2.1 Hogwart

Przywarł całym ciałem do drzwi przedziału rzucając na siebie zaklęcie kameleona. Z podłym uśmiechem obserwował jak facet, który miał go „pilnować" przeszedł nie zauważając go. „Idiota" pomyślał. Nie rozumiał jak można nie zauważyć kogoś pod zaklęciem kameleona. Przecież mimo wszystko było to widać! Światło na tym zaklęciu załamywało się całkiem inaczej niż na ścianie. Jakby obserwacja światła to było za mało, jest jeszcze przepływająca moc. To widać... Chociaż ojciec twierdził, że tylko on to widział. Co było kłamstwem bo Chris czy Septimus też to widzieli. Dayson też, albo przynajmniej dobrze się maskował z brakiem wiedzy. Billi tego nie widział, ale miał wiele innych plusów dlatego Wiliam mu to wybaczał.

Jednak mężczyzna, który miał go „pilnować" nie zaznaje tak łaskawego zrozumienia. Bo akurat jego Wiliam nie lubił. A to spory wyczyn. Bo Wiliam raczej starał się rozumieć i „lubić" większość osób, które poznaje. A ciągle kogoś poznaje. Tak już jest jak zapominasz praktycznie wszystko.

Stałymi punktami do których mógł się odnosić to jego przyjaźń z Chrisem i Septimusem. Od nich zaczynał odzyskiwać pamięć. Później był Tata, dziadek, Wilson, Jonas I Jack. Z nimi Wiliam czuł się bezpiecznie. I najwięcej wspomnień jakie odzyskał były związane z nimi. A po trzech tygodniach zdaniem medyka pamiętał całkiem dużo. Niektórych rzeczy Wiliam wołał nie pamiętać. Jednak po każdej Wymianie Mocy coś nowego wskakiwało do jego głowy i już nie mógł o tym zapomnieć.

Wymiana Mocy to też parszywa sprawa. Sama myśl, że ma to robić powoduje ból brzucha. Choć Chris twierdzi, że nerwowy uścisk jest niczym w porównaniu do tego jak wielki ból czuł przed uzdrowieniem rdzenia. Wiedza o Trójkącie też była koszmarnie przerażającą, a myśl o tym, że może zabić kumpli doprowadzała go do szaleństwa. Ale akurat to uczucie podobno jest stare. Według Jacka czuł się tak przed utratą pamięci i dlatego tak bardzo chciał uleczenia rdzenia magicznego. I choć to się udało to wy wyniku szoku Wiliam stracił pamięć. Jack nazywa to inaczej. Twierdzi, że Wiliam maskuje bolesne i smutne wspomnienia. Ale czy to oznacza, że życie Wiliama Snape'a było tak koszmarne, że zamaskował wszystko? Jakoś wydawało mu się to dziwne.

Fakt ojciec przez większość czasu wyglądał jakby zjadł całą cytrynę, ale Wiliam zdążył się już zorientować, że ta mina świadczy jedynie o tym, że zamartwia się o syna. Ojciec był spoko zdaniem Wiliama. Tylko czasem złościł się z absurdalnych powodów. Dziadek za to był najlepszy z najlepszych! I jakoś Ciężko było uwierzyć chłopcu, że życie z tymi dwoma facetami mogło być koszmarne. Nerwowe pewnie tak, ale koszmarne? Na pewno nie...

Jednak idąc za radą Jacka nie za bardzo to roztrząsał. Skupiał się na tym co jest przed nim. A wspomnienia... No cóż one powoli wracają.

Drzwi o które się opierał otworzyły się. Tracąc równowagę gruchnął o podłogę co z kolei spowodowało, że stracił kontrolę nad zaklęciem kameleona i stał się widoczny dla osoby która otworzyła drzwi. Wiliam poderwał się szybko nogą zamykając drzwi, a zszokowaną osobę delikatnie pchnął na kanapę.

- Psia mać! Kryj mnie- mrukną siadając na wolnej kanapie ponownie rzucając na siebie kameleona. Na chwilę przed tym jak facet wszedł do kabiny.

- Nie było tu nikogo? Chłopca czarne włosy, drobny, zielone oczy?

- Nie... Tylko My. Coś się stało? Może Panu pomóc? – zapytała uprzejmie dziewczyna przez którą Wiliam gruchnął na ziemię. Facet pomimo jej słów rozejrzał się po kabinie ze zmarszczonym czołem.

- Smarkacz- Burknął pod nosem i wyszedł. Wiliam odczekał dobrą minutę nim w końcu zdjął z siebie zaklęcie.

- Dzięki! – powiedział z uśmiechem. Dziewczyna o brązowych włosach spojrzała na niego z zaciekawieniem. Wiliam wyciągnął do niej rękę

- Wiliam. Jestem Twoim dłużnikiem- powiedział z ostrożnym uśmiechem. Dziewczyna zmarszczyła czoło.

- Wiliam Snape? – nastolatek przewrócił oczami.

- Taaa chyba tu przed tym nie ucieknę. Tak Wiliam Snape syn TEGO Snape'a. – Burknął- A ty? – zapytał z zaciekawieniem. Dziewczyna z trudem przełknęła ślinę patrząc na niego w dziwny, wręcz krępujący sposób.

W końcu otrząsnęła się z zamyślenia.

- Hermiona Granger, a to mój przyjaciel Ronald Weaslay! – Wiliam spojrzał na rudowłosego nastolatka I uśmiechnął się szeroko!

- Ale jesteście podobni! Znam twojego brata! – powiedział z zadowoleniem. Rudzielec zmarszczył czoło,a Wiliam w kościach poczuł, że coś jest nie tak. Nie lubią go.

- Billi to świetny gość. To musi być fajne mieć tak mądrego starszego brata! To on nauczył mnie kameleona! - powiedział , aby przełamać krępująca ciszę. Jednak i tak czuł się jak kretyn. Podrapał się po głowie.

- No to ja już pójdę. Dzięki za ratunek.

- Czy ten mężczyzna. Czy on Cię ścigał? W szkolnym pociągu nie powinno być nikogo poza uczniami i nauczycielami. Może powinniśmy kogoś zawiadomić? Zblokowałam drzwi jak tylko wyszedł. Jesteś Tu bezpieczny. – Wiliam z wrażenia otworzył usta.

- Rzuciłaś zaklęcie blokujące bez wypowiadania inkantacji! Ale czad!- powiedział z uznaniem opadł na kanapę patrząc na dziewczynę jak na cudo świata. Była warta rozmowy, uznał.

- Ty rzucasz na siebie kameleona bez różki... – powiedziała czerwieniąc się.

- To się nie liczy! Ja jestem skutkiem mutacji genetycznej nafaszerowanym miksturą wzmacniająca moc. Moje zdolności to wynik parszywej mikstury, która wypiłem ją i kilkudziesięciu moich przodków, ale Ty! Jesteś mugolaczką!

- Skąd Wiesz?

- Bo czytasz „Sapiens – od zwierząt do bogów, Harari Yuval Noah" To mugolska pozycja! Genialna jak mam być szczery. Nie bardzo mam czas aby dokończyć, ale to co przeczytałem...

- Zdążyłeś to zauważyć?- zapytała przerywając jego słowotok

- Jestem spostrzegawczy. Dużo widzę... Tak samo jak to, że twój przyjaciel ściska cały czas różdżkę, a ty swojej nie opuściłaś chociaż ja robię co mogę, abyście przestali się mnie bać. – Jednak to nie dotarło do zszokowanego umysły dziewczyny.

- Czytasz Mugolskie książki?

- A nastolatek z rodziny magicznej nie może czytać Mugolskich książek?

- Stwierdziłeś, że jestem Mugolaczką po tym, że czytam tą książkę. Więc chyba nic dziwnego, że mnie to dziwi. To było szowinistyczne i ograniczone.

- ej to nie fair! A co miałem powiedzieć? Że wiem, że jesteś mugolaczką bo jesteś ładna? Według Chrisa tylko Mugolaczki są ładne. A poza tym na jego liście nie było żadnej Granger.

- Na liście?

- No na liście. Dziewczyn które są z nami spokrewnione. Nie patrz tak to oni to zrobili. Mi kazali tylko wkuć nazwiska, abym się czasem nie zakręcił koło jakiejś kuzynki matki czy coś. Nie za bardzo znam wszystkie koligacje rodzinne. Można się pomylić. Dla ułatwienia dodał, że co ładniejsze to mugolaczki. Aby to mnie nie zmyliło... Oprócz Anki, ona jest ładna, a ma czysta krew, ale jej Chris nie uznaje... No cóż miał rację. – mruknął z szerokim uśmiechem. A później spochmurniał.

- Sorki. No ja... czasem klepie co mi ślina na język przyniesie. To ja już pójdę – mruknął.

- A ten mężczyzna? Chowałeś się przed nim!

- On? Nie to nie groźny typ. W sumie to chyba nie powinienem się przed nim chować. To mój ochroniarz.

- Masz ochroniarza?

- Noo...

- i przed nim uciekasz?

- Nie uciekam. Bawię się. No to zabawne nawet. Choć pewnie będzie mniej zabawne jak dojedziemy do szkoły. Serio już muszę iść.

- Po co Ci ochroniarz- Zapytał Ron. Wiliam uniósł brew. Znał Pięć powodów dla których ojciec zmusił go do zaakceptowania tego typa.

1. Voldemort chciał go zabić.

2. Ojciec był szpiegiem i został zdemaskowany,

3. Panna Davis chciała rzucić na niego jakieś zaklęcie blokujące, na co ojciec się nie zgodził. Przez niestabilność jego rdzenia. W zamian proponując ochroniarzo- opiekuna, którego Panna David jak i jego Kurator zaakceptowali.

4. Był wnukiem jednego z najbogatszych ludzi na świecie- tak twierdzi dziadek. A Ojciec ponuro przyznał, że w ferworze zamartwiania się co zrobi Voldemort i Wiliam nie pomyślał o tym punkcie. Ale dziadek pomyślał. On zawsze pamiętał o tym o czym ojciec zapominał.

5. Był Dziedzicem Merlina. Z podwójnymi pierścieniami Fryderyka, które ograniczały jego możliwości do obronny. A od jego zdrowia i bezpieczeństwa uzależnione było zdrowie i bezpieczeństwo jego przyjaciół.

Znał doskonale wszystkie pięć powodów. Ale wszystko sprowadzało się tylko do nazwiska

- Jestem Snapem nie? – mrukną jakby to wszystko wyjaśniało.- Na razie.

Mruknął wychodząc pod zaklęciem kameleona. Tym razem już nie przez zabawę. Tym razem by już nikt go nie zaczepiał.

Nie zrobił kroku jak poczuł jak ktoś łapie go za ramię.

- Ściągnij w tym momencie kameleona, a ojciec się o wszystkim dowie- Burknął mu facet do ucha. Wiliam zasępił się. Ale posłusznie nie zdjął zaklęcia, aż dotarli do ich przedziału.

- Trochę Ci zajęło znalezienie Go.- usłyszał jak tylko drzwi się zamknęły. Wiliam z wściekłością spojrzał na Chrisa, Septimusa I dwóch pozostałych „ochroniarzy". Nikogo poza nimi nie było w przedziale. Anna i Aleksander stwierdzili, że sobie poradzą i nie chcą takiego obciachu pierwszego dnia w szkole. A goście się na to zgodzili. Ich jedynym zadaniem było ogarnięcie tej trójki. I szczerze nie mieli ochoty rozdrabniać się na rodzeństwo, skoro rodzice o to nie prosili. Według Wiliama była to jawna niesprawiedliwość, ale Aleksander kazał mu się zamknąć...

- Od razu go znalazłem. Tylko czekałem. Wolałem uniknąć histerii przy innych dzieciakach.

- Ja nie histeryzuje! – Warknął, a mężczyzna uniósł brew. No dobra czasem mu się zdarzało. Zachmurzył się i poszedł za przykładem Chrisa postanawiając przespać tą okropną podróż. Trafią do Hogwartu, a goście zniknął. Tylko w pociągu mają być widoczni. Później jak to ojciec ładnie stwierdził, nawet ich nie zauważy. I Wiliam miał nadzieję, że dotrzyma słowa.

~oOo~

Sam zamek w której mieściła się Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart był... No cóż był cudowny! Wiliam stał z rozdziawiona buzią o kilka sekund za długo, przez co Septimus szturchnął go w ramię.

- Naprawdę już tu byliśmy? – zapytał. A Septimus spojrzał na niego smutno.

- Tak Willi. Byliśmy tu. Nic Ci nie świta? – Wiliam pokręcił głową. Obserwując korytarze, schody, obrazy i wszystko inne. Nawet pół olbrzym który ich prowadził był niesamowity! Choć dziwnie patrzył na Wiliama. Może się znali? A Wiliam wykazał się kompletnym brakiem wychowania , bo nie przywitał się tak jak powinien? Tego chłopak nie wiedział. Był za bardzo pochłonięty łódkami i całą magią jaka krążyła wokół nich.

- Co się martwisz. W nocy sobie przypomni...- burknął ze zmęczeniem Chris. Septimus spojrzał na przyjaciela smutno. Doskonale wiedzieli co czeka ich w trakcie Wymiany Mocy. Za dużo bodźców. Willi tego nie udźwignie. Tak twierdził Jack, a oni musieli się z nim zgodzić. I szykowali się na najgorszą Wymianę Mocy w ich życiu.

Jednak to dopiero początek. Czekał ich przydział. Który mógł być katastrofą! Musieli trafić do jednego domu. Musieli! Septimus nie bardzo wyobrażał sobie jak miało by wyglądać ich funkcjonowanie w różnych domach. I o ile wcześniej kompletnie się tym nie martwili stwierdzając, że magicznie zmanipulują kapelusz by umieścił ich wszystkich w Gryfindorze. Tak teraz... Teraz nie mieli pewności jak to się potoczy. A Severus kazał im odpuścić i pozwolić aby starożytny artefakt przydzielił ich tam gdzie uważa. Właściwie to Septimusa. Bo to on pójdzie na pierwszy strzał, później Willi, na końcu Chris. I Septimus wiedział, że Chris pójdzie za Wiliamem nawet jeśli zdezorientowany chłopak trafi do Puchonów!

Bo Wiliam taki właśnie był. W głównej mierze zdezorientowany, jeszcze bardziej zdziwiony, czasem miał psotne pomysły. Ogólnie mówiąc był jak dziecko we mgle i Septimus był przerażony tym co zrobili z chłopakiem. I modlił się, aby Jack miał rację, że podróż do szkoły, przydział i cała szkolna otoczka była wystarczająco wielkim impulsem by chłopak przypomniał sobie coś więcej niż pamiętał w tej chwili. Bo to co Wiliam pamiętał to była kropla wszystkiego co razem przeszli. Wiliam pamiętał tylko to co było dobre. Za pewne tylko to kiedy czuł się bezpiecznie i swobodnie. Tak twierdził Jack.

A Septimus po trzech tygodniach był na skraju załamania nerwowego. I dusił w sobie chęć postawienia Wiliama przed Hermiona Granger i Ronaldem Weasleyem i wydarcia się, że to są jego przyjaciele, to za nimi tęsknił, to ich ma sobie przypomnieć. Bo był Harrym Potterem nim został Wiliamem Snapem. Jednak boleśnie wiedział, że to nic nie da. Bo już raz Chris stracił cierpliwość do Wiliama. Wykrzyczał mu w twarz, że jest „pieprzonym Potterem i niech się ogarnie" na co chłopak wybuch histerycznym śmiechem, stwierdzając, że Chris robi sobie z niego żarty. A na drugi dzień kompletnie nie pamiętał co robili w dniu awantury. Kompletnie nic. Jakby wymazał z pamięci nie tylko kłótnie, ale także wszystkie na pozór nieistotne informacje. To odkrycie było przerażające dla wszystkich. Bo spodziewali się raczej awantury, histerii, płaczu czy innej emocjonalnej reakcji. A nie, że chłopak wykasuje sobie wspomnienia.

- Są cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Każdy dom ma swoją zaszczytną historię i z każdego wyszli na świat słynni czarodzieje i znakomite czarodziejki. Tu, w Hogwarcie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując mu punkty, a wasze przewinienia będą hańbą waszego domu, który przez was utraci część punktów. Dom, który osiągnie najwyższą liczbę punktów przy końcu roku, zdobędzie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że każde z was będzie wierne swojemu domowi, bez względu na to, do którego zostanie przydzielone. Ceremonia przydziału odbędzie się za kilka minut w obecności całej szkoły.

Septimus spojrzał na wicedyrektorkę z lekkim zdziwieniem. Kiedy przyszła? Czuł się jak kretyn stojąc między jedenastolatkami. Powinien tu trafić jako smarkacz nie jako prawie dorosły. Spojrzał na Chrisa, którego miną mówiła to co on czuł. Aleksander z podekscytowania, aż dreptał, Anna ignorowała wszystkich dookoła. W końcu niepewnie spojrzał na Wiliama. Spodziewając się, że będzie zachowywać się podobnie do Alexa, ale nie. Wiliam stał, czoło miał zmarszczone jakby zawzięcie o czymś myślał. Wyczuwając spojrzenie przyjaciela uniósł głowę z delikatnym zakłopotanym uśmiechem.

- Czuję się jak kretyn, wśród tych dzieciaków- wyszeptał. A Septimus uśmiechnął się szczerze. Czasem Willi zachowywał się jak Willi.

- Merlinie ja też! – przyznał.

- Panowie cisza! – upomniała ich McGonagall. – wchodzimy wszyscy razem. Przydział odbywa się zgodnie z porządkiem alfabetycznym. Najpierw pierwszy rok, trzeci, piąty i szósty. – Powiedziała spokojnie.

- No to sobie postoimy- mruknął Chris.

- Cisza! Chyba nie chcecie zarobić szlabanu przed przydziałem prawda?

Oczywiście, że nie chcieli. Mieli milion innych rzeczy na głowie niż szkolne szlabany. W tym momencie Septimus stwierdził, że przyjście do szkoły było jego największym życiowym błędem. A rok temu o niczym więcej nie marzył.

Weszli do Wielkiej Sali. Kończąc pochód maluchów. Wicedyrektorka wniosła tiara. I uniósł się śpiew...

Lat temu tysiąc z górą,

Gdy jeszcze nowa byłam,

Założycieli tej szkoły

Przyjaźń szczera łączyła.

Jeden im cel przyświecał

I jedno mieli pragnienie,

By swą wiedzę przekazać

Przyszłym pokoleniom.

„Razem będziemy budować!

Wiedzy pochodnię nieść!

Razem będziemy nauczać

I wspólne życie wieść".

Gdzie szukać takiej zgody

I tak głębokiej przyjaźni:

Czworo myślących zgodnie

I nie znających waśni.

Gryffindor i Slytherin

Zgadzali się nawet w snach.

I zawsze widziano razem

Ravenclaw i Hufflepuff.

Jak więc taka przyjaźń

Już wkrótce się rozpadła?

Tego młodzież dzisiejsza

Przenigdy nie odgadła.

Slytherin nagle oświadcza,

Że ani mu się śni,

Nauczać magii takich,

Co nie są czystej krwi.

Ravenclaw na to rzecze,

Że bystrych nauczać chce,

Gryffindor że ceni dzielność

Bardziej niż czysta krew.

Hufflepuff chce uczyć wszystkich,

Jak głośno oświadczyła.

Sporu nie rozstrzygnięto

Ja tego świadkiem byłam.

Bo każdy z założycieli

W domu swym rządzić chce,

Każdy przy swoim wyborze

Do końca upiera się.

Slytherin przyjmuje takich,

Co mają czystą krew,

Co mają więcej sprytu

Od uczniów domów trzech,

Ravenclaw bystrych ceni,

Gryffindor dzielnych chce,

A Hufflepuff resztę uczy

Wszystkiego co sama wie.

Tak więc spór zakończono

I przyjaźń się umocniła,

Na wiele lat powróciła.

Lecz później znów niezgoda

Wśród czworga się zakrada,

Na błędach wykarmiona,

Czai się w sercach zdrada.

Domy, co jak filary

Dzielnie wspierały szkołę,

Zaczęły sobie nawzajem

Narzucać swoja wolę.

I już się wydawało,

Że koniec szkoły bliski,

Że odtąd druh druhowi

Stanie się nienawistny,

Że miecz o miecz uderzy

I wnet poleje się krew,

Gdy wtem Slytherin stary

Odchodzi z zamku precz.

I choć ucichły waśnie,

Choć spory wygaszono,

Odtąd we wspólnym dziale

Już się nie jednoczono.

I dotąd zgodna czwórka

Niezgodna trójką się stała,

Kapelusz zamilkł, sala umilkła nie do końca pewna czy to koniec pieśni. Chris pochylił się nad Septimusem i wyszeptał

- Czuję się nie doceniony- mruknął cicho.

- Liczyłeś na pieśń o twojej potędze? – zapytał cichutko Wiliam z nie ukrywaną kpiną.

I nagle niespodziewanie kapelusz jak gdyby wciągnął tylko powietrze. Odezwał się dalej.

Krew Salazara o przydział dziś pyta,

Stojąc przede mną

w mugolskich szmaciakach,

Świat nasz upada?

Czy ja już za stara?

A może czas zmian nam zapowiada?

Slytherin złośliwcem bywał niestety,

Z nieszczęsnej Trójki zakpił okrutnie,

Wnukom potęgę w tej liczbie zostawił,

I nikt prócz nich jej nigdy nie złamie,

Mogą zrozumieć,

Mogą odrzucić,

Lecz to ich wybór,

Prawo odgórne,

Nikt nie przymusi,

Nikt nie nakłoni,

A szczerze?

Zachodu mają od gromu.

Salazar okrutnie zakpił z przyjaciół,

On ma dziedzictwo, a oni żałość,

Chwała czystości zatriumfuje,

Co z tego, że wmugolskim mundurze...

Krwi wiele ubyło,

Dziedziców też stracił,

Ale Slytherin zasadę miał mała,

Krew swą szanujesz,

Wybaczy twą słabość,

Trzech to nie jeden,

Jeden nie trzech,

Czy zrozumiecie moją dziś pieśń?

A może to nie Wam

Trzeba tłumaczyć.

Może Salazar jeden pojmował,

Że to w jedności siła I zgoda

Ten co szaleństwem świat nasz obdarzył,

Ratunek w Przekleństwie nam pozostawił

Tym co zakpili,

Tym co zranili,

Tym co odwagi nie mieli w ogóle,

Zostawił przepis na piękny ratunek.

Tylko złośliwie postawił warunek,

Jaki?

Tego nie zdradził,

Sam go zrozumiesz...

Dzisiaj krew czysta szmaciaki nosi,

Dziedzictwo dziada z dumą przynosi,

Tajemnic sekret może wam zdradzi,

A może znowu na wieki utai.

Tym razem kapelusz zamilkł na dobre. Septimus z zarzenowaniem schował swoje trampki pod szatą, Chris z rozbawieniem oglądał swoje buty. A Wiliam zdezorientowany spojrzał na kapelusz i swoje conversey.

- Myślisz, że chodzi jej o nas?- zapytał.

Ramiona Septimusa opadły. Bo nie wiedział czy Wiliam żartuje czy pyta poważnie. Za to wiedział jedno. Mogli zapomnieć o Gryfindorze, Rovenclavie czy nawet Hufflepuffie. Nawet u Wiliama.

Na nic się zda nadzieją Severusa, że umysł Wiliama jest tak bezradny i zdezorientowany, że Tiara umieści go w Puchonach.

Za to Slytherin...

Septimus spojrzał na Chrisa z przerażeniem.

Wiliam zginie marnie w domu węża. Pożrą go na kolację. On tam nie da rady. Nie teraz...

Merlinie dlaczego?

~oOo~

- Slytherin! – wrzasnęła

- Franca- warknął pod nosem. I był więcej niż pewien, że stary kapelusz zachichotał.

Septimus zdjął kapelusz.

Cisza. Wystarczająco długa by dać znać „ Nie chcemy Was".

Wystarczająco krótka by nikt nie zarzucił bezpośredniej wrogości.

Septimus kroczył w stronę swojego domu w towarzystwie przerażającego huku, oklaski, wrzaski, gwizdy. Wszystko to gra... A chłopak o tym wiedział.

Starsze roczniki wstały. Septimus zmrużył oczy w próbie rozpoznania osób. Avery, Nott, Crabbe, Goyle, Malfoy szósty rocznik. Ich rocznik. Zaraz obok siódmy Greengras, Rowle's, Barebose, Lopers. Czterech. Było siedmiu. Czyli trzech ma już mroczny znak. Trzech się poddało. Czterech ma szansę. Albo są tu by szpiegować. W tym domu wszystko jest możliwe.

Piąty najbardziej wydaje się wrogi. Oni jeszcze nie wiedzą zbyt wiele. Ale się dowiedzą.

Żeńska część domu Slyterina nie wydawała się tak groźna. One w przeciwieństwie do chłopaków nie są związane magiczną przysięgą. Jednak Septimus w głowie miał ciągle słowa Severusa „ Nie ignorujcie ich. Ładnym uśmiechem mogą was zgubić". Septimus o tym wiedział. Żadnych dziewczyn z Slytherinu. Taką mieli zasadę. Zresztą wszystkie są jakoś z nimi powiązane. Więc nawet gdyby chcieli to nie za bardzo mogli.

Zatrzymało go po cichu wypowiedziane w plecy „ Zdrajcy Krwi". Odwrócił się z uniesione brwią. Piąty rocznik. Syn Feltona. Podrzędny śmierciorzerca jak mówił Severus, ale śmierciorzerca. Obraża wypowiedziana w plecy była niczym innym jak okazaniem strachu. Chcesz dyskutować i obrażać patrz przeciwnikowi w oczy. Ale smarkacz nie wiedział. To jeszcze tylko smarkacz. Pomyślał. Też taki był jeszcze nie tak dawno temu.

Septimus nie wdawał się w pyskówki. Nie tego pokroju. Jego spokój zreguły pozwalał mu na ignorowanie zaczepek. Nie teraz. Nie po trzech tygodniach zamartwiania się. Nie z przerażającą wizją, że Wiliam tu przepadnie. I na nic się zda, że jego ojciec jest Opiekunem Domu.

Bo sprawy między uczniowskie muszą załatwić sami. Odwrócił się szybko, złapał cwaniaczka za skraj szaty.

- Masz coś do mnie? To powiedź mi to w twarz.- mruknął wściekle.

Stojący uczniowie zasłaniali widowisko. Septimus poczuł czyjaś rękę na ramieniu.

Odwrócił się wyrywając swoje ramię. Rowle's patrzył na niego spokojnie.

Igor Rowle's- cichy, inteligentny, przebiegły. Ale każdy w Slytherinie taki był. Jedyny syn Gabriela Rowle'sa. Rowle's wychował się bez matki. Która zniknęła bez śladu. I tu jest słaby punkt chłopaka. Tu jest niepewność. Bo wszyscy po cichu oskarżają jego ojca o zniknięcie małżonki. Rowle's był kimś z kim warto rozmawiać. Miał uznanie wśród uczniów. Na chwilę obecną cichy lider Slytherinu. I fakt, że to On podszedł do Septimusa o tym świadczył.

- Witamy!- powiedział wyciągając rękę. Septimus mógł ją zignorować, ale potrzebował sojuszu. Przyjął dłoń. Pozwalając by chłopak przyciągnął go do siebie w imitacji przyjacielskiego uścisku

- Liczymy na Was

Usłyszał. Septimus zmarszczył czoło. „Liczymy" liczba mnoga. Wątpił by chłopak miał na myśli cały dom. Jednak użył liczby mnogiej. Więc kilku było po ich stronie.

Uścisną kilka wyciągniętych rąk. Malfoya dość długo, choć blondyn się nie odezwał. A Septimus wiedział o czym chłopak myśli. Choć nie wie, że jego Wiliam już nie wciągnie. Wiliam już wybrał, ale o tym nikt nie może wiedzieć.

Usiadł pomiędzy szóstym a siódmym rocznikiem. A stół się uciszył.

- Wilhelm Snape! – odczytała McGonagall

Septimus mimowolnie się uśmiechnął widząc zaciekawienie wśród uczniów wszystkich domów. Spodziewali się Snape'a. Młodszej wersji wrednego nauczyciela. Dostali chłopca z urodą po matce. Będą go lekceważyć, ale to dobrze.

- Znaliście się?- zapytał Rowle's

- Od urodzenia- odpowiedział.

- I? Jaki jest? Różne plotki chodzą...- Septimus uniósł brew z zaciekawieniem.

- Jakie?

- Że Snape nie pościł go do szkoły bo miał za niski potencjał.

- Ciekawe...- mruknął z ironią. Spojrzał na chłopaka. Pod obszernymi rękawami szaty nikt nie dostrzega podwójnych pierścieni. A Wiliam od czasu utraty pamięci zawzięcie je ukrywał.

- Więc to nie prawda?

- Może prawda...

- Inne plotki głoszą, że nie chodził do szkoły bo jego potencjał był zbyt wysoki...

- Rowle's... Wierzysz w plotki?

- Nie... Ale to dziwne, że nie chciał by syn chodził do Hogwartu. Skoro sam tu był...

- To Snape oni robią wiele dziwnych rzeczy...

Zmarszczył czoło patrząc na Wiliama. Za długo... Jego przydział trwał za długo... W Septimusie rozpaliło się uczucie niepewności. Co zrobią jak Willi się wyłamie? Jeśli trafi gdzie indziej. Czy Chris zdoła przemówić do starego kapelusza, aby umieścił go tam gdzie Wiliama? Merlinie muszą trzymać się razem. Nie mają wyjścia. Muszą.

Kapelusz nagle zachichotał. Tak głośno, że ciche rozmowy umilkły. Septimus pokręcił z rozbawieniem głową. Bo tylko Willi mógł rozbawić czarodziejski Artefakt. Kapelusz umilkł, ale werdyktu nie wydał. Teraz już wszyscy patrzyli na drobną postać.

A Wiliam siedział na stołku z Czarą na głowie, a uśmiechał się tak bardzo, że z takiej odległości Septimus widział dołeczki w policzkach chłopaka. I Septimus zrozumiał, że to nie o przydział chodzi.

- On sobie z nią rozmawiać...- powiedział niedowierzając.

- Co? – Rowle's i kilku innych uczniów pochyliło się z zaciekawieniem.

- Dyskutuje z czarą. Merlinie to może potrwać wieki. On klepie godzinami. O wszystkim i o niczym. Do jutra stąd nie wyjdziemy.

Kapelusz zachichotał ponownie, a Septimus z rezygnacją oparł głowę o stół.

- Może podadzą wcześniej kolację? – zapytał z nadzieją.

W końcu po pięciu minutach kapelusz z nieukrywanym rozbawieniem wykrzyknął „Slytherin! Zabierzcie go ode mnie"

Sala wybuchła niepochamowanym śmiechem. Wiliam zdjął kapelusz z nieukrywanym żalem. Zagryzł wargę z lekkim zdezorientowaniem. Jakby nie rozumiał co rozbawiło całą Sale.

W końcu to Rowle's zaczął bić brawo. Za nim ruszył cały dom. Septimus po woli wypuścił wstrzymywanie powietrze. Są w jednym domu. To już jakiś sukces. To, że w najgorszym z możliwych to już inna kwestia.

Wiliam uścisnął kilka dłoni nim opadł na ławę, obok przyjaciela. Niby rozbawiony, ale coś w jego spojrzeniu kazało Septimusowi podejrzewać, że chłopak dowiedział się czegoś od czary.

- Dłużej się nie dało?- zapytał. Zielone oczy spojrzały na niego z zamyśleniem.

- Dało... Już mi nogi ścierpły. Powinni rozważyć zmianę stołka. – mruknął swobodnie.

Coś go trapiło tego Septimus był pewien.

Przydział Chrisa był równie długi co Wiliama. A Septimus nie wiedział, czy czara mówi chłopakom coś ważnego, czy Chris to przedłuża bo nie chce wyjść na gorszego od kumpla. Znał blondyna na tyle dobrze, aby podejrzewać bardziej drugą opcję.

W końcu zapadł wyrok wykrzyczany z hukiem.

Trzeci dziedzic Merlina trafił do domu swego przodka.

- Rozczarowujące- orzekł blondyn.- Mogła być bardziej oryginalna.

- Taaa zdecydowanie. Fajnie by było być Puchonem- powiedział Willi.

Ci co najbliżej nich siedzieli wybuchli gromkim śmiechem. Sądząc za pewne, że chłopak żartuje.

Tylko oni wiedzieli, że Wiliam mówił poważnie. Mógł nie pamiętać koszmaru ostatnich miesięcy, ale dalej szukał spokoju.

I szczerze?

Septimus był wściekły, że czara mu go odmówiła.

Za stołu nauczycielskiego obserwowały ich czarne oczy, a Septimus wiedział, że Severus Snape myśli dokładnie o tym samym.

Willi powinien być Puchonem. To by wiele ułatwiło.