnobomby w całym korytarzu na pierwszym piętrze. Nie chcąc natknąć się na żadnego z nauczycieli, zwłaszcza o tak późnej porze, zdecydował się na wybranie okrężnej drogi. Wolał dłuższy spacer niż tłumaczenie się przed którymś z profesorów że to nie on rozrzucił łajnobomby.

Był już w połowie drogi, gdy usłyszał szybko zbliżające się kroki. Nie mając innej drogi ucieczki, ukrył się za gobelinem, w jednym z rzadko używanych przejść. Wstrzymując oddech nasłuchiwał czy kroki się oddalają i wtedy doszedł do niego strzęp prowadzonej rozmowy. Jednego z głosów nie mógł skojarzyć, jednak nie miał wątpliwości co do tego, że drugim z rozmówców jest Dumbledore.

- Zdecydowałem, że Harry w tym roku pozostanie na całe wakacje pod opieką ciotki i wujka. Uważam, że w obecnej sytuacji, tak będzie dla niego najlepiej.

- Czy Molly nie proponowała że zabierze go do siebie? Czy nie sądzisz, że po tym co niedawno przeżył, powinien…

- Nie, myślę że lepiej dla niego będzie, jeśli teraz pobędzie w samotności. Teraz najlepszy będzie dla niego spokój i odpoczynek. Po powrocie do szkoły musi skupić się na nauce. Skoro Voldemorta już nie ma, nie może dłużej pozwalać sobie na rozpraszanie przez przyjaciół. Musi poprawić swoje oceny, żeby w przyszłym roku dostał się do akademii aurorów.

- Czy jesteś pewny, że on chce być aurorem?

- Oczywiście że chce nim być. Kim innym miałby być? Nie zapominaj, że on wciąż jest chłopcem który przeżył, musi dawać dobry przykład. Jest wzorem.

- Co jeśli jednak nie zechce być aurorem?

- Będzie nim, nawet jeśli tego nie chce. Zobaczysz.

Kroki się oddaliły i więcej nie usłyszał, jednak to co do niego dotarło sprawiło, że minęło blisko dwadzieścia minut, nim był w stanie zmusić własne ciało do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Opuszczając kryjówkę, powoli ruszył w stronę wieży, zupełnie nie przejmując się już tym, czy natknie się na któregoś z profesorów.

Koniec wspomnienia

][ ][ ][

Rozpraszanie przez przyjaciół… dostanie się do akademii aurorów… będzie aurorem… nawet jeśli tego nie chce.

Choć minęło już wiele czasu, od momentu gdy usłyszał te słowa, to bolały one wciąż tak samo. Nigdy nie spodziewałby się, że to akurat od dyrektora usłyszy coś takiego. Prawdę mówiąc, stracił do Dumbledore'a całe pokładane w nim zaufanie. Nie tylko przez tą rozmowę… także przez jego działania.

Gdybyś postąpił inaczej… nie zginęłoby tak wiele osób. – zacisnął dłoń w pięść. Moody… Dean… Syriusz… Cedrik… Fleur… - nie były to jedyne imiona, ale te były mu z nich wszystkich najbliższe. Tak, w czasie tego starcia ucierpiało wiele osób, w tym jego przyjaciele. Fred stracił jedno ucho, Ron miał kilka paskudnych ran po których na zawsze pozostaną blizny, a kolano Hermiony zostało strzaskane…

Ja również… - urwał, nie chcąc myśleć o tym co z nim samym jest nie tak. Zamknął oczy po raz kolejny wściekając się na to, że spędza wakacje na Privt Drive całkowicie odcięty od wszelkich wiadomości od przyjaciół. Od czasu powrotu do mugoli nie otrzymałem ani jednej przesyłki. Nie wierzył w to, że przyjaciele do niego nie piszą. W każde poprzednie wakacje przynajmniej raz w tygodniu dostawał od każdego z nich informację o tym, co akurat robią. Był pewien, że nawet gdyby ktoś zabronił im pisać, oni z pewnością i tak by się z nim skontaktowali, a już na pewno Ron napisałby do niego.

- Ron na pewno się odezwał.

Poza tym, Bill. Od niego także ostatni list przyszedł w dzień zakończenia roku szkolnego. Dotąd pisał regularnie, a teraz nic nie przyszło. Nie wierzę w to że od tak bez żadnego wyjaśnienia zerwałby kontakt, nie on... nawet jeśli miałby dosyć korespondowania ze mną, to by mi o tym powiedział.

Mimowolnie uśmiechnął się na myśl o starszym bracie Rona. Poznał go w czasie wakacji przed czwartym rokiem, podczas swojej wizyty w Norze. Początkowo ich rozmowy były jedynie przelotną wymianą zdań, szybko jednak się to zmieniło. Zanim się zorientował, Bill stał się dla niego niczym starszy brat. Opowiadał mu o wszystkim, czując się przy nim o wiele pewniej niż kiedykolwiek przy Ronie. Często chodzili wieczorami na wspólne spacery, lub po prostu milczeli razem, siedząc w ogrodzie i wpatrując się w błyszczące na niebie gwiazdy.

Gdy lato dobiegło końca, podejrzewał że i ta znajomość się zakończy, jednak wkrótce po rozpoczęciu roku szkolnego, otrzymał od niego pierwszy list. Z czasem zaczęli korespondować regularnie, wysyłając sobie wiadomości co dwa tygodnie. Nie tylko on opowiadał o swojej codzienności Billowi, ale i ten zwierzał mu się z problemów, z jakimi aktualnie się mierzył.

W każde wakacje też Bill wracał choć na kilka dni. Zawsze wybierał moment gdy akurat odwiedzał Norę. – uśmiechnął się na wspomnienie rozmów które wtedy prowadzili, zaraz po tym westchnął, pamiętając że w te wakacje nie będzie mógł się z nim zobaczyć.

Bill przyjeżdża dopiero we wrześniu, a wtedy ja już będę w Hogwarcie. – ponownie westchnął. Bill obiecał że będzie się odzywał i brak sów od niego mocno odczuwał przez ostatnie miesiące. Niestety podejrzewał, że nie otrzyma żadnego przed wyjazdem z Privet Drive. Nie tylko od niego…

Od nikogo.

Skoro do tej pory nic nie dostałem, odpowiedź jest tylko jedna, ktoś trzeci macza w tym palce. Jeśli zaś zapytać się, kto jest na tyle silny by to zrobić, to na myśl przychodzi mi tylko jeden człowiek:

- Dumbledore.

Zmusiłeś mnie do pozostawienia Hedwigi w Hogwarcie i spędzenia lata na cholernym Privet Drive z cudownymi Dursley'ami… Zadbałeś też o to bym nie próbował opuścić domu ciotki i wujka na własną rękę…

Niech cię cholera, Dumbledore.

- Przez ciebie nie mam z kim porozmawiać. Chciałbym napisać do Billa… Może on pomógłby mi zrozumieć, co się ze mną dzieje? Może razem zrozumielibyśmy dlaczego ja teraz… – mocniej owinął ręce wokół kolan. On na pewno byłby mi w stanie pomóc. – o ile to możliwe, skulił się jeszcze mocniej. Zmęczenie ostatnich tygodni sprawiło że jego powieki powoli zaczęły opadać. Starał się z tym walczyć ale z każdą sekundą stawało się to coraz trudniejsze.

Nagle wściekłość w nim zabuzowała, kilka sekund później zrobiło mu się tak smutno, że w oczach zakręciły mu się łzy, zaraz po tym musiał przysłonić usta ręką by powstrzymać śmiech. To jednak wystarczyło, aby wszelkie oznaki senności całkowicie z niego wyparowały. Zerwał się z łóżka i na palcach, by nie narobić niepotrzebnego hałasu, skierował się do łazienki.

][ ][ ][

W gardle miał tak sucho, że język przyklejał mu się do podniebienia. Odkręcił wodę i pochylił się na umywalką, aby ugasić pragnienie. W końcu uniósł wzrok pozwalając sobie spojrzeć przelotnie w szklaną taflę lustra.

Czarne, zwykle rozczochrane włosy, były przyklapnięte. Okrągłe oprawki okularów nie były w stanie ukryć paskudnych sińców które miał pod oczami. Blada twarz i mocno odcinająca się na czole blizna w kształcie błyskawicy również nie dodawały mu uroku. Jakby tego było mało, ponownie schudł. Dudley wciąż pozostawał na diecie, tym samym on ponownie dostawał mniej jedzenia niż jego przypominający orkę, kuzyn. Niestety tym razem nie miał ciastek ani czekolady, którymi mógłby zaspokoić swój apetyt.

- Ciekawe czy szybciej wykończy mnie głód czy te przeklęte migreny… - rzucił szeptem w przestrzeń, zaciskając palce na umywalce. Nienawidził tego miejsca. Chciał znaleźć się daleko stąd…

Nienawidzę cię, Dumbledore.

Miał prawie osiemnaście lat i powinien sam decydować o tym gdzie spędza wakacje… Tak, niestety Dumbledore znów się wtrącił nalegając, by pozostał z ciotką i wujkiem… Owszem wiedział, że śmierciożercy wciąż są na wolności, ale uważał że spędzanie lata na Privet Drive to lekka przesada.

Skoro nie mogłem pojechać do Nory, czemu nie pozwoliłeś mi pozostać na wakacje w Hogwarcie? Zwłaszcza teraz…

- Czy jestem tu tak cholernie bezpieczny, skoro nie mam nawet swojej różdżki? - syknął w przestrzeń i nie oglądając się za siebie, opuścił łazienkę.

][ ][ ][

Wrócił do pokoju. Księżyc skrył się za chmurami i za oknem panowała teraz nieprzenikniona ciemność. Chociaż nie rozległ się żaden szmer, momentalnie, zrozumiał, że nie jest w tym pomieszczeniu sam. Jako Harry Potter, przeklęty Chłopiec Który Przeżył, niemal przez całą dobę był uważany za cholerną gwiazdę i już dawno nauczył się rozpoznawać momenty, w których nie jest sam.

- Kto tu jest? – zapytał szeptem raz za razem wodząc wzrokiem po zacienionych kątach pomieszczenia, ale nie uzyskał żadnej odpowiedzi.

Pokój zdawał się opustoszały.

Nadal słyszał tylko własny oddech, ale miał pewność, że to nie są jego urojenia. W pokoju, poza nim, ktoś jeszcze jest. Czy to jeden z śmierciożerców?

- Pokaż się! – krzyknął na moment zapominając z czym będzie się wiązać obudzenie śpiącego za ścianą wuja. Bardzo chciał mieć teraz przy sobie różdżkę, niestety dzięki Dumbledore'owi była daleko od niego. Absolutnie poza jego zasięgiem.

– Wyjdź – słyszał, że głos zaczyna mu zdradliwie drżeć, ale nie umiał go opanować. Chciał zapalić światło, niestety po tym jak w zeszłym roku przepaliła się w lampie żarówka, wujek Vernon, nie zgodził się na wkręcenie nowej.

W napięciu licząc kolejne sekundy zaczynał zastanawiać się czy nie jest tu z nim jeden ze z byłych piesków Voldemorta. Nawet jeśli jego już niema, to wielu śmierciożerców wciąż pozostaje na wolności…

- Pokaż się – po przedłużającej się ciszy, zawołał po raz kolejny, czując, że nie zniesie już dłużej panującego w pomieszczeniu napięcia. Ta noc w połączeniu z wydarzeniami z ostatnich dni do tego stopnia nadszarpnęły jego nerwy, że drżał.

- Szsz – wzdrygnął się, gdy niespodziewanie otoczyły go czyjeś ramiona, a przy uchu rozległ się cichy szept. Szarpnął się, rozpaczliwie starając oswobodzić z uścisku nieznanej mu osobny, jednak oplatające go dłonie, jedynie mocniej zacisnęły się na jego ramionach, zmuszając go do pozostania w miejscu.

- Szsz, przepraszam, że cię przestraszyłem. Nie denerwuj się. - słysząc to, ponownie spróbował się wyswobodzić, a gdy i ta próba nie dała rezultatu, zrezygnowany przestał się szamotać.

- Czego ode chcesz? – Czując zimne krople potu spływające wzdłuż karku, czekał na odpowiedź. Drżał, wciąż niepewny tego, czego ma oczekiwać od przybysza. To co dotąd usłyszał, upewniło go w tym, że jego rozmówcą jest mężczyzna. Niestety jednak, chociaż tembr głosu zaczynał się mu z czymś kojarzyć, nie umiał przypasować go do żadnej konkretnej twarzy.

- Chciałem cię tylko zobaczyć, nie sądziłem, że mnie wyczujesz. Przepraszam Harry, nie powinienem tak się skradać.

Uwolniony niespodziewanie z unieruchamiającego go dotąd uścisku, odsunął się szybko, niepewnie odwracając w stronę skąd dobiegły do niego ostatnie słowa. W padającym z okna świetle dał radę rozróżnić jedynie niewyraźny zarys sylwetki, niemal całkowicie zlewającej się z otoczeniem.

- Finite Incantatem - ciche zaklęcie i sylwetka stojącego przed nim mężczyzny przestała być tak eteryczna.

- Lumos - kolejne zaklęcie i ciemny pokój rozjaśniło blade światło padające z końca różdżki. Blask zamigotał w długich rudych kosmykach i w tym samym momencie do Harry'ego wreszcie dotarło, kim jest jego gość.

- Bill...

Zanim na dobre miał szansę zastanowić się nad całą sytuacją, roześmiał się i wpadł w jego ramiona. Bill przytulił go do siebie. Przez kilka minut stali w milczeniu. Wsłuchując się w jego oddech, w końcu zrozumiał co tak właściwie robi, spróbował się więc odsunąć, jednak Bill jedynie wzmocnił uścisk, przyciągając go bliżej siebie.

- Zostań.

To jedno słowo wystarczyło by się poddał i pozwolił Billowi mocniej przytulić go do siebie. Czuł się skrępowany, jednak zarazem nie chciał przerywać tej chwili. Zupełnie tak, jakby był rozdarty między tym co odczuwa jego ciało, a tym co podpowiada rozum. Nie był pewien, ile jeszcze tak stali, w końcu jednak Bill puścił go i sam nieco odsunął się od niego.

- Przepraszam Harry.

Zaskoczony tymi słowami Harry, odwrócił się tak, że teraz spoglądał w oczy starszego czarodzieja. Chciał powiedzieć mu, że nie musi go za nic przepraszać, zrezygnował jednak. Sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Zachowanie Billa wywołało u niego dziwne uczucia, których w obecnym momencie nie potrafił nawet nazwać.

- Co tu robisz? Przecież ostatnio pisałeś, że nie wrócisz do kraju przed jesienią? - Harry spytał w końcu, gdy wisząca między nimi cisza, zaczęła się przedłużać. Zwykle milczenie mu nie przeszkadzało, teraz jednak zdawało się nieprzyjemnie ciążyć.

- Zlecono mi kilka spraw do załatwienia, dlatego przyleciałem. Jutro wieczorem wracam do Egiptu.

Harry przytaknął mu, przygryzając sobie przy tym lekko wargę. Po odpowiedzi Billa zaczął zastanawiać się czemu ten go odwiedził, skoro ma tak niewiele czasu na pobyt. Wydawało mu się, że raczej powinien spędzić ten okres z rodziną, ale nie wiedział jak ma o to zapytać. Bał się, że wtedy on po prostu sobie pójdzie, a tego nie chciał. Odwiedziny Billa były najradośniejszą chwilą w ciągu całych tych przeklętych wakacji i miał nadzieję, że będzie ona trwała jak najdłużej.

Z rozmyślań wyrwał go delikatny dotyk na twarzy. Bill wsunął dłoń pod jego podbródek, zmuszając go by na niego spojrzał. Dobrze wiedząc na co patrzy Bill, mimowolnie spojrzał w bok, odwracając od niego wzrok. Nie mając pojęcia jak mu to wyjaśnić. Jeszcze kilkanaście minut temu marzył o tym by mu wszystko powiedzieć, ale teraz po prostu się bał. Nie chciał by uznał go za wariata, nie on.

- Dlaczego wyglądasz jak śmierć, Harry?

Nie odpowiedział mu. Nie potrafił. Co miałbym mu powiedzieć? Odwrócił głowę aby Bill dłużej nie wpatrywał się w jego twarz. Dobrze wiedział, że nie wygląda zachwycająco. Sam zaledwie kilka chwil wcześniej, widział własne odbicie w lustrze.

- Harry? Co się stało? - Ponaglenie ze strony Billa sprawiło że westchnął czując się rozdarty. Z jednej strony czuł, że nie może mu tego wyjaśnić, z drugiej zaś, wiedział, że nie może też dalej milczeć.

- To nic, ostatnio niewiele sypiam.

- Niewiele? Wyglądasz jakbyś nie spał od tygodni! Powiedz mi Harry, czy coś się dzieje? Dlaczego nie możesz spać?

- Nic się nie dzieje, po prostu jest za gorąco. To wszystko, naprawdę. - ponownie spojrzał na niego, starając się by jego głos brzmiał pewnie.

- Harry, proszę... przede mną nie musisz nic ukrywać. Chyba mi ufasz, prawda? - kolejne słowa Billa sprawiły, że znów przygryzł sobie wargę, nie wiedząc co począć. Nie chciał mu kłamać, ale jak mógł powiedzieć prawdę? W końcu podniósł wzrok i patrząc w jego oczy odezwał się:

- Bill, to... ja nie chcę o tym mówić. Nie teraz. Proszę, nie pytaj. - urwał mając nadzieję, że ten nie będzie dłużej drążył sprawy. Naprawdę nie był gotowy na to, by zdradzić mu cokolwiek. Był pewien, że gdy będzie chciał podzielić się z kimś tym wszystkim, Bill zapewne będzie pierwszą osobą która się o tym dowie.

Najpierw sam muszę to wszystko zrozumieć. Tak, tak będzie najlepiej.

- Czy to przez to co stało się w czasie pojedynku z Voldemortem? – chciał przytaknąć, w końcu jednak pokręcił głową, naprawdę nie chcąc mu kłamać.

- Nie, to nie to, ale naprawdę nie chcę o tym mówić.

- W porządku Harry, poczekam aż będziesz gotowy podzielić się tym ze mną. - Po tych słowach Bill złapał go za rękę i delikatnie pociągnął w stronę łóżka, zmuszając by opadł na nie, tuż obok niego.

- Pamiętaj, że ja nigdy nie stanę przeciw tobie. Bez względu na to co będzie się działo, na mnie możesz liczyć. - Nigdy nie zapomnij o tym, Harry.

Po tej deklaracji, wszelkie słowa uwięzły mu w gardle. W końcu uśmiechnął się delikatnie i przytaknął mu, po prostu wdzięczny za to, co słyszy.

- Czy możesz mi chociaż powiedzieć, dlaczego przez ostatnie tygodnie milczałeś? Czemu od opuszczenia Hogwartu, ani razu nie napisałeś do mnie? Czekałem na twoją odpowiedź. Zacząłem już się zastanawiać, czy może nie chcesz już ze mną rozmawiać. - kolejne słowa starszego czarodzieja, potwierdziły jego podejrzenia.

Niech cię cholera, Dumbledore!

- Żadna sowa tu nie przyleciała.

- O czym ty mówisz Harry?

- Nie odpisałem ci ponieważ od momentu gdy przyjechałem tu na początku maja, nie przyleciała tu ani jedna sowa.

- Jestem pewien że Ron przynajmniej trzykrotnie wysyłał do ciebie paczki ze słodyczami, poza tym on co tydzień zapisuje przynajmniej kilka zwojów pergaminu. Ja sam także wysłałem do ciebie sowę kilkukrotnie. Jeśli nie otrzymałeś nic, to by znaczyło, że...

- Ktoś je przejął. - Dokończył za Billa, wiedząc, że w tej chwili myślą dokładnie o tym samym. Jakby na potwierdzenie jego myśli. Bill wyszeptał:

- Dumbledore...

Przytaknął mu uznając, że żadne słowa nie są potrzebne, po czym spojrzał w okno, za którym ponownie pokazał się księżyc. Tymczasem Bill odezwał się ponownie:

- Myślę, że to jego sprawka. Nie sądzę, by mógłby to zrobić ktoś inny. Pozostaje jednak kwestia tego, dlaczego Dumbledore odciął cię od informacji? Co chciał w ten sposób osiągnąć?

- Nie wiem. - Mieląc w rękach kawałek bluzki, przez chwilę wahał się, w końcu jednak postanowił podzielić się z Billem tym, co usłyszał jeszcze przed powrotem na Privet Drive. - Ostatniego dnia roku szkolnego, słyszałem jak Dumbledore rozmawiał z kimś o mnie. Nie wiem z kim, bo ich nie widziałem, ale wiem o czym rozmawiali. Podobno twoja mama chciała bym w tym roku spędził wakacje u was, ale on uznał, że nie powinienem. Powiedział, że mam wrócić do wujostwa. Na całe lato. Argumentował, że tak będzie dla mnie bezpieczniej. Że powinienem pobyć teraz w ciszy i spokoju. To było zupełnie tak jakby... - urwał bojąc się dokończyć, jednak Bill zrobił to za niego.

- Zupełnie jakby zdecydował się odizolować cię od naszego świata. Jeśli taki był jego zamiar, to być może dlatego przejął twoją korespondencję. Tylko wciąż nie wiemy, jaki właściwie ma w tym cel?

- Myślę że chciał odciąć mnie od Rona i Hermiony. Słyszałem jak mówił że muszę w nadchodzącym roku skupić się na nauce, żebym dostał się do akademii aurorów. Cholera ja nawet nie chce być aurorem!

- Wiem Harry. Nie martw się, on nie może cię do tego zmusić, to kim chcesz być, to twoja decyzja. Co do odcięcia cię od przyjaciół, to ono nie ma żadnego sensu, przecież we wrześniu i tak znów wszyscy będziecie razem w Hogwarcie.

- To prawda.

Zamyślił się, w pełni zgadzając ze słowami przyjaciela. Podobnie jak on uważał, że zachowanie Dumbledore jest dziwne, ale sam również nie potrafił znaleźć żadnego wytłumaczenia dlaczego ten miałby mu to robić.

Czy dyrektor coś planuje? A może po prostu już zbzikował na starość?

- W każdym razie, nie powinieneś tu dłużej siedzieć.

- Słucham? - przywrócony do rzeczywistości, zapytał, nie bardzo rozumiejąc co Bill ma przez to na myśli. Ten cicho wyjaśnił:

- Nie wiem o co chodzi dyrektorowi, jednak jego zachowanie ani trochę mi się nie podoba. Z pewnością nie zrobił tego wszystkiego, bez jakiegoś powodu. A skoro nie wiemy co planuje, to jedynym sposobem na zaradzenie jego działaniom, jest zabranie cię stąd.

Perspektywa opuszczenia domu wujostwa był zaskakująca, jednak gdy tylko usłyszał o takim rozwiązaniu, także i jemu wydało się ono najlogiczniejsze. Tylko opuszczając Privet Drive mam szansę uciec od dyrektora... pozostaje jednak jeden problem... Gdzie mam pójść? Dumbledore zabrał moją różdżkę, czyniąc mnie bezbronnym… Sam nie mogę zostać…

- Dokąd miałbym się udać? Do Nory? Przecież jeśli on dowie się, że tam pojechałem, po prostu odeśle mnie tu z powrotem. Jeśli ten o to zapyta, to twoi rodzice poinformują dyrektora o tym, że jestem u was...

- To prawda. Do Nory nie możesz jechać, zresztą w tej chwili nikogo w niej nie ma. Tata dostał w pracy premię i w zeszłym tygodniu wszyscy wyjechali na wycieczkę do Charliego, do Rumunii. Wrócą dopiero pod koniec wakacji.

Kolejna wiadomość, która do mnie nie dotarła - przemknęło Harry'emu przez myśl, zanim odezwał się ponownie.

- Więc gdzie miałbym pójść? Na Pokątną? Dumbledore zabrał moją różdżkę, więc nawet nie mam jak się bronić. Nie sądzę, bym na Pokątnej był bezpieczny…

- Zabrał twoją różdżkę?

- Tak. Kazał mi umieścić ją w kufrze przed użyciem świstoklika. A jak tu dotarłem zamiast niej znalazłem w kufrze kartkę że ją wziął dla mojego bezpieczeństwa.

- Uznał, że bez różdżki będziesz bezpieczny? Teraz gdy tylu śmierciożerców życzy ci śmierci? Wiesz co chciał w ten sposób osiągnąć, prawda?

- Oczywiście, chciał żebym pozostał na Privet Drive przez całe wakacje.

Bill spojrzał na niego, zupełnie jakby się nad czym zastanawiał, w końcu uśmiechnął się, mówiąc:

- W takim razie myślę że zdecydowanie powinieneś zostawić Privet Drive w cholerę. Wiem nawet gdzie powinieneś się udać.

- Gdzie?

- Polecisz ze mną.

][ ][ ][

Koniec rozdziału 1