51. Przydział
Byli w Hogwarcie od wczoraj. Nie mieli za bardzo wyboru. Prawnicy kazali im nie robić problemu i skorzystać z Świstoklika, który przeniesie ich do szkoły. Nikt nie chciał podważać decyzji Sędziego. Zwłaszcza po zmianie i że nowy sędzia nie wiedział kim jest Wiliam i nikt nie chciał go aż tak wtajemniczać. Sędzią który do tej pory patrzył przychylnie na całą sprawę dziwnym trafem dostał udaru, ale o tym fakcie dorośli woleli nie informować chłopców.
Wiliam czuł, że wszystko go przerasta i przede wszystkim był przerażony. Powrót do szkoły z myślą, że Severus będzie w lochach znacznie go uspokajał. Ale teraz?
Teraz kroczyli po nie pewnym gruncie. Nie wiedzieli co będzie dalej.
Na szczęście Dumbledore nie mógł, lub nie chciał zmienić uzdrowiciela. Daniel wpadł do szkolnego skrzydła szpitalnego dosłownie chwilę po tym jak chłopcy wylądowali w gabinecie Dumbledora, który próbował przekonać Uzdrowiciela, że żaden z chłopców nie potrzebuje pomocy medyka. Jednak Daniel nie dał się zbyć. I zgarnął chłopców do skrzydła, dzięki czemu mógł przekazać im informacje od ojców (aby się nie martwili i aby słuchali Jacka, który od jutra będzie w szkole na pewno). McGonall wcisnął w rękę Wiliama jakieś mugolskie leki dzięki czemu chłopak nieco się wyciszył I chyba tylko dzięki temu uniknął ataku. Choć nie dało się ukryć, że pod ich wpływem Wiliam nie był sobą. Bo patrzył na wszystkich jakby nie do końca rozumiał co się wokół niego dzieje.
Kiedy Uzdrowiciel nie mógł dłużej przedłużać „skanów" musieli przejść „test" Którego wykonania odmówili. Przestali z założonymi rękami w Sali do Obrony do Czarnej Magii kilka godzin. Ignorowali to co Dumbledore do nich mówił, a kiedy wyszedł zostawiając chłopców z Daysonem i Wiliamem Weaslayem twierdząc, że może z nimi będą się czuć swobodniej jedyne co się zmieniło to to, że Willi usiadł na podłodze oparł głowę o ścianę i zasnął. Septimus I Christopher byli odrobinę rozbawieni zachowaniem Wiliama, ale szybko zrozumieli, że reakcja przyjaciela za pewne była wynikiem podanych leków, a nie jawną ignorancją, którą zarzucił śpiącemu chłopcu Auror.
Dwóch nastolatków robiło co mogło by złość Aurora odbijała się tylko na nich i aby w żaden sposób nie próbował przerwać snu w jaki zapadł Wiliam.
Spędzili godzinę na kłótni z Aurorem, a Septimus musiał wejść na wyżyny swojej prawniczej wiedzy, aby zahamować chęci Aurora.
- Nie będziecie mogli uczestniczyć w zajęciach bez tego testu- spróbował załagodzić sprawę Bill.
- Przecież o to im chodzi! Nie chcą tu być... – Warknął Dayson.
Mateo Dayson miał racje, chłopcy po cichu liczyli, że brak testu spowoduje brak przydziału dzięki czemu będą mogli wrócić do domu. Jednak się przeliczyli...
Po słownej przepychance Dayson postanowił przyjąć podobną taktykę i po prostu usiadł za biurkiem oznajmiając, że jak się namyślą to mają dać mu znać. Uprzedzając, że Bill ma rację i bez oceny ich mocy nie będą dopuszczeni do szkolnego życia.
Przesiedzieli w Sali lekcyjnej do dwudziestej drugiej co w końcu przerwał Dumbledore, wyganiając chłopców do ich kwater. Patrząc na nich z nieukrywanym niezadowoleniem. Chris wyciągał już środkowy palec w chęci okazania co o tym wszystkim myśli, ale Septimus szybko ścisnął mu rękę, szepcząc by nie pogarszał sprawy.
A rano spór zaczął się od nowa. Tym razem z bardziej przytomnym i złym Wiliamem, podładowanym Wymiana Mocy.
- Nie sądziłem, że jesteś takim śmieciem! – wyrwało się z jego ust względem Billa Weaslaya, gdy ten już w ostrzejszych słowach próbował przemówić chłopakom do rozsądku. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomił sobie, że jako Snape, przecież nigdy nie znał Weaslaya. I to zdanie nie miało kompletnie sensu dla Rudowłosego. Dlatego postanowił przestać się odzywać i oddać pałeczkę w sporze Septimusowi. Który jako jedyny wydawał się zachować stoickim spokój.
Konflikt został zażegnany przez przybycie Jacka. Który z nie małym rozbawieniem przyjął całą sytuację. Wytłumaczył chłopcom, że zarówno Dayson I Weaslay są „ich" ludźmi i mają im ufać bo na chwilę obecną są jedynymi sprzymierzeńcami w murach szkolnych. A Dumbledore ich stąd nie wypuści nawet jeśli przed całą szkołą odmówią przydziału. A taki plan na zmuszenie dyrektora do ich odesłania już też mieli...
Więc przed południem przeszli test kontroli. Co było niczym innym jak rzuceniem kilku zaklęć pod zaklęciem Daysona. Co prawda w pierwszym planie to Dumbledore miał rzucić na nich ten dziwny urok, ale żaden z chłopców nie chciał się na to zgodzić. Aby dojść do porozumienia I zakończyć sprawę, Dyrektor zaproponował by to Auror przejął pałeczkę i to on ocenił chłopców i wyszedł z Sali.
Cały test trwał półtorej godziny. Po półgodziny na każdego z chłopców. W pierwszym etapie mieli rzucić kilka wymienionych zaklęć, później kilka jakie tylko chcieli i na końcu odbyć krótki pojedynek z Billim.
- Co się dowiedziałeś?- spytał zirytowany Chris.
Auror uniósł brew machnął różdżką nad ostatnim pergaminem, wcześniej robił dokładnie to samo po teście Septimusa I Wiliama.
- Tego typu test jest przeprowadzony, gdy czarodziej chce uzyskać status „magicznej dojrzałości" – zaczął wyjaśniać. – Ocenia poziom kontroli nad zaklęciami, u dorosłych trwa dłużej i jest bardziej rozbudowany. W waszym przypadku nie miało by to sensu bo w dalszym ciągu jesteście w fazie wzrostu do tego pierścienie Fryderyka zaburzają spory obraz bo redukują wasze rzeczywiste moce, ale... ktokolwiek uczył was redukcji dostępnej mocy zrobił kawał dobrej roboty. Co z kolei nam utrudnia wiarygodną ocenę, bo ani razu nie użyliście pełnej możliwej mocy... Jednak Dyrektor wymaga tylko tego pergaminu, który będzie mógł dołączyć do Waszych akt. Nic więcej. Nie rozumiem po co była ta afera...- powiedział patrząc na nastolatków jakby rzeczywiście nie rozumiał.
- Mogę zobaczyć?- zapytał Septimus. Auror uniósł brew.
- Wątpię, abyś cokolwiek z tego zrozumiał- powiedział, ale wyciągnął rękę z pergaminami. Septimus wziął je swobodnie, spojrzał na nie z lekko przekrzywioną głową. Obejrzał każdy z nich ze zmrużonymi oczami. Po czym oddał je.
- Ma Pan rację. Nic nie znaczące cyferki...- mruknął.- Możemy wyjść?
Dopiero, gdy byli w swoich kwaterach, Septimus wygrzebał z biurka pergaminy i na niósł na nie skopiowane informacje.
- Nawet nie widziałem jak to robiłeś! – powiedział z podziwem Wiliam. Septimus uśmiechnął się przebiegle. – Oh Willi, Willi jeszcze tyle muszę Cię nauczyć!- Spojrzał na pergaminie tym razem z większym skupieniem.
- I co tam wyczytałeś? Kto jest Mistrzem kontroli? – zapytał Chris kładąc się na łóżku.
- To nie jest test kontroli. Aby to ocenić musieli by nas wkurzyć. Gdyby chcieli ocenić naszą rzeczywista kontrolę to wczoraj by nie odpuścili.
- Czyli co?- zapytał Wiliam. Patrząc na pergaminy pełne nazw zaklęć i cyfr.
- Oceniali nasze zapotrzebowanie energetyczne Will. Każdy czarodziej ma inne... W przypadku pojedynczej jednostki to nie ma kompletnego znaczenia, ale w naszym... Dumbledore sprawdza na jakim etapie jesteśmy w Trójkącie... – brew Wiliama uniosła się, a Chris usiadł słuchając.
- I?- zapytał ponownie Wiliam. Septimus wyjął czwarty pergamin.
Machnął ręką I z danych z pergaminu stworzył prosty wykres.
- Czerwona linia to Ty Willi, Żółta to ja, Zielona to Chris. Między pierwszym, a drugim progiem my mamy się dostosować do Ciebie. Mamy nauczyć się twojej Magii. A ty masz przywyknąć do naszej. Takie badanie terenu. Bardziej bezpośrednie niż podczas inicjacji, która polega głównie na emocjonalnymi psychicznym dopasowaniu czarodziejów. Na etapie na którym jesteśmy nasze magię muszą się stykać i mieszać. Nie ma równowagi co już ustaliliśmy. My jesteśmy teoretycznie silniejsi, bo mamy większy dostęp do swoich mocy niż Ty Willi. Ale... się mieszamy i uczymy się swoich mocy. Jeśli przełożymy na papier jak używamy swoich mocy, jak dużo energii na nie zużywamy, możemy ocenić jak blisko kolejnego progu jesteśmy. Bo będziemy dążyć do jednego poziomu, aby przejście progu było w ogóle możliwe. I wtedy tak. Nieznaczące dane nabierają znaczenia. – mruknął. Pokazując chłopakom wykres składający się z wielu punktów. Większość z nich pokrywała się.
- Przy silniejszych zaklęciach się jeszcze rozjeżdżamy, ale słabsze są niczym doskonale kopie... Wiecie co to oznacza?
- Drugi próg się zbliża- mruknął Will
- i to wielkimi krokami... – Burknął Septimus.
- Nie możecie wysnuwa takich wniosków na podstawie kilku zaklęć! – powiedział Chris.
Wiliam spojrzał na skopiowane pergaminy.
- Możemy Chris. Użyliśmy tych samych zaklęć, w tej samej kolejności, a przecież kazali nam wyjść. Nie wiedzieliśmy co który używał. Billi zmieniał zaklęcia, ale my reagowaliśmy tym samym schematem... Moim schematem. To moje ulubione zaklęcia. Nie ma co się oszukiwać. Znacie inne... Dużo ciekawszych... jestem więcej niż pewien, że kiedyś użylibyście innych klątw. Ale używacie tych które ja znam i których jestem pewien... Szczyt drugiego progu będzie szybciej niż ja będę na niego gotów! Bez ojca nie nauczę się oklumencji! Bez oklumencji nie mam szans na zapanowanie nad atakami! A nie mogę mieć mugolskich leków w krwioobiegu jak dojdzie do progu!- Warknął.
Septimus spojrzał na przyjaciela z naganą.
- Nawet nie myśl o ich odstawieniu! One działają!
- Tego jeszcze nie wiemy...- Burknął Wiliam.
- Wiemy, Will... wczoraj było blisko. Merlinie już nawet ja wyczuwałem te zmiany w przepływie twojej mocy! A jednak nic złego się nie stało. I nie mów mi, że nad tym panowałeś. Bo obaj wiemy, że nie masz na to wpływu... Ale jednak leki to wyciszyły do czasu kiedy Daniel nie podał Ci czegoś mocniejszego...
- To mnie wycięło...
- I co? Wolisz pełnoskalowy atak niż kilka godzin snu? Nie miały wpływu na nasza wymianę. Nie będą miały wpływu na szczyt progu.
- Tego nie wiesz...
- Wiem za to, że ewentualny atak w trakcie Progu zabije nas na pewno. Więc nawet nie myśl o ich odstawieniu! – powiedział ostro Septimus. Wiliam przewrócił oczami, co tylko bardziej zirytowało drugiego nastolatka.
- Już pominąłeś jedną dawkę przez ten durny test! Więc lepiej zanurkuj w swoim kufrze w ich poszukiwaniu bo Swinss się o tym dowie! – zagroził.
- Ah to teraz Ty będziesz mi mówił co mam robić tak?- odparował.
- Jeśli będziesz miał takie durne myśli to tak!
- Ej! Spokój Panowie! Jakkolwiek intrygujące jest to, że to Ty Setimusie tracisz kontrolę, ale zaczynasz przesadzać- przerwał im Chris. – Za godzinę zaczną się zjeżdżać uczniowie, zacznie się uczta. Wiec spokój i opanowanie! Mamy przydział na głowie. Tyle nam wystarczy.
- Przydział to pestka. Nie mamy szans na inne domu niż Slytherin! Ani u Was, ani u Snapeów nie było nikogo kto by trafił do innego domu...- powiedział Wiliam.
- Syriusz...- przypomniał mu Chris. Wiliam na chwile umilkł. No tak jego ojciec chrzestny. Jedyny Black w historii który trafił do Gryffindoru.
- Musimy ładnie prosić kapelusz by nic nie mieszał.
- Trzmiel już namieszał! Czuję to w kościach ! – Warknął Septimus.
Wiliam musiał się z nim zgodzić. Z jakiegoś tylko sobie znanego powodu Albus Dumbledore zaczął wszystko komplikować, więc i w przydziale mógł mieszać... Jakby tego było mało był jeszcze jego pierwszy przydział. Tiara może go rozpoznać, a wtedy trafi do Gryffindoru... W zasadzie nie martwił się przydziału chłopaków on był oczywisty, ale On...
Podszedł do swojego kufra otwierając go z irytacją w poszukiwaniu tabletek. Swinss twierdził, że ojciec mu je spakował. Nawet nie musiał ich szukać bo trzy szklane buteleczki leżały koło siebie na górze kufra. Wiliam obejrzał je. Miały różne nazwy, a na trzeciej była karteczka od Jacka „ Mniej to zawsze przy sobie. Jedna wystarczy, gdyby coś się zaczęło dziać". Wiliam zagryzł z irytacją wargę. Domyślił się, że to ten lek dostał wczoraj od Daniela i przysiągł sobie, że nie połknie tego jeśli naprawdę nie będzie musiał.
Mimo wszystko pamięć o ataku była zbyt świeża by jawnie ignorować polecenia uzdrowiciela...
Spojrzał z niechęcią na mundurek.
Zdecydowanie wolałby pozostać w Rose Hause...
~oOo~
- Nie ma ich!- Giny Weaslay z irytacją weszła do przedziału, gdzie siedzieli już Ron, Hermiona, Dean, Seamus i Nevile. – Obeszłyśmy z Luną cały pociąg i nie ma ich!
- Jest siostra Jonasa I brat Wilsona, więc pewnie i oni są- powiedział Seamus. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni.
- A ty skąd to wiesz?
- Bo ich minąłem? Zresztą pamiętam ich. Moja mama zna się z ich mamami. Jak byliśmy dziećmi to czasem się bawiliśmy u nich... – powiedział.
- Znasz ich?- zapytała Giny opadając na kanapę. Seamus uniósł głowę.
- Powiedziałem, że się bawiliśmy razem jak byliśmy mali. To było dawno temu. Zresztą jak skończyliśmy jedenaście lat, wyjechali na Węgry, aby uniknąć przymusu szkolnego... Ale ich rodzeństwo rozpoznałem.
- W gazecie pisali, że wychowali się na Węgrzech...
Seamus wzruszył ramionami.
- Może przyjeżdżali na wakacje ? Mieliśmy góra siedem lat. Nie pamiętam czy mieszkali tam na stałe czy nie ...
- Mój ojciec kazał mi się trzymać od nich z daleka... Podobno są zagrożeniem dla samych siebie... Wam też tak radzę. Zresztą to Ślizgonii, więc problem z głowy – powiedział Dean.
Hermiona przysłuchiwała się tym rozmowom z obojętnością. Jako prefekt miała możliwość obejść cały pociąg. I co jakiś czas trafiał się jakiś uczeń z rodziny czarodziejów co choć raz miał okazję poznać Septimusa czy Christophera za czasów wczesnego dzieciństwa, ale Młodego Snape'a nikt nigdy nie widział. Dziewczyna marszczyła czoło w coraz większym zamyśleniu.
- A syn Snape'a? – zapytała Giny. Seamus wzruszył ramionami.
- A kto wiedział o jego istnieniu? – zapytał.
- Kto by pomyślał, że Tłustowłosy dupek ma dziecko! Że ktokolwiek go chciał! – Zadrwił Ron.
- Anna Black była piękna...- powiedziała Luna z typowym dla siebie rozmarzeniem.- Podobno była pół wilą. Miała cudowne czarne falowane włosy i duże Zielone oczy. Podobno dlatego syna nazwała Wilhelm, a w domu wszyscy nazywają go Will, też jest piękny jak matka. Podobno przez jego wygląd ...
- Merlinie Luna w krwi Blacków nie płynie krew wil! – przerwała jej zirytowana Hermiona. Bardzo lubiła dziewczynę, ale jeszcze nie dawno im wmawiała, że Snape jest wampirem!
Luna spojrzała na Hermionę z obrazą.
- Mów co chcesz, ale podobno wszyscy z rodu Black charakteryzowali się niespotykaną urodą... Nawet ten zbieg jest przystojny! Lubię jak pokazują jego zdjęcia w Proroku. Nie rozumiem dlaczego tata nie chce o nim pisać! – Hermiona musiała się z nią zgodzić. Syriusz był przystojnym mężczyzną, choć Askaban wyniszczyło go bardzo. A śmierć Harrego? Mężczyzna stał się niepoczytalny i za pewne dlatego odmówił aby Zakon miał swoją siedzibę w jego domu. A może dlatego, że Wiliam był Harrym? To możliwe prawda? Powtarzała sobie to w kółko. List nie wrócił. Ktoś musiał go odebrać...
- To nie Black tylko Snape! Pewnie jest odrażający jak i jego ojciec – powiedział Ron. Hermiona spojrzała na przyjaciela z naganą.
- Za pewne Profesor Snape wróci na swoje stanowisko, więc błagam Ron hamuj swoją niechęć! – upomniała przyjaciela.
Reszta podróży minęła w podobnym tonie. Wszyscy uczniowie byli ciekawi nowych uczniów i rozsiewali coraz to nowsze plotki i domysły. Kimkolwiek byli nowi uczniowie zaczynały krążyć wokół nich nie małe legendy... A Hermiona Granger z całego serca im współczuła.
~oOo~
Wiliam przełknął ślinę, gdy dotarł do grupy jedenastolatków. A więc już nie długo wszystko się zacznie. Miał ochotę uciec, ale nie mógł. Musiał wytrzymać.
- No w końcu! – powiedziała Anna przytulając ich wszystkich- Martwiliśmy się o Was!
- Tym razem to nie nasza wina- mruknął szeptem Chris.
- Wiemy! Ojciec jest wściekły! – powiedziała wręcz niedosłyszalnie.
- Aż dziwne, że Was tu puścili- dodał Septimus.
- Mam Was pilnować- powiedziała.
- Ja też!- dodał Aleksander.
Chris prychnął pod nosem. – Abym ja nie musiał się o Ciebie martwić- powiedział z nieukrywaną złością.
- Moi drodzy cisza! – zagrzmiała Profesor McGonagall.- Są cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Każdy dom ma swoją zaszczytną historię i z każdego wyszli na świat słynni czarodzieje i znakomite czarodziejki. Tu, w Hogwarcie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując mu punkty, a wasze przewinienia będą hańbą waszego domu, który przez was utraci część punktów. Dom, który osiągnie najwyższą liczbę punktów przy końcu roku, zdobędzie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że każde z was będzie wierne swojemu domowi, bez względu na to, do którego zostanie przydzielone. Ceremonia przydziału odbędzie się za kilka minut w obecności całej szkoły.
Septimus spojrzał na wicedyrektorkę z lekkim zdziwieniem. Kiedy przyszła? Czuł się jak kretyn stojąc między jedenastolatkami. Powinien tu trafić jako smarkacz nie jako prawie dorosły. Spojrzał na Chrisa, którego mina mówiła to co on czuł. Aleksander z podekscytowania, aż dreptał, Anna ignorowała wszystkich dookoła. W końcu niepewnie spojrzał na Wiliama stał, czoło miał zmarszczone jakby zawzięcie o czymś myślał. Wyczuwając spojrzenie przyjaciela uniósł głowę z delikatnym zakłopotanym uśmiechem.
- Czuję się jak kretyn, wśród tych dzieciaków- wyszeptał. A Septimus uśmiechnął się szczerze
- Merlinie ja też! – przyznał. Co gorsza dzieciaki nawet nie próbowały udawać, że się na nich nie gapią. Choć na szczęście trzymali się od nich z daleka.
- Panowie cisza! – upomniała ich McGonagall. – wchodzimy wszyscy razem. Przydział odbywa się zgodnie z porządkiem alfabetycznym. Najpierw pierwszy rok, trzeci, piąty i szósty. – Powiedziała spokojnie.
- No to sobie postoimy- mruknął Chris.
- Cisza! Chyba nie chcecie zarobić szlabanu przed przydziałem prawda?
Oczywiście, że nie chcieli. Mieli milion innych rzeczy na głowie niż szkolne szlabany. W tym momencie Septimus stwierdził, że przyjście do szkoły było jego największym życiowym błędem. A rok temu o niczym więcej nie marzył. Po minach przyjaciół widział, że myślą podobnie...
Weszli do Wielkiej Sali. Kończąc pochód maluchów. Wicedyrektorka wniosła tiarę I uniósł się śpiew...
Lat temu tysiąc z górą,
Gdy jeszcze nowa byłam,
Założycieli tej szkoły
Przyjaźń szczera łączyła.
Jeden im cel przyświecał
I jedno mieli pragnienie,
By swą wiedzę przekazać
Przyszłym pokoleniom.
„Razem będziemy budować!
Wiedzy pochodnię nieść!
Razem będziemy nauczać
I wspólne życie wieść".
Gdzie szukać takiej zgody
I tak głębokiej przyjaźni:
Czworo myślących zgodnie
I nie znających waśni.
Gryffindor i Slytherin
Zgadzali się nawet w snach.
I zawsze widziano razem
Ravenclaw i Hufflepuff.
Jak więc taka przyjaźń
Już wkrótce się rozpadła?
Tego młodzież dzisiejsza
Przenigdy nie odgadła.
Slytherin nagle oświadcza,
Że ani mu się śni,
Nauczać magii takich,
Co nie są czystej krwi.
Ravenclaw na to rzecze,
Że bystrych nauczać chce,
Gryffindor że ceni dzielność
Bardziej niż czysta krew.
Hufflepuff chce uczyć wszystkich,
Jak głośno oświadczyła.
Sporu nie rozstrzygnięto
Ja tego świadkiem byłam.
Bo każdy z założycieli
W domu swym rządzić chce,
Każdy przy swoim wyborze
Do końca upiera się.
Slytherin przyjmuje takich,
Co mają czystą krew,
Co mają więcej sprytu
Od uczniów domów trzech,
Ravenclaw bystrych ceni,
Gryffindor dzielnych chce,
A Hufflepuff resztę uczy
Wszystkiego co sama wie.
Tak więc spór zakończono
I przyjaźń się umocniła,
Na wiele lat powróciła.
Lecz później znów niezgoda
Wśród czworga się zakrada,
Na błędach wykarmiona,
Czai się w sercach zdrada.
Domy, co jak filary
Dzielnie wspierały szkołę,
Zaczęły sobie nawzajem
Narzucać swoja wolę.
I już się wydawało,
Że koniec szkoły bliski,
Że odtąd druh druhowi
Stanie się nienawistny,
Że miecz o miecz uderzy
I wnet poleje się krew,
Gdy wtem Slytherin
Odchodzi z zamku precz.
I choć ucichły waśnie,
Choć spory wygaszono,
Odtąd we wspólnym dziale
Już się nie jednoczono.
I dotąd zgodna czwórka
Niezgodna trójką się stała,
O dziedzictwie wspólnym jakby zapomniała...
Rowena pierwszą swój błąd zrozumiała,
Jej krew z Salazara się wymieszała,
Choć był to jej koniec, początek nadała
Helga zrozumieć tego nie mogła,
Lecz tajemnice przyjaciół ukryć pomogła,
W nagrodę i ona wnuka dostała,
Dziedzictwo swoje tak uratowała
Salazar podstępny,
Krew przyjaciół zagarną,
Pod swym nazwiskiem na wieki utai,
Stworzył potęgę na krwi swych przyjaciół,
Wnukom potęgę w liczbie zostawił,
Salazar okrutnie zakpił z przyjaciół
Czystość krwi może i nie najważniejsza,
Lecz siła dziada jest w niej ujęta
Może Salazar jeden pojmował,
Że to w jedności siła I zgoda
Ten co szaleństwem świat nasz obdarzył,
Ratunek w Przekleństwie nam pozostawił
Tym co zakpili,
Tym co zranili,
Tym co odwagi nie mieli w ogóle,
Zostawił przepis na piękny ratunek.
Tylko złośliwie postawił warunek,
Jaki?
Tego nie zdradził, Sam to zrozumiesz...
Krew Salazara przydziału dziś żąda,
Stojąc przede mną w mugolskich szmaciakach,
Świat nasz upada?
Czy ja już za stara?
A może czas zmian zapowiada?
~oOo~
Hermiona zachichotał jak trzech uczniów po cichu ukryła swoje trampki pod szatami. Najniższy z chłopaków coś nawet powiedział do kolegów przez co dwóch pozostałych chłopców uśmiechnęło się, ale dziewczyna nie miała szans usłyszeć jego słów z takiej odległości.
- Są przystojni...- usłyszała głos Parvati.
- Blondyn przypomina mi Malfoya- powiedziała Lovender.
- Bo są braćmi. Ich matki to siostry...- ktoś inny powiedział
- Widziałeś pierścienie? – zapytała dziewczyna z trzeciego roku,
- Podobno rzucają zaklęcia tylko niewerbalnie,
- To musi być niesamowite!
Potok słów przechodził przez stoły nie tylko domu Gryfindoru, ale także trzech pozostałych. Hermiona wątpiła by uczniowie wsłuchiwali się w pieśń Tiary, byli za bardzo zaabsorbowani nowymi uczniami.
Nim nadszedł czas przydziału Dumbledore musiał poprosić uczniów o ciszę, która i tak trwała tylko chwilę.
- Lamusy...- mruknął Ron- Specjalnie unoszą ręce, aby każdy widział pierścienie...- W jego glosie Hermiona dosłyszała aż za dużo zazdrości. Musiała z nim porozmawiać. Zanim narobi jakiś problemów.
- Większość z Was wypiła by Przekleństwo gdyby tylko miało szanse to przeżyć... – nagle cichy głos przerwał potok słów. Dom Gobryka umilkł patrząc na spokojną sylwetkę Nevilla. Nastolatek praktycznie się nie odzywał, ale najwyraźniej uważnie słuchał słów rówieśników.
- Żartujecie, kpicie i mówicie tak wiele złego o nich, a nikt z nas ich nie zna... I nikt z Was nie wie jak to jest, gdy Czarnoksiężnik chce Was zamordować tylko przez datę urodzin. Widzicie tylko to co chcecie Widzieć. I zachowujecie się tak jakbyście zapomnieli co spotkało Harrego. – powiedział szeptem, ale wystarczająco stanowczo, by wszyscy go wysłuchali.
Hermiona uniosła brew w zdziwieniu. Ten pucułowaty chłopiec nigdy się nie odzywał, zawsze stał w cieniu, a nagle zrugał cały dom. Spojrzała na chłopca jeszcze raz, uświadamiając sobie, że Neville jak nikt z nich zaznał wiele złego w tej wojnie. A pomimo tego nie miał w sobie ani grama złości. Nagle uświadomiła sobie, że Neville wyjątkowo mocno przypomina jej Harrego z zeszłego roku. Jej przyjaciel też po powrocie był tak cichy i zamyślony. Jednak Harry miał przyjaciół, a Neville wydawał się taki samotny...
- Wilson, Aleksander- odczytała Profesor McGonagall
Wszystkie stoły umilkły uświadamiając sobie, że przydział pierwszorocznych się skończył. Było ich mało w tym roku. Hermiona naliczyła dwadzieścioro czyli o co najmniej połowę mniej niż każdego roku. Najwyraźniej rodzice boją się wysyłać do szkoły dzieci, uznała nastolatka.
Młodszy Wilson podszedł do stołka z dumnie uniesiona głową. Usiadł na małym stołku i Hermiona uznała, że Profesor McGonagall mogła go powiększyć dla starszych uczniów.
- Trzeci rocznik- powiedziała Lovender. Jej słowa, przerwała Tiara wykrzykując „Slytherine".
Dom węża zaczął oklaskiwać przydział, ale nie dało się ukryć, że kilku uczniów patrzyło na chłopaka złowrogo. Hermiona zmarszczyła czoło.
- Jonas, Anna! – długowłosa dziewczyna z wysoko uniesiona głową usiadła na stołku by usłyszeć taki sam przydział.
- Oni wszyscy to Ślizgonii, po co ta szopka?- zapytam Ron.
- Cicho Ron! – zabrzmiało kilka głosów.
Profesor McGonagall spojrzała na swój dom z naganą. Jednak szybko wróciła do odczytywania listy.
- Jonas, Septimus!
Długowłosy brunet podszedł do stołka i wyglądał zabawnie, gdy usiadł na maleńkim stołku.
- Niech zgadnę! Slytherin...-powiedział do jej ucha Ron. Hermiona przewróciła oczami.
- Rovenclave!- wykrzyknęła Tiara.
W Wielkiej Sali zapadła cisza. Nie zmącona niczym. Chłopak pod Tiarą był chyba tak samo zdziwiony jak cała resztą, bo nawet nie zdjął kapelusza. Dopiero Profesor McGonagall zdjęła z jego głowy starożytny artefakt. Chłopak wstał, ale szok i niedowierzanie było widoczne na jego twarzy. Spojrzał na przyjaciół z nieukrywanym przestrachem. A później jego wzrok padł na stół nauczycieli. Patrzył na Dumbledora z furią. A Hermiona obserwowała to w szoku, bo oczy Dyrektora pierwszy raz nie wyrażały radości tylko czystą satysfakcję. Krukoni jakby wyszli z szoku i wybuchli gromkimi brawami i radosnym aplauzem. Witając nowego członka domu. Dopiero gdy zszokowany chłopak usiadł zapadła cisza.
- Snape, Wilhelm! – wykrzyknęła Profesor McGonagall.
Kilku uczniów stanęło na ławie by lepiej przyjrzeć się synowi znienawidzonego Profesora. Którego nie było przy stole nauczycielskim. Zamiast niego siedział Horacy Slughon.
Hermiona też z zainteresowaniem przyjrzała się chłopcu. Był mniejszy i drobniejszy od dwóch pozostałych nastolatków. Ale Luną miała rację. Wiliam Snape miał w sobie coś magicznego. W jego ruchach, posturze, można było zauważyć różnice jakby całym sobą dawał znać , że jest kimś wyjątkowym.
- Jest śliczny!- zachwyciła się Lovender. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem, bo wątpiła by jakikolwiek chłopak chciał być określony jako „śliczny", ale taka była prawda. Twarz Wiliama była wręcz doskonała niczym porcelanowej lalki. W niczym nie przypominał swojego ojca. Może teoria Luny o wilach była prawdziwa?
Tiara zakryła bladą twarz. I nie zajęło długo nim wykrzyknęła.
- Gryffindor!
~oOo~
Wiliam poczuł jak jego żołądek zawiązał się w supeł. Nawet nie zdążył poprosić Tiary by przydzieliła go do Rovenclavu. Szczerze wątpił, aby tam pasował, ale po przydziale Septimusa chciał spróbować przekonać Tiare. Nie zdążył. Nawet nie wygłosiła jego silnych stron. Nie przedstawia mu plusów z takiego przydziału. Nawet nie zasugerowała, że już kiedyś go przydzieliła.
To nie Tiara ich przydzielała. Tego był pewien. Dumbledore musiał zmanipulować artefakt. Przydział Septimusa też był ekspresowy. Zbyt szybki... Co prawda nastolatek miał wiele z Krukonów, ale mimo wszystko Dziedzictwo Slytherina było w nich silniejsze! Powinni trafić tam.
Zacisnął wargi patrząc na Chrisa, On tak jak i oni był wściekły I był już świadomy manipulacji Dyrektora.
Rozdzielił ich...
I jak oni mają tu przetrwać?
Jak mają wykonywać Wymianę Mocy, gdy byli w innych domach?
Bez Nocnej Wymiany ich normalne funkcjonowanie będzie diabelnie trudne! I Wiliam był boleśnie świadomy, że zwłaszcza dla niego brak Wymiany będzie najbardziej kłopotliwy.
Oblał go zimny pot wstając ze stołka. W uszach mu huczało i to nie przez wiwat uczniów. Zaczynał się denerwować. Jego ciało było napięte niczym struna. Wstał oszołomiony patrząc na stół Gryfindoru. Jego dawny dom. Jak ma się tam odnaleźć? Jak ukryć swoją tożsamość?
Ron I Hermiona...
Nagle zrozumiał co Severus do niego mówił. Voldemort to jedno zagrożenie, ale Dumbledore... Jeśli jakimś cudem ponownie się z nimi zaprzyjaźni Dyrektor będzie wykorzystywać ich tak jak wcześniej. Będą szpiegować Wiliama dla niego, czy będą tego chcieli czy nie. Dyrektor był wybitny w odczytywaniu myśli. Będzie go szpiegować!
„ Wiliam tabletka!"- Warknął w jego myślach Jack. Nastolatek uniósł głowę na stół nauczycielski. Jack siedział na miejscu Madame Poppy. Która odmówiła przybycia do szkoły.
„ Willi w tej chwili!"- kolejne warkniecie.
Wstał ze stołka na chwiejnych nogach. Popatrzył na stół Gryfindoru. Nie klaskali. Za to uważnie go obserwowali. Nie mógł teraz wyjąć tabletki z kieszeni. Choć doskonale zdawał sobie sprawę, że Jack ma rację. Był na granicy... Nie wiele brakowało. Włożył rękę do kieszeni odkorkowując szklaną buteleczkę jedną ręką. Złapał tabletkę w dwa palce, ale nie wyjął tabletki.
W tej chwili jeden z uczniów Gryfindoru wstał i zaczął oklaskiwać jego przydział. Zmieszani uczniowie oderwali uważne spojrzenia od niego i spojrzeli na stojącego chłopca.
Ten moment Wiliam wybrał by wsunąć tabletkę do ust, maskując ten ruch niby drapaniem się po nosie. Gorzka substancja rozprzestrzeniła się w jego ustach.
Za stojącym Nevillem ruszyła reszta uczniów niemrawo klaszcząc. Wiliam uśmiechnął się słabo, a Neville przesunął się, kiwając mu głową by usiadł obok niego.
- Neville...- przedstawił się nastolatek, gdy Wiliam podszedł do niego. Nastolatek uścisnął jego dłoń.
- Wiliam...- wyszeptał słabo. Gorzki posmak w ustach nie zachęcał do rozmowy. Opadł na sztywną ławę. Zauważając, że nikt inny się nie przedstawił. No tak uczniowie kochają Severusa, pomyślał słabo.
„ Wiliam połknij tabletkę!" – kolejne ponaglenie Jacka.
„ Już to zrobiłem, Jack" – pomyślał słabo.
„ To teraz wycisz myśli! Różne przydziały to nie problem Will. Nie panikuj!".
Jego telepatyczne rozmowa została przerwana przez głos McGonagall.
- Wilson, Christopher!
Profesor nawet nie zdążyła puścić kapelusza, gdy ta wykrzyknęła „Hufflepuffe".
Blondyn nie wydawał się zaskoczony. Wstał dumnie unosząc głowę. Patrząc z wyzwaniem na Dumbledora. Wiliam wypuścił powoli wstrzymywane powietrze. Obawiał się bardziej emocjonalnej reakcji ze strony blondyna.
Dom Puchonów wybuchł gromkim i szczerym aplauzem. Chris z uśmiechem przywitał się ze wspóldomownikami. Nie dając po sobie znać, że przydział nie poszedł po jego myśli.
Jednak gdy później spojrzeli na siebie wiedzieli, że mają poważny problem...
~oOo~
Przebrnęłam przez okres przejściowy. Mam nadzieję, że czas w szkole będzie się teraz opisywać z większą łatwością niż w „ Dziedzictwie Merlina".
Dajcie znać co myślicie...
Bez komentarzy pisanie nie jest takie fajne : )
Pozdrawiam,
AJM
