47. Trzymając się razem cz.2

Wyszedł z pokoju po cichu. Było za wcześnie, aby ich budzić. Jednak miał pewność, że ktoś równie ważny wcale nie śpi. Podszedł do drzwi sypialni ojca i cicho zapukał, a później wsadził głowę do pokoju.

- Tato?

Nic cisza. Wszedł do pokoju z rozczarowaniem stwierdzając, że Severusa nie ma.

- Jest w twoim pokoju. - Odwrócił się patrząc na Swinssa.

- Kolejny scan? – zapytał. Patrząc na różdżkę w dłoni Medyka.

- Później będziemy mieli na to wystarczająco dużo czasu. Idź do ojca.

- Jack?

- Tak?

- Wcale nie chcesz być telepatycznie ze mną połączony.

- Oczywiście, że chce! Już nie mogę się doczekać! – Wiliam przewrócił oczami.

- To musiało być trudne. Powstrzymywanie swojego Dziedzictwa. A teraz zrobisz to z kimś kogo nie lubisz.

- Lubię Cię Willi. Choć przeraża mnie fakt, że poznam myśli Chrisa za jakiś czas- Wiliam zaśmiał się cicho.

- Idę do taty. Później obudzę chłopaków i zaczynamy.

- Możemy zrezygnować.

- Nie możemy.- mruknął

- William.

- Nie możemy! Patrz! – uniósł przed oczy dłonie. Jego nadgarstki były zaczerwienione.

- Za dużo mocy. Pierścienie zaczynają się aktywować. Cholera...

- Lepiej bym tego nie ujął.

- Tym bardziej powinniśmy to przełożyć. Musimy się zastanowić. Co będzie jak uda się zregenerować Rdzeń? Więcej mocy do redukcji.

- A może nie będzie się tak szarpać. Może będzie łagodniej.

- Za dużo tego może. Merlinie nigdy nie robiłem nic tak szalonego.

- Sprawdzicie Rdzeń. Tyle. Jeśli znajdziecie ubytki chłopaki to naprawią. Jeśli uznacie, że nie przeszkadza mi to, przerwiecie. Tak się umawialiśmy, nie? Nic na siłę. – mruknął Willi. – Idę do taty. - warknął

Był zestresowany. A jak był zestresowany był złośliwy. Nie fajna cecha.

Wszedł do pokoju, a Severus leżał na jego łóżku patrząc na sufit.

- Tato?

- Zabiła by mnie. Twoja matka by mnie zabiła za to co chcemy zrobić.

- To tylko sprawdzenie.

- Dobrze wiesz, że nie tylko.

- Tato proszę! Przed chwilą uspokajałem Swinssa. Proszę chociaż Ty nie panikuj.

- Nie Panikuje. Analizuje... Choć tu... – mruknął, a Wiliam położył się koło niego.

- Gdybym rok temu wiedział jak będą wyglądać tegoroczne wakacje...

- To byś przyszedł do mnie pierwszego września.

- Profesorze jestem Pana synem. Mamy przesrane...

- Taaa to by było idealne sformułowanie. Może wcale nie chcesz wracać do Hogwardu? Edukacja domowa brzmi wybitnie dobrze.

- Rozniesiemy Rose Hause w tydzień!

- Nikt Wam na to nie pozwoli. Mielibyśmy więcej czasu...

- Drugi próg się zbliża nie ważne gdzie jesteśmy.

- Nie mówię o tym. Mówię o nas. Chcę Cię lepiej poznać Will. A w szkole. Dalej będzie szaleńcze tempo.

- Damy radę.

- Na pewno.

- Mogę się jeszcze przespać?

- Bez ciebie nic nie zrobimy. Śpij jeśli chcesz.

Wcale nie był zmęczony. Ale nie chciał rozmawiać. Chciał po prostu czuć, że Severus jest obok. Bez zbędnego gadania. Więc leżał z zamkniętymi oczami, obok ojca, czując przerażający strach, którego nie mógł nikomu pokazać. Bo oni wystarczająco się już bali.

~oOo~

- WILIAM!

Nastolatek podskoczył pod prysznicem. Wytarł się szybko i ubrał wygodny dres.

- czemu się drzesz Chris! – zapytał.

- Merlinie! Myśleliśmy...

- Byliśmy pewni, że zaczęli bez nas. – przyznał Septimus.

- Nie zrobili by tego. Mamy umowę.

- Nie jedną umowę już złamali. – Burknął Chris. Wiliam spojrzał na nich słabo.

- Już gotowi?

- Taa Swinss kazał nam się ogarnąć. Podobno Spałeś. – Wiliam potwierdził to kiwnieciem głowy.

- Miałem Was obudzić, ale była dopiero piąta. Przyszedłem tu i...- wzruszył ramionami. Nie zamierzał przyznać, że zasnął przytulony do ojca. Mimo wszystko miał już szesnaście lat!

- Damy Radę bracie. Naprawimy to i wszystko będzie szło idealnie. – powiedział Chris.

- Dokładnie tak. – mruknął.

Zeszli na dół. Właściwie to zbiegli recholąc się głośno z tego jak Wiliam potknął się o próg. Septimus z rozbawienie pchnął Chrisa. Chris nie był mu dłużny. Było idealnie. Tak jak być powinno. W tym momencie powinni zabrać swoje miotły. I rozegrać najlepszy mecz na jaki ich było stać. W końcu byli dość zdrowi. Dość silni, aby móc spędzić wakacje na rozrywkach, przekomarzaniach i innych ciekawszych rzeczach.

W zamian tego stanęli po środku salonu. Patrząc na tłumek. Rodzice, uzdrowiciele, Dziadek. Było tak dużo ludzi... Wiliam przełknął ślinę. Zaczyna się.

- Willi? My tam będziemy- powiedział Chris wyciągając do niego rękę. Wiliam przybił mu „sztamę". A Chris klepną go mocno w plecy. – Trzy dni I Latamy!

- Jasne...

Septimus był bardziej stonowany. Bardziej zachowawczy.

- Będę miał na nich oko. Nie martw się- mruknął.

- Kieruj tym. I nie zabij mnie.

- Nie zamierzam. – padła poważna odpowiedź.

Wiliam wciągnął mocno powietrze.

- To zaczynajmy! – powiedział. Spojrzał na ojca nie pewnie, a czarne oczy nie odrywały spojrzenia od niego.

Nie uniknął pełnych lęku i strachu uścisków. Matka Septimusa z trudem przełykała ślinę i Wiliam był więcej niż pewien, że jak zniknął za drzwiami to się rozpłakała. Ojciec jak zwykle w takich sytuacjach wydawał się opanowany i tylko Wiliam wiedział, że to gra pozorów. Dziadek podobnie do ojca stał jakby całą sytuacją bardziej go irytowała niż martwiła. Tacy byli, a Wiliam takich ich lubił.

Wilson zdusił go w uścisku co nieco zmieszało chłopaka.

- Za trzy dni znowu będziesz na mnie klął- mrukną

- Na to liczę smarkaczu. Na to liczę. Powodzenia...

I Wiliam zniknął za drzwiami pokoju w towarzystwie Swinssa.

- Zrobię scany dla nich. Wypijesz eliksir. Długo minie zanim zacznie działać. Dlatego po jego wypiciu położysz się wygodnie na tym cudownym łóżku i sprawdzimy moje telepatyczne możliwości. Zgoda?

- I tyle będę wiedział?

- Potrzebujesz coś więcej?

- Jak długo muszę być w twojej głowie, aby wytworzyć stałą telepatyczną więź?

- Będziesz w niej na pewno wystarczająco długo.

- Może nie...

- Może to nasze ulubione dzisiaj słowo. Spokojnie Willi.

- Łatwo Ci mówić. Szanse, że będę taki jak teraz są mniejsze niż 5%. Ja chyba... Wiesz jednak zmieniłem zdanie. Poradzę sobie. Może wystarczy, jak chłopaki będą tworzyć łączenie. Tak Jack. Zdecydowanie oni na pewno sobie poradzą.

- Wypij to...

- Zdecydowanie zmieniłem zdanie Jack. Nie będę niczego pić.

- Wiliam. Zrobimy co w naszej mocy, abyś wybudził się taki jaki jesteś. Tylko rozwiążemy twój problem z rdzeniem. Ok?

- a jak będę bezduszny?

- niemożliwe.

- Możliwe.

- Daniel obiecał, że tak się nie stanie.

- Może nie mieć nad tym kontroli. A wtedy...

- A wtedy zrobimy co w naszej mocy, aby Ci pomóc.

- A jeśli zapomnę ojca?

- To on się sam przypomni...

- Chłopacy?

- Oni to na pewno się przypomną.

- A jeśli zapomnie kim byłem. Jaki byłem. Dlaczego jestem taki a nie inny? Jack cholera ja nie mogę zapomnieć.

- Will to Rdzeń! Szybciej zrobią z ciebie kalekę niż wymarzą ci pamięć.

- Na wózku sobie poradzę.

- Wiliam jesteś chyba jedyną osobą na świecie co woli to od małej amnezji.

- Nie chce niczego zapomnieć.

- To nie jest mózg Will. To Rdzeń magiczny. Otoczony kupką nerwów. Szybciej dojdzie do uszkodzenia rdzenia kręgowego niż pamięci. Na Merlina masz ba to procent! To mało. Wymieniłem Ci pięćdziesiąt innych powikłań. A ty uczepiłeś się tego jednego!

- Nie chce zapomnieć kim byłem.

- Willi. Nawet jeśli dojdzie do takiej katastrofy, to nie jest mózg, jasne? Jeśli w jakiś dziwaczny sposób stanie się tak, że zapomnisz kim byłeś to będziesz to sobie przypominał. Mózg będzie sobie przypominał. Akurat amnezja wywołana przez szok to najłagodniejsze powikłanie.

- Szok magiczny to podstępna kreatura!

- Będziesz miał medyka w głowie Willi. Ogarniemy.

- A jeśli zapomne kim ty jesteś? I zapomnę dlaczego gadasz w mojej głowie? A jak stanę się szaleńcem?

Jack powoli wypuścił powietrze.

- Rozumiem, że odwołujemy? Nic na siłę Will.

- Nie!

- Nie chcesz tego!

- Nie chce, ale muszę. Tam coś jest! Coś co nam przeszkadza! Musicie to naprawić. Tylko Jack... Nie chcę o nich zapomnieć.

- Wiliam wiem. Wiem, że nie chcesz. I szanse na to są maleńkie. Jeśli dojdzie do najgorszego. Jeśli o nich zapomnisz, to ja powoli stopniowo, zgodnie z twoja gotowością będę Ci o nich przypominać. Tak jak rozmawialiśmy.

- Ron będzie dupkiem dla syna Snape'a. Jeśli i ja zapomnę.

- Rozmawialiśmy o tym. Jeśli tak będzie będziemy musieli sobie poradzić. Nie mogę powiedzieć Ci teraz jak. Bo nie wiem. Nie znam go. Tak samo jak nie znam tej dziewczyny. Jeśli w jakiś cudowny sposób zapomnisz o tym, że byłeś Harrym Potterem. Powoli stopniowo będziemy sobie przypominać ok? Tak jak ustaliliśmy. Ale nic nie będziemy przyspieszać. Nie zostawimy Cię z luką w pamięci wywołaną szokiem magicznym OK?

- Jasne... A jak będę kaleką?

- Dopiero twierdziłeś, że to Ci nie przeszkadza.

- Kłamałem.

- Boisz się. Masz do tego prawo. Cokolwiek się wydarzy, twoim ojcem jest Severus Snape, Will on wyciągnie Cię z każdego bagna.

Nastolatek spojrzał na Uzdrowiciela I na eliksir. W końcu go wypił. Krzywiąc się nie miłosiernie.

- Mógłbyś powiedzieć ojcu aby następne porcje były smaczniejsze.

- Jestem więcej niż pewien, że będzie Ci latało koło tyłka jak będą smakowały następne porcje. Usiądź. Przebierzemy Cię. To dziadostwo strasznie szybko działa.

- Chwila mówiłeś... – Swinss przewrócił oczami. Zaklęciem pozbył się ubrań chłopaka i wyczarował koszule.

- Ej... To- Swinss ułożył nastolatka na łóżku nim przysiadł na krześle.

- Tak jest łatwiej. Willi a teraz spójrz mi w oczy. Na początku będzie dziwnie. Ale odkąd wciągnę Cię do swojego umysłu już będziemy rozmawiać. Będę przy tobie... Przejdziemy przez to razem...

~oOo~

- Zaczynamy- powiedział Daniel patrząc na sygnalizator. – Szybko mu poszło...

- Willi był zdecydowany- mrukną Wilson. Na co Chris prychnął.

- Nie miał wyjścia. Nie macie zielonego pojęcia jak to kurewsko boli.

- Chris!

- Taka prawda tato! Coś go blokuje. I to nie są pierścienie. Coś jakby specjalnie szarpało jego magią. Więc nie mamy wyjścia, ani my ani wy. Musicie znaleźć powód... – powiedział cicho.

- A uleczenie zostawiacie nam- dodał Septimus. – Jeden jedyny raz posłuchajcie. Tak mu mówił Kasander. Że dopóki to my trzymamy się razem to reszta się ułoży. Więc błagam Was nie traktujcie nas jak smarkaczy.

- Rozmawialiśmy o tym synu. Spokojnie...

- Milion razy rozmawialiśmy i milion razy robiliście to co uważacie za słuszne! I dobrze wszyscy wiemy, że wychodziło tylko gorsze szambo.

- To nie oni Decydują Septimusie. A ja doskonale sobie zdaję sprawę, że żaden nasz urok nie będzie tak dobry jak wasze łączenie. Więc uspokójcie się. Dajecie nam trzy godziny. Tyle potrzebujemy. Później wchodzicie wy. Jeśli zajdzie taka potrzeba. Zaufanie, Panowie. Podobno to główne wasze hasło.

- Daniel...- Severus zmarszczył czoło.

- Spokojnie Severusie nie zrobię nic ponad to co ustaliśmy. – Daniel wstał z kanapy i spojrzał na dwóch uzdrowicieli.

-Zaczynajmy.

Wszedł do pokoju. I westchnął. Jack praktycznie wisiał na krześle pogrążony w telepatycznym półśnie.

- On serio to zrobił- mruknął uzdrowiciel. Pomagając usadzić Swinssa w fotelu.

- Wszystko co Wam mówiłem to najszczersza prawda.

- Telepatia nie uchroni go przed bólem.

- uchroni. Wiliam ma poprzesuwane granice bólu. Dosłownie. A Swinss jest naturalnym telepatą. Wciągnął go do swojego umysłu. Pewnie pokazuje mu jakieś brednie. Nie ważne. Smarkacz i tak się nie ruszy. A Swinss zadba, aby nie zamknął się tylko na ból. Gorzej będzie jeśli będziemy musieli na poważnie wprowadzić szczeniaków. Wtedy musimy to zerwać. Wiliam musi być świadomy ich muśnięcia magicznego. Ale nie możemy wykluczyć, że dozna szoku wtedy musimy go szybko uśpić. I mamy jak w banku że tamci dwaj zaczną panikować. Więc Panowie bez wahań rzucacie na nich drętwotę. Szybko... Bo jak oni czymś walną... Ojcowie już są wyszkoleni co robić w takich sytuacjach, ale miejcie się na baczności.

Ale... jeśli stworzą Wymianę Mocy. Wtedy już rączki przy sobie. Nie ważne co by się działo. Nawet Gdyby doszło do najgorszego. Gdyby serce młodego nie wytrzymało. Wy nie robicie nic. Poradzą sobie sami.

- Mówisz poważnie? Mamy zostawić dzieciaka z rozpaskudzonym rdzeniem magicznym na wierzchu dwójce innych smarkaczy?

- Tak.

- To szaleństwo...

- Na które się zgodziłeś- przypomniał mu Daniel.

- To pieprzony Trójkąt! Tylko idiota by się nie zgodził. Po za tym... Mój brat był na ich Egzaminach. Jeden z nich transmutował klatkę w królika, królika w bambosze i jeszcze przeprosił!- uzdrowiciel pokręcił głową.

- Jestem więcej niż pewien, że to Willi. To fajny Empatycznym dzieciak. Więc nie zepsujmy tego! – mrukną Daniel.

- Drugi podobno złapał szczura za ogon stwierdzając, że nie ma nic do Transmutacji zwierząt, ale przyjaciel go zabije jeśli to zrobi. A trzeci...

- A trzeci za pewne stwierdził, że łamią prawa uczniów i ich wolnego wyboru, zmuszając dzieci do Transmutacji żywych zwierząt.

- Skąd...

- Bo ich znam! Nie jesteśmy tu po to aby omawiać plotki z ich egzaminów. A później się dziwią, że oni wszędzie chodzą z prawnikami.

- To też prawda?

- Jestem więcej niż pewien, że jeśli puścicie jakieś plotki o dzisiejszym dniu to będziecie ich mieli na głowie. Więc nie zawiedźcie mojego zaufania. Jesteśmy tu po to by pomóc dziecku. Tyle. O całej reszcie zapominacie jak tylko sypniecie proszek do kominka. – mruknął. Fakt, że Snape wymarzę im te wspomnienia nim zdążą sięgnąć po proszek zostawił już dla siebie.

I zaczęli długą żmudną procedurę przygotowywania pokoju, łóżka, a na końcu ułożyli Williama na brzuchu rzucając na niego szereg zaklęć monitorujących, podali mu druga dawkę eliksiru zwiotczającego i już nie pozostało im nic innego niż stworzyć strefę sterylności i zrobić to po co przyszli.

Uwidocznienie rdzenia za pomocą zaklęcia było pierwszym etapem. Choć najdłuższym to wbrew pozorom najprostszym. Jednak trzeba było być piekielnie precyzyjnym, aby przy okazji nie naruszyć nerwów.

Drugi etap polegał na delikatnym wysunięciu rdzenia. By był widoczny. Z każdej strony. A zaklęcia skanujące miały swobodę. Wykonanie tego rodzaju zaklęcia było wyczynem samym w sobie. Dlatego Daniel wybrał najlepszych. I już po pierwszym zaklęciu skanującym wszyscy trzej zbledli.

- On nie miał uszkodzonego rdzenia- powiedział z przerażeniem Daniel. Patrząc na dwóch medyków.

- Albo został uleczony. – mruknął Hugo, rzucając kolejne delikatne zaklęcie

- Wątpię. To rzucił ktoś kto nie miał o tym pojęcia. I może trzeba podziękować Merlinowi, że nie miał. Jakby Rdzeń w to wrósł...- Taylor pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Zrobiło by z niego Charłaka i pewnie taki właśnie miał być zamysł nie bez powodu połączono go z nośnikiem, miał ulokować zaklęcie w środku rdzenia. Cholera chcieli zrobić z niego Charłaka w najgorszy możliwy sposób, co za kutas!– warknął Daniel rozumiejąc z czym ma do czynienia.

- Zdejmujemy?

- Najpierw pogadam z ojcem. Willi już na wysoki potencjał. Bez tego...

- Bez tego będzie mu łatwiej. Zaklęcie ni jak nie spełnia swojej roli. Utrudnia przepływ mocy. Nie bez powodu rdzeń zrobił się wklęsły. Jest młody. Rdzeń wyczuje swobodę i zacznie pracować prawidłowo. Ledwo się przykleiło. Nie przejęło żadnej istotnej funkcji. Jeśli tego się boisz. Nie ma szans. Spójrz tutaj. Granica rdzenia nie wtopiła się w zaklęcie. Usuwając je, pewnie ją naruszymy. Ale zaklęcie nie wnikło w Rdzeń. To pierwszy dowód, drugi Gdyby zaklęcie przekroczyło granice rdzenia nośnik przeprowadziłby je do samego centrum. A wtedy... wtedy wiemy co by się stało. Zrobiło by z dzieciaka kalekę. Nie tylko magiczną... Takie jest moje zdanie.

Daniel zachmurzył się. Mieli problem nad którym nawet nie myśleli. Wyszedł że strefy sterylności. Musiał pogadać z Severusem.

- Nie robicie nic dopóki nie wrócę.

Wszedł do pokoju, a wszyscy momentalnie się zerwali.

- Aż tak źle? – zapytał Severus. Daniel wyszedł za szybko. O wiele za szybko.

- Nigdy nie doszło do urazu rdzenia.

- Czyli to wszystko Bez powodu? Uziemiliśmy go w łóżku Bez powodu?- zapytał Chris.

- Tego nie powiedziałem. Ktoś celowo rzucił na niego zaklęcie „Core naufragii" z cudownym nośnikiem sterującym. Coś poszło nie tak. Zaklęcie zatrzymało się na granicy rdzenia. Tworząc błonę przylegająca do rdzenia. Nie zatrzymało rozwoju rdzenia, a jedynie go utrudniło. Przez co jego Rdzeń w miejscu ulokowania zaklęcia jest najzwyczajniej wklęsły. Ale to powinno się z czasem wyrównać gdy zniwelujemy ucisk.

- Wiec to zdejmijcie i po problemie! – odezwał się z ulgą Wilson. Severus natomiast zmarszczył czoło. Gdyby to było tak proste Daniel by nie wychodził. Usunął by zaklęcie i zawołałby chłopaków do uleczenia rdzenia.

- Nośnik przejął funkcję kontroli. Boisz się, że jak go usuniesz Wiliam straci kontrolę nad mocą. – powiedział.

- I jego moc prawdopodobnie jeszcze wzrośnie. Takie jest moje zdanie. Moi ludzie twierdzą, że się mylę. Mogą mieć racje. Zaklęcie obrosło błoną która wrosła w Rdzeń, ale jako tako granic rdzenia nie przerwało. Mamy dwie opcje.

- Jedno jest pewne. Zostawić tego nie możemy. – powiedział Severus.

- Taaa – Daniel kiwnął głową, patrząc na smarkaczy.

- To teraz o ironio największy problem. Po to przyszedłem tak naprawdę. Usuniemy to bez problemu. Nie wnikamy w Rdzeń. Nie będziemy w nim nic robić. To tylko oderwanie obcej błony. Naruszymy granice. Tego nie uniknę, ale to kwestia jednego góra dwóch zaklęć regeneracyjnych. Uśpimy go.

- Nie! – wrzasnęli jednocześnie Chris I Septimus.

- No i to jest ten problem. – Burknął nie wierząc, że przedłuża męki Wiliama na rozmowę z tymi dwoma.

- Posłuchajcie. To co odkryliśmy ni jak ma się do tego do czego się szykowaliśmy. To nawet nie jest warte waszego zachodu. Rozumiecie? To łatwizna. Swinss zerwie telepatyczne łącze, a my uśpimy Wiliama nim zdąży poczuć ból. Zmniejszymy ryzyko szoku magicznego do zera. A wszyscy wiemy, że tego Wiliam bał się najbardziej.

- Nie!

- Severusie wiesz, że mam rację.

- Wiem.

- Obiecałeś Wiliamowi! Znowu to robicie! Znowu wsadzicie nas na minę! Znowu – powiedział Septimus.

- Wątpię, aby Wiliam chciał odczuwać ból, gdyby miał szanse dowiedzieć się tego co my teraz wiemy.

- Rozważał wszystkie opcje! Mamy trzymać się razem. To jego słowa! To mówił mu Kasander „Dopóki trzymacie się razem Trójkąt Was poprowadzi". – odezwał się Septimus

- Myślę, że te słowa można intepretować na różne sposoby synu.

- Wy zawsze interpretujecie wszystko tak jak Wam odpowiada! Z reguły na naszą nie korzyść. Nie możecie! Obiecaliście. Obiecaliście to Wiliamowi, że to nasza Wymiana Mocy uleczy jego Rdzeń! Tak Obiecałeś Severusie! Byłem przy tym. – Severus zamknął oczy.

- Merlinie nie wierzę, że to mówię, ale oni... Tylko macie to zrobić szybko! Szok magiczny to nie są żarty.

- Przecież wiemy- mruknął Septimus.

Daniel spojrzał na Severusa błagalnie.

- Wbrew logice, ale to oni mają uleczyć Rdzeń. – mruknął.

- W takim razie zapraszam. Usunięcie tego szkaradztwa nie potrwa długo... A później przejmujecie kontrolę. Robicie to co ćwiczyliśmy panowie. Mimo wszystko całą moc na Wiliama jasne. Im szybciej wytworzycie łącze tym mniej on będzie cierpiał. A będzie cierpiał okropnie. Czego potrzebujecie?

- Dwa krzesła i jego ręce. Nie będziemy ryzykować tylko mentalnym połączeniem.

- Oczywiście. Niczym nie ryzykujecie...

- Nie rozumiesz naszej Wymiany Mocy.

- Rozumiem Chris. Tylko uważam, że bez powodu ryzykujemy.

- Nie wiesz czym zaryzykujemy jeśli nie uleczymy go swoją mocą. – odpowiedział ze złością Chris.

- Dobra. Szybka powtórka. My usuwamy to coś, zrobimy to we dwóch. Trzeci da znać Swinssowi, by uwolnił Wiliama spod swojej mocy. W tym momencie Wiliama poczuje to co robimy, a to jest bolesne. Wy musicie złapać z jego rozszalałego bólem umysłu impuls i rozpocząć Wymianę Mocy. Cała moc na Wiliama. Bez skrupułów Chris. Bez wahania. Nie zrobisz mu krzywdy. Im szybciej uleczycie Rdzeń tym szybciej my cofniemy zaklęcia. Ustabilizujemy Rdzeń zaklęciem w pierwszej fazie. Później musi radzić sobie sam. A wy trzymacie swoje magiczne łapska jak najdalej od niego tak długo, aż nie uznamy, że się ustabilizował. Jasne?

- Tak. – ponure potwierdzenie.

Teoria była prosta. Praktyka? Utworzenie Wymiany Mocy z rozszalałym mentalnie Wiliamem było dla nich wyczynem wręcz nie osiągalnym. I trwało prawie tak samo długo jak usunięcie złowieszczego zaklęcia. Chris robił co mógł by panować nad łączem i blokować rozdzielanie mocy na trzech, Septimus za to robił co mógł by ich moc jak najszybciej dotarła do rdzenia. Minęła godzina nim łącze się skończyło. Obydwaj opadli bezsilnie na krzesła zlani potem.

- Nie możliwe! – wyszeptał uzdrowiciel patrząc na Rdzeń Wiliama.

- Zdejmujemy zaklęcia i stabilizujemy go. Nie przedłużajmy tego- mruknął Daniel.

Christopher odważył się odezwać dopiero, gdy zaklęcia uzdrowicieli opadły. A Wiliam został okryty prześcieradłem.

- I? – zapytał cicho. Daniel spojrzał na smarkaczy.

- I teraz bierzemy się za Was. Swinss łapiesz z nim kontakt?

- Nie- cicha słaba odpowiedz.

- Kontaktował?

- Tak.- Swinss uchylił powiekę- trzeba było go uśpić...

Daniel spojrzał na nastolatków.

- Ich łączenie przywróciło prawidłowy ciąg rdzenia. Jego struktura jest doskonałą. Być może było warto. Może unikną szoku.

Swinss blady jak ścianą spojrzał na William.

- Merlinie wątpię. – wzdrygnął się. Daniel zmarszczył czoło.

- Swinss spójrz na mnie- uniósł głowę medyka analizując jego spojrzenie i miał ochotę wrzasnąć. Rozbiegany wzrok, rozszerzone źrenice, chyba tylko cud sprawiał, że Jack logicznie mówił. Był w szoku. Więc co czuł Wiliam?

- Taylor ogarnij go! On musi kontaktować. To jedyny nasz łącznik ze smarkaczem. A jest więcej niż pewne, że będziemy go potrzebować. Hugo zajmij się Septimusem zanim upadnie!

On z kolei podszedł do Chrisa rzucając na nastolatka scan. Stwierdzając, że chociaż z nimi nie będzie problemu. Zanim dojdą do siebie, Willi powinien już być przytomny.

Chwycił Chrisa pod ramię. Wychodząc z osłabionym nastolatkiem. Zastanawiał się czy było warto... Tego się dowiedzą za kilka bardzo długich dni... Jego wzrok padł na Wiliama i miał nadzieję, że to co zrobili przyniesie więcej dobrego niż szkody. Jednak nie był przekonany co do tego.