16. Konsekwencje
Ogień.
Jego dłonie płoną.
Była to jego pierwsza myśl. Usiadł na łóżku gwałtownie.
- Och psia jasna mać- zaklął rozmasowując nadgarstki. Co nie wiele mu pomogło bo pierścienie tkwiły na swoim miejscu.
- Chyba będę zmuszony wyszorować Ci usta mydłem synu. – Wiliam spojrzał na ojca, a chwilę później jego mózg zarejestrował to gdzie jest.
- Co jest? Chwila dlaczego jesteśmy w Skrzydle szpitalnym?
- Ministerstwo ustanowiło kuratora. Teraz aż do uzyskania pełnoletności to twój kurator decyduje gdzie mieszkasz, gdzie się uczysz, gdzie się leczysz. – Wiliam mruknął kilkukrotnie nie do końca dowierzając Co się dzieje, gdzie jest i co się wydarzyło.
- Jak długo?
- Jak na Ciebie to rekordowo krótko. Szesnaście godzin.
- Och. Chyba dużo się działo. – Mina Severusa była nieodgadniona.
- Nie za bardzo.- odpowiedział zimno. Wiliam przełknął z trudem ślinę.
- Jesteś zły.
- Nie...
- przecież widzę...- zaryzykował. Snape spiorunował go wzrokiem.
- Nie jestem zły. Jestem wkurwiony używając twojego języka synu. I nie jestem pewien czy to dobry moment na rozmowę. Tym razem wybudziłeś się zdecydowanie za szybko.- warknął.
Severus nie usiadł przy łóżku jak to robił zawsze. Tylko chodził nerwowo tam i z powrotem. Wiliam parę razy otworzył usta, a później je zamknął. Nie wiedział w zasadzie dlaczego ojciec był na niego taki zły.
- Przecież sam mówiłeś, że lepiej abym to skończył! Jakbym nie dotarł do granicy to kazali by mi to robić od nowa i od nowa. Sam to mówiłeś! Więc czemu się na mnie złościsz. – Powiedział w końcu. Ni to w złości ni to z żalem. Czuł się rozczarowany zachowaniem ojca. Nie zasłużył na jego złość.
Severus przystaną obserwując go w zamyśleniu. W tym momencie wyglądał jak w czasie zajęć Eliksirów gdy tylko czekał, aż Potter popełni błąd.
- Och dobra. To wydrzyj się na mnie! Cholera jasna przepraszam bardzo, że w końcu zrobiłem dokładnie to co kazałeś.
- Czy jesteś świadomy co zrobiłeś?- powiedział tak cicho, że po plecach chłopaka przebiegł zimny dreszcz.
- Chodzi ci o tą tarcze, prawda?
- Dokładnie!
- Chciałeś mi przerwać. Nie chciałem. Czułem, że to już końcówka. Już tak niewiele brakowało, gdybyś mi przerwał musiałbym to powtórzyć. Do diabła sam mówiłeś, że się nie odwalą do póki nie będzie 100%. A poza tym to nie tak, że zrobiłem to nieumyślnie! Wiedziałem, że mogę utrzymać tarcze i patronusa. Te zaklęcia nie kolidują ze sobą. Przecież wielu czarodziejów potrafi rzucać tarcze ochronne i przeciwzaklecia!
- Taki poziom kontroli Magii prezentują aurorzy po szkoleniu! Nie wielu jest czarodziejów którzy to potrafią.
- Ty na pewno to potrafisz.
- Wiliam ja mam czterdzieści lat! Nie piętnaście!
- Prawie szesnaście! – zaprotestował i szybko pożałował, że się wtrącił.
- Kurwa Wiliam! Zdajesz sobie sprawę co im pokazałeś? Teraz Ministerstwo ma pełna świadomość, że mają pod swoim patronatem piętnastolatka, a przepraszam prawie szesnastolatka, który potrafi łączyć zaklęcia! Ale jakby to było wszystko ! Nie. Wiedzą, że Twoja magia jest zablokowana w 87%! Co będzie gdy uzyskasz pełną kontrolę? Jak myślisz jakie wnioski wysnuli?
- Uznają, że jestem niebezpieczny?
- To najgorsza opcja. Wątpię aby chcieli cię napiętnować i zrobić z was wrogów. Nie kiedy trwa wojna. Będą dążyć do tego, abyś był na ich rozkazy. Beda chcieli wykorzystać was w wojnie. Zresztą nie tylko ciebie. Chłopaków pewnie też.
- Może czegoś nie rozumiem, ale to chyba I tak by się stało. Znaczy wiesz, wiedzą że wypiłem „Przekleństwo" i przeżyłem. Więc chyba spodziewali się, że moja moc wzrośnie. To znaczy. Nie chciałem o tym myśleć, ale gdy wytoczyli wam proces to chyba było jasne, że będą chcieli mieć nad nami jakąś kontrolę. Gdyby tak nie było po prostu wykonali by to co było zapisane w Kodeksie Karnym prawda? Nie bawili by się w jakieś protokoły z XVIII wieku.
-Jak na kogoś kto o tym nie myślał, to zadziwiające wnioski. Wiliam jesteś dzieckiem. Wojna nie dotyczy Ciebie. To nie jest coś o czym masz myśleć, analizować, planować. Nic się nie zmieniło. To że wylądowałeś w szkole nie znaczy, że masz zmienić się w pieprzonego żołnierza. Czy cokolwiek ta twoja durna głowa wymyśliła. Jasne? – wysyczał niezadowolony Snape
- Dlaczego nie pozwolisz mi skończyć? Przecież to logiczne! Zrozumiałem to jak usłyszałem o narzuceniu kuratora. Ale nie rozumiem dlaczego jesteś tak bardzo na mnie zły. Przecież nie mam kontroli nad potencjałem magicznym. To nie jest coś co się wybiera, ojcze.
- Bezczelny bachor! – Severus przetarł ze zmęczeniem twarz. – Merlinie nienawidzę jak tracę kontrolę.
- Też tego nie lubię. Ale takie rzeczy się zdarzają. Mi szczególnie. Chyba musimy się dostosować. Z dwojga złego jakoś wolę Ministerstwo niż Voldemorta.
- Jesteś zbyt zadowolony. Ty w ogóle słuchasz co do ciebie mówię? -Przyglądał się Wiliamowi w zamyśleniu i wiedział aż za dobrze, że chłopak opracowuje jakiś tylko sobie znany plan działania. I to go najbardziej obezwładniało. Bo jak do cholery miał uchronić dzieciaka przed samym sobą W końcu miał koło siebie dorosłego, któremu mógł zaufać, a mimo to nawet nie chciał dać mu na to szansy.
- Och już się wybudziłeś! Profesorze powinien mnie Pan poinformować. – Wiliam uniósł głowę na znajomy głos. Szkolna pielęgniarka podeszła do nich.
- Jak się czujesz? – zapytała, a chłopak od razu zauważył, że nie jest wobec niego tak miła jak była wobec Harrego.
- Wszystko ze mną dobrze. – odpowiedział spokojnie. W sumie nie wiedział jak się zachować. Zapytać ją kim jest? – spojrzał na ojca pytająco.
- To szkolna pielęgniarka, Madame Poppy Pomfery. Poppy to mój syn Wiliam. Znając jego upodobania do hospitalizacji dobrze się poznacie.
- Severusie! – upomniała go pielęgniarka.
- Ojciec żartuje proszę Pani. Miło mi Panią poznać.- kobieta przyjrzała mu się odrobinę delikatniej.
- Chciałbym żartować synu. Poppy pierścienie dalej go parzą. Mogłabyś użyć maści z dziurawca? Muszę iść do Dumbledora powiadomić go, że się obudziłeś. Za pewne zechce z tobą porozmawiać i ustalić zasady kurateli. Więc odpocznij póki możesz. – opuścił skrzydło szpitalne jak zwykle powiewając czarnymi szatami. Pielęgniarka odprowadziła go wzrokiem, a później spojrzała na Wiliama.
- Te cholerstwa spowodowały oparzenia 3 stopnia. W jakiś sposób blokują zaklęcia lecznicze. Więc minie trochę czasu zanim ból minie.- Powiedziała przynosząc maść i wsmarowując je w oparzone nadgarstki.
- Nie lubi pani mojego ojca? – spojrzała na niego spokojnie.
- Twój ojciec to bardzo szlachetny i mądry człowiek. – odpowiedź była wymijającą co chłopak od razu wyłapał.
- Ale... Zawsze jest jakieś ale... – powiedział.
- Jesteś bardzo podobny do Anny. – powiedziała zamiast tego.
- Wszyscy to mówią. Dlaczego nie chce Pani odpowiedzieć?
- Bo to nie jest coś nad czym powinieneś rozmyślać. Prześpij się, kochanieńki. Twój Ojciec ma rację, że później nie będziesz miał na to czasu.
- Chodzi o „Przekleństwo" tak? – kobieta zamilkła z ciężkim wetknięciem.
- Po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem jak mógł Ci to zrobić. Jak mógł podjąć taką decyzje. Wiedział co stało się z Harrym. Był przy nim cały czas, do samego końca. To było tak straszne, że Dumbledore nawet mi nie pozwolił być przy chłopcu. Dlatego chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego wrócił do domu i zrobił to swojemu dziecku.
Wiliam zamilkł. W sumie chyba wolałby tego nie usłyszeć. Wolał nie wiedzieć, że ktoś tęsknił za Harrym, że komuś było go żal. To kłamstwo najwyraźniej zraniło więcej osób niż chłopak myślał.
- On nie miał wyjścia...- powiedział w końcu w obronie ojca.
- Wiem i tylko dlatego jestem w stanie znieść jego obecność w moim skrzydle! Wydajesz się miłym chłopcem Wiliamie.
- Dziadek twierdzi, że mam charakter po ojcu. – zażartował, mrugając do niej jednym okiem. Kobieta uśmiechnęła się.
- Teraz idź spać. Ministerstwo na pewno przyśle medyka do ciebie. Ich procedury nie mają litości. Potrzebujesz eliksiru?
- Nie. Zasnę bez. – skłamał bez zająknięcia. Ułożył się wygodnie na poduszkach. Udając, że zasypia. Pielęgniarka przez chwilę krzątała się po Sali. Podeszła do jego łóżka jakby sprawdzała czy Zasnął, a w końcu usłyszał zamykanie drzwi do jej gabinetu.
Odetchnął z ulgą w końcu zaznając chwili spokoju. Jego myśli galopowały od zamartwiania się o to co będzie mogło zrobić ministerstwo, po to jak odnaleźć się w Hogwarcie jako Wiliam. A z drugiej strony wrócił. Wrócił do zamku i najwyraźniej Snape też zamierzał tu być, to sprawiało, że czuł wewnętrzny spokój. Usłyszał, że drzwi się uchylają, więc starał się wyrównać oddech tak aby wyglądało, że śpi.
- Pewnie go uśpili. – usłyszał obcy głos. Jednak nie brzmiał na dorosłego. Zdecydowanie głos należał do jego równolatka.
- Jest z naszego rocznika? – ciche pytanie
- Tak mówił ojciec.
- Wygląda na dzieciaka. – Wiliam z trudem opanował złość. Na pewno nie wyglądał na „dzieciaka".
- Ojciec mówił, że minęło 3 godziny zanim dotarł do granicy. Patrz na jego dłonie. Masakra.
- Na litość przecież to musiało boleć jak cholera. Powinien już wiedzieć które zaklęcia go wyczerpują. Szybciej by wyładował baterie.
- My po miesiącu nawet Leviosa nie mogliśmy rzucić poprawnie. Kurwa Chris to 3 godziny. Tu nawet nie chodzi o zapotrzebowanie energetyczne zaklęcia. To wydaje się nie możliwe. Jakby jego pierścienie nie działały tak jak nasze.
- Jezu czy ty wszystko musisz tak analizować. Najwyraźniej jest od nas silniejszy! Chociaż nie wygląda. Nie ważne spadajmy zanim wrócą. Prędzej czy później go wypuszczą. Wtedy z nim pogadamy.
Wiliam nasłuchiwał ich kroków. Gdy odeszli od łóżka wystarczająco daleko uniósł dłoń I zaryglował drzwi.
- Co jest- zapytał jeden z chłopaków. Wiliam podniósł się na łóżku i już chciał wstać, gdy obaj chłopcy krzyknęli.
- Nie ruszaj się! – Wiliam zamarł w bezruchu.
- Nie schodź z łóżka. Na bank rzucili na nie zaklęcie! Jeśli wstaniesz będą o tym wiedzieć. – Wiliam z niepewnością ponownie rozłożył się na łóżku. Wolałby, aby jego pierwsze spotkanie z chłopakami inaczej wyglądało.
- Myśleliśmy, że cię uśpili. W sumie dziwne, że tego nie zrobili. – odezwał się brunet. Był wyższy od Wiliama. Jego włosy sięgały ramion i lekko falowały na końcach.- Septimus Jonas powiedział podając rękę Wiliamowi. Nie mógł nic poradzić na to, że jego oczy patrzyły na obręcze chłopaka.
- Wspólne przekleństwo co?- mruknął nastolatek patrząc na swoje dłonie. - Wiliam Snape, ale to już wiecie. A ty to pewnie Christopher.
- Chris. – odpowiedział chłopak. Christopher był wysokim blondynem. Ani nie szczupłym, ani grubym. Raczej umięśnionym. I Wialam musiał ponuro przyznać, że przy nich wyglądał co najmniej mizernie.
- Od kiedy tu jesteście?
- W Hogwardzie? Od wczoraj. Najwyraźniej czekali aż zamknął protokół, aby kuratela była prawomocna.
Wiliam kiwnął głową, że rozumie.
- Dumbledore z Wami rozmawiał? Mówił jak ma to wyglądać?
- A jak ma wyglądać. Bez jego zgody nie możemy pierdnąć...
- Chyba nie jest tak źle...- mruknął Wiliam
- Dla ciebie na pewno. Twój Ojciec jest tu profesorem. Nie wywalą go tylko dlatego, że ma ograniczone prawa rodzicielskie. Zresztą jest tylko kilku Mistrzów Eliksirów, a większość ma w nosie naukę dzieciaków. Ministerstwo go nie ruszy. Będzie pilnować, aby stary piernik nie przeginał z tobą.
- Tego się boicie, że Dumbledore będzie „przeginał"?
- Znasz go? No raczej, że tak. Jak ktoś miał poznać największą tajemnicę Snapów to tylko on. Prawda? – zadrwił Chris i Wiliam stwierdził, że raczej się nie polubią
- Najwyraźniej go nie lubisz- skomentował Wiliam.
- On nas wystawi na pewną śmierć. Tak samo jak Pottera. Jesteś gotów umrzeć za ideologię Dumbledora? Bo ja nie!
- Nie zamierzam umierać za niczyje ideologię Christopherze.- na końcu języka miał kilka uszczypliwości, ale stwierdził, że nie może robić sobie wroga z kogoś kto ma tak samo przesrane jak on.
Napiętą atmosferę przerwał szum w gabinecie pielęgniarki. Cała trójka spojrzała w tamtym kierunku.
- Musimy spadać...- powiedział szeptem Septimus.
Jednak chłopcy nie zdążyli wyjść.
Drzwi gabinetu otworzyły się i wyszedł z nich medyk, który był na przesłuchaniu Wiliama i jeszcze jeden mężczyzna.
- Ooo Dzień dobry chłopcy. Już się poznaliście. To dobrze. Wiliamie nie spodziewałem się, że tak szybki odzyskasz przytomność.
- Ja nie spodziewałem się Pana tutaj.- odpowiedział.
- Musimy mieć pewność, że nie zrobiłeś sobie krzywdy. W końcu jesteś teraz podopiecznym Ministerstwa. – opowiedział ze spokojem.
- Wy chłopcy możecie wyjść na chwilę. Przebadam Wiliama. Później na was też rzucę zaklęcie diagnostyczne.- Gdy żaden z chłopców się nie ruszył, medyk uśmiechnął się dobrotliwie.
- No już zmykajcie. – Powiedział do Christophera I Septimusa.
- Nie wyrażam zgody na żadne zaklęcia diagnostyczne. – powiedział Wiliam zsuwając się z łóżka.
- Wróć do łóżka chłopcze. Doznałeś wczoraj poważnego krwotoku. To nie są żarty...
- Gdzie Madame Poppy? – zapytał. Czuł, po prostu czuł, że coś jest nie tak.
- Uzupełnia twoją kartę medyczną. Proszę wróć do łóżka. A wy chłopcy poczekajcie na zewnątrz.
- Nigdzie się nie wybieramy doktorze. – odpowiedział Chris.
- Prawo mówi jasno, że nasz kurator ma obowiązek być przy wszystkich procedurach medycznych jakie mają zostać na nas wykonane. Znamy nasze prawa! – odezwał się Septimus.
- Waszym kuratorem jest Dyrektor największej Szkoły Magii w Europie. Ma wiele ważniejszych spraw niż trójka nastolatków. Wezwał mnie, aby sprawdził stan zdrowia Pana Snape'a i to właśnie zrobimy. Doktorze Swinss może Pan przeprowadzić skany na Panu Wilsonie i Jones. Skoro tak bardzo zależy im na pozostaniu.
Uniósł różdżkę za pewne w chęci rzucenia zaklęcia diagnostycznego. Jednak Wiliam nie zamierzał mu na to pozwolić. Wiedział, że Dumbledore lub ojciec byli by tu gdyby facet przyszedł na ich wezwanie.
Wiliam nie zamierzał czekać, aż okaże się czy medyk mówi prawdę czy nie. Uniósł rękę I wyczarował barierę. Utrzymał ją góra 3s nie dłużej. Kolana się pod nim ugięły, a z nosa puściła się krew. Był za słaby. Jego magia nie zregenerowała się wystarczająco, aby mógł jej użyć w pełni mocy.
- Na Merlinie Panie Snape! Chłopcy widzicie, że Wiliam nie jest w formie. Wyjdźcie. Zbadamy go, a później zrobimy szybkie skany u was. – medyk miał minę jakby rzeczywiście martwił się o Wiliama.
Septimus i Christopher popatrzyli na klęczącego Wiliama. Zrobili niepewny ruch w stronę drzwi.
- Nie- wyrzęził Wiliam. Obaj chłopcy zatrzymali się.
- Chłopcy proszę. Widzicie w jakim stanie jest wasz kolega. Musimy mu pomóc. Będziecie przeszkadzać.
- Wiliam chyba naprawdę potrzebujesz pomocy. – powiedział cicho Septimus.
Obaj odwrócili się i pewnym krokiem skierowali się ku wyjściu. Wiliam spróbował ponownie rzucić tarcze. Nic. Tylko więcej krwi... zamknął oczy z rezygnacją. Może rzeczywiście był przewrażliwiony? Może Dumbledore i Severus zaraz tu przyjdą. Ale co się stanie jeśli to nie jest prawda? Na pewno nie był śmierciorzercą. Severus nie dopuściłby do niego żadnego zwolennika Voldemorta. A co jeśli rzucono na niego zaklęcie Imperius. Wczoraj był czysty. Snape na pewno to sprawdził, ale dzisiaj? Przez 16 godzin ktoś mógł na niego go rzucić. Ktoś kto wiedział, że Wiliam wróci do Hogwardu.
Z przerażeniem patrzył na obręcze na swoich dłoniach. Na Merlina potrzebował tylko trochę magii. Tylko odrobine! Gdyby tylko mógł przesunąć tą pieprzoną granice.
