Przekleństwo Salazara
Rozdział 53
Wiliam wszedł do Sali Eliksirów... przyszedł tu goniony wyrzutami sumienia. Gdy odrobinę ochłoną po wyjściu z Gabinetu McGonagall uznał, że zachował się jak rozkapryszony szczeniaki. Może nawet gorzej. Czuł wstręt do słów które opuściły jego usta. Czuł, że powinien przeprosić Severusa za te nie słuszne oskarżenia. Jednak Ojca już nie było w Hogwarcie.
Dlatego postanowił chociaż tak odkupić swoje winy. W zasadzie i tak nie miał nic lepszego do roboty. Septimus stwierdził, że nie zamierza tracić szansy na pełny zakres Edukacji, a we dwóch nie zrobią Wymiany.
I tym sposobem trafili do lochów na pierwsze zajęcia z Eliksirów. W trakcie których mieli wykazać, że są kompetentni do brania udziału w tych zajęciach. A Wiliam szczerze wątpił by jego wiedzą była w rzeczywistości na poziomie OWTEMów. Co prawda napisał SUMy z części teoretycznej na 100% ale była to zasługa tylko pytań jakie otrzymał od Jacka. I faktu, że ostatnie pytanie było tak naprawdę całkowicie dowolne. I napisał to co wiedział...
A jego wiedzą z Eliksirów była zastraszająco niska. I już po wejściu do Sali wiedział, że Horacy Slughon zrobi co w jego mocy, aby wszyscy wiedzieli jakim idiotą był Wiliam. A fakt dobrze napisanych egzaminów był tylko wynikiem uzyskania pytań od Ojca. I Wiliam wiedział, że nauczyciel ma prawo tak uważać. Bo w rzeczywistości oszukiwał...
- Panie Snape...- usłyszał nad głową. I był pewien, że ojciec swoją zjadliwość na zajęciach przejął od tego człowieka.
- Czy dzisiaj nie ma przeciwskazań, aby poświęcił Pan czas na przygotowanie Eliksiru? Nie chciałbym ponownie kolidować z Pana grafikiem urlopowym...- mrukną nauczyciel. Wiliam zagryzł zęby. Radził sobie ze Snapem poradzi sobie z Slughonem! Tylko teraz było trudniej. Bo jego magia wcale nie pomagała. Bo obawą przed atakiem przy całej grupie paraliżowała go. Jednak nie miał wyjścia. Wszedł tu i musi podjąć to wyzwanie.
- Żadnych planów? Majorka? Bali? może Malediwy... – Mruczał Slughon. Parę osób zachichotał. – Proszę śmiało mówić. W rzeczywistości skok z urwiska w kurorcie dla bogaczy jest ważniejszy niż szkolne Egzaminy, nie sądzisz...- kpił.
Wiliam miał ochotę przekląć siebie ( za ten idiotyczny wybryk), Slughona za to, że tak perfidnie manipuluje faktami i ten pieruński magazyn dla nastolatek.
- Nigdzie się nie wybieram, Profesorze...- Burknął pod nosem. Ignorując zarówno kopiącego go Septimusa jak i próbującego zainterweniować mentalnie Jacka. Serio niech oni wszyscy dadzą mu cholerny spokój.
Klasa miała ubaw. Co odważniejsi nawet dodali swoje idiotyczne przytyki. I Wiliam wiedział, że wykorzystują okazję. Mają szansę odegrać się na nim. Za te wszystkie lata, gdy to Severus upadlał ich tak okrutnie i niesłusznie. A Slughon im na to pozwalał.
Wyciągnął kartkę z zadanym Eliksirem i miał ochotę zakląć. Jednak Horacy wznosi się na wyżyny podłości. „ Eliksir Dziedzictwa" odczytał.
Spojrzał ukradkiem na kartkę Septimusa I zauważył, że ten znów ma ten sam Eliksir co w trakcie Egzaminu. Chris chyba też.
- Jakiś problem? – zapytał lekko nauczyciel.
- Wszystko w porządku...- mruknął.
Miesiąc, pomyślał patrząc na kartkę. Miesiąc czasu będzie to ważyć. Co dziennie przez Miesiąc będzie musiał tu przychodzić i dodawać śladowe ilości składników. Eliksir Dziedzictwa jest Eliksiremnz poziomu OWTEMów! Pomyślał żałośnie. Jednak po docinkach nauczyciela jak i uczniów nie miał ochoty na tego rodzaju spory.
Wiedział, że przyjście tu to koszmarny pomysł...
Spojrzał na książkę z Eliksirów. Przetasował ją by odnaleźć wymieniony Eliksir. Można korzystać z gramatury. Pomyślał. Jednak nim zdążył odczytać choć jedno słowo książka zamknęła się i poleciała w stronę nauczyciela.
Spojrzał na niego zdziwiony, ale prawdziwą furię poczuł jak zobaczył, że książki Septimusa I Christophera są otwarte na ich Eliksirach. Merlinie przecież nie muszą znać na pamięć gramatury składników! Nie muszą. Sporządzenie tak skomplikowane Eliksoru jest trudne samo w sobiem bez zastanawiania się czy proszku Nocnej Mary ma dodać dwa czy trzy gramy!
- Na SUMach rozpisałeś się o tym Eliksirze. Zobaczmy czy to co nawypisywałeś jest w twoje głowie...
- Co Pan niby próbuje sugerować?! – Warknął.
- Mając ojca nauczyciela... – powiedział spokojnie Slughon- Jakimś dziwnym trafem akurat tobie udało się osiągnąć maksymalne wyniki w Egzaminach.
- Nie oszukiwałem!- Warknął – I nie byłem jedynym!- popatrzył znacząco na Septimusa I Christophera.- Może to Edukacja w tej szkole jest do chrzanu, że uczniowie tak słabo wypadają w Egzaminach?z wyszeptał. Trzymając się wersji, że tak jak Chris I Septimus pobierał Edukacje domową.
- Przesunięcie Waszych Egzaminów było samo w sobie oszustwem względem pozostałych uczniów, którzy uczciwie podeszli do swoich Egzaminów.
Krew buzowała w jego żyłach. Czuł, że powoli traci kontrolę. Miał cholernie dość... Potrzebował odpoczynku. Potrzebował Wymiany Mocy...
Merlinie Potrzebował leków! Uświadomił sobie nagle, że nie ma w kieszeni tabletek. Mało tego zapomniał o nich zarówno rano jak i w południe.
Poczuł jak Jack próbuję się przedrzeć przez jego mentalne bariery. Wzmocnił je. Jeśli Jack się o tym dowie... Jeśli dowie się, że zapomniał ma zagwarantowane, że Uzdrowiciel będzie tego pilnować osobiście. Eliksiry trwają tylko dwie i pół godziny. To nie dużo. Wytrzyma. A później połknie tę cholerstwa. Nic się nie stanie... One i tak jeszcze nie działają.
Do oszołomionego złością umysłu dotarło, że Septimus wkroczył do akcji w najlepszym wydaniu. Brunet na pozór stoickim spokojem zarzucał nauczyciela potokiem słów. Merlinie byłby genialnym prawnikiem. Stwierdził Wiliam.
Sam spojrzał na blat roboczy. Unikając spojrzeń innych uczniów. Wyszarpał kawałek pergaminu spisując składniki pierwszego Etapu sporządzania Eliksiru. Nawet pamiętał gramaturę i skrupulatnie ją spisał. A resztę będzie mógł sprawdzać na bieżąco przed przyjściem do pracowni.
- Odpuść- mruknął do Septimusa.
- Wiliam nie waż tego Eliksiru! To nie jest poziom piątego roku do cholery! – Warknął na niego Septimus.
- Powiedziałem Odpuść. – Warknął. – Zajmij się swoim kociołkiem a od mojego się odwal.
- Dziesięć punktów od Gryfindoru za używanie obraźliwego języka wobec innego ucznia. – Wiliam zagryzł wargę w irytacji. - Przechodzi Pan do ważenia?
- Oczywiście – Burknął siląc się na spokój. Popatrzył na Septimusa przepraszająco. Ale przyjaciel odwrócił się do swojego kociołka bez słowa.
Merlinie nawet on się na niego obraził! Pomyślał z irytacją. Na Chrisa nawet nie chciał patrzeć.
Zebrał składniki według sporządzonej rozpiski. I rozpoczął żmudny proces ich przygotowywania. W międzyczasie rozpalając ogień pod kociołkiem.
To będą długie dwie godziny. Pomyślał sfrustrowany.
Minęła godzina dwadzieścia, gdy mógł odetchnąć z ulgą. Wybuchowa część była za nim. Ocenił zawartość kociołka krytycznie. Nie był pewien czy kremowy odcień mikstury nie jest zbyt żółtawy, ale nie wybuchł co jest dobrym znakiem. Później zastanowi się nad zniwelowaniem odcienia który jest za pewne wynikiem zbyt dużej ilości śluzu.
Przed nim piętnaście minut spokojnego obserwowania bulgoczącego eliksiru. Dopiero wtedy będzie mógł rzucić zaklęcie stabilizacji.
Spróbował rozluźnić napięte do granic możliwości mięsnie. Utrzymywać bariery w swoim umyśle tak aby nikt ani nic go nie dekoncentrowało. Musiał wytrzymać. Już tak nie wiele zostało do końca. Oklumencja jest wszystkim co potrzebuje do opanowania swojego ciała i mocy. A gdy one będą w granicach wtedy atak nie wchodzi w grę. To tylko kwestia wyładowań energetycznych jego mocy. Tak sobie powtarzał. W kółko jak mantrę. Nie dopuszczając do myśli, że ataki mogą być czymś nad czym nie będzie miał kontroli. Czymś znacznie silniejszym... Nie to nie możliwe... To tylko kwestia opanowania Mocy.
Niespodziewanie zauważył ciemną postać nad kociołkiem. Oderwał wzrok od bulgoczącej leniwie substancji. Popatrzył na Slughona rozbieganym wzrokiem. Zacisnął zęby powstrzymując mdłości. W duchu dziękował sobie, że oprócz paru łyków wody w jego żołądku nie miał nic innego. Spojrzał na mały zegarek. Pięć minut. To nie wiele...
Musi wytrzymać... Choć wiedział, że nie uniknie ataku. Czuł go w zadym fragmencie swoje ciała. Czuł mrowienie w całym ciele. W uszach słyszał jedynie przeraźliwy pisk. Spojrzał nieprzytomnie na Slughona. Coś do niego mówił. Jego usta wykrzywiały się w paskudnie, a całe ciało nauczyciela emanowało niechęcią do Wiliama. Ale on nie zważał na słowa. Nawet ich nie słyszał. Za to każdy nerw jego ciała przeczuwał nadchodzący atak.
Tylko nie przy klasie...
Tylko nie tutaj...
Modlił się pełen nadziei, że podoła.
Ręce zaczęły mu się pocić.
A Slughon dalej coś mówił. Dalej sobie z niego drwił. Ale to nie było ważne. W tym momencie prowadził o wiele ważniejszą bitwę. Z własnym ciałem. O swoją godność.
Przeraźliwe pieczenie...
Uniósł ręce w niezrozumieniu...
Dlaczego pierścienie się aktywowały? Dlaczego go raniły? Nie próbował przekraczać granic blokady. Więc dlaczego?
Spojrzał na zegarek
Trzydzieści sekund...
Uniósł rękę i skupił się na klątwie.
Delikatnej...
Musi być delikatna...
Nie może zmarnować swojej pracy...
Delikatne światełko wypłynęło z jego palców. Otulając kociołek magią chłopca. Temperatura mikstury momentalnie spadła. Wytwarzając parę. Była drażniąca dla dróg oddechowych. Dlatego lepiej było na tym etapie nie wciągać powietrza.
Ale jeśli zaburzy swój równomierny oddech może stracić kontrolę nad Mocą. Dwa wdechy nie zrobią mu krzywdy... Po prostu nos będzie go nieprzyjemnie piekł. To nic... W porównaniu z upodleniem jakie przeżyje jeśli dostanie Ataku w tym momencie.
Gdy Eliksir przestał reagować przerwał zaklęcie.
Spojrzał na miksturę.
Nie była idealną. Ale była akceptowalna.
Do jutra musi pozostać w tym stanie. Jutro zastanowi się jak poprawić kolor.
Jutro...
Nie dzisiaj
Schylił się po torbę. Wrzucając do niej niedbale swoje przybory.
Założył ją na ramię.
I wyszedł sztywnym krokiem z uniesiona brodą.
Po za drzwiami nie widząc nic innego. Poza piskiem w uszach nie słysząc nic innego.
Musiał opuścić lochy. Wątpiłby był w stanie dojść na czwarte piętro. Za daleko...
Ale z terenu Ślizgonów musiał zniknąć.
Wszedł na parter i na pierwsze piętro i tam ukrył się w składziku na miotły.
Zsunął się po drzwiach. Dopiero wtedy poczuł jak coś ścieka mu po twarzy.
Krew...
„ Jack ratuj!"
Pomyślał desperacko modląc się by nie stało się najgorsze. W głowie mu wirowało. Oddech był zbyt cieżki i płytki by działał kojąco. Zmusił się do przesunięcia ciała pod ścianę. Jack go znajdzie. Telepatia nie zna granic, ani odległości. Chyba...
Jack za chwilę tu przyjdzie. Będzie wściekły... Był głupi dziecinnie zapominając o lekach. Drzwi do schowka się otworzyły. Znalazł go...
Uniósł głowę i zamarł...
Bill Weaslay patrzył na niego zdziwiony. Wręcz zszokowany. Wszedł do małej przestrzeni zamykając szybko drzwi.
- Co z tobą? – zapytał. Wiliam pokręcił głową.
- Jack...- wyrzęził z trudem łapiąc oddech. To jedno słowo przeważyło wszystko. Stracił przytomność.
Bill przypatrywał się tej scenie zdezorientowany. Sprawdził puls chłopca. Wyczuwając go uśmiechną się.
- Nie spodziewałem się, że to będzie takie proste...- mruknął. Z kieszeni wyjął Ministerialny Światoklik. Po chwili w składziku nie było już nikogo.
~oOo~
- Czy to nie dziwne, że człowiek który wymaga nieskazitelnej dyscypliny od swoich uczniów. Własnego syna rozpieścił do granic możliwości? Szewc w dziurawych butach chodzi... – Drwił Slughon.
Septimus z trudem wysłuchiwał obelg w kierunku Wiliama. Jednak chłopak wydawał się kompletnie nimi nie przejmować.
Pewnie przywykł skoro Snape nie był wcale dla niego lepszy.
Klasa wybuchła cichym śmiechem. Upokarzającym. Drwiącym. Okrutnym.
Młody Jonas spojrzał na Christophera. Może on coś wymyśli? Bo Septimus co prawda mógł się odezwać, ale Wiliam najwyraźniej sobie tego nie życzył.
Nawet teraz nie reagował na zaczepki Profesora. Więc może i Oni nie powinni się tym przejmować?
- Panie Snape popełnił Pan błąd. Baza ma nieodpowiedni odcień. Najwyraźniej nie myliłem się w ocenie Pana umiejętności.
Wiliam uniósł nieprzytomne spojrzenie na Profesora. Nawet słowem nie skomentował tego co słyszał. Spojrzał na Slughona na Eliksir i nic. Zero reakcji. Odlicza czas do końca. Pomyślał Septimus. Chociaż chłopak nie był pewien czy Will kontaktuję. Jego Magia wirowała. Nawet Septimus już to wyczuwał. Było źle. Bardzo źle uznał.
- Jego baza jest w porządku. Szczerze wątpię czy Pan panie profesorze byłby w stanie odtworzyć tak skomplikowany eliksir z pamięci...!- powiedział Chris najwyraźniej nie wytrzymując.-Po jego zaciśniętych pięściach Septimus wiedział, że nie tylko Will ledwo się trzyma. - Wyśmiewa Pan ucznia na oczach całej klasy! Upokarza go Pan! Bo macie z Severusem na pieńku! Bo to Snape od lat jest uznawany za najlepszego Mistrza Eliksirów na Świecie! To Cię tak cholernie boli, że znęcasz się nad jego Synem? Czy myśl, że Severus przekazał swój talent swojemu dziecku? Pana Dzieci to niedorajdy życiowe o czym każdy wie, więc postanowiłeś udowodnić, że syn Najbardziej uznanego Mistrza Eliksirów w tym kraju jest tak samo przygłupi jak Pana córki! A tu klops nie wyszło...
- 10 punktów od Puchonów Panie Wilson.
- Jestem zrozpaczony!- zadrwił chłodno-To co padło z pana Ust przez ostatnie dwie godziny podlega pod zwolnienie dyscyplinarne. I Masz moje słowo, że jeszcze dzisiaj zostanie złożona na Pana skarga udokumentowana zaklęciem które uwieczniło Pana zachowanie – Warknął
- Dyrektor z całą pewnością zechce się dowiedzieć o Twoim karygodnym zachowaniu względem nauczyciela.
- Bedzie mi niezmierni miło przedyskutować przebieg dzisiejszych zajęć w większym gronie, Profesorze. My nie zrobiliśmy nic, aby zasłużyć na tak obraźliwe słowa. To nie w Pana kwestii jest ocenianie słuszności Naszej decyzji o wypiciu Przekleństwa Salazara. To nie Pan żyje z konsekwencjami tego wyboru, ani nikt z tej placówki. Jednak choć nikogo to nie powinno interesować wszyscy uważają, że mają prawo do głośnego wyrażania swojej opinii lub jak Pan Profesorze uwłaczania nam i Wiliamowi. Jednak źle ocenia Pan przeciwnika. Bo nie zamierzamy pozwalać się upokarzać. Nie sprowokujecie nas do utraty kontroli nad swoimi mocami. Jednak mamy cały asortyment innych wyjść. Z których zamierzam skorzystać. – powiedział z słyszalną groźbą Chris.
Jakby na potwierdzenie jego słów Will ustabilizował swój eliksir zaklęciem. Zebrał swoje rzeczy i wyszedł z Sali. Jakby nie zamierzał zniżać się do poziomu tej dyskusji. Dumny, opanowany i z klasą. Septimus uśmiechną się pod nosem na to jawną ignorancję.
Wiliam może i nie wychował się jako arystokrata, ale w jego sposobie poruszania było tyle gracji i dumy, że chyba nikt nie miał wątpliwości z jakiego rodu się wywodzi.
- Zajęcia się nie skończyły Panie Snape!- powiedział Slughon w plecy Wiliama, ale on nawet się nie odwrócił.
Seprimus spojrzał na swój Eliksir. Machnął ręką, aby go ustabilizować. Obserwował gwałtowanie parującą substancje. Jak Wiliam to robi, że u niego wszystko wydaje się takie proste?
Gdy miał pewność, że nie wybuchnie. Schylił się po swoją torbę idąc w ślady kolegi.
- Możecie zapomnieć o kontynuacji tych zajęć!
Septimus zacisnął zęby. Chciał uczestniczyć w zajęciach Eliksirów. Jednak coś za coś. Najwyraźniej nie było im dane podejść do tego przedmiotu. Wyszedł bez słowa siląc się na spokój jaki miał w sobie Wiliam.
- No i świetnie! A co do dzisiejszych zajęć... Będzie mi miło z Panem podyskutować w gabinecie Dyrektora.
~oOo~
- Tim! – Chris krzyknął za Septimusem. - Nastolatek odwrócił się przystając. Jego mina mówiła dokładnie to co myślał.
- Jak myślisz, gdzie poszedł? – zapytał blondyna. Przystając na skrzyżowaniu korytarzy.
- Na jego miejscu już bym pakował kufer... Co za... – Christopher zamilkł jakby brakowało mu słów. – Nie wiem o co chodzi, ale miałem ochotę przekląć Slughona milion razy... Nie wiem jakim cudem Will nad sobą panował.
- Oklumował umysł. Tak mi się wydaje... Chociaż... Jego Magia była wzburzona. Jak wtedy... – powiedział Septimus nie ukrywając zmartwienia.- Według Jacka leki mają poprawiać przewodzenia impulsów elektrycznych w mózgu na dwa sposoby. Po pierwsze, wpływają na równowagę błony komórkowej neuronów i pomiędzy neuroprzekaźnikami. Po drugie, tłumią aktywność neuronów w mózgu. To może złagodzi atak Chris, ale go nie uniknie. Pod warunkiem, że bierze je o wyznaczonych porach i wystarczająco długo. Ale obaj wiemy, że Will ma z nimi problem. Szczerze wątpię czy łykał je odkąd straciliśmy go z oczu. On wierzy, że Ochrona umysłu wystarczy by to powstrzymać. Ale to za mało...
- Nie jest dzieckiem. Więc przestań się zachowywać tak... Przestań traktować go jakby nie był w stanie decydować sam o sobie.
- Jego decyzję mogą mieć bolesne konsekwencje dla nas... – powiedział podirytowany. Rozglądając się po korytarzach. Wyjął z kieszeni pióro i wyszeptał cicho „Wskazał Mi, Wiliama Snape'a"
Pióro zawirowało na jego dłoni i po chwili znieruchomiało, opadając na rękę chłopca. Septimus spojrzał na Chrisa z niezadowoleniem.
- Może pióro to zły wybór...- mruknął.
Christopher patrzył na pióro I zmarszczył czoło.
- Idziemy do Jacka...- zdecydował.
Tkwili w paszczy wroga. Osłabieni brakiem Wymiany. Absolutnie nie mogli pozwolić na to by Wiliam dostał osłab jeszcze bardziej.
~oOo~
Wchodząc to tak dobrze znajomego miejsca mimowolny dreszcz przebiegł po kręgosłupie Christophera. Czuł odrazę do tych ścian, regałów i łóżek.
W tej chwili Skrzydło było przystosowane do większej liczby pacjentów niż latem przez co wydawało się mniejsze i bardziej zagracone, ale dla blondyna to miejsce już na zawsze będzie kojarzyło się z bólem, strachem i niewiadomą.
Jack opatrywał jednego z trzech krwawiących uczniów. Blondyn uniósł brew w zaciekawieniu. Jakim cudem tak się urządzili? Głowa Jacka uniosła się.
- A Wam co dolega?- powiedział zirytowany.
- Musimy pogadać- powiedział blondyn. Miał nadzieję, że Jack szybko skończy z uczniami. Potrzebowali prywatności.
Medyk za pewne wyczuł ich nastrój. Bo rzucił na chłopaka ostatnie zaklęcie sklepiające ranę. Chłopiec Zawył z bólu. No cóż Jack chyba nie był zbyt delikatny. Wręczył trzem chłopcom mikstury w dłonie z nakazem wypicia i przespania się. Dopiero gdy oczynuczniów zaczęły opadać. Kiwnął na chłopaków głową, aby poszli za nim do gabinetu.
- To jakaś masakra! Te smarkacze nigdy nie powinny dostawać różdżki w dłonie! Od rana ciągle ktoś tu przyłazi- marudził Uzdrowiciel, ale w końcu umilk patrząc na chłopaków.
- O co chodzi? – zapytał
- Twoje zaklęcia na Wiliamie działają prawda? – Jack kiwnął głową.
- Dlaczego o to pytacie?
- Wyglądał dość słabo po Eliksirach. A szczerze nie wiemy gdzie go wywiało... – wyjaśnił Septimus. Jack zmarszczył czoło.
- Blokuje mnie. Ale zaklęcie monitorujące było w porządku jak ostatni raz sprawdzałem
- A kiedy to było?
Jack spojrzał na blondyna z naganą. Najwyraźniej poczuł się urażony tym zdaniem. Wyjął z kieszeni znany im sygnalizator. Trzy kropeczki. Dwie Zielone, a jedna nie aktywna.
Jack zaklął niedowierzając.
Było tylko dwie możliwości takiego zachowania sygnalizatora. Pierwsza, że pacjent który był poddany zaklęciu zmarł. Druga, że jest poza zakresem zaklęcia.
Spojrzał na chłopaków z przerażeniem. Obie opcje brzmią fatalnie...
~oOo~
Severus stał w gabinecie Albusa Dumbledora. Patrząc na portrety z furią. Musiał tu być. Był rodzicem zaginionego ucznia. Nie był już nauczycielem, aby móc brać udział w przeczesywaniu szkoły, przynajmniej oficjalnie, nie mógł zrobić nic odkąd Aurorzy przekroczyli mury szkoły. Na chwilę obecną nie mógł zrobić nic. Co by pomogło w jak najszybszym odnalezieniu jego syna.
Albus z grupą Aurorów, sprawdzają bariery. I w sumie starzec powinien być wdzięczny za towarzystwo aurorów. Bo Severus kompletnie nie panował nad sobą. Cała sytuacja wymknęła im się spod kontroli.
Wiliam zaginą...
Pierwszego dnia szkoły.
Zaledwie kilka godzin po tym jak z nim rozmawiał.
I zaledwie kilka godzin przed tym jak wprowadziliby w życie plan zawieszenia Dubledora w pełnieniu obowiązków Dyrektora.
Kilka godzin...
Przeszukali Hogwart wzdłuż i wszerz. Każdym możliwym zaklęciem. Nawet tym które działa tylko na denatów. Bo nie mogli wykluczyć, że jego syn dostał ataku w jakimś odosobnionym miejscu i...
Nie...!
Nawet nie chciał dopuszczać do siebie takich myśli.
Jednak jego dziecka z całą pewnością nie ma w murach szkoły.
Wezwany zespół Aurorski co prawda przeszukuje szkołę jeszcze raz, ale Severus wiedział, że wynik poszukiwań będzie taki sam.
Jego syna tu nie ma.
A jeśli nie ma go tu...
Były dwie opcje. Obie niebezpieczne możliwe.
Pierwsza to Voldemort znalazł sposób na pokonanie zabezpieczeń.
Druga, Ministerstwo ... Przedstawiciel tejże instytucji wszedł właśnie do gabinetu Dyrektora, gdzie Severus miał na niego „cierpliwie" poczekać z dyspozycji Minerwy. Siedzenie w tym przeklętym gabinecie bezczynnie nie mogąc nic zrobić było najgorszymi i najdłuższymi minutami w życiu Mistrza Eliksirów, a czekał na Aurora nie spełnia osiem minut.
Nagle świetnie zrozumiał szaleńczej zachowanie Amosa Diggorego, gdy jego syn zniknął z Harrym Potterem. Wówczas Severus uważał, że zachowanie mężczyzny było nie na miejscu. Nie odpowiednie do sytuacji i wprowadzające większy chaos. Jednak teraz? Teraz, gdy to on na własnej skórze poczuł jakie to uczucie, gdy twoje dziecko przepada bez wieści... Tak zdecydowanie coraz lepiej rozumiał Amosa.
- Panie Snape! Przykro mi, że poznajemy się w takich okolicznościach – Severus uniósł głowę na Lorensa. Był Aurorem z działu osób zaginionych. Jednak Severus szczerze wątpił by byli w stanie cokolwiek ustalić, bo sam przeczesał korytarze, lochy, łazienki, schowki. Jednak nie liczył na nich, udział Aurorów w poszukiwaniach wręcz więcej utrudnia niż pomaga. Jednak pieczą Ministerstwa wisi nad chłopcami. Więc wezwanie Aurorów było konieczne. Jednak Wilson i Jonas już uruchomili ich ludzi z całą pewnoscią szybciej ustalą, kto odpowiada za znikniecie jego syna. Znajdą go... Nie ważne, gdzie jest.
Sztywno skinął głową. Oczekując jak najszybszego zdania relacji. Bez zbędnych grzeczności.
- W jednym z składzików na miotły znaleźliśmy ślady po zaklęciu czyszczącym krew. Osoba która je próbowała usunąć zrobiła to w bardzo niedbały sposób. Pierwsza analiza potwierdziła, że należy do Pana Syna.- Żołądek Severusa ścisnął się boleśnie. Uczucie niepokoju. Nawet niedowierzania było tak silne jak nigdy wcześniej. – Ale to nie wszystko. Czujki wykryły śladowe ilości aury czarno magicznej. Użycie ich w innych miejscach było by bezużyteczne, ale w tej szkole nie praktykuje się Czarnej Magii, a Pana Syn jak wiemy nie toleruje tego rodzaju Magii.
- To nie tłumaczy, gdzie jest moje dziecko! – Warknął.
- Obawiam się Severusie, że wydarzyło się coś niewyobrażalnego. – usłyszał głos Albusa i już miał różdżkę skierowana w stronę jego okularów połówek.
- Takie zachowanie w niczym na nie pomoże, Panie Snape- powiedział Auror kładąc rękę na dłoni Severusa, zmieniając kierunek jaki wskazywała różdżką.
- Wiemy kto porwał chłopca...- powiedział drugi Auror, który towarzyszył Albusowi.
- To Bill Weaslay, Severusie. To Bill porwał Wiliama.
Czarne oczy Severusa zmrużyły się niebezpiecznie.
- To nie możliwe. Bill jest aż do obrzydzenia jasnym czarodziejem! Jest czysty jak łza! – Warknął. Wiedział to. Znał Wilhelma Weaslaya doskonale. To dlatego powierzył mu opiekę nad Wiliamem!
- Też nie mogę w to uwierzyć. Użył czarno magicznego sposobu na przełamanie barier i użycie świstoklika. To bardzo silne klątwy Severusie nikt pod Imperiusem nie byłby w stanie wykrzesać z siebie tyle energii. Nikt...
Severus zmarszczył czoło, patrząc na Albusa. Wydawać by się mogło, że wypowiadane słowa opuszczają usta Dyrektora z trudem. Jakby w rzeczywistości nie był w stanie pojąć tego co ujawniły bariery otaczające szkołę.
- Sam Chce je zbadać! – zażądał.
