35. Powrót Davis
Bariera opadła, ale gęsta atmosfera ani trochę. Chłopcy robili co mogli, aby nie patrzeć ojcom w oczy. W teorii zarówno Chris jak i Septimus wiedzieli co ich czeka jak już bariera opadnie. Bo co do tego, że Wiliam ją zdejmie jakoś nie mieli wątpliwości.
Tylko teraz , kiedy to już się wydarzyło, a ich niepokój został rozgoniony uświadomili sobie jak bardzo głupio się zachowali. A może uświadomili to sobie jak spojrzeli na Wiliama? Na jego bladą twarz i drżące ręce? A może przez fakt, że pierścienie chłopaka wyglądały jak żywy ogień? A nadgarstki zrobiły się niepokojąco zaczerwienione?
Dopiero teraz uświadomili sobie co na nim wymogli. Jak dużo energii musiał zużyć. A co by było jakby pierścienie by mu na to nie pozwoliły? Zapomnieli... Najzwyczajniej w świecie zapomnieli o tych cholernych pierścieniach. Mogły go zblokować. Mógł wiedzieć jak zdjąć barierę, a mimo wszystko mógł nie być w stanie wydobyć z siebie takiej mocy. Podwójne pierścienie parzące dłonie Wiliama, uświadomiły Christopherowi, że jest kompletnym kretynem.
A Wiliam chyba też o nich zapomniał. Uniósł drżące ręce, patrząc na nie z niedowierzaniem i strachem. Cholernym strachem. Przerażenie związane z tym odkryciem było tak ogromne, że aż pociemniało mu w oczach.
- ODDYCHAJ! WILIAM SŁYSZYSZ! Oddychaj! – wrzasnął Severus niemal bezpośrednio w spanikowaną twarz nastolatka. Swinss wypadł z gabinetu potrącając Wilsona, który chciał go zawołać. I w normalnych warunkach widok ojca i Swinssa lezących na ziemi, byłby całkiem zabawny... Gdyby nie fakt, że Christopher był sam przerażony tym co się stało.
Dorośli posadzili spanikowanego chłopca na krześle, a Swinss rzucił na niego jakieś zaklęcie, dzięki któremu Wiliam złapał gwałtownie powietrze. Ten dźwięk był tak okropny, że Chris mimowolnie zrobił krok w tył, może nawet by uciekł, ale Jonas zatrzymał ich obydwu.
- Już nie tacy pewni swego? – Warknął zimnym lodowatym głosem. – To teraz patrzcie kto płaci najwyższą cenę za wasze wybryki...
I patrzyli. W zasadzie nie mieli dużego wyboru. Bo nawet jak Septimus próbował zwiesić głowę, ojciec unosił mu brodę do góry końcem różdżki.
Wiliam tak jakby zapominał czym jest oddychanie co wyglądało i brzmiało tak strasznie, że Christopherowi robiło się słabo od samego słuchania. Swinss jeszcze raz rzucił na niego zaklęcie oddechu, aż w końcu zaklął pod nosem przywołując jakieś dziwaczne coś czego Chris nigdy na oczy nie widział. Rozplątał kable i włączył urządzenie ,które cicho zamruczało, a później przyłożył maskę do twarzy chłopca. Ten szarpnął głową w tył jakby wcale mu się to nie podobało.
- Oddychaj Willi. Po prostu Oddychaj. Wdech i wydech. Nic się nie stało. One się tylko rozgrzały. Zatrzymam to obiecuje... – mówił spokojnym pewnym głosem. A kiedy Wiliam w końcu unormował oddech. Swinss poklepał jego nogę.
- Dobra robota. Sprawdzę ręce. Okej?- A gdy usłyszał jak jego oddech znowu przyśpiesza, od razu zrezygnował z tego pomysłu- Dobra. Nic nie będę sprawdzał. Wiliam Oddychaj do cholery. Skup się tylko na tym. Rzucę tylko okłady. To tylko okłady. Nie będzie bolało. Przysięgam. Schłodzą pierścienie. Nie będą Cię parzyć. Okej? - Wiliam mimo wszystko szarpnął ciałem jak zobaczył różdżkę w pobliżu swoich dłoni. Swinss już więcej nie próbował. Przywołał wiadro z lodowatą wodą i bez ceregieli po prostu wsadził do niego dłonie dzieciaka. Woda po zetknięciu z rozpalonymi pierścieniami zasyczała. A po chwili na twarzy Wiliama mogli zobaczyć ulgę. Przez chwilę trwali w tej dziwacznej pozie. Przynajmniej do czasu, aż Swinss z nie małym zdziwieniem stwierdził, że woda zaczyna się delikatnie ogrzewać.
- Willi okłady będą lepsze. Jeśli nie chcesz to wymienię wodę. Ale okłady je szybciej schłodzą. Utrzymują stałą temperaturę. Woda się nagrzewa – mruknął, a chłopak spojrzał na niego bardziej przytomnie. Kiwnął głową na zgodę. I chwile później, gdy odczuł jak temperatura pierścieni spada, stwierdził, że powinien od razu się na nie zgodzić.
Pozwolił sobie na chwilę oddechu, a kiedy poczuł, że już opanował się w zadowalającym stopniu, zsunął maskę ignorując niezadowolone spojrzenie Swinssa.
- Już jest dobrze. Wystraszyłem się- mruknął opierając czoło o zabandażowaną dłoń. W próbie odgonienia resztek przerażenia.- Myślałem, byłem wręcz pewien, że te nasze łączenia są tak silne, że pierścienie już nie będą reagować. – mruknął patrząc na swoje dłonie ze zdziwieniem. Swinss spojrzał na niego ze współczuciem.
- Nie tylko ty tak myślałeś...- przyznał po chwili.- Najwyraźniej łączenie poprzesuwały granice, ale jednak w dalszym ciągu redukują wystarczająco dużo mocy, aby dochodziło do ich rozgrzania. W sumie to nawet dobrze...- mruknął, a Wiliam uniósł brew.
- Dobrze? One spowodowały oparzenie na prawie całym moim tułowiu! Nie tylko na rękach. Merlinie a jeśli znowu...
- Willi to nie była wina pierścieni samych w sobie. Tylko zaklęcia i zakazu używania mocy. Doszło do kumulacji mocy w tak wysokim stopniu, że dochodziło do uszkodzenia nerwów nie tylko w dłoniach. Teraz to już nie jest problem. Zużywacie wystarczająco dużo mocy w trakcie łączenia i to w bardzo subtelny sposób. Bardzo naturalnie i łagodnie. Stabilizujecie poziom mocy i to jest idealne rozwiązanie, zwłaszcza dla ciebie. Nie dojdzie ponownie do zapętlenia mocy. Nie teraz. Tego jestem pewien.
Jednak warto by było je sprawdzić. Na jakim poziomie redukcji mocy obecnie jesteście. Dzięki tej wiedzy będziecie mogli łatwiej oszacować które zaklęcia możecie stosować, a które lepiej poznawać tylko w teorii. Rozważne podejście do rzucanych zaklęć uchroni was przed taką sytuacją. Przynajmniej do czasu, kiedy nie nauczysz się redukować zapotrzebowanie energetyczne zaklęć. Teraz, kiedy łączenie i tak zabiera wam moc, powinieneś chociaż próbować zrozumieć na czym to polega. Trzeba to będzie sprawdzić i to jak najszybciej. W zasadzie ich aktywacja to dobra wiadomość. One działają. W dalszym ciągu spełniają swoją funkcję. A po woli zaczynałem się martwić czy przypadkiem ich w jakiś sposób nie uszkodziliście łączeniem. To by był dopiero problem. Ale działają więc jeden problem z głowy- mruknął zadowolony.
- Ty się cieszysz, że one działają? – zapytał z nieukrywaną złością.
– Jesteś gotów na pełną moc? Byłbyś w stanie nad nią zapanować? Z jakiegoś powodu je założyliście, prawda? A po za tym i tak jesteś w lepszej sytuacji niż miesiąc temu. Udowodniłeś, że potrafisz rzucać świadomie więcej zaklęć niż tylko Accio i Leviosa. Zdjęcie bariery to ciężki kawał magii– stwierdził, a później spochmurniał obserwując Wiliama z zaciśniętymi wargami. I Wiliam czuł w kościach, że cokolwiek chodziło po głowie młodego uzdrowiciela nie będzie mu się to podobało.
- I co ja mam z wami zrobić? – mruknął pod nosem.
W pierwszej chwili ramiona chłopaka opadły przygotowując się na kolejny karcący monolog. Może nawet groźby wiecznego uwięzienia w pracowni Eliksirów. Ojciec jak nikt inny wiedział, że żaden z nich nie lubi tego przedmiotu i była by to dla nich prawdziwa udręka. A może dożywotni zakaz latania na miotłach? Bo co więcej mogli by im zakazać?
Spojrzał na chłopaków. Stali bezradnie, przerażeni całym zajściem chyba nawet bardziej niż Wiliam. Przynajmniej w tym momencie. I nagle Wiliam zawstydził się swoją reakcją. Nie powinien, aż zareagować. Przecież to nawet nie bolało. Piekło owszem. Ale to nie był ból jaki znał. Po prostu zapiekło, a on zachował się jak... Co tu dużo mówić jak psychol. Uświadomienie sobie tego faktu było bardzo nie fajnym uczuciem.
Wiliam powoli zaczął rozumieć, że chyba naprawdę potrzebuje pomocy. Nie wiedział jak miałby sobie poradzić z tych strachem. I wątpił, aby ktokolwiek był w stanie zrozumieć to co czuł kiedy dotarło do niego, że pierścienie się aktywowały. A z drugiej strony nie wyobrażał sobie, że komukolwiek to tłumaczy. Jednak Swinss podsunął mu całkiem skuteczne rozwiązanie tego problemu. Musi nauczyć się panować nad tym ile mocy wkłada w zaklęcie. Teraz w trakcie wyrzutu zaklęcia o tym nie myśli. Jednak wiedział, że w skryptach, które dał mu ojciec jest całkiem sporo informacji na ten temat. Musiał tylko w końcu z nich skorzystać. Ale to później. Teraz miał gorszy problem.
Ojciec patrzył na niego że zmrużonymi oczami, Jonas praktycznie wisiał niczym kat nad Septimusem i Christopherem, a Wilson... No cóż on obserwował chyba wszystkich tak samo jak Willi.
I właśnie ten mężczyzna przykuł uwagę nastolatka. A może pomimo wszystko Wiliam obawiał się go najmniej? Do ojca nigdy w życiu nie wystosowałby żądania o jakim myśli. Jonas mało mówił, ale Wiliam już zdążył się przekonać, że nie potrzebuje dużo gadać, aby dostać to czego chce. Był swego rodzaju zagadką dla chłopca. Nie mógł określić czy go lubi czy nie znosi. Jonas był niepewnym gruntem, ale Wilson... ten typ człowieka Wiliam znał.
- Zmieniłem zdanie...- powiedział opierając się o oparcie krzesła. A w duchu modlił się, aby jego wewnętrzna potrzeba kontroli, która obudziła się dzięki nawiązaniu Trójkąta, zapanowała nad nich. Chociaż trochę. Wtedy był pewniejszy siebie. W tej chwili, wystarczy prychniecie ojca aby się zawahał. Chyba wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni, ale Wilson jakoś czuł, że to do niego kieruje swoje słowa.
- Macie przestać przeszkadzać. Wtedy, kiedy do mnie przyszedłeś zapytałeś czy macie nie przeszkadzać. Tak. Macie w końcu przestać przeszkadzać. – powiedział nie aż tak pewnie jakby chciał. Patrzył tylko na Wilsona. Choć czuł na sobie świdrujące spojrzenie ojca. A Jonas prychnął.
-Serio Willi? Dużo się dzieje i jesteś już zmęczony! My to naprawdę świetnie rozumiemy. Jednak proszę Cię nie przeginaj. Przynajmniej nie bardziej niż zmusza Cię do tego twoje dziedzictwo!- Jonas spojrzał na niego typowo ojcowskim spojrzeniem. Pod tytułem, Prześpij się bo bredzisz.
- Mówię całkowicie świadomie. Chrzanicie wszystko przez to, że boicie się nam zaufać!- powiedział pewnie.
- A niby jak mamy Wam ufać! Ty omal nie wypadłeś z okna! A oni celowo i z rozmysłem rzucili barierę, która może was zabić! A może warto w końcu wspomnieć o Eliksirach które magicznie znikają z buteleczek przed podaniem? Mam wymieniać dalej? Raczej nie dajecie nam powodów do zaufania- Powiedział spokojnie Jonas. Wiliam zmarszczył nos na te argumenty.
- Wyjaśniłem ojcu co robiłem na tym parapecie!
- Tak czy inaczej to było niebezpieczne i lekkomyślne Wiliamie! – powiedział poważnie. Bez złości czy oskarżania. To było tylko stanowcze stwierdzenie faktu.
- A Jack nie znalazł żadnego listu, synu. Co już daje podstawy, aby mieć wątpliwości co do twojej prawdomówności.
Wiliam zmarszczył wściekle czoło, wsadził zabandażowaną dłoń do kieszeni I podał kopertę Ojcu.
- Trudno znaleźć coś, jeśli zmieniło położenie, prawda? Pod materacem jest kopia. Warto go scalić nim oddasz go właścicielce. Jest mistrzynią w rozpoznawaniu zaklęcia kopi. – mruknął z nie małym bólem.
Severus wyglądał na zdziwionego. Przyjął kopertę patrząc na nią niepewnie. Wyglądał na mocno zamyślonego, a Wiliam miał nadzieję, że czuję się zawstydzony przez rzucone oskarżeniami. Może nawet ma wyrzuty sumienia, za tak karygodne potraktowanie syna? Miał taką nadzieję... Bo nadal czuł przeszywającą wściekłość za fakt, że Ojciec go związał jak szaleńca. Spodziewał się po nim wszystkiego, ale nie tego...
- Może bym wcale nie wskoczył na parapet, gdybym miał pewność, że nie urządzisz karczemnej awantury! Jednak widać, że cokolwiek bym nie zrobił ty i tak uważasz mnie za idiotę! – wysyczał.
- A co do bariery!- zaczerpnął mocno powietrze- Co mieli zrobić? Idę o zakład, ze nic im nie powiedzieliście! Nic nie wyjaśniliście! A my to czujemy. Czy wam się to podoba czy nie jak z jednym jest coś nie tak to my to czujemy! A swoim zachowaniem tylko utwierdziliście ich w tym przekonaniu!
- A niby co twoim zdaniem powinniśmy im powiedzieć? – odezwał się Wilson. Jego spojrzenie, aż za dobrze mówiło nastolatkowi, że go ocenia. Za pewne próbując wyłapać czy przez chłopca przemawia jego wewnętrzna potrzeba kontroli. Ale Wiliam sam tego nie wiedział. Nie czuł się jak w dniu wczorajszym. Kiedy złość odbierała mu możliwość logicznego myślenia. Choć Merlin mu świadkiem, że starał się nad tym panować. Teraz czuł, że ma dość zachowania dorosłych. Był za bardzo zmęczony, aby dalej znosić ze spokojem ich krętactwa. Nawet jeśli robili to w dobrej wierze.
- Może prawdę? Jakkolwiek by to nie brzmiało? Chociaż, gdyby ten Baran- kiwnął głową w stronę Swinssa, za co oberwał wściekłe spojrzenie- dał mi dojść do słowa, pewnie nawet nie musielibyście nic mówić! Ale nie, najlepiej to naszprycować mnie eliksirami! Bo cały ten Sajgon związany z Trójkątem na pewno rozwiąże się po za moją świadomością! Merlinie brak mi słów do Was! – mruknął opadając na krzesło. Usłyszał cichy chichot Septimusa, który szybko ucichł. Chłopak za pewne zreflektował się w porę i ucichł nie chcąc rozwcieczyć zirytowanych opiekunów. Jednak z trudem opanował swoje dłonie by nie unieść kciuka do góry. Chris był mniej subtelny i pozwolił sobie na niby przypadkowe mrukniecie jednym okiem. Co Wiliam zauważył, ale jedyne na co miał ochotę to aby Oni wszyscy dali mu święty spokój.
Zapadła chwilowa cisza, a wszystkie oczy były skupione na nim. Nastolatek starał się zachować odrobinę pewności siebie, ale z każdą mijającą sekundą ulatniała się niczym pierwszy śnieg.
Severus wyprostował się, a Wiliam z ogromnym trudem zmusił się do spojrzenia na ojca. Nawet nie musiał udawać wściekłości. Nadal był cholernie Zły na Ojca, ale także na chłopaków i samego siebie. Czarne oczy zmierzyły go od góry do dołu, a gdy w końcu ich spojrzenia się spotkały Wiliam wiedział, że przegra tą bitwę...
Jednak cokolwiek miał mu do powiedzenia, słowa ugrzęzły mu w gardle na widok przybysza. Szok wypisany na twarzy ojca zmusił Wiliama do odwrócenia głowy. I aż mu szczeka opadła. Dosłownie otworzył buzię w zdziwieniu i zamknął ją z nie małym trudem. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że wstał i zrobił krok w tył, a właściwie dotarło to do niego jak poczuł dłoń ojca na ramieniu. Szepcząc mu niedosłyszalnie do ucha.
- Oddychaj- i w zasadzie ta oczywista czynność była jedyną na której mógł się skulić.
Magourzędniczka jakby nie zauważyła ich zaskoczenia. Uśmiechnęła się jakby byli dobrymi znajomymi. Przebiegła wzrokiem od Chrisa do Septimusa, a na końcu jej wzrok padł na Wiliama.
- Och chłopcy dobrze widzieć Was w lepszym zdrowiu! To była prawdziwa udręka widzieć Was w chorobie- powiedziała i może, gdyby jej nie znali nawet by uwierzyli w te słowa. – To prawdziwe szczęście, że medycyna zrobiła tak ogromny postęp dzięki czemu najwyraźniej jesteście już gotowi na dalszą naukę. W końcu nie zostało nam wiele czasu prawda? – mruknęła. A Wiliam spojrzał z przerażeniem na Chrisa I Septimusa.
- Davis...- Jonas, który stał najbliżej niej staną na wprost jej twarzy tym prostym ruchem praktycznie zagradzając jej przejście do dalszej części skrzydła szpitalnego.
- Panie Jonas- mruknęła w parodii przywitania. – Za pewne także odczuwacie ogromną ulgę widząc, że ta okropna choroba już ich opuściła.
- Dobrze wiesz, że to nie była choroba! I dobrze wiesz, że nie są jeszcze gotowi na „naukę".- Wyszeptał złowrogo.
- Ah ta ojcowska troska! Naprawdę tylko pozazdrościć takiego oddania! Chłopcy? Myślę, że pół godziny wystarczy, abyście się przebrali i zeszli na dół do waszych kwater! Mamy tyle do omówienia! – mruknęła z uśmiechem
Żołądek Wiliama zawiązał się w supeł. Czuł się jakby rzuciła na niego Drętwotę! Nienawidził tej kobiety każdym milimetrem swojego ciała. A teraz...
- Do cholery Oddychaj! – usłyszał nad sobą głos Wilsona. Mruknął w oszołomieniu i rozejrzał się po skrzydle. Ojciec, Jonas i Swinss znikli. Został tylko Wilson. Chris był blady jak ściana, Septimus osunął się po ścianie chowając głowę miedzy nogami. A Will stał patrząc na ojca przyjaciela w niezrozumieniu.
- Wiedzieliście? – zapytał po nie wiadomo jak długim czasie. Wilson zacisnął wargi, aż w końcu pokręcił przecząco głową.
- Ona nie może? Nie może prawda?
- Uspokój się. Cokolwiek kombinuje nie zbliży się do Was bez obstawy. Rozumiesz? Tym razem jej na to nie pozwolimy.- powiedział pewnie.
- Wam nie pozwolą... Merlinie znowu wprowadzą Artykuł 9! – wyszeptał prawie przez łzy Septimus.
- Nic nie wprowadzą! – Wrzasnął Wilson.- Zaufajcie nam do cholery. Mogła nas wziąć z zaskoczenia, ale to też braliśmy pod uwagę. Więc uspokójcie się. Szmata wiedziała, że Tobiasz musiał wrócić na Węgry. Ale nie zostawimy Was na jej pastwę jasne? – A kiedy całą trójka spojrzała na niego z powątpiewaniem, przeczesał palcami włosy w irytacji.
- Musicie nam w końcu zaufać. Gra ostro o czym wszyscy doskonale wiemy. W dupie będzie miała co mówią uzdrowiciele. Wie, że są po naszej stronie. Dlatego przygotowaliśmy się na to. Każdy z was dostanie prawnika. Nie gadacie z nią bez nich jasne? Najlepiej to w ogóle nic nie gadajcie! No chyba, że prawnik zatwierdzi pytanie. Jednak wszyscy uważają , że najlepiej by było jakbyście się nie odzywali. Ona was podchodzi. Dekoncentruje was durnymi pytaniami. Dlatego ufajcie tym gościom, jasne? Błagam choć raz usłuchajcie tego o co Was proszę! – powiedział wręcz błagalnie.
A trzy głowy opadły w rezygnacji i Tomas Wilson szczerze nie wiedział czy cokolwiek zrozumieli.
Autor:
Wiem krótko! Czerwiec będzie trudnym miesiące. Rozdziały będą Sporadycznie publikować. Ale nie rezygnuje.
Komentarze mile widziane!
Szaryt21 jak zawsze jesteś niezawodny!
AJM
