Dni zamieniały się w tygodnie, tygodnie zamieniały się w miesiące a miesiące z kolei zamieniały się w lata. Z początku jedyne czego się uczył to języka. Zmieniło się to dopiero po pierwszym roku nauki kiedy był w stanie konstruować proste zdania, zarówno słownie jak i pisemnie. Potem musiał zwolnić z nauką języka kiedy Oogway zadecydował, aby dodać do jego planu dnia zajęcia kung-fu. Z początku zwykłe ćwiczenia na polepszenie jego siły, szybkości, kondycji i ogólnej jakości fizycznej powoli przerodziły się w ćwiczenie podstawowych ciosów, kopnięć czy innych chwytów. Wstawał na dźwięk porannego gongu, ćwiczył, uczył się, szedł spać i powtórka. Tak wyglądała większość, spędzonych przez niego w Jadeitowym Pałacu, dni. Minęło pięć lat. I jeszcze trochę. Teraz przechadzał się ze Staruszkiem Oogway'em. Miał dzień wolny od treningu fizycznego.
"Nie zbadane są ścieżki świata. Nie wiemy kiedy i gdzie spadnie deszczu kropla. Nie wiemy, z jaką siłą powieje wiatr. Czy rozumiesz, co mam na myśli, chłopcze?" Oogway uwielbiał bawić się słowami i przekazywać swoje mądrości za pomocą zagadek. Jedne były łatwiejsze, inne były na tyle trudne, że do dzisiaj nie zrozumiał głębi jego słów. Ta była jedną z łatwiejszych. Tak przynajmniej myślał. Zdarzało mu się mylić w tej kwestii.
"Świat jest nieprzewidywalny i nie można go kontrolować?" Jego niepewność w głosie sprawiła, że podana odpowiedź zabrzmiała bardziej niż pytanie.
"I?" A więc była to jednak ta trudniejsza zagadka.
"I..." Zastanowił się przez chwile. Kilka razy powtórzył słowa Oogway'a w głowie. Nic nowego nie przychodziło mu do głowy. "Wybacz Mistrzu. Nie widzę niczego poza tym." Potarł lekko bolące czoło. Ból nie był spowodowany słowami Mistrza, ale też dźwiękiem gongu, który towarzyszył mu każdego poranka. Nawet w dni jak ten kiedy miał wolne od treningu, wstawanie i witanie Mistrzów na dźwięk gongu było obowiązkowe.
"Nic nie szkodzi, chłopcze. Nie musisz rozumieć wszystkiego za pierwszym razem. Ale była to całkiem dobra odpowiedź."
"Naprawdę?"
"No cóż... gdybyś jeszcze udzielił jej z większą pewnością." Skrzywił się na uwagę. Niczego jednak nie powiedział.
Gdy byli nie daleko placu przed Halą Treningową usłyszał głos Shifu. 'Ciekawe, o co chodziło?'
"Ciekawe, co się tam dzieje." Powiedział Oogway.
"Jest tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć."
Przed nimi były wrota, za którymi znajdował się plac treningowy, ich obecny cel. Wyprzedził starego żółwia i pchnął wrota z całych sił. Wrota były duże i ciężkie a ich otworzenie było dla niego wyzwaniem. Jeszcze. Przed nim byli Shifu i Tygrysica.
"Nie tego cię uczyłem! To nie jest opanowanie. Wstań na tylnych łapach." Shifu krzyczał na Tygrysice, która z początku znajdująca się na wszystkich czterech kończynach szybko wykonała polecenie Mistrza i stanęła na dwóch łapach.
"Przepraszam Mistrzu, nie wiem co we mnie wstąpiło obiecuję, to się nie powtórzy." Od razu zaczęła przepraszać za... cokolwiek co zrobiła. Przepraszała w głębokim ukłonie. Tygrysica była obecnie prawie dwa razy wyższa niż Mistrz Shifu. Będąc w ukłonie zniżała się niżej niż twarz Shifu. Patrzył na nią z góry swoim klasycznym, nieznoszącym błędów spojrzeniem. Dłonie miała złączone, jedna zaciśnięta, druga otwarta. Prawdopodobnie nie było to nic wielkiego. Shifu bywał... jest trudnym nauczycielem.
"Bardzo chciałbym w to wierzyć." Wtedy ich spostrzegł, stojących w wejściu na plac.
"Witaj Mistrzu Oogway." Shifu szybko przywitał się z Mistrzem Oogway'em, który wysunął się na przód, jego samego wymijając. Shifu nie przywitał się z nim, kompletnie go ignorując.
Oboje zaczęli kierować się w stronę schodów prowadzących do Hali Treningowej. Na ich szczycie znajdowała się jedna osoba ze służby pałacowej. Był to gąsior. Trzymał czajniczek.
"Sto okrążeń." Rozkazał Shifu.
"Tak jest, Mistrzu!"
"Może dołączysz do młodej Tygrysicy w jej ćwiczeniu, Chłopcze? Hmmm?" Oogway zwrócił się do niego. Była to prośba, nie żadne polecenie.
"Oczywiście Mistrzu." I właśnie dlatego się zgodził. Chociaż miał być to dla niego dzień wolny od treningu. Nie lubił rozkazów i poleceń poza treningami i wiedział, że Oogway o tym wiedział. Powstrzymał westchnięcie, dołączając do już biegnącej Tygrysicy.
"Kolana wyżej." Wykrzyknoł jeszcz Shifu nawet się nie odwracając. Powstrzymał westchnięcie.
"Tak jest, Mistrzu!" Tym razem nie udało mu się powstrzymać westchnięcia. Jednak nawet pomimo tego postarał się, aby było ono jak najcichsze.
Zaczął biec za Tygrysicą. Tak jak ona unosił kolana wysoko, prawie do samej piersi. Zadanie okrążenia placu 100 razy nie było wcale takie straszne. Plac nie był wcale taki duży jak się wydawało, a i tak nie musieli okrążać całego placu. Tylko część widoczną z miejsca, gdzie siedział Shifu. Podczas trzeciego okrążenia przyśpieszył na tyle, aby biec u boku Tygrysicy.
"Co się stało, że Mistrz się tak na ciebie zdenerwował?" Jeżeli miał z nią biegać to chciał wykorzystać ten czas, aby się dowiedzieć co się stało. Mógł wykazać się cierpliwością i zaczekać aż Tygrysica skończy swój dzisiejszy trening i dopiero wtedy poruszyć temat. Postanowił, że zaspokoi swoją ciekawość teraz.
"Fu straciłam fu skupienie fu" Mówiła pomiędzy oddechami, aby nie stracił równego tempa oddechu. On sam ignorował odpowiednie oddychanie, wiedział jak ważne jest opanowanie oddechu podczas biegu. Mistrz Oogway mu to wyjaśnił.
"A dokładniej?"
"Ja..." Zawahała się. "straciłam kontrole." Dokończyła.
"O" Tylko tyle powiedział. Wiedział, o co chodziło. Tygrysicy zdarzyło się już stracić kontrole nad sobą podczas treningu. Miał bliznę, która mu o tym stale przypominała. Na przedramieniu, pomiędzy nadgarstkiem a łokciem na lewej ręce. Mistrz Oogway powiedział, że zniknie w przeciągu roku. Czwarte okrążenie. Spojrzał na swoją rękę. Nie podniósł rękawa, za którym kryły się cztery wąskie, ale całkiem długie kreski. Po prostu spojrzał.
Wspomnienie
Stała naprzeciwko niego w odległości jakichś... półtora - 2 metrów. Pomiędzy nimi stał Mistrz Oogway mierząc czujnym spojrzeniem najpierw jego, potem Tygrysice. Byli tylko w troje. Mistrz Shifu musiał udać się gdzieś w jakiejś sprawie poza Jadeitowy Pałac i Dolinie Spokoju.
"Pamiętajcie." Zaczął Oogway. "To tylko mały przyjacielski sparing. Macie pokazać czego się do tej pory nauczyliście." Znajdowali się w Hali Treningowej. Z jego lewej znajdowało się wejście, z prawej najróżnorodniejsze przyrządy do ćwiczeń. Oogway odszedł na bok, powolnym krokiem.
Przełknął ślinę. Przegra. Był tego pewny tak samo jak to, że trawa jest zielona, a słońce świeci w dzień. Trenowała pod okiem Mistrza Shifu dłużej niż on pod okiem Mistrza Oogwey'a. Gdy zobaczył, że Tygrysica staje w swojej wyćwiczonej pozycji i on zrobił to samo. Ich pozycje nie różniły się bardzo. Jego była po prostu pozbawiona jakiejkolwiek gracji.
"Zaczynać!"
Natychmiastowo po rozpoczęciu pojedynku przez Mistrza Oogway'a Tygrysica zaszarżowała na niego. Spróbowała kopnąć go z półobrotu w żołądek. Uskoczył w bok. Cofnął rękę, przymierzając się do zadania ciosu, jednak Tygrysica była szybsza. Zablokował jej cios wycelowany w jego twarz. Ledwie zdążył. Była od niego szybsza. Wiedział, że była szybsza. Widział, jak trenowała. Wyprowadzała kolejne ciosy, które udało mu się zablokować w większości. Ręce zaczynały go boleć od przyjętych ciosów. Zdawało mu się, że każdy jej nowy cios stawał się szybszy i silniejszy. Zablokował kolejny z jej ciosów swoim przedramieniem. Prawie się zgiął od siły uderzenia. I od bólu w ręce. Kolejne dwa ciosy uniknął, zamiast blokować. Odskoczył szybko do tyłu dla zyskania odległości.
"Huf huf" Oddychał ciężko. Był już zmęczony, a walka dopiero się zaczęła. Chciał wymyślić plan. Plan, na który nie miał czasu. Tygrysica biegła już w jego stronę z przygotowaną do zadania ciosu pięścią. Nie miał czasu myśleć. Kiedy była na tyle blisko, aby móc posłać swój cios, skoczył. Mógł przysiąc, że przez chwile widział na jej twarzy zdziwienie. Przynajmniej dopóki jej podbródek nie spotkał się z jego kolanem. Jeszcze będąc w powietrzu Tygrysica, była już za nim. Gdy tylko jego stopy dotknęły drewnianej podłogi, odwrócił się, tak szybko jak tylko potrafił. Spodziewał się, że znowu zobaczy, że biegnie w jego stronę. Nie biegła. Leżała. Na ramieniu, odwrócona w jego stronę plecami. Otworzył oczy zdziwiony. Nie było możliwości, żeby padła po czymś takim. Wykorzystał zdobyty czas, żeby poprawić ustawienie nóg. Tygrysica... ciągle nie wstawała. Drgnoł gdy poczuł nowy ciężar na ramieniu.
"Wygrałeś, chłopcze." Był to jego Mistrz. Odetchnął z ulgą.
"Chodźmy zobaczyć czy wszystko z nią w porządku." Ruszył w jej stronę, uciekając spod jego ręki jeszcze zanim skończył zdanie.
Pochylił się nad nią gdy tylko znalazł się przy niej. Dotknął lekko jej ramienia. Żadnej reakcji. Zrobił to samo, tylko tym razem pewniej. Ponownie nic. Chwycił jej ramie mocniej, chcąc przewrócić ją na plecy. Drgnęła. Puścił jej ramie.
"Hej, moż-" Nie zdołał dokończyć. Przeturlała się na szybko na plecy. Jej ruch był nagły, nieoczekiwany i szybki. Na tyle szybki, że jedyne co był w stanie zobaczyć to pomarańczowa smuga zbliżająca się w jego stronę. Następne co wiedział to to, że upadł na tyłek z podniesioną do góry ręką, z czego drugą się podpierał. Szybko złapał się za podniesioną rękę. Bolała. Spojrzał przed siebie. Stała przed nim Tygrysica. Tylko że ta Tygrysica była... inna niż ta sprzed chwili. Znieruchomiał przestraszony. Wargi rozwarte ukazując białe kły. Z jej gardła wydobywało się lekkie warczenie. Źrenice zazwyczaj okrągłe, teraz zwężone w prawie proste, pionowe linie. Nie. To nie była ta sama Tygrysica. Kilka sekund potem wszystko to zniknęło, a przed nim znowu pojawiła się ta sama Tygrysica, z którą sparował i z którą trenował od czasu do czasu. Kły schowane za wargami. Ciche warczenie ustało, a źrenice wróciły do swojego dawnego kształtu. Spojrzała na niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Po czym odwróciła się i pobiegła w stronę wyjścia z Hali Treningowej.
"Możesz wstać?" Zza niego wyłonił się Mistrz Oogway. Wstał, stając na nogach. Nie spuszczał oczu z wrót, za którymi zniknęła Tygrysica.
"C-co- Co się-" Jego drżący głos nie pozwalał mu dokończyć zdania.
"Wychodzi na to, że... nasza Tygrysica dorasta." Powiedział Mistrz Oogway tajemniczo.
Nie wiedział, co to miało oznaczać, ale nie był pocieszony. Chciał spytać, ale wiedział z doświadczenia, że nie dowie się niczego więcej od starego Mistrza. Niedługo potem jego ręka została zabandażowana, a resztę dnia spędził na czytaniu jednych z pierwszych zwojów.
Po zjedzonej kolacji zmierzał do swojego pokoju. Był zmęczony a jego przedramię lekko piekło. Była to wina maści, która została nałożona na jego rany. Z początku pieczenie było nie do wytrzymania, w ciągu dnia pieczenie na szczęście zelżało. Teraz prawie tego nie czuł. Stanął pod drzwiami do swojego pokoju. Odsunął drzwi, a w zasięgu jego wzroku zobaczył łóżko. Tak bardzo chciał się położyć. Gdy tylko miał wykonać krok w głąb swojego pokoju, usłyszał zza swoich pleców cichy dźwięk. Odwrócił się. Dźwięk dochodził z pokoju naprzeciwko jego własnego. Pokoju Tygrysicy. Podszedł i przyłożył ucho do drzwi, nasłuchując. Nie był w stanie rozpoznać dźwięku. Nawet teraz był zbyt cichy. Odsunął głowę i podniósł rękę z zamiarem zapukania. Zawahał się. Nie wiedział, czy Tygrysica go wpuści jeżeli zapuka. Z drugiej strony jeżeli wejdzie bez pukania, Tygrysica może się wkurzyć i go wyrzucić za nim będzie w stanie coś powiedzieć. Obie te opcje wydawały się słabe za to bardzo prawdopodobne. Odwrócił się na pięcie z myślą o zbawienny m śnie. Zatrzymał się przed swoim pokojem. Ponownie spojrzał na drzwi do pokoju Tygrysicy. Z drugiej strony był ciekaw, dlaczego uciekła. Zraniła go, i co? Walczyli ze sobą, zraniła go. Taki był cel gdy ze sobą walczyli. Z drugiej, DRUGIEJ strony, NAPRAWDĘ nie chciał się narzucać. Przecież nie ucieknie. Spotkają się jutro na śniadaniu i wtedy będzie mógł zadać swoje pytania. Odwrócił się. Widział swoje łóżko. Będzie potrzebował tyle snu ile będzie mógł wziąć. Zatrzymał się. Westchnął. W jego głowie pojawił się obraz zaszklonych oczu Tygrysicy na moment przed tym jak wybiegła z Hali Treningowej.
Postanowione. Wziął głęboki wdech. Podszedł do drzwi i rozsunął je tak cicho jak potrafił, tylko na tyle, żeby mógł wejść. Pierwsze co zauważył to to, że w pokoju panowała kompletna cisza. Drugą rzeczą było to, że leżąca na łóżku Tygrysica była odwrócona do niego plecami. Przez chwile chciał podejść. Nie podszedł. Podrapał się po policzku, zastanawiając się co powiedzieć.
"Hej." Cisza. Nie odpowiedziała. Ponownie rozważył opcje podejścia do niej.
"Nie powinno cię tu być." Usłyszał cichy głos Tygrysicy. Nagle myśl o sobie będącym dosłownie wyrzuconym z nieswojego pokoju stała się jeszcze bardziej realna.
"Tak. Przepraszam. Wiem, że to twój pokój." Zaczął się tłumaczyć. "I że nie powinienem wchodzić bez pukania, ale-"
"Przestań."
"Co?"
"Przestań... to cokolwiek robisz. Wyjdź." Normalnie posłuchałby bez wahania. Nie teraz. Brzmienie jej głosu...
"Dlaczego?"
"Bo jestem potworem!" Krzyknęła. Był na od niej na tyle daleko, że bez problemu mógł stwierdzić, że nie byłaby w stanie dosięgnąć go swoimi pazurami. Pomimo chęci, stał w miejscu, nie spuszczając z niej oczu.
"Bo cię skrzywdziłam!" Odwróciła się w jego stronę.
"Bo nie potrafię panować nad swoją siłą tak dobrze jak myślałam!" Zeszła z zeszła łóżka i zaczęła się kierować w jego stronę. Podniosła ręce. Jej pazury były wysunięte.
"Bo jedyne czym jestem to... jeste- je-" Przestała się do niego zbliżać. Zasłoniła twarz łapami. Jej ramiona co chwile unosiły się i opadały. Łkała. Było to na tyle nienormalne, że nie potrafił odwrócić wzroku. Mówiła jeszcze, ale łkanie i nierówne, chaotyczne wdechy i wydechy, niektóre głębokie inne płytkie i szybkie, najczęściej i tak urywanie. Nie był w stanie zrozumieć niczego poza kilkoma wyrazami. Zdołał wyłapać "Shifu", "Potwór" powtórzone kilka razy i "Bao-hu". Nie wiedział co to było to ostatnie.
A on nie wiedział, co zrobić. Nigdy jeszcze nie widział Tygrysicy w takim stanie. Po prawdzie nie spędzali ze sobą dużo czasu. Widzieli się w trakcie śniadań i niekiedy, tak jak dzisiaj, na wspólnych treningach, których nie było dużo. Ale widząc ją teraz... Nie wiedział, co robić. Próbował coś wymyśleć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Żaden pomysł. Żadna myśl. Jego głowa na ten czas była pusta jak... jak...
Ocenił jaki dystans ich od siebie dzielił. Jeżeli Tygrysica zrobi jeszcze jeden krok to znajdzie się wtedy w zasięgu jej pazurów. Pazurów, które były wstanie przeciąć jego skórę nie gorzej niż bronie, którymi trenował. 'Czy ma to jakieś znaczenie?' Zapytał samego siebie. Zdziwił się kiedy zrozumiał, że nie miało to teraz żadnego znaczenia. Nie dla niego. Nie wtedy kiedy widział ją taką.
Szybko skrócił dystans, który ich dzielił. Przytulił ją. Poczuł, jak podskakuje na uczucie jego dotyku. Domyślił się, że nie spodziewała się tego.
"Wszystko będzie dobrze." Powiedział.
"Dlacze-"
"Nie gniewam się. Wypadek." Powiedział szybko, przez co nie miał czasu na odpowiednie sformułowanie drugiego zdania. Nie czół się jeszcze kompletnie swobodie mówiąc po chińsku.
Gdy usłyszał, że Tygrysica znowu zaczyna łkać, zaczął głaskać ją po plecach dla szybszego uspokojenia. Nie wiedział kiedy przestała łkać, ale gdy przestała nie puścił jej jeszcze. Puścił ją dopiero wtedy kiedy poczuł, że się rozluźniła. Cofnął się o dwa kroki i spojrzał na nią. Gdyby nie było ciemno zauważyłby, że jej futro zaraz pod jej oczami było ciemniejsze od łez, które tamtędy spływały. Nie widział tego. Ale brak wiedzy nie przeszkadzał mu w wiedzeniu, że tak było.
"Przepraszam." Nie patrzyła w jego stronę. Zamiast tego patrzyła w bok. UNIKAŁA GO
" ł.Wypadek." Powiedział powoli.
"To nie zmienia faktu tego co zrobiłam! Chcesz mi powiedzieć, że to w porządku?" Krzykneła, odwracając głowe w jego strone. Zacisnął szczękę ze złości. Chciał powiedzieć, że nie trzyma żadnej urazy, ale cichy głosik z tyłu głowy mówił mu, że nie miało to żadnego sensu. Nie wiedział, co powiedzieć. Odwrócił głowę w bok pod naporem jej spojrzenia. Zacisnął szczęki jeszcze mocniej. Był zły. Nie na nią, na siebie. Za to, że nie wiedział, co powiedzieć, za to, że nie wiedział wyjścia z tej sytuacji.
"-e nie jestem potworem?" Spojrzał na nią z powrotem z szeroko otwartymi oczami.
"Co?" Pytanie wyrwało mu się z gardła. Nie był pewny czy dobrze usłyszał to co powiedziała. Mówiła naprawdę cicho.
"Jestem potworem." Powiedziała tym razem z pewnością w głosie. Z pewnością na tyle dużą że chciało mu się wymiotować.
"Nie."
"Co?"
"Nie. Jesteś. Potworem." Powiedział przez zaciśnięte zęby. Powoli. Wyraźnie i twardo.
"A skąd ty możesz to wiedzieć?" Zapytała. Zdawało mu się, że słyszał w jej głosie... smutek i coś... coś jak rozczarowanie.
"Potrzeba czegoś więcej, żeby być potworem." Powiedział. Był pewny tego co powiedział. Nie tylko dlatego, że nie widział ją jako krwiożerczego potwora, ale dlatego jakby...
"Poza tym przeprosiłaś mnie. Przyjmuje twoje przeprosiny. Potwory nie przepraszają." Odwrócił się z zamiarem wyjścia. Nie wiedział co i czy miał jeszcze coś do powiedzenia. Nic go nie powstrzymało. Zasunął za sobą drzwi do jej pokoju. Gdy tylko znalazł się przy łóżku, rzucił się na nie bezsilnie. Był zmęczony. Bardzo zmęczony. Sekundę, zanim zasnął, zauważył, że nie zasunął drzwi do swojego pokoju. Nie obchodziło go to.
Powrót do rzeczywistości
"Przepraszam za... tamto." Usłyszał. Gdyby nie to, że dookoła panowała prawie całkowita cisza, to by nie usłyszał jej. Głos Tygrysicy był przepełniony winą i wstydem. Było to oczywiste.
"Nie ma o czym mówić." Odpowiedział nieśpiesznie. Był już tym znudzony. Był znudzony powtarzającymi się, co jakiś czas przeprosinami. Zazwyczaj machał na nie ręką bez żadnej słownej odpowiedzi.
Wiele razy prosił ją, aby zapomnieli tym, co się wtedy wydarzyło. Niestety Tygrysica była uporczywa i przepraszała go zawsze kiedy przypomniała sobie o tamtym dniu. Denerwowało go jej zachowanie. Na szczęście były też pozytywne konsekwencje tamtego dnia. Rozmawiali więcej, czytali razem zwoje, medytowali razem w wolnym czasie. Rozegrali też kilka partii Mahjonga. Gra... jego zdaniem była nudna. Zawsze szybko tracił koncentracje i przegrywał. Kolejne okrążenie. Dla niego sama blizna też wyglądała fajnie. Podobała się też Mistrzowi Oogway'owi. Nigdy nie zapytał się co myśli Tygrysica. Podejrzewał, że nie byłoby to najmądrzejsze posunięcie.
'Ciekawe które to okrążenie.' Gdy chciał się zapytać o to Tygrysicy, ktoś wbiegł przez wrota na plac, pędząc tak, że prawie wpadli na siebie. Nie wiedział kto to był, ale został całkowicie przez tego kogoś zignorowany.
"Mistrzu Oogway, Mistrzu Shifu!" Krzyknoł gdy był już blisko schodów. Dyszał głośno. Widział jak zaczynał się przewracać przed siebie.
"Mistrzu Psisko, co się stało?" Shifu zdążył podbiec i podtrzymać Mistrza Psisko, zanim upadł dzięki czemu zamiast na tważ upadł na kolana.
"Zaraz tu będzie!" Powiedział donośne łapiąc Shifu za rękaw jego szaty. "Olbrzymi zły wojownik. Nazywa się dzik." Tym razem złapał Shifu za ramiona tak, aby mógł patrzeć mu prosto w w oczy. "Jest nie do pobicia." Mistrz Psisko osunął się na ziemie. Gdyby nie to że trzymał się szaty Shifu który też go podtrzymywał to bez wątpienia udeżył by o nosem o ziemie.
"Wszyscy mistrzowie padają od jego pięści jak muchy a kroczy w tę strone. Shifu tylko ty to udźwigniesz."
Następnego dnia Shifu się rozchorował.
