25. Parszywe Popołudnie
Czterdzieści siedem minut później Swinss opadł na krzesło ciężko wypuszczając powietrze. Rozejrzał się po Sali aby upewnić się czy wszystko w porządku. Christopher odwrócił się do nich plecami stwierdzając, że jeśli już go tu uwięzili to równie dobrze może się przespać. Septimus okupował fotel stwierdzając, że Wiliam wcale go nie potrzebuje, a Wiliam leżał na łóżku szpitalnym z zamkniętymi oczami, a lewy zabandażowane przedramię położył na czole, Swinss rzucił na niego zaklęcie, dzięki któremu mógł ciągle monitorować ciśnienie dzieciaka i z niezadowoleniem stwierdził, że bez Eliksirów pewnie się nie obędzie.
- Mogę się już odezwać? – Septimus z zadowoleniem rozsiadł się w swoim fotelu wykorzystując wysuwamy podnóżek.
- Nie? – Młody uzdrowiciel spojrzał na niego z irytacja. „Trzeba było go uśpić"-pomyślał.
- No weź nie bądź taki! To mogę czy nie?
- Już i tak nadajesz. Co cię ciekawi? – powiedział rozsiadając się na krześle biorąc do dłoni kubek z kawą, zaoferowana przez Madame Pomfrey. Co prawda kobieta była więcej niż niezadowolona z faktu, że 28 latek rządzi jej królestwem. Z zacisnietymi ustami zaproponowała mu coś do picia i młody medyk nie mógł jej odmówić.
- Co to jest? To co w niego wsadziłeś? – uzdrowiciel przewrócił oczami.
- Wkułem nie wsadziłem. To kroplówka ma go nawodnić.
- Ale po co?
- Bo jest odwodniony?
- Ale dlaczego nie kumam.
- Nie musisz kumać...- padła zbywająca odpowiedź.
- To będziesz w niego pompować wodę?
- Roztwór solny nie wodę.
- Eliksirem nie można ?
- Można...
- To dlaczego ?
- Taka była decyzją McGonalla.
- A twoja była by inna ?
- Jestem stażystą nie podejmuje własnych decyzji jeśli sytuacja nie jest krytyczna.
- To kijowo... to musi być wkurzające robić tylko to co szef każe.
- Raczej bezpieczne. Jak on kopnie w kalendarz to szef będzie się tłumaczyć nie ja.
- Ja Was słyszę. – padła cicha odpowiedź.
- I dobrze. Sam sobie jesteś winien. Jak głową? – zapytał spokojnie medyk.
- Do chrzanu.- Septimus zaśmiał się na tą odpowiedź. Po eliksirze uspokajającym był w wyśmienitym nastroju.
- Tylko już nie rzygaj to było obleśne!- wzdrygnął się, a Wiliam uniósł jedynie środkowy palec.
- Nie możesz mu czegoś dać? Uspokajający jest świetny!
- Uspokajający nie rozwiąże jego problemu- mruknął medyk.
- I nie ma nic innego?
- Jest. Ale na razie warto poczekać. Nie ma tragedii. Za chwilę rzucę kolejne zaklęcie na nerwy. Jeśli zacznie czuć ból jest szansa, że obędzie się bez Eliksirów. Pod warunkiem, że rzuci zaklęcie na zewnątrz.
- Jak na zewnątrz?
- Normalnie, jeśli uda mu się rzucić zaklęcie poprawnie to zmniejszy nacisk mocy na nerwy. Im więcej poprawnych zaklęć wysokoenergetycznych tym szybciej poczuje się lepiej, bo nacisk krwi na mózg spadnie. Mówiąc najprościej.
- A jeśli nie?- zapytał Wiliam.
- Jeśli pierścienie zagłuszą zaklęcia moc którą „wyprodukujesz" zostanie w twoim organizmie. Zwiększając nacisk na nerwy, układ nerwy zareaguje na kolejny atak, będzie chciał się obronić zwiększając przepływ krwi, to z kolei prowadzi do podwyższenia ciśnienia, które już i tak masz wysokie. Zwiększone ciśnienie krwi wytwarza napór na mózg przez co masz bóle głowy i wymiotujesz.
Zaklęcie Ministerstwa spowodowało swego rodzaju korek magiczny, który wywołał obrzęk i ucisk pierścieni przez co doszło do uszkodzenie neuronów dlatego większość uroków, które usiłowałeś rzucić rano, a według scanu było ich dużo, zostało zatrzymane bo nie były wytworzone poprawnie. A na każde zaklęcie produkowałeś nową energię, która nie miała ujścia. To było głupie. Powinieneś wcześniej się zorientować, że coś jest nie tak, a nie rzucać zaklęcie za zaklęciem.
- A skąd mogłem o tym wiedzieć? – zapytał zirytowany.
- wystarczyło zgłosić pielęgniarce, że pierścienie są aktywne. Wiedziała by co z tym zrobić. Gdybyś wczoraj to zgłosił to zdjęli by to przeklęte zaklęcie, abyś mógł rozładować napięcie i było by po sprawie. A tak musisz się męczyć. I obawiam się, że bez Eliksirów to tego nie ruszymy.
- To dlaczego mu nic nie podasz? – Chris usiadł na łóżku najwyraźniej nie mogąc usnąć.
- Szef kazał się wstrzymać.
- Ale dlaczego? Wygląda już jak gówno.
- Jakbyś się na niego nie wydarł to ciśnienie by mu nie skoczyło, aż tak. Więc możesz sobie przypisać znaczną zasługę.
- A skąd miałem wiedzieć, że Willi to taka wrażliwa tykająca bomba? – zadrwił
- Zamknij się Chris!- wyszeptał Wiliam.
- Spokój! – Warknął medyk zirytowany. – Wszyscy jesteście jak tykające bomby. A ty Chris jesteś najbliżej powtórzenia sukcesu Wiliama. Przekleństwo Salazara to podstępna kreaturą. Nie bez powodu to zakazali.
- Myślałem, że zakaz wprowadzili przez śmierciorzerców I ich psychiczne zagrywki. – mruknął Septimus.
- A XIX wieku śmiertelność po „Przekleństwie" wynosiła 48% w pierwszym roku. Powinniście o tym wiedzieć skoro zdecydowaliście się na ten cudowny wynalazek.
- Pieprzysz. – Prychnął Chris.
- To ogólnodostępne statystyki. Więc nie pieprze. Macie szczęście, że przez miniony wiek wiedza medyczna czarodziejów wzrosła. Może jakoś was utrzymamy przy życiu. Jednak musicie mieć świadomość, że jak przekroczycie półmetek może być różnie. Możecie przez jakiś czas nie panować nad mocą zaklęć więc dobrze by było, abyście ogarnęli to przed rozpoczęciem roku szkolnego. Później wzrost Magii jest bardzo powolny i raczej powinno być spokojnie. Septimus spadaj z fotela. Willi będzie go potrzebował. Podnoś się Snape. – poklepał Wiliama po udzie.
- Nie ruszę się
- Ruszysz. Jak masz rzygać to lepiej teraz niż w trakcie zaklęcia. Jeśli dalej nie odzyskasz czucia to podam Ci eliksiry obniżający ciśnienie I będzie lepiej. No już...
Wiliam chcąc nie chcąc sturlał się z łóżka, doszedł do fotela I opadł na niego ciężko próbując uspokoić oddech licząc, że to uspokoi zawroty głowy. Przez głowę przebiegła mu myśl co by było jakby Tomas nie zaciągnął go do skrzydła? Jakby dłużej próbował rzucać zaklęcia. Co by się wtedy stało? Był przerażony tym co się z nim działo, a z każdą mijającą minutą było gorzej. To postępowało szybko. Chyba za szybko jakby miał to sam ocenić.
- Gotowy? - Usłyszał głos uzdrowiciela. Zaciskał oczy bo tylko tak mógł powstrzymać uczucie wirowania w głowie.
- Na pewno? Jak zacznę nie przerwę. Nie możesz próbować zabrać rąk nawet jak zaboli.
- Na pewno.- powiedział po chwili. Siedział z zamkniętymi oczami, przygotowany na nagły ból, a gdy nic się nie zmieniło spojrzał na młodego uzdrowiciela. Urok otaczał jego nadgarstki tworząc błękitną poświatę. I nie czuł go. Cholera jasna nie czuł. To już czwarty raz jak rzucają na niego ten urok a jego dłonie nie reagują. Czuł jak zaczyna go ogarniać panika. Co będzie jeśli nigdy nie odzyska czucia? Medyk mówił, że to póki nie będzie miał pełnej sprawności w rękach nie będzie mógł utworzyć prawidłowo uroku. To nie jest zbyt optymistyczna perspektywą.
- Spokojnie Will. Wszystko jest w porządku. Oddychaj- Wiliam popatrzył na Madame Poppy, która położyła mu rękę na ramieniu, kiedy wróciła do skrzydła? Już miał zadać pytanie co będzie dalej, gdy poczuł ogień. Jakby jego dłonie się zapaliły. Wrzasnął na to nagłe bolesne uczucie.
Pielęgniarka z zadziwiająca siła przygwoździła go do fotela. Nie wiedział jak udało mu się nie zabrać dłoni.
- Jeszcze chwila. Oddychaj. Już nie długo skończy. – uspokajała go. A Wiliam patrzył na nią z przerażeniem. To bolało jak diabli. Jak Cruccio albo i gorzej. Jakby całe ciało płonęło.
Wydawało się, że trwa to całe wieki. Pot spływał mu po skroni i pomimo starań nie mógł się uspokoić.
- Wiliam popatrz na mnie. – Swinss uniósł jego podbródek. – już skończyłem. Dalej boli?
- Pali...- wychrypiał zaciskając mocno oczy. Paliło całe ciało. Nie tylko dłonie, ale także tułów, nogi, twarz. Wszystko... wrzasnął ponownie gdy nowa fala bólu przetoczyła się przez jego ciało. Nie był już w stanie zrozumieć co do niego mówią, ani czego od niego chcą. Czuł tylko ogień.
W tym samym czasie w gabinecie Dyrektora Hogwartu toczyła się żarliwa dyskusja. Panna Davis siedziała spokojnie w fotelu wysłuchując rozemocjonowanych argumentów. W końcu postanowiła zabrać głos.
- Danielu mam wrażenie, że wyolbrzymiacie problem. Chłopcy mogą używać Magii.
- 7 godzin to za mało do cholery! Musisz to z nich zdjąć. Wiliam nie da rady !
- Pan Snape jest zdolnym chłopcem. Na pewno szybko dostosuje się do nowych zasad. W nocy przecież i tak nie rzucają zaklęć. Wieczorami powinni odpoczywać a nie sprawdzać swoje moce bez kontroli dorosłych, to nadal małoletni nie mieli by prawa używać swoich mocy gdyby nie przebywali w szkole. Więc nie wiem w czym jest problem. Siedem godzin to i tak o siedem więcej niż mają ich rówieśnicy.
- Oni nie są jak ich rówieśnicy do cholery- wtrącił się Wiliams.
- To już nie moja zasługa Panie Wilson. Ministerstwo i tak traktuje Was łagodnie. Chłopcy są nadzwyczajnym przypadkiem, zostali skrzywdzeni przez tych którzy powinni ich chronić. Ministerstwo nie może pozwolić, abyście ich dalej wykorzystywali.
- Nikt ich nie wykorzystuje do cholery. Umowa był inna. Zgodziliśmy się na Hogwart bo mieli mieć szanse zapanować nad mocą.. a wy to do cholery zablokowaliście ich bez powodu.
- Nic nie zablokowaliśmy. W dalszym ciągu mają możliwość trenowania pięć dni w tygodniu po 7 godzin.
- Wiliam nie może mieć żadnych więcej ograniczeń. Dwa pierścienie już I tak go obciążają. Fizycznie nie wytrzyma kolejnego ograniczenia. -wtrącił Daniel
- Czy to nie dziwne, że zależy wam na zdjęciu zaklęcia z najsilniejszego chłopca?
- On jest najsłabszy do cholery. Chcesz go zabić? – Nie wytrzymał w końcu Snape.
- To chyba Pan jako Mistrz Eliksirów powinien wiedzieć, że komuś kto w wieku piętnastu lat osiąga potencjał powyżej 650 nie podaje się „Przekleństwa Salazara". Powinieneś już witać się z Dementorem Snape za to co mu zrobiłeś. – Severus zacisnął wściekle wargi.
- Panno Davis proces chyba udowodnił, ze to nie Severus podał chłopcu miksturę i to nie jest temat naszego spotkania. Nie prosimy o zdjęcie uroku z wszystkich chłopców. Mowa jest tylko o Wiliamie, dajcie mu czas do końca sierpnia. To uczciwa propozycja- powiedział Dumbledore.
- Uczciwe to by było jakbyście stracili całkowite prawa względem chłopca. Jednak udowodniliście, że stoicie ponad prawem. Nie pójdę na ustępstwa, abyście mogli dalej mu mącic w głowie.
- To zagraża jego życiu do cholery!
- Nic nie zagraża jego życiu bardziej niż wypicie „Przekleństwa". Moim jedynym zadaniem jest utrzymanie chłopca jak najdalej od waszych manipulacji. Jak widać narzucone zaklęcie najbardziej Wam przeszkadza!
- Jako lekarz prowadzący żądam, abyś natychmiast zdjęła zaklęcie. Chcecie mieć kontrolę nad tym czego uczy się chłopak? To bądź tu. Nadzoruj jego zajęcia, spędzaj z nim ile tam chcesz czasu nawet przez całą dobę, ale do cholery zdejmij to.
- Dobrze wiesz, że nie możemy tego zrobić Danielu. To nie Chłopiec jest winny tej sytuacji. On jest ofiarą. Nikt nie zgodzi się na wprowadzenie całodobowej obserwacji.
- Ale na rzucenie zaklęcia, które go zblokowało i prędzej czy później doprowadzi do śmierci już chętnie wszyscy się zgodzili?
- „ Potentia Supensionis" jest bardzo delikatnym zaklęciem. Nie zagraża życiu chłopca.
- To za dużo dla niego! Minęło dopiero jedenaście dni od założenia podwójnych pierścieni. Dwa silne artefakty to dla Was za mało?
- To na twój wniosek wydano zgodę na założenie podwójnych pierścieni Danielu. Przypomnę Ci twoje własne słowa z wniosku
„ Wyniszczenie organizmu na skutek zbyt wielkiego przepływu mocy. Zahamowanie wzrostu i rozwoju fizycznego wynikającego zbyt wysokiej absorpcji mocy magicznej. W celu uzyskania równowagi fizyczno- magicznej konieczne jest wprowadzenie bloku w postaci Pierścieni Fryderyka." A to drugi fragment twojego własnego raportu. „Zalecane 12 godzin snu w celu regeneracji organizmu, w razie konieczności nawet poprzez podanie Eliksiru Nasennego"
OD otrzymania tego protokołu ani razu nie widziałam wzmiany o tym abyście podali mu eliksir. Chociaż twierdzicie, że potrzebuję snu. Za to na podstawie skanów wiemy, że dzieciak po założeniu podwójnych pierścieni praktycznie nie przestawał używać mocy. Jakbym zliczyła częstotliwość rzucanego przez niego Leviosa wyszło by na pewno ponad 16 godzin na dobę. Wygląda na to, że bardzo wam zależy na tym, aby używał jej dużo i ciągle. Nawet jeśli to wyniszcza go. On powinien mieć czas na sen, a nie ciągle rzucać zaklęcia. Zaklecie „Potentia Supensionis" nie zagraża jego zdrowiu tylko wy.
- Ty w ogóle wiesz czym jest Aktywacja Magii po założeniu pierścieni? On musi mieć możliwość rzucania zaklęć o każdej porze dnia. Nie tylko w wyznaczonych godzinach. – Warknął wściekle Severus.
- Jeśli podsumujemy zalecenia Uzdrowiciela czyli Zalecane godzin snu, 7 godzin treningów zostaję mu 5 na posiłki i spędzenie czasu w taki sposób jak sam chce. Czego wy chcecie? Aby trenował po 12 godzin na dobę? Czy najlepiej aby trenował nawet w nocy? A spać nie musi? Ten dzieciak jest wyniszczony do granic ludzkiego pojęcia, a wy chcecie wydusić z niego resztki ?
- Przez pięć godzin wyczerpałby się na tyle, aby móc przespać noc! Jeśli tego nie zrobi nie będzie spał, nie będzie jadł, za to będzie jak tykająca bomba! Nie widziałaś co się z nim działo wczoraj i dzisiaj! Wysadził szklankę z sokiem! – wściekł się Severus – Ale dobra zostawcie ten zakaz na tygodniu jak wam na tym zależy. Zrób okno w weekendy. Cztery godziny. Z możliwością wydłużenia, jeśli Dumbledore uzna, że jest taka potrzeba. I zdejmij to z niego chociaż na kilka dni. Niech dojdzie do siebie. Pierścienie spowodowały oparzenia do tego stopnia, że stracił czucie do cholery. Nie rzuci żadnego zaklęcia jeśli tego nie wyleczą.
- Jakoś Ci nie wierzę Severusie. W żadnych pozycjach nie ma wzmianki o tak poważnych obrażeniach, o których tu mówicie.
- BO NIKT NIE BYŁ TAKIM KRETYNEM, ABY RZUCAC NA DZIECIAKA Z PODWOJNYMI PIERSCIENIAMI DODATKOWEGO ZAKLECIA BLOKUJACEGO!- wrzasnął.
- Uspokójmy się. Wszyscy chcemy dobrze. Panno Davis jeśli nie wierzysz nam na słowo, myślę, że samodzielna ocena sytuacji pozwoli nam na dojście do porozumienia.
- Dopóki Swinss nie da mi znać, że dzieciak się unormował nie ma szans, abym wpuścił do niego kogokolwiek z Was. Nie potrzebuje zgromadzenia kłócących się dorosłych nad jego głową.
- Nie potrzebuje komisji. Pójdę samą.
- Wybacz, że to mówię, ale działasz na niego jak płachta na byka. Nie wpuszczę cię, aby znowu zaczął świrować. Jak wychodziłem miał ciśnienie 200/120, nie mamy o czym rozmawiać. Chyba, że Swinss go unormuje. Zdejmij z niego zaklęcie. Tyle od ciebie wymagam. Moja opinia powinna być wystarczająca. Chyba, że chcesz abym złożył na Ciebie skargę. Jako Jego Uzdrowiciel żądam, abyś to zdjęła. Nie mieliście prawa nakładać tego bez mojej wiedzy.
- Wystawiłeś pozytywna opinie.
- Moja opinia mówiła tyle, że dzieciak się normuje po założeniu pierścieni! Nie, że jest zdrów jak ryba i możecie na niego nakładać jakiekolwiek zaklęcia! W twojej prośbie o ocenę stanu zdrowia nie było nawet słówka o „ Potentia Supensionis" celowo to zataiłaś.
- To już są pomówienia Danielu.
- Serio? Ciekawe czy komisją też uzna to za pomówienia. Masz to zdjąć do cholery. Idę zobaczyć jak im idzie. Jeśli będzie dobrze, to zawołam Cię abyś na własne oczy zobaczyła do czego doprowadziłaś. Od razu uprzedzę, że to mało przyjemny widok.
Wstał z krzesła i za pomocą kominka przeniósł się do gabinetu Madame Pomfrey. Od razu wyczuł smród spalenizny. Wpadł do Sali i zamarł.
- Co Wy kurwa robicie? – wrzasnął widząc palące się biurko i osmoloną ścianę. Poppy i Swinss pochylali się nad Wiliamem, a Septimus z Christopherem próbowali ugasić płonące biurko. Jednym machnięciem różki ugasił pożar.
- Wszyscy na korytarz do cholery. – Wrzasnął bardziej do chłopaków jak do medyków. Podszedł do Wiliama w dwóch krokach.
- Wynosimy go na zewnątrz. Swinss co tu się stało– zapytał gdy posadzili Chłopaka na podłodze.
- Poppy błagam ogarnij skrzydło zanim Davis tu wpadnie!- Szkolna pielęgniarka kiwnęła głową I udała się do skrzydła opanować harmider wywołany zaklęciem Wiliama.
- Wiliam słyszysz mnie? – zapytał dzieciaka. Spojrzał na niego zdezorientowany.
- Co się stało Swinss?
- Czuł ból po regeneracyjnym. Wrzeszczał, że płonie, a później pieprznął czymś, że biurko zapłonęło. Mówiłeś że operuje tylko Leviosa I Accio.
- Mówiłem też, że masz spodziewać się wszystkiego do cholery. Jakie miał ciśnienie przed?
-180/100
- Podawałeś Pressure?
- Nic nie podawałem. Mówiłeś...
- Wiem co mówiłem do cholery. Pytam co ty robiłeś. Czyli jest czysty, tak?
- Tak.
-No i dobrą. Willi spójrz na mnie. Kręci Ci się w głowie? – Zielone oczy spojrzały na medyka nieprzytomnie. Medyk szybko zbadał go i rzucił kilka zaklęć. Chłopak obserwował go, ale Daniel wątpił aby wiedział co się wokół niego dzieje.
- Dobra wygląda na to, że się rozładował. Ciśnienie jest niskie. Poziom Magii też spadł. Dobra robota Will o to chodziło.
- Mogę spać? – zapytał w końcu ochrypłym głosem.
- Danielu możemy go już położyć - Poppy wyszła z Sali.
- Z wami jest ok? – zapytał Chłopaków.
- Tak, poszło bokiem. Ale walnęło, kto by pomyślał, że mały Willi tak potrafi- mruknął z uznaniem Christopher.
- Nie mówcie tego Davis jasne? Najlepiej to nic do niej nie gadajcie jak nie chcecie mieć bardziej przesrane. – mruknął do nastolatków.
- Nie zdejmą zaklęcia, prawda? – zapytał Septimus.
- Pracujemy nad tym. – powiedział. Choć w duchu miał nadzieję, że Davis nie wyczuje wiszącego w powietrzu napięcia magicznego. Jeśli zorientuje się jak dużą moc miało zaklęcie Wiliama będą mieli o wiele większe problemy.
Przenieśli Wiliama na łóżko starając się, aby wszystko wyglądało po staremu. Zniknął fotel, a z krzesła transmutowali biurko. Chris I Septimus opadli na wolne krzesła.
Dopiero wtedy Daniel pochylił się nad chłopakiem analizując jego stan. Poza przeraźliwą bladością i cieniami pod oczami większość parametrów wychodziło w normie. Jakby jedno mocne zaklęcie rozwiązało cały zaistniały problem. Gdyby nie ręce.
- Oparzenia postępowały stopniowo czy dopiero po rzuceniu zaklęcia?
- Wcześniej. Ale teraz jest znacznie gorzej. Po zdjęciu opatrunków miał widoczne zaczerwienienie powyżej łokci. Teraz...
- Teraz widzę jak jest. Wezwij Davis niech to zobaczy na własne oczy. – mruknął z przerażeniem oglądając oparzenia. Rzucił zaklęcie odnawiające nerwy. Bo takim wybuchu były w opłakanym stanie. Wiliam wygiął się z bólu i tylko silny uścisk Poppy przytrzymał go w jednym miejscu. Gdy zaklęcie opadło, Wiliam sapał ciężko, a przez jego ciało co jakiś czas przechodził dreszcz.
- Już koniec Will. Możesz odpocząć – Madam Poppy starała się uspokoić chłopca.
- Co ty mu zrobiłeś!- krzyknęła przerażona Davis podchodząc do łóżka.
- Cisza!- Warknął Daniel.- Swinss podaj mu przeciwbólowy.- powiedział, a on w tym czasie nakładał maść na oparzenia. Gdy Wiliam wyrwał rękę z jego uścisku uniósł głowę.
- Cholera puśćcie go ! – krzyknął, ale było za późno. Poppy która próbowała przytrzymać Wiliama upadła na podłogę, Eliksir który trzymał w dłoniach Swinns eksplodował, a Wiliam z zadziwiająca dla siebie sprawnością stoczył się z łóżka, opadając plecami pod ścianę. Schował głowę miedzy nogi i zamarł. Tylko delikatny ruch ramion wskazywał na to, że dzieciak oddycha.
- Wiliam- Daniel spróbował podejść do chłopaka. Jakby znikąd pojawiła się bariera. Odgradzając mu dostęp do Wiliama. Daniel zdusił przekleństwo nasuwające mu się na usta.
- Swinss wezwij Snape'a. – powiedział siląc się aby jego głos był spokojny.
- Snape nie może...- Davis się odezwała.
- Zamknij się Davis. Swinss już! – młody medyk wyszedł z Sali. Daniel obserwował barierę była Słaba. Pewnie pod wpływem zwykłego dotyku rozpadła by się. Jednak nie chciał ryzykować, że dzieciak spróbuję wyczarować coś mocniejszego przy Davis. Ona nie powinna zobaczyć nawet tej. Severus pojawił się w Sali powiewając swoimi szatami i Daniel uznał, że nie chciałby być na miejscu Davis. Z daleka widział, że Snape stracił resztki opanowania. Nie pytał co się stało, ani kto wyczarował barierę.
- Zabierzcie ich stąd- Warknął zimno patrząc na Septimusa I Christophera, którzy chyba tylko na to czekali bo zerwali się z krzeseł jak oparzeni i wyszli z Sali. Poppy wyszła za nimi.
Severus dotknął opuszkami palców bariery, która rozpadła się na milion kawałeczków. Podszedł szybko do Wiliama zaciskając jego dłonie we własnym uścisku.
- Jesteś bezpieczny. Wiliam jestem tu. Jesteś bezpieczny słyszysz? Och mój ty...- szepnął przygarniając dzieciaka. Minęło kilka minut nim do uszu Daniela dobiegł cichy szloch. Podsunął pod rękę Severusa Eliksir I mocnym uściskiem wyprowadził Davis z skrzydła. Kobieta fuknęła oburzona takim traktowaniem. Spojrzała na Daniela oburzona jego ordynackim zachowaniem.
- Co mu się stało?!
- Od godziny próbuję Ci to wytłumaczyć! Nie chciałaś wierzyć to proszę. Zobaczyłaś na własne oczy w jak kiepskim stanie jest dzieciak.
- Nie mówię o jego rękach. Co to do cholery było? Czemu on spanikował? Jakby...
- Jakby co? – spytał Daniel.
- To nie Snape podał mu „Przekleństwo" . Ktoś go zmusił. Nie reagował dopóki Poppy nie chwyciła jego twarzy. To...
- Serio? Teraz będziesz to analizować?
- Jeśli ktoś... To pasuje...
- Snape był szpiegiem debilko. Uratował Pottera. Voldemort nie wybacza zdrady. – wymyślił na poczekaniu. Kobieta spojrzała na niego w oszołomieniu.
- Więc to jest w tajnych aktach tak? To Snape chciał ukryć w trakcie procesu i dlatego sędzia się na to zgodziła. Snape nie otruł go.
- Mówię Ci to od początku... zdejmij to zaklęcie do cholery.
- Nie mogę.
- Dlaczego nie? To ty podjęłaś decyzję to i ty ja zdejmij.
- To nie była moja decyzja. Ja jestem tylko Złym posłańcem. Nie zdejmą zaklęcia. Nie ma szans.
- Kto o tym decyduje?
- To nie powinno ciebie obchodzić.
- Do cholery pójdę do McGonagalla jeśli mnie zmusisz.
- Minister ma ważniejsze problemy.
- W dupie mam co Minister ma na głowie. Ja musze wyleczyć dzieciaka. Nie zrobię tego jeśli nie zdejmiesz zaklęcia.
- Do Środy.
- W 48h nie wyleczę takich oparzeń.
- Musisz spróbować. Więcej nie dostaniecie.
- Kto o tym decyduje. Jeśli ty nie chcesz zdjąć zaklęcia pójdę do nich.
- Nie radzę. Uwierz mi na słowo, że lepiej dla chłopaków dopóki to DOS oficjalnie sprawuje nad nimi piecze.
- To może być gorzej? Nie wydaje mi się.
- DPPC nie ma podejścia do dzieci Danielu. Serio nie chcemy, aby poczuli się w obowiązku przejąć piecze oficjalnie.
Daniel McGonall spojrzał na nią zszokowany.
- Pieprzysz. Są nie letni. Nie skończyli szkoły.
- Dlatego to ja tu jestem, ale to DPPC decyduje. Pójście do Ministra nic Ci nie da. O wszystkim wie. I nie licz na Dumbledora McGonagall w przeciwieństwie do swojej żony nie cierpi tego człowieka. Masz czas do Środy. Powodzenia...
