Lily odskoczyła od Severusa, gdy tylko aportowali się w ciemnej alejce przy Spinner's End. Bez słowa ruszyła przed siebie, głośno tupiąc, dzięki czemu od razu poznał, jak bardzo jest zirytowana. Tak samo zachowywała się mała Lily i Lily nastoletnia. Nic a nic się nie zmieniła, jej emocje nadal tkwiły głównie w nogach. Otworzyła z rozmachem drzwi domu Snape'ów i wmaszerowała do środka. Ledwo za nią nadążył, w dodatku miał poważne obawy, że oberwie drzwiami w nos.

– Okłamałeś mnie! – wybuchła, gdy tylko znalazła się w zabezpieczonym saloniku, z Severusem następującym jej na pięty. Zdezorientowanym jak cholera.

– Co takiego? – oburzył się. – Niby w jakiej kwestii?

– Gdzie jest twój Mroczny Znak? – wypaliła, mierząc w niego oskarżycielsko palcem. – Tyle się naopowiadałeś o tym, jakim to jesteś wielkim i groźnym Śmierciożercą, członkiem Wewnętrznego Kręgu… Więc gdzie masz znak? Ten znak, który widziałam na twojej ręce, kiedy nocowaliśmy w hotelu? Co się z nim nagle stało? Zniknął?!

Panna Evans skrzyżowała wojowniczo ramiona i patrzyła na niego świdrującymi oczami spod podejrzliwie zmarszczonych brwi.

Była bystra, tyle musiał jej przyznać. Zaczął się bać, jakie wnioski wyciągnęła samodzielnie z tego niefortunnego splotu okoliczności.

– To nie twój interes – uciął zły bardziej na siebie niż na nią, ale z jego tonu trudno byłoby się tego domyślić.

Lily cofnęła się przed jego wściekłym spojrzeniem, ale nie odpuściła.

– Co jeszcze zmieniłeś? O czym mi nie mi mówisz? – zarzuciła go pytaniami. – Zaufałam ci, a ty nie powiedziałeś mi wszystkiego.

– Trudno.

– Skłamałam, aby uwiarygodnić twoją historię w Zakonie!

– Czyli już za późno. – Z pozorną obojętnością wzruszył ramionami. – Sama potwierdziłaś to kłamstwo.

– Podobno chodziło o mnie, tak? O odwołanie ślubu i przerwanie tragicznego łańcucha zdarzeń. A może wcale nie? Skoczyłeś w czasie, żeby ugrać coś dla siebie, prawda? Od jak dawna tu jesteś? Kiedy naprawdę się cofnąłeś? Przyznaj się!

Potrzebował chwili, żeby prześledzić tok jej rozumowania, a trudno było mu się skupić, gdy szmaragdowe oczy Lily iskrzyły, przepalając go niemal na wylot. Miała pewną teorię, ale szczęśliwie błędną.

– Skąd pomysł, że oba te wydarzenia nie miały miejsca w podobnym czasie? – rzucił i od razu tego pożałował.

Nie powinna tego wiedzieć.

Źrenice Lily rozszerzyły się ze zdumienia.

– Słucham? Nie wierzę w takie przypadki!

– Dlaczego miałby to być przypadek?

Skoro Severus już zaczął mówić, nie mógł się powstrzymać. Coś go kusiło… Chciał zobaczyć, jak zareaguje. Czy zrozumie? A może natychmiast wyprze ze śmiadomości nieprzyjemne wiadomości.

Snape stał spokojnie na środku salonu, Lily krążyła wokół niego, nie mogąc się zatrzymać z powodu nadmiaru energii.

– Co ma wspólnego mój ślub z twoim znakiem? Przecież te dwa fakty nie są w żaden sposób ze sobą powiązane! Dlaczego miałyby być?

Teraz był już zły. Wyraźnie to poczuł gdzieś w sobie. Zabolało go to, jak łatwo odrzuciła podobną możliwość. Czyżby naprawdę nie wiedziała? Nie miała za grosz empatii… Wyobraźni?

Zmienił zdanie. Teraz już chciał, żeby wiedziała.

– Pomyśl! – warknął agresywnie.

Lily zatrzymała się gwałtownie, patrząc na niego przez ramię. Zielone oczy wpatrywały się uparcie w bezdenną czerń. Chciała coś z niego wyczytać, tak jak kiedyś, ale w międzyczasie nauczył się lepiej chronić swoje myśli. Nie doskonale, ale dostatecznie. Usta Lily otworzyły się i powoli zamknęły. Próbowała zebrać myśli, a gdy w końcu jej się to udało, na jej policzki wystąpiły czerwone plamy.

– Nie – zaperzyła się idiotycznie.

– A jeśli tak, to co?

– Wszyscy w szkole zawsze mi wmawiali, że się we mnie podkochujesz, ale ja się z tego śmiałam. Nic takiego nas nie łączyło, byliśmy przyjaciółmi. Gdyby było inaczej… – zawahała się. Severus nie przerwał kontaktu wzrokowego, to ona stchórzyła, spuszczając oczy. – Gdyby tak było, przecież coś byś mi powiedział.

– Oczywiście – wysyczał Snape powoli, zimno i wrednie. – O niczym innym nie marzyłem, jak tylko ruszyć w konkury ramię w ramię z cudownym Potterem.

– To nie było tak! – zaprzeczyła Lily zakłopotana i zarumieniona po same uszy. – Wiesz, że nie! James…

– Złoty chłopiec.

– On mnie nigdy nie interesował.

– Kłamstwo!

– Naturalnie ty wiesz lepiej…

– Wystarczyło, że jaśnie Potter zwrócił na ciebie uwagę i kompletnie zgłupiałaś.

– Słucham?! To nieprawda!

– Znałem cię wcześniej i znałem cię później. W czasach, gdy się skarżyłaś, że bazgrze ci po notatkach, wrzuca żaby do plecaka i ciągnie za warkocze. I wtedy, gdy uświadomiłaś sobie, że mu się podobasz i jakie korzyści może przynieść flirt z dobrze urodzonym czarodziejem takiej małej…

– Szlamie?

– Dziewczynie z mugolskiego domu – ciągnął spokojnie, jakby przed momentem wcale się nie zająknął. – Nie wmówisz mi, że to ci nie pochlebiało. Kopciuszek Gryffindoru wyniesiony z nizin społecznych prosto do gwiazd!

– O czym ty bredzisz, Sev? Czy ty sam siebie słyszysz?!

Ale Snape nie słyszał już ani jej, ani siebie. Całkiem się zapomniał. Wiele się nauczył i przez lata nabrał ogłady, ale gdzieś w głębi duszy nadal był tym zakompleksionym, zranionym chłopcem – niezdrowo zaborczym, ale inaczej nie umiał – który stracił swój najcenniejszy skarb. Niestety, nikt go nie nauczył, jak kochać, jak sobie z tym radzić i jak komunikować uczucia. Biedny, zaniedbany dziwak i outsider, który przegrał z lwem salonowym.

– Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Wszystko robiliśmy razem i nic nas nie mogło rozdzielić, nawet te głupie domowe uprzedzenia. Nic! Tylko ty sama. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, Lily… W zasadzie to właśnie robiłem. Pomagałem ci, chroniłem, odrabiałem za ciebie lekcje…

– Jak rozumiem, nie z dobroci serca.

– A ty przy pierwszej lepszej okazji poleciałaś za bananowym chłopcem.

Panna Evans nie zamierzała jednak dać się zakrzyczeć.

– Sprawdź fakty, zanim zbudujesz na nich zwariowane teorie. Ty pierwszy się ode mnie odwróciłeś. Nazwałeś mnie szlamą!

– Nie takie rzeczy wybaczałaś Potterowi i jego szajce. Zapomniałaś o tym, jak próbowali mnie zabić? Im wszystko było wolno, mnie nic. Ja za jedno głupie słowo dostałem czarną polewkę.

– Dobrze wiesz, że nie tylko o to chodziło.

– Ale wykorzystałaś to jako pretekst, żeby się mnie pozbyć. Bo nie pasowałem do nowego życia Kopciuszka. Wyrzuciłaś mnie jak stary parasol, kiedy dostałaś szansę wpakować się królewiczowi do łóżka.

– Wypraszam sobie!

– Wiadomo, że w Hogwarcie chłopcy nie mogą wchodzić do sypialni dziewcząt, ale na odwrót już proszę bardzo!

– Wcale nie… Ja nigdy…

– Zaprzeczaj, ile chcesz. Słyszałem plotki. Kumple Pottera jeszcze w szkole wesoło rozprawiali o wszystkim, co działo się w ich sypialni. Upadłaś tak nisko...

O ile to w ogóle możliwe, rumieniec Lily przybrał na sile. Zbliżyła się do Severusa, jakby miała ochotę nim potrząsnąć, jednak coś w jego oczach ją powstrzymało. To już nie był Sev, którym dało się potrząsać. Zamiast tego uniosła głowę i odważnie spojrzała mu w twarz.

– Skoro już popuściłeś wodze fantazji i to w dodatku w tak ściśle określonym temacie, przyjmij proszę do wiadomości, że nic takiego się nie wydarzyło. NIGDY. Ani w Hogwarcie, ani nawet teraz… – Głos na moment ją zawiódł, ale prędko się otrząsnęła. – Jestem porządną dziewczyną. Czekałam na tego jedynego i noc poślubną. A teraz zgadnij co… Właśnie mnie tego pozbawiłeś. Jesteś zadowolony?

Ciężka cisza trwała zaledwie moment.

– Ja… ja też – rzucił pozornie bez związku.

– Co ty znowu też? – warknęła rozpędzona Lily, zanim zdołała pojąć sens jego odpowiedzi.

– Ja też czekałem.

Nie była w stanie znieść jego wzroku. Cofnęła się, a jej policzki płonęły żywym ogniem. Szczerość za szczerość – taka zasada obowiązywała między nimi dawno temu, ale teraz jakoś nie była na to gotowa. A skoro nie wiedziała, jak zareagować, zaczęła się nerwowo śmiać.

– Ty?! Wielki, zły czarnoksiężnik?

– Orgie są opcjonalne, nie obligatoryjne. Nie wiedziałaś o tym? – zakpił. – A odpowiedniej kobiety nigdy nie spotkałem.

Spojrzała na niego… jakoś tak dziwnie. W jednej chwili się uspokoiła i sprawiała nawet wrażenie, jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Odwróciła się na pięcie, po czym pobiegła na górę, do swojego pokoju. Usłyszał trzaśnięcie drzwiami. I tyle.

Odczekał chwilę i również poszedł na piętro. Ten dzień był tak męczący, że powinien się już wreszcie skończyć. Zatrzymał się jednak na moment przed pokojem Severusa Numer Jeden.

– Pokpiłeś sprawę – usłyszał.

– Och, jeszcze jeden zbędny świadek – skomentował starszy Snape. – Cudownie.

– Pokoju nie chroni Silencio, na szczęście. Dobrze ci szło, ale zdechło – oceniła jego młodsza wersja. – Zapomniałeś, jaka ona jest.

– Świetnie – rzucił Severus Numer Dwa, podejmując impulsywną decyzję.

Otworzył na oścież drzwi i spotkał się oko w oko ze swoim sobowtórem. Szarpnięciem wyrzucił go na korytarz, a gdy to zrobił, sam wpakował się do pokoju i zamknął w nim od środka.

– Teraz twoja kolej – oświadczył obrażonym tonem. – Ja muszę odpocząć.

Nie przejmował się okrzykami zdumionego drugiego siebie. Po prostu położył się na swoim łóżku, w swoim własnym pokoju i zamknął oczy.

W końcu spokój.


– Tak więc… – zaczęła Lily przy śniadaniu i niemal natychmiast urwała.

– Foch – stwierdził młodszy Severus, siadając i z zaciekawieniem zerkając na stół.

Panna Evans ponownie źle spała. Wstała wczesnym rankiem i krzątała się po kuchni. Dawno temu odkryła, że gotowanie ją uspokaja. Wykorzystując to, co znalazła w nędznie zaopatrzonych szafkach, przygotowała namiastkę solidnego, brytyjskiego śniadania. Jajecznica, bekon, tosty. Mocna, czarna kawa. Młodszy Snape, który prowadził kijowe kawalerskie gospodarstwo i nie doświadczał jeszcze uroków pracowniczej stołówki w Hogwarcie, omal nie rozpłakał się ze szczęścia. Lily uśmiechnęła się z czułością na ten widok.

– Częstuj się – zachęciła. – Zrobiłam, co się dało, ale zdecydowanie trzeba wyskoczyć na zakupy i uzupełnić zapasy. Pierwsze prawo magii mówi, że nie da się wyczarować czegoś z niczego.

Snape nie potrzebował ponownego zaproszenia. Napakował sobie na talerz solidną porcję wszystkiego i dopiero gdy zaspokoił pierwszy głód, miał siłę wrócić do przerwanej rozmowy.

– Nie mogłem nie zauważyć, że wczorajszej nocy doszło do dramatycznych scen.

Lily fuknęła znad filiżanki z kawą.

– Znasz go… Przepraszam, siebie. Macie charakterek.

– To nie kwestia charakteru – zauważył cicho młodszy Severus, po czym zarumienił się aż po czubki uszu. Nie wiadomo, czy zablokował go duży kęs tosta, czy nagłe zakłopotanie.

Lily podniosła się odruchowo, jakby chciała mu pomóc, klepiąc z rozmachem w plecy, jednak Snape w tym momencie zdecydowanie nie zniósłby kontaktu fizycznego. Chyba by wybuchł. Odsunął się, unosząc uspokajająco dłoń.

– Nic mi nie jest.

– Co miałeś na myśli? – zapytała. – Przed chwilą?

Severus wyglądał trochę jak na torturach. Wił się pod jej wzrokiem i nagle stracił apetyt, grzebiąc apatycznie w resztkach śniadania.

– Powiedział ci prawdę. Ma do ciebie żal. My mamy – wyznał kulawo.

– Za Pottera? To dziecinne! – oburzyła się Lily.

– Wystawiłaś nas, i to jest fakt.

– Nawet jeśli, to dlaczego nigdy wcześniej on… ty… wy nic mi nie powiedzieliście?

– Nie chciałaś rozmawiać. Obraziłaś się na śmierć i życie. Przestałaś się odzywać. Przypomnij sobie – wytknął jej młodszy Snape. – Ja prawdopodobnie pamiętam ten czas lepiej niż on. To wszystko nadal jest świeże.

Lily zamyśliła się głęboko, sącząc powoli swoją kawę. Przypominała sobie, co się działo na piątym roku i później.

– W jednej chwili byłaś kujonką z biblioteki, a w następnej piszczałaś za złotym chłopcem jak każda inna. Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym zrobić – ciągnął Snape. – Zwłaszcza odkąd załatwiłaś sobie przyboczną ochronę w postaci Pottera i jego bandy.

– Och, daj spokój! Przecież obiecali zostawić się w spokoju. Dali słowo.

– I z pewnością go dotrzymali – rzucił Severus z niewinną miną i sarkazmem zdolnym przegryźć się przez tkanki miękkie. – Szkolni chuligani z tego słyną.

Lily zastanowiła się nad jego słowami i… musiała przyznać mu rację. Przypominała sobie te chwile, gdy Huncwoci wymykali się na nocne wojaże, lekcje, na których Severus się nie pojawiał, a ona wmawiała sobie, że to z powodu jakichś mrocznych eksperymentów. Pomyślała o Jamesie i jego bohaterskiej akcji związanej z wilkołakiem. Ależ była naiwna! Widziała tylko to, co chciała widzieć.

– Ja… Przepraszam.

Młodszy Snape, nadal uroczo zarumieniony, wzruszył ramionami.

– W innych okolicznościach nigdy bym ci się nie skarżył. Przenigdy bym ci tego nie powiedział, nie miałbym odwagi, ale skoro on już zaczął, to… Kocham cię, Lily. Od bardzo dawna. Być może od chwili, gdy się poznaliśmy.

Uparcie obserwowała kawę w swojej filiżance.

– Szkoda, że nie wiedziałam.

– Nic by to nie zmieniło – rzucił gorzko.

Pomyślała, że pewnie nie… Jednak nagle coś ją tknęło. Jeśli ten Snape coś do niej czuł, to ten drugi…

– A… on? – wyrwało jej się, zanim zdążyła ugryźć się w język.

Severus na szczęście wszystko zrozumiał.

– Nie wiem. Od tego czasu wiele mogło się zmienić. Minęły dwa lata, podczas których, jak już wiemy, zdarzyło się wiele złych rzeczy. A tylko Severus wie, o czym jeszcze nam nie powiedział.

– To prawda – westchnęła Lily.

– Odkąd się pojawił, nie mogę spać. Miałem czas przemyśleć sobie wiele spraw, choć nadal dopiero składam to wszystko w całość. Wiem jedno. Cieszę się, że to on musiał to przeżyć, a nie ja. Rozumiesz?

Skinęła głową.

– Jeśli zdecydował… ja zdecydowałem się na tak szalony krok, jak podróż w czasie, to oznacza, że przyszłość jest o wiele gorsza, niż możemy sobie wyobrazić. A to znaczy, że musimy ją zmienić. Koniec.

Lily nagle się zaśmiała.

– Wiesz, że to chyba najdłuższa przemowa, jaką słyszałam z twoich ust?

– Sama widzisz, jak czas zmienia ludzi. – Cały aż pokraśniał w reakcji na jej komentarz. Rumieńce zakłopotania wreszcie zniknęły z jego policzków. – Byłem zbyt nieśmiały, skrępowany, żeby z tobą szczerze porozmawiać. Teraz ten problem sam zniknął. Wobec wszystkiego, co się dzieje, moje uczucia nie mają znaczenia.

– Cieszę się, że porozmawialiśmy.

– Ja też. Ale ja byłem tym prostym zadaniem. Severus wie, że jem ci z ręki. Dosłownie! – Wskazał na resztki śniadania nadal znajdujące się na stole. – Z nim pójdzie gorzej.

– Ugh… – jęknęła Lily. – Muszę?

– Wszyscy musimy się dogadać.

– Ech!

Panna Evans podniosła się, żeby pozbierać naczynia po śniadaniu (którym zamknięty w sypialni starszy Severus dokumentnie wzgardził), a później omal ich nie upuściła, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi.

– Czekasz na kogoś? – zwróciła się do Severusa.

Zaprzeczył.

– Nikt mnie nigdy nie odwiedza. To prędzej ktoś do ciebie. Powiedziałaś komuś, gdzie mieszkasz?

– Nie. Po co?

– Nooo, w zasadzie to mogą też być Śmierciożercy…

– Co?!

– Długa historia. Ale oni raczej nie wpadają w ciągu dnia, prawda?

Tak się nawzajem wkręcili, że skradali się do wejścia niczym włamywacze. Młodszy, zdecydowanie gorzej wychowany Snape pozwolił Lily iść przodem w obliczu niebezpieczeństwa i teraz krył się za jej plecami. Lily stąpała ostrożnie, ściskając w dłoni różdżkę. Drugą odruchowo sięgnęła po stojący w przedpokoju parasol.

– Nie pada – szepnął zdziwiony Snape.

– Przecież nie biorę go na deszcz. Głowę chyba da się nim rozwalić.

– Wątpię.

– Zapomniałam, jaki jesteś trudny.

– Ale chyba lepszy niż on. On się nawet nie ruszył z pokoju, nie?

– Och, cicho bądź!

W końcu znaleźli się przy drzwiach wejściowych. Nie było w nich wizjera, jednak dzięki wmontowanym u góry matowym okienkom Lily i Severus mogli stwierdzić, że na progu czai się bliżej nieokreślone monstrum, uparcie poprawiające włosy.

– Ktoś do ciebie – skwitował Snape.

Lily przewróciła oczami, chwytając za klamkę. Zaskoczona Petunia prawie podskoczyła i zamrugała na widok młodszej siostry. Wprawdzie wszystkie znaki na niebie i ziemi (nie wspominając o plotkach) wskazywały, że właśnie tutaj ją znajdzie, jednak mimo wszystko była w szoku.

– A niech mnie, a więc to prawda! – zawołała energicznie. – Naprawdę do niego uciekłaś.

– Witaj, Tuniu – westchnęła Lily. – Chcesz wejść do środka?

– W życiu ani mi się śni – natychmiast odrzuciła zaproszenie, jakby samo przekroczenie progu Snape'a mogło wywołać jakąś śmiertelną chorobę. – Chciałam się tylko przekonać na własne oczy i… Na serio nie wiem, co w ciebie wstąpiło.

Petunia w końcu wypatrzyła czającego się za Lily Severusa i to jemu poświęciła całą uwagę. Jedna jej brew uniosła się do góry, a oczy błysnęły złośliwie. Z taką miną naprawdę nie było jej do twarzy. Nawet z jej mleczną cerą i jasnymi włosami druga panna Evans nigdy nie mogła wyglądać słodko i niewinnie. Temperament wyciekał z niej wszystkimi porami skóry. Zdecydowanie chciała wygłosić jakiś wredny komentarz, jednak jej się nie udało. Bo chyba nagle po raz pierwszy dostrzegła w chłopaku Snape'ów coś interesującego.

– Hm, nie wyglądasz aż tak źle, jak zapamiętałam – posłała w jego kierunku oszczędną pochwałę.

– Już nie noszę ubrań po matce. Wyrosłem.

– A nigdy wcześniej nie przyszło ci do głowy pożyczyć coś z szafy ojca?

– A do tego nigdy nie dorosłem – sarknął pod nosem. – Całe szczęście.

– W każdym razie – zaczęła wyniosłym tonem Petunia, nieco zakłopotana tym, że przyglądała mu się odrobinę za długo. Szybko zwróciła się ponownie do Lily: – Załatwmy sprawy po kolei. Najpierw ten twój James. Uważa, że jako twoja siostra zdołam w jakiś sposób na ciebie wpłynąć i dzięki temu zawrócić cię ze ścieżki ewidentnego szaleństwa. To dowodzi, że nie zna cię zbyt dobrze. Może to i lepiej, że za niego nie wyszłaś – zakończyła przemądrzale.

Lily nie wytrzymała jej spojrzenia i odwróciła wzrok. Severus za to wyraźnie poweselał, nieważne, jak bardzo starał się to ukryć. Zaciekawienie Petunii jeszcze wzrosło, gdy przenosiła wzrok od jednego do drugiego fascynującego obiektu. Jak na zakazaną miłość, która kazała Lily uciekać sprzed ołtarza, nie czuła między nimi chemii. Nawet za pensa!

– No a potem wkroczyła mama – dodała starsza panna Evans i na jej twarzy pojawił się wyraz najwyższego udręczenia. – Przesyła wam to.

Lily dopiero teraz zauważyła, że na ramieniu Petunii wisi wielki kosz z prowiantem. Gdy siostra go jej przekazała, poczuła zapach słynnej pieczeni jałowcowej pani Evans. Zagrzechotały też słoiki i zaszeleściły jakieś papierowe torebki.

– Dzięki – mruknęła Lily.

– Mama zaprasza was w niedzielę na obiad – kontynuowała Petunia. Widać nie był to jeszcze koniec udręki. – Stęskniła się za Severusem. Chce sprawdzić, czy nadal jest taki chuderlawy i ewentualnie szybko to zmienić. Wiesz, że potrafi. Ojcu ciągle skacze cholesterol i cukier.

– Bardzo chętnie – młodszy Snape przyjął zaproszenie, wznosząc się na wyżyny kurtuazji.

– Innym razem – zgasiła go Lily. – Myślę, że na razie nie powinniśmy pokazywać się razem, żeby nie prowokować plotek.

Petunia popatrzyła na nią jak na wariatkę, po czym wybuchła śmiechem.

– Och, Liluś, wszyscy już wiedzą!

– Jak to?

– Nie tylko te twoje dziwolągi, ale całe miasto! Ktoś musiał was wiedzieć, kiedy przemykaliście do domu Snape'a. Całe Cokeworth o niczym innym nie mówi.

Lily lekko zbladła, za to zaróżowiona od śmiechu Petunia nabrała nowego, zdrowego uroku.

– Tak więc widzimy się w niedzielę. – Obdarzyła szerokim uśmiechem siostrę i jej wybranka. – I ostatnia rzecz. W koszyku jest list od Jamesa. Nie martw się, to nie romantyczne wynurzenia. Powiedział, że chce porozmawiać z tobą osobiście, w cztery oczy. To wiadomość od tego waszego dziadka. Dyrektora szkoły. – Tym razem przez jej ton przebijała gryząca pogarda. Choć minęło dziesięć lat, nie zapomniała swojego jedynego kontaktu z Dumbledore'em. Pamięć o nim tkwiła w niej jak cierń.

– Super – mruknęła Lily.

Kolejny problem pośród całej lawiny.

– Cześć, bawcie się dobrze! – pożegnała się wreszcie Petunia, po czym spokojnie, lekkim krokiem ruszyła w drogę powrotną.

Starsza panna Evans była raczej zadowolona z sytuacji. Lubiła, gdy coś się działo, a skoro nie ona była obiektem skandalu, tylko jej niby tak idealna siostra, mogła czerpać z tej okazji nieograniczoną przyjemność.

Lily zamknęła drzwi, oparła się o nie od środka i w zamyśleniu przytuliła do koszyka z prowiantem.

– Ja mogę iść – zapewnił Severus, jakby już wcześniej nie wyraził dostatecznie jasno swojej gorliwości.

Lily spiorunowała go wzrokiem, a potem jeszcze rzuciła w niego koszykiem. Następnie wyminęła go i ruszyła do kuchni.

– Chodź tutaj! – prychnęła na niego wściekła, gdy nie zrozumiał aluzji i zamiast za nią podążyć, zaczął wyjadać domową marmoladę z losowo wybranego słoika.

– Co się stało?

– Rozpakuj koszyk – poleciła Lily, wyciągając z szafki talerz i nastawiając wodę na herbatę.

– Przecież już jedliśmy.

– Ale on nie. Nie raczył zejść.

– I nadal nie raczy.

– Raczy – upierała się. – Nie ma czasu na fochy. Jak widać, twój… ty… On już uruchomił lawinę. Nie będę sama sprzątać tego bałaganu. Idę do niego.

– Powodzenia – rzucił od niechcenia młodszy Snape.

Wyciągnął z koszyka kolejny słoik, odkręcił go i bez skrępowania wpakował palec do środka.

– Użyj łyżki – rzuciła odruchowo Lily.

– Nie ma czasu, sama tak stwierdziłaś. Poza tym jestem niedożywiony i muszę to nadrobić przed wielką wojną, czyż nie?

– Jesteś przede wszystkim irytujący – podsumowała Lily.

Ukroiła na szybko kilka plasterków pieczeni pani Evans, dodała bułeczkę domowego wypieku i dzbanek świeżo zaparzonej herbaty. Ułożyła to wszystko na tacy i odrzucając do tyłu długie włosy, ruszyła na spotkanie z nieznanym.

Severus Numer Jeden kontynuował w tym czasie dożywianie się marmoladą.

Lily była kiepską obserwatorką. Może i był złośliwy, może denerwujący, ale przede wszystkim szczęśliwy, co zdecydowanie powinna zauważyć. Pojawienie się drugiego Snape'a, jak również wprowadzone przez niego zmiany, zdjęły z jego duszy mroczny cień, który od dawna wokół niej narastał. Z każdą chwilą, którą nadprogramowy Severus spędzał w niewłaściwej linii czasowej, coraz bardziej różnili się od siebie. Czy było to dobre, czy złe – nikt nie potrafiły tego na razie ocenić.