Przed wami rozdział piąty, kolejne zmiany za nami. Tym razem początek rozdziału jest całkowicie nowy, w dalszej części są pewne fragmenty zaczerpnięte ze starej wersji opowiadania. Mam nadzieję, że tekst przypadnie wam do gustu.

Zapraszam.

][ ][ ][

NIE BAW SIĘ OGNIEM, BO CIĘ SPALĘ

][ ][ ][

Rozdział 5

Syriusz

Czas nie goi wszystkich ran.

Ewentualnie pomaga pogodzić się z bólem.

Po pewnym czasie po prostu się przyzwyczajasz

i nie zwracasz aż tak dużej uwagi.

xxx

][ ] [ ][

Punkt widzenia Harry'ego

Opuszczenie Privet Drive było zaskakująco proste. Tak jak ustalił zeszłego wieczoru z Severuem, wyszedł z domu jedynie z niewielką torbą, której w Hogwarcie używał do noszenia książek. Zabrał ze sobą tylko kilka rzeczy – nie brał żadnych ubrań, ale wziął ze sobą mapę huncwotów, miotłę i album. Wiedział że nikt nie wie ile ma spodni, czy koszulek, ale dziwnie by wyglądało gdyby nie wziął ze sobą miotły, albumu lub mapy.. Był także pewny tego, że Dumbledore przewróci jego kufer na lewa stronę.

Nie spodziewam się po tobie niczego innego. – z tą myślą skierował się w stronę pobliskiego parku, gdzie przysiadł na jednej z huśtawek i bujał się przez chwilę. W końcu ruszył dalej,, starając się wyglądać tak, jakby wyszedł jedynie na spacer.

W parku spędził niemal pół godziny, po tym czasie wyszedł z niego, kierując się w stronę pobliskich sklepów. Wszedł w jedną z bocznych uliczek i machnął ręką z różdżką. Z donośnym hukiem zmaterializował się przed nim Błędny Rycerz.

- Witam w magicznym środku transportu… - Stan zaczął swoja przemowę, ale przerwał mu w połowie.

- Dziurawy Kocioł.

- Och cześć Harry. To będzie osiem sykli. – Wręczył mu wymaganą kwotę, nie zdziwiony tym, że ten go rozpoznał. W ciągu ostatnich trzech lat kilkukrotnie korzystał z tego środka transportu, choć niewielu o tym wiedziało.

Wszedł do środka i opadł na jeden z kolorowych foteli. Jak tylko autobus ruszył, odetchnął. Pierwszy etap za mną… Tak, jeszcze tylko zakupy na Pokątnej i znów się zobaczymy Severusie. – uśmiechnął się na tą myśl, a jego wnętrze ponownie wypełniło ciepło.

][ ][ ][

- Dzień dobry, Tom. – przywitał się,

- Och witaj Harry! Ten sam pokój co zawsze?

- Tak, chętnie.

- Na ile?

- Na razie na trzy dni.

- W porządku. To będzie galeon i siedem sykli. – wyciągnął z torby wyznaczoną kwotę i podając ją, rzucił:

- Przyjdę później. Idę się przejść, mam kilka rzeczy do kupienia.

- Jasne, jak wrócisz, pokój będzie na ciebie czekał. Znasz drogę.

- Tak. Dzięki.

Wsunął się na zaplecze i stukając w trzecią cegłę otworzył przejście na Pokątną. Jak na początek wakacji, było na niej zaskakująco wiele osób. Bez problemu wmieszał się w głośny tłum czarownic i czarodziejów. Mając w pamięci to, że powinien zajrzeć w jak najwięcej miejsc, na chybił trafił wszedł do najbliższego sklepu.

][ ][ ][

Minęły trzy godziny nim uznał, że ma dosyć. Opuszczając sklep z drobiazgami, w którym zaopatrzył się w kilka magicznych ołówków i blok rysunkowy, skierował się w stronę wejścia na Nokturn. Wiedział, że tam jego zniknięcie przyciągnie najmniej uwagi. Jak tylko schował się w alejce, sięgnął pod koszulkę i wyciągnął zawieszony na szyi łańcuszek. Zaciskając palce na krysztale w kształcie flakonika eliksirów, szepnął:

- Światło nocy i dnia. - szarpnięcie w okolicy pępka poinformowało go, że świstoklik zadziałał. Zaraz po tym, świat rozmył się przed jego oczami, tworząc znaną plątaninę barw. Zacisnął powieki, po raz kolejny upewniając się w tym, że ze wszystkich środków magicznego transportu, jedynym normalnym, są miotły.

Kilka minut później, boleśnie wylądował na ziemi. Jęknął gdy jego kolana uderzyły o kamienną ścieżkę. Jeszcze tego mi brakowało.

- Cholerne świstokliki. – syknął wstając i rozmasowując obolałe kolana.

Rozejrzał się po niewielkim cmentarzu. W ostrych promieniach słońca, nie wyglądał tak przerażająco jak tamtej nocy. Drewniany kościółek majaczący za wielkim cisem miał bielone ściany, a dzwon na wieżyczce, właśnie wygrywał melodię. Cmentarz wciąż tak samo zarośnięty jak w czasie jego ostatniej bytności na nim, był opustoszały. Przyglądając się zapadniętym i porozwalanym pomnikom, mógł stwierdzić, że nie jest zbyt często odwiedzany. Wygląda tak, jakby nikt nie przejmował się stanem tego miejsca...

- Cieszę się, że dotarłeś bezpiecznie. - podskoczył, odwracając się gwałtownie. Nie usłyszał zbliżających się kroków.

- Voldemort. - rzucił, spoglądając mu w oczy. Spiął się, odruchowo robiąc krok w tył, gdy ten zaczął się zbliżać.

- Spokojnie, nie jestem przecież twoim wrogiem, Shaan. Sądziłem, że już to zrozumiałeś. Nic ci nie zrobię, nie musisz się mnie obawiać.

- To, że jesteś moim ojcem, nie znaczy, że od razu zacznę ci ufać, Voldemort. - po raz kolejny cofnął się nieco, aby zachować dystans.

- Nie oczekiwałem tego. Rozumiem twoje obawy, choć nie ukrywam, że liczę na to iż z czasem zmienisz swój stosunek do mnie, Shaan. Przez lata wierzyłeś w punkt widzenia Dumbledore'a, nie będzie ci łatwo tego zmienić, ale chciałbym, abyś dał nam szansę.

Tym razem nie odpowiedział. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że Voldemort łapie go za słówka, ale nie miał siły na wdawanie się z nim w kłótnie. Zdecydował się zostawić to jak jest. Im mniej będę zmuszony z nim rozmawiać, tym lepiej... - pomyślał i uznając, że najlepiej zmienić temat, zapytał:

- Gdzie jest Severus?

- Dołączy do nas trochę później.

- Dlaczego?

- Prosił żebym przekazał ci to. – spojrzał na kopertę znajdującą się w jego ręku. - Dumbledore zwołał nadzwyczajne zebranie, którego Severus nie może opuścić.

Zebranie? Jakie zebranie? Odebrał list od Voldemorta i rozerwał kopertę. Pergamin umieszczony w środku zawierał tylko kilka zdań. Mimo wszystko, po przeczytaniu ich, od razu poczuł że robi mu się lżej na sercu.

vvv

Przepraszam,

Obiecałem, że od teraz będę przy Tobie. Niestety ten szurnięty starzec po raz kolejny pokrzyżował Nasze plany. Jak zapewne już słyszałeś od Czarnego Pana, zostało zwołane zebranie zakonu, którego nie mogę opuścić. Dumbledore wciąż myśli że jestem po jego stronie i lepiej by tak pozostało. Jeszcze raz Cię przepraszam i obiecuję, że już wkrótce będę przy tobie.

Uśmiechnij się dla mnie

S

vvv

Po przeczytaniu ostatniej linijki, nie zdołał powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta. Składając list zaczął się zastanawiać, czego właściwie to zebranie może dotyczyć, skoro jeszcze wczoraj, Severus o nim nie wiedział.

- Wiesz dlaczego to zebranie, zostało tak nagle zwołane? - odważył się zapytać, ponownie spoglądając na Voldemorta.

- Domyślam się.

- To znaczy? - zapytał ponownie, gdyż Voldemort nie kwapił się do powiedzenia czegokolwiek więcej. Po jego pytaniu, Czarny Pan spojrzał na niego i w końcu rzucił:

- To nie jest miejsce na takie rozmowy. – Voldemort wskazał ręka w stronę dworu na wzgórzu. – Chodź, porozmawiamy w domu. – przytaknął na zgodę i dodał:

- Chodźmy.

][ ][ ][

Piętnaście minut później stanęli przed dworem. Voldemort wyciągnął różdżkę i kierując nią w stronę drzwi, coś szepnął. Drewno migotało przez kilka sekund. Gdy blask wygasł, drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem.

- Chodź. - Voldemort wszedł pierwszy, pozostało więc mu tylko, podążać za nim.

Światło przebijające się przez zakurzone okna, nie dodało wiele uroku posiadłości. Ściany korytarza pokrywała odłażąca w wielu miejscach tapeta, a deski podłogowe wyglądały na zamoknięte. Wyginały się pod stopami, gdy stawiał na nich kolejne kroki.

Przez kilka chwil szli w milczeniu. W końcu Voldemort gestem zaprosił go do jednego z pokoi. Gdy wszedł do środka, zorientował się, że to to samo pomieszczenie, w którym rozmawiali wczoraj. Opadł na kanapę, po raz kolejny żałując, że nie ma przy nim Severusa.

- Powiedziałeś że wiesz dlaczego zwołano zebranie Zakonu. – rzucił w stronę Voldemorta, który machnięciem różdżki przywołał dwie szklanki i dzbanek z jakimś napojem.

- Osoba od kilkunastu lat martwa, która nagle pojawia się w tłumie czarodziejów, wzbudza sensację, nie uważasz?

- Widzieli ciebie? - zapytał, zanim zdołał ugryźć się w język. Po jego słowach, Voldemort roześmiał się.

- Gdyby zobaczyli mnie, Dumbledore nie wypuściłby cię z Hogwartu. Widzieli tego idiotę, który nie wie jak powinien się zachować. Powinienem zabić go, jak tylko skończył z tym rytuałem... - Voldemort nie powiedział nic więcej, ale nie musiał niczego mówić. Wiedział już, o kogo chodzi.

Parszywek.

Skoro Parszywek był widziany, powinni zrozumieć, że Syriusz jest niewinny... - pomyślał, zaraz jednak pokręcił głową, czując, że sam siebie oszukuje. Nawet jeśli go widzieli i wiedzą, że Syriusz go nie zabił to... musiałby przyznać się do tego, że to on był strażnikiem tajemnicy moich... Lily i Jamesa.

- Gdzie teraz jest Parszywek? – zdecydował się w końcu zapytać.

- Parszywek? - Voldemort odpowiedział mu pytaniem na pytanie, wyciągając w jego stronę napełnioną szklankę.

- Glizdogon. – doprecyzował, przyjmując napój.

- Uciekł, po ostatnim zebraniu. Nie wiem gdzie obecnie przebywa, możesz być jednak pewien, że gdy go znajdę, pożałuje swojej lekkomyślności.

- Chcesz go zabić? - zapytał, przeklinając się za to, że głos mu drży.

- Najpewniej. - Voldemort zatrzymał się i odwrócił, stając tuż przed nim. - Nie mów mi, że chcesz ocalić tego idiotę? Czy aż do tego stopnia Dumbledore zaszczepił w tobie gryfońskie serce?

- Ja... - zaczął i urwał zastanawiając się, jak to powiedzieć. W końcu uznał, że po prostu wyjawi prawdę. - Przez Parszywka, przyjaciel mojego... Jamesa został niesłusznie oskarżony i zamknięty w Azkabanie. Teraz jest na wolności, ale musi się ukrywać. Może gdyby Glizdogon został złapany i zeznał, że to on był strażnikiem tajemnicy, to wtedy Syriusz... przestaliby go ścigać.

- Syriusz? Masz na myśli Syriusza Blacka? - przytaknął.

- Tak. Poznałem go pod koniec trzeciego roku w Hogwarcie. Wtedy też dowiedziałem się, że jest moim... ojcem chrzestnym Harry'ego. Przez chwilę nawet myślałem, że będę mógł z nim zamieszkać, niestety wtedy Parszywek uciekł. Od tego czasu, Syriusz musi się ukrywać. Jeśli go złapią, otrzyma pocałunek dementora.

- Chwała za to Merlinowi. Nie chcę wiedzieć, co by się stało, gdybyś rzeczywiście znalazł się w jego rękach. Pocałunek dementora jest jedynym, na co ktoś jego pokroju zasługuje. - te słowa zabolały go. Owszem nie ufał już Dumbledore'owi, jednak wciąż uważał Syriusza za przyjaciela. Miał nadzieję, że nawet gdy ten dowie się, że nie jest Harrym Potterem, nie zerwie z nim kontaktów.

- Wiem, że nie jest tak naprawdę moim ojcem chrzestnym ale to nie znaczy, że zamierzam zerwać z nim znajomość

- Zerwiesz. Definitywnie.

- Nie będziesz mi rozkazywał! - krzyknął, czując, że puszczają mu nerwy.

- Będę, zwłaszcza w tej sprawie. Nie pozwolę ci na kontakty z osobą która bez skrupułów łamie przysięgę strażnika tajemnicy i wydaje najlepszego przyjaciela.

- To Glizdogon był strażnikiem! On ich wydał!

- Mylisz się Shaan. To był Black.

- Kłamiesz! - poczuł, że zalewa go fala gorąca. Pokręcił głową, nie mogąc uwierzyć, w to co właśnie usłyszał. To nie mógł być Syriusz. To był Parszywek! Parszywek! Przecież Syriusz wyjaśnił wszystko wtedy we Wrzeszczącej Chacie... To nie był Syriusz... nie był... dlaczego Voldemort kłamie.. to nie był Syriusz...nie mógł być...

- Maerens - usłyszał i wszystko stało się czarne.

][ ][ ][

Zamrugał. Przykładając chłodną dłoń do czoła, starał się pozbierać myśli. W końcu usiadł, wciąż nie będąc w stanie przypomnieć sobie, co się stało. Głowa pulsowała tak, że czuł się jakby ktoś przyłożył mu w nią tłuczkiem.

- Czujesz się lepiej? - słysząc pytanie, odwrócił się. Gdy jego wzrok padł na siedzącego w fotelu Voldemorta, przypomniał sobie wszystko. Syriusz... Glizdogon... strażnik tajemnicy...

- Dlaczego twierdzisz, że to Syriusz był strażnikiem tajemnicy mojej… Lily i Jamesa? - odpowiedział pytaniem na pytanie i spuścił nogi na dół, wygodniej siadając na kanapie.

- Ponieważ sam mi o tym powiedział. To on wyjawił mi lokalizację domu w dolinie godryka, gdzie Potterowie ukrywali się razem z tobą.

- To niemożliwe... - zamknął oczy, nie chcąc tego słuchać. Nie chciał zaakceptować tego co słyszy. - Rozmawiałem z Syriuszem, mówił, że to Glizdogon zrobił. To dlatego, potem odciął sobie palec i uciekł!

- Ucieczka Glizdogona rzeczywiście była widowiskowa i miał on swój udział w tamtych wydarzeniach, jednakże lokalizację domu Potterów, otrzymałem nie od niego, a od Syriusza Blacka.

- Dlaczego? - zabrakło mu słów. Nie potrafił tego zaakceptować. Pokochał Syriusza i nie mieściło mu się w głowie to, że mógł on zrobić coś takiego. Chciał, chciał zarzucić Voldemortowi kłamstwo, ale zdawał sobie sprawę, że to dziecinne zachowanie. Voldemort nie miał powodu aby kłamać, zwłaszcza w tej kwestii.

- Zdaję sobie sprawę, że ciężko ci to zaakceptować, ale takie są fakty. Jeśli zaś pytasz o powody które kierowały Blackiem, sądzę, że najłatwiej będzie ci to zrozumieć, gdy zobaczysz to na własne oczy.

Zobaczę? Jak mam zobaczyć coś, co wydarzyło się kilkanaście lat temu? - zastanawiał się nad tym, nagle jednak przypomniał sobie o artefakcie, o którym kiedyś opowiadał mu Remus.

- Masz myślodsiewnię?

- Posiadam jedną, jednak ona bywa zawodna, znacznie lepszą metodą jest projekcja. Jeśli się zgodzisz, zastosujemy ją.

- Czym jest projekcja?

- Projekcja polega na wpuszczeniu do umysłu drugiego człowieka i ukazaniu mu wybranego wspomnienia.

- Chcesz wejść do mojego umysłu?

- Nie Shaan, to ja wpuszczę cię do swojego. - To całkowicie go zaskoczyło. Chce wpuścić mnie, do swojego umysłu? Coś takiego w ogóle jest możliwe? - wiedział, że można przelać wspomnienia w dziennik, sam miał z czymś takim do czynienia, ale to było zupełnie co innego.

- Jak? - to było jedyne, o co zapytał.

- Słyszałeś kiedyś o magii umysłu? - nazwa był mu całkowicie obca, dlatego pokręcił głową w zaprzeczeniu i dodał.

- Nie.

- Magia umysłu jest sztuką, pozwalającą wejrzeć we wspomnienia drugiej osoby. Jest również metodą, która daje możliwość skutecznej obrony własnego umysłu. Zazwyczaj dzieli się ją na dwa działy: oklumencję i legilimencję. Legilimencja pozwala przejrzeć wspomnienia, oklumencja postawić bariery i obronić umysł. Niewiele osób o tym wie, ale magia umysłu posiada także trzeci dział, projekcję o której wspomniałem. Projekcja tym różni się od legilimencji, że jest dobrowolnym wpuszczeniem w wybrane wspomnienie w umyśle. Działa tak jak myślodsiewnia, z tą różnicą jednak, że umysł nie kłamie. Myślodsiewnię można zmanipulować, umysłu się nie da.

- Dlaczego nie uczą o tym w Hogwarcie?

- Ponieważ magia umysłu jest jednym z zakazanych działów magii. Obecnie jedyenie stare magiczne rody ją praktykują. Jeśli się zgodzisz, wejdziemy teraz w projekcję.

Kilka chwil zajęło mu przetrawienie tego, czego się właśnie dowiedział. Wciąż nie był pewien czy jest na to gotowy. Nie chcę wchodzić do jego umysłu... - pomyślał i znów przymknął oczy czując, że sam próbuje siebie oszukać. Nie bał się wejścia w umysł Voldemorta. Bał się tego, co w nim ujrzy. Syriusz naprawdę ich zdradził? Tak wiele razy mi o nich opowiadał… o przygodach które razem przeżyli... jak mógłby... - przygryzł wargę i ponownie spojrzał w czerwone tęczówki.

- Niech będzie. Pokaż mi. - Po jego słowach, Voldemort podniósł się i przysiadł tuż przy nim, na pożółkłym dywanie. W jego ręce, pojawiła się różdżka w kolorze kości.

- Usiądź przede mną. Tak, abyśmy siedzieli twarzą w twarz. - po tym poleceniu, zbliżył się do niego, i opadł na dywan tuż przed nim.

- Dobrze. Wyjmij różdżkę. - gdy tylko jego palce zacisnęły się na chłodnym drewnie, Voldemort wyjaśnił kolejną kwestię. - Aby wejść w projekcję, po tym jak ja rzucę zaklęcie, ty musisz wskazać różdżką na mnie i powiedzieć: Tesnel. Zaczniemy, gdy będziesz gotowy.

- Bardziej gotowy nie będę. - szepnął nie chcąc tego dłużej odwlekać.

- Zaczynajmy więc. - Voldemort zatoczył różdżką krąg nad sobą i szepnął: Regai. - zaklęcie przebrzmiało, jego postać otoczyło białe światło. Wiedząc co ma robić, wskazał na Voldemorta różdżką i powiedział wyraźnie:

- Tesnel.

Pokój rozmył się przed jego oczami.

vvv

Ostre promienie słońca zmusiły go do zmrużenia oczu. Zamrugał, wzrok potrzebował kilku sekund na przyzwyczajenie się do zmiany oświetlenia. Gdy światło przestało go razić, rozejrzał się. Stał na łące, otoczonej przez gęsty, iglasty las. Szybko pojął, że to nie leśne tereny, które otaczają Hogwart. To miejsce, było dla niego całkowicie obce.

- Za tobą, Shaan. - Voldemort niespodziewanie znalazł się przy nim, po czym ręką wskazał za siebie. Odwrócił się i zamarł dostrzegając scenę która właśnie rozgrywała się na ich oczach.

Zaledwie kilka kroków na lewo, tuż przy skraju lasu, stały trzy postacie. W jednej z nich rozpoznał Voldemorta, z tymi samymi czerwonymi oczyma co zawsze. Pozostałe dwie stały do niego tyłem, ale gdy postąpił kilka kroków i dojrzał twarze, poczuł się tak, jakby ktoś uderzył go w policzek. Na wprost Voldemorta stał Glizdogon i Syriusz.

- Dlaczego... - szepnął i zaraz poczuł dłoń na ramieniu. Zerknął przez ramię na Voldemorta, który z nim tu przybył. Gdy ich oczy się spotkały, usłyszał:

- Jeśli czujesz się gotowy, odblokuję to wspomnienie. - tym razem wahał się tylko przez ułamek sekundy. Musiał to usłyszeć. Musiał.

- Jestem gotowy. - ledwie jego słowa przebrzmiały, postacie przed nimi poruszyły się i wyraźnie dobiegły do nich, wypowiadane słowa.

vvv

- Panie, to jest człowiek, o którym ci mówiłem. Przyprowadziłem go tak, jak rozkazałeś. - piskliwy głos Glizdogona przeszył powietrze i ten skłonił się niemal po pas.

- Dobrze się spisałeś szczurze, zostaw nas.

- Oczywiście mój Panie. - Parszywek po raz kolejny się pokłonił i pospiesznie wycofał. Trzask aportacji który Harry usłyszał, gdy tylko szczur znikł mu z oczu, zaświadczył o tym, że ten deportował się.

Na polanie pozostali już tylko Voldemort i Syriusz.

- Przekazano mi, że możesz mieć dla mnie kilka cennych informacji, panie Black. W takim razie słucham, jestem ciekaw, co masz mi do powiedzenia.

- Dobrze wiesz po co przyszedłem, Voldemort.

- Wiem, wolę to jednak usłyszeć od ciebie. Szczurom nie można ufać. - wzrok Voldemorta podążył w kierunku z którego chwilę wcześniej rozległ się trzask, zaraz jednak, ponownie skupił się na Syriuszu.

- Wiem gdzie są Potterowie. Powiem ci, jednak pod dwoma warunkami, Voldemort. - słowa Syriusza sprawiły, że Harry zamknął oczy, zaraz jednak zmusił się do tego, aby ponownie je otworzyć.

- Niewielu jest na tyle odważnych aby próbować stawiać mi warunki. Podziwiam Black, jednak nie zapominaj, że moja cierpliwość ma swoje granice.

- Moje warunki nie podlegają negocjacjom, Voldemort. Możesz mnie zabić, ale wtedy nie uzyskasz potrzebnych informacji. - po słowach Syriusza zapadła cisza. Harry obserwujący tą scenę, mógł stwierdzić, że Voldemort naprawdę jest wściekły. Nagle jednak, wszystko opadło. Zdawało mu się, że Voldemort nawet się uśmiechnął, choć trwało to takie ułamki sekund, że nie mógł być tego pewnym.

- W porządku, dziś rządzisz ty, Black. Jakie są twoje warunki?

- Nie skrzywdzisz Lily Potter. Nie obchodzi mnie, co stanie się z Jamesem czy też z dzieckiem. Zrobisz z nimi co chcesz, ale nie tkniesz Lily.

- Mam pozwolić, by żona zdrajcy przeżyła? Prosisz o wiele, Black.

- To mój pierwszy warunek. Albo ona przeżyje, albo nie znajdziesz żadnego z nich. - ponownie, między mężczyznami zapadła cisza.

- Dobrze. Zgodzę się na to. Nie zabiję jej.

- Przysięgnij.

- Rzadko obiecuję, jednak nie łamię danego słowa Black. - widział, że Syriusz mocuje się sam ze sobą, w końcu jednak jego były ojciec chrzestny przytaknął, godząc się z jego słowami.

- Dobrze, zaufam ci.

- Jaki jest twój drugi warunek?

- Lily nigdy nie może dowiedzieć się, w jaki sposób poznałeś lokalizację ich domu.

- To nie będzie problemem.

- W porządku. Dom Potterów znajduje się w Dolinie Godryka w West Country w Wielkiej Brytanii. Dom numer dwanaście. - słowa przebrzmiały i wspomnienie rozmyło się.

Znów siedzieli naprzeciw siebie, w tym samym zniszczonym pokoju.

][ ][ ][

Niewidzącym wzrokiem, śledził wyblakłe wzory na starym dywanie. Sceny które ujrzał we wspomnieniu Voldemorta, wciąż były przerażająco wyraźne w jego umyśle. Nie chciał w to wierzyć. Nie chciał, ale słowa które usłyszał, mówiły same za siebie.

Dom Potterów znajduje się w Dolinie Godryka w West Country w Wielkiej Brytanii. Dom numer dwanaście. - zacisnął dłonie w pięści, nie zważając na to, że wbija sobie paznokcie w skórę.

- Syriuszu... jak mogłeś? - uderzył pięścią w ziemię. Raz, drugi i kolejny. Łzy zalały mu twarz, ale nie próbował ich ocierać. Syriuszu... dlaczego? Dlaczego! - silne ręce unieruchomiły go, uniemożliwiając dalsze tłuczenie w posadzkę.

- Wypij. - nie zaprotestował, posłusznie przełykając eliksir. Znał jego smak. Zaraz ogarnął go spokój, rozjaśniając skołatany umysł.

- Lepiej?

- Tak. Dziękuję. - szepnął i przymknął oczy. - Syriuszu dlaczego to byłeś ty, a nie ten przeklęty Parszywek...

- Dlaczego nazywasz Glizdogona, Parszywkiem? - Voldemort zapytał go, podnosząc się. Patrząc jak znów zajmuje fotel, sam także przeniósł się na rozklekotaną kanapę i dopiero wtedy odpowiedział:

- Przez kilka lat, Glizdogon udawał szczura. Mieszkał w domu mojego przyjaciela i był jego zwierzątkiem. Tam dostał imię Parszywek. - spodziewał się wszystkiego, ale na pewno nie oczekiwał, że Voldemort po jego słowach, głośno się roześmieje.

- Parszywek? Rzeczywiście pasuje do niego to miano. - przez twarz Harry'ego także przemknął cień uśmiechu.

- Dla mnie on zawsze będzie szczurem. – sięgnął po zapomnianą szklankę z lemoniadą i upił z niej łyk.

- Rozmawiałem z uzdrowicielem, jutro się z nim spotkasz. Myślę że wtedy także będziemy w stanie przywrócić ci wspomnienia.

- Dobrze. – szepnął i przytaknął na znak że zrozumiał. Nie dodał nic więcej. Wciąż nie miał ochoty na spotkanie z uzdrowicielem, ale wiedział że ani Volddemort ani Severus nie pozwolą mu się od tego wymigać.

- Severus wróci pewnie dopiero za kilka godzin. Jak chcesz możesz spędzić ten czas na powietrzu. Jeśli wolisz tu zostać, możesz skorzystać z tutejszej biblioteki, nie zostało tam zbyt wiele książek, ale myślę że cos znajdziesz.

- Wolałbym się przespacerować.

- W porządku. Wróć przed dwudziestą. Zjemy kolację. – ponownie przytaknął i pospiesznie odstawił szklankę na stolik. Niemal wybiegł z pokoju. Potrzebował wytchnienia. Musiał przemyśleć to co usłyszał. Wciąż ciężko było mu zaakceptować to, że to był Syriusz.

Syriuszu… jak mogłeś…

][ ][ ][

Maerens – tylko przypominam, że to czar mojego pomysłu, słowo z języka łacińskiego w tłumaczeniu "mdleć" – zdradzę też, że to, że znów ktoś potraktował go tym czarem, ma pewne znaczenie.

Projekcja – jest moim własnym pomysłem będącym nieco zmodyfikowaną wersją oklumencji i legilimencji znanej z książek HP. Planuję je wykorzystać choć z pewnymi modyfikacjami. Zaklęcia wykorzystane przy projekcji: regai - w języku shona oznacza wpuścić. tesnel - oznacza zobaczyć w języku ormiańskim.

Myślodsiewnia – magiczne narzędzie służące do przechowywania oraz przeglądania wspomnień, a także sortowania i badania myśli oraz pomysłów. Myślodsiewnie były bardzo rzadkie, co spowodowane było ich wielką magiczną mocą i możliwościami.

Dolina Godryka - lokalizację domu Potterów zaczerpnęłam ze strony Harry Potter Wiki, choć przyznaję, że jeśli chodzi o numer domu, to już mój pomysł. Nie pamiętam czy w książce jest on podany, a jeśli jest, to jaki był...

][ ][ ][

Koniec rozdziału 5