48. Trudne decyzję

„Will..." – Cichy głos przerywający blogi spokój. Głos który przeszkadza niczym uporczywa mucha.

„Willi, proszę jedna myśl, gdzie się ukryłeś dzieciaku?".

Umysł Wiliama odgonił uporczywy głos.

Jack Swinss wyprostował się na krześle z zaciśniętymi wargami.

- I jak?- Daniel wisiał nad nim niczym Sokół nad ofiarą. Jack spojrzał na niego ze złością. Miał dość ciągle jednego i tego samego pytania.

- Bez zmian- odpowiedział w końcu. Daniel zaklął pod nosem. Zaczynało się robić nie ciekawie. Minęło prawie trzydzieści godzin. Willi powoli powinien się wybudzać, a wyglądało na to, że nawet nie planował. Jego umysł był wyciszony, co było dobrym znakiem dwie trzy godziny po zakończeniu zabiegu. Jednak po tylu godzinach powili powinien zaczynać odbierać bodźce zewnętrzne. Ale na chwilę obecną Jack nie był w stanie wychwycić jakichkolwiek reakcji mózgu.

Nie mówili głośno o swoich obawach. Nie chcieli nikogo martwić. Bo to co wiedzieli opierało się na standardowym przebiegu regeneracji rdzenia, a to co zrobili u Wiliama nie ma się nijak do standardowych procedur medycznych, nawet w Świecie Magii.

- Dajmy mu spokój do jutra- powiedział głośno Jack. Nie zamierzał więcej męczyć sfatygowanego umysłu. Tylko po to, by dorośli odetchnęli z ulgą.

- Idź się przespać. Gdyby coś się zmieniło to dam Ci znać. – powiedział rozsiadając się w wygodnym fotelu. Musieli czekać. Nic więcej nie są w stanie dla niego zrobić. Przez jedną noc może się wiele zmienić, a jak nie wtedy będą szukać rozwiązania.

Dochodziła piąta nad ranem , gdy do pokoju wszedł zirytowany Severus.

- Zrobicie to jeszcze raz...- Warknął patrząc na młodego uzdrowiciela. Jack uśmiechnął się pod nosem. Doskonale wiedział, że Tobiasz podstępem napoił syna eliksirem Spokojnego Snu. Medyk zastanawiał się jak mu się to udało, ale Starszy Snape Nie zdradził swojego sekretu. Ale wszyscy klepali Tobiasza po plecach za ten akt odwagi. Bo Severus Snape był wredny, nieprzyjemny dla wszystkich mieszkańców jego domu. Starali się wykazać cierpliwością i zrozumieniem, wiedząc, że odchodzi od zmysłów ze zmartwienia, ale każdy ma jakieś Granice.

Severus podszedł do syna i delikatnie pogłaskał blady policzek, jakby się bał, że nawet taki dotyk go skrzywdzi. Najwyraźniej puszczając w nie pamięć fakt, że ktoś go uśpić.

- Co się zmieniło? – Zapytał cicho i łagodnie. Jack uniósł brew. Na pewno nie zamierzał w tej chwili mówić mu o swoich obawach. Na chwilę obecną nie wiedzieli nic na pewno.

- Jest stabilny- w zamian powiedział. Severus spojrzał na niego z irytacją.

- Co ukrywasz Jack? – Warknął. Swinss leniwie uniósł brew, w głowie planując jak oszukać Mistrza Eliksirów, że od zabiegu nie wychwycił, żadnych aktywności umysłowych, ze strony Wiliama. Zaczynał układać już dokładne przemówienie podszywane medycznymi stwierdzeniami, gdy...

„Nawet ja bym w to nie uwierzył"- Uzdrowiciel poderwał się ze swojego fotela.

- Willi! – wrzasnął uradowany zrywając się z fotela.- W końcu! Ty pieruński smarkaczu!

„Nie krzycz..."- cichą mentalna prośba. Jack od razu spoważniał, ale uśmiechał się nadal.

„Jak się czujesz"

„ Jak gumochłon"-padła cichą odpowiedź.

- Boli Cię coś? Willi? – ciche pytanie.

„ Głowa od twoich wrzasków. Jeszcze się Prześpię... Tylko nie krzyczcie..."

- Jak się nazywasz?

„Wykrzykujesz moje imię, debil by się domyślił"

Zapadła dłuższą cisza. Nim odezwał się ponownie. „ Pamiętam"

Jack odetchnął z ulgą. Delikatnie przeczesał umysł Wiliama w poszukiwaniu jakiś zmian, czegokolwiek co by odbiegało od tego co widział w jego umyśle przed zabiegiem. Ale nic niepojącego nie znalazł.

Czy mieli tyle szczęścia?

Wycofał się z umysłu chłopca. Uznając, że minęło dość czasu by podać mu kolejne dawki Eliksirów. Dopiero gdy skończył spojrzał na Severusa.

- Wygląda na to, że z umysłem jest wszystko w porządku. – powiedział. Severus sztywno kiwnął głową. Największa obawą jego syna się nie sprawdziła. Teraz pytanie co z całą resztą powikłań.

Swinss popatrzył na mężczyznę że zmęczeniem.

- Może Wymiana Mocy rozwiązała wszystkie problemy. Nie bądźmy takimi pesymistami.- powiedział Jack.

- Dopóki nie stanie na nogi i zacznie używać mocy to nic nie wiemy. – podła oschła odpowiedź. – Idź się przespać. Ja z nim posiedzę.

- Profesorze...

- Idź Jack!- zażądał.

Uzdrowiciel przez chwilę marszczył czoło, ale w końcu opuścił pokój.

Severus stał w bezruchu, obserwując bezwładne ciało syna. W dalszym ciągu leżał na brzuchu tylko głowę miał przekręconą na bok. Uzdrowiciele nie zmieniali ułożenia ciała w obawie, że nawet najostrożniejszy ruch spowoduje Wstrząs niestabilnego rdzenia. Po głowie Mistrza Eliksirów chodziła tylko jedna nie dającą mu spokoju myśl co jeszcze spotka to dziecko. Na co go narazili usuwając to dziwaczne zaklęcie? Tego nie wiedzieli. Nie mogli teraz ocenić czy to co zrobili pomoże Wiliamowi czy tylko wszystko bardziej utrudni.

Daniel zapewniał go, że jak sytuacja się unormuje resztę okresu stabilizacji chłopiec już będzie leżał na plecach. Co poznowili na w miarę normalne karmienie i podawanie Eliksirów. Jednak Severus doskonale znał syna i wiedział, że dla chłopaka samo unieruchomienie będzie trudne. Zbyt długo już to trwało. Od dnia Gdy Voldemort napoił go trucizną nie było miesiąca by chłopak był zdrowy. A kiedy w końcu doszli do momentu, że mogli by uznać go za zdrowego i mógłby spędzać wolny czas tak jak lubi, to zrobili coś co prawdopodobnie spowoduje długotrwałe powikłania. I Mistrz Eliksirów zaczynał wątpić czy w rzeczywistości było warto, aż tak ryzykować.

Nie mógł sobie wybaczyć swojego chwilowego załamania. Tego, że wspomniał o uszkodzeniu rdzenia Wiliamowi, nim sam był pewien czy ruszanie aż tak zadawnionej sprawy jest słuszne. Mógł przewidzieć, że jego syn będzie się czuł w obowiązku zrobić co w jego mocy, aby ułatwić chłopakom pozyskiwanie od niego Mocy. I Severus nie do końca wierzył gdy chłopak mówił, że ból w trakcie Wymiany Mocy wzrasta. Miał swoje przypuszczenia, że użył tego argumentu by rozwiać obawy ojca. Taki już był ten chłopak. Myślał o wszystkich tylko nie o sobie. I Severus kompletnie nie rozumiał jak mógł być stwórcą kogoś tak... Altruistycznego...

Bo Severus wiedział, że sam pomagał innym tylko kiedy dla siebie miał z tego korzyści. Nie lubił być wykorzystywany i znał swoją cenę. Annie też było daleko do ideału. Kochał ją nad życie, ale byś świadom, że miała wiele wad, a jej charakter można by było odebrać jako wredny i zawistny. Choć to też nie są idealne słowa. Ale Wiliam...

Ten chłopiec, Krew z jego krwi, był całkowitym przeciwieństwem rodziców, dziadków i całego sposoby bycia jakie mieli jego przodkowie.

Syriusz...

Tak. Zdecydowanie chłopak odziedziczył szaleńcze, wręcz samobójcze zapędy po wuju.

Pogłaskał kolejny raz włosy chłopca, muskając delikatnie jego policzki i zatrzymał swoją dłoń na bezwładnej ręce syna.

Zakładali trzy dni pod wpływem Eliksiru rozluźniającego, ale Severus nauczony ich parszywym szczęściem jakoś nie chciał wierzyć, aby wszystko przebiegło tak spokojnie i bez komplikacji. Bo gdyby tak właśnie potoczyło się zdrowienie syna, Severus byłby w stanie przyznać, że Merlin w końcu zaczął czuwać nad chłopcem. Jednak Severus nie był optymistą. Po prostu czuł w kościach, że popełnili błąd...

I była jeszcze kwestia kontroli...

Jak bardzo zaklęcie umieszczone na rdzeniu Wiliama kontrolowało go? Tego nie wiedzieli.

Wilson od wczoraj ślęczał nad biologiczną błoną która obrosła zaklęcie. Na chwilę obecną wiedzieli jedno. Daniel się mylił w swojej pierwszej ocenie. Jednak nic konkretnego nie ustalili...

- Odpoczywaj. Resztą ja się zajmę...- mruknął cicho. Delikatnie głaszcząc włosy syna. Nawet taka delikatna czułość stresowała Severusa, a z drugiej strony chciał, aby Wiliam wiedział, że ojciec przy nim jest.

- Nie jesteś z tym sam. Już nie...

Severus nie wiedział jaka czeka ich przyszłość, ale miał świadomość, że dla syna jest w stanie zrobić wszystko.

~oOo~

Wiliam nie był świadomy ile czasu trwał w zawieszeniu. Jego myśli były ulotne, a sny pozbawione sensu. Od czasu do czasu potrafił skupić się wystarczająco na mentalnym glosie Jacka by mu odpowiedzieć. I w trakcie tych krótkich chwil powoli odczuwał swoje bezwładne ciało, jego wszystkie nerwy wołały o to by poruszyć choć jednym palcem, ale nie mógł. To uczucie było straszne i powodowało, że jego myśli stawały się rozszalałe z nie pokoju.

„ A jeśli już na zawsze tak będzie"

Co jakiś czas myślał z rozpaczą. Czasem Jack je wyłapywał i uspokajał go, że to tylko wynik podawanego eliksiru. Ale Will nie czuł, aby wypijał cokolwiek.

„ Spokojnie mówiłem przecież, że nie będziesz go czuł. Wszystko jest w porządku."

Nie miał wyboru musiał mu wierzyć. Po jakimś bliżej nieokreślonym czasie zaczął zauważać, że coś się zmienia. Był bardziej świadomy siebie, a myśli mniej ulotne.

- Wiliam... – dobiegł go głos Jack. Tym razem gdzieś z boku. Z trudem uchylił powieki. Co wydawało się najtrudniejszym zadaniem w jego życiu.

- Brawo chłopaku- usłyszał pogodny głos Jacka. Wiliam z trudem przełknął ślinę odczuwając pragnienie jak jeszcze nigdy wcześniej. Jack zmoczył jego usta. Ale to było stanowczo za mało. Chciał przekręcić głowę i wyrazić swoje niezadowolenie, ale nie mógł. Jedyne co mógł zrobić to mrużąc oczy i bezwiednie wręcz niezauważalnie poruszyć ustami.

- Powoli będziemy zmniejszać stężenie Eliksirów. Im słabsze tym więcej kontroli będziesz miał nad własnym ciałem. Ale to potrwa, nie chcemy się spieszyć.- wyjaśnił Jack.

W mniemaniu Wiliama, akurat minimalne przyśpieszenie nie było by niczym złym i akurat tą myśl wyłapał Jack.

- Nie psujmy tego co udało się zrobić. Śmiem twierdzić, że Septimus z Christopherem by Cię rozszarpali na strzępy jakbyś zepsuł ich ciężka pracę.

„Naprawiliście go?"

- Nie ma na nim śladu jest taki jak być powinien. Więc teraz dajmy mu czas na odpoczynek. Chłopaki go wymęczyli...

„Nie sądziłem..." Wiliam urwał myśl. Nawet nie wiedział jak określić to co czuł. Spodziewał się bólu. Ostrzegali go... Ale to nawet nie był ból. To co czuł było o wiele gorszego niczym rozrywanie duszy na strzępy.

Poczuł jakby przechodzący dreszcz. Ale nie czuł ciała. Więc to co odczuwał zamknęło się tylko w jego umyśle. Jeden dreszcz, a zaraz po nim drugi i kolejny i kolejny. Nieprzyjemny, bolesny choć tylko w jego głowie. Myśli rozmyły się, a jedyne czego był świadomy to to okropne przerażające uczucie, bólu, bezsilnością, bezwładności własnego ciała i rozrywania duszy...

Najchętniej by Zawył, ale nawet tego nie mógł zrobić.

~oOo~

Jack zmarszczył czoło, gdy myśli Wiliama stały się chaosem. Gdy mentalnie nie udało mu się wyłapać co się dzieje, wycofał się. Spojrzał na nastolatka. Teoretycznie nic się nie działo, ale jakby miało się dziać skoro jego ciało było bezwładne. Uniósł zamknięte powieki i zaklął siarczyście widząc wywrócone białka oczu. Przełknął z trudem ślinę, a więc stało się. Nie uniknęli powikłań.

- Jonas ! – wrzasnął. Wiedział, że mężczyzna przebywa w salonie obok. Jako jedyny wertował księgi w poszukiwaniu informacji o zaklęciu w salonie. Twierdząc, że tam mu się łatwiej skupić. Ksawery wpadł do pokoju, bez konieczności ponownego wzywania.

- Wezwij Daniela!- zażądał Swinss. Dłońmi trzymał twarz Wiliama. W zasadzie nie wiedział po co i w czym miał by pomóc ten dotyk. Ale z braku lepszego pomysłu uznał, że chociaż tak może okazać wsparcie Wiliamowi.

Jonas przez chwilę patrzył w niezrozumieniu. Po czym widząc bezradność i lęk na twarzy młodego uzdrowiciela wycofał się by wezwać starszego Medyka. Cokolwiek się działo z Willim nie było to nic dobrego.

~oOo~

- Może być to tylko tymczasowa reakcja...- powiedział Daniel.

- Albo ma uszkodzone nerwy na całe życie! – Warknął Severus. Czuł po prostu czuł w kościach, że coś będzie nie tak.

- Tego nie stwierdzimy dopóki nie odzyska pełnej sprawności. Na chwilę obecną musimy zrobić coś, aby uniknąć ataków. Ustabilizowanie rdzenia to konieczność.- powiedział Daniel.

- Co proponujesz?

- To co jest oczywiste. Musimy go wyczerpać.

- Nie reagował na zaklęcia! – przypomniał Severus. Bo już kiedyś próbowali.

- Wtedy miał uszkodzone nerwy, Severusie. Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to, że neurologicznie jest w porządku. Ten atak moim zdaniem był wynikiem niestabilności rdzenia i zbyt wysokiego stężenia mocy. Nie używa Magii już trzecią dobę. Powinniśmy o tym pomyśleć. Sama Wymiana Mocy wyczerpała go na te kilka dni, ale teraz?

- Kolejna Wymiana Mocy mogła by to ustabilizował- mruknął Jason. On zaczął uważać tak samo jak Chris, że ich moc jest wszystkim czego potrzebują. A przy okazji Chris I Septimus by na tym skorzystali. Bo zaczęli odczuwać braki Wymiany.

- Miejmy nadzieję, że ten uparty obraz w końcu się odezwie! – wtrącił Wilson.

Chyba wszyscy na to liczyli. Odnalezienie obrazu Magnusa w jednej z rezydencji Jonasów było im niezmiernie na rękę. Jednak obraz od miesiąca czyli od dnia kiedy go wynieśli ze starej piwnicy milczał. Po cichu liczyli, że gdy Jack zdobędzie zaufanie chłopców to obraz uzna młodego uzdrowiciela za godnego rozmowy.

Daniel wrócił do pokoju Wiliama, gdy włączył się alarm monitorujący chłopca I zaklął siarczyście, gdy zorientował się, że w trakcie ich rozmowy, temperatura ciała zaczęła wzrastać. Przyniósł okłady w nadziei, że to wystarczy. Przynajmniej do czasu kiedy Jack nie wróci.

- Zero Wymiany dopóki Rdzeń się nie ustabilizuje. Rzucamy zaklęcie wyczerpujące. Zdaniem Magnusa to co stało się rano będzie się powtarzać i mamy się modlić do wszystkich świętości by nigdy nie dostał ataku w trakcie Wymiany Mocy, a atak w trakcie Progu jest prostą drogą w jedną stronę dla całej trójki. Przerabiał Wstrząs Rdzenia, ale z Zenobiuszem. Ale u nich to Kasander prowadził trójkąt. W skrajnych sytuacjach nauczył się przejmować nad nim kontrolę... U naszych Króliczków to nie przejdzie. To Willi ma kierować Wymianą Mocy. – powiedział na jednym wydechu Jack. Daniel uniósł brew.

- Żartujesz...

- Czy wyglądam na kogoś kto żartuje? To i tak ugrzecznione wersja tego co usłyszałem. Możemy mieć tylko nadzieję, że szesnastowieczny obraz Medyka wie całe guzik o tym co zrobiliśmy. – powiedział podchodząc do Wiliama. – Eliksiry możemy podawać według uznania, ale z czarami mamy się wstrzymać. – mruknął zdejmując wszystkie nałożone na Wiliama zaklęcia Diagnostyczne. Jedno po drugim. I dopiero, gdy ostatnie zaklęcie opadło stanął nie bardzo wiedząc co robić.

- Musimy mu podawać eliksiry, ale on ich nie przełknie bez Magii.

Daniel uniósł brew. – To chyba nie ja mam Ci mówić co robić, prawda? Rób co uważasz za słuszne Młody.

- Zawijasz się kiedy zaczyna się robić trudno.

- Ja tu i tak jestem zbędny, Jack. Musisz przestać czekać na moje opinie. To nie ja pracowałem w mugoslkim szpitalu, nie ja rozmawiał z szesnastowieczny Medykiem i to nie ja siedzę w głowie Wiliama. – Młody uzdrowiciel zacisnął wargi z wściekłością.

- Wsadziłeś mnie na minę, Uzdrowicielu. Miałem tylko pomagać!- Warknął. Zmieniając okłady, a chwilę później zabierając się za podłączanie mugolskiej aparatury. Był przygotowany. Brał wszystko pod uwagę, nawet najgorsze scenariusze.

- Jesteś młody Jack, ale nie głupi. Poradzisz sobie. A gdyby coś ja zawsze jestem pod ręką. – Jack na chwilę zamarł. Zamknął oczy, nim w końcu powiedział na głos swoje myśli.

- Moim zdaniem on się myli. Nie o samych atakach bo z tym może mieć rację, niestety, ale... Chcę ich przekonać, aby się wymieniali. Nie obciążali wszystkim Wiliama i nie uzależniali się tylko od niego. Septimus ma jakąś smykałkę do uzdrawiania. Chris jest wystarczająco silny i uparty by nauczyć się dusić moc Wiliama, dla jego własnego dobra. Magnus twierdzi, że to ich zgubi, ale...

- Ale jeśli jego przypuszczenia są prawdziwe, muszą być przygotowani na najgorsze. Jeśli Wiliam zawiedzie, ktoś ich musi poprowadzić. Dobrze myślisz młody. Tylko jak oni się tego nauczą?

- Muszą zacząć się kontrolować. Zwłaszcza Chris jest taki... Lekko myślny! – mruknął Jack. Zabierając się za zakładanie wkucia i kroplówki. Magnus temu też był przeciwny, ale Jack uważał, że o mugoskiej medycynie z dwudziestego wieku to on już kompletnie nie miał pojęcia

- Był całkiem opanowany w trakcie zabiegu. Septimus zaczął powoli panikować, ale on nie... Czasem za lekkomyślnością kryje się najwięcej odpowiedzialności.

Jack zamilkł za pewne pogrążony we własnych myślach. Jednocześnie zajmując się gorączkującym chłopcem. Daniel uśmiechnął się widząc spokojne i opanowane ruchy.

Zdecydowanie uczeń zaczyna przerastać Mistrza...

~oOo~

Zbliżał się letni wieczór, gdy stan Wiliama umiarkował się na tyle, aby Jack odważył się wyjść z jego pokoju. Bez sygnalizatora czuł się jak bez ręki. A na pewno jak nadopiekuńcza matka, która pierwszy raz wypuszcza dziecko spod swoich skrzydeł. Z drugiej strony Severus Snape jest wystarczająco odpowiedzialny, aby zająć się synem.

Wszedł na ocieniony taras i uśmiechnął się widząc jak Chris podrzuca świecącą kulkę. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że „kulka" jest zwizualizowaną mocą Chrisa.

- Zdumiewające...- mruknął opadając na kanapę. Chris leniwie uniósł brew.

- Było by jakbym sam się tego nauczył...- mruknął posępnie. Jack spojrzał na nastolatka pytająco.

- Willi. Zawsze jak się denerwuje to robił coś takiego. Nawet przed SUMami. Na początku zawsze łaził z lewitującym piórkiem chyba mu się znudziło...

- Jest pomysłowy... – Chris prychnął pod nosem.

- On nie ogarnia, że większość rzeczy które robi nigdy nie powinny się wydarzyć.

- A ty go nie uświadamiasz...

- Wystarczająco dużo granic chcą nam stawiać. A ja lubię jego pomysłowość.- Nagle kulka znikła, a Chris usiadł patrząc na Medyka zmrużonymi oczami.

- Podobno się chrzani...- mruknął cichym ochrypłym głosem.

- Nie jest najlepiej. Jednak nikt się chyba nie spodziewał, że wszystko pójdzie jak po maśle prawda?

- Ja tam uważałem, że wszystko pójdzie dobrze... Przynajmniej dopóki to nasza magia go leczy...

- W tej chwili przy niestabilności jego rdzenia może dojść do zruszenia waszych. Wątpię, abyś chciał ryzykować.- prosta odpowiedź

- Dlaczego Ci nie wierzę?- spytał spokojnie nastolatek.

- Bo nie wierzysz nikomu? – odpowiedział Jack. – Po za tym dla Wiliego to zbyt duże obciążenie. Nie podoła... Ale...- zawiesił głos licząc na to, że Chris zacznie go słuchać bardziej uważnie.

- Ale, co?

- Sama obecność. Wstrzymacie Wymianę, ale będziecie z nim przesiadywać. Tak aby Was wyczuwał. Może to nieco go uspokoi.

- Jak ciągle śpi. Nie ma czasu...

- Odzyskuje co jakiś czas przytomność. Nawet jak nie daje rady unieść powiek to Słyszy co nie co...

- Wątpię, abyśmy dali radę to zatrzymać.- przyznał.

- Musicie. Nie macie wyboru. Dla własnego i jego dobra.

Nastolatek zachmurzył się, wracając do półleżącej pozycji.

- Dlaczego nie chcecie pracować z Daysonem i Billim?- spytał.

- Bo to ludzie Davis? – odpowiedział jakby to było oczywiste.

- Mogli by Was sporo nauczyć...

- Mogli by... I to kusząca perpektywa. Ale jednocześnie wiedzieli by jak pracujemy, jak działamy, jakie zaklęcia przychodzą nam z łatwością a jakie sprawiają nam trudność. I co teraz wpuścimy ich w nasz świat, a później co? Mundurek DPPC? Nie dziękuję.

- Zmuszą Was...

- Nikt do niczego nas nie zmusi, o ile my tego nie będziemy chcieli. A żaden z nas tego Noe chce. Rozmawialiśmy o tym. We trzech. Jakbyś miał wątpliwości. Dumbledore wymaga od nas testu kontroli przed przyjściem do Hogwartu. Możemy spróbować. Jeśli się nie uda, wtedy zostaniemy tu. Tyle... Zdania nie zmienimy.

- To brzmi jak tylko twoja opinia.

- Szczerze? To opinia Wiliama. Kazał nam pogonić Daysona.

- Będzie miał problemy z kontrolą.

- Szczerze uważasz, że on straci kontrolę bo usunęliście jakieś zaklęcie? To Willi. O ile z jego główka wszystko będzie dobrze, to z jego kontrola w dalszym ciągu będzie przechodzić nasze oczekiwania. On ją hamuje bo się jej boi... Kretyn...

- Teraz wszystko się może zmienić.

- Nic się nie zmieni! Dostał dzisiaj tego pieprzonego ataku bo zamiast uwolnić magię na zewnątrz dusi ją w sobie. Tyle... Nie dopisujcie do tego teorii nie wiadomo jakich powikłań, bo to nie jest to... To jego głową. Z nią musimy zrobić porządek. I wszystkie problemy pójdą się pieprzyć... Dumbel zrył mu łepetynę jak był smarkaczem. Zresztą co ja mam Ci tłumaczyć. To ty siedzisz w jego głowie... I wiesz co? Myślę, że przyszedłeś tu, aby mnie sprawdzić. Zaczynasz wierzyć, że Wymiana Mocy by go ogarnęła w góra dwa dni... Ale się boisz. Chcesz być Magnusem? To mniej kurwa jaja. Bo on z tego co zdążyłem się dowiedzieć to miał więcej odwagi od ciebie...

Jack zacisnął wargi na tą obelgę. Nie lubił Chrisa. Merlinie ten dzieciak doprowadza go szału swoim lekkomyślnym postępowaniem.

Wstał z zamiarem przemyślenia tej rozmowy.

- Przyjdziemy wieczorem. Poproszę ojca, aby nas przeciągnął tymi swoimi durnymi sztuczkami. Jeśli będziemy zmeczeni, a Septimus zrobi robotę...

- Magnus mówi...

- Serio słuchamy się sługusa Eksaliasza? Do dziewiątego progu słuchał Dziadka zamiast Kasandra... Wiesz Jack może to i Snape Cię zwerbował, ale musisz się zastanowić czy chcesz trzymać się z nim czy z nami... dziewiąty próg możemy osiągnąć za kilka ładnych lat... Nie chcesz jej poczuć troszkę wcześniej?- mruknął z zamkniętymi oczami, unosząc rękę nad którą zmaterializowała się maleńka kulka. Rzucił ją w stronę uzdrowiciela.

Jack chwycił ją z zaciekawieniem. Po chwili poczuł przyjemne ciepło, a później dziwny spokój jakiego nie czuł od bardzo dawna.

- Fajne prawda? – usłyszał. Spojrzał na Chrisa z lekkim oszołomieniem.

- Jack... Nie dyskutowałem z tobą przez całe cztery dni... To co robiliście miało sens, ale teraz? Teraz, gdy znów się partoli... Może Willi potrzebuje tego jest na wyciągnięcie ręki niż litrów Eliksirów wlewanych przez nos. Serio to obrzydliwe co ty mu robisz...

- Chris...

- Nie będę się z tobą kłócić. Nie będę robił nic przeciwko twojej opinii. Ale pomyśl. Ta kulka to tylko ociupinka mojej mocy. Pomyśl sobie co byś czuł z trzema różnymi? Z trzema tak doskonałymi mocami... Tego potrzebuje Wiliam. Jedyne co bym rozważył to fakt czy moc dawać tylko na niego czy rozdzielić. Nie wiem jak Septimus, ale jeśli o mnie chodzi to bym był za pierwszą opcją...

- To duże ryzyko! Magnus...

- Magnus żył 1648 roku do jasnej cholery! Czekaliśmy Cierpliwie 4 dni ! Mówiliście, że tyle wystarczy, że Rdzeń po takim czasie się ustabilizuje. Do wczoraj było dobrze, a dzisiaj już się chrzani. Coś się stało, albo... Willi nie daje się oszukiwać. Chcę naszej mocy. – Chris powiedział z przekonaniem.

- Septimus...- zaczął Jack, ale wymieniony chłopak przerwał mu.

- Jestem tego samego zdania. Ale to ty jesteś Medykiem. To ty siedzisz w jego głowie. Jeśli masz jakiś inny sposób. Jeśli rozmowa z Magnusem rozjaśniła Ci w głowie... Ani ja, ani Chris nie będziemy się spierać. Chcemy jak najlepiej dla Wiliama i wiadomo, że dla siebie. Jeśli jesteś przekonany, że Wymiana Mocy w tym momencie zaszkodzi nam wszystkim ok. Ale jeśli przyszedłeś tu tylko dlatego, że czujesz że to dobry wybór to wiedz, że my od rana też tak czujemy. Wcześniej nasza intuicja siedziała cichutko, ale od rana... Coś nas do niego ciągnie...

- Wam też tego brakuje...- mruknął Jack.

- Oczywiście... Dlatego możemy się mylić... To ty masz być tym rozsądnym, podobno...- Septimus spojrzał na Jacka, a jego oczy wyrażały niczym nie zmącone wyzwanie. Pytanie czy Jack Swinss rzeczywiście potrafi grać ostro czy jednak woli trzymać się bezpiecznej drogi.