29. Przeznaczenie cz.3
Severus zaklął widząc Jonasa i Wilsona jak gdyby nigdy nic rozłożonych na w fotelach w jego salonie.
- Rozgościliśmy się. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko... Wyborna Whisky. – Mruknął Wilson.
- Raczej nie po to rzucam zaklęcia na drzwi, abyście się „rozgaszczali"... Przegiąłeś Wilson...
- Dla poprawy humoru zaznaczę, że zajęło mi to całe dwadzieścia minut. Jesteś paranoikiem Severusie.
- Najwyraźniej nie wystarczającym skoro tu się dostaliście. Więc już przeszukaliście moje rzeczy? Takim zachowaniem raczej trudno o sojusz...
- I kto to mówi. W co ty grasz Severusie? – Jonas podszedł do niego.
- To samo pytanie mógłbym Wam zadać.
- To nasi Synowie są zdani na łaskę i nie łaskę Twojego...
- Ich połączenie jest mi tak samo nie na rękę. Wiliam wcale tego nie potrzebował.
- Nie w ogóle. Na pewno byłby przeszczęśliwym charłakiem... Kim on jest do cholery! – Warknął Jonas.
- Moim synem. Masz jakieś wątpliwości? Czy może jednak rozpoczęcie Trójkąta nie daje wam wystarczająco dużo dowodów na to kim jest. Może Was to rozczaruje, ale może tego dokonać tylko Pierworodny z Linii Codogana.
- Dobrze wiesz o co pytam...
Severus uśmiechnął się kpiąco. Przywołał teczkę i rzucił ją na stolik na przeciwko Wilsona.
- Wiesz, gdzie możesz sobie to wsadzić? I jeśli myślisz, że tak łatwo się nas pozbędziesz to grubo się mylisz. – zakpił Wilson.
- Podaję Wam prawdę na tacy, a wy i tak w to nie chcecie uwierzyć. – zapytał szczerze zdziwiony
- Takie bzdury to możesz wciskać Sędziemu. W zasadzie to nawet dobrze to rozegrałeś. To całe utajnienie sprawy, brak ławy przysięgłej, po prostu genialne... Zastanawialiśmy się jakim cudem Tobiasz wybronił nas z Askabanu. A tu proszę... Myślisz, że uwierzymy w to? Spuścizna przodków? Daj spokój... Gdyby tak było to byśmy o tym wiedzieli... Tego nie da się ukryć.
- Dokładnie! To się musiało kiedyś odezwać. Może gdybym to ja go wychował. Może wtedy nauczyłby się jak to uciszyć. Mi się udało. Mojemu ojcu też. To dlaczego on miałby by sobie nie poradzić. Nie potrzebowałby Waszych Synów , a dziedzictwo było by dalej uśpione! I nigdy nie musiałby sięgać do waszego- warknął.
- Czego ty chcesz od naszego dziedzictwa Snape? Nasz status czystości krwi jest tak samo wysoki jak i twój! wręcz bym powiedział, że twój syn lepiej trafić nie mógł. Wiec dlaczego traktujesz nas jakby byli nie godni? Jakbyśmy nie mogli poznać największego sekretu? Gramy do jednej bramki Severusie. Wszyscy chcemy, aby to przeżyli.
- Jeśli Wiliam ma przejść przez Trójkąt to tylko z Nimi. Nikt więcej tego nie pociągnie. Slytherin miał wielu bękartów którzy mogli by w nim to obudzić. Ale tu chodzi o nich. O ich trójkę! Od początku! James nigdy się Wami nie interesował, a przecież nasze rody się znały. James doskonale rozumiał nasze dziedzictwo! A jednak pozwalał na te spotkania. Pozwalał by Harry poznał chłopców. James nie był idiotą jak uważa Dumbledore. On po prostu wiedział, że z tym nie wygra.
- Ty dalej swoje! Po co te kłamstwa? Wiliam to nie Harry. Więc nie wkurzaj mnie dłużej swoimi kłamstwami. – Wściekł się Wilson
- Dlaczego nie chcesz tego przyznać? Aż tak się tego boicie? Mówię wam prawdę. Pokazałem akta. Ich nie można sfałszować...
- Severusie nikt by tego nie sfałszował, ale Ty? Dla swojego dziedzica? Kto go wychował? Nie ty... Nie Dumbledore... Więc kto? Voldemort? To dlatego do niego dołączyłeś?
- Ty siebie słyszysz? Miałbym oddać syna temu...
- Kłaniałeś mu się latami. Więc dlaczego by nie? Może to Ciebie przerosło wychowanie dziedzica.
- Nie wiesz co bredzisz Wilson! Voldemort chciał go zabić, złożyć w rytuale. Chciał podnieść rękę na mojego syna nim dziedzictwo by się w nim umocniło. Ale jego plan nie wypalił. Anna o wszystkim się dowiedziała. Och do cholery z Wami. – mruknął uświadamiając sobie, ze co by im nie mówił to oni nie chcą tego słuchać. Nie Będą wierzyć. Łatwiej jest myśleć, że polaczenie chłopaków wyszło przypadkowo, a nie jest ich Przeznaczeniem. Poszedł do gabinetu i wyjął myśloodsiewnie. Przełożył do niej wspomnienia z tej pieruńskiej nocy, gdy porwano Harrego, zdjęcia zaklęcia adopcyjnego i z rozmowy z Syriuszem.
- Proszę, tego to nawet ją nie sfabrykuje! – Warknął do dwóch mężczyzn. Spojrzeli na siebie niepewni.
- Ty nie idziesz?
- Wolałbym raz na zawsze zapomnieć o tamtych wydarzeniach. Więc nie dziękuję, ale proszę możecie się rozgościć i po wspominać dzień kiedy odzyskałem syna. Będzie... intrygująco...
Weszli w wspomnienia niepewni intencji Severusa. A ten jedynie nalał sobie alkoholu do szklanki. Oczekując ich powrotu, a kiedy wrócili nie umieli spojrzeć w oczy Severusa.
- Możesz mnie przekląć Severusie, ale muszę to powiedzieć po raz kolejny. Wiliam to nie Harry. Wiem, że nie możesz sfałszować wspomnień i to co nam pokazałeś to prawda. Jednak ten chłopiec nie jest tym Harrym Potterem którego my znaliśmy. Jego aura magiczna jest inna. Ja się nie mylę. Musiałem poznać jego aurę tamtej nocy, kiedy zdjąłem z niego tarcze. Przecież to było takie oczywiste! Potter umarł pojawił się Wiliam. Obstawiałem, że jakoś oszukaliście Przekleństwo, że adoptowałeś Pottera czy jakiś inny czarnomagiczny rytuał, o którym istnieniu wiecie tylko wy. Więc sprawdziłem go. Dokładnie. O ile nie ma wątpliwości, że Wiliam to Snape z krwi i kości tak przysięgam, że to nie jest to samo dziecko, które znaliśmy. Jego aura... jej struktura jest inna... A tego nie można zmienić zdejmując zaklęcie adopcyjne.
- Potrafisz określić strukturę magiczną aury czarodzieja?
- Jestem łamaczem uroków! Oczywiście, że to potrafię!
- Daniel nie potrafi, a jest jednym z najlepszych Uzdrowicieli w Brytanii. Czym różni się aura Wiliama od Harrego? Jesteś w stanie je porównać czy nie?
- Minęło piętnaście lat ! Nie pamiętam szczegółów. Ale co do jednego to nie mam wątpliwości aura Harrego I Wiliama to dwie różne struktury magiczne!
- Czym się różnią... Skup się. Musisz coś pamiętać.
- Granice u Wiliama sa rozmyte , praktycznie to jedność jedna wnika w drugą. Za pewne przez moc którą włada. Przenikają przez nią fale czarnomagiczne, choć to już za pewne wina Przekleństwa. U Chrisa I Septimusa też się pojawiły.
- To oczywiste. Dlatego nigdy nie będą w stanie zgłębiać czarnej Magii. Przekleństwo wnika w 5 warstwę i jego moc nigdy nie maleje. Wchodzi w aure magiczną na zawsze.– Powiedział Severus.
- Więc ty też potrafisz odczytywać aury? No popatrz... U Wiliama to nie jest piątą warstwa. U niego nie jestem w stanie odróżnić żadnej. One są jak jedność.
- Tylko w teorii. Nigdy tego nie potrzebowałem. Ty masz porównanie. Wiesz jak wyglądała aura Harrego jak był mały. Na czym polega różnica?
- Nie ma naturalnej możliwości aby aura się zmieniła aż tak! W trakcie rozwoju dochodzi do zwiększenia liczby warstw. Ale u Wiliama te warstwy przenikają się, mieszają się. Aura Harrego była prosta, każda z warstw odróżniała się. Granice były mocne, nawet bardzo mocne jak na tak małe dziecko. A u Wiliama nie jestem w stanie ich policzyć. Zlewają się w jedno. Jednak nigdy nie analizowałem aury nikogo o tak wysokim potencjale. Może gdybym miał okazję porównać ją z jego aurą przed Przekleństwem...
- Więc twierdzisz, że nie ma możliwości zmiany aury, powiedzmy jej modyfikacji?
- Nie!- Powiedział stanowczo
- A gdyby doszło do uszkodzenia rdzenia w wieku 15 miesięcy? – zapytał Severus zaniepokojony
- Rdzeń się regeneruje, ale... A zmiana struktury aury... Nie wiem co by się musiało stać.
- Ale załóżmy, że dochodzi do uszkodzenia rdzenia u niemowlaka, w tak młodym wieku rdzeń jest plastyczny wiele razy wykorzystywałem tą zależność , chociażby w terapii Lucasa, dzięki temu wiele Eliksirów wnika w sam środek rdzenia coś co u dorosłych jest niemożliwe, dodając zdolności regeneracyjne mógłby to odbudować. Odtworzyć Rdzeń... Wtedy jego aura też uległa by zmianie... muszę to przegadać z Danielem... Tylko czy byłby w stanie zrobić to samodzielnie? Samoistna regeneracja jest niebezpieczna. Nikt znający się na tym nie zostawiłby dziecka z uszkodzonym rdzeniem samemu sobie. Nie wiem... Wątpię aby wiedzą Daniela sięgała aż tak daleko... Zmienił patronusa, to też powinno być niemożliwe. Nawet po zdjęciu zaklęcia adopcyjnego... A jednak Wiliam to zrobił... Jego patronusem już nie jest jeleń. – Severus niby rozmawiał z mężczyznami, ale tak naprawdę gonił za własnymi myślami i wnioski jakie co chwilę mu się nasuwały wcale go nie uspokajały.
-Więc sugerujesz, że w noc ataku doszło u Harrego do uszkodzenia rdzenia? Że Wiliam to Harry, ale pokonanie Voldemorta uszkodziło jego Rdzeń, przez co zmienił aure? To brzmi jak szaleństwo Severusie! – przerwał jego rozmyślania Wilson
- Dumbledore tak twierdzi. Godzinę temu uważałem to za dobry żart. Niemowlę, które włada taka mocą? Ale to właśnie chce mi wmówić Albus. Błyskawica znikła jak tylko zdjęliśmy zaklęcie adopcyjne. Wiec ktoś ją wyczarował, ktoś pozostawił na nim mgiełkę Avady, była wyczuwalna nawet po tylu latach - Wyjaśnił- Podobno w skutek tamtych wydarzeń doszło do urazu rdzenia. Jednak jakoś mu w to nie wierzę. Zastanawiam się czy Dumbledore mógł w tym maczać palce.
- Mówisz Serio? Myślisz, że to Dumbledore zmienił jego aure?
- Tamtej nocy był chaos. Petunia przejęła opiekę nad chłopcem następnego dnia, nikt ich nie przygotował, nikt ich nie nadzorował. Z dnia na dzień zostali jego opiekunami. Co działo się od 22 do 6 rano? Dumbledore twierdzi, że tego dnia Harry był chory ty też o tym wspominałeś. Dumbledore twierdzi że w wyniku choroby i tego, że widział jak mordują Jamesa i Lily jego magia wybuchła co pokonało Voldemorta, a u Harrego spowodowało uszkodzenie rdzenia. Jednak w Mungo nie ma o tym wzmianki. Żaden uzdrowiciel nie badał dzieciaka. To dziwne... W takich sytuacjach opiekę nad dzieckiem przejmuje DOS nawet kiedy dziecko po ataku jest zdrowe i tak trafia do Munga na obserwacje. To DOS ustala opiekunów, kontrolują, nadzorują. Nie Dyrektor szkoły. Tamtej nocy to Dumbledore był pierwszy w Dolinie Gobryka, zabrał Harrego nim ktokolwiek zdążył się dowiedzieć. Mógł w tym czasie zrobić co tylko chciał. Tylko nie wiem co dokładnie zrobił... Jest jeszcze DPPC. Do cholery James był zastępca samego Szefa Aurorów, synem byłego Ministra. Jego syn powinien trafić pod ich ochronę... Ale Dumbledore się wtrącił, a oni mu na to pozwolili... Więc pytanie dlaczego? Teoretycznie nie wiedzą kim jest Wiliam, ale czuję w kościach, że się domyślają. A może wiedzą od początku... Może to tylko ja o niczym nie wiedziałem. Dumbledore zasugerował, że albo włączymy DPPC, albo chłopaki nie zagrzeją tu miejsca. Zależy mu na tym. Niby daje nam wolną rękę, ale po jego tonie jasno zrozumiałem, że czy nam to się podoba czy nie DPPC ma być włączone w ich szkolenie. Może współpracują... Może moje założenia od początku są błędne. Wczoraj naumyślnie nie chciał zdjąć tej bariery. Nie wierzę w tą bajeczkę, że jego Przekleństwo by ją wzmocniło. Jestem więcej niż pewien, że on by dał radę. Ale Dumbledore odmówił. Widział, że Ty się boisz, że nie zaryzykujesz na własną rękę nic mocniejszego... swoim zachowaniem zmusił nas do wezwania DPPC chociaż gówno zrobili... Ale Aurorzy zobaczyli na własne oczy do czego są zdolni. Jeśli my nie poprosimy ich o pomoc to sami uznają ich za zagrożenie i będą mieć ku temu twarde podstawy tylko dlatego, że ich wezwaliśmy. Kurwa...
- Mogłem ją przerwać , ale siłowo, rozumiesz ? Tak jak tamtej nocy u Was. Oni by tego nie przeżyli nie w takim stanie jak byli przed barierą. Gdyby tam był tylko Chris. Rozebrałbym ją warstwami. Bariera odzwierciedla ich aury. U Chrisa granice są wyczuwalne. Zdjąłbym ją do cholery. Pewnie by go wyczerpało, ale wątpię aby doszło do najgorszego ... Ale gdy Wiliam tam wszedł. Nie mogłem ryzykować do cholery!. Tamtej nocy zdjąłem z Wiliama ta pieprzoną barierę przez siłę i zanim mi się to udało minęło trzydzieści minut! Aśka reanimowała go kolejną godzinę rozumiesz? Myślałem, że już po nim, że go zabiłem, byłem tego pewien. Ten smarkacz ma chyba milion żyć. Myślałem, że DPPC rozgryzie tą barierę delikatnie, że ja czegoś nie dostrzegam. I szczerze wątpię, aby Dumbledore dał radę... Dlatego uparłem sie na DPPC. Nigdy nie widziałem bariery która ma rozmyte granice, a siedzę w tym już trochę...
- To może być ich atut- Mruknął Jonas
- Albo ich Przekleństwo... Jeśli Wiliam tego nie ogarnie w końcu ich zabije. – podsumował Wilson
- Jeśli Dumbledore maczał paluchy w jego rdzenny to może nigdy tego nie rozpracować. Muszę ustalić co on dokładnie zrobił, a nie jest skłonny do współpracy. On ich tu nie chce... Sam nie dam rady utrzymać ich tu... Kto ze starej ekipy został w DPPC? Któryś już na pewno dotarł do wewnętrznego grona. Potrzebujemy kogoś komu moglibyśmy zaufać i przy okazji, aby oni ufali mu. Niech im się wydaje, że to oni go podsunęli. Ale muszę mieć pewność. Jonas to twoi kumple, komu byś zaufał..
- Nikomu- padła pewna odpowiedź
- Kogoś musimy włączyć. DOS umyje ręce przed wrześniem. Zobaczycie...
- Jacson, Sevege z mojego rocznika. Rok po nas dołączył Thomson i Dayson. – mruknął posępnie Ksawery- Nikogo więcej nie brał bym pod uwagę.
- Dubledore ich stąd nie usunie, nie odda władzy jaką daje mu kuratela. DPPC to dno... Najlepsi już dawno zostali wyatowani. Nie dopuszczę ich do chłopaków – powiedział Wilson dolewając sobie alkoholu.
- Nie za bardzo mamy inny wybór. Możecie wierzyć lub nie. Wiliam i Harry to to samo dziecko. A Albus mu coś zrobił... Dumbledore boi się ich. Teraz już całej trójki nie tylko Wiliama. Będzie usiłował ich zneutralizować. Jeśli nie osobiście to przez DPPC. Chyba, że zmienimy kuratora, ale to też jest ryzyko...- mruknął Severus z niezadowoleniem
- Durmstrang odpada po kwietniowych wydarzeniach. Zresztą ich zabezpieczenia to śmiech na Sali. Voldemort rozwalił je w kwadrans albo i szybciej. Żadna szkoła ich nie przyjmie za duże ryzyko. Siostra Franka chciała przenieść Nevilla do Ilvermorny, odmówili. Tylko dlatego, ze urodził się 31 lipca. Nikt ich nie przyjmie po pierwsze przez datę urodzin, po drugie przez Przekleństwo! A oni muszą mieć kontakt z rówieśnikami. Ze świrują w odcięciu. Muszą mieć namiastką normalności...- podsumował Wilson
- A więc Thomson. Puszczały mu nerwy, ale będziemy mogli go kontrolować, o ile polubi chłopaków- odezwał się Jonas po chwili milczenia.
- Thomson to idiota- skomentował tą propozycję Severus
- Nie jest taki zły. Tworzył najlepsze bariery do tarcz czy osłon też się nada. Potrzebują podstaw...- wtrącił Wilson
- To kretyn... uwierz, uczę jego syna. – mruknął Severus
- A może jesteś uprzedzony? Trochę cię wkurzył rano. Ma syna w ich wieku. Będzie mu zależało na nich. Jako na dzieciakach, a nie tajnej broni. Jeśli na poważnie miałbym brać kogoś pod uwagę to on i Dayson, zachowywał się w porządku na przesłuchaniu.- Jonas odstawił pustą szklankę. Wilson bez pytania dolał do niej alkoholu.
- Wilson przyssałeś się do tej butelki? – Mruknął podirytowany Severus. Tomas jedynie uśmiechną się bezczelnie opróżniając swoją szklankę.
- Poradzimy sobie sami. Po co panikować? Szło nam niezłe. Poczekajmy zobaczymy jak będą sobie radzić. Najpierw niech dojdą do siebie! Oni dzisiaj omal nie umarli! Nawet jeśli to ich łączenie ma super moc to nie chce mi się wierzyć, że będą w stanie wstać z łóżka szybciej niż za kilka dni!
- Jak się wybudzą to już nie będziesz miał czasu, aby zastanowić się jak się nazywasz! Więc jeśli mamy coś ustalać to właśnie teraz póki są nieprzytomni- Warknął Severus
- Jesteśmy zmęczeni i raczej teraz nic mądrego nie wymyślimy. Przełóżmy tą rozmowę na jutro. Chłopaki na bank się nie wybudzą, a my zdążymy na spokojnie zastanowić się co dalej. Przynajmniej zanim Maria z Catherine nas nie rozszarpią- mruknął Jonas przecierając oczy i wymienił się żałosnym spojrzeniem z Wilsonem, który na to zdanie dolał sobie alkoholu. Jakby to miało go uchronić przed kontaktem ze wściekłą żoną. Severus uniósł brew w niezrozumieniu.
- Co one mają tu niby robić?
- Prezent urodzinowy od Dumbledora. Jakbym potrzebował rozhisteryzowanych żony i dwójki dzieci na głowie oprócz Septimusa.Mógł ich ściągnąć już na same urodziny, a nie dzień przed. Merlinie on to robi specjalnie!
- Maria jest w takim stanie, że wolałbym jej schodzić z drogi przynajmniej do Bożego Narodzenia- mruknął Wilson pod nosem
- To na szczęście nie mój problem- zakpił Severus
- Nie byłbym tego taki pewien drogi Severusie. Kiedy Catherine zobaczy Williego... przecież młody to skóra zdjęta z Anny. One nie muszą wiedzieć kim kiedyś był. Wystarczy, że go zobaczą, aby uznać, że jesteś winien wszystkiemu. Będą wściekłe, a zwłaszcza o to, że go ukryłeś przed nimi!- Do Severusa dopiero po chwili dotarł ten mały szczegół z ich przeszłości, którego nie brał pod uwagę
- Przyjaźniły się...
- Slytherin chyba nigdy nie miał lepszego żeńskiego rocznika niż ich, prawda? – mruknął Jonas z uśmiechem, a później spoważniał. Tomas pomimo wypitego alkoholu popatrzył na przyjaciela jak na kompletnego idiotę.
- Przepraszam to było głupie... Nie pomyślałem... Serio przepraszam.
- To było dawno temu. – odpowiedział zimno Severus
- Czasem zachowuje się jak kretyn. Przepraszam naprawdę.
- Dobra już wszyscy mamy dość!- powiedział Wilson odstawiając szklankę. – Spróbuję coś ustalić a pro po rdzenia. Mam dobrego znajomego w Japonii może coś wiedzieć. Ale kurde... Gdyby Dumbledore dopuścił się, aż takiej ingerencji. Przecież to... Cholera, a ja go miałem za potulnego staruszka... Wierzysz w tą historię Syriusza? Może to wyglądało inaczej. Może podmienili dzieciaki później? Wiesz po ataku? Może syn Jamesa wtedy umarł. Może Syriusz ukrył Wiliama u Dumbledora, a on zrobił podmiankę, przy okazji? Nie przepadaliście za sobą, nie? Może zrobił to celowo... Nie był zachwycony, że poślubiłeś Anne... Jego przysięgę zdjął Dumbledore nie Tobiasz...
- Dumbledore jest starszy od ojca. Dlatego to on zdjął przysięgę. Widziałem wspomnienia Syriusza, Tomasie. Nie mam wątpliwości, że James I Lily wychowywali mojego syna, a ja pochowałem ich. Sprawdziłem to od razu... Syriusz nie ma powodu, aby kłamać, a Dumbledore... Dowiedz się ile możesz. Ja ściągnę Daniela. Jeśli to co mówisz o aurze Wiliama jest prawdą... Jeśli Dumbledore celowo usiłował zniszczył jego Rdzeń... Martwię się jaki to będzie miało wpływ na ich przyszłość. Czy Wiliam w ogóle będzie w stanie przeskoczyć dalsze etapy i czy zrobi to prawidłowo. Wątpię, aby po takim czasie dało się uleczyć Rdzeń . On już przystosował się do nowych warunków A osiągnięcie pełnego Trójkąta opiera się tylko na moim synu. Jeśli Dumbledore w jakiś sposób go upośledzić... kurwa jakby samo w sobie to nie było trudne!
- Myślisz? Kurde przeskoczył pierwszy etap całkiem nieźle, nie? Co prawda nie mogę sobie tego wyobrazić, ale mogło być gorzej... – wyszeptał Jonas
- Ale pominął etap inicjacji... – mruknął Severus- wtedy myślałem, że to wina jego stanu, ale teraz? Kurwa... Kiedy Dumbledore opowiadał mi tą bajeczkę nawet nie brałem pod uwagę, aż takiej ingerencji. Ale jeśli jego aura rzeczywiście się zmieniła. Jeśli ty Wilson się nie mylisz to... Cholera on może nie być w stanie ich przeprowadzić przez czwarty próg! A Nawet jeśli jakoś to zrobi co będzie dalej? Jak chłopaki przejmą pałeczkę?
- Nie może być, aż tak źle... No wiesz dla niego to pewnie normalne... znaczy taka struktura rdzenia. On po prostu tak funkcjonuje. Więc...
- Wszystko zaczyna się od fundamentów Wilson. A w tym układzie fundamentem jest Wiliam. Jeśli u niego coś się sypnie to nie będzie ratunku.
- Panikujesz Severusie... Moc Wiliama jest duża. Do tego jego przywiązanie do chłopaków jest większe niż zakładaliśmy. Nawet jeśli tamtej nocy doszło do urazu rdzenia. Nie ważne czy przez Dumbledora, czy rzeczywiście młody pokonał Voldemorta dziką magią. Najwyraźniej w niczym mu to nie przeszkadza. Jesteś zmęczony. Do cholery nie spaliśmy... Ja już nawet nie wiem kiedy ostatnio spałem w łóżku! Nie myślimy racjonalnie. Nie możemy od razu zakładać najgorszych scenariuszy.
- Jak na razie to tylko te najgorsze się sprawdzają- Warknął Severus.
- Dlatego to przeanalizujemy, zastanowimy się, nie mówię, że mamy to zignorować, bo temat jest poważny, ale nie dzisiaj. Nie po tym co działo się przez ostatnie godziny. Nic mądrego z tego nie wyjdzie... musimy się wyspać.
- To idźcie ja was nie trzymam. Ja musze pogadać z Danielem- powiedział wstając z fotela.
- Nie radzę- powiedział speszony Jonas
- A to niby dlaczego?
- Zanim nas tu wpuścił kazał Cię uśpić. W zasadzie wpuścił nas tylko pod warunkiem, że dolejemy Ci do czegoś nasenny. – przyznał Jonas, a Severus zmrużył oczy.
- Wiedziałem, że sami byście tu nie weszli.
- W sumie to dlaczego on ma dostęp do twoich kwater?
- Bo potrzebuje Eliksirów? Zresztą tu nic nie ma. No oprócz tej teczki. Ale nawet tego nikt by nie przeczytał oprócz Was jest zabezpieczona. Gdyby ktoś bez dostępu ją dotknął spłonełaby. Specjalnie ją tu trzymam. Gdyby coś mi się stało mielibyście wyjaśnienie. A akurat o tym to Daniel doskonale wie.
- Więc ufasz mu bardziej niż nam?
- Jest pieprzonym Uzdrowicielem! Musi takie rzeczy wiedzieć. Do cholery jakby nie wiedział, a wykryłby u chłopaków Czarci Kryształ to już na bank czekałby nas Askaban! Wie tyle ile musi, tak samo jak i Wy. Cholera... Czarci Kryształ też wchodzi w Rdzeń. Kurwa nie pomyślałem...
- Przestań! Na Merlina Severusie przestań! Czarci Kryształ wyleczył co miał wyleczyć. Młody się po tym pozbierał nie? Więc błagam nie doszukuj się gówna tam gdzie go nie ma! – Jonas ze zmęczeniem spojrzał Na Snape'a – Prześpij się. Daniel zostawił dla ciebie eliksir. Nawet jak do niego pójdziesz to i tak Cię oleje. Był tak wkurzony jak nas tu zobaczył, że serio nawet nie próbuj... Rano się za to zabierzemy. Dziewczyny mają świstoklik na 16 więc będziemy mieli czas.
- Wynoście się już! – Warknął ze zmęczeniem. Dwaj mężczyźni spojrzeli na siebie niepewnie, a Severus otworzył drzwi zaklęciem. Jonas z westchnięciem postawił fiolkę na stoliku.
- Mam swoje więc możesz to zachować dla siebie.
- My mamy swoje, ta jest dla Ciebie. Mówię poważnie Severusie odeśpij póki możesz. W tym stanie łatwo o błędy...
- Ja ich nie popełniam. Wynoś się Jonas...
Ooo
Poczuł ciepły oddech na swoim policzku. Otworzył oczy i wrzasnął widząc obcą twarz. Zerwał się w próbie ucieczki, wpadając na nocny stolik upadając razem z nim na podłogę. Jęknął z bólu próbując się pozbierać się z podłogi, ale zaplątał się w jakiś kapel. Otworzył oczy rozumiejąc, że to kroplówka.
- Mugolskie gówno- Warknął wściekle za to szarpiąc, aby się tego pozbyć. Ostry piekący ból zabrał mu dech.
- Cholera Willi, dzisiaj zmieniłem wkucie! – wrzasnął Swinss, próbując powstrzymać szamoczącego się nastolatka.
- Uspokój się! – powiedział ostro nie mogąc sobie z nim poradzić. Wiliam dopiero po chwili znieruchomiał, walcząc o wyrównanie oddechu. Skoro Swinss tu był to raczej to nie był ktoś kogo powinien się obawiać, prawda? Przeszło mu przez myśl. Opadł bezsilnie na podłogę.
- Co to za baba? – w końcu z siebie wydusił. Zaciskając mocno oczy, licząc że to pomoże mu uspokoić zawroty głowy i mdłości.
- To mama Septimusa. Spokojnie... Prosiłem, aby dała Ci spokój...- zamilkł jakby na kogoś patrzył, ale Wiliam nie zamierzał nawet sprawdzać na kogo. Nawet kiedy leżał z zamkniętymi oczami, czuł że podłoga wiruje.
- Zawroty głowy? – Zapytał Swinss
- Ahy- mruknął słabo...
- Wili nie wywalaj ich. Serio tego potrzebujesz. Oni też. Więc już ich nie wywalaj Oki? Już jest dobrze. Nie zrobisz im krzywdy. Przełamaliście pierwszy próg. To się samo zatrzyma jak się wyrównacie. Wiem co mówię, zaufaj mi... Słyszysz?
Wiliam z trudem uniósł się na kolanach odtrącając dłoń uzdrowiciela, który próbował mu pomóc. W uszach mu piszczało, a za chwilę poczuł kwas w ustach. Bolesne torsje zaczęły szarpać jego słabym ciałem.
- Psia mać Willi... Jesteś gorszy od osła wiesz? – mruknął Swinss pomagając Wiliamowi. Wlał w jego gardło eliksir, jego gorycz była okropna i chłopak z trudem go przełknął, ale jakimś cudem zahamowało to mdłości, a gdy one ustały stwierdził, że równie dobrze może się przespać. Zignorował to co do niego mówił Uzdrowiciel.
Gdy kolejny raz otworzył oczy, musiał je szybko zamknąć gdy światło boleśnie go oślepiło. Jęknął osłaniając oczy.
- Wiliam? Przygasiłem światło...- ostrożnie uchylił powiekę i rzeczywiście w pomieszczeniu panował przyjemny półmrok.
- Dzięki- uśmiechnął się słabo do dziadka, a Tobiasz mruknął do niego z delikatnym uśmiechem.
- Gdzie tata? – zapytał z obawą. Nie chciał się podnosić. W głowie ponownie mu wirowało. Jednak wątpił, aby Severus ukrywał się gdzieś po za zasięgiem jego wzroku.
- Śpi. – padła spokojna odpowiedź.
- Oh... to dobrze...- mruknął zamykając oczy. To naprawdę była dobra wiadomość.
- To dobrze, bo cię nie rozszarpie?
- Był już zmęczony...
- Ma z tobą masę roboty. Mógłbyś już wyzdrowieć. Przynajmniej dla niego wiesz? W tym tępię padnie na zawał przed czterdziestką...- powiedział spokojnie Tobiasz ścisnął drobną dłoń, a Zielone oczy spojrzały na niego przepraszająco.
- Nie zrywaj połączenia Willi. Pozwól im na to. Im też by się przydało parę godzin snu z połączeniem. To wam wszystkim wyjdzie na dobre. Eliksirami tego nie opanujemy. Słyszysz? Pozwól Magii działać, ona chce waszego dobra, ale musisz pozwolić jej działać.
Zielone spojrzenie przez chwilę obserwowało twarz Tobiasza. On nic nie rozumiał... Zamknął oczy zapadając w sen. To zawsze dobry sposób na ucieczkę.
- WILIAM!- wrzasnął próbując wybudzić nastolatka. Jednak ten już go nie słyszał lub co była bardziej prawdopodobne nie chciał go słuchać.
- Ty mały uparciuchu- Warknął pod nosem Tobiasz. Przejechał palcami po włosach w irytacji rozglądając się po Sali. Christopher spał, a po jego stroni spływał pot. Gorączkował od poranka i Tobiasz miał wątpliwości jak długo jeszcze wytrzyma uzyskując tylko namiastki ich połączenia. Septimus za to bezradnie siedział na łóżku. Blady i zmęczony ciągłymi próbami. Zapętlali się. Teraz kiedy wydawało się, że idą w dobrą stronę. Wszystko szlak trafiał...
- Nie ufa im. Oni się nie znają. Są za młodzi. Nikt nie inicjował Trójkąta przed ukończeniem szkoły. Żaden nigdy nie nosił pierścieni. Zawsze czekali, aż je zdejmą. Kasander był najmłodszy gdy zaczął, a i tak miał już dwadzieścia lat. To nie może się udać...- powiedział z przerażeniem. Nagle statystyki Trójkąta go przeraziły 20% to mało bardzo mało. Popatrzył pełen przerażenia na pozostałych dorosłych.
- Przeszli pierwszy próg. – powiedział Tomas jakby to miało być ich nadzieją.
- Niektórzy polegali na dwunastym Tomasie- szepnął bezradnie. – Dziewięć prób tylko dwie się udały. Eksaliaszowi się udało przez przypadek. Zrobił to przez przypadek rozumiesz? Podążał zgodnie z instynktem, miał wiernych przyjaciół, praktycznie razem się wychowali, znali się jak mało kto. I byli dorośli! Gdy próbował to powtórzyć. Trójkąt zabił jego syna. Trzydziestoletniego mężczyznę, nie chłopca... Z Kasandrem był ostrożniejszy. Obserwował go... Pomimo tego, że Kasander z Zenobiuszem wydawali się dobrani idealnie nie mogli dobrać trzeciego. Rozumiesz dwóch pasowało, ale trzeci... czterech, rozumiecie? Zabili czterech... Kasander zaczął popadać w Szaleństwo. Po śmierci czwartego nie jadł i nie pił przez kilka tygodni. Załamał się, a przy życiu utrzymywała go tylko magia. Pełna bez pierścieni... Gdyby Zenobiusz nie sprzeciwił się Eksaliaszowi. Gdyby nie przyprowadził Gorgoniusza... Sprowadził Gorgoniusza i dopiero to zaczęło działać.
- Był półkrwi...- mruknął Jonas
- Był Sierotą. Chłopcem bez dziedzictwa... Krukonem... A jednak... Był przyjacielem Kasandra. Poznali się tu w Hogwarcie. Przez siedem lat byli nie rozłączni. Dziedzic Merlina, wnuk Eksaliasza, Slizgon z krwi i kości i Krukon. Eksaliszasz nigdy nie dowiedział się jak doszło do ich przyjaźni. Jakim cudem dwóch chłopców z tak różnych środowisk się zaprzyjaźniło. Było mu to nie po nosie. Nawet próbował zabić Gorgoniusza, aby nie psuł Kasandra, aby przerwać tą dziwną przyjaźń. On nie chciał kogoś takiego w Trójkącie, bez dziedzictwa. To miało być tylko dla wybranych. Eksaliasz miał szalony plan uczynić przez Trójkąt coś w rodzaju rodziny królewskiej. Coś czego byle czarodziej nie może zrozumieć. A jednak Kasander przeprowadził Gorgoniusza przez wszystkie etapy. Bo mu ufał! Rozumiecie? Ufał mu na tyle, aby pozwolić Gorgoniuszowi władać swoją mocą, dotknąć jej, zrozumieć. Magia to najcenniejsze co mamy, a powierzenie jej w czyjeś ręce to cholernie trudne. Wymaga zaufania... A Wiliam im nie ufa. Nie zna ich. Jakim cudem nie zabili się tamtej nocy? To powinno być nie możliwe... Powinno się skończyć za nim się zaczęło...- mruknął opadając na krzesło zrezygnowany. Nie wiedząc co ma z tym zrobić... jak może zmusić Wiliama do aż takiego oddania innym chłopcom? Spojrzał na Septimusa, który był przytomny od kilku godzin. Był silny... za silny dla Wiliama. Gdy słabł wytwarzali połączenie. Już nawet nie musieli się dotykać. Zresztą chodziło tylko o uleczenie. To nie jest próg. To nie wymaga od nich maksimum mocy. Tylko delikatne złączenie, aby ich magię mogły współgrać. Nad resztą mogli by pracować później... Podszedł do Septimusa, unosząc jego twarz. Był przerażony... Bał się... I nie ufał... Nie ufał Wiliamowi... On też nie chciał się poddać...
- Musisz odpuścić. Nie atakuj go...
- Nie atakuje! – wyszeptał łamiącym się głosem.
- Nie naumyślnie, ale jednak to robisz. Chcesz łączenia, wiesz aż za dobrze co będzie jeśli tego nie zrobicie. Zaczynasz panikować synu. A to nie jest dobre. Uspokój myśli... znasz Oklumencje prawda? Ojciec na pewno Cię tego uczył . Wycisz umysł, Pozwól Wiliamowi przejąć kontrolę. Niech mu się wydaje, że to on rozdaje karty, rozumiesz? Jeśli jego magia wyczuje, że to on jest silniejszy to to pociągnie, ale jeśli wyczuje, że teraz to ty rządzisz będzie Cię zwalczał. On nie wyrzuca was naumyślnie. On się boi. Boi się was. Boi się wam zaufać. Ma wiele tajemnic których wy nie znacie. Był zraniony przez tych, którym kiedyś ufał. Powierzenie komuś swojej Magii nie jest łatwe. A w jego wypadku to sto razy trudniejsze. Ale jednak jakimś cudem przeszliście pierwszy próg. Jakoś zwalczył wasze poddanie, więc i teraz spróbuję to pociągnąć. Ale on jest przerażony. Mieliście za mało czasu, aby się poznać... Więc ulegnij mu. Spróbuj, chociaż spróbuj...
- Jakbym usiłował dotknąć zranione zwierzę...- bardziej stwierdził niż zapytał. Tobiasz kiwnął głową.
- Dokładnie. – potwierdził Tobiasz.
- A może ich Pan stąd zabrać? Stresują mnie- wyszeptał wręcz niedosłyszalnie czerwieniąc się. Jednak Tobiasz go usłyszał, zresztą reszta też. Septimus mimowolnie się skulił gdy spotkał wzrok matki, ale na szczęście nikt nie próbował dyskutować. Gdy Tobiasz także postanowił wyjść Septimus złapał go za rękę.
- Pan może zostać- mruknął. Tobiasz wrócił na swoje krzesło, obserwując chłopca.
- Tęsknisz za dziadkiem prawda? – powiedział spokojnie. Odwrócenie uwagi jest zawsze dobre, gdy umysł zaczyna panikować.
- Jest wściekły na tatę, na mnie... Nawet nie odpisuje na listy...
- Trzeba przyznać, że umie się gniewać. Do mnie też się nie odzywa. Za Willa...- mruknął
- To dlaczego nie powiesz mu prawdy? To chyba nie wasza wina nie? Nie oddalibyście go po dobroci Potterom. Coś się stało coś czego my nie możemy rozgryźć, ale to wiem na pewno. Dziadek by zrozumiał...- Tobiasz wyprostował się ze zdziwieniem
- Wiecie...
- Oczywiście, że wiemy... Ma Pan nas za idiotów? Chociaż może tak się trochę zachowujemy. Nie jestem sobą odkąd wypiłem Przekleństwo. Czasem mam wrażenie jakbym mi ktoś pstryczek w mózgu wyłączał. Dziadek miał rację. Nie powinienem tego pić. – Tobiasz jednak zignorował jego ostatnie zdanie.
- Powiedział Wam? – zapytał z nadzieją. Septimus zaśmiał się ponuro.
- Może nie będę powtarzać tych jego bajeczek? Musi nauczyć się kłamać bo zginie marnie... Nie nie powiedział, ale gdy Chris go o to oskarżył... On się wystraszył. Nigdy nie widziałem, aby ktoś miał w oczach taki strach. Zmyślił bajeczkę. Ojciec chyba nawet w nią uwierzył. Był do niej bardziej przekonany niż do tego, że Wiliam to Harry.
- Więc odpuściliście?
- A co mieliśmy zrobić? Zmusić go? Aby dalej kłamał? I tak ma sporo problemów. Nasza ciekawość mogła poczekać...
- To mądre z waszej strony. Wiesz, że to co zrobiliście. Tamtej nocy. To powierzenie siebie drugiemu człowiekowi. Powierzyliście siebie Wiliamowi. Chociaż Mieliście świadomość, że on Wam nie ufa, że się Was obawia. Jednak to zrobiliście. Zaryzykowaliście własnym życiem, aby pomóc chłopcu którego nie znacie. Wiesz o czym to świadczy?
- Że jesteśmy kretynami...
- Że jesteście sobie Przeznaczeni. Baliście się? – Septimus pokręcił bezradnie głową.
- Wtedy wydawało się to słuszne! Ale skąd miałem wiedzieć, że tak się tworzy Trójkąt! Nikt nam tego nie tłumaczył!
- Nikt z nas tego nie zrozumie Septimusie... Możemy się starać... Doradzać... Ale tak naprawdę Nikt z nas tego nie zrozumie. Coś Was do siebie ciągnie. Chociaż się nie znacie.
- Willi jest jak pieprzony magnes! Szkoda, że my na niego tak nie działamy... Może by przestał. To zaczyna boleć. Dosłownie. Wcześniej jak zrywał połączenie to byłem wkurzony, ale to już zaczyna boleć. Jakby robił to specjalnie.
- Spójrz na niego. Czy wygląda jakby miał dość siły walczyć? Naumyślnie się was pozbywać?
- To właśnie robi. – Burknął zadąsany Septimus.
- Bo się boi. Jest przerażony. W tej chwili jego siła magiczną jest o wiele wiele większą niż fizyczna. Już z nią nie może sobie poradzić. Omal go nie zabiła. A na dokładkę ma Was. I nie zgodzę się z tym, że go do Was nie ciągnie. Dlaczego wszedł do Chrisa? Wiedział, że bariera może go wyczerpać. Wiedział o tym doskonale bo już raz to przerabiał, a jednak zaryzykował. Choć ledwo stał na nogach...
- Bo jest kretynem- mruknął ze złością Septimus.
- Powiedziałbym, że to było lekkomyślne. Tak samo lekkomyślne jak wasze zachowanie. On czuł, że musi z nim porozmawiać. Błagał o to ojca. Jednak my uznaliśmy, że to za wcześnie, że wasza potrzeba oddawania mu siebie jest za silna. Że znów wpadniecie w ten chory amok. Nie ufaliśmy mu... I to był nasz błąd. Bo gdybyśmy mu na to pozwolili nie wykorzystałby tak fatalnej sytuacji. Mało tego jestem więcej niż pewien, że nawet by do niej nie doszło. On czuł, że musi to przerwać. Że musi Was obudzić. Choć pewnie nie rozumiał co się dzieje. I tu wracamy do Eksaliasza. Mu nikt nie przeszkadzał, tworzył Trójkąt na własnych zasadach. Na podstawie intuicji i zaufaniu do pozostałej dwójki. I wy musicie tak działać. Musicie robić to co podpowiada wam serce...
- Teraz to mam ochotę strzelić mu w ten pusty łeb. – Tobiasz wyprostował się na krześle obserwując nastolatka.
- To to zrób...
- No chyba Pan sobie żartuje.- pokręcił głową Septimus.
- Dlaczego miałbym żartować? Jeśli to by miało go otrzeźwić na tyle, aby przestał, to to zrób.
- To i tak nic nie da. Jestem taki wściekły! O Merlinie...- schował głowę w dłoniach. – Może z tą oklumecją to nie jest taki zły pomysł? – zapytał po chwili.
- Nie wiem Septimusie. Mogę tylko spróbować Ci doradzić. Nie wiem czy to zadziała. Nie wiem czy to strach przed Wami Go hamuje, czy po prostu jest przerażony, że może was skrzywdzić. Nie wiem czy to co mu mówię on jest w stanie usłyszeć. Jest słaby. Bardzo słaby...
- Mówił coś...
- Tak. Dwa zdania. Jego strach przed ojcem jest zdumiewająco silny...
- Martwi się o niego. To nie jest strach...
- A skąd to wiesz? – zapytał Tobiasz spokojnie.
- Nie wiem... po prostu to wiem.
- Właśnie... Rozumiesz go. I zrozumiesz też to dlaczego was odrzuca. Ale musisz uspokoić własne obawy. Jako jedyny możesz nad tym zapanować. Uspokój swoje myśli, swoje obawy, a może wtedy uda Ci się zrozumieć jego na tyle, aby pomóc mu nad nimi zapanować. Musicie zaufać sobie nawzajem.
- Ufa komuś innemu. I wszyscy wiemy komu. To z nimi chce Trójkąt nie z nami. Z nami tylko trenuje...- Tobiasz zmrużył oczy nie nadążając za tokiem rozumowania nastolatka, ale gdy w końcu to rozgryzł roześmiał się szczerze.
- Nie, Septimusie. To by się nie wydarzyło. Pan Weasley i Panna Granger nigdy by nie dali rady. To wasze dziedzictwo nie ich. To wy jesteście sobie Przeznaczeni. To Wasz Trójkąt. Gdyby tak nie było... Gdyby Wiliam chciał kogoś innego nie przeprowadziłby Was przez pierwszy próg. Może tęsknić za przyjaciółmi. Ale to nic nie zmienia między Wami. To Wasza spuścizna. To wasze zadanie... To od początku chodziło tylko o Was. Ale to pewnie Was hamuje. Ty boisz się zaufać jemu, a on tobie. Nie znacie się za dobrze, a stworzyliście magiczny związek oparty na zaufaniu. Poczekaj chwile...
- Gdzie Pan idzie?
- Zaraz wrócę... – mruknął starszy mężczyzna. Nastolatek opadł na poduszki, patrząc bezmyślnie na sufit, a gdy Tobiasz wrócił spojrzał niepewnie na to co trzyma w dłoni.
- Wiesz kto jest na tym zdjęciu?- zapytał senior.
- To ja, Chris i...- Jego oczy powędrowały do Wiliama.
- To mały Harry Potter. Syn Jamesa I Lily. Adoptowali go, na prośbę mojej synowej Chwilę po narodzinach. Chciała go chronić. To długa historia, ale prawdziwa. Wiliam jest Harrym. Macie rację, pewnie czuliście to od początku. I nie ważne co byśmy Wam nie mówili jakie byśmy historie nie zmyślali Wy za pewne i tak wiedzielibyście, że kłamiemy. Miał przyjaciół, miał swoje życie i wszystko stracił. To nie było by dla niego łatwe nawet bez Przekleństwa i Trójkąta. Nie ma nawet czasu, aby przeżyć na spokojnie te emocje. Aby zamknąć tamten rozdział. Bo już tworzy kolejny z Wami. A właściwie to go kontynuuje. Wy się znaliście. Dawno temu. Choć nie powinniście. Gdyby był Nasz od początku Wasza znajomość nie była by dziwną. Ale był synem Pottera, a mimo to coś sprawiło, że Wasi ojcowie zawiązali sojusz. Potter poradziłby sobie z przepowiednia bez nich. Wcale nie potrzebował kontaktu z twoim ojcem i Tomasem. A jednak coś, jakaś magiczna siła ich powiązała. Wiesz co to musi być?
- Przeznaczenie- padła cicha odpowiedź.
- Dokładnie. Nie rozumieliśmy tego. Dopóki twój ojciec nie pokazał nam tego zdjęcia. My nie wiedzieliśmy, że kiedyś się znaliście. A Wy nie wiedzieliście kim jest Wiliam. Jednak teraz to wszystko staje się jasne. To jest Wasze Przeznaczenie. Już teraz wiemy, że co byśmy nie robili to wszystko miało się wydarzyć. Dlaczego? Tego nie wiemy. Ale jeśli to Przeznaczenie Was wybrało...
- To nas po prowadzi... Do czasu, aż nie zrobimy tego czego chce...- wyszeptał Septimus z obawą
- Dokładnie...
- Mamy pokonać Voldemorta...
- Tego nie wiemy...
- Zawsze chodziło o Czarnego Maga...
- Być może... Ale teraz musicie pomóc sobie nawzajem. Będąc na granicy życia i śmierci to nawet Przeznaczenie Wam nie pomoże.
- Ale daje nadzieję...- padła spokojna cicha odpowiedź
Ooo
Autor:
Najtrudniejszy rozdział. Zostaje już taki jaki jest. Nie jest idealny, ale...
Dajcie znać co myślicie. Ktoś kiedyś powiedział , że komentarze karmią wenę... Coś w tym jest! Więc do dzieła jeśli opowiadanie wam się podoba.
Szaryt21 dzięki za twoją aktywność! Bez twoich sugestii i komentarzy nie pociągnęłaby tego. A teraz już nie mogę się doczekać publikacji kolejnych rozdziałów !
Do usłyszenia! Kolejny rozdział w Sobotę.
AJM
