15. Ministerstwo

Zdecydowanie za szybko wypadła data 27 czerwca. Ostatnie dni spędzili na szaleńczej próbie nadrobienia przez Wiliama roku nauki, tak aby Ministerialny urzędnik nie dostrzegł jego braków. Co z kolei mogło by dać im dodatkowy powód, aby uznać Severusa za złego ojca. Spędzał wiele godzin na nauce jak oszukać zaklęcie prawdy, które na pewno na niego użyją. Mieli nadzieję, że nie zdecydują się na Veritaserum. Bo wtedy już wszystko byłoby stracone. Jednak Tobiasz zapewniał ich że Urzędnik z oddziału opieki społecznej ma skupić się tylko na dobru Wiliama. Więc nie będą nadużywać swojej władzy na chłopcu. Ale co do tego Wiliam miał spore obawy.

- Wiliam wszystko będzie dobrze- Severus dotknął jego ramienia w próbie dodania mu otuchy.

- I tak się martwię.

- Tomas fiukał wczoraj w nocy. Mówił, że poza obowiązkowa biurokrację nie przekraczali granic. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi.

Wiliam ufał ojcu. Nie ufał Ministerstwu. Jednak powtarzał sobie, że dla Ministersywa jest zwykłym dzieciakiem. Wobec którego użyto zakazanej trucizny. Nie był Harrym Potterem, wobec którego ciągle ktoś spiskował.

Ale i tak całe to przesłuchanie było logistycznym koszmarem. Ministerstwo próbowało zmusić Severusa, aby zjawił się z synem w Ministerstwie. Oczywiście Severus odmówił. W tym wypadku ministerstwo wyznaczyło pracowników którzy mieli przybyć do domu Tobiasza. Jednak tu znowu mężczyźni się nie zgodzili w obawie, że któryś z pracowników Ministerstwa może chcieć skrzywdzić Wiliama. Wymogli na nich szereg zaklęć weryfikujących ich tożsamość i intencje. Na tym etapie u każdego z chłopców wyglądało to w podobny sposób. Severus i Tomas Wilson Weryfikowali urzędników przesłuchujących Septimusa, Severus i Ksawery Jones weryfikowali urzędników przesłuchujących Christophera. Natomiast Tomas i Ksawery weryfikowali tych którzy mieli przyjść do Wiliama. W domu z kolei zanim Wiliam przyjdzie do salonu, aby poddać się przesłuchaniu Mgiełka miała wykorzystać swoją moc aby upewnić się, że nikt nie chce skrzywdzić jej panicza. Dopiero po tym wszystkim Wiliam ma być poproszony do salonu.

I Wiliam był więcej niż pewien, że to nie wszystkie zabezpieczenia. Sam Severus przyznał, że największy paranoik nie wymyśliłby nic więcej. A z drugiej strony jak nazwać rodziców ukrywających dzieci przez szesnaście lat jak nie paranoikami?

Mimo wszystko Wiliam się martwił. Główne tym, że pomimo ogromu pracy wszystkich, on to zaprzepaści.

W ciągu dwóch tygodni stworzyli wizerunek Wiliama Snape. Chłopca, który większość swojego życia spędził z Dziadkiem. Nie miał przyjaciół. Nie ufał nikomu. I był w pełni świadom jakim zagrożeniem dla niego jest Voldemort.

Severus obawiał się, że chłopak mimowolnie powie za dużo o świecie mugoli, dlatego dodał mu metkę małego buntownika który na złość ojcu pała zamiłowaniem do świata mugoli.

- Po pięciu sekundach rozmowy z tobą zorientują się, że nie jesteś potulnym przestraszonym czysto krwistym dziedzicem fortuny. Przynajmniej wykorzystajmy ten twój niewyparzony język i wzniosłe ideologie – powiedział ze zmęczeniem Severus któregoś wieczoru.

Kolejny temat który wydawał się ryzykowny to Hogwart. Dlatego w porozumieniu z Dombledorem ustalili, że Severus w okresie wakacyjnym zabierał ze sobą chłopaka do szkoły. Zważając na wysokie stanowisko i rolę jaką spełniał w Zakonie Severus Dyrektor zgodził się z nimi, że takie nagięcie regulaminu szkoły było by dopuszczalne.

Jednak liczyli na to, że Wiliam nie będzie zmuszony do aż takiego naginania prawdy.

- Paniczu...- Mgiełka pojawiła się w jego pokoju. A więc to już.

- Paniczu, co ty masz na sobie. Pan przecież prosił...- Wiliam spojrzał na swoje białe tenisówki, ciemne jeansy i białą koszule której rękawy podwiną . Ojciec kazał mu ubrać się elegancko. Wyjmując z szafy szatę, Wiliam dostrzegł ten właśnie zestaw. Jakoś wcześniej nie miał ani czasu ani ochoty przeglądać ubrań jakie kupił mu Severus. Jednak gdy teraz przygotowywał się na to trudne wyzwanie , ubiór wydawał się ważny. Długo zastanawiał się nad tym co powinien włożyć na takie przesłuchanie według ojca. I stwierdził , że jeśli Wiliam Snape ma uchodzić za zadziornego dzieciaka to za żadne diabły nie może ubrać po prostu szat czarodzieja. Mugolskie ubrania wydawały się odpowiedniejsze. To wkurzy Snape nie tylko na pokaz.

Wiliam był też bogaty, Snape wielokrotnie mu o tym przypominał. Dlatego z szuflady wybrał dodatki które wyglądały na drogie. Skórzany pasek że zdobioną klamrą do spodni, a na szyję nałożył złoty naszyjnik z delikatną zawieszką przedstawiającą zarys herbu Snapow. Już dawno mu się podobała, ale nie miał śmiałości założyć go bez powodu. Spoglądał też na kolekcje zegarków, ale uznał że przy bransoletach których nie dało się ukryć nie ma to sensu.

I gdy w końcu spojrzał w lustro uśmiechnął się z zadowoleniem. Wyglądał dobrze. Teraz gdy w końcu jego ciało się zregenerowało mógł uznać swój wygląd za znośny. Co prawda jego twarz w dalszym ciągu była dość dziecinna i delikatna, ale liczył na to, że kiedyś w przyszłości będzie z wyglądu przypominać bardziej Syriusza niż Anne. Uniósł brew w próbie przyjęcia pogardliwego spojrzenia jakim często sztyletował go ojciec i wybuch śmiechem.

Był gotowy na odegranie roli życia. Wyszedł z pokoju ignorując narzekania Mgiełki.

I choć starał się ze wszystkich sił zachować spokój im bliżej był salonu tym bardziej się denerwował. Zanim nacisnął klamkę kilka razy odetchną głęboko powtarzając w kółko. Jesteś Wiliamem. Jesteś Snapem. Nie spartol tego.

W salonie było siedem osób. Severus, Tobiasz I pięciu pracowników Ministerstwa. Dwóch aurorów, jeden medyk i dwóch urzędników z opieki społecznej. Nie mieli pewności którzy aurorzy zostaną wyznaczeni. I Wiliam z ulgą przyjął, że to Dayson I Savage. Widocznie wszystko szło po myśli Severusa.

Użycie „Przekleństwa Salazara" było uznawane za czarnomagiczne przestępstwo Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów traktował tą sprawę poważnie. Cały proces był trudny i wiedział, że jego dziadek i ojciec musieli wertować wiele starożytnych ksiąg, aby udowodnić, że nie działali w złej intencji, a dobro Wiliama jest dla nich najważniejsze.

- Dzień dobry... – powiedział siląc się na pewność siebie, ale Jego głos wcale nie był tak pewny jakby chciał. Przebiegł go zimny dreszcz. Bał się. Naprawdę bał się. I nie tego, że Ci ludzie odkryją, że kiedyś był Harrym, bo to by im tylko wyjaśniło dlaczego wypił to cholerstwo. Bał się, że uznają Severusa za niebezpiecznego, że zamknął go w Azkabanie, a on Wiliam znów pozostanie sam.

- Za pewne to ty jesteś Wiliam. – Około czterdziestoletnia kobieta podeszła do niego wyciągając rękę w geście powitalnym. Wiliam mimowolnie zrobił krok w tył, a jego pewność siebie wyparowała. Odszukał wzrokiem ojca, Severus bacznie mu się przyglądał, jednak gdy ich oczy się spotkały kiwnął głową. Jakby w ten sposób chciałby go zapewnić, że wszystko w porządku.

- Zgadza się. – powiedział w końcu, ale nie dotknął kobiety. Udał, że nie zauważył jej gestu. Kobieta zrobiła krok w tył.

- Może usiądziemy. Będzie mniej stresująco.

Wiliam zrobił to co powiedziała. Jednak sytuacja na pewno nie była mniej stresująca. Severus I Tobiasz mierzyli wszystkich wzrokiem pełnym wrogości. A Dayson I Sevege nie wydawali się wobec nich bardziej przyjaźni.

- Za pewne wiesz dlaczego tu jesteśmy? – Wiliam kiwnął głową. Analizując zachowania wszystkich zebranych. I to co dostrzegł wcale mu się nie podobało.

- Rozmawialiście z ojcem o etapach tego spotkania?

- To o czym rozmawiam z moim ojcem to raczej nie Pani sprawa. – odpowiedział nerwowo.

- Wiliam!...- gdy usłyszał głos ojca, spiął się. Uniósł głowę, a Severus samym spojrzeniem nakazał mu, aby się uspokoił.

- Panie Snape! Jeśli będzie Pan przeszkadzał wyproszę Pana! - na te słowa poderwał się z fotela.

- Nie zostanę z nimi sam!- powiedział do ojca ignorując całą resztę.

- Nigdzie się nie wybieram.- Odpowiedział. Wiliam przez chwilę mierzył ojca wzrokiem, aż w końcu usiadł na fotelu.

- Do diabła... Zaczynajcie w końcu- burknął. Kobieta przyglądał mu się przez chwilę. I w końcu kiwnął głową.

- Rzucę zaklęcie na to pomieszczenie. Każde słowo które tu padnie zostanie zawarte w protokole. Jesteśmy tu dla ciebie nie przeciwko tobie Wiliamie. Nie zamierzamy cię skrzywdzić. Po rzuconym zaklęcia konspekt, medyk rzuci na ciebie zaklęcie skanujące, aby ocenić twój stan zdrowia. Jeśli wszystko będzie dobrze rzucimy na ciebie zaklęcie prawdy. Jest to delikatne zaklęcie. Nie sprawi Ci bólu, ani nie będzie cię zmuszało do wyjawiania swoich tajemnic jak Veritaserum. Jednak pozwoli nam ocenić czy to co mówisz jest prawda i czy ktoś - tu mimowolnie spojrzała na Snapa- nie zmanipulował twojego spojrzenia na sprawę.

Wiliam kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Snape uprzedził go o wszystkim. Zaklęcie skanujące było nieprzyjemne i dużo dłuższe niż to które rzucała na niego Joanna. Wiliam poczuł jak pot zaczyna po nim ściekać. A gdy medyk skończył zaklęcie chłopak gwałtownie złapał powietrze. Potrzebował chwili na dojście do siebie.

- Wszystko w porządku? – medyk kucnął przy nastolatku. Zmierzył jego puls. Później sprawdził źrenice, a gdy uznał, że wszystko jest z nim dobrze, odsunął się. Spojrzał spanikowany na ojca, a Severus kiwnął głową, aby się uspokoił, że wszystko jest w porządku.

- Nie wykryto zmian w organizmie wskazujących, że doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu w wyniku podania mu „Przekleństwa Salazara". Jednak wykryto toksyny w organizmie ich poziom jest wyższy od dopuszczalnych, zalecam powtórzenie skanu Betlaya w przeciągu tygodnia, aby sprawdzić czy organizm samodzielnie się oczyszcza. Hemoglobina dużo poniżej normy. Jednak nie jest to nic czego nie moglibyśmy się spodziewać po tej „spuściźnie przodków" – Uzdrowiciel skierował swoje słowa do Snape'a z ironią.

- Przekażę uzdrowicielowi Pana uwagi-odpowiedział ze spokojem Snape'a

Urzędniczka przyjrzała się Wiliamowi w zamyśleniu.

- Czy możemy użyć zaklęcia prawdomówności? – urzędniczka zapytała medyka.

- Stan chłopca jest dobry. Nie widzę przeciwskazań.

- Proszę o zaznaczenie w protokole, że wyniki skanów wykazały odchylenia od norm. Uzdrowiciel zalecił powtórzenie badań w przeciągu siedmiu dni od dnia przesłuchania. Stan małoletniego został określony jako dobry w związku z czym zostanie przesłuchany z pomocą zaklęcia prawdy.- skończyła dyktować i przyjrzała się nastolatkowi.

- Możemy zaczynać Wiliamie? – zapytała

- Oczywiście...- przełknął ślinę. Magourzedniczka rzuciła zaklęcie, a Wiliam poczuł delikatne łaskotanie.

- Podaj swoje imię i nazwisko, a także datę urodzenia

- Wilhelm August Harold Snape. Urodziłem się 31 lipca 1980 roku.

- Imiona rodziców?

- Severus I Anna.

- Teraz skłam abyśmy mieli pewność, że wszystko działa.

- Nazywam się Harry Potter, a moimi rodzicami są James I Lily Potter. – pergamin zapisujący słowa chłopca zatrzymał się. To był znak że to co powiedział było kłamstwem. Wiliam mimowolnie wypuścił wstrzymane powietrze. Co prawda wcześniej już ćwiczył to pytanie i wiedział, że to zdanie było uznawane za kłamstwo, jednak jakaś obawą w nim była.

- Dlaczego użyłeś tego sformułowania? – zapytała urzędniczka. I Wiliam mógł stwierdzić, że to jej się nie spodobało.

- A dlaczego nie? Kazała mi Pani skłamać.

- I uznałeś, że nazwanie się Harrym Potterem jest odpowiednim kłamstwem?

- A co złego w tym było?

- Harry Potter został zamordowany. Należy mu się szacunek chłopcze.

- A ktoś powiedział, że go nie szanuje?

- A szanujesz?

- Moje życie już na zawsze będzie związane z Harry Potterem. Dlatego uznałem to kłamstwo za słuszne. Bo choć nie jestem nim czasem wam wrażenie, że to ja jestem Harrym Potterem. – pióro zapisało jego słowa. Urzędniczka oparła się o fotel przyglądając się mu uważniej.

- Znasz Christophera i Septimusa? – padło niespodziewane pytanie

- Nie...- pióro zapisało jego słowo

- To ciekawe. Nigdy nie rozmawialiście, nie wymienialiście się listami?

- Nie.

- I nigdy nie miałeś na to ochoty? Byli w podobnej sytuacji jak ty. – powiedziała.

- Miesiąc temu nie wiedziałem, że istnieją- odpowiedział zgodnie z prawdą.

- Ojciec nigdy Ci nie zaproponował spotkania z nimi?

- Nie. Dlaczego akurat o to Pani pyta.

- Z ich ust usłyszałam bardzo podobne stwierdzenie.

- Najwyraźniej doszliśmy do tych samych wniosków .

- Więc myślisz, że twoje życie jest powiązane z Harrym Potterem.

- Uważam, że wszyscy urodzenia 31 lipca mają przejebane tak jak Harry Potter- doprecyzował.

- Wiliam! – Severus go upomniał, ale chłopak go zignorował.

- Taka jest prawda. Nawet pióro to potwierdziło- kiwną głową w stronę pergaminu, które skrupulatnie zapisało jego słowa. Usłyszał czyjś śmiech, ale jego uwaga była skupiona na urzędniczkę.

- Co myślisz o Lordzie Voldemordzie?

- Jest przebrzydła kreaturą.

- Niektórzy czarodziej czystej krwi twierdzą, że ma rację.

- Rację w czym? W szerzeniu strachu i terroru? Czy w mordowaniu nastolatków?

- Jego zwolennicy twierdzą, że gdy ministerstwo uzna jego postulaty nastanie pokój.

- A niby jakie to postulaty.

- Chce, aby Ministerstwo ogłosiło wyższość Czarodziejów czystej krwi.

- Dalej nie rozumiem co by to zmieniło.

- Twierdzą, że potencjał magiczny czarodziejów z rodów czysto krwistych jest wyższy i należy im się szacunek i uznanie.

- Na szacunek i uznanie trzeba sobie zapracować nie wystarczy urodzić się w odpowiedniej rodzinie. – odpowiedział. - Dalej nie rozumiem co to ma wspólnego z moją sytuacja i tym spotkaniem.

- chce poznać Twoje zdanie w tym temacie.

- To je Pani poznała...

- Jesteś dziedzicem starodawnego rodu. Gdyby jego postulaty zostały wprowadzone w życie, zyskał byś wiele profitów.

- Na chwilę obecną to jestem więźniem własnego domu przez Niego.

- To nie Lord Voldemort Cię tu uwięzić. Ministerstwo nie uzyskało dowodów, aby uznać, że Lord Voldemort miał złowrogie intencje wobec Ciebie lub innych chłopców czystej krwi. – Wiliam się roześmiał, a później dotarł do niego sens jej słów.

- Na Merlina, uważacie że podzielamy jego ideologię. Nie przyszliście tu, aby sprawdzić czy ze mną jest wszystko dobrze tylko sprawdzić czy nie chcemy się do niego przyłączyć.

- Wypijając „Przekleństwo Salazara" najwyraźniej uznaliście że stoicie poza prawem, że jesteście lepsi od całego społeczeństwa, bo możecie czerpać z pradawnych mikstur. Coś co dla innych jest zabójcze dla was niesie nieokreślone profity. Czy to nie jest przyjęcie postawy roszczeniowej i wywyższającej się?

- Gówno prawda...- odwarknął zirytowany.

- To mi wytłumacz Wiliamie w jakim celu złamaliście prawo i podjęliście decyzję o wypiciu „Przekleństwa Salazara".

- Mój ojciec z całą pewnością przedstawił już powody...

- Twój Ojciec złożył swoje zeznania. Teraz oczekuje, że Ty mi wyjaśnisz co myślałeś zgadzając się na wypicie tej mikstury.

Wiliam zamilkł. Cokolwiek by powiedział, pióro by tego nie zapisało. Bo byłoby to kłamstwem.

- Nigdy nie wypiłbym tego gówna mając wybór. – powiedział zgodnie z prawdą. I tą odpowiedź pióro zanotowało.

- Czyli zostałeś zmuszony?

- Tak.

- Czy to ojciec zmusił cię do wypicia „Przekleństwa"

- Nie

- A więc twój dziadek.

- Nie.

Urzędniczka spojrzała na pergamin. Gdy ujrzała zapisane słowa zmarszczyła czoło.

- Wiliamie kto zmusił cię do wypicia „Przekleństwa Salazara"

- Lord Voldemort. – pewność jego głosu zdziwiła chyba wszystkich.

- W jaki sposób Lord Voldemort zmusił Cię do wypicia mikstury.

- Swoimi decyzjami – odpowiedział mając nadzieję, że pióro uzna to za prawdę i się nie pomylił.

- Które decyzję Lorda Voldemorta miały aż taki wpływ na życie Wiliam Snape'a?

- Gdy podjął decyzję o zabiciu Harrego Pottera.

- W porządku to jest twoja ocena i najwyraźniej tak właśnie czujesz. Więc nie będę z tym dyskutować. Zadam ci więc proste pytanie . Kto podał Ci do wypicia „Przekleństwo Salazara".

- Nie wiem. – pióro zapisało odpowiedz.

- Jak to nie wiesz?

- Nie pamiętam momentu podawania „Przekleństwa Salazara"

- „Przekleństwo Salazara" nie wpływa na pamięć.

- Gdybym kłamał to pióro by tego nie zapisało.

- A więc twierdzisz, że nie pamiętasz momentu wypicia mikstury.

- Nie twierdzę. Tak jest w rzeczywistości.

- A domyślasz się dlaczego nie pamiętasz momentu wypicia mikstury?

- Byłem spanikowany możliwymi konsekwencjami.

- Wiec zostałeś poinformowany o konsekwencja i ewentualnych korzyściach wypicia trucizny?

- Zostałem zapoznany szczegółowo z wszystkimi konsekwencjami wypicia „Przekleństwa Salazara"

- Więc miałeś świadomość, że możesz tego nie przeżyć.

- Oczywiście.

- A mimo to się na to zgodziłeś?

- Już to przerabialiśmy. Zapętlanie naszej rozmowy nie zmieni moich zeznań.

Urzędniczka zmrużyła oczy z irytacja.

- Jesteś intrygującym młodym człowiekiem.

- Skoro Pani tak uważa to nic na to nie poradzę.

- A twój ojciec?

- Mój ojciec? No cóż on za pewne uważa, że jestem bezczelnych i aroganckim bachorem do tego leniwym. Jednak to także jest jego subiektywna ocena za którą ja nie odpowiadam.

Urzędniczka uśmiechnęła się na jego słowa.

- Co twoim zdaniem myśli twój tata na fakt, że wypiłeś „Przekleństwo"

- Ciężko mi powiedzieć co myśli na ten temat mój ojciec. Nie potrafię czytać w myślach. – dodał ze spokojem.

- Trudny przeciwnik z ciebie. Ale w porządku zadam to pytanie inaczej. Czy twój ojciec zachęcił cię słownie do wypicia mikstury?

- Nie. – urzędniczka spojrzała na niego.

- W porządku. A więc Czy twój ojciec poinformował cię, że wypicie mikstury zwiększy twoja moc?

- Nie

- Czy przedstawił Ci korzyści wynikające z wypicia mikstury?

- Nie.

- W takim razie był to twój dziadek.

- Nie.

Kobieta zmarszczyła nos z niezadowoleniem.

- A więc kto wymyślił, abyś wypił miksturę Salazara?

- Już mówiłem, Voldemort – odpowiedział zgodnie z prawdą.

- Wiesz, że zarówno Christopher jak i Septimus przyznali, że to ojcowie namówili ich do wypicia mikstury.

- Skąd mam wiedzieć co zeznali Christopher I Septimus?

- No tak nie utrzymujecie kontaktu. Ale twój ojciec ich zna?

- Być może. Nigdy nie zadałem mu bezpośredniego pytania sugerującego odpowiedź twierdzącą na Pani pytanie.

- Wiem co robisz. Naumyślnie Unikasz odpowiedzi.

- Moje odpowiedzi są zgodne z prawdą proszę Pani.

- Wiliamie czy twój ojciec chciał abyś wypił „Przekleństwo Salazara"?

- Mój ojciec nigdy dobrowolnie nie wyraziłby zgody na spożycie przeze mnie „Przekleństwa Salazara", jednak decyzję podjęte przez Voldemorta zmusiły go do zaakceptowania konsekwencji wynikających z zażycia tej substancji.

- Nic więcej mi nie powiesz prawda?

- Nigdzie się nie wybieram Proszę Pani. Więc możemy spokojnie kontynuować.

- Warto było ? – zadała niespodziewane pytanie. Wiliam zmrużył oczy zastanawiając się nad odpowiedzią. Przez „Przekleństwo Salazara" stracił swoje dawne życie, ale zyskał rodzinę. Mógł zginąć, a żyje. Stracił przyjaciół, ale będzie mógł ich odzyskać.

- W tym momencie udzielenie prawdziwej odpowiedzi na Pani pytanie jest niemożliwe. Jeszcze tego nie wiem.

- Na Merlina skończmy to! – powiedziała patrząc na współpracownika. Ten kiwną głową i jednym ruchem różki zdjął z Wiliama zaklęcie prawdy.

- To wszystko? – zapytał zmieszany. Przygotowywał się na prawdziwe przesłuchanie. A nie kilka bezsensownych pytań.

- Georg rzuci zaklęcie na Twoje pierścienie. Później ocenimy na jakim poziomie obecnie jesteś w rzucaniu zaklęć I to w zasadzie tyle.

- Ach to długo nie zajmie.

- Skoro tak mówisz... Jednak musisz wiedzieć, że po rozpoczęciu testów nie będziemy mogli przerwać, aż Twoje pierścienie nie zostaną aktywowane w stu procentach. Co będziemy musieli potwierdzić zaklęciem. Jeśli dojdzie do sytuacji aktywacji pierścieni w 90 procentach, będziemy musieli wymagać od ciebie rzucenia kolejnego zaklęcia. Co prawdopodobnie będzie dla ciebie bolesne. Nie mamy na to wpływu. O czym poinformowaliśmy twojego ojca, a także ty będziesz musiał podpisać zgodę. Wolimy uniknąć ewentualnego pozwu o znęcanie się nad małoletnim. – Wiliam spojrzał na dziadka i wiedział, że on tylko na to czeka. Dlatego był cały czas w salonie. Liczył, że Ministerialni urzędnicy popełnią błąd. Dobrze jest mieć w rodzinie prawnika pomyślał z uśmiechem.

- Nie ma problemu.

- Zapomniała Pani o uzupełnieniu- wtrącił się Severus. Urzędniczka spojrzała na Snape z nieodgadnioną minął.

- Naturalnie Panie Snape'a. Nie pominęliśmy Pana zastrzeżenia. Jeśli medyk uzna, że chłopiec jest nie zdolny do dalszej próby przerwiemy ją. Jednak proszę pamiętać, że w wypadku jej przerwania będziemy musieli ją powtórzyć.

- Naturalnie doprowadzenie dziecka na skraj wytrzymałości to za mało dla Ministerstwa.

Słysząc te słowa Wiliam zatrzymał rękę, którą miał podpisać zgodę.

- Spokojnie synu, jestem tu i nie pozwolę im na nadużycie.- mruknął pochmurnie.

- Nikt z nas nie zamierza przekraczać granic Panie Snape'a. Chłopiec nosi pierścienie od miesiąca tak?

- Zgadza się.

- Więc nie powinno być problemów. To bardzo krótki czas. Nie odzyskał dość mocy aby doszło do tak skrajnej sytuacji.

Severus uniósł brew, a pewność Wiliama uciekła niczym powietrze z balona. Podpisał podsunięty formularz drżącą dłonią.

- Spokojnie. Nie będzie tak źle. Pozostali chłopcy skończyli test na zaklęciach 3 roku, a noszą dłużej pierścienie. – Wiliam przyjrzał się urzędnikowi. Szczerze mówiąc nie bardzo interesował się pozostałymi. Martwił się o swój tyłek.

- Wyciągnij dłonie przed siebie. Rzucę zaklęcie które pokaże nam statystyki.

- To one mają taką opcje? – zapytał z zainteresowaniem. Mężczyzna kiwną głową.

- Gotowy? To nie powinno w żaden sposób być bolesne. Nie będziesz mógł zobaczyć statystyk, ale podam je do protokołu głośno. Więc będziesz wiedział co i jak. W porządku?

- Zróbcie to w końcu.

Mężczyzna wypowiedział długą łacińską formułę. Wiliam poczuł jedynie delikatne ocieplenie się pierścieni. Mężczyzna milczał przez chwilę zapatrzonym w pierścienie.

- Pierścienie Fryderyka redukują moc Wilhelma Snape'a od 26 mają 1996 roku.

- Pierwsza redukcja na jakim poziomie była?- zapytała urzędniczka która wcześniej przepytywała Wiliama.

- 98.2%- padła odpowiedź. Wiliam zmrużył oczy. To by znaczyło, że pierścienie zrobiły z niego praktycznie charłaka, a przecież mógł używać Magii. Spojrzał na urzędnika.

- To chyba dużo?

- Musiało być nieprzyjemnie- odpowiedział urzędnik. Wiliam przypomniał sobie uczucie jakie go ogarnęło po założeniu pierścieni. I wzdrygnął się.

- Wolałbym tego nie powtarzać. – mruknął.

- Pierścienie nie zniknął dopóki nie zapanujesz w pełni nad mocą. Z całą pewnością nie będzie konieczności abyś ubierał je ponownie.

- To dobrze.

- Możemy kontynuować? -zapytała kobieta.

- Tak oczywiście. Na dzień dzisiejszy redukcja mocy jest na poziomie 87%. Szybko się adaptujesz. Pewnie miło jest znowu poczuć ponownie moc.- Wiliam wzruszył ramionami, bo nie wiedział co odpowiedzieć.

- Jak wygląda współczynnik dostępnej Magii?

- 15%. Chłopak jest wypoczęty i najwyraźniej nie używał żadnych zaklęć. To dobrze. Testy wyjdą bardziej wiarygodnie. Zaczniemy od zaklęć z pierwszego roku i powoli będziemy przechodzić dalej. Z doświadczenia z chłopakami wiem, że pierścienie zaczną cię piec pomimo tego, że Twoja moc do której masz dostęp nie będzie w pełni wykorzystana. Musimy ocenić skrajny współczynnik. Więc pomimo rozpalonych pierścieni będę od ciebie wymagać kolejnego zaklęcia. Rozumiesz? Musimy dojść do 100%, a jesteśmy na 15%.

- Po co wam to? – zapytał bo coraz mniej mu się to podobało. Nie chciał aby Ministerstwo miało takie informacje o nim.

- Musimy to ocenić, aby sędzia mógł wyznaczyć odpowiedniego dla ciebie kuratora. Twój potencjał magiczny nie może być wyższy niż kuratora. Więc musimy ocenić twój poziom magii na dzień dzisiejszy, szybkość regeneracji, aby oszacować poziom twojego potencjału magicznego jaki uzyskasz w dniu uzyskania pełnoletności. Wtedy kuratela zostanie zdjęta.

- Nie potrzebuje żadnego kuratora do cholery.

- Popełniliście przestępstwo Wiliamie. Jakkolwiek byście tego nie tłumaczyli dopuściliście się złamania prawa. Ograniczenie władz rodzicielskich i ustanowienie kuratora to naprawdę dość łagodny wyrok.

Wiliam wyrwał swoje dłonie w szoku. Nie spodziewał się tego. Nie sądził, że wyrok już zapadł.

- Nie wiedział?- pytanie było skierowane do Severusa.

- Wolałem nie martwić syna przed przesłuchaniem. Ale widzę, że pracownicy Ministerstwa jak zawsze są delikatni.

Wiliam rzucał spanikowane spojrzenie na ojca i resztę. Severus podszedł do niego. Złapał go mocno za ramiona.

- Panie Snape łamie pan protokół. – odezwał się jeden z aurorów

- Och zamknij się! Widzisz w jakim jest stanie? Ej Wiliam spójrz na mnie. Wszystko jest w porządku. Nie masz o co się martwić. Rzucisz kilka zaklęć I po temacie.

- Ale...

- To podpucha. Rozumiesz? Oni działają według zasad z XVIII wieku. Wszystko co dzisiaj zrobili jest zgodne z protokołem i obiecuje Ci, że nie pozwolę aby nagięli go chociaż na milimetr. Ograniczenie praw rodzicielskich będzie tylko małym utrudnieniem dla mnie. Nie dla ciebie. To ja będę musiał tłumaczył się kuratorowi, to ja będę musiał ustalać kwestie rodzicielskie z kuratorem. Dla ciebie nic się nie zmieni.

- Nie wiadomo kogo wybiorą...- wyszeptał

- Oh wiadomo. Protokół mówi jasno kto może zostać kuratorem małoletniego który wypił „Przekleństwo Salazara". Tylko inny czarodziej, który wypił i uzyskał całkowitą kontrolę nad mocą, a jego potencjał magiczny jest wyższy od podopiecznego. Ten zapis miał sens, gdy w czarodziejskiej Anglii było kilkudziesięciu takich czarodziejów. Obecnie nie maja wyboru. Bo jest tylko jeden taki czarodziej.

- Kto? – zapytał niedosłyszalnie.

- Albus Dumbledore

Wiliama to w żaden sposób nie uspokoiło. Nie chciał, aby ktokolwiek mieszał się w ich życie. Przecież nie zrobili nic złego. To nie była wina ani Severusa ani Wiliama. Nie byli przestępcami. Nie podjęli tej decyzji samodzielnie. Nie zasłużyli na to... Więc dlaczego mieli zostać tak okrutnie ukarani. I to teraz kiedy tak naprawdę dopiero zaczęli się poznawać.

- To nie fair! – powiedział

- Wiem synu, ale życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Poradzimy sobie z tym. Ty i ja . Jak zawsze.

Wiliam miał dość. Był zmęczony tym wszystkim. Bezradnie oparł czoło o pierś ojca. Miał daleko gdzieś, że obcy ludzie na nich patrzyli, ale także oceniali ich relacje.

- Zrób to. Jeśli nie skończymy tego dzisiaj, przyjdą tu jutro. Nie odpuszczą.

- To nie będzie kilka zaklęć- wyszeptał.

- Wiem, ale dasz radę. Kto jak nie ty, przecież jesteś Snapem prawda?

Wiliam potrzebował kilku minut na uspokojenie. Nie było łatwo opanować mu zdenerwowanie.

Rozpoczęli od pierwszego roku, a i tak żadna klątwa nie wychodziła tak jak powinna. Gdy rzucił Wingardium Leviosa poprawnie a piórko zawirowało po czym opadło był cały spocony, a jego dłonie drżały. Spektakl nie udanych klątwa trwał już ponad pół godziny.

- Odpocznij... -usłyszał głos urzędnika. Spojrzał na niego rozgorączkowanym wzrokiem. Opadł na fotel chowając głowę w dłoniach. Nie chciał już tego robić.

- Odzyskał tylko 13 % swojej Magii. To mało. Tamci mieli już powyżej 25 %. Może nie jest gotowy na rzucanie zaklęć.

- Sprawdź poziom dostępnej Magii. Wprowadzimy adnotację i najwyżej powtórzymy test za miesiąc. Sędzia powinien zrozumieć.

Usłyszał rozmowę nad głową. Nie chciał tego powtarzać. Nie chciał aby ktokolwiek go oceniał w tak upokarzający sposób. Jego magia była tylko jego. A jej zasoby nie powinny nikogo obchodzić.

- Wiliam rzucę ponownie zaklęcie. Sprawdzimy jak dużo Magii zużyłeś i damy ci spokój. Słyszysz?

- Nie chce.

- Wiem. Rozumiem, że to już za dużo, ale do zamknięcia protokołu potrzebuje danych końcowych. Nie ważne czy będzie to 40, 50 czy 60 procent. Musimy mieć dowód, że chociaż spróbowałeś. Nie będziemy tego ciągnąć. Najwyraźniej nie jesteś gotów.

Z rezygnacją wyciągnął dłonie do Urzędnika zimne pierścienie po rzuceniu zaklęcia rozgrzały się delikatnie. Uczucie szybko ustąpiło.

- I jak? – usłyszał kobiecy głos. Gdy urzędnik się nie odezwał Wiliam uniósł głowę.

- Koniec ? – zapytał z nadzieją.

- Georg? – kobieta ponagliła kolegę.

- Nie mogę podać współczynnika.

- Dlaczego?

- Bo wygląda na to, że chłopak wcale jej nie użył. Wręcz ją zredukował.

- Przecież to niemożliwe.

- Najwyraźniej możliwe. Na pewno współczynnik dostępności Magii wynosił 15% . Teraz jest zerowy. Wygląda to tak jakby ją wyłączył.

- Jest w szoku. Nie skupi się na tyle, aby zacząć rzucać zaklęcia. Możemy to zaklasyfikować jako wskazanie medyczne. – Wiliam spiorunował medyka wzrokiem. I nagle dotarło do niego, że nie chce nigdy więcej widzieć tych ludzi. Musi to skończyć teraz. Nie może uciekać. Podniósł się z fotela z determinacja.

- Jeszcze raz.- powiedział zachrypnięty głosem.

- Chłopcze naprawdę sądzę, że na dziś wystarczy...

Wiliam spojrzał na niego I jednym ruchem ręki rzucił na niego zaklęcie uciszające.

- Zacznijmy od początku. – powiedział do Urzędnika. Mierzyli się chwilę wzrokiem, aż w końcu mężczyzna zaczął dyktować od nowa zaklęcia.

Przeszli pierwszy rok, drugi, a Wiliam starał się ze wszystkich sił aby nic go nie zdekoncentrowało. Przestał myśleć o tym co będzie. Liczyła się tylko magia, którą wyczuwał w koniuszkach palców. Przy zaklęciach z trzeciego roku pierścienie paliły go żywym ogniem.

Wiedział że jest daleko od uzyskania wymaganego 100%. Im bardziej przekraczał granice tym pierścienie mocniej paliły. Jakby chciały powiedzieć dość, tyle wystarczy, na więcej nie jesteś gotów.

Byli w połowie czwartego roku, gdy upadł na kolana. Jego ciało nie było już w stanie go utrzymywać. Zaklęcia z zakresu szkolnego wykorzystywały zbyt mało jego mocy. Musiał użyć czegoś ponad programowego. Coś co wyczerpie jego zasoby nim jego ciało odmówi posłuszeństwa. A wiedział, aż za dobrze, że siła jego Magii jest o wiele większą niż ciała.

- Dość. Skończmy to do cholery. – usłyszał wypowiedziane słowa, ale nie był już w stanie odgadnąć do kogo należy. Może nawet nie chciał wiedzieć do kogo należy.

100%

Musi dojść do granicy.

Musi wykorzystać zaklęcie które zużywa szybko dużą ilość mocy.

Odpowiedź byka oczywista.

Patronus.

Umiał rzucić to zaklęcie. Było poza programem, ale on to umiał. Patronus był magicznym odciskiem palcu. Jeśli wyczaruje Jelenia jest stracony. Ale jego odciski palców się zmieniły. Był Wiliamem Snapem więc i jego Patronus powinien być inny.

Przywołał najszczęśliwsze wspomnienie. I nic... Coś co kiedyś działało teraz nie działa.

Spróbował ponownie, ale efekt był taki sam. Jego dawne szczęśliwe wspomnienia nie działały.

W uszach mu dudniło jakby stał pod wielkim dzwonem.

Być może wystarczyło by zwykle Reparo, aby uzyskać wymagane 100%, ale nie chciał ryzykować. Nie chciał przechodzić tego ponownie. Musiał to skończyć teraz. Jednym skutecznym zaklęciem.

I przypomniał sobie słowa ojca. „Ty I ja" nie był już dłużej sam. Miał ojca, miał rodzinę.

Tym razem z jego dłoni wyskoczyła łuna światła, a z niej wyłonił się Patronus I nie był już Jeleniem.

Tak jak Wiliam nie był już Harrym.

Jego Patronus zatoczył koło i usiadł na kanapie obserwując Wiliama. A Wiliam patrzył na niego. Modląc się, aby to wystarczyło. Z nosa zaczęła mu kapać krew. Powoli zabarwiając stary dywan jego dziadka. Jednak wiedział, że to jeszcze nie koniec. Jego palce mrowiły. Nie wyczerpał Magii do końca.

- Wiliam dość! – dotarł do niego krzyk ojca. Spojrzał na niego nieprzytomnie. Pokręcił głową. To jeszcze nie ten moment. To nie była Jego granica.

Dostrzegł, że Severus zrobił niebezpiecznie szybki krok. Jakby chciał fizycznie zmusić go to zaprzestania zaklęcia.

Uniósł lewą rękę stawiając przed ojcem szklaną barierę. Taką sama jak dwa tygodnie wcześniej, która zatrzyma Severusa.

Jego Patronus zaczął się rozmywać. Łaskotanie w palcach znikło całkowicie. Dopiął swego. Dotarł do granicy. Upuścił dłonie i oparł się na nich. Chwilę mu zajęło nim się uspokoił na tyle by zmienić pozycje. Usiadł opierając się ciężko o tył kanapy. Zamknął oczy próbując odgonić mroczki.

- Sprawdź je...- zażądał. Gdy poczuł, że mężczyzna klęka przy nim, otworzył oczy. Nim wyciągnął dłonie, aby Urzędnik mógł zbadać pierścienie, otarł rękawem koszuli spływająca krew z nosa. Nie było to zbyt eleganckie, ale w tym momencie miał gdzieś jak powinien zachowywał się Wiliam Snape.

Nawet nie poczuł kiedy mężczyzna użył formuły. Jednak odetchnął z ulgą, gdy usłyszał

- Mamy 100%.

- A teraz się odpierdolcie...- wyszeptał.

- Wiliam!- ostrzegawczy ton ojca nie zrobił na nim wrażenia. Gdy Snape uklęknął koło niego, aby ocenić jego stan zdrowia, chwycił go mocno za dłoń.

- Nie zostawiaj mnie z tym samego.

- Nigdzie się nie wybieram ty durny dzieciaku.

- Ja mówię poważnie tato. Nie zostawiaj mnie.- wyszeptał.

Snape przygarnął go do piersi, a on mu na to pozwolił. Wiliam już prawie zasypiał, gdy ciało jego ojca się poruszyło. Uchylił oczy i to co zobaczył wcale go nie ucieszyło.

- Czego jeszcze chcą?

- Medyk musi cię zbadać. Nie zamknął protokołu dopóki nie będą mieli pewności, że nic Ci nie jest.

- Przecież to tylko wyczerpanie magiczne. Czego oczekiwali oczekując ode mnie 100%?

- Na pewno nie tego co zrobiłeś baranie. – Wiliam uśmiechnął się na końcowe słowo.

- Muszę być przytomny? Nie jestem pewien czy zaraz nie zasnę.- mruknął na wpółprzytomny.

- Według protokołu nie musisz być świadomy jego zamknięcia.

- Chociaż jedna dobra wiadomość.

Słyszał rozmowy pracowników Ministerstwa, ale nawet nie trudził się zrozumieniem ich słów. Uchylił oczy, gdy ojciec odsunął się delikatnie. Skrzywił się, gdy medyk dotknął jego twarzy. Gdy w końcu rzucił na niego czar diagnostyczny osunął się w ciemność.

Najtrudniejszy rozdział za mną. Miał sześć różnych wersji, sześć różnych zakończeń i sześć różnych kontynuacji. Czy wybrałam najlepiej, nie wiem

Za wszystkie błędy z góry przepraszam. Opowiadanie pisane dla rozrywki. Może kiedyś zabiorę się za korektę.

Dziękuję za recenzje! To miłe jak ktoś poświęci czas na przeczytanie i skomentowanie opowiadania.

Ktoś jest ciekawy co będzie dalej?