33. List cz.1
Przebudził się w pokoju z trzema łóżkami. Dwa były puste Nie było to skrzydło od razu zrozumiał, tylko jego pokój w kwaterach na trzecim piętrze. Usiadł na łóżku i z przyjemnością stwierdził, że dzisiaj nie jest aż tak słaby. Zszedł z łóżka zadowolony, że nogi są w stanie go utrzymać. Rozciągnął się stwierdzając, że czuję się sto razy lepiej. Już nawet nie miał nadziei, że kiedykolwiek tak się poczuje.
Pukanie w okno go wystraszyło. A gdy uniósł głowę nie mógł uwierzyć w to co widział. Podszedł i otworzył je natychmiast. Hedwiga wleciała opadając na stoliku, patrząc na niego obrażona.
- Maleńka. Jak mnie tu znalazłaś. Skąd...- mruknął dotykając jej śnieżnobiałych piór. W zamian oberwał mocnym dziobnięciem.
- Jesteś na mnie zła?- spytał smutno- Nie chciałem Cię zostawić. To nie był mój wybór dziewczynko. Jesteś teraz sową Rona? Czy Hermiony? Mam nadzieję, że jesteś z nimi szczęśliwa. Chociaż Ty... -dodał. Sowa w dalszym ciągu go ignorowała, ale wyciągnęła nóżkę z listem.
- Dla mnie? – spytał, a gdy dziobnęła go ponownie dotknął koperty odwracając go, a gdy na kopercie zobaczył Eleganckie pismo Hermiony głoszące adresata Listu pobladł uświadamiając sobie, że nie może go wziąć
- Musisz go zabrać! – powiedział do Sowy, ta spojrzała na niego obrażona, dziobnęła go dwukrotnie w rękę przez co chłopak szarpnął listem odrywając go od jej nóżki, a Hedwiga poderwała się do lotu...
Podbiegł do okna, wskakując na duży parapet w nadziei, że uda mu się schwytać Sowę.
- Wracaj tu! – krzyknął, ale była już tylko białym punktem na niebie. – A niech Cię...! – Warknął do małej kropki na niebie. Chwycił się ramy okiennej wypuszczając ze złością powietrze. Ojciec go zabije. Bez wątpienia teraz to już na pewno rozszarpie go na strzępy. Hermiona wysłała list. Do Harrego Pottera, a on nie żyje. List powinien do niej wrócić, a on go odebrał. Ma przechlapane... Jeśli miał w jakikolwiek sposób dać dziewczynie znać, ze żyje nie mógł zrobić nic bardziej idiotycznego. Zachwiał się delikatnie przez co spojrzał w dół. Było wysoko. Bardzo wysoko, ale jakoś wcale go to nie przerażało. Z fascynacją przechylił się bardziej obserwując maleńkie ścieżki, błonia i jezioro. Zakazany Las z tej wysokości wyglądał pięknie. Uśmiechnął się na widok Chatki Hagrida ciekawe czy półolbrzym jest w domu, przełożył nogę na drugą stronę okna wychylając się mocniej, aby zobaczyć zagrody obok jego domu.
I wtedy coś z siłą wciągnęło go do środka. A właściwie wrzuciło. Walnął o ścianę tak boleśnie, że przez chwilę zabrakło mu tchu. Nim zdążył zrozumieć co się dzieje, poczuł jak ktoś przydusza go swoim ciałem i chwyta jego twarz. Swinss patrzył na niego z przerażeniem. Ciężko łapiąc oddech jakby po biegu.
- Co ty kurwa chciałeś zrobić? – wrzasnął, aż zadźwięczało mu w uszach. Wiliam patrzył na niego w kompletnym nie zrozumieniu.
- Co? – zapytał.- Zejdź ze mnie! – wrzasnął próbując pozbyć się większego ciała z siebie. Swinss w zamian przydusił go mocniej.
- Co się stało! – usłyszał kolejny głos należący do Daniela. Jednak Wiliam go nie widział bo Swinss mu skutecznie zasłaniał wszystko.
- Daj uspokajający! – młodszy uzdrowiciel wydał polecenie, a Wiliam patrzył na niego z nie małym przestrachem. Szarpnął się w próbie uwolnienia.
- Puść mnie! – wrzasnął, ale nie miał szans w takim starciu ze starszym silniejszym mężczyzna. Daniel pojawił się koło nich klękając koło głowy Wiliama.
- Co się stało! – zapytał. Swinss nawet nie próbował tłumaczyć, usiadł na klatce piersiowej Wiliama, kolanami przyduszając jego dłonie. Jakby bał się , że chłopak rzuci w niego zaklęciem. Wyrwał z dłoni Daniela Eliksir siłą wlewając jego zawartość w usta Wiliam. Nastolatek szarpał się w próbie wyplucia gorzkiego naparu. Jednak Swinss z wprawą przytrzymał jego szczękę uniemożliwiając mu pozbycia się substancji. Nastolatek próbował z nim walczyć, ale był słabszy, a eliksir bardzo szybko zadziałał, otumaniając go i powodując, że stracił kontrole nad własnym ciałem. A kiedy przestał się szarpać, a jego spojrzenie stało się bez wyrazu, Swinss powoli wypuścił powietrze i zszedł z nastolatka. Rzucił na chłopca delikatne zaklęcie usypiające. I dopiero gdy Zielone oczy zamknęły się uzdrowiciel opadł na podłogę w próbie opanowania drżących dłoni.
- O cholera...- wyrwało mu się z ust, przebiegając palcami po włosach. – Na to się nie pisałem. – powiedział do Daniela, a starszy uzdrowiciel spojrzał na niego w niezrozumieniu.
- Co on zrobił? – zapytał, a Swinss popatrzył na otwarte okno z przerażeniem.
- Chciał wyskoczyć? – Zapytał Daniel niedowierzając.
- On praktycznie to zrobił! Gdybym wpadł tu kilka sekund później. Ja pieprze...
- Nie możliwe... Willi by nie... – Daniel spojrzał na nastolatka.
- Słyszałeś co mówił Snape! Nawet on nie był pewien w jakim stanie psychicznym jest młody. Też nie chciałem w to wierzyć, ale on już praktycznie wisiał na zewnątrz. Wystarczyło, aby puścił ramę i by spadł Merlinie dobrze, że alarm się włączył. Po cholerę ja go wypuszczałem. Trzeba było go wczoraj zabrać do skrzydła. Miałbym go cały czas na oku.
- Może... – Daniel patrzył na okno przerażony.
-.Może co? Podziwiał widoki? Serio? On potrzebuje pomocy! I to nie tutaj. Od razu powinniśmy rozważyć taką ewentualność! Nie zaryzykuje zdrowiem chłopaków. Nie użyje niczego magicznego. Jest bystry. Będzie próbował na inne sposoby! Takie jakie nie pociągnął za nim chłopaków! Nie ogarnę go tutaj! Nie znam się na depresji podpalanej buzującą magią. On tu nie jest bezpieczny! I na bank jest nie przewidywalny! Kurwa...
- Uspokój się! Nawet nie dałeś mu szansy się wytłumaczyć!
- A na co miałem czekać? Aż wyjdzie z szoku i pieprznie jakimś zaklęciem? Co robił Septimus z Christopherem? Miałem czekać, aż On pokaże swój repertuaru? Ten pokój nie jest zabezpieczony w żaden sposób! O tym też powinienem pomyśleć. On ich złamał, ale oni jego nie! Jest nieobliczalny tak samo jak oni byli! Tylko lepiej się z tym kryje. Snape ma rację, że jest doskonałym aktorem.
- Swinss spokój. Zabieramy go na górę i czekamy na Snape. Takie sytuacje ocenia się na chłodno. Dopóki nie pogadamy z nim nie panikuj. Nie wiemy dokładnie co chodziło mu po głowie. Zresztą nawet jakby wyskoczył to przecież są zaklęcia. Nic by mu się nie stało.
- No tak bo najlepiej liczyć, że w każdej sytuacji zadziała zaklęcie! A smarkacz niech sprawdza, które są skuteczne! Może od razu zaprowadźmy go do wierzyć Astronomicznej! Tam jest wyżej, może polatać dłużej!
- Przestań! Uspokój się do cholery!
- Przekleństwo Salazara nie jednego doprowadziło na skraj szaleństwa.
- Wiliam nie jest...
- Co nie jest? Czym się różni od innych? Dostał po dupie jak mało kto! Ja jeszcze mu wczoraj dokopałem. Ma prawo się załamać, a to gówno w niczym nie pomoże. On potrzebuje terapii i miejsce gdzie nie zrobi sobie krzywdy! To tylko dziecko! A nie cholerny zbawca świata!
- Dlatego potrzebuje spokoju. Ogarniemy to. A ty się uspokój bo jeszcze chwila to Ciebie naszprycuje uspokajającym. Jasne? – Daniel zmierzył młodego mężczyznę ostrym spojrzeniem. Swinss oparł głowę o łóżko próbując odzyskać kontrolę nad sobą. Potrzebował dłuższej chwili, bo serce waliło mu z przerażenia okropnie.
- Jedno trzeba przyznać młody. Jesteś cholernie szybki- powiedział Daniel klepiąc jego ramię. Młodszy uzdrowiciel uniósł głowę patrząc na swojego Szefa.
- Wolałbym, aby nie zmuszali mnie do takich szybkich akcji. Daniel z nim nie jest dobrze...- powiedział.
- Nie mówię, że jest. Ale po coś tu jesteś prawda? Mówiłem, że nie będzie łatwo. Gdyby Snape mógł nad tym sam zapanować to raczej nikt by o nich nie wiedział, prawda? Choć, zabierzmy go do skrzydła zanim Septimus z Christopherem wrócą. Kazałem im połazić po błoniach. Pewnie będą padnięci.
- Wydawali się dużo silniejsi niż wczoraj. Myślałem, że Willi...
- Nie wiemy co tu się stało. Rusz się zabieramy go, zanim tamci dwaj zaczną panikować. – powiedział podając mu dłoń, aby pomóc mu wstać.
- Będą pytać.
- To im powiesz, że młody zemdlał pod prysznicem. Nie panikuj, dopóki nic nie wiemy...
Zabezpieczyli nieruchome ciało Wiliama zaklęciami i wy lewitowali go nie widząc listu, który upadł pod jedno z łóżek.
Jack Swinss był znany ze stoickiego spokoju. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach myśleć trzeźwo. Jednak dzisiaj stracił panowanie nad sobą. Widząc nieprzytomnego chłopca, przykutego magicznymi pasami, które blokują magię, napojonego eliksirami coś w nim pękło. Było mu nie dobrze na samo wspomnienie tego co zobaczył rano. Miesiąc czasu poświęcił tym dzieciakom. Chociaż wcale nie chciał. Nie miał najmniejszej ochoty babrać się w tym szambie. Doskonale wiedział, co może go spotkać, gdy wypłynie, że to on głównie zajmuje się smarkaczami. A jeszcze boleśniej był świadom czego może oczekiwać od niego ojciec, kiedy uzyska te informacje. I nie chciał... Nie chciał tu być... A z drugiej strony nie umiał odmówić. W zasadzie nawet nie dali mu możliwości odmowy. Wciągnęli go w to czy tego chciał czy nie. A On się do nich przywiązał. Jakkolwiek szalenie to brzmi. Przywiązał się do tych smarkaczy. Widział ich w najgorszych momentach życia. Widział jak umierają i jak się po tym zbierają. Widział na własne oczy czym jest moc Trójkąta. I nie mógł sobie wybaczyć, że aż tak źle ocenił sytuację. W jakiś chory sposób wyobrażał sobie, że gdy ich ciała się uleczą reszta pójdzie już gładko... A zdarzenie z poranka było jak kubeł zimnej wody. Takie przeżycia, taka ilość bólu i odpowiedzialność nad czymś nad czym nie ma się kontroli muszą pozostawić po sobie ślad. A Jack kompletnie nie wiedział jak pomóc Wiliamowi.
Więc teraz siedział na krześle czekając aż nastolatek się wybudzi i obserwował na pozór spokojną sylwetkę swojego dawnego Profesora. I zaczynał się martwić nawet o tego faceta. Bo ile można znieść? Wczorajszy dzień był koszmarny. Już wczoraj zachowanie Wiliama powinno go zaalarmować, ale chciał mu dać szansę. Aby jakoś odsapnął. Przestał się zadręczać. I wieczorem, gdy robił skany śpiącym chłopcom był nawet przekonany, że to był to całkiem niezły pomysł.
A później przyszedł Daniel. I zrobiło się mniej ciekawie. Nie brał pod uwagę, że u Wiliama mogło dojść do uszkodzenia rdzenia. Nie miał pojęcia co dzieciak powiedział do ojca po wyjściu z łazienki. I kompletnie nie był świadom, że popołudnie które miało być dla niego przyjemne, było niczym kara przez większość czasu, a przez resztę emocjonalną huśtawką. I już wczoraj wiedzieli, że muszą się na poważnie zabrać za dzieciaka, a jego kondycja psychiczna jest jeszcze gorsza od fizycznej. Ale chyba nikt z nich nie zakładał najgorszych myśli na poważnie. Swinss na pewno nie. I Snape też.
Nie chciał uwierzyć. Gdy wrócił z Ministerstwa spodziewał się raczej zastać dzieciaka grającego na fortepianie co zgodnie uznali za genialny pomysł. Jeśli wczoraj zagrał w obecności innych, wydawało się więcej niż pewne, że będzie to robił częściej. A wszystko co oderwie go od zamartwiania się było dobre. Ale nie...
I Snape nie chciał w to uwierzyć. Nawet jak zobaczył syna otumanionego eliksirami, był bardziej wściekły na Swinssa, że mu je padał niż przerażony tym co usiłował zrobić chłopak. Więc Jack udostępnił mu swoje wspomnienia, a Snape je obejrzał, wiele razy. A gdy w końcu uwierzył w to co mu pokazano, zacisnął mocno wargi i już nic więcej nie powiedział. I teraz czekali. Aż smarkacz się obudzi, być może znajdzie jakieś wiarygodne wytłumaczenie, dlaczego praktycznie zwisał z okna. Bo jeśli nie... Szczerze to chyba nikt z nich nie wiedział, co robić jeśli okaże się, jeśli stwierdzą, że nastolatek poważnie rozważał wyskoczenie z okna. Jeśli jego depresyjny nastrój okaże się czymś poważniejszym. Jeśli zamknie się w swoim świecie z postanowieniem, że nie chce dalej żyć. Będą mieli problem... Wiliam był geniuszem w ukrywaniu własnych emocji. Zwykła obserwacja i próba prowadzenia terapii była by dobra o ile chłopak nie miał myśli samobójczych. Jednak kiedy one zawitały w jego głowie raz... będzie próbował znowu. Nie od razu... Najpierw będzie próbował uśpić ich czujność. Aby spróbować kiedy wszystkim będą przekonani, że już jest dobrze Swinss znał te mechanizm. Widział wiele takich przypadków. Miał styczność z Aurorami z PTSD. I wiedział, że w Mungo prowadzi całkiem skuteczne terapie. Ale potrzeba na to czasu, cierpliwości, zaangażowania bliskich i co najważniejsze cała terapia opiera się na eliksirach. Długotrwałej terapii eliksirami. Początkowo uspokajającymi, później wyciszające i z czasem Uzdrowiciele Umysłu schodzą do coraz słabszych dawek, do czasu kiedy zostaje już sama terapia, a pacjent może wrócić do domu. A Will... On musiał się pozbierać bez nich. Nie mogli w żaden sposób ryzykować wprowadzeniem długotrwałej terapii. Bo nie mieli pojęcia jak odbije się ona na mechanizmie działania Trójkąta. Tyle mu powiedział Daniel, a Swinss po raz milionowy przeklął ten pieprzony Trójkąt. Byli w czarnej dupie... tyle wiedział na pewno. Bo czy smarkacz wyglądał przez okno z ciekawości, czy szukał adrenaliny, czy chciał z niego skoczyć aby się zabić. Cokolwiek robił na tym oknie nie oznaczało to nic dobrego. A oni nie mogą przejść koło tej sytuacji obojętnie. Willi ich potrzebował, a Jack doskonale wiedział, że nie przyjmie udzielanej pomocy z radością.
A kiedy zauważył, że ręką dzieciaka zaczyna się ruszać, wstrzymał oddech. Snape odwrócił się od okna dając mu znać, aby nie podchodził.
Usiadł na skraju łóżka przeczesując włosy syna.
- Wiliam?- zapytał ostrożnie, co z kolei wywoła bolesne szarpniecie pasów.
- Co Wy robicie? – spanikowany głos, wywołał zimny dreszcz na plecach Swinssa.
- Synu... Willi co ty robiłeś na tym oknie?- zapytał Snape spokojnie.
Severus obserwował twarz syna, próbując wywnioskować w jakim tak naprawdę jest stanie. O czym on myśli. I co wpadło mu do głowy.
- Dlaczego mnie związałeś. – wyszeptał Will z przerażeniem, obserwując ojca.
- Dla twojego bezpieczeństwa. – odpowiedział siląc się na spokój.
- Związałeś mnie dla bezpieczeństwa? Czyś ty oszalał? – wyszeptał, a za chwilę zapadła cisza jakby zrozumiał co się wokół niego dzieje.
- O Merlinie myślisz, że ja oszalałem? Że niby co chciałem zrobić? Zabić się wyskakując z okna? Każdy debil wie, że wokół zamku są zabezpieczenia. Nie można wypaść z okna! Kurde Tato puść mnie! – Warknął zirytowany.
- Gdybyś wypadł z okna zaklęcie zatrzymało by cię metr od ziemi, ono nie blokuje samego wypadnięcia, a zatrzymanie lecącego ciała już samo w sobie jest bolesne i mało delikatne. I wątpię, aby twój układ nerwowy przeszedł koło tego obojętnie, ale nie uważam, że chciałeś się zabić. Nie w ten sposób. Martwi mnie coś innego, coś co już kiedyś u Ciebie zaobserwowałem. Szukałeś adrenaliny. To Cię trzyma Willi, to Cię uspokaja. Znam Cię, znam Cię dużo lepiej niż Swinss czy McGonall. I szczerze martwię się co jeszcze wymyślisz? Co chciałeś zrobić? Po cholerę stałeś na zewnętrznym parapecie ? Praktycznie z niego wisiałeś! Ledwie się trzymałeś! – Severus coraz mniej panował nad własnym głosem, a jednocześnie błagał spojrzeniem syna, aby powiedział mu prawdę. Jakakolwiek by ona nie była.
- Chciałem zobaczyć czy Hagrid jest gdzieś koło domu. Musiałem się wychylić, aby zobaczyć zagrody! A ten twój debilny ślizgon trzasnął mną o ścianę! – Swinss słysząc to zdanie wyprostował się, a więc Willi wiedział o nim.
- Swinss zareagował tak jak powinien! I nie zmieniaj tematu. Znam te twoje gierki. Dlaczego stałeś na tym pieprzonym parapecie. Nie zdejmę tych pasów dopóki nie powiesz mi prawdy! Jeśli będziesz dalej kręcił przyznam Medykom rację, że najwyraźniej chciałeś skoczyć. Bo co innego miałeś tam robić. Wiliam wczoraj ledwo trzymałeś się na nogach, a dzisiaj jesteś Mistrzem akrobacji? Nawet jeśli nie miałeś tego na myśli mogłeś spaść! Więc nie wkurzaj mnie dłużej. I gadaj po jakiego pieruna tam wlazłeś. Bo moja cierpliwość do Ciebie kończy się w rekordowym tępię! I nie zaczynaj tej bajeczki z Hagridem, jasne? – Warknął. Nastolatek zachmurzył się na to stwierdzenie. Patrząc na sufit nie zamierzając się odezwać.
- Liczę do trzech, a jak nie zaczniesz gadać do pakietu z odżywczym na stałe zawita wyciszający, a od jutra zaczniesz terapię z Uzdrowicielem Umysłu. I gówno będzie mnie obchodziło, że to trafi do twoich już I tak obszernych papierów!
- Nie jestem świrem! – Warknął nadąsany.
- Co robiłeś na parapecie? Pytam po raz ostatni.- Zapadła cisza, a Swinss na poważnie zaczął rozważać przerwanie tej rozmowy, że też akurat teraz musieli wezwać Daniela do Mungo. On by lepiej wiedział jak zapanować nad Snapem, któremu najwyraźniej puściły nerwy bardziej niż Swinss zakładał.
- Hermiona wysłała list- padła cicha odpowiedź. Snape popatrzył na syna zszokowany tym wyjaśnieniem.
- I co tam napisała, że chciałeś skoczyć?!- Warknął.
- Nie chciałem znikąd skakać! Nie jestem idiotą! Nie wiem co w nim napisała. Nie czytałem. Przyleciała Hedwiga zapukała w okno, wiem nie powinien otwierać okna, ale tęsknię za nią. To takie szalone, że tęsknię za swoim ptakiem? Otworzyłem okno i ją wpuściłem. Była zła. Dziobała mnie i chciała abym odebrał list. Złapałem go w palce! Nawet nie zdjąłem tylko złapałem w palce! Chciałem zobaczyć kto go napisał. Nie zamierzałem go odbierać! Chciałem tylko spojrzeć kto podpisał kopertę!
- Kto o Tobie pamięta...- dokończył za niego Severus, a nastolatek uciekł wzrokiem, ale Severusowi nie umknęło, że oczy jego syna zaczęły błyszczeć.
- Nie odebrał bym go. Serio! Wiedziałem, ze nie mogę! Ron by się nie połapał, ale Hermiona... od razu by wiedziała. Ona będzie wiedziała. Będzie się domyślać, że Harry gdzieś jest! Hedwiga mnie dziobnęła, zabolało i mimowolnie szarpnąłem kopertę, zrywając ją! A ona zerwała się do lotu. Więc chciałem ją złapać! Po prostu ją złapać, aby przywiązać list z powrotem. Dlatego wskoczyłem na parapet, ale była szybsza i odleciała...- mruknął niezadowolony, czekając na ochrzan życia... Severus z kolei patrzył na nastolatka z trudem hamując chęć zdzielenia smarkacza za jego idiotyzm.
- Chciałeś złapać lecącą Sowę, stojąc na parapecie na trzecim piętrze? – podsumował bardziej dla siebie niż dla niego.
- Nie stałem na nim tylko wskoczyłem!
- To nie brzmi ani o drobinę lepiej Will. Nie łapie się lecącej Sowy to raz! A dwa nie wskakuje się na parapet usiłując złapać cokolwiek . Tym bardziej lecącej Sowy! – Warknął.
- Dlaczego? Zawsze ją tak łapałem jak próbowała uciekać przed Krzywołapkiem. Nigdy się nie lubili...
- I wskakiwałeś na parapet? Przy otwartym oknie?
- Jak by było zamknięte to bym chyba nie musiał jej łapać nie?
- Merlinie Wiliam! Ty siebie słyszysz? Ile razy wypadłeś z okna? – Warknął
- Nigdy. Mam idealną równowagę! Chociaż refleks nie ten. To pewnie wina zdjętego zaklęcia adopcyjnego. To ciało nie jest takie zwinne- mruknął nagle uznając, że analiza swojej koordynacji ruchowej jest zdecydowanie lepsza niż myślenie, że ojciec przywiązał go do łóżka.
- Wiliam, a nie przeszło Ci przez myśl, że twoje ciało jest po prostu zmęczone wielomiesięczną walką o przerwanie? Że jesteś najzwyczajniej w świecie jeszcze chory? Osłabiony? I nie powinieneś wskakiwać na parapet? Synu wczoraj nie mogłeś przejść kilku metrów! Samo siedzenie Cię wykończyło! Czy ty w ogóle używasz czasem mózgu?
- Czuje się świetnie! A właściwie to czułem. Do póki ten matoł nie rzucił mną o ścianę.
- Ten matoł uchronił Cię przed o wiele większym bólem! Spadłbyś! – Wściekł się Snape.
- Miałem to pod kontrolą!
- Nie miałeś! Widziałem jego wspomnienie synu! Widziałem tą sytuację jego oczami. Spadłbyś gdyby on nie wpadł do pokoju tak szybko. To były sekundy! I nawet jeśli czułeś się silniejszy to zawdzięczałeś to tylko kilku godzinom snu w połączeniu. I powinieneś to szanować! Wykorzystać tą siłę, aby coś zjeść, spędzić jakoś czas inaczej niż w łóżku! A nie skakać po parapecie! Gdzie jest ten list! – Warknął
- Nie wiem. Musiał mi wypaść jak ten Twój...
- On Cię słucha synu. – dodał Severus, a Wiliam spojrzał na niego wkurzony.
- To dlaczego, a ja... Merlinie to on wie...
- On wie o tobie wszystko synu. Wie dosłownie wszystko! Ile razy sikasz, co jesz, ile pijesz, jakie eliksiry wypiłeś czy ile godzin śpisz. Serio myślisz, że przy takiej ilości skanów Uzdrowiciel z takim doświadczeniem nie zorientowałby się kim jesteś? On zna Cię lepiej niż Ty sam. Więc zacznij w końcu słuchać co on do Ciebie mówi!
- Podpuściłeś mnie! – wyszeptał wkurzony.
- Po prostu z tobą rozmawiam, bo z nim byś za pewne nie chciał. A musi ocenić twój stan zdrowia do cholery. Ale wygląda na to, że nie ma co się martwić. Ty po prostu jesteś kompletnym idiotą! – wrzasnął.
- Profesorze...- Swinss w końcu postanowił się wtrącić.
- Idź sprawdź czy ten list w ogóle istnieje. – powiedział wkurzony Severus. Swinss zmarszczył czoło nie wiedząc czy może zostawić go samego z chłopcem.
- Nie wierzysz mi? – zapytał Wiliam, a Snape spojrzał na syna zirytowany.
- Przynieś ten list Jack! Przecież nic mu nie zrobię! A on też nie ma zbyt dużego pola do popisy prawda? – Swinss zawahał się chwilę, ale w końcu wyszedł, a Severus spojrzał na syna bezradnie.
- Tu nie chodzi o to w co ja wierzę. Tylko o to co ty robisz Will! Za cholerę nie wiem co siedzi w twojej głowie. Merlinie dziecko ty się sypiesz. Sypiesz mi się na milion kawałeczków! I sam tego nie dostrzegasz! A ja już nie mam pojęcia jak te kawałki zbierać do kupy! A jak to będzie dalej tak wyglądało to nikt nie da rady tego posklejać! Więc powiedz mi co ja mam robić. Jak ja mam Ci pomóc! W jaki sposób zatrzymać to twoje zamiłowanie do autodestrukcji? Jak ja mam Ci pomóc. – wyszeptał, a Wiliam uciekł spojrzeniem od ojca. Bo takiego podsumowania ich rozmowy się nie spodziewał. Nagle więzy, które przytrzymywały go zniknęły.
- Skoro masz siły skakać po parapetach to będziesz miał też siły na to. – mruknął. Wiliam spojrzał na ojca w nie zrozumieniu.
- No już. Wstajesz. Póki go nie ma...
- Co?
- To co słyszysz. Wstawaj bo chce Ci coś pokazać Póki Swinss szuka tego listu.
- Ale...
- Nie dyskutuj ze mną. Ten dzień już i tak jest parszywy...- Warknął.
- Co się stało...- zapytał, a Snape zgromił go wzrokiem.
- Co się stało? Mój szesnatoletni syn próbuję się zabić i jeszcze się pytasz co się stało.
- Wcale nie próbowałem...
- Gdyby nie Swinss to właśnie by się stało! Gdybyś wypadł z tego okna jest więcej niż pewne, że tak właśnie by to się skończyło! Twój układ nerwowy, twoje ciało jest w strzępach! Nie wytrzymałbyś takiego uderzeni Will. Owszem jest zaklęcie ochronne! Ale to nie jest tak, że możecie sobie wyskakiwać przez okna bo ono was złapie jak dmuchany materac! Nie! To tak nie działa! Z amortyzowałby sam upadek. Ale co z samym uczuciem spadania? Co z momentem styku ciała z zaklęciem? Z siłą która by się wytworzyła, aby zatrzymać twoje ciało? To zaklęcie nie jest idealne. Zdrowego dzieciaka by uchroniło przed skręceniem sobie karku. Ale nie obyło by się bez siniaków i bólu głowy! Tobie daleko do miana zdrowego! Wstawaj.
- Co ty chcesz mi pokazać. – zapytał niepewnie.
- Ciebie! Skoro nie widzisz, skoro sam nie umiesz ocenić jak bardzo jest źle. Zobacz to co on zobaczył. Rusz się. – mruknął. Wiliam nie pewnie spojrzał na ojca, a ten pociągnął go za rękę pomagając wstać i palcem wskazał myśloodsiewnie. Wiliam nie chętnie, trochę pod przymusem dotyku ojca wszedł we wspomnienie. A gdy je obejrzał i w końcu wyszedł był blady i zmieszany.
- Jeszcze raz. – powiedział Severus.
- Nie chce...- mruknął Wiliam.
- Nie pytam czy chcesz.
Delikatny dotyk na plecach zmusił go do ponownego wejścia we wspomnienie. Wiliam wcale nie chciał patrzeć sam na siebie. We własnym wyobrażeniu wyglądał znacznie lepiej. Chłopak ze wspomnień Swinssa był... No cóż nie dało się ukryć, że ojciec miał rację. Wiliam wygląda na chorego. Bardzo chorego i zmęczonego. Spojrzenie na samego siebie oczami kogoś obcego było mocno nie fajne. I on uważał, że Septimus z Christopherem wyglądają słabo. Oni przy nim to okazy zdrowia. Wiliam zasępił się, ale ojciec położył rękę na jego ramieniu.
- Patrz na swoje ręce. Tym razem zwolniłem to wspomnienie. Patrz. – mruknął Severus.
Wiliam niechętnie spojrzał na samego siebie wychylającego się w zwolnionym tępię do przodu, popatrzył na swoje ręce, które ześliznęły się z framugi okna. Dosłownie sekundę przed tym jak Swinss rzucił zaklęcie, które wciągnęło go do środka.
Bez wątpię ojciec miał rację. Gdyby Swinss zawahałby się Wiliam w tym momencie zacząłby spadać. Z trudem przełknął ślinę.
- Zabierz mnie stąd! – zażądał.
- Jeszcze nie. Patrz do cholery jak on to widział. Patrz na siebie. Wiliam błagam popatrz na siebie. Spójrz na to co my widzimy. I spróbuj ocenić jego emocje. To one Ci najbardziej przeszkadzają prawda? Jego przerażenie. On był przerażony. Tym co zrobiłeś. Tym co mogło się stać gdyby nie zdążył. Swinss jest cholernie mądry. I wie co twoje ciało może znieść, a czego nie. Tego upadku byś nie przeżył. Nawet z zaklęciem.
A dalej też wcale nie było lepiej. Kiedy Wiliam że wspomnień Swinssa opadł bezsilnie, Snape naumyślnie przyspieszył rozmowę Daniela z Jackiem.
I spowolnił, gdy Swinss rzucił na Wiliama Lewiosa, a Daniel wyszedł z pokoju otwierając drzwi. Swinss będąc pewny, że nikt go nie widzi złapał rękę Wiliama, a uczucie które opanowało prawdziwego Wiliama wcale nie było przyjemne. Przerażenie połączone z wkurzeniem na samego siebie. Swinss obwiniał się o to zdarzenie.
- Dlaczego? – spytał cicho Wiliam.
- Dlaczego się obwiniał? Bo może czuję się za ciebie odpowiedzialny? Za całą waszą trójkę. Bo to on kazał mi Cię zabrać do pokoju na urodziny? A może zwyczajnie przez ostatni miesiąc jego życie kręci się tylko wokół was? Ślęcząc godzinami nam księgami próbując znaleźć sposób, aby Wam pomóc? Wiliam od ponad stu lat nikt nie wypił Przekleństwa Salazara na własną rękę. Nikt kto by mógł to przeżyć. Zajmowanie się Wami dla nich nie jest zwyczajną procedurą, której nauczyli się w trakcie studiów. O Trójkącie wiedzą jeszcze mniej. Daniel ma na głowie wiele spraw. Choć stara się nie może poświecić się tylko Wam, Aśka wymiękła, zresztą nikt jej nie wini. Christopher to jej bratanek. Trudno podchodzić do całej sytuacji na spokojnie kiedy w grę wchodzi rodzina. Został w zasadzie tylko Swinss. Nie możemy dopuścić nikogo więcej. Więc wszystko spadło na niego i radzi sobie świetnie. Jak mam być szczery to żałuję, że wcześniej go nie poprosiłem o pomoc. Podchodzi do całej sytuacji zadaniowo. Bez emocji. Mógł być pomocny dużo wcześniej. Raczej by się nie wahał z podaniem Czarciego Kryształu. Działa wtedy, kiedy ją przestaje myśleć logicznie. Willi jesteś moim synem. I może wiedziałeś o tym dużo wcześniej niż ja to przez pięć miesięcy twojej śpiączki naprawdę wiele przemyślałem. I wiele rzeczy zrozumiałem. Byłem gotów na ciebie jak się wybudziłeś. Wiedziałem, że Przekleństwo Salazara da Ci popalić, ale Trójkąta nie brałem pod uwagę. Byłem pewien, że to nie możliwe gdy nosicie jeszcze pierścienie. Już same te dwa punkty wprowadzają chaos w twoim umyśle. Trójkąt chce potęgi i pełnej mocy, pierścienie z kolei redukują twoją moc. Te dwie rzeczy powinny się wykluczyć. Nie powinno do tego dojść. Wasza magia będzie szaleć. W jakim stopniu? Nie wiemy... Ale jednocześnie jest pewne, że to będzie się na was odbijać. W waszym zachowaniu, nastawieniu do niektórych spraw. Magia która w was buzuje, będzie wyprowadzać Was z równowagi. Czy Ci się to podoba czy nie będą momenty, że Wasza ocena sytuacji będzie błędna, nawet niebezpieczna. Tak jak tutaj, wasze połaczenie dało ci złudne poczucie siły. Mogłeś czuć się silniejszy dzięki mocy chłopaków , rozumiesz? Mimo wszystko ich stan fizyczny jest lepszy niż twój. Będą cię wzmacniać swoja siła, dzięki temu szybciej dojdziesz do sprawności, ale będzie też dochodzić do sytuacji przynajmniej teraz przez kilka dni, że głowa będzie Ci mówić, że jesteś w stanie coś zrobić, a ciało nie podoła. Twój mózg odbiera ich jako ciebie. Rozumiesz? To, że oni będą w stanie jutro latać na miotłach, a tobie będzie się wydawało, ze też dasz rade, nie znaczy, że tak właśnie jest w rzeczywistości. I tu wchodzi Swinss. Po to tu jest. Nie tylko po to, aby uleczyć wasze ciała. Ale aby pomóc Wam w zapanowaniu nad magią i tym co ona z wami robi. On się na to przygotowuje. Uczy się was, aby wyłapywać nieznaczne sugestie, że coś zaczyna się dziać. Coś o czym wy nie macie pojęcia co możecie uznać za zły nastrój, dekoncentrację, czy nie wyspanie. My nie wiemy co będzie dalej... A u ciebie dochodzi jeszcze to co Cię spotkało. Tortury Voldemorta, strata przyjaciół, starego życia. Synu tego jest dużo za dużo. Musisz pozwolić sobie pomóc. Musisz pozwolić mi sobie pomóc i jemu. Swinns sporo ryzykuje stawiając na Was. A jednak tu jest i sam masz okazję czuć jego emocje, on się o Ciebie martwił! Bo zaczął się do was przywiązywać. Tak się dzieje, gdy zajmujesz się kimś tygodniami. Z twojej perspektywy to kilka dni. Dla niego to tygodnie walki o to, abyście to przeżyli. Abyś ty przeżył. Ja mu zaufałem powierzając w jego ręce twoje zdrowie. Musiałem. Sam nie dałbym rady. Nie wszystko można zrobić samemu. Chociaż chciało by się... Ale nie można. I ty też musisz mu zaufać I pozwolić sobie pomóc. Synu sami sobie z tym nie poradzimy. Potrzebujemy jego pomocy. Zanim posypiesz mi się do reszty...- wyszeptał Severus, wyciągając syna ze wspomnienia.
Wiliam opadł na łóżko bez słowa. Patrzył na ścianę przed sobą w całkowitym otępieniu. A kiedy Severus podszedł do niego, schował głowę pod poduszka. Modląc się, aby ojciec dał mu w końcu spokój.
Piętro niżej w małym saloniku Swinss nie miał ani trochę łatwiejszego zadania. Christopher stanął naprzeciwko niego, miażdżąc go wściekłym spojrzeniem, a Septimus obserwował go z boku i Swinss był więcej niż pewne, że ocenia jego zachowanie, aby wiedzieć czy kłamie. Szczerze taki zbiorowy atak wcale, a wcale nie był przyjemny i Jack był wdzięczny, że trzeci nastolatek jest uwięziony w skrzydle.
- Gdzie Wiliam? – zapytał Chris.
- W skrzydle. Przecież na pewno już Wam o tym powiedzieli.
- Ale dlaczego?
- Bo zemdlał? On jeszcze potrzebuje czasu. To nie był dobru pomysł puszczać go tu wczoraj. – powiedział szczerze.
- Powinien tu być od początku, przyjść tu razem z nami. Uwzięliście się na niego. Nie wiem co mu nagadaliście, ale przyszedł struty jak cholera. Jakby był tu za karę. Praktycznie się nie odzywał. Więc wniosek jest prosty. Wy coś znowu zrobiliście. A dzisiaj robicie to dalej. Nie bez powodu odcinacie nas od niego. – powiedział Chris wściekle.
- Nikt Was nie odcina! Zresztą po południu i tak macie wracać na skrzydło. Wtedy się zobaczycie.
- Wolimy teraz...- odezwał się Septimus. Swinss popatrzył na niego oceniająco.
- Zawroty głowy, mdłości , wymioty, omdlenia? – zapytał. – Bo jeśli nic z tych rzeczy nie ma miejsca, a patrząc na Was widzę, że nie. W takim wypadku zostajecie tu i spędzacie czas z rodzeństwem. Pograjcie w szachy, poczytajcie czy co tam chcecie robić... – Spojrzał na Anne i Aleksandra z nadzieją. Licząc, że oni zagapią jakoś braci- Po południu i tak Was zgarnę do skrzydła. Więc skorzystajcie z tej chwili. Jasne? A teraz z łaski swojej zejdź mi z drogi Chris, bo trochę się śpieszę.
- Niby gdzie? Skoro Wiliamowi nic nie jest- zapytał nastolatek.
- Tego nie powiedziałem. Więc złaś z drogi i nie przeszkadzaj. Bo to się na nim odbije nie na tobie, przez to, że marnuje swój czas na gadanie z tobą. Jasne? – zapytał na pozór spokojnie, ale mimo wszystko Chris zszedł mu z drogi. Swinss udał się do ich pokoju.
- Po co on poszedł do waszego pokoju? – Zapytała Anna. Septimus zagryzł wargę patrząc na Chrisa.
- Wiesz po co poszedł – powiedział, a Chris kiwnął głową.
- To nie jest ich. Więc niech się walą.
- Może chcą mu oddać. Może trzeba mu to dać.
- Tak bo na pewno mu oddadzą. Już to widzę. Sam mu To oddam. Merlinie jak oni mnie wkurzają! Znów zaczynają kręcić i wykorzystują Wiliama.
- Martwią się. On rzeczywiście źle wyglądał – powiedziała Anna smutno. Christopher roześmiał się ponuro.
- To oni coś zrobili. Gadaliśmy w nocy i wszystko było dobrze. Do rana. Dopóki Snape nie przyszedł, a starzy kazali nam zejść na dół. Cholera... dałem się podejść jak małolat tymi urodzinami. Specjalnie każą nam tu czekać. Coś mu robią i nie chcą, abyśmy o tym wiedzieli.
- A ja myślę, że się grubo mylicie. Szaleją z niepokoju o Was. Zachowujecie się jakby rodzice chcieli Was skrzywdzić. Jakby byli przeciwko Wam. Rzucili wszystko, aby Wam pomóc. Nie gadają o niczym innym! I na pewno nie skrzywdzili by Wiliama.
- A ciekawe przez kogo jesteśmy w tej sytuacji. To nie tobie kazali wypić to cholerstwo. To nie do Was się przypieprzyli. Więc jak nie wiesz o czym mówisz to się nie odzywaj! – Warknął Christopher
- Siłą Wam tego do gardła nie wlali. – mruknęła nastolatka.
- Prawdy o konsekwencjach też nam nie powiedzieli. – powiedział smutno Septimus. – Umieralność po Przekleństwie w pierwszym roku sięgała prawie pięćdziesięciu procent. Musieli o tym wiedzieć, ale nie powiedzieli tego nam. Co w najlepszym wypadku wskazuje na to, że jeden z nas nie dożyje następnych urodzin. Popatrz na nas siostro. Kto ma najmniejsze szanse? – Anna pobladła patrząc na brata i przyjaciela.
- Wiliam...- Wyszeptała.
- Dokładnie. A przez to co my zrobiliśmy. Przez to, że zmusiliśmy go to przyjęcia dziedzictwa, jeśli on umrze to my też. A oni o tym wiedzą, ale nic nam nie mówią. Nie spodziewali się tego. My w sumie też nie. Ale teraz chcą to jakoś obejść. Znaleźć jakiś sposób, aby Przekleństwo przestało zabijać Wiliama. Bo on nie powinien tego pić, rozumiecie? Jego potencjał był za wysoki. Dlatego musi mieć podwójne pierścienie. My wiemy, że oni nie chcą go skrzywdzić. Nie naumyślnie. Ale boją się też o nas. I chcą nas uratować. A żeby to zrobić muszą znaleźć sposób jak zapanować nad Wiliamem. Więc robią różne dziwne rzeczy, które tylko wszystko pogarszają. Zamiast...
- Zamiast co?- zapytał Aleksander.
- Zamiast nam zaufać. Traktują nas dalej jak smarkaczy co nic nie wiedzą. Nawet teraz, po tym wszystkim. Odcinają nas, a nie powinni. Bo to skrzywdzi nas wszystkich nie tylko Wiliama. My musimy radzić sobie we trzech. Bez nich. – Chris zmarszczył nos. – A ja nie zamierzam czekać, aż mi łaskawie pozwolą zobaczyć Willa, którego na bank naszprycują eliksirami. Z nim coś się dzieje. Coś niedobrego, widziałem to w jego oczach, ale oni tego nie ogarnął. Co najwyżej pogorszą sprawę. Zawsze wszystko pogarszają. Septimus zablokuj te drzwi. Jesteś w tym lepszy. A wy idźcie do rodziców. Powiedzcie, że Swinss zabrał nas do skrzydła abyśmy wypili Usypiający. Uwierzą w to. Zawsze nas usypiają jak coś grubego się szykuje.
- Chris może jednak lepiej ich słuchać. No wiesz wiedzą co robią nie? Chyba nie chcesz, aby Wiliamowi się coś stało? Jeśli zemdlał rano. Może potrzebować tego uzdrowiciela. Wy wszyscy wyglądacie jakbyście go potrzebowali.
- Tak samo jak wiedzieli co robią jak namówili nas na Przekleństwo Salazara? Gówno wiedzą droga Aniu. Kiedyś też to zrozumiesz. Septimus ty masz jakieś wątpliwości? – Septimus spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem.
- Nie. Już dawno to zrobiłem. Tylko czekałem, aż skończysz to swoje przemówienie. Ktoś tu próbuję poczuć się ważny...- zadrwił z kolegi.
- Idiota! – mruknął Chris
- Ty lepiej odzwyczajaj się od tego rządzenia. To nie Ty kierujesz tym Trójkątem. – Chris uniósł brew.
- Genów nie oszuka.- mruknął
– Zajmijcie rodziców na chwilę nic nam nie będzie przecież. Tylko o tyle Was prosimy...- powiedział spokojnie Septimus. Anna niepewnie kiwnęła głową.
A dwóch nastolatków ruszyło do skrzydła. Gotowi na ciężki bój tak naprawdę nie do końca wiadomo z kim.
