Wielka Sala cały czas wypełniała się nowoprzybyłymi uczniami. Młodzi czarodzieje wchodzili przez jej drzwi, śmiejąc się i rozmawiając, jakby poza murami zamku wcale nie toczyła się wojna. Albus Dumbledore z uśmiechem obserwował swoich uczniów i starał się nie dać poznać po sobie zmartwienia. Spojrzał na prawą stronę stołu nauczycielskiego. Były tam już jedynie dwa wolne miejsca, czekające na dwójkę nowych nauczycieli. Nie wiedział, co wyniknie z obsadzenia TYCH osób na stanowiskach. Westchnął lekko i spojrzał z powrotem na studentów. Neville Longbotom, jego wybraniec, rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi. Albus postanowił jednak nadal wypatrywać nowych nauczycieli, więc skupił się na obserwacji głównego wejścia do sali. Gdy po paru minutach oczekiwania weszli do środka, Dumbledore poczuł się, jakby zobaczył duchy. W końcu nie co dzień widzi się ludzi, którzy z powodzeniem uciekli z kraju lata temu i nie dali się złapać. Ostatni raz widział ich w dzień nałożenia zaklęcia na dom Potterów. Nie sądził, że ich widok będzie tak wstrząsający dla niego, ale cudem powstrzymał drżenie rąk. Lady Lily Potter i Lord Syriusz Black właśnie weszli do sali i zmierzali do stołu nauczycielskiego, a on miał ochotę uciec przed ich zimnymi spojrzeniami. To już nie byli jego uczniowie, stawiający pierwsze, poważne kroki w wojnie pomiędzy Jasną a Ciemną stroną. To byli ludzie, którzy z sukcesem ukrywali się, wykorzystując przy tym całą dostępną magię, wiedzę i środki, przed całym czarodziejskim światem przez szesnaście lat. Gdy popatrzył na nich, już wiedział. Będą z nimi problemy.
***
Gdyby ktoś, rok temu powiedziałby Ginny, że usiądzie obok Nevilla Longbotoma i z dumą będzie eksponować ich złączone dłonie, symbolizujące związek, uznałaby, że ten ktoś najadł się za dużo produktów testowych jej braci. Nigdy nie pomyślałaby, że po latach ten nieśmiały i skromny chłopak, z dobrego przyjaciela, zmieni się w jej ukochanego chłopaka. Nigdy nie czuła się z nikim tak jak z Nevillem. Chłopak akceptował jej zainteresowania i pasje, (pomimo tego, że ich nie podzielał) wspierał ją w jej decyzjach, nie był chorobliwie zazdrosny, ale nie był też obojętny, zawsze wiedział, kiedy powiedzieć "nie" i co robić w wypadku jej złego humoru. Plus jej bracia go aprobowali, co było nie lada osiągnięciem.
Ginny poznała Nevilla na wakacjach przed swoim pierwszym rokiem. Chłopak był miły i całymi godzinami potrafił opowiadać o roślinach, pomagał nawet Pani Weasley w ogrodzie. Potem uratował ją przed bazyliszkiem, co sprawiło, że stali się najlepszymi przyjaciółmi. Neville nie miał wielu prawdziwych przyjaciół, miał zdecydowanie więcej znajomych. Do wąskiego grona "przyjaciół" Neville zaliczał ją, Rona Weasleya, Hermionę Granger, Lune Lovegood, Deana Thomasa i Seamusa Finnigana, reszta była jedynie dobrymi znajomymi, lub wrogami. Na czwartym roku Neville walczył z samym Voldemortem podczas Turnieju Trójmagicznego, na piątym Longbottom stworzył GD i uczył ich Obrony Przed Czarną Magią, a w tamtym roku odkrył intrygę Draco Malfoya i uratował Dyrektora przed śmiercią na Wieży Astronomicznej. To było całkiem dużo osiągnięć jak na siedemnastoletniego chłopaka, ale nie to przekonało do niego Ginny. Neville pod koniec piątej klasy wyznał jej, że się w niej zakochał. Ona nie chciała o tym słyszeć, nic nie czuła wtedy do Wybrańca. Przez cały swój piąty rok widziała jednak zachowanie Nevilla, które sprawiało, że coraz częściej zastanawiała się nad swoimi uczuciami w stosunku do niego. Gdy wpakowała się w kłopoty tuż przed decydującym meczem Quidditcha w tamtym roku, Neville wziął na siebie winę, żeby Ginny mogła zagrać. Po zdobyciu pucharu Quidditcha Ginny porozmawiała z Nevillem i podziękowała mu za to. Neville uznał, że jeśli się kogoś kocha, nawet miłością nieodwzajemnioną to powinno się go wspierać. Żaden jej poprzedni chłopak nie pochwalał jej gry. Uważali, że ten sport jest "zbyt męski" dla niej. Longbottom był zawsze inny. Weasley postanowiła spróbować z Nevillem i to była najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć. Ich związek od tamtego czasu rozkwitł i dziś Ginny z dumą mogła stwierdzić, że kocha Nevilla Longbottoma.
*Dziesięć godzin wcześniej*
Harry poczuł ruch po swojej lewej stronie, więc jeszcze zamroczony snem, wymamrotał coś i objął leżącą obok niego osobę. Był na Grimmauld Place 12, w swojej sypialni i smacznie spał obok pewnej jasnowłosej piękności.
– Harry... – Wyszeptała cicho do jego ucha, przeciągając w nieskończoność "y". Potter uśmiechnął się lekko i mocniej ją przytulił. – Musimy wstawać, bo nie zdążymy się przygotować do wyjazdu i zjeść śniadania.
Harry zaczął wybudzać się ze snu i puścił dziewczynę, aby się poprzeciągać.
– Codziennie mógłbym się tak budzić. – Powiedział z lekko głupkowatym uśmiechem i pocałował dziewczynę w czoło. – No, ale skoro twierdzisz, że czasu nam brakuje, to musimy się streszczać, nie sądzisz? – Zapytał, wyszedł z łóżka i pokierował się do łazienki, przy okazji zabierając wszystkie potrzebne mu do porannej toalety rzeczy. Gdy doszedł do drzwi łazienki, usłyszał w korytarzu odgłosy kroków.
– Chcesz może zażyć otrzeźwiającego prysznica wraz z niesamowicie piękną i oszałamiającą Wirginią More? – Zapytała blondynka, opierając się o ścianę korytarza.
– Jestem pewny, że chce. Byleby dzieci z tego nie było! – Powiedział ze śmiechem Syriusz, wchodząc po schodach.
– Łapo! Jak możesz tak mówić! – Zawołał "oburzony" Harry.
– Normalnie szczeniaku. Twoja mama jest za młoda na zostanie babcią! – Powiedział z uśmiechem na całą twarz Syriusz. – Chociaż sądząc po tym, gdzie spędziłaś noc młoda damo, to już za późno. – Dokończył i odszedł, zanim zdążyli mu odpowiedzieć.
– On jest okropny. – Stwierdziła, chichocząc Wirginia. Nic co prawda w nocy się nie wydarzyło, ale Syriusz nie mógł powstrzymać się od aluzji tego typu. Black doskonale wiedział, że w nocy spali jedynie we wspólnym łóżku.
– To jest Syriusz. Mama powiedziała mi, że gdy spotykała się z tatą, to Łapa był pierwszym do takich akcji. – Odpowiedział Harry. – Raz ponoć podszedł do nich przy stole Gryffindoru i głośno powiedział i tu cytuję "Jak tam Rogaś? Wykorzystaliście z Lilką puste dormitorium? Biorąc pod uwagę, że krawat wisiał na klamce, przez całą noc to chyba tak było". Na jego nieszczęście usłyszała to jakaś nauczycielka i odjęła mu punkty, a od mamy dostał w łeb. Ponoć niczego nie żałuje.
– On i skrucha? Kiedyś nas do grobu wpędzi. No, ale nic. Bierz ten prysznic, bo ja też chcę. – Powiedziała i poszła do pokoju spakować resztę swoich rzeczy, a Harry wszedł do łazienki.
O wpół do jedenastej pojawili się na peronie 9 i trzy czwarte. Jechali do Hogwartu wykonać misję. Jedną z ważniejszych, a Harry jako jeden z czwórki przywódców Stowarzyszenia Róży, musiał dać z siebie wszystko, aby doprowadzić ją do końca.
***
– Chodźcie, tu jest jakieś miejsce – Powiedział Dean i otworzył drzwi do przedziału. Gdy usiadł, do środka weszli Luna Lovegood, Neville Longbottom i Seamus Finnigan.
– To dobrze. Słyszałam, że Ministerstwo przez całą tę wojnę z Sami-Wiecie-Kim, nie zdążyło usunąć z pociągu Krępaków Nosowych, więc będą biegać po korytarzach i łapać uczniów za nosy. – Powiedziała z rozmarzonym uśmiechem Luna.
Ledwo usiedli, a drzwi do przedziału się otworzyły z trzaskiem.
– Cześć, wszędzie straszny ścisk, mogę się dosiąść? – Powiedział szczupły chłopak z czarną burzą włosów na głowie i zielonymi oczami.
– Ta, chyba nie ma problemu. – Powiedział niechętnie Seamus, do ich przedziału zawsze przychodziły takie osoby. Kłamały na temat braku miejsc i dosiadały się do przedziału z Wybrańcem. Finnigan nie mógł wiedzieć, że nieznajomym uczniem był Harry Potter, który nie przyszedł tutaj dla sławy Nevilla Longbottoma, a dla informacji.
– Spotkałeś jakieś Krępatki, Harry? – Zapytała niewinnie Luna.
– Nie, ale jak jakieś zauważę, to będziesz pierwszą osobą, którą powiadomię. – Odpowiedział jej z powagą Harry. Potter poznał Lunę na wakacjach, gdy jego mama przedstawiała mu brytyjskich członków Trzeciej Strony. Jej ojciec był całkiem nowym nabytkiem ich stowarzyszenia, a do współpracy przekonał go Lunatyk. Harry od razu polubił Lunę. Zawsze mówiła prawdę i choć była trochę dziwna, to jemu to nie przeszkadzało. Wirginia uważała, że Luna jest lekko irytująca, ale sympatyczna.
– Czemu przyszedłeś bez Lwicy? – Chciała wiedzieć Luna. – Myślałam, że jesteście nierozłączni.
– Chwila, wy się znacie? – Zapytał skonfundowany Dean. – Tak w ogóle to, kim ty jesteś? – Zażądał odpowiedzi, patrząc na Harry'ego.
– Po pierwsze to: tak znamy się, a po drugie to: nazywam się Harry James Potter. – Powiedział z szerokim uśmiechem Harry.
– Poznaliśmy się na wakacjach. Harry wrócił do Anglii i teraz będzie chodził z nami do szkoły. – Wyjaśniła Luna.
– Czemu was tu nie było, gdy wrócił Voldemort i trzeba było z nim walczyć? – Zapytał poważnie Neville.
– Przykro mi, ale nie ufam ci na tyle, żeby móc odpowiedzieć na to pytanie. Nie ufam na tyle nikomu z was, oczywiście Luny nie wliczam. Nie ufam ani tobie Neville, ani Deanowi, ani Seamus'owi. Hermionie Granger, Ronowi Weasleyowi i Ginny Weasley też nie, pomimo tego, że są Prefektami. – Powiedział Harry. Wszystkie te informacje zdobył podczas przechadzki po pociągu. – Wiem, że macie dużo pytań, ale może poczekamy na resztę waszych przyjaciół.
Trójka niedoinformowanych chłopców poruszyła się niespokojnie na swoich siedzeniach. Każdy wiedział kim, byli Potterowie. Była to potężna rodzina, która od lat ukrywała się przed zemstą Voldemorta i jego Śmierciożerców. Pod koniec maja tego roku, znów powrócili do kraju i zaczęli wprowadzać zmiany w Ministerstwie. Stworzyli nowy przedmiot w Hogwarcie, mianowali Ministrem Andromedę Tonks, dali większe prawa wilkołakom i wampirom oraz wprowadzili przymusowe testy na obecność mrocznego znaku. Reaktywowali również prawo pozwalające im na przejmowanie majątku i głosów w Wizengamocie po schwytaniu przez nich Śmierciożercy. Nikt nie wiedział, skąd mieli tak pokaźne poparcie w Wizengamocie, ale aktualnie szacowało się, że mają tam większość. Wytrącali karty z rąk Voldemortowi i Dumbledorowi, operując tolerancją pod względem krwi oraz poszanowaniem starych tradycji. Poruszali się płynnie pomiędzy dwoma, na pierwszy rzut oka skrajnie niepasującymi stronnictwami, łączyli je i tworzyli dobre fundamenty dla przyszłego dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Neville wiedział, że to nie mogło być tak dobre, jak się wydawało. Nie znał ich celów i planów, a to było niebezpieczne. Postanowił więc wstrzymać się z jakimś osądem.
Nagle Harry głośno wciągnął powietrze i wyprostował się.
– Nie idź Harry. Nic się nie dzieje. Lwica da radę. – Powiedziała Luna i zanuciła dziwną melodię. Potter postanowił posłuchać rady Luny, jeszcze ani razu źle na tym nie wyszedł.
– Kim jest "Lwica"? – Zapytał Dean, ale nikt mu nie odpowiedział.
***
Potter większość podróży przesiedział w ciszy, okazjonalnie jedynie zbywając pytania swoich towarzyszy drogi jednym zdaniem - "Nie czas i miejsce na odpowiedzi".
Gdy pociąg się nareszcie zatrzymał, Harry wyszedł z niego i wzrokiem zaczął przeszukiwać peron. Dostał polecenie znalezienia Profesor McGonagall, która miała zaprowadzić go do Hogwartu na ceremonię przydziału. Po paru minutach wypatrzył postawną, ubraną w szmaragdową szatę czarownicę z ciasno spiętym kokiem na czubku głowy. Rozmawiała z uczennicą ubraną w szkolny mundurek bez emblematów żadnego z domów. Odetchnął z ulgą, będzie musiał z nią porozmawiać o tym, co się stało w pociągu. Zaczął iść w ich stronę.
– Dobry wieczór, Pani profesor McGonagall, zgadza się? – Zapytał Harry z miłym uśmiechem.
– Zgadza się, a Pan to pewnie Harry Potter. Wygląda Pan zupełnie jak ojciec. – Powiedziała nauczycielka, a na jej usta wpłynął nostalgiczny uśmiech, który po paru sekundach zniknął zastąpiony przez surowy wyraz twarzy. – Z tego, co wiem, to zna Pan Pannę More, więc przedstawianie was sobie jest bezcelowe. Chodzicie, musimy zdążyć przed pierwszorocznymi do zamku. – Oznajmiła i wyciągnęła z szaty filiżankę.
– Chwyćcie, to świstoklik, stworzony specjalnie na tę okazję. – Wyjaśniła i wyciągnęła go w ich stronę. Wirginia rzuciła mu krótki uśmiech, ale nie odezwała się do niego ani słowem.
Gdy wszyscy trzymali świstoklik, McGonagall uruchomiła go hasłem ("Bombonierki Lesera") i zaczęli przenosić się do zamku.
***
Neville całą drogę do zamku myślał o Potterze. Nie wiedział co o nim myśleć. Z jednej strony chłopak, jego matka i chrzestny w trzy miesiące przejęli władzę w Wizengamocie. W trzy miesiące! Brzmiało to absurdalnie, ale jeżeli spojrzało się na działania Wizengamotu, to wszyskie przyjmowane prawa były Potterom na rękę. Nawet jeżeli zgłaszał je Lucjusz Malfoy, który tylko cudem uniknął Azkabanu po walce w Departamencie Tajemnic i odkryciu mrocznego znaku przez aurorów. Kogo mężczyzna musiał przekupić, żeby to się udało, Neville nie wiedział, ale zdawał sobie sprawę, że nie wszystko w tej sytuacji jest takie, jak się wydaje. Z zamyślenia wyrwał go głos Ginny.
– Coś ciekawego działo się w pociągu? – Zapytała Nevilla, gładząc go delikatnie po włosach. Ron wywrócił oczami, widząc ten gest, gdy Hermiona to zauważyła, lekko trąciła go łokciem. Najmłodszy syn Weasleyów nadal nie pozbierał się po informacji, że jego najlepszy kumpel chodzi z jego siostrą. Na szczęście dla Ginny, Ron w tym roku będzie miał ważniejsze sprawy niż zajmowanie się relacją siostry.
– Przysiadł się do nas Potter. Nie wiem, czego chciał, ale nie wyglądał, jakby był zadowolony z tego, co widział. Nie chciał odpowiadać na żadne pytania. Dziwny koleś. Martwię się tym wszystkim, co jeśli on pracuje dla Voldemorta, albo gorzej i zbiera całe to poparcie, żeby zająć jego miejsce? – Neville spoglądał przez okienko powozu, odpowiadając. Zmartwienie go dusiło. W tamtym roku cudem udało im się uniknąć zamordowania Dumbledora, a podczas wakacji przejęcia Ministerstwa Magii przez Voldemorta. Do teraz nie wiedział, dlaczego Draco Malfoy ostrzegł ich przed Snapem i planem Czarnego Pana na asasynację dyrektora Hogwartu. Fretka nadal był dupkiem, przynajmniej w mniemaniu Nevilla. Nic z tego, co się działo, nie miało sensu. Kiedy podczas wesela Billa i Fleur, zaatakowano Ministerstwo, grupa czarodziejów ubranych w szkarłatne szaty bitewne z wielkimi złotymi różami na plecach w złotych maskach, pokonała większość Śmierciożerców. Byli jak wyszkolona armia. Nie zdołali ochronić wszystkich, Minister Magii Rufus Scrimgeour zmarł, walcząc, ale udało im się odeprzeć atak, zabijając blisko stu śmierciożerców. Niestety reszta popleczników Voldemorta zdołała uciec, ale szkody zadane ciemnej stornie były ogromne.
– Myślę, że będziemy musieli się dowiedzieć. Myślisz, że ma coś wspólnego z Różą? – Zapytała Hermiona. Róża, tak określano szkarłatnych czarodziei, którzy stanęli w obronie Ministerstwa. Nieznane stowarzyszenie broniące światłości, tak przynajmniej pisał o nich Prorok Codzienny.
– Nie wiem, ale dziwne jest to, że szesnaście lat się ukrywają i nagle postanawiają się ujawnić. Oni wszystko zmieniają. – Neville nie chciał tego przyznać, ale się bał. Voldemort był wrogiem, nie był niewiadomą. Róża, Potterowie, byli czymś innym. Nie wiedział czego się po nich spodziewać. – Luna go zna. Poznali się na wakacjach.
– CO? – Wykrzynął Ron, wtrącając się do rozmowy.
– Ufam Lunie, nigdy by nie sprzymierzyła się ze złą stroną. – Powiedziała na raz Ginny.
– Ginny ma rację Neville, ale myślę, że na razie powinniśmy odsunąć od siebie Lunę. Dopóki nie będziemy mieli pewności, że Potter jest po naszej stronie... – Dyplomatycznie odpowiedziała Hermiona. Jej analityczny umysł już sunął po wszystkich możliwościach, które mogły się wydarzyć. Jeśli Potter jest ich sprzymierzeńcem, byłoby cudownie, słyszała historie z pierwszej wojny o Lily Potter i Syriuszu Blacku. Jeśli zaś byłby wrogiem... Hermionę na tę myśl przeszedł dreszcz. Byłoby to fatalne. Wolała nie myśleć o konsekwencjach takiego obotu spraw.
– Słyszeliście o trio śmierci? Jeśli Potter nie jest po naszej, mamy przeje... – Hermiona uderzyła Rona w potylicę, zanim zdążył dokończyć przekleństwo.
– Trio śmierci? O czym wy mówicie? – Zapytała Ginny, nie kojarzyła żadnej historii, która by wspominała o czymś takim. Chociaż jej matka trzymała ją pod kloszem, więc nie dziwiła się, że nie słyszała o tym w domu, ale nawet w szkole nic takiego nikt nie wspominał.
– O tym się nie mówi. – Powiedziała Hermiona, jedynie jej akademicka ciekawość i szukanie brudów na Skeeter, doprowadziło ją do tej informacji. – Trio śmierci, była to trójka czarodziei podczas pierwszej wojny. Lily Potter, na początku jeszcze z domu Evans, James Potter i Syriusz Black. Zanim Potterowie zaczęli się ukrywać, ta trójka siała strach wśród Śmierciożerców. Zostawiali po sobie tylko ciała i używali każdej magii, nawet nielegalnych klątw. Prorok uważał, że tworzyli magiczną triadę, ale gdy Lily i James się pobrali te plotki upadły. Najbardziej znani są z Masakry na ulicy Pokątnej. Piętnastu Śmierciożerców przeciwko tej trójce. Lily ratowała cywilów, James odciągał uwagę ludzi Voldemorta, a Black rozstawiał runy. W ciągu minuty każdy właściciel mrocznego znaku zaczął płonąć, płonęli tak ponoć trzy dni, nie dało się tych płomieni zgasić, a gdy na miejsce przybył Voldemort James i Lily, już wtedy Potterowie, rozpoczęli z nim pojedynek. Większość naocznych świadków nigdy nie widziała takiego pokazu magii. Voldemort musiał się wycofać. Black stracił ponoć wtedy prawie życie, magia krwii, którą wykorzystał, była zbyt wyczerpująca, ale przeżył. Był to jeden z największych pojedynków tamtej wojny.
Wszyscy w powozie ucichli, każdy z nich oprócz Ginny znał tę historię, ale nie powstrzymało to strachu, który przejechał im po kręgosłupach.
– Jeśli będą naszymi wrogami, to zgadzam się z Ronem, nie mamy szans... – Powiedziała z lekko drgającym głosem Ginny. Chwyciła za rękę Nevilla i mocno ścisnęła. Byli tylko dziećmi uwikłanymi w wojnę, która trwała na długo przed ich narodzinami.
Reszta drogi do Hogwartu przebiegła w ciszy.
***
Gdy Harry przechodził z McGonagall i Wirginią przez drzwi do wielkiej sali, starał się ukryć swoje podekscytowanie. Hogwart, był miejscem, które chciał odwiedzić całe swoje życie. Oczywiście był w innych szkołach Magii i Czarodziejstwa, odwiedzał je i szukał sprzymierzeńców, ale to? To było miejsce, które wychowało jego rodziców. Chociaż nigdy nie poznał swojego ojca, to jego matka opowiadała mu o tym zamku, od kiedy tylko zdołał ją zrozumieć. Tak bardzo chciał poczuć obecność magii, o której opowiadała, zobaczyć miejsca z jej historii i przeżyć coś podobnego. Niestety, został mu jedynie rok na tę przyjemność, ale zamierzał go wykorzystać. Uśmiechnął się do swojego chrzestnego, który po cichu rozmawiał z mamą Harry'ego. Syriusz odwzajemnił uśmiech, a Lily lekko pomachała synowi, poprawiając broszkę przy szacie. Dla kogoś z zewnątrz byłby to zwykły tik nerwowy, ale Harry wiedział lepiej, był to ustalony sygnał, pytanie, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Przechylił lekko głowę na prawo, odpowiadając, że tak. Część pierwsza planu była zakończona. Dostać się do zamku, znaleźć Longbottom'a i zainteresować go Harrym. Teraz część druga. Ceremonia przydziału. Harry nie mógł się doczekać.
Wirginia za to nie poczuła się zachwycona Hogwartem. Była to tylko szkoła. Nikt w jej rodzinie, oprócz osób, które się w nią wżeniały, nie chodził do żadnej magicznej szkoły. Cała edukacja jej rodziny była domowa. Jej świętej pamięci matka Adeline More, z domu Smith, która chodziła do Ilvermorny i była Rogatym Wężem, zmarła przy jej porodzie, więc Wirginia nigdy jej nie poznała, ale jej ojciec Gabriel More, uczył się w domu. Zawsze powtarzał Wirgini, że byłaby w tym samym domu co matka, była do niej w końcu tak podobna. Ambicja, miłość do nauki i książek. Nawet wyglądała identycznie. Blond włosy opadały jej na ramiona, podkreślając jej twarz w kształcie serca, wysokie kości policzkowe i perłowo białą skórę. Jej niebieskie oczy świeciły dziwnym światłem, klątwą jej domu. Gdy Thomas More stracił głowę na dworze Henryka VIII, jego najstarszy syn, został przeklęty skazą bestii. Od tamtego czasu, najstarsze dziecko rodu, musiało nosić ją w sobie, aż ród zasłużyłby na powrót na angielskie łono. Syn Thomasa, jej przodek John, musiał uciec z Anglii i ukrywać się wszędzie poza Brytyjskimi wybrzeżami. Wirginia i jej ojciec zaś, byli pierwszymi członkami rodu, którzy postawili nogę na swojej ojczystej ziemi, od 1535 roku i była z tego niezwykle dumna.
Grupa pierwszorocznych przed Wirginią i Harrym, niespokojnie się kręciła. More, była pewna, że usłyszała zapewnienia o pojedynku z trolem, od jednego z pierwszorocznych.
– Proszę o uwagę! – Cała sala zastygła w oczekiwaniu na słowa Dumbledore'a. – Jak pewnie widzicie, w naszym składzie pedagogicznym zaszły pewne zmiany, do tego przejdziemy później. Najpierw, chciałbym przywitać nowych uczniów w Hogwarcie, a szczególnie tych, którzy powracają do tych murów. Harry Potter i Wirginia More! Szczególnie Panna More, jako że jest pierwszą Czarownicą ze swojej rodziny tutaj od ponad czterystu lat. Fytherley Undercliffe, zawsze miał wiele do powiedzenia na temat uczniów z twojej rodziny, Panno More, witamy z powrotem. Zacznijmy więc Ceremonię Przydziału! Minerwo... – Albus skłonił się lekko w stronę swojej zastępczyni i usiadł na swoim miejscu przy stole nauczycielskim.
Hermiona nie zwracała uwagi na ceremonię. Wpatrywała się w parę uczniów stojących wśród pierwszaków. Wirginia była piękną czarownicą, ale również żywą legendą! Granger nie mogła doczekać się rozmowy z nią. Chciała wiedzieć wszystko. More'owie byli wyjątkową rodziną czarodziejską, ich miejsca w Wizengamocie pozostawały nienaruszone, aż do tego lata, kiedy to Gabriel More i jego żona Marlene, powrócili do kraju.
– Myślicie, że More ma chłopaka? – Zapytał całkiem poważnie Dean. Seamus zaśmiał się i klepnął przyjaciela w ramie.
– Nie masz szans Thomas, taka czarownica jak ona nawet na ciebie nie spojrzy. – Powiedział Finnigan do swojego kolegi. Lavender Brown popatrzyła na Deana spode łba i oparła się niezadowolona na swoim siedzeniu. Thomas podobał się jej już jakiś czas, niestety był zbyt ślepy, żeby zauważyć zainteresowanie atrakcyjnej czarownicy. Parvati, siedząca obok posłała przyjaciółce pocieszające spojrzenie.
– Jak sądzicie, gdzie przydzielą tę dwójkę? – Zapytała Ginny, ignorując Seamusa i Deana, niezbyt sekretnie spoglądając na Harry'ego i Wirginię. Potter, czując jej wzrok na sobie, odwrócił do niej głowę i uśmiechnął się chytrze, jakby chcąc jej powiedzieć "wiem, o co pytasz". Wirginia podążyła za wzrokiem chłopaka i złapała kontakt wzrokowy z Hermioną, która siedziała obok Ginny. More lekko skinęła głową w geście szacunku, a Hermiona wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć ze szczęścia.
– Mam nadzieję, że tylko nie Gryffindor. Mamy wystarczająco problemów bez nich. – Powiedział Ron zniecierpliwiony przedłużającą się ceremonią przydziału.
– Ronaldzie! To może być świetna okazja, żeby się czegoś dowiedzieć! Jeśli będą w naszym domu, możemy ich obserwować. – Uznała półszeptem Hermiona. Neville wpatrywał się zamyślony w tiarę przydziału.
– Jeśli przydzielą ich do Slytherinu, będziemy wiedzieć, żeby im nie ufać. – Zauważył Dean.
– Wszędzie mogą być zdrajcy, nawet w naszym własnym domu... – Odpowiedziała Ginny, zerknęła jednocześnie zmartwiona na Nevilla, wyglądał na przygnębionego. Ścisnęła jego rękę i lekko się do niego nachyliła.
– Potem... – Wymamrotał, nie chcąc odbywać tej rozmowy w zatłoczonej Wielkiej Sali.
– Teraz pora na naszych starszych uczniów! More Wirginia! – Powiedziała McGonagall, gdy wszyscy pierwszoroczni zostali przydzieleni do domów.
Wigrinia płynnym krokiem pomaszerowała do stołka, a gdy tiara została położona na jej głowie, poczuła się, jakby cała Wielka sala zniknęła.
"Oh, More... Już myślałem, że nigdy nie przydzielę już nikogo z twojej rodzin, ahh... Nadal ten sam bystry umysł, ambicja i miłość do magii" Głos tiary rozległ się w głowie Wirgini. Lekki uśmiech wpłynął na jej usta. More'owie zawsze byli Ślizgonami lub Krukonami, miłe uczucie rozlało się w jej sercu razem z wiedzą, że nie zawiedzie swoich przodków.
"Hmm, jest coś jeszcze. Odwaga, jesteś wyjątkowa Wirginio. Znam wasze plany, ale byłabyś niezwykłym dodatkiem dla Gryffindoru, tak, widzę to. Rawenclaw jest dla ciebie zbyt sztywny, nie lubisz zasad. Hufflepuff, nigdy by nie był miejscem dla ciebie, nie odnalazłabyś się w cieniu, który inne domy rzucają na dziedzictwo Helgi. Ah... Tak, Slytherin doprowadzi cię do potęgi, ale boje się, że możesz się zgubić wśród jego mieszkańców... Lubisz błyszczeć, jak gwiazda, która nigdy nie chce zgasnąć, ta ambicja przyciągnęłaby do ciebie samego Salazara! Wiem, gdzie cię przydzielę, powodzenia Panno More..."
– SLYTHERIN! – Wykrzyknęła Tiara, a stół ślizgonów bił brawa. Zabini nawet zagwizdał, gdy Wirginia zmierzała w kierunku zostawionego dla niej miejsca między Daphne Greengrass i Draco Malfoyem. Po drodze lekko skinęła głową w stronę Harry'ego. Połowa tej części za nimi, teraz pora, żeby on się wykazał.
– Wiedziałem, że coś z nią nie tak... – Powiedział naburmuszony Ron, za co załatwił sobie łokcia w brzuch od Hermiony. Młody Weasley spojrzał na nią z niedowierzaniem i niewypowiedzianym "za co to?!" w oczach.
– Teraz kolej Pottera, skup się! – Wyszeptała w jego stronę i pokazała na Harry'ego palcem Hermiona.
– Potter Harry! – Wywołała Minerwa. W całej sali zapadła cisza, a powietrze aż buzowało od podekscytowania. Wszystkie oczy wbite były w siedemnastolatka, który powoli zmierzał do stołka. Całkowicie rozluźniona postawa czarnowłosego i lekki uśmiech na jego ustach sprawiał, że niektóre czarownice w wielkiej sali już robiły na jego widok maślane oczy. Był przystojny, burza czarnych włosów, przenikliwe zielone oczy i szczupła, ale wysportowana sylwetka będzie pojawiać się w wielu fantazjach uczennic tej nocy.
"Hmm Potter, ależ ja mam z wami wspomnienia. Nadawałbyś się do każdego domu. Jesteś jednak zbyt praktyczny na Rawenclaw, nie masz tego, ciekawego umysłu, tej rządy wiedzy dla samej wiedzy. Puchoni nie są tak próżni, więc chociaż jesteś lojalny do ostatniej kości w swoim ciele, mógłbyś nie wpasować się do domu Helgi. Może chciałbyś dołączyć do ukochanej?" Zapytał głos w głowie Harry'ego.
"Wiesz, jaki jest nasz plan, nie przedłużaj." Pomyślał Harry, a z jego ust zniknął uśmiech. Jego plan mógł runąć tylko przez głupi kapelusz.
"Ah, nie dadzą się mi nawet dzisiaj pobawić. Twoja odwaga i ambicja, są nieposkromione, ale posłucham twojego życzenia. Powodzenia życzę ci i twojej bratniej duszy Harry..." Powiedział w głowie chłopaka, wyraźnie niezadowolony głos.
– Gryffindor! – Wykrzyknęła tiara, a Gryfoni zaczęli wiwatować. Potterów objęła wielka legenda. Każdy dom byłby zachwycony, mogąc przyjąć Harry'ego w swoje szeregi. Usiadł obok Demelzy Robins, którą przywitał jak starą przyjaciółkę. Neville zmarszczył brwi na ten widok.
"Ilu on ma tu szpiegów?" Pomyślał wybraniec, ale porzucił te myśli na rzecz przemowy Dumbledora.
– Skoro wszyscy zostali przydzieleni, odpowiednim jest, przedstawić wam waszych nowych nauczycieli! Jak wiecie Ministerstwo Magii, z powodu stanu wojennego, rozpoczęło nowy przedmiot obowiązkowy dla wszystkich roczników, Magia Ofensywna. Nauczać go będzie Profesor Syriusz Black! – Na te słowa Łapa wstał i się pokłonił uczniom, w sali rozległy się ciche oklaski. Gdy klaskanie ucichło, Dumbledore kontynuował. – Stanowisko nauczyciela Obrony przed Czarną Magią zajmie zaś profesor Lily Potter! A teraz, wcinajcie! – Albus usiadł na swoim miejscu, a na stołach pojawiło się jedzenie.
– Dem, co wiesz o klice wybrańca? – Zapytał cicho Harry, nabierając na swój talerz pieczone ziemniaki. Nie bał się rozmawiać o tym w Wielkiej Sali, nawet gdyby ktoś ich podsłuchał, Harry nałożył na nich zaklęcie zewnętrznego bełkotu, ktokolwiek by słuchał, o czym mówią, usłyszałby, że Demelza opowiada mu o swoich wakacjach.
Demelza była ciemną blondyką z czekoladowymi oczami i wysportowaną sylwetką. Nałożyła sobie skrzydełka kurczaka i tłuczone ziemniaki na talerz, zanim odpowiedziała. Harry'ego znała od dziecka. Jej rodzice należeli do Stowarzyszenia Róży. Potter był dla niej jak starszy brat.
– Należy do niej Hermiona Granger, Ron Weasley, Ginny Weasley, Dean Thomas, Seamus Finnigan i Luna Lovegood. Parvati Patil i Lavender Brown to dość nowe nabytki, wcześniej raczej trzymały się od nich zdala. Dopiero podczas walki w ministerstwie Magii na piątym roku Longbottoma, się do nich przyłączyły, ale nie ufa im tak bardzo, jak reszcie. Najbliżej jest Ginewra, świetna w Quidditchu i zaklęciach, nie chcesz dostać jej upiorogacka. Potem oczywiście Ronald i Hermiona. Ron wydaje się tępy, ale ma talent strategiczny. Jest dobry w zaklęciach i pojedynkowaniu, nie ma oczywiście podjazdu do ciebie, ale jak na Hogwart myślę, że jest w ścisłej piątce, nie licząc członków Róży. Hermiona to akademicka broń, myślę, że tylko Wirginia mogłaby sprawić, że ta poczułaby się głupio. Cała jej siła tkwi w teorii, praktyka jest u niej o wiele słabsza, ale umie wyczarować Patronusa, zresztą jak wszyscy w ich grupie. Powinna skupić się na Runach i Arytmatyce, to tam jej umiejętności książkowe mogłyby rozkwitnąć. Seamus jest mistrzem wybuchów, odpowiednio ukierunkowany mógłby wysadzić ten zamek. Boi się jednak tego, skąd pochodzi ten talent, ale wszędzie rozpoznam magię elementalną, jeśli nie będzie jej umiał kontrolować, wysadzi kiedyś sam siebie. Powinieneś go spiknąć na jakieś zajęcia z Blaisem, on by mu pokazał co to element ognia... – Demelza uśmiechnęła się do siebie, nikt w tej szkole jej nie doceniał, ale teraz poczuła się jak najważniejsza osoba w sali. Jej umiejętności szpiegowania i poruszania się bezszelestnie po Hogwarcie, były czymś, z czego była dumna. – Dean Thomas, jest dobry w transmutacji, ale na spotkaniach Gwardii Dumbledora zawsze nas leczył. Powinieneś ciągnąć go w tę stronę, jest w tym niezły. Dobrze się pojedynkuje, ale nie zaliczyłabym go do ścisłej piątki Hogwartu. Lavender Brown, jeśli ktoś ma rozesłać plotkę po Hogwarcie, to ona. Razem z Parvati są nie do powstrzymania, w końcu dowiedzą się o wszystkim w tej szkole. Są nierozłączne. Lavender ma talent do astronomii, jak tylko się zainteresuje, jej umiejętności byłyby idealne w rytuałach. Ma dość ciemną sygnaturę magiczną, zresztą pewnie sam to czujesz. Parvati pochodzi z Patilów, pomagali Róży od początku, ale jak oboje wiemy, tylko Padmę wtajemniczyliśmy. Magia bliźniacza w nich jest bardzo słaba. Nie to, co u Freda i Georga. Jak ci z nimi idzie? Przekonałeś ich do współpracy?
– Tak, po tym, jak Bill za mnie poświadczył z Fleur. Mają jednak wymagania, chcą, żebym przekonał resztę ich rodzeństwa. Charlie był prosty, znaliśmy się, od kiedy Wirginia uczyła się o smokach dwa lata temu. Ufa nam, a legislacja chroniąca Smoki na wybrzeżach Brytyjskich i rezerwat, który zamierzamy stworzyć, bardzo pomógł. Teraz tylko młodziki. Parvati ma jakieś talenty czy nie bez powodu ją wykluczyłaś z raportu? – Zapytał z małym uśmiechem Harry. Demelza lekko się zaróżowiła, wiedziała, że o czymś zapomniała.
– Przepraszam, zbyt mnie interesowali bliźniacy. Patil jest dobra w transmutacji, myślę, że dzieli z siostrą talent do animagii, ale byłaby też świetnym duetem z Lavender przy wszelkich rytuałach. Niech pogada z Luną, myślę, że ma dar do czytania aur. Jakieś jeszcze zadania? – Zapytała z nadzieją. Chciała być potrzebna.
– Bądź moimi uszami, szukaj na swoim roczniku osób chętnych wesprzeć naszą sprawę i zobacz co ludzie myślą o Róży. – Rozkazał Harry, uczta dobiegała końca i musiał przygotować się do najpewniej nieuniknionej konfrontacji w Wieży Gryffindoru.
***
– Oh, Horacy to będzie przyjemność z tobą pracować. – Powiedziała Lily i z lekkim uśmiechem zaczęła nalewać sobie soku. – Musiałeś być zachwycony, wracając do Hogwartu po tylu latach. Jak wspominasz poprzedni rok?
– Wspaniale, czuje się o wiele bezpieczniej tutaj w zamku, chociaż atak pod koniec roku sprawił, że zacząłem rozmyślać nad porzuceniem posady. Wiesz, jak to jest, nikt nie spodziewał się szpiega tak blisko. Nikomu nie można ufać. – Odpowiedział jej Slughorn, chociaż nie była to prawda. Oboje dobrze wiedzieli, że Snape zdradzi Dumbledora. Stowarzyszenie miało tę informację już jakiś czas. Lucjusz po raz kolejny udowodnił, że był cennym nabytkiem. Kiedy Narcyza skontaktowała się z Syriuszem pod koniec poprzedniej wojny, chcąc dołączyć do jego sprawy, nikt do końca Malfoyom nie ufał. Jednak wieść o dziecku, otworzyła im oczy. Chcieli utrzymać Draco bezpiecznym, a nie było bezpieczniejszej strony w tej wojnie od Róży. Wiedzieli o nich tylko wybrani, osoby objęte sekretem. Jako że założycielem Stowarzyszenia był Arcturus Black i Henry Potter, jeszcze za czasów Grindelwalda, wybrani członkowie tych rodzin byli w sekret wprowadzeni. Chcieli oni dać swoim dzieciom świetlaną przyszłość i bezpieczeństwo, jednak Voldemort zmusił następne pokolenia do rozszerzania siatki informacyjnej i bojowej. Mieli kontakty na całym świecie i mieli dostęp do najlepiej wyszkolonych czarodziejów.
– Słyszałam o tym, nigdy nie sądziłam, że Severus nas tak zdradzi, miałam nadzieję, że cokolwiek z naszej przyjaźni pozostało. – Powiedziała Lily, udając załamaną, prawda jednak była inna. Od kiedy dowiedziała się, kto sprzedał przepowiednię Czarnemu Panu, nie miała krzty współczucia dla Snape'a. Zresztą sama się nim zajęła, był zbyt niebezpieczny i był człowiekiem Dumbledora, aktualnie jego ciało znajdowało się gdzieś na dnie Pacyfiku. Kiedyś chciała go wcielić do Stowarzyszenia Róży, on jednak wolał mroczą moc, którą oferował Voldemort. Ah, jak ona nienawidziła śmierciożerców.
– Ja się po nim nie spodziewałem niczego innego, banda idiotów, jeśli czuł się z nimi tak dobrze, to sam był idiotą, na dodatek takim tłustowłosym. – Wtrącił się Syriusz, nie spuszczając oczu z Harry'ego. Lily zbyła go spojrzeniem i z powrotem odwróciła wzrok na Mistrza Eliksirów.
– Panna More dobrze się dostosowała w Slytherinie. – Powiedział z uśmiechem Horacy. Był dumny ze swojego domu. Chociaż żałował, że młody Harry nie został tam przydzielony, Wirginia nie była wcale złym nabytkiem w jego opinii. To była urodzona ślizgonka.
