Biegła. Kolana wysoko, oddech szybki i płytki, ale równy. Mistrz Komik biegł zaraz obok niej zarówno na tylnich jak i przednich łapach. Przez chwile biegł jedynie na tylnych, kopiując jej postawę, w której biegła tak samo jak rytm, w którym oddychała. Nie trwało to długo. Ponownie upadł na cztery łapy. Tylko tym razem przyśpieszył wyprzedzając ją śmiejąc się. W chwile był już daleko przed nią. W jego ślady poszli pozostali Mistrzowie. Mistrz Sprzątacz wyprzedził ją, lecąc nad nią a Mistrzyni Tancerz przepełzła pod jej nogami. Gdyby nie uskoczyła to zostałaby zwalona z nóg. Cała trójka Mistrzów była daleko przed nią.

'Czy to jakiś test?' Zatrzymała się, obserwując coraz bardziej oddalających się Mistrzów. Spojrzała na swoje stopy.

'Albo... chcą mnie czegoś nauczyć.' Wcześniej Mistrz Komik skopiował w sposób, w jakim biegła. Może...

Biegła. Biegła przy nich. Przy osobach zdolnych obronić Mieszkańców Doliny Spokoju. Dotrzymywała im kroku. Była szczęśliwa. Była ciekawa co powiedziałby jej Mistrz Shifu gdyby ją teraz zobaczył. Co powiedziałby jej... jej przyjaciel. Chociaż nie wiedziała, czy uważał ją za swoją przyjaciółkę, to wiedziała, że On był jej przyjacielem.

Przyśpieszyła. Tak bardzo jak tylko mogła. Biegła na czterech łapach, czując wiatr na twarzy. Zwinnie omijała skały i drzewa znajdujące się na jej drodze. Dopóki przed nią nie wyrosła wielka skała. Wiedziała, że nie będzie w stanie jej ani ominąć, ani wyhamować na czas. Podpowiadał jej to instynkt. Instynkt, który ponowne przejął nad nią kontrole. Skoczyła. Obróciła się wokół własnej osi i wykonała 'Uderzenie Dwoma Dłońmi' całkowicie niszcząc przeszkodę. Instynkt oddał jej kontrole. Zdziwiona co robi w powietrzu zaczęła spadać, i spadać. Szybko okazało się, że za skałą była przepaść, u której na samym dole płynęła rzeka.

"AAAAAAAA" Krzyczała. Nie wiedziała, co zrobić. Nie wiedziała, czy mogła zrobić cokolwiek co by ją uratowało. Zamknęła oczy tuż przed tym jak miała uderzyć w tafle wody. Jednak nie poczuła uderzenia. Otworzyła oczy. Była tuż przy tafli wody, ale nie zbliżała się. Tuż pod nią była też pełzająca po wodzie, uśmiechnięta Mistrzyni Tancerz. Odwróciła głowę i zobaczyła, że osobą, która uratowała ją przed upadkiem, był nie kto inny niż sam Mistrz Sprzątacz trzymający ją za nogę. Mistrz Sprzątacz pofrunął lekko do góry, po czym puścił ją. W powietrzu obróciła się, upadając na Mistrzyni Tancerz. Pomimo tego, że znajdowała się na plecach Mistrzyni, to jednak nie zwolnili. Nad nią przeszedł Mistrz Komik wspierający się na dwóch tyczkach. Gdy rzeka się skończyła, wspięli się po klifie w górę. Na szczycie był las bambusowy. Przeskakiwała z drzewa na drzewo.

"Hahahaha" Śmieli się. Wszyscy czworo. Głośno i szczerze. Byli kompletnie inni niż Mistrz Shifu, a jednak zdołała się od nich nauczyć tak wiele w tak krótkim czasie. Wybiegli z lasu.

"Już rozumiem czemu Shifu was wybrał." Mówiła głośno, przebijając się przez zagłuszający wiatr.

"Naprawdę? Czemu?" Zapytał się Mistrz Sprzątacz. To musiała być kolejne nauka czy inny test. Teraz to nie miało znaczenia.

"Jak to? Jesteście niesamowici!" Odpowiedziała zgodnie z prawdą.

"Jaka miła." Skomentował Mistrz Komik.

"O jeny, dzięki." Dodał Mistrz Sprzątacz. Mistrzyni Tancerz uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

"A w dodatku mamy szanse się nie spóźnić." Powiedziała, oceniając ile czasu jej zostało do powrócenia do Jadeitowego Pałacu. I do przekazania Mistrzowi Shifu dobrych wieści.

"Ekstra, już się ciesze."

Stała dumnie przed Mistrzem Oogway'em, Mistrzem Shifu i Mistrzem Lekarzem. Mistrz Shifu patrzył się na nią i na trójkę przyprowadzonych przez nią Mistrzów.

'Myślał, że się mi nie uda.'

"Huf huf." Dyszła.

"I lekarz też jest. Czwórka, o którą prosiłeś Mistrzu."

Mistrz Shifu odwrócił się, aby spojrzeć na Mistrza Lekarza.

"A jeszcze dodam: to był dla mnie wyjątkowy zaszczyt. Huf huf" Powiedziała, kłaniając się lekko.

"Tygrysico, co to ma być? Khe khe" Wskazał na przyprowadzoną przez nią trójkę Mistrzów.

"Noo wojownicy z tej listy." Wyjęła i wręczyła Mistrzowi zwój.

"Wojownicy? Gdzie?" Usłyszała za sobą głos Mistrz- żmii.

Mistrz rozwinął zwój, szybko sprawdzając jego treść.

"To nie jest moja lista. Gdzie wojownicy, po których posłałem?"

"Co? Nie rozumiem to jakiś przykry przypadek."

"Nic się nie dzieje przy-" Mistrz Oogway został uciszony gestem ręki przez Mistrza Shifu.

"Mistrzu, wybacz, błagam." Prosiła, kłaniając się na kolanie.

"Sprawiłaś. Mi. Zawód. Kto teraz obroni dolinę spokoju? Hmmm?"

Poczuła, że jest podnoszona na nogi.

"Spokojnie pomożemy Tygrysicy. Umiemy się bić... troszeczkę. Emm" Zakończył już mniej pewnie Mi- żuraw.

"Na nie też możesz liczyć." Dodała żmija.

"Jasne! Powalczmy." Dodał małpa, wychodząc zza jej pleców.

"Ja to nawet lekarzem nie jestem. Wchodzę w to." Podszedł do niej modliszka.

"Bardziej pomożecie odchodząc." Mistrz Shifu nie był pocieszony.

"Okej! Pa!" Odwrócił się małpa i już miał odchodzić, ale drogę zagrodziło mu skrzydło żurawia.

"Nie, nie Mistrzu posłuchaj, poznałam ich trochę, sporo potrafią-"

"ALE MIAŁAŚ PRZYPROWADZIĆ WOJOWNIKÓW!" Przerwał jej Shifu i zakaszlał.

Cofnęła się na wybuch Mistrza. Zacisneła wargi, walcząc z chęcią mowy. Z chęcią poparcia tych, których jeszcze do niedawna uważała za Mistrzów. Było oczywiste, że Shifu nie wysłucha jej. Wzięła głęboki wdech i odwróciła się do stojącej za nią czwórki osób.

"To był dla mnie zaszczyt was poznać." Zaczęła iść w stronę schodów prowadzących do wioski.

"Chwila, Tygrysico..."

"Przepraszam." Powiedziała prawie szeptem mijając żmije.

Kiedy schodziła w dół schodów minął ją kozioł wołający Shifu.

"Mistrzu! Mistrzu Shifu! Widziano go już blisko w Wielkim Lesie!"

To, co powiedział kozioł, nie poprawiło jej samopoczucia.

Pov: Chłopak

Świadomość zaczęła wracać do jego ciała. Ponownie zaczął czuć mięśnie przy każdym zaczerpnięciu powietrza do płuc. Ponownie poczuł trawę, na której siedział i wiatr wiejący w jego twarz i włosy. Otworzył lekko oczy, tak że powieki ciągle zasłaniały dużą część jego tęczówek. Po policzku spłynęła jedna, samotna łza. Oddech stał się płytki, urywany. Chciał płakać, chciał szlochać, krzyczeć i coś uderzyć.

'A co by to dało?'

Odpowiedzią było: Nic. W niczym by to mu nie pomogło. Płacz rozmyje jego wzrok. Szloch jeszcze bardziej pogorszy już i tak słaby rytm jego oddechu. Jeżeli będzie krzyczał, to zedrze sobie gardło. Rozejrzał się. Dookoła niego były drzewa. Jeżeli uderzy drzewo, to uszkodzi sobie dłonie.
Wstał z trawy i opuścił towarzystwo drzew. Gdy liście drzew przestały zasłaniać nieba zauważył, że była noc.

"Ile czasu spędziłem na medytacji?"

Nikt nie odpowiedział. Nie zdziwił się. Dokoła nie było żadnej żywej duszy. Był sam. Westchnął akurat wtedy kiedy zawiał wiatr, zagłuszając jego westchnięcie. Skierował się w stronę Drzewa Brzoskwiniowego.

'Szkoda, że nie ma jeszcze żadnych brzoskwiń.'

O tak, żałował i to jak. Na początku kamiennych schodów prowadzących na szczyt gdzie znajdowało się drzewo, schodził Mistrz Oogway. Odniósł wrażenie, że wyglądał na zmartwionego.

"Czy coś się stało Mistrzu?" Zapytał gdy zbliżyli się do siebie. Oboje się zatrzymali.

"..."

"Mistrzu?"

"Przejdźmy się, chłopcze." Powiedział Oogway kierując się dalej przed siebie.

"Myślę, że... tym razem odpuszczę sobie. Dziękuje." Próbował być tak miły jak tylko potrafił a naprawdę nie miał ochoty na bycie miłym. Ale jeszcze bardziej chciał zostać samemu.

"No dobrze. Miłej nocy, chłopcze."

"Taa, nawzajem Mistrzu."

Nie poruszył się. Nie dopóki nie przestał słyszeć stukania laski Oogway'a. Przeczesał włosy ręką. Nie miał już dzisiaj sił na rozszyfrowywanie jednych z zagadek Oogway'a. Jeżeli dobrze się domyślał, to właśnie o to chodziło. Ponownie zaczął kierować się w stronę Drzewa Brzoskwiniowego.
Gdy dotarł na szczyt pierwszą rzeczą, którą zobaczył, była znajoma postać siedząca na krawędzi. Gdy podszedł bliżej, zauważył, że obejmowała podciągnięte do brody kolana. Usiadł obok niej. Jego nogi zwisały zza krawędzi.

"Hej." Zagadał.

"..." Nie odpowiedziała.

"Co się stało?" Zapytał prosto z mostu.

Teraz też nie odpowiedziała. Nawet na niego nie spojrzała. Naprawdę nie miał na to ochoty.

"Zawiodłam Mistrza Shifu." Spojrzała na niego. Wyglądała tak jakby miała się zaraz rozpłakać.

"Nic nowego." To była pierwsza rzecz, jaka cisnęła mu się na usta. Nie powiedział tego, w porę się powstrzymując.

"W... jaki sposób?" Zapytał ostrożnie.

"Zawiodłam w znalezieniu wojowników." Był skołowany. Nie wiedział, o co chodziło.

"Ja-jakich... wojowników?" Uśmiechnoł się lekko, zadając pytanie. Zdziwił się, widząc pytające spojrzenie Tygrysicy.

"Żartujesz, prawda?"

"Obawiam się, że nie."

Otwierające i zamykające się usta Tygrysicy jeszcze bardziej pogłębiły jego skołowanie.

"Tych, którzy mieli ochronić nas przed DZIKIEM?!"

"Co z-"

"Shifu nie może walczyć. Rozchorował się." Przerwała jeszcze zanim zadał pytanie. Odpowiedziała poprawnie.

"Naprawdę niczego nie wiesz?" Dodała.

"Może opowiedz mi wszystko od początku, co?"

"W skrócie Shifu się rozchorował i posłał mnie po wojowników, którzy mieli nam pomóc w obronie Doliny Spokoju. Zwój, który dał mi z nazwiskami wojowników, został... podmieniony. Zamiast wojowników przyprowadziłam Sprzątacza, Komika, Tancerkę... a Lekarz był już na miejscu. Dzik niedługo tu dotrze, a nie ma tutaj nikogo kto może nas obronić."

Minęła chwila, zanim jego umysł przetworzył słowa Tygrysicy. Ta opowieść zrodziła w nim jedno pytanie.

"Więc... kto będzie walczył z Dzikiem?"

Gdy zakończył pytanie, Tygrysica wstała powoli z ziemi i wszystko ucichło. Wiatr przestał wiać, a liście drzew przestały się poruszać.

"Ja." Odpowiedziała cicho, tak cicho że gdyby nie panująca cisza to by jej nie usłyszał. Liście drzew ponownie zostały wprawione w ruch.

"CO?!" Poderwał się na równe nogi z szybkością, o którą by się nie posądzał. Tygrysica zignorowała jego wybuch, odwracając się i ruszając z miejsca w tylko sobie znanym celu.

"Gdzie idziesz?" Zapytał, doganiając ją.

"To moja wina, że Dolina Spokoju i jej mieszkańcy zostali bez ochrony. Naprawie to."

"Jak? Nie ma czasu. Nie zdążysz sprowadzić nikogo, a sama powiedziałaś, że będzie tu-"

"Będę z nim walczyć." Przyśpieszyła, ponownie zostawiając go w tyle.

"To samobójstwo."

"To jedyny sposób."

Złapał ją za łokcie, obracając siłą, tak aby spojrzała mu w oczy. Pod palcami poczuł jej miękkie futro. Ale poczuł coś jeszcze. Poczuł jak drżała.

"Nie musisz tego robić. Nie musisz niczego udowadniać. A na pewno już nie Shifu."

"NIE ROBIĘ TEGO DLA SHIFU! ROBIĘ TO DLA SIEBIE! BO TO JA ZAWIODŁAM I TO JA CHCE JAKOŚ NAPRAWIĆ BAŁAGAN, KTÓRY ZROBIŁAM!"

Wyrwała się z jego uścisku. Patrzył jak odchodzi zostawiając go samego. Chciał pójść za nią, przemówić jej do rozsądku, zrobić... coś. Bo nie potrafił jej inaczej pomóc. Na pewno nie w walce. Jeżeli dołączy do walki, będzie jedynie zawadzał. Uczyła się dłużej niż on, a to, że raz pokonał ją podczas jednych z ich nielicznych pojedynków? Zwykłe szczęście. Przypadek. Była szybsza i silniejsza niż on. Odwrócił się z powrotem w kierunku krawędzi, nad którą jeszcze nie dawno siedział z Tygrysicą. Podniósł głowę w stronę nieba, na którym ciągle świeciły gwiazdy.

Czuł się bezsilnie, słabo... bezużytecznie. Opuścił głowę, spoglądając na swoje dłonie. Dłonie które kilka chwil temu czuły miękkie futro Tygrysicy. Pomimo czasu, który minął od tego momentu, jego dłonie pamiętały to doznanie. Ale było też coś innego. Co to było? Drżała. Temperatura nie miała w tym żadnej roli. Bała się.

Poczucie bezsilności się powiększyło.

'Nie lubię tego uczucia.'

Wrócił myślami do tego co widział podczas swojej medytacji. Wspomnienia, niczym z innego życia, innego wcielenia. Wspomnienia, o których wolałby nie pamiętać. Ale pamiętał. Z tą pamięcią przyszedł ból. Z bólem przyszło zrozumienie. Podniósł głowę i spojrzał w lewo. Widział Tygrysice schodzącą schodami w dół w stronę wioski. Westchnął potężnie gdy usłyszał za sobą znajomy stukot drewnianej laski.

"Nabieramy siły, odwagi i pewności dzię-"

"Wybacz Mistrzu, ale muszę być gdzieś indziej. Nie mam czasu." Powiedział, odwracając się na pięcie, ruszając przed siebie. Zanim minął Oogway'a, zobaczył nieukrywane zdziwienie wymalowane na jego twarzy.

"Gdzie musisz 'być'"? Zapytał Oogway gdy go minął i nie widział już jego twarzy.

"Nic wielkiego. Po prostu czuje potrzebę zrobienia czegoś głupiego."

"?"

Żałował, że nie widział reakcji swojego Mistrza. Ale pomimo chęci nie odwrócił się, aby za siebie spojrzeć. Nie wiedział, ile zostało mu czasu, zanim pojawi się Dzik. Przyśpieszył, idąc szybciej. Po krótkiej chwili jego chód przerodził się w trucht, aby finalnie przerobić się w bieg. Im szybciej dogoni Tygrysice, tym lepiej.

Pov. Tygrysica

Obruciła się słysząc za sobą kroki. Za sobą zobaczyła jego, człowieka. Odwróciła się z powrotem, idąc dalej w dół schodów. Chciał ją odwieść od walki z Dzikiem. Była tego pewna. Zdziwiła się, że nie zaczął przekonywać jej jeszcze za nim do niej dobiegł. Zdziwienie powiększyło się jeszcze bardziej gdy już do niej dobiegł, a nie odezwał się do niej żadnym słowem. Szedł obok niej, utrzymując narzucone przez nią tempo. Nie odzywał się. Szedł. Po prostu szedł. W ciszy.

Czasami nie potrafiła go rozgryźć. Nie potrafiła zrozumieć, jakie ma powody do robienia rzeczy, jakie robił. Próbowała go rozszyfrować, zrozumieć co dzieje się w jego głowie. Na próżno.

'W tym jest podobny do Oogway'a.'

Była ciekawa czy zdawał sobie sprawę, jak bardzo był podobny do starszego Mistrza.

"Nie zamierzasz mnie powstrzymać?"

"Pfff. Nie." Parsknął. Nie spojrzała w jego stronę, ale w jej głowie pojawił się obraz jego uśmiechającego się gdy to mówił.

"Dlaczego?" Odpowiedź nie wystarczała. Postanowiła drążyć.

"Po prostu wiem, że nie dałbym rady cię przekonać." Odpowiedział jakby mówił o najoczywistniejszej oczywistości.

"Więc dlaczego tu jesteś?"

"Myślę, że wiesz."

"A ja myślę, że mnie przeceniasz."

Cisza. Nie miał niczego do dodania. Otwierała już usta, aby ponaglić jego odpowiedź, ale gdy na niego spojrzała zobaczyła, że jego usta są uformowane w lekki uśmiech. Z otwartych ust nie wydobył się żaden dźwięk. Z powrotem skupiła się na stopniach. Przez chwile szli w ciszy narzuconym przez nią tempem.

"Jak minął ci dzień?" Zagadnęła.

"Medytowałem."

"Co jeszcze robiłeś?"

"Nie ma niczego więcej. Medytowałem. Znalazłem spokojne miejsce i medytowałem. Straciłem poczucie czasu i jak się wybudziłem to była już noc. Poszedłem do Drzewa Brzoskwiniowego i ot, cała historia."

"... Tylko tyle?"

"Mhmm"

Ponownie zawisła między nimi cisza. Szli dalej, nie zwalniając ani nie przyspieszając tempa. Zeszli do wioski.

"Którędy teraz?"

"Tędy." Wskazała ręką drogę skręcającą w lewo. "Jeżeli będziemy szli tą drogą, wyjdziemy z wioski zaraz gdzie zaczyna się Wielki Las."

Nie dodał niczego od siebie. Szli dalej, mijając kolejne puste budynki.

"Gdzie podziali się mieszkańcy?"

"Zostali ewakuowani przez służbę pałacową."

"Dobrze, jeżeli się nam nie uda, to przynajmniej kupimy im trochę czasu na oddalenie się."

"'Nam?'"

"Nam. Myślałaś, że po co za tobą pobiegłem? Żeby popatrzeć z bezpiecznej odległości jak narażasz swoje życie? W dodatku przeciwko komuś, kto podobno jest niezwyciężony. Musisz mieć cholernie niskie mniemanie o mnie." Powiedział jakby z wyrzutem. Zaskoczył ją.

"Ja-" Nie wiedziała, co powiedzieć. Czy naprawdę myślał, że tak nisko o nim myśli? Że jest od niej gorszy?

"Pomyślałem... że lepiej, żebyś nie robiła tego sama. Nawet jeżeli moja pomoc na niewiele się zda to pomogę."

Poczuła ulgę, że nie będzie stawiać oporu Dzikowi sama. Uważała, że miała szczęście, mając go za przyjaciela. On sam nie musiał widzieć jej jako przyjaciółki, teraz nie było to takie ważne. Przyjemne ciepło rozeszło się po jej klatce piersiowej i żołądku. Tylko po to, aby zostało zastąpione przez ciężar i zimno wraz z nową mroczniejszą myślą. To jej wina, że do tego doszło. Gdyby nie to, że poległa w sprowadzeniu Mistrzów to nie musieli, by teraz iść na przeciw Dzikowi, narażając własne życia. Jego życie. Zdawała sobie sprawę z wagi swojej porażki, ale wraz z pojawieniem się u jej boku jego konsekwencje potencjalnie stawały się większe.

Zatrzymała się zmartwiona brakiem dźwięku podążających obok niej ani za nią kroków. Strach i stres spowodowany myślą, że będzie jednak musiała stawić czoła przeciwnikowi sama, uderzył w nią ze zdwojoną siłą. Obróciła się. Szybciej niż zamierzała. Zobaczyła go stojącego przy oknie jednego z mijanych przez nich domów.

"Idziesz?" Zawołała.

Nie odpowiedział w żaden sposób. Podeszła do niego ciekawa co takiego zobaczył. Stanęła za nim, zaglądając do domu, tam gdzie parzył. Zobaczyła stół, wokół stołu były niedbale odsunięte krzesła w różnych odległościach. Na stole nie było niczego poza miską wypełnioną jabłkami. Najzwyklejsze pomieszczenie. Szturchnęła go lekko w ramie. Odwrócił się w jej stronę z jedną podniesioną w niemym pytaniu brwią.

"Hmmm?"

"Musimy iść."

Kiwnął głową. Ruszyli ponownie w kierunku ich celu. Tym razem bez postojów, bez rozmowy. Skupieni w ciszy.

Pov. Chłopak

Stali przed ścianą drzew, od której zaczynał się Wielki Las. Albo kończył. Zależało, w którą stronę się szło. Dla nich się zaczynał, dla Dzika tutaj Wielki Las miał swój koniec.

"Dziękuje."

Pomimo tego, że do walki jeszcze nie doszło to na słowa Tygrysicy i tak poczuł dumę. Nie powinien. Wiedział, że najtrudniejsza część jest jeszcze przed nimi.

"Nie dziękuj."

Zawiał wiatr, poruszając liśćmi drzew przed nimi. Jej oddech stawał się coraz bardziej niespokojny.

"Jeżeli dzisiaj umrę, to będę cię nawiedzać."

Spojrzała na niego z ukosa. Uśmiechnął się w jej stronę.

"Lojalnie uprzedzam." Odpowiedział, powstrzymując śmiech. Nie wiedział, dlaczego, ale spojrzenie, którym raczyła go Tygrysica, wzbudzało w nim śmiech. Powstrzymał się. To nie był czas na śmiech.

Nagle ściana drzew, przed którą stali została zniszczona. Kawałki drzew poleciały w ich kierunku. Zasłonił oczy rękami. Nie potrzebnie. Żaden kawałek drewna nie dotarł do nich. Gdy opuścił ręce, zobaczył kierującego ciągle się w ich stronę Dzika. Był wielki.

Spojrzał na Tygrysice, która ustawiała się w podstawowej pozycji. Poszedł w jej ślady.

"Hehehe. Wy chcecie mnie zatrzymać?! Hahaha. Niby jak?" Podczas mówienia chrumkał niczym świnia, którą bez wątpienia był.

Gdy znalazł się dostatecznie blisko, oboje w tym samym czasie posłali przed siebie pięści, celując w wielki bebech Dzika. Gdy tylko ich pięści zetknęły się z celem, zostali odepchnięci daleko w tył, wzbijając w miejscu uderzenia chmurę kurzu. Ich postawa była silna i stabilna a ich nogi zaryły ziemie. Nie odwracał się za siebie w zdziwieniu jak, zrobiła to Tygrysica, która została odepchnięta dalej niż on. Była silniejsza i to dlatego znalazła się dalej za nim. Nie. On nie odwracał wzroku z chmury kurzu i brudu, którą wznieciła siła ich ciosów.

"Ha! Czyżby to wszystko jestem rozczarowany!"

Z chmury kurzu i brudu wyszedł Dzik, idąc w ich stronę tym samym niezmienionym tempem. Nie było widać na nim żadnych obrażeń czy żadnego znaku bólu. Był jak góra i jak każda góra był niewzruszony.

'Tylko o wiele, WIELE brzydszy.'

"Z drogi!" Gdy Dzik był dostatecznie blisko, zamachnął się na niego ręką, celując w jego bok.

'Jest silny.' Pomyślał gdy cios, który przyjął na uniesioną gardę, poderwał go z ziemi i wysyłając na lewo. Będąc jeszcze w powietrzu, porównał to uderzenie do uderzenia młota bojowego, do jednego z takich, które były trzymane w Jadeitowym Pałacu. Nigdy nie przyjął na siebie uderzenia młotem bojowym, ale wyobrażał sobie, że było to podobne do jednego uderzenia Dzika. Uderzył plecami w ziemie, wypuszczając powietrze trzymane w płucach, a przed oczami pojawiły się mu ciemne plamy.

"Ygh" Jęknął z bólu, próbując się podnieść. Potrząsnął głową z zamkniętymi oczami, próbując odzyskać ostrość widzenia. Gdy ponownie otworzył oczy, ciemnie plamy znikły, ukazując dość nieprzyjemny widok. Dzik szedł w kierunku leżącej już na ziemi Tygrysicy. Poderwał się z ziemi do biegu, aby powstrzymać Dzika przed zbliżeniem się do niej. Stawiając pierwszy krok, upadł pod własnym ciężarem. Nie zdąży. Zacisnął szczękę, a wargi uniosły się, odsłaniając zwykle skryte za nimi zęby. Patrzył bezsilnie, jak Dzik chwyta Tygrysice za tą część ubrania zakrywającą plecy, po czym podniósł ją na wysokość swojej twarzy. Krzyknął coś do niej. Nie usłyszał co.

Dzik zawirował wokół własnej osi, wyrzucając Tygrysice wysoko i daleko, tak że widział tylko cień. Zdziwił się kiedy zamiast spaść, została złapana przez kogoś jeszcze w powietrzu. Zdziwienie powiększyło się kiedy zamiast spaść na ziemie tylko razem z Tygrysicą, cienie, które widział jak zamiast pionowo w dół, przeleciały z powrotem nad Dzikiem, wzniecając kurz. Gdy zniżyli się dostatecznie, aby mógł lepiej się przyjrzeć, zobaczył białe skrzydła i długie, patykowate nogi trzymające Tygrysice. To był... żuraw? Nie wiódł za nimi wzrokiem do samej ziemi, zamiast tego ponownie skupił całą swoją uwagę na Dziku. Zobaczył, jak ktoś wskakuje szybko na Dzika, związując mu ręce ogonem i okładając czterema kończynami na raz. Małpa?

Pomiędzy nogami Dzika przepełzło coś, znajdując się za jego plecami. Wąż.?

"Przydam się?" Usłyszał kobiecy głos. Zaraz potem do jego uszu odszedł dźwięk taki sam, jaki wydawały baty przy uderzeniu.

Dzik odwrócił się, uderzając w ziemie tam, gdzie powinna znajdować się dziewczyna wąż. Na szczęście w porę została uratowana przez latającego żurawia, który będąc w powietrzu kilka metrów od Dzika, machnął skrzydłami, posyłając w stronę Dzika fale powietrza. To byłby dobry moment na powrót do walki. Podniósł się z ziemi i ponownie ruszył biegiem w stronę Dzika.

"Co wy robicie?" Zaczął mówić Dzik.

'Jeszcze tylko trochę bliżej.'

"Amatorzy."

Skoczył jeszcze w biegu, będąc wystarczająco blisko.

"Właśnie pokonałem samego Shifu i jakiegoś jego chłyst-" Nie pozwolił mu dokończyć. Uderzenie, które posłał w jego twarz, skutecznie go uciszyło.

Gdy tylko dotknął ziemi, przeturlał się do przodu, tym samym unikając uderzenia wysłanego w jego stronę, poziomo, w szerokim łuku. Wyprostował się szybko, obracając się w stronę przeciwnika. Usłyszał uderzenie swojego serca w uszach.

"Ja nie jestem Shifu."

Pozwolił sobie na spojrzenie w stronę Tygrysicy. Zobaczył, że źrenice jej oczu utraciły swój okrągły kształt, tworząc pionowe szparki, które nadawały jej dzikiego wyglądu. W następnej sekundzie skoczyła wysoko do góry rozrywając wierzchnią część podartego już i tak ubrania ukazując czerwoną tunikę. Przeleciała nad jego głową, spadając w stronę dzika. Pomimo jego szybkiego obrotu nie zobaczył uderzenie, jakie mu posłała. Nie zobaczył. Usłyszał. Zobaczył za to jak Tygrysica manewruje wykonując różne akrobacje, unikając ciosów Dzika i jednocześnie posyłając raz po raz swoje własne ciosy.
Walczyła... inaczej, lepiej, ostrzej, pewniej.

Gdy Dzik już opuszczał swoje wielkie łapy z zamiarem wbicia Tygrysicy w ziemie, uderzył go, wyprowadzając z równowagi i przerywając atak. Był pewny, że była w stanie uniknąć ciosu. Nie zamierzał jednak sprawdzać, czy ma racje. Dzik zamachnął się tym razem na niego. Uniknoł udeżenia opierając jedną ręke na łapie Dzika, wybijając się z ziemi i posyłając kopnięcie w strone jego twarzy. Poczuł wibracje mięśni przy uderzeniu. Dzik cofnął się o krok. Jeszcze za nim ponownie dotknął ziemi, Tygrysica wyskoczyła zza jego pleców, posyłając swoje własne uderzenie. Dotarło. Dzik znowu cofnął się o krok. Dzik próbował blokować i kontrować ich ciosy. Nie skutecznie. Był zbyt wolny. Zbyt dezorientowany. Nawet wtedy kiedy jedno z nich nie byłoby w stanie uchylić się przed uderzeniem Dzika, druga osoba uderzała, przerywając atak Dzika. Tygrysica z każdym kolejnym atakiem stawała się szybsza, bardziej ostra i pewna w swoich ciosach. Widział to. Oboje posłali w stronę Dzika 'Uderzenie Dwoma Dłońmi' odpychając go tak, że tego nogi zaryły ziemie, na której stał.

"Za mną!"

Usłyszał obok siebie krzyk Tygrysicy. Widząc jak rósza przed siebie biegiem rószył za nią. Dźwięk bijącego serca w jego uszach zagłuszył kroki i machanie skrzydłami.

"Dobra! Teraz razem!"

Wybili się z ziemi.

"Obrót bioder!" Wykonał polecenie.

"Odchylenie!" Wykonał polecenie, jeszcze za nim zostało wydane.

"I teraz cios!"

I udeżyli, posyłając Dzika na ziemie. Gdy jego nogi dotknęły ziemi, wykonał krok przed siebie, po czym wszedł w postawę do kolejnego ataku. Nie mógł pozwolić sobie na bycie zaskoczonym. Był pewien, że drugiego takiego uderzenia nie wytrzymałby. Jednak Dzik się nie podnosił. Rozluźnił mięśnie, wydychając z płuc wstrzymywane powietrze.

"To by było na tyle." Usłyszał za sobą głos Tygrysicy.

"...Na to wygląda." Odpowiedział po kilku sekundach.

Odwrócił się w stronę Tygrysicy. Gdy spojrzał w jej oczy, zobaczył, że jej źrenice powróciły do swojego dawnego, okrągłego kształtu. Uśmiechała się.

"Poszło lepiej niż myślałem." Powiedział z uśmiechem. "Oboje żyjemy." Nie mógł uwierzyć, że wyszli z tego cało. "Z pomocą." Wskazał głową trzy osoby znajdujące się za Tygrysicą.

"To Mis- To właśnie ich przyprowadziłam zamiast wojowników, po których posłał mnie Mistrz." Mówiąc to, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jednak kąciki jej ust lekko się opuściły.

"Dla mnie wyglądają jak wojownicy." Wzrószył ramionami, jednocześnie kręcąc głową.

"Wracajmy. Musimy przekazać Mistrzom, że Dolinie Spokoju już nic nie grozi." Kąciki jej ust ponownie powędrowały ku górze.

Pokiwał głową, ruszając przed siebie.

"Mówiłaś, że przyprowadziłaś czwórkę. Gdzie-"

"HEJ! Patrz pod nogi jak chodzisz!"

Zatrzymał się, słysząc wkurzony głos. Głos dochodził z... ziemi? Spojrzał, jak myślał, w kierunku źródła głosu. Zobaczył mały zielony kształt. Modliszka. Podniósł głowę, spoglądając przed siebie najbardziej beznamiętnym spojrzeniem, na które było go stać. Niczego nie powiedział. Nie od razu.

'Modliszka?! Naprawdę?!' Powstrzymał uśmiech cisnący mu się na twarz. I śmiech, który próbował wydostać się z jego gardła.

"Przepraszam. Nie zauważyłem cię." Powiedział w końcu drżącym głosem, pokonując chęć wybuchnięcia śmiechem.

"Idziemy." Tygrysica ruszyła przodem. Tró- Czwórka nowo poznanych osób podążyła za nią. On szedł na końcu, podążając za resztą.

"Słuchajcie, jesteśmy super ekipą." Powiedział Małpa.

"No raczej." Żuraw.

"To prawda." Tygrysica.

"Wymyślmy sobie jakąś nazwę. Może szóstka z werwą?" Modliszka.

"HAHAHAHAHA!" Wygioł się do tyłu wybuchając śmiechem. Lewą ręką złapał się za włosy, prawą za brzuch. Powodem nie była propozycja nazwy ich nowej grupy, nie był to też widok małego insekta (chociaż zastanawiał się jak Tygrysica mogła pomylić go z jakimś wojownikiem). Zwyczajnie, w pełni dotarło do niego, że wygrali. Że przeżyli. Śmiech sam cisnął mu się na usta.

Nawet wtedy gdy byli już blisko Hali Treningowej gdzie znajdowali się Mistrzowie (jak poinformował ich Zeng) nie było końca propozycją nazw ich nowo utworzonej ekipy. Kiedy zobaczył Mistrza Shifu nie był pewien czy ich ekipa nie zostanie rozwiązana jeszcze tego samego dnia.

"Niechlujnie, nieudolnie, technika daleka od ideału i brak dyscypliny." Powiedział w twarz pokłonionej przed sobą Tygrysicy Shifu.

"Wracamy do treningów. Od razu." Shifu odwrócił się, idąc w kierunku schodów do Hali Treningowej.

Tygrysica westchneła przechodząc posłusznie na środek placu i przyjmując postawe.

Postawił krok przed siebie i już miał zaprotestować jednak powstrzymała go laska Oogway'a podniesiona na wysokości jego twarzy.

"Tygrysico." Odwróciła się w stronę Shifu stojącego przed drzwiami do Hali Treningowej. Popchnął je lekko, a drzwi stanęły otworem. Tygrysica podbiegła szybko, zaglądając do środka. Poszedł za nią, trzymając jednak odległość.

'Nic dziwnego. Ja mogłem korzystać z Hali kiedy Tygrysica nie mogła. Jak do tond.'

"Dzisiaj jestem z ciebie dumny." Zdziwił się słysząc słowa Shifu i zastanawiając się, czy się nie przesłyszał.

'Może to sen? A może jednak przegraliśmy i umarliśmy?' Pomyślał z uśmiechem.

Gdy Tygrysica odwróciła się, spojrzał w jej oczy. Na chwile, na moment, na jedną krótką sekundę. Coś było nie tak. Nie był pewien co.

"Czekajcie, możecie zostać." Shifu zwrócił się do czwórki nowych.

'To pewne, że jest szczęśliwa. Szczęśliwsza niż kiedykolwiek ją widziałem. Może to jej uśmiech? Nie. Jej uśmiech jest szczery, pozbawiony jakichkolwiek... przeszkód.'

Shifu podszedł do modliszki.

"Jesteś mały, maciupeńki. Ale sam przekonałem się ile potrafisz zadać bólu."

"Nie ma za co."

'Może to jej wypięta dumnie klatka piersiowa?'

Shifu przeszedł do małpy.

"A ty? Cztery pięści, tak? To będzie dla ciebie dobre narzędzie." Wręczył małpie kij Bo.

'Może to jej wyprostowana, ale też zarazem rozluźniona postawa?'

Shifu przeszedł do żurawia.

"Hmmm. Natura jest mądra. Wyposażyła cię w potężną broń, a także w tarcze. Trzeba to wykorzystać."

'Może to, że widzę jak jej uśmiech dosięga jej rubinowych oczu? Coś jest nie tak. Co to jest?'

Shifu przeszedł do żmii.

"A no tak, brak kończyn."

"Upss."

"Też ci coś wymyślimy."

'To nie ja jestem powodem jej szczęścia. Shifu. Powodem, dlaczego jest szczęśliwsza niż kiedykolwiek ją widziałem, jest to, że jest z niej dumny.'

"W porządku pięć nowych stylów walki do wyszlifowania." Powiedział Shifu górując nad nimi. Stał na schodach.

Ta wiedza sprawiała, że czuł się... nie potrafił nazwać tego uczucia. Ale wiedział, że nie lubił tego tajemniczego uczucia. Że nigdy nie polubi tego uczucia, nieważne co się stanie.

Wychwycił wzrok Tygrysicy skierowany w jego stronę. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.

Nie mam pojęcia dlaczego ale ten rozdział pisało mi się jakoś ciężko. Dlatego rozdział wychodzi troche później niż zwykle ale za to dłóższy niż zwykle. Osiągnięcie! Dwoje obserwójących tą opowieść!