Severus wstał wcześnie. I tak nie spał zbyt dobrze poskręcany na niewygodnym fotelu i dręczony bólem wykrzywionego pod dziwnym kątem karku. Nie wspominając nawet o upiornym jet lagu po podróży w czasie. Kręcił się chwilę po pokoju, zachowując możliwie cicho, po czym na dłużej zniknął w łazience.
Lily spała kamiennym snem, odreagowując stresy minionego dnia, albo tak dobrze udawała. Być może nie chciała od samego rana zmuszać się do ponownej konfrontacji. Co dobrego mogła przynieść kolejna rozmowa o tym, co, jak i dlaczego, skoro oboje nie mieli na ten temat bladego pojęcia? Wygodniej było zakopać się pod kołdrę i w dalszym ciągu wypierać problem.
Severus został pozbawiony tego luksusu. Wyszedł z łazienki już w pełnej gali: czarnych spodniach i koszuli z długim rękawem. Mokry ręcznik rzucił na krzesło. Przeciągnął się, a udręczone kości zatrzeszczały w proteście.
– Teraz zaczynam mieć wyrzuty sumienia. – Lily najpierw odezwała się cicho spod pierzyny, dopiero później powoli wygrzebała się z piernatów. Z opuchniętymi powiekami i rozczochranymi włosami wyglądała wyjątkowo żałośnie.
– Z powodu odwołanego ślubu?
– No… nie. – Zerknęła niepewnie na fotel, później na podwójne łóżko, które po zwinięciu się w kłębek wypełniała może w jednej czwartej.
– Sypiałem w gorszych miejscach – prychnął. – A często wcale. Prowadzę nocny tryb życia.
Lily usiadła prosto, opierając się o zagłówek zdezelowanego łóżka, i spojrzała na niego poważnie.
– Jako szpieg?
– I Śmierciożerca.
Wyraźnie się skrzywiła, podczas gdy Severus uśmiechnął się złośliwie, jakby ten przebłysk obrzydzenia podszytego strachem jakoś szczególnie go ubawił.
– Dlaczego ciągle to podkreślasz?
– Nie chcę cię zwodzić. Wolę, żebyś miała pełny obraz sytuacji. Pamiętam, jak kiedyś irytowało cię środowisko, w którym się obracałem.
– Dobrze wiesz, z jakiego powodu.
– Więc właśnie. Nie lubię niejasności.
– Nie rozmawiajmy o tym teraz. – Udało mu się ją zirytować. Rozpoznał to po nerwowym geście, jakim zaczesała do tyłu włosy. – Mamy ważniejsze sprawy. Dużo myślałam i doszłam do wniosku, że musimy skontaktować się z Zakonem.
– Ten Zakon mnie nie zna, nigdy nie słyszał o mojej działalności… Która tak naprawdę jeszcze się nie rozpoczęła. Wyłącznie Dumbledore o wszystkim wiedział. Zachowanie dyskrecji było moim podstawowym warunkiem, gwarantem bezpieczeństwa.
– Wtedy było wtedy, a teraz jest teraz – skwitowała jego napuszoną przemowę. – Nie ma innego wyjścia. Dumbledore musi się dowiedzieć, on będzie potrafił nam doradzić, jak ogarnąć tę kołomyję z czasem. Zna się na wszystkim, to najpotężniejszy czarodziej na świecie!
– Nie zrozumie.
– Chcesz się założyć?
– Pozostali członkowie Zakonu nie będą zadowoleni. Nie miałem i nie mam tam żadnych przyjaciół.
– To ich problem.
– Zapytam wyłącznie przez ciekawość: w jaki sposób zamierzasz kogokolwiek przekonać, że jestem po właściwej stronie?
– To akurat najprostsza sprawa. W tej linii czasowej masz mnie, Sev. Ja będę twoim adwokatem, twoim świadkiem i wytrychem do Zakonu.
– Słucham?!
– Pomyśl – ożywiła się niezwykle, dumna ze swojego przebiegłego planu. – Ja zaświadczę na twoją korzyść. Coś wymyślimy… Jakiś dodatkowy argument na pewno się znajdzie. Zawsze możemy zrobić tak jak w filmach.
– Czyli?
– Wykorzystamy twoją wiedzę o przyszłości, aby uprzedzić wypadki. Możemy pomóc, uratować czyjeś życie. Pokrzyżować szyki Sam-Wiesz-Komu!
Severus nagle zatrzymał się na środku pokoju, marszcząc w zamyśleniu brwi.
– Tak, ja też o tym myślałem, ale..
– Nie ma żadnego „ale"! To idealna sytuacja, scena gotowa na powitanie bohatera. Będziemy zawsze dwa kroki przed wrogiem. Oczywiście w zależności od tego, ile pamiętasz.
– Posiadam wiedzę o wielu akcjach Śmierciożerców, ale nie wszystkich. Dopiero przez kilka ostatnich miesięcy należałem do Wewnętrznego Kręgu. Wcześniej byłem tylko chłopcem na posyłki.
– Wewnętrznego… Kręgu?
Do Lily dopiero w tej chwili dotarło, kogo ma przed sobą. Tak wysoka pozycja w hierarchii wiele wyjaśniała. Pamiętała chłopca, który z powodu nieciekawych doświadczeń życiowych nieco za bardzo zainteresował się ciemną stroną magii. Nigdy jednak nie przyszłoby jej do głowy, że może zajść aż tak daleko na mrocznej ścieżce. Jej Severus prawdopodobnie nie byłby do tego zdolny, ale problem w tym, że jej Severus nie istniał od piątej klasy. Co się wydarzyło w ciągu tych dwóch lat, których miała nie poznać? Co aż tak bardzo go zmieniło?
– Czy w twojej linii czasowej utrzymywaliśmy kontakt? – chciała wiedzieć. – Udało nam się porozmawiać i wyjaśnić…
– Nie – uciął szybko.
– Nigdy? – zdziwiła się. – Więc dlaczego po mnie przyszedłeś?
– Robię to, co mi polecono.
– Aha.
Panna Evans, która przed momentem przeżyła tak widoczny skok energii, nagle znowu oklapła. Ton, jakiego użył, był taki zimny, obojętny.
Severus westchnął wymownie.
– To wcale nie oznacza, że ratowanie ci życia sprawia mi jakąś wielką przykrość – złagodził wcześniejsze wrażenie. – Bynajmniej. Chciałem to zrobić i nie mam z tym najmniejszego problemu.
– Nawet po tym, co się między nami wydarzyło?
– Nie rozumiem.
Kłamał. Wiedział, do czego Lily zmierza, jak bardzo ją to gryzie i że nie ma pojęcia, od czego zacząć. Nie zamierzał jej niczego ułatwiać. Dla niej była to o wiele świeższa sprawa, on sam zdążył się przygotować. No i chciał to usłyszeć z jej własnych ust. Rozkoszować się tym, jak składa samokrytykę.
– Byliśmy przyjaciółmi, a później wszystko się posypało – zaczęła.
Skurczyła się pod wpływem ironicznego spojrzenia, jakie jej posłał. Sama nie wiedziała dlaczego, ale poczuła się mała i śmieszna. Niedojrzała. Uzasadnienie tego uczucia nadeszło wraz z jego kolejnymi słowami.
– Lily, to była szkolna kłótnia dwójki dzieciaków – rzucił protekcjonalnie. – Od tamtej pory przeżyłem wojnę, takie doświadczenia zmieniają perspektywę. Poza tym przypominam, że od razu zrozumiałem swój błąd i próbowałem cię przeprosić. To ty postanowiłaś obrazić się na wieczność. Z tym nie mam nic wspólnego.
Głupie uczucie jeszcze się zintensyfikowało. Lily poczuła się w tym momencie totalną niemądrą gęsią. Miał rację, od początku miał rację. Od tamtej pory musiał widzieć straszne rzeczy, a ona czepiała się idiotycznego wydarzenia, które w jego pamięci pewnie dawno się zatarło. Był inny, był… Hm. Intrygujący?
– Czy mam cię przeprosić ponownie? – W jego tonie pojawiły się prześmiewcze nuty. – Czy ta okoliczność wreszcie ostatecznie zakończy ten mocno przedawniony temat?
– Nie… To znaczy: tak. Szkoda na to czasu – uznała zagubiona w swoich myślach. – Co będziemy dzisiaj robić? Pozwolisz mi skontaktować się z Zakonem?
– Wkrótce, ale jeszcze nie teraz. Najpierw przygotujemy bazę operacyjną.
– Spinner's End?
– Owszem. Przyszykowałem już grunt.
– Rozmawiałeś… ze sobą?
Potwierdził ruchem głowy.
– I jak poszło?
– Na szczęście rozumiemy się doskonale. Łączy nas wszak wspólna przeszłość.
Lily uśmiechnęła się niepewnie.
– Na samą myśl o tym boli mnie głowa. To wszystko jest zbyt dziwne.
– Dla własnego zdrowia psychicznego przyjąłem założenie, że lepiej nie analizować tego zbyt dogłębnie. Lepiej skupić się na celu, reszta wyklaruje się sama.
Taki rozsądny, taki opanowany… Pewny swego. Severus załatwił sobie skądś podręczny kufer i właśnie go porządkował. Spakował niewielki dobytek, który wcześniej rozłożył w pokoju hotelowym. Następnie obejrzał swoją imponującą pelerynę, strzepnął ją mocno i przemienił z powrotem w mugolski prochowiec.
– Ile czasu potrzebujesz, aby przyszykować się do wyjścia? Nie znam się za bardzo na porannej rutynie kobiet.
– Już się ubieram.
Lily odrzuciła kołdrę, spuściła stopy na podłogę i pospiesznie wstała. Nadal ciasno owinięta szlafrokiem, którego nie zdjęła nawet do snu. Severus omiótł ją trudnym do zinterpretowania wzrokiem.
– Było mi zimno – wyjaśniła.
– Oczywiście – nie skomentował. – Co chcesz na śniadanie?
– Nie jestem głodna.
– Dobrze, załatwimy to już na miejscu.
Lily zawahała się z ręką na klamce drzwi od łazienki.
– A jak to przyjął… Sev?
– Niecierpliwie oczekuje twojej wizyty. Zapewniam.
– Chcesz najpierw zobaczyć swój pokój? – zapytał Severus, gdy o wczesnych godzinach porannych przemknęli się między ponurymi, starymi domami na zapuszczonym Spinner's End, po czym stanęli na progu jego dawnego mieszkania.
– Dostanę cały pokój? Nie rób sobie kłopotu, wystarczy mi kanapa.
– Żaden kłopot. Pokój po mojej matce stoi wolny.
– Och. No tak, przepraszam. Bardzo mi przykro z powodu…
– Dziękuję. Widziałem was na pogrzebie.
– Ale do nas nie podszedłeś – wytknęła mu. – Jak rozumiem, nie zrobiłeś tego w żadnej linii czasowej. Uciekłeś tuż przed końcem.
– Nie miałem ochoty wysłuchiwać pustych frazesów. Nikt nie interesował się nami specjalnie za jej życia, ale wiadomo, na pogrzebie wypada się pokazać.
Wskazał ręką drogę na schody. Lily nie znała tego domu zbyt dobrze. Severus jej nie zapraszał, nie miał do tego warunków. Tylko kilka razy, gdy jego rodziców nie było na miejscu, odważył się przyprowadzić ją do mieszkania. Zawsze tylko na moment, przelotem, żeby zabrać jakiś drobiazg albo coś zostawić.
Dom był brzydki, mały i ciasny. Typowe proste budownictwo „sypialniane" dla robotników pracujących w pobliskiej fabryce, dzięki której niepozorne miasteczko w ogóle zaistniało, a gdy została zamknięta – ginęło wraz z nią. Ubodzy państwo Snape nie mogli sobie pozwolić na remonty ani nawet porządne ogrzanie budynku, więc coraz częściej pojawiały się plamy wilgoci, pleśń i stęchły zapach typowy dla zaniedbanych lokali. Schody skrzypiały, tapety odklejały się od ścian, sufit pokrywały zacieki. A jednak sypialnia pani Snape została ładnie wysprzątana i przewietrzona na powitanie gościni. W oknach wisiały świeże firanki, na toaletce stał wazonik z konwaliami. Umeblowanie okazało się proste, ale wystarczające: łóżko, szafa, fotel i niski stoliczek kawowy.
– Wygląda o wiele lepiej niż kiedyś – skomplementowała Lily.
– Wprowadziłem na szybko kilka zmian. Jeżeli chcesz coś jeszcze poprawić, nie krępuj się. Pod tym dachem możesz swobodnie używać magii, zabezpieczyłem teren.
– A gdzie jest… – zacięła się w stałym, najtrudniejszym punkcie pytania – Sev?
– Chcesz się z nim zobaczyć?
– Wypadałoby się przywitać. W końcu to jego… wasz rodzinny dom, prawda? Ustaliliście, kto będzie gospodarzem?
– Jeszcze nie. Wiele rzeczy pozostaje otwartych do dyskusji. Jednak masz rację, powinniście ułożyć swoje sprawy. Nasze wcześniejsze ustalenia nie mają dla niego znaczenia. Nie działają wstecz ani nie rzutują na alternatywne linie czasowe. Nie dzielimy przecież umysłu. Drugi Severus nadal może mieć pewien problem z, nazwijmy to tak, szlamiastą aferą.
Lily uśmiechnęła się słabo. Czuła, że celowo jej to wypomina albo po prostu się drażni, więc nie zareagowała. Kiwnęła głową. Severus odwrócił się, po czym odszedł na drugi koniec korytarza na piętrze. Zatrzymał się przed swoim dawnym pokojem. Panna Evans przeżyłam lekki szok, gdy sobie uświadomiła, że jej towarzysz przetrząsa kieszenie w poszukiwaniu klucza. W końcu go znalazł i otworzył drzwi, za którymi został zamknięty Severus Numer Jeden. Zdjął ochraniające go dodatkowo zaklęcia i wreszcie się odsunął, puszczając ją przodem.
Młodszy Severus siedział na łóżku zatopiony w lekturze poważnie wyglądającej księgi. Okna zostały starannie zasłonięte, tkwiły w nich również magiczne kraty. Mimo jasnego dnia Sev musiał używać lampy oliwnej. Na ich widok natychmiast poderwał się do pionu.
– Lily. – Imię wyrwało mu się zapewne przypadkiem i podświadomie.
Ten Snape wyglądał bardziej znajomo. Panna Evans widywała go czasami na mieście – spuszczał wtedy wzrok i przechodził na drugą stronę. Kierowana właśnie tą ostatnią myślą spojrzała na drugiego Severusa. Ten nie sprawiał wrażenia, jakby był zdolny do tak dziecinnego zachowania. Ani nieśmiałość, ani zakłopotanie nie leżały w jego charakterze. Ich oczy się spotkały, a kontakt wzrokowy potrwał odrobinę za długo. Starszy Severus uniósł pytająco brwi, Lily poczuła nagłe pieczenie na policzkach. Młodszy nieświadomie rozdziawił usta. On również spojrzał szybko na drugiego Severusa. Cokolwiek robił przez kolejne dwa lata, najwyraźniej było warto, skoro nauczył się takich sztuczek.
– L-lily? Wszystko w porządku? – zagadnął.
– Tak. Oczywiście, że tak – zapewniła nieco zbyt energicznie i za głośno. – To takie niesamowite. Jeden Sev… I drugi. Chyba powinnam różnie was nazywać.
– To zbędne – stwierdzili jednocześnie.
– Ja przebywam aktualnie w areszcie domowym, więc oficjalnie nadal jest tylko jeden Snape – uzupełnił zaraz Severus Numer Jeden.
– Areszt domowy? – powtórzyła zszokowana. – Przecież mieliście współpracować.
– I tak będzie. Przystąpimy do działania tutaj – wyjaśnił starszy Severus. – W otoczeniu magicznie chronionych ścian. Jak inaczej sobie to wyobrażałaś?
Poważnie się nad tym zastanowiła, zanim odpowiedziała:
– Może gdybyś podał się za krewnego…
Prychnęli zgodnie.
– Cudownie odnaleziony brat bliźniak? Czy to jakaś telenowela?
– Wystarczyłoby drobne zaklęcie korygujące wygląd i…
Severus Numer Dwa poszedł na olbrzymie ustępstwa i nie wyśmiał jej po raz kolejny.
– Jest to jakiś pomysł na przyszłość. Na razie jednak aż tak bardzo sobie nie ufamy.
– Dlaczego? – Nie zrozumiała Lily.
– Pamiętam, jaki byłem w tamtym czasie.
Młodszy Severus śledził ich dziwnym, rozgorączkowanym, jakby głodnym wzrokiem, który potwierdzał obawy Severusa Numer Dwa. Lily uznała, że kolejny krok należy do niej. Była jedyną siłą równoważącą złowrogi wpływ dwóch nieznośnych, niereformowalnych Ślizgonów. Uśmiechnęła się i zbliżyła do młodszego Severusa. Spojrzał na nią niepewnie, może nawet miał ochotę się odsunąć. Wtedy wyciągnęła do niego rękę.
– Zapomnijmy o wszystkim i zacznijmy od nowa, zgoda? – zaproponowała. – Od teraz jesteśmy na siebie skazani.
Severus Numer Jeden wyglądał, jakby miał zemdleć. Biedny, młody kretyn. Gorliwie pochwycił jej rękę jak głodny pies kiełbasę, od razu obiema dłońmi, i zaczął nią mocno potrząsać.
– Przepraszam, Lily. Ja nie chciałem… Ja NIGDY nie chciałem…
– Już w porządku. Było, minęło.
Nie wiadomo jak i kiedy przyjacielski uścisk dłoni przemienił się w serdecznego niedźwiedzia. Lily objęła przyjaciela ramionami i przytuliła. Starszy Severus przewrócił oczami. Uświadomił sobie, że jego młodsza wersja też ma zakodowany w sobie spryt. Byli przecież – przynajmniej w pewnym sensie – tą samą osobą. Szykowała się ciężka walka.
– Czy mamy to załatwione? – przerwał im chłodnym tonem. – Możemy przejść dalej?
– Tak, jasne.
Lily odsunęła się szybko – ku wielkiemu rozczarowaniu młodszego Severusa. Nadal śledził ją wzrokiem, nie odrywając go nawet na chwilę, gdy zwracała się do Severusa Numer Dwa.
– Chciałabym jeszcze dzisiaj skontaktować się z…
Teraz ona się zawahała, zerkając ukradkiem na młodszego Severusa. W jednej chwili zrozumiała problem z zaufaniem: sama nie była pewna, ile może zdradzić w jego obecności.
– Nie możecie! – zaprotestował niemal natychmiast. – Nikt więcej nie może się dowiedzieć o podróży w czasie. Przemyślałem wszystko, o czym wczoraj dyskutowaliśmy, i coś znalazłem. Zobacz.
Sięgnął po porzuconą na łóżku książkę. Był to potężny wolumin zawierający szczególne przypadki i wyjątki z przepisów prawa czarodziejów. Odszukał zaznaczony fragment, po czym przysunął go im przed oczy. Jak zawsze, najpierw spojrzał na Lily.
– Istnieją bardzo konkretne paragrafy dotyczące magii czasu – ciągnął Severus Numer Jeden. – Sięgają odległych czasów i nie bywają ani trochę liberalne. Zabawy ze zmianami linii czasowej nie są mile widziane, a przewidziane kary… zdecydowanie nie zaliczają się do łagodnych.
– Nigdy w życiu o tym nie słyszałem – rzucił starszy Severus.
– Szokujące, ja też. – Młodszy udowodnił, że zna język sarkazmu. – Zgadnij dlaczego.
– Nie było nam to potrzebne.
– Właśnie. Zabawy z czasem są surowo wzbronione. W ministerstwie istnieją specjalne, tajne jednostki powołane do rozwiązywania takich problemów. Podróżnicy nie są witani z otwartymi ramionami. Dwie identyczne osoby o takiej samej magicznej sygnaturze nie mogą istnieć w tym samym czasie, a zatem…
– Jedna musi zostać wyeliminowana.
– Dokładnie.
– Czyli zabita? – przeraziła się Lily.
– To jeden ze sposobów. Zabijają delikwenta albo wtrącają na resztę życia do Azkabanu. Cokolwiek, aby trwale usunąć zbędny dodatek ze społeczeństwa.
– To nieludzkie!
– Tak, prawodawcy również z czasem doszli do podobnych wniosków, dlatego podjęto próbę wprowadzenia bardziej humanitarnego rozwiązania.
– To znaczy?
– Poddawano duplikaty procesowi agregacji.
Zdezorientowana Lily, zgodnie ze swoim nowym zwyczajem, poszukała pomocy u starszego Severusa.
– Po prostu planowali połączyć dwa byty w jedną całość – wytłumaczył. – Złączyć dwie jednostki z różnych linii czasowych. Zapewne ten eksperyment zakończył się oszałamiającym sukcesem…
– Według drobnego przypisu na dole strony żadna z tych prób się nie powiodła – uzupełnił młodszy Severus. – Oczywiście to stare wydanie, więc trzeba wszystko jeszcze raz sprawdzić, ale… Nie wydaje mi się, aby to w ogóle było możliwe. Przynajmniej ja nigdy o czymś takim nie słyszałem, może ty?
Severus Numer Dwa zaprzeczył.
– Tak czy siak, sama idea brzmi…
– Potwornie! – dokończyła za niego panna Evans. – Przecież to okrutne. Wy… wy jesteście dwiema różnymi osobami!
Uśmiechnęli się dokładnie w taki sam sposób: oszczędnie i lekko kpiąco. Uśmiech starszego Snape'a okazał się jednak nieco szerszy. Ha, zauważyła!
– Wiedzą już dwie osoby – przypomniał młodszy Severus. – To i tak za dużo. Wtajemniczenie kogokolwiek innego stanowi niewyobrażalne ryzyko.
– Niby tak, ale przecież w Zakonie… – naciskała Lily.
– Tym Zakonie, który nie ma pojęcia o mojej działalności – zaznaczył po raz kolejny Severus Numer Dwa.
– Tym Zakonie, do którego należy Potter – dodała od siebie jego młodsza wersja. – Potter, któremu dopiero co uprowadziłeś… uprowadziliśmy narzeczoną. A także jego kumple, których ulubioną rozrywką było obrzydzanie nam życia w szkole.
– Nie uwierzą – ocenił starszy Snape. – W ani jedno słowo.
– Pomyślą, że to zemsta – odezwała się niespodziewanie panna Evans. – Wyrafinowana zemsta, w którą dałam się wplątać. Uznają mnie za idiotkę.
– I to jest optymistyczna opcja. Gorzej, jeśli postanowią powiadomić ministerstwo, choćby tak dla zasady.
– A będą mieć powody – rozważał starszy Snape, rozpoczynając nerwowy spacer po pokoju. – Jeśli nie doniosą o podróży w czasie, mogą zgłosić próbę zastosowania zaklęcia Imperius na Lily. Nie uwierzą, że jest tutaj z własnej woli.
– Albo skupić się na podejrzeniu przynależności do grona zwolenników Czarnego Lorda. Co byłoby zresztą słuszne.
– Tym bardziej że w Zakonie już znajduje się zdrajca – oświadczył Severus Numer Dwa pośród ciszy, która nagle zapadła.
Sam nie miał świadomości, jaką bombę właśnie zrzucił.
– Co?! – krzyknęła Lily. – W Zakonie jest zdrajca?
Severus popatrzył poważnie prosto w jej rozszerzone ze strachu oczy.
– W dniu, w którym zginęłaś, ktoś zdradził Voldemortowi miejsce waszego pobytu. Ukrywaliście się od miesięcy pod Zaklęciem Fideliusa, teoretycznie byliście bezpieczni, ale ktoś zawiódł. Ktoś spośród członków Zakonu.
– Kto?
– Nie wiem. W chwili, gdy opuszczałem tamtą linię czasową, tożsamość zdrajcy nie była znana. Zakładam, że był to ktoś z bliskiego grona znajomych, skoro uczyniliście go Strażnikiem Tajemnicy.
Lily gwałtownie zbladła.
– Tego mi nie powiedziałeś!
– Ja…
– Ktoś nas zdradził. Ktoś z Zakonu celowo wydał nas na śmierć, a ty nie uznałeś tego za informację godną przekazania? Nie raczyłeś choćby o tym wspomnieć! – wybuchła.
– Lily, tylko spokojnie.
Młodszy Snape spróbował ponownie skorzystać z okazji i pocieszająco objąć ją ramieniem, jednak tylko na niego fuknęła, po czym szybko wyminęła. Uniosła ręce w dramatycznym geście, ale zaraz je opuściła. Objęła się ramionami i usiadła na łóżku.
– Niech to szlag, Sev! Jak mogłeś zatrzymać tę informację dla siebie? Przecież to zmienia WSZYSTKO.
– Nie chciałem cię bardziej denerwować.
– Nie ty o tym decydujesz. Czy jest coś jeszcze, co przede mną ukrywasz? O czym mi nie mówisz?
Nie spuścił wzroku, nawet powieka mu nie drgnęła.
– Nie – zapewnił. – To już wszystko. W Noc Duchów ktoś, kogo uczyniliście Strażnikiem Tajemnicy, poszedł prosto do Voldemorta, a gdy ten uzyskał brakującą informację, natychmiast ruszył w pościg. Nikt nie przeżył.
Lily kołysała się delikatnie w tył i w przód. Młodszy Snape znowu nabrał ochoty na bliższy kontakt fizyczny, ale nie odważył się podjąć kolejnej próby. Starszy zachowywał idealną obojętność.
– No dobrze, to oznacza, że musimy działać szybko – uznała panna Evans. – Nie ma czasu na dokładne planowanie każdego kroku. Ktokolwiek jest zdrajcą, najprawdopodobniej już działa w Zakonie Feniksa i kto wie, ile informacji już zdradził albo zdradza właśnie w tej chwili! Musimy go powstrzymać.
– Zdrajca czy nie, nasze problemy pozostają te same – tłumaczył cierpliwie Snape. – Nie wiemy, komu ufać. Ani w kwestii czasu, ani dowolnej innej.
Oczy Lily – jeszcze przed chwilą okrągłe z powodu szoku i lekko wilgotne – pojaśniały, gdy wpadła na nowy pomysł.
– Kołomyja z czasem nie ma tu nic do rzeczy. O tym nikt nie musi wiedzieć, no może z wyjątkiem Dumbledore'a. Jemu trzeba będzie wyjaśnić wszystko od początku do końca, ale reszta… Do niczego im to nie będzie potrzebne.
Dwaj Severusowie wpatrywali się w nią nieco tępo.
– Nie rozumiesz? – zwróciła się do starszego. – Wcale nie przeniosłeś się w czasie, po prostu zmieniłeś strony. Identycznie jak w swojej linii czasowej, tylko znacznie wcześniej. Tak będzie brzmieć oficjalna wersja. Skontaktowałeś się ze mną, uznałeś, że najwyższy czas zmienić swoje życie i… Tadam! Zakon ma szpiega, którego od dawna potrzebował. Dokładnie tak, jak powinno się to ułożyć w pierwotnej linii czasowej.
– Hm, jest to jakiś plan – zgodził się młodszy Snape, który powiedziałby wszystko, żeby przypodobać się Lily albo chociaż zwrócić na siebie jej uwagę.
Starszy Snape zachował zdrowy sceptycyzm.
– Jeśli pominąć problem dwóch Snape'ów.
– Dwóch to lepiej niż jeden – upierała się. – Jeden działający w Zakonie, a drugi… po drugiej stronie. Idealna przykrywka.
– Doskonałe alibi. Nikt nie może być w dwóch miejscach jednocześnie. W skrajnym przypadku, gdy jeden odpadnie, drugi może kontynuować dzieło.
– Nikt nie wpadnie i wszystko dobrze się skończy – oświadczyła z przekonaniem Lily. – Mamy szansę wszystko naprawić, prawda?
Spojrzała na Severusa Numer Dwa, starszego i poważniejszego. Tego, który nie wpatrywał się w nią natrętnie niczym stęskniony szczeniak. Starszy Snape tryumfował w duchu. Wszystko zaczynało się układać po jego myśli. A nawiązanie kontaktu z Zakonem, w którym nie mogli ufać nikomu poza sobą nawzajem, sugerowało wiele cennych godzin spędzanych na wspólnych knowaniach. Tylko we dwoje. No, troje. Ale nic nie szkodzi.
– Jest to strategia, którą mogę zaakceptować – odezwał się w końcu z wielką łaską.
Lily klasnęła w dłonie, młodszy Snape pokraśniał. Zapewne myślał w tej chwili o tym samym, co jego starsza wersja.
– Skontaktuję się z Zakonem – powiedziała Lily, kierując się do drzwi. – Nie ma na co czekać. Może uda nam się spotkać jeszcze dzisiaj. Spotkania w niedzielę…
– Zdarzają się bardzo często, wiem – zauważył Severus Numer Dwa. – To taki niepozorny dzień, który normalni ludzie spędzają z rodziną albo kładą się wcześniej spać, bo muszą wstać do pracy.
Otrzymał w nagrodę piękny uśmiech.
– Zgadza się. Idę!
Gdy Lily zniknęła za drzwiami, dwaj Severusowie wymienili znaczące spojrzenia.
– Dobrze się spisałeś – stwierdził młodszy.
– Nie brałem pod uwagę innej opcji. Liczę, że zdajesz sobie sprawę z faktu, że obaj nie możemy jej mieć?
– Wtedy nie mieliśmy jej wcale, więc to zawsze jakiś postęp.
– Cieszę się, że się rozumiemy.
Starszy Snape skinął młodszemu głową, zanim wyszedł. Później starannie zamknął i zabezpieczył drzwi. Nie ufał… sobie. Nie tak zupełnie i nie po tym, jak zobaczył wzrok, którym śledził Lily. Nie należało nadmiernie ryzykować. Tamten Snape nadal był narwanym kretynem. Nie znał jeszcze siły subtelności i nie umiał się kontrolować. To wszystko przychodzi dopiero z czasem.
