16. Konsekwencje cz.2
-Chce zobaczyć analizy potencjału magicznego dzieciaka z 4 ostatnich lat.
- Obawiam się, że to nie możliwe. -padła spokojna odpowiedź.
- Z całym szacunkiem Dyrektorze, ale nie rozmawiam z Panem. Na Merlina Snape daje ci jedną jedyną szanse na współpracę. Gdyby nie to, że mam wobec Ciebie dług wdzięczności już wczoraj bym przerwał tą farsę. Masz mnie za idiotę? Czy naprawdę łudziłeś się, że podczas skanu nie wykryje jego wszystkich obrażeń? Doszło do dwukrotnego zatrzymania krążenia, jego nerki to posklejane sitko. I jeszcze ten pieprzony „Czarci Kryształ". Serio myślałeś, że to wszystko nie zostawi na nim śladu. Że ja tego nie zauważę?
- Danielu powinniśmy się uspokoić. – Dumbledor spróbował przerwać medykowi.
- Byłem spokojny Dyrektorze. Merlin mi świadkiem, że byłem spokojny. Jednak jeśli mam więcej niż podejrzenie, że ktoś znęcanie się nad dzieckiem to nie będę tego lekceważyć. I proszę mi zaufać, że w ciągu godziny jestem w stanie go stąd zabrać.
- Nikt nie znęca się nad chłopcem! Danielu po co takie nadintepretacje!
- Dyrektorze ukończyłem szkołę dwadzieścia lat temu. Więc niech mnie Pan nie traktuje jak jednego ze swoich uczniów. Nic co zaobserwowałem u chłopca nie jest nadinterpretacją. Chłopak prezentuje swoim zachowaniem wszystkie symptomy dziecka wobec którego stosowano nadużycie. Skoro miał takie piękne życie na Węgrzech jak próbujecie wszystkim wmówić jakim pieprzonym cudem jest aż tak przestraszony! Wczoraj wyczerpał swoje moce. Doszedł do granicy. A mimo wszystko dzisiaj próbował postawić tarcze! Kurwa, mu się to udało. Krew z niego ciekła jak z zarzynanej świni, a on to miał daleko gdzieś. Więc do jasnej cholery nie wmawiajcie mi, że z dzieciakiem jest wszystko dobrze.
- Ostatni raz proszę łagodnie, abyście pokazali jego analizy potencjału magicznego przed podaniem „Przekleństwa Salazara" bo mi się kurwa wydaje, że ten Dzieciak nie powinien go nawet powąchać.
- Jest to niemożliwe.
- Nie jest Pan ojcem Chłopca Dyrektorze!
- Zostałem wyznaczony na kuratora chłopca wiec uważam, że mam prawo decydować o tym kto dostaje tak wrażliwe dane osobowe.
- A ja mam całą listę zarzutów wobec Ciebie Severusie. Naprawdę ograniczenie władz rodzicielski to pikuś. Zadbam o to abyś go już nigdy nie zobaczył. Więc jeśli nie chcesz, abym wykorzystał swoją władze przeciwko tobie to udziel mi tej prostej odpowiedzi. Jaki potencjał magiczny miał twój syn przed wypiciem mikstury.
Dombledore wstał z krzesła, głaszcząc swoją brodę.
- Danielu ta rozmowa zaszła za daleko. Jako kurator chłopca zapewniam cię, że jego ojciec nie stanowi zagrożenia. Kocha swojego syna i mam pewność, że zrobi wszystko co konieczne dla chłopca. Stan Wiliama jest stabilny i nie wymaga opieki medyka. Szkolna pielęgniarka poradzi sobie z tym zadaniem.
- Wy naprawdę uważacie, że stoicie ponad prawem. – stwierdził zszokowanym uzdrowiciel. – Na Merlina na cholerę ja z wami rozmawiam! - Mężczyzna odwrócił się otwierając drzwi do Sali Chorych. Doktorze Swinss jak Chłopiec?
- Stabilny.
- Wyśmienicie. Przygotuj go do transportu. Zabieramy go do Świętego Mungo.
- Nie zrobisz tego. – odezwał się Snape wściekle.
- Oczywiście, że zrobię. Otrzymałem od was więcej niż jeden powód aby zabrać stąd chłopaka.
- Nie masz prawa- powiedział zimno Severus.
- Oczywiście, że mam! A i Swinss jak już przygotujesz Pana Snape. Proszę, abyś rzucił skan na Pana Jonesa i Pana Wilsona. I uprzeć ich, że będziesz przychodził do nich na skany bez zapowiedzi. Chce wiedzieć o nich wszystko. Jasne?
- Oczywiście ordynatorze.
Medyk rozpoczął rzucanie skomplikowanych zaklęć na chłopca. Severus zacisnął mocno szczęki.
- Porozmawiajmy...- powiedział w końcu.
- Dałem Ci szanse na rozmowę. – padła krótka rzeczową odpowiedź.
- Jesteś dłużny mi przysługę.
- Pamiętam o tym Severusie. Jednak bardzo skutecznie mi uniemożliwiasz jej wypełnienie. Jeśli mam stawiać na szali dobro dziecka, a własny honor. No cóż nie mamy o czym rozmawiać.
- Proszę...- Medyk zmierzył Snape'a wzrokiem. Stali chwilę mierząc się wzrokiem, aż w końcu uzdrowiciel cofnął się do gabinetu pielęgniarki.
- Severusie, nie mogą zabrać chłopca spod mojej kurateli. – odezwał się ze spokojem Dumbledore.
- Oczywiście, że możemy jeśli uznam, że zdrowie i życie chłopca jest zagrożone. A tak właśnie jest. Chłopak wykończa sam siebie. Pierścienie wstrzymują jego moc. Ale jestem więcej niż pewien, że to za mało. Aby to ustalić potrzebuje jego analiz potencjału co najmniej z lat szkolnych. Wy zawzięcie odmawiacie ich udzielenia. Nie dajecie mi wyboru.
- Chłopak ma nałożoną kuratele. – powiedział Dyrektor
- To tylko nie wielka niedogodność Dyrektorze. W sytuacji zagrożenia życia, mogę zabrać chłopaka pod swoją pieczę natychmiastowo. Przypadkowo Melchior Hedloff odwiedził mnie dzisiejszego poranka. To prawdziwe zrządzenie losu, że postanowił odwiedzić Londyn akurat dzisiejszego dnia! Jest wystarczająco dobrym medykiem by nie tylko zaopiekować się chłopcem w tak ciężkim stanie, ale jestem więcej niż pewien, że zrozumie jego trudną sytuację i zdecyduje się na przyjęcie kurateli. – medyk spojrzał wyzywająco zarówno na Dumbledora jak i na Snape'a.
- Przygotowałeś się- wyszeptał przez zaciśnięte zęby Snape.
- Czego się spodziewałeś po wczorajszym dniu? Kurwa Snape ja wiele potrafię zrozumieć, ale do diabła to twój syn! Obaj doskonale wiemy co się z nim dzieje i nie rozumiem na co do cholery czekasz.
- Nie rozumiesz.
- Najwyraźniej nie rozumiem! Jak możesz tak bardzo ryzykować? Myślisz, że on to przetrzyma? Przy takim wyniszczeniu organizmu? Pokaż mi te pieprzone analizy. To może coś wymyślę. Bez tego nie ma szans, abyśmy się dogadali.
Nie spodziewanie dyrektor jednym ruchem ręki wezwał skórzaną teczkę.
- Bardzo proszę Danielu. To jest to czego potrzebujesz.
Ordynator pediatrii świętego Mungo przyjął wypełnioną po brzegi teczkę.
- Jednak zanim ją otworzył musisz złożyć Przysięgę Wieczystą.
- Nie widzę powodu.
- Zrozumiesz jak przeczytasz. A więc?
- W porządku. Severusie? – uniósł swoją różdżkę w kierunki mężczyzny.
- Jako kurator...
- Przysługa jaką wykonuje jest tylko spłatą długu wobec Severusa. Więc wybaczy Pan Dyrektorze mój brak kultury. Wolę zabezpieczyć się na przyszłość.
- Oczywiście to zrozumiałe.
Dwaj mężczyźni stuknęli swoje różdżki, a Daniel McGonall złożył wieczystą przysięgę Severusowi. Po czym zasiadł za biurkiem pielęgniarki i zaczął przeglądać zebraną dokumentację. Gdy dobiegł końca spojrzał na Severusa z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Chyba jestem Ci winien przeprosiny. – powiedział po dłuższym milczeniu.
- Mówiłem mój drogi, że Severus jest dobrym ojcem i nie zasłużył na tak okropne oskarżenia. – odezwał się ze spokojem Dyrektor.
- To co teraz wiem, jedynie utwierdza mnie w moim przekonaniu. Jego potencjał magiczny był... Merlinie on bez „Przekleństwa" miał zdumiewający poziom.
- Wiem- odpowiedział Severus.
- Severusie on sobie nie poradzi. Jest za słaby.
- Wiliam jest silnym chłopcem. – odezwał się Dyrektor
- Jego ciało jest słabe. Za słabe – odpowiedział medyk.
- Przeczytałeś akta wiesz, że chłopiec potrzebuje magii.- powiedział Albus.
Medyk go zignorował. Spojrzał na Snape z determinacją.
- Severusie do cholery twój syn potrzebuje przede wszystkim czasu! Nie ochronicie go przed samym sobą. To tak jakbyście alkoholikowi postawili butelkę wódki i nie pozwalali jej wypić. Do diabła on ją czuję każdym skrawkiem swojego ciała. Czy tego chce czy nie. Będzie przekraczać granice. Raz za razem. Zawsze znajdzie powód. A im dalej będzie sięgać tym będzie gorzej. To nie może tak wyglądać.
- Co mam zrobić? Co byś zrobił na moim miejscu? Bo ja nie wiem. Proszę, tłumaczę on nie słucha. – odpowiedział Severus.
- I nie posłucha. To jest coś co było w nim od zawsze. To jego magia. Jego siła. Jego moc. Jego wsparcie. On z tego nie zrezygnuje tylko dlatego, że go prosisz. On z tego nie rezygnuje nawet gdy jego ciało się wykańcza. Coś co było dla niego wsparciem, teraz staje się Przekleństwem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Moc jego Magii wzrosła, ale ciało pozostało tak samo słabe. Nie masz wyjścia. Musi założyć kolejne pierścienie. To niecodziennie, ale były takie przypadki.
- Będzie jak charłak. On tego nie zrobi. Nie zmuszę go, ani nie przekonam. Nie będzie słuchać.
- To wolisz go pogrzebać? Tym razem naprawdę?
Severus opadł na krzesło. Chowając głowę w rękach. Całe jego ciało mówiło, że jest przerażony.
- Nie widzę innego rozwiązania. Nie przy tak wysokim potencjale urodzeniowym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie napoił by dziecka „Przekleństwem" przy takich wynikach. Musicie go zmusić.
- Nie można założyć pierścieni przez przymus.
- Nie. Chyba, że dziecko ma ustanowionego kuratora. Wówczas pierścienie może założyć kurator. Przecież po to był utworzony ten protokół pierwotnie. Aby mieć władze nad dziećmi które nie chciały dobrowolnie się podporządkować. Macie szanse. Wszystkie warunki są spełnione. Wczoraj została zatwierdzona Pana kuratela prawomocnie.
- On mi tego nie wybaczy. Będzie bezbronny. Nie mogę... – powiedział zrezygnowany Severus.
- Jeśli słowa Daniela są prawdziwe to nie ma wyjścia Severusie. Co prawda obawiałem się tego, ale sądziłem, że chłopiec poradzi sobie... widocznie popełniłem błąd. Zbyt wiele przeszedł. Przyniosę pierścienie ze skarbca.
- Dyrektorze, ale co z szkołą.
- Poradzi sobie. Miejmy nadzieję, że szybko zdoła opanować podstawy. To zdolny Chłopiec.
Pół godziny później, Dyrektor delikatnie głaskał chude dłonie nieprzytomnego chłopca, na których połyskiwały podwójne pierścienie.
- Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz mój chłopcze.- odsunął się od łóżka chłopca.
- Moi drodzy muszę was opuścić. To był długi dzień, a obowiązków nie ubywa. Severusie poinformuj mnie jak się wybudzi.
- Oczywiście. Dziękuję Dyrektorze.
- To nie była łatwa decyzją mój drogi. Dbaj o niego. Merlin mi świadkiem, że będzie tego potrzebował. – opuścił salę szpitalna.
Daniel położył rękę na ramieniu Severusa. – Nie miałeś wyjścia.
- Wiem. – Padła pochmurna odpowiedź .- Twój dług...
- Cii daj spokój. Zrobiłeś dla mnie o wiele więcej. Przyda ci się jeszcze taki dłużnik jak ja. Albus ma rację, to nie będzie łatwa droga.
- Przez lata lawirowałem pomiędzy dwoma szaleńcami. Poradzę sobie z szesnastolatkiem.
- Ma Twój charakter...
- Więc dobrze, że znam zasady tej gry lepiej niż on.
Medyk klepnął Severusa w plecy w parodii wsparcia. Miał już opuszczać salę, gdy zatrzymał się w drzwiach
- A Severusie. Swinss czy Wilson ?
- Wilson, ma do niej zaufanie. Chociaż Swinssa też czasem wyślij. Może się wystraszy. – mruknął przecierając oczy.
- Do tego to sam się pofatyguje. Do zobaczenia przyjacielu.
Od Autora:
Kolejny rozdział za nami.
Szaryt21 Dzięki za recenzje. Ogromnie pomogła w powstaniu tego rozdziału.
Dajcie znać co myślicie,
AJM
