7. Kosa czy Kamień? Cz.1
Septimus I Christopher byli zszokowani artykułem w tak samo dużym stopniu jak Will. Myśli nastolatka torpedowały w teoriach spiskowych jakim cudem Orion Black „ożył". Bo był więcej niż pewien, że jego ojciec chrzestny miał być ostatni żywym Dziedzicem tego rodu... Ale już Wiliam był uważany za zmarłego... I to podwójnie. Jako Harry Potter i jako noworodek. Więc istniało prawdopodobieństwo, że Orion także sfingował swoją śmierć.
Myśli chłopca były tak rozproszone, że pierwszy raz zdarzyło mu się spowodować prawdziwa eksplozję na zajęciach. Profesor McGonagall która przez mijające tygodnie zdążyła się przekonać, że Severus histeryzuje w ocenie „eksplozji zaklęć Wiliama" zaczęła być mniej uważna. Przez co rzuciła zaklęcie o dobre 30sekund za późno. Aby uniknąć rannych ochroniarz Wiliama zainterweniował szybciej od zamyślonej nauczycielki. Nikt nie został ranny, a skutki eksplozji ograniczyły się do 40 cm dziury w podłodze, ale...
To spowodowało, że „ochrona" przestała być tajemnicą i ta informacja obiegła mury szkoły z prędkością światła. Drwiny uczniów goniły ich bez względu, gdzie byli.
Septimus przyjął to ze znanym sobie spokojem, stwierdzając, że większość już się pewnie domyślała. Ale Chris... Jego ujawnienie faktu, że ma kogoś kto ciągle za nim chodzi bardzo go Ubodła. W trakcie obiadu, gdy dobiegły do jego uszy kolejna drwina, zaczął wyzywać Wiliama od niekontrolujących się kretynów. A drugi nastolatek wcale nie był mu dłużny. Na oczach całej szkoły rozpętała się potężną kłótnia. Przeplatana niewerbalnymi zaklęciami.
Pierwszy raz obydwaj chłopcy nie tylko zostali „poskromieni" przez ochroniarzy, ale dosłownie siła wyniesieni z Wielkiej Sali.
Wilson z trudem opanował swoje zirytowanie wychodząc z Severusem za rozszalałymi z wściekłości nastolatkami. Septimus ze stoickim spokojem skończył spożywać swój posiłek, ale gdy w końcu wyszedł z Sali miał więcej niż pewność , że poranna informacja tak wytrąciła Wiliama z równowagi, że przy okazji stała się impulsem do drugiego tak długo wyczekiwanego progu.
Mieli teraz nie jeden, a dwa kłopoty.
Obydwaj chłopcy byli tak roztrojeni i źli, że nawet wyżycie się w bezpiecznej strefie jakim jest namiot nic nie dało i ojcowie zmusili ich do snu pod wpływem skrzaciej Magii. Uspokajający był by za pewne lepszy, ale mając świadomość, że drugi próg może osiągnąć swój szczyt w każdej chwili nie chcieli ryzykować podawaniem Eliksirów. I z obawą obserwowali Septimusa, który na chwilę obecną wydawał się ostoją spokoju. Nawet nie próbował dogryzać chłopcom. Co dorośli jasno zinterpretowali, że to troszkę potrwa...
Kiedy wczesnym wieczorem trzech chłopców zostało pokonanych Wymianą Mocy i zapadli w pełen mocy sen, a w komnatach Severusa zebrało się wszyscy dorośli.
- Wszyscy wiemy, kto wykurzył tego szczura...- Warknął Wilson. Oczywiście, że wiedzieli. Syriusz siedział na fotelu wypijając alkohol z barku Severusa. A Mistrz Eliksirów z irytacją stwierdził, że w takim tempie jego zapasy skończą się do końca roku.
- Nie mogę uwierzyć, że on żyje! Nawet na gobelinie jest wyryta data jego śmierci! – Warknął Syriusz. Severus się z nim zgadzał. Orion Black nie żył. Ale kim był człowiek który się za niego podawał? Wiedzieli, kto go wysłał. Voldemort... Lord Voldemort chce dorwać Wiliama. A skoro jego to i dwóch pozostałych nastolatków.
Ich gdybania przerwało przybycie Tobiasza i Xavier. Najstarszy Snape rozejrzał się po salonie.
- Gdzie Chłopcy? – zapytał na wstępie. Severus zmarszczył czoło. Jego ojciec był zaniepokojony. A to zły znak.
- Zasnęli... – Warknął Severus. Tobiasz zmarszczył czoło. Ale ze względu na niewtajemniczonego do końca Xaviera umilkł.
- Ustaliliście kto to? – zapytał Syriusz. Tobiasz usiadł swobodnie.
- Nie kto inny jak Orion Black, niestety.- odpowiedział w końcu.
- Co?- zarówno Severus jak i Syriusz podnieśli się z krzesła.
- Zgodził się na pełna identyfikację. Nie ma wątpliwości, że to ciało należy do Oriona Blacka, który rości sobie prawa do Wiliama. Zarzucając nam naumyślne odcięcie jego jedynego wnuka od rodziny matki. Aby było ciekawej DOS wystawiło opinię, że Izolujemy Wiliama i mamy na niego negatywny wpływ i zmiana prawnego opiekuna była by dla niego bardzo pozytywną odmiana. Orion jest przygotowany. Proponuję indywidualnego kuratora, prywatną szkole Magii, a jego druga młodziutka żona jest Uzdrowicielem Umysłu. Są przygotowani...
Severus zacisnął mocno wargi. Cała sytuacja wydaje się tak nierealna i idiotyczna...
- To nie wszystko. Orion oskarżył nas o manipulacje, ale także o znęcanie psychiczne i fizyczne nad Wiliamem. Podobno mają dowody. Jakie? Tego nie wiem. DOS stoi po ich stronie. DPPC Postanowiło zbadać śmierć Anny w trybie natychmiastowym, z obawy przed mataczeniami z naszej strony. W dniu dzisiejszym odbyła się ekshumacja. – Tobiasz popatrzył na syna – Przykro mi. Nie można było tego powstrzymać.
Severus pobladł uświadamiając sobie co ojciec do niego mówi.
- Oni... Kto im dał do tego prawo! – wrzasnął. Bezczeszczą grób jego żony. I to bez poinformowania go o tym! Spojrzał z furią na ojca.
- Mówiłem Ci! Mówiłem byś nie wkurwiał Dumbledora!
- To nie On... niestety. Nie powiedziałem najważniejszego...- mruknął Tobiasz z wypisana furią.- Mam podstawy sądzić, że gobelin Blacków nie kłamie. Orion Black nie żyje... Jego dusza odeszła, ale ciało...
Szklanka z alkoholem przeleciała przez pokój.
Kosa trafiła na kamień...
~oOo~
Orion Black był naczyniem. Naczyniem w którym przez ostatnie szesnaście lat ukrywała się dusza Lorda Voldemorta. Tyle zrozumieli... A teraz...? Teraz ich największy wróg wyciągał łapska po Wiliama, będąc w ciele Oriona Blacka. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że dalszy pobyt chłopaków w szkole to skrajna głupota i muszą ich stąd zabrać najszybciej jak to będzie możliwe. Ale nie było... Nie mogli ruszyć chłopaków dopóki Wymiana Mocy się nie ukończy. Na początku nawet tym się nie przejmowali. Wiedzieli, że do rana chłopcy powinni się wybudzić, a wtedy świstoklikiem zabiorą ich do Rose Hause. Plan był prosty. Jednak jego realizacja jak zwykle została pokrzyżowana przez Moc Trójkąta. Gdy nie wybudzili się o piątej rano zaczęli przypuszczać, że coś jest nie tak. Mijały kolejne godziny, a w ich stanie nic się nie zmieniało. Minęła doba, a oni w dalszym ciągu trwali w uśpieniu pełnym Mocy. Kolejna noc spędzili obserwując trzy nieruchome postacie. Z gulą w gardle. Bo wiedzieli, że czas im się niebezpiecznie kończy.
O 9 miała zostać wydana ekspertyza z ekshumacji ciała Anny. Severus żądał od ojca by dał spokój. Bo było już dla nich oczywiste, że wyniki analiz będą sfałszowane. Jednak dumą Tobiasza była większa. Stary Snape czuł, że dał się wyprowadzić w pole... Tak bardzo skupił się na ograniczaniu wpływów Dumbledore na jego syna i wnuka, że zlekceważył o wiele gorszego wroga. Który po cichu szykował ekspresowy plan zdobycia władzy nad Wiliamem. Uderzenie było tak nagłe i niespodziewane...
W swoich przypuszczeniach spodziewali się porwania, tortur i całego gówna jakie ciągnie się za Lordem Voldemortem. Na chłodno opracowanego co do ostatniego grama planu, nie przewidzieli. Podszywanego prawem i wyrokami. Lord Voldemort miał w Ministerstwie za pewne więcej ludzi niż oni. I to doprowadzało ich do szaleństwa.
O 10 Swinss zaczął zauważać, że wirującą moc wokół chłopców zaczyna ustępować. Przeszli drugi próg. To czego tak bardzo się obawiali. Przyszło w ciszy i odchodziło w spokoju. Po woli, zdecydowanie zbyt wolno... Nie chcieli ryzykować transportem, gdy wszystko się nie uspokoi. Trzech nauczycieli prowadziło swoje zajęcia jak każdego innego dnia, ale wewnątrz byli kłębkiem nerwów. Nie mogli wzbudzać podejrzeń. Musieli robić swoje do ostatniej minuty.
Severus prowadził zajęcia z piątym rokiem Puchonów I Krukonów, gdy drzwi z łoskotem się otworzyły. Nim zdążył wypowiedzieć choć słowo, został unieruchomiony przez dwóch aurorów i wyprowadzony z Sali tak szybko i sprawnie, że uczniowie nawet nie zdążyli krzyknąć z zaskoczenia. Zdążył pomyśleć, że nie odczytano mu zarzutów. Więc za pewne został zaklasyfikowany jako niebezpieczny.
„Kod Czarny" w sloganie Aurorskim oznacza neutralizacje w trybie natychmiastowym czarodziejów wobec których mają dowody o zabawę czarną magią, morderstwo lub znęcanie się nad małoletnim czarodziejem mogącym doprowadzić do jego śmierci. Severus z trudem przełknął ślinę, gdy zamaskowani Aurorzy za pomocą świstoklika przetransportowali go w mury Ministerialnego Więzienia Tymczasowego. Jego jedyna myślą było, że Jonas I Wilson zajmą się Wiliamem i nadzieja, że Tobiasz to załatwi jak najszybciej.
Nie był świadomy, że nauczyciele Obrony I Zaklęć zostali potraktowani w identyczny sposób. Takiego scenariusza nikt z nich nie przewidział.
W tym samym czasie do pokoju wspólnego Slytherinu weszła Panną Davis w towarzystwie obcego uzdrowiciela i sześciu Aurorów.
Ci Ślizgoni którzy mieli przerwę między zajęciami zerwało się ze swoich miejsc nie rozumiejąc co się dzieje.
- Czwarte drzwi po prawej- rozporządziła ropucha. – Spokojnie moi drodzy. Tym razem to nie o Was chodzi...- uspokoiła Ślizgonów.
~oOo~
- Willi?- Jack pochylił się nad leniwie budzącym się nastolatkiem- Willi błagam kończ już to.
Nastolatek otworzył oczy, ale po chwili z powrotem je zamknął. Naciągając na głowę kołdrę.
- Willi błagam obudź się! – wrzasnął Jack.
Z braku lepszego rozwiązania postanowił delikatnie pomóc chłopcu w odgonieniu mar sennych. Uniósł różdżkę by rzucić zaklęcie chłodzące, jednak nie zdążył wypowiedzieć słowa jak jego ciało grzmotnęło o ścianę tracąc przytomność.
Huk uderzające ciała rozbudził Wiliama. Usiadł zdezorientowany i osłabiony na łóżku. Widząc obcych ludzi w drzwiach ich kwater poderwał się z łóżka. Jednak jego ciało było zbyt osłabione po prawie dwudniowej wymianie Mocy w tak wielkim stężeniu. Upadł... spróbował podciągnąć się na rękach, ale one także były za słabe.
- Sami Panowie widzą. Te potwory nawet tu znęcają się nad nimi... – mruknęła Panną Davis.
- Dziwka- wyrwało się Wiliamowi z trudem tym razem dźwigając się na nogi. Uniósł rękę w próbie wyczarowania jakiegokolwiek czaru. Jednak jego moc została zduszona w zalążku przez nieznanego mu Aurora. Powalili go na ziemię nim był w stanie podjąć drugą próbę. Dłonie spięli mu Magicznymi kajdanami. I usadzili na podłodze. Podszedł kolejny mężczyzna z fiolka obcego mu Eliksiru.
- Spokojnie. Już nikt nie będzie Cię krzywdził, dziecko...- Uzdrowiciel nie kłopotał się próbą napojenia chłopca eliksirem. Panną Davis ostrzegła go, że Wiliam źle reaguje na przymus połykania mikstur leczniczych. Zaklęciem umieścił miksturę w żołądku chłopca. Wiliam szarpnął się, ale nie miał szans.
- Trzy, dwa, jeden- mruknął uzdrowiciel. Wypuścił powoli powietrze gdy oczy chłopca opadły. Rzucił na bezwładne ciało chłopca kilka zaklęć zabezpieczających przed transportem.
- Zabierzcie go do Munga. Musimy go zbadać. Od razu na czwartek piętro- rozkazał.
Aurorzy wykonali polecenie bez szemrania. Oni nie byli od zadawania pytań, ani nad zastanawiania się nad słusznością swoich czynów. Padł rozkaz wiec oni go wykonują. W zasadzie byli wdzięczni, że wszystko poszło sprawnie i bez większych komplikacji. Podobnie postąpili z Chrisem I Septimusem. Trzech niczego nieświadomych chłopców zostało przetransportowanych Merlin jeden wie gdzie...
Uzdrowiciel świętego Munga w końcu podszedł do nieprzytomnego Jacka Swinss'a. Klęknął koło młodego uzdrowiciela, którego tak dobrze znał i cenił. Jednak teraz...? Teraz sam nie wiedział co myśleć o młodym uzdrowicielu.
- Oj dzieciaku dzieciaku...- mruknął. Lecząc rozcięcie na głowie.
- Nic mu nie będzie? – zapytała Panna Davis.
- Migrena i ból mięśni gwarantowany. Reszta się okaże...- powiedział. Wstał z ziemi z zamiarem przetransportowania Jacka do szpitala. Najpierw muszą się upewnić czy nic mu nie jest nim DPPC weźmie uzdrowiciela na przesłuchanie.
- Andrzeju...- mruknęła Panną Davis z uroczym uśmiechem.
- Tak?
- To była świetnie wykonane zadanie. Mój Pan z całą pewnością doceniłby twój wkład w tą misję... A teraz...- Panna Davis uniosła różdżkę i rzuciła zaklęcie. Medyk po chwili złapał się za serce i zaczynając się dusić. Umierał samotnie w szkolnym dormitorium. Nim Albus Dumbledore zorientował się, że aresztowanie trzech nauczycieli to jego nie jedyny problem, Panna Davis zniknęła razem z Jackiem Swinssem.
Nad namiotem treningowym Złotej Trójcy zabłysnął Mroczny Znak.
Tą bitwę wygrał Lord Voldemort... W zaledwie 17 minut i 45 sekund.
~oOo~
Powiedzieć, że Tobiasz Snape był wściekły to jakby powiedzieć nic.
Ślad po jego synu i wnuku zaginął. Tak samo jak po Janasach i Wilsonach. Nic zero śladu. Ani w Mungo, ani w Więzienia Tymczasowym... Nikt nigdy nie widział, ani chłopców, ani mężczyzn. W Ministerstwie rozpętało się piekło. Lord Voldemort rozpracował ich systemy zabezpieczeń od wewnątrz. Jak wielu nieoznakowanych Sługusów miał w korytarzach Ministerstwa wiedział tylko On.
Szef DPPC który jako jedyny mógł uruchomić „Kod Czarny", był pod wpływem Imperiusa. Co i tak nie wiele go tłumaczyło.
Tym jednym ruchem Czarny Pan zatrząsł Magicznym Światem od samych fundamentów. Aurorzy już nie byli pewni swoich partnerów, pracownicy czmychnęli czym prędzej do swoich domów. Św. Mungo pozostał bez Głównego Uzdrowicie i zastępcy.
A Hogwart?
Uczniowie zostali pozamykani w swoich Dormitoriach i w przeciągu doby zostali odebrani przez rodziców. Oficjalnie szkoła Magii i Czarodziejstwa Magii została zamknięta na dwa tygodnie.
Lord Voldemort dostał w końcu to czego chciał. Pozostawiając po sobie ponad tuzin trupów.
Daniel McGonall został zabity jako pierwszy. Jego ciało odnaleziono za to na końcu. Mateo Dayson i jego ludzie zginęli w namiocie treningowym. Ciało Zastępcy Daniela McGonalla odnaleziono w pokoju chłopców. Osiem ciał Aurorów z brygady uderzeniowej zostało „zrzucone" na środek wioski Hogsmeade. Ochroniarz, który miał chronić wejście do pokoju został zabity dokładnie tą samą klątwą co uzdrowiciel.
Tobiasz miał ochotę wyć z wściekłości. Zrobili tak wiele. Robili wszytko, aby zabezpieczyć chłopców. A zawinili pozwalając na zbyt wielki wpływ Ministerstwa...
- Zapłacisz mi za to- Warknął patrząc z furią na Dumbledora. Nie wierzył by Albus o wszystkim nie wiedział. Musiał wiedzieć, ten człowiek wie wszystko i o wszystkich więc i o tym musiał wiedzieć. Mógł go zabić. Nawet miał na to ochotę. Zemsta smakuje najlepiej na zimno... I Albus Dumbledore się o tym przekona. Ale teraz musiał odnaleźć wnuka i syna...
Deportował się jak tylko przekroczył granice osłon. Jego noga nigdy więcej nie postanie na tym terenie. Ani jego, ani jego rodziny przysiągł sobie.
~oOo~
- Nie wierzę w to wszystko!- mruknęła Hermiona odkładając Proroka. – Śmierciorzercy zaatakowali szkole!
- W teorii nie byli śmierciorzercami. Ci co nie żyją na pewno nimi nie byli. Wykorzystali ich...- powiedział Ron. Hermiona spojrzała na niego. Jego spokój ją niepokoił.
- Ron! Porwali uczniów! Jak możesz być taki...
- Jaki Miona. Sami się o to prosili. Nosili głowę wyżej niż sra...
- Ron! Jak możesz!- upomniała go dziewczyna.
- Skoro nie chcesz poznać mojego zdania to się nie pytaj! – Warknął.
- Nie wierzę, że nic Cię to nie obchodzi!
- Oczywiście, że obchodzi! Dziękuję Merlinowi, że nikomu z uczniów nic się nie stało! Tacy byli do przodu? To dlaczego nawet się nie bronili? Zmietli ich wszystkich w kilkanaście minut! Nic dziwnego, że wszędzie łazili z ochroną skoro byli tacy...
- Chodzili z ochroną, bo przeszli pierwszy próg Trójkąta. W dniu wczorajszym pokonali drugi. Trójkąt daje wielką moc, ale zanim to osiągnął mają momenty, że są bezbronni jak dziecko. Dlatego potrzebowali ochrony. – Ron otworzył usta odwracając się w stronę głosu. Charlie stał na schodkach strychu. Patrzył na młodszego brata z wściekłością. Jakby z trudem powstrzymywał się przed przeklęciem chłopca.
- Między pierwszym a drugim progiem szacowany czas do sześć tygodni. Sześć. Pierwszy próg pokonali na początku lipca. Przyszli do Hogwardu bo musieli. Nie mieli wyjścia I wcale tego nie chcieli. Przyszli kiedy byli najbardziej bezbronni. Bo Trójkąt zaczynał im dawać popalić. Wzrost Magii oddziałowuje na układ nerwowy, emocjonalny, fizyczny. Nanwszystko. Byli jak tykające bomby, ale dawali radę. Dopóki twoje tempe egoistyczne zachowanie wszystkiego nie spierdoliło bracie! Wszystkiego. Willi wysiadł na siedem tygodni. Wyczerpywali go z każdej okruszyny Magii, aby to przeżył. Co miało konsekwencje na wszystko. Na cały przebieg Trójkąta. Opóźniło go. Gdyby nie ty bracie, przeszli by ten pieprzony próg bez problemu we wrześniu i mieli kilka miesięcy na szkolne dramaty. Ale przez twój idiotyzm. Przez to, że chciałeś go zabić...
- Nie chciałem go zabić! To był wypadek.
- Bracie widziałem twoje wspomnienie. Widziałem... Byłeś tak kurewsko o niego zazdrosny, że byłeś w stanie gozabić! I choć oni Ci odpuścili. Dali Ci cholerną szanse, ty w dalszym ciągu zachowujesz się jakby był twoim wrogiem. Co on Ci kurwa zrobił? Co? Wiesz dlaczego wczoraj się nie obronili? Bo przeszli kolejny próg. Gdyby nie to, byli by bezpieczni. Opóźnienie tego progu to tylko twoja Wina! – wrzasnął.
- Skąd...
- Skąd to wiem? Bo się do nich przyłączyłem jak wiele innych osób. Nawet nie macie pieprzonego pojęcia jak wiele osób liczy na te dzieciaki. Że to przeżyją , że wprowadza w końcu pokój i równowagę. Że Wiliam pomimo tego całego gówna jakie go spotkało uniesie to. A ja w niego wierzę.
- Jedyne gówno jakie...
- Zamknij się Ron! Nic nie wiesz...- mruknął Charlie.
- Może ty nic nie wiesz! Ile Ci płacą? Billi zgarnął niezła sumkę!
Charlie Weaslay zacisnął mocno wargi. Chwilę się wahał nim słowa opuściły jego usta.
- Hermiono... wiem, że złożyłaś przysięgę Zakonowi, ale... czy chciałabyś... pomóc komuś innemu? – powiedział w końcu ignorując kompletnie młodszego brata.
Hermiona spojrzała na Rona, później na Charliego. I kiwnęła głową. Spojrzała na Rona że zmęczeniem.
- Zamierzam im pomóc, a ty rób co chcesz...
