50. Okres po zabiegowy...
Minęła godzina od rozmowy Jacka z chłopakami, gdy Ci z widocznym podekscytowaniem weszli do pokoju w którym leżał Wiliam od dnia zabiegu.
Nastolatkowie że zdziwieniem spojrzeli na przyjaciela który mamrotał coś pod nosem. Był to raczej bełkot niż zdania wypowiadane z sensem. Spojrzeli na Swinssa zdezorientowani. Jack uniósł brew i nie byłby sobą, gdyby nie przekazał im szyderczego uśmiechu.
- I jak Panowie gotowi na wymianę?- spytał lekko i swobodnie, zmieniając okład na czole Williama. Septimus spojrzał na Jacka jak na szaleńca.
- On gorączkuje!- powiedział o kilka tonów za głośno, a Wiliam jęknął.
- No tak. Od wczoraj... Wydawało się , że Wy wszystko dokładnie wiecie... – mruknął. Patrząc na nastolatków z założonymi rękami na piersi.
- Ale... – mruknął Chris.
- O co chodzi Chris? Nie boisz się wstrząsu rdzenia, a boisz się gorączki? – zakpił.
- Mogłeś powiedzieć!
- O co chodzi mądralo? Przecież Ty zawsze wiesz co robić, a twoja intuicja jest taka nie zawodna... – Chris zmarszczył z niezadowoleniem nos, robiąc mimowolny krok w tył.
- Nie zarazimy się tym, nie?- pytanie Chrisa brzmiało jakby nic bardziej obrzydliwego nie mogło go spotkać.
Jack po chwili wypuścił powietrze. Stwierdzając, że nie ma siły na dłuższe słowne utarczki z Nimi.
- Siadajcie. – powiedział wskazując na krzesła przy nie wielkim stole. Septimus z zainteresowaniem zaczął przeglądać ustawione na nich fiolki z eliksirami.
- Byłbym wdzięczny jakbyś je odkładał dokładnie tam skąd je wziąłeś. – Burknął Jack. Chris uniósł brew. – Skrzywienie zawodowe. Nie lubię chaosu. – wyjaśnił.
- Mamy do pogadania Panowie. Ale tym razem to ja mówię, a wy słuchacie. Zrozumiano? – Zapytał Swinss, Wiliam w tym czasie znów wymamrotał coś nie wyraźnie.
- Rozluźniający jeszcze oddziałuje na aparat mowy, dlatego nie idzie go zrozumieć, ale zmniejszam stężenie eliksiru jutro powinien bredzić wyraźniej. – wyjaśnił.
- On w ogóle kontaktuje?- spytał Chris. W dalszym ciągu patrzył na przyjaciela z widocznym oszołomieniem.
W głowie Chrisa Wiliam leżał nieprzytomny czekając tylko na chwilę, gdy On i Septimus przyjdą i go wyleczą ich Wymianą Mocy. Nie spodziewał się... No nie brał pod uwagę wersji z pocącym i bredzącym kumplem. To nawet Chrisa odstraszało, a raczej myśl, że On też mógłby gadać bezwiednie o wszystkim przy rodzicach czy Jacku. Nie zdecydowanie to przekraczało odwagę nastolatka.
- W tej chwili śni o kaflach, zniczach i... Nie ważne...- W końcu machnął ręką. – Wracając do naszej wcześniejszej rozmowy... Macie rację, też uważam, że Wymiana Mocy powinna być podstawą Waszego uzdrawiania. – Septimus otworzył oczy- Nie każę Wam tego robić teraz! Merlinie ruszcie trochę głowami. Przy tej niestabilności rdzenia jaką ma Wiliam Wymiana Mocy by Was wyczerpała o ile nie naruszyła Waszych rdzeni. Istnieje ryzyko, że jego niestabilności szarpała by jego mocą, a że jest Magicznie silniejszy od Was to sami chyba to rozumiecie, że mogło by to naruszyć Wasza stabilność...
Chris zagryzł wargi... Szczerze to coraz bardziej zaczynał wątpić w większą siłę Wiliama. Bo on w niczym mu nie ustępował Magicznie. – Jack jakby odgadł jego myśli.
- Ma podwójne pierścienie. Może i poprzesuwaliście mu granice, ale nie na tyle, aby chociaż jedna para znikła. – przypomniał. – No już się tak nie gniewaj Chris. Za kilka lat się wyrównacie magicznie. On spadnie kilka punktów w dół oddając Wam Swoją Moc, a wy przekroczycie swoje fizyczne możliwości i granice. Ale dalej odbiegamy od tematu. Wymiana Mocy. To jest coś co Wiliam moim zdaniem potrzebuje. Nie przerywaj mi! – Warknął jak Chris zaczął otwierał usta. – Wcześniej sądziłem, że najlepiej by było jakbyście tu z nim siedzieli. Aby najpierw oswajał się z Waszą obecnością, promieniujecie mocą na kilometr i to by było dość dobrym poczatkiem. Ale dzięki tej twojej kulce podsunąłeś mi znacznie lepszy pomysł. – Wskazał na sześć szklanych słoików.- Wyczarujecie mi sześć takich kulek różnej wielkości, abym miał możliwość powolnego zwiększania waszej mocy pod nadzorem i z możliwością przerwania kontaktu, będę mu je podsuwał w dłoń przez całą noc. Jeśli Rdzeń nie będzie szalał, rano wyczarujecie mocniejsze. Będziemy to robić tak długo, aż nie uznam, że Willi jest gotowy na pełną wymianę– powiedział.
- Ale...- przerwał mu Chris. Jack uniósł brew.
- Ale co?
- Mamy stworzyć kulki z naszej wspólnej Magii? – Sprecyzował.
- Tak. Dokładnie o to mi chodzi. Różne stężenia mocy twojej i Septimusa. Zrobimy podróbkę wymiany kontrolując stężenie mocy i co już raz mówiłem będę miał możliwość przerwania, gdyby okazało się, że to dla niego za dużo. Ten sposób chroni też was przed ewentualną gorączką kontaktową. Pierwsza musi być ledwie muśnięciem waszej aury, jego stabilność jest fatalna i nie jestem pewien czy jest na to gotowy. Jakby to nie było jasne.
- To nie wykonywalne! – zaprotestował blondyn. Jack uniósł brew.
- Dla ciebie?- zakpił.
- Myślę, że z tym siedzeniem to był lepszy pomysł. – powiedział Septimus. Jack kolejny raz z zadowoleniem uniósł brew.
- Na pewno brakuje mu Waszej mocy. Sami widzicie, że się wyciszył i przestał bredzić. W mojej ocenie zasnął w końcu bez majaków. A oprócz kroplówki nawadniającej nie podałem mu nic co by odpowiadało za tą poprawę. Liczyłem, że przyjdziecie tu w bojowych nastrojach. Nie myliłem się. Więc teraz droga młodzieży. Bierzecie w łapki słoje, idziecie na taras i próbujecie. Zacznijcie od największej bo z tym pójdzie najszybciej, ale jak zrozumiecie jak to robić byłbym wdzięczny jakbyście jak najszybciej przynieśli mi jak najmniejszą. Im szybciej zaczniemy tym szybciej będziemy wiedzieć czy to działa tak jak przypuszczam.
- Zdajesz sobie sprawę jak bardzo musimy zredukować nasze moce? Swoją własną redukuje z trudem! A dwie moce! Wybuchnie...- Warknął Chris.
- Lepiej by było, aby nic nie wybuchało. A nawet jeśli się zdąży to lepiej abyście nie byli w polu rażenia. Nie za bardzo mam czas leczyć oparzenia- mruknął z lekkością.
- Oszalałeś!- wrzasnął Chris.
- Nie, ja po prostu się z Wami zgadzam. Willi potrzebuje Waszej Mocy. Ale w tej chwili nie jest gotowy na pełną moc wymiany. Więc do roboty Panowie. Myślę, że macie godzinę na pierwszą kulkę. – Spojrzał na Wiliama- Może odrobinę mniej.
Nastolatkowie spojrzeli na niego jak na szaleńca, ale miał w nosie ich niechęć. Wręczył każdemu po trzy słoje i wystawił za drzwi.
Zdecydowanie Jackowi coraz bardziej podobała się ta zabawa. Podszedł do Wiliama zmieniając kolejny raz okłady. Po czym zasiadł za biurkiem. Zaczynając opisywać, zaobserwowane zmiany w stanie zdrowia Wiliama po pierwszym od czterech dni spotkaniu z mocami dwóch pozostałych chłopców.
Jack miał zamiar zostać najlepszym medykiem nie tylko Trójkąta, ale także swojego wieku. Zdecydowanie jak sprawa Wiliama się uspokoi musi wrócić chociaż na kilka godzin do Św. Mungo i sprawdzić czy takie kulki mocy pochodzące od rodziny chorego przyspieszają leczenie. Może to jest sposób na luki w leczeniu jakie posiadają eliksiry?
Zdecydowanie to jest zagadnienie, które warto przeanalizować dla potomności...
W skórzanym notesie wykaligrafował:
„Materializacja mocy, a wpływ na szybkość leczenia wstrząsu rdzenia"
~oOo~
- Jesteś geniuszem!- Powiedział Wilson od progu. Jack uniósł brew znad notatek.- Są tak zajęci tymi kulkami, że w końcu przestali jęczeć! – Wyjaśnił. Podszedł do Wiliama przeczesując delikatnie włosy chłopca.
- Walcz z tym- mruknął wręcz niedosłyszalne. Z zadziwiająca delikatnością jak na tego mężczyznę. Jack uniósł brew. Na jednym z pergaminów zapisując sobie, aby za jakiś czas sprawdzić jak bardzo dziedzictwo Wilsonów, Jonasów i Snapeów wnikło w poszczególnych chłopców. Miał podejrzenia, że zmiany zachodzące w chłopcach pod względem magicznym będą miały wpływ także na ich genotypy. Później przypomniał sobie, że dzieci Zenobiusza i Gorgoniusza mieli wspólne genetycznie zdrowe dzieci. Zdecydowanie zmiany nie mogą zachodzić, aż tak daleko. Ale... Dlaczego by tego nie przeanalizować?
Nagle coś zaświtało mu w głowie. Przewertował stos pergaminów w poszukiwaniu teczek chłopców.
- Mają tą sama grupę krwi- powiedział w końcu. Wilson uniósł brew.
- Słucham?
- Cała trójka ma grupę krwi AB RhD- To najrzadsza grupa krwi na świecie! Wy też takie macie. W sensie Ty, Severus i Ksawery, idę o zakład, że dziadkowie też. Ale na przykład Aleksander ma już grupę krwi po matce. Tak samo dziewczynki Jonasa mają grupę krwi Catherine. – Wilson uniósł brew.
- Przeanalizowałeś krew wszystkich?
- Nie wszystkich. Wasi ojcowie kazali mi się odpieprzyć- mruknął z niezadowoleniem.- Jednak to jest dość ważna informacja pod względem dopasowania w Trójkącie. Muszę dorwać Syriusza. Jeśli moja teoria ma prawo bytu to On także ma tą samą grupę krwi. A może ma inną? Może ich Trójkąt został zainicjowany, ale już pod względem biologicznym był skazany na porażkę. Szkoda, że w szesnastym wieku tego nie badali! Mielibyśmy więcej punktów odniesienia– mruknął posępnie.
- Jesteś przerażający- mruknął Wilson. – Wiesz może jak już ogarniesz Chochlika to weź sobie kilka dni urlopu...- powiedział z nieukrywaną troską. – Zdecydowanie potrzebujesz zmiany klimatu...- przyznał.
Jack uniósł brew.
- Nie wiem czy wiesz, że mój ojciec wyznaczył nagrodę za moją głowę... – mruknął posępnie.
- Oczywiście, że wiemy. Ale coś się znajdzie. Jakiś bezpieczny domek nad oceanem. Mówię poważniej Jack. Siedzisz nad nimi już dwa miesiące. To nie zdrowe. Wolałbym byś nie popadł w obłęd z przepracowania. A to co bredzisz wskazuje...
- To wnioski wynikające z waszej krwi nic więcej. Ale z tymi wakacjami... Masz rację. Chłopakom by się przydała zmiana klimatu przed Hogwartem.
- Oni muszą...-
- Co muszą? Trenować? Mam przypuszczenia, że ich „niesforność" magiczna jest tylko wynikiem ich złośliwości... Kazali Spadać na księżyc aurorom, nie zmusicie ich do czegoś czego nie chcą. Myślisz, że Wiliam będzie miał lepsze zdanie na ten temat? Nie zgodzą się na to. I moim zdaniem mają rację. Mają iść do Hogwartu, aby tam się uczyć na zajęciach. Chcecie specjalnego szkolenia? To wytłumacz mi po jaki pierun ich tam wysyłacie, skoro tu macie osłony lepsze niż tam i nic nie stoi Wam na przeszkodzie, aby stworzyć to prawdziwy teren treningowy... Zwłaszcza jeśli Aleksander i Anna wyjadą. Poza dorosłymi nikogo tu nie będzie... Maria jest za mała by interesować się nimi...
- Potrzebują kontaktu z rówieśnikami...- Burknął Wilson. Jack uniósł brew.
- Po szesnastu latach to sobie uświadomiłeś!
- Gówno wiesz o tym jak wyglądało nasze życie przez te lata... Mieli kontakt z rówieśnikami.
- Taaa z całą pewnością. Pod niewidzialnym, i Wielosokowym? Fałszywy wygląda na pewno pozwalał im na nawiązanie szczerych relacji z rówieśnikami! Nie zapominaj, że prześledziłem ich sygnatury ze skrupulatnością Goblina... Wiem co łykali I co wpływało na rozwój ich Magii...
- Galopujesz się Swinss...
- Stwierdzam fakty. Nie oceniam, nie krytykuje, bo ja nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Tylko próbuję Ci uświadomić, że Chris I Septimus gówno wiedzą o życiu za murami domu. A wy chcecie wsadzić ich do Hogwartu, pełnego dzieciaków i zrobić z nich dziwaków większych niż już są z pierścieniami i brakiem doświadczenia o życiu w takim tłumie! Trójkąt ukryjemy. Przy odrobinie szczęścia skończą szkołę nim ktokolwiek dowie się, że pokonali jakikolwiek próg. Więc dlaczego chcecie utrudniać im to co i tak będzie dla nich trudne? Wychowali się pod kloszem! No i Wiliam... Ukrywanie prawdziwej tożsamości nie będzie łatwe. Zwłaszcza jeśli trafi do Gryfindoru!
- Davis wie o Trójkącie
- DPPC ma informacje, że doszło do inicjacji! Uwierz mi, że zrobiliśmy z Danielem i Aśka co w naszej mocy by wyjaśnić ozdrowienie Wiliama informacjami medycznymi . A wszyscy wiemy, że normalnie Inicjacja trwa latami! To teoretycznie najdłuższy okres w Trójkącie. To ogólnie dostępna informacja tak samo jak Wasze Dziedzictwo. Nawet jeśli ktoś w szkole będzie podejrzewał, że coś się dzieje. Nawet nie pomyśli, że przeskoczyli pierwszy próg w pierwszym rzucie. To była anomalia. I wiemy co mogło być tego przyczyną. Ustaliłeś już co to za ścierwo?- zapytał. Wilson zmarszczył czoło.
- Z tym do Ciebie przyszedłem. Bo to... Nic innego jak stary dobry „Imperius" ukryty pod jasnymi zaklęciami. Bardzo skrupulatnie ukryty. Wręcz bym powiedział Mistrzowsko...
- A więc Voldemort, a nie Dumbledore...
- Mam przypuszczenia, że Dumbledore osłonił Imperiusa swoimi klątwami. – Jack skinął głową.
- Wiec Voldemort wiedział kim jest Harry Potter.
- Musiał... Za pewne chciał nim manipulować nie zabierając mu możliwości rozwoju stąd umieszczenie Imperiusa na rdzeniu w osłonie. Był niemowlęciem! Może chciał go zabrać? Może chciał wychować go na swojego dziedzica mając nad nim pełną kontrolę? Cholera wie co tam się wtedy wydarzyło...
- Wiadomo kto to przerwał... Dumbledore... Tylko on ma dość mocy by stworzyć tak silne uroki, które stłumiły by Imperiusa bez usuwania go. Ale dlaczego nic nie mówił Severusowi?
- Manipulacje...
Ciche pukanie przerwało ich rozmowę. Ksawery wszedł wnosząc maleńka kulkę mocy zamknięta w szklanym słoju.
- Po trzech wybuchach i żądzy mordu udało się – powiedział. – Jak młody?
- Bez zmian. – mruknął Jack patrząc na kulkę mocy. – Wiecie co to wszystko znaczy? Imperiusz na rdzeniu, podanie Przekleństwa...
- Chciał go zabić, gdy zorientował się, że klątwa jest nadal na swoim miejscu, ale nie działa. – Powiedział Wilson- Harry Potter zwiał mu z cmentarza i za pewne wtedy się zorientował, że Imperius nie działa co pokrzyżowało jego dalsze plany i zmusiły go podjęcia odwlekanej decyzji o jego zabójstwie. Nie wierzę by „odrodzenie" na cmentarzu było prawdziwe... Jego znikniecie na tyle lat było wynikiem walki z Dumbledorem lub... Po prostu czekał, aż chłopak wejdzie w najwyższy punkt wzrostu potencjału, aby przejąć nad nim kontrole. Ale tej kontroli nie miał. Harry stał się dla niego bezwartościowy, za to kłopotliwy... Wyrok Śmierci został postawiony. Przez wakacje nie miał dostępu do chłopca, bo osłony Dumbledora działały, więc wymyślił inny bardziej złowrogi plan, plan zemsty na Severusie, który grał na dwa fronty i Albusie który chciał przejąć to co w jego mniemaniu należało do niego... Zasiał ziarno niepewności po obydwu stronach. Oddał go Severusowi by ten widział jak jego syn umiera w katuszach, bo nawet podanie antidotum nie chroniło Wiliama przed powolną śmiercią... I pewnie tylko dlatego nie robi nic, aby zabić w tej chwili Severusa. Czeka Cierpliwie aż Severus pokocha syna i będzie zmuszony patrzeć jak jego dziecko umiera... Bo Przekleństwo Salazara nie będzie tolerować Imperiusa. Za pewne dlatego powrót Wiliama do zdrowia był wręcz niemożliwy... – Przedstawił swoje przypuszczenia Tomas.
- Plan godny prawdziwego psychopaty! – mruknął Jack. – Nie przewidział jednego...—powiedział patrząc na słój. – Nie sądził, że chłopcy przeskoczyli próg, rozwiną zdolność uzdrawiania i będą mieli pod ręką geniusza który będzie wiedział jak wykorzystać ich moc. Organizm Wiliama świruje... pierwszy szok oderwaniem minął i Rdzeń szuka tego co znane. Musimy mu dać coś w zamian. I to jest to... On gorączkuje bo brakuje mu Magii jakie wytwarzała ta mieszanka zaklęć! Jest na odwyku...
- To zadziała?
- A masz inny pomysł? – Spytał Jack. Ksawery się zasępił.
- Będziemy powoli go oswajać z ich mocą. Aby uczył się jak to jest odbierać ich moce w pełnej krasie... Kiedy stężenie ich mocy w tych kulkach będzie wystarczająco duże, będą się uczyć Wymiany od nowa. Mieliśmy pieprzone szczęście, że nie zginęli w dniu zabiegu! To dlatego byli tak wyczerpani. Wymiana Mocy trwała tylko godzinę! Normalnie utrzymywali to dłużej. Z Danielem zakładaliśmy, że potrwa nawet do dwóch godzin, albo i lepiej. Mają rację Trójkąt ich prowadzi... czymkolwiek on jest. Cokolwiek dzięki temu mają osiągnąć, moc Waszego Dziedzictwa chce ich ocalić za wszelką cenę. Uleczyli Rdzeń, ale to mogło pójść dalej i nic byśmy z tym nie zrobili. A jednak się skończyło samoistnie. Nie chcę snuć zbyt dalekosiężnych przypuszczeń, ale...
- Osiągnął pełną Moc Trójkąta. To nie oni wybrali Trójkąt tylko on wybrał ich... I chce aby to przeżyli.- mruknął Tomas z uśmiechem. Jack kiwnął głową.
- Dla mojego zdrowia psychicznego błagam nie tłumaczcie im za dużo. W dalszym ciągu muszą uważać. Nie mogą brać naszych przypuszczeń za pewnik.
- Moje zdrowie psychiczne będzie w lepszym stanie ze świadomością, że moje dziecko nie umrze w trakcie pozornego snu!- powiedział Wilson patrząc na Wiliama. Zdecydowanie to nie były złe informacje jak początkowo przypuszczał.
- A ja dopiero teraz zaczynam się martwić co jest, aż tak ważnego, że tak silna moc się obudziła i dąży do spełnienia...- stwierdził Jonas.
Cichy śmiech dochodzący z jedynego łóżka przerwał ich ponure myśli. Niczego nieświadomy chłopiec zaczął mamrotał coś o żabach i feniksach...
Jack spojrzał na słój stwierdzając, że najwyraźniej nadeszła pora na wcielenie planu w życie.
~oOo~
- Jest mi winien wyjaśnienia! – wrzasnął Severus. Miażdżył ojca wściekłym wzrokiem.
Tobiasz stał z założonymi rękami na piersi obserwując syna kpiącym wzrokiem. Celowo stanął na przeciwko kominka, aby utrudnić rozszalałemu z wściekłości synowi podróż.
- I co Ci wyjaśni? Co Ci powie! Wiedział co Wiliam ma na rdzeniu! A nie powiedział Ci o tym, a powinien! Powinieneś o tym wiedzieć! On wcale nie chciał, aby ktokolwiek próbował pomóc Wiliamowi. Obserwował wszystko z boku i widział jak szaleńczo próbujesz znaleźć ratunek dla syna. Jak myślisz co Ci powie? Ja wiem. Wręcz słyszę ten jego przesłodzony głosik! Wygłaszający kolejne brednie... Chciał się pozbyć Wiliama. Dopóki miał nad nim kontrolę, dopóki to on rozdawał karty wszystko było dobrze. Ale w dniu gdy dowiedzieliśmy się o Wiliamie. W tym dniu Dumbledore podpisał na nim wyrok śmierci! Nie ma na to lepszego wytłumaczenia! Więc wytłumacz mi synu jakich wyjaśnień od niego oczekujesz?
Severus milczał przez chwilę z wściekłością patrząc na ojca.
- Przyjdzie dzień, że zabije ich obydwu... – Warknął
Tobiasz uniósł brew. A później uśmiechnął się ironicznie.
- Swoją szansę na pozbycie się ich straciłeś dwadzieścia lat temu. Obawiam się, że będziesz jedynie obserwatorem... Ale co nie zmienia faktu, że zanim ten dzień nastąpi musimy dbać o chłopców! W tej chwili są bezbronni i to my mamy obowiązek zapewnić im bezpieczeństwo. Nikt oprócz nas nie może wiedzieć, że usunęliśmy zaklęcie. Niech myślą, że Willi dalej jest bezradny I pokonywany przez własną magię. To daje nam przewagę.
- Dumbledore się zorientuje...
- Nie będzie miał czasu... Chcę, aby został odsunięty.
- Jego nie można odsunąć. – Warknął Severus.
- Każdego można... Pytanie tylko czy nie będzie nam potrzebny synu. Nie jesteś z tym sam do cholery! Zaufaj nam w końcu!
~oOo~
„Wiem, że nie śpisz."
„Spadaj, Swinss"
Jack zmarszczył czoło, gdy mentalna rozmowa skończyła się szybciej niż się zaczęła. Ale wyglądało na to, że wszystko jest dobrze. Nie zaznał szoku, ani kolejnego neurologicznego ataku, a to już całkiem niezły znak. Swinss spojrzał na kulkę włożoną w dłoń chłopca, to już trzecia. I na chwilę obecną nic nie wskazywało na to, że robią źle.
Dochodziła pierwsza w nocy. Może potrzebuje więcej czasu. Uznał.
- Śpij, uparciuchu...- mruknął zasiadając za biurkiem. Tej nocy nie zmruży oka...
~oOo~
Postać w czarnych długich szatach przemieszczała się po ciemnych alejach. Omijając kolejne grobowce. W końcu trafił tam, gdzie chciał przyjść.
Anna Arneb Black- Snape
16 wrzesień 1963r- 31 lipiec 1980r.
Severus patrzył przez dłuższy czas na wyryte litery. Tylko jego żony. W magicznym świecie martwe urodzenie nie jest odnotywane przez żadne magiczne artefakty. Z tego powodu nie mógł nadać imienia dziecku które pochował. Tak myślał. Choć Lily i James najwyraźniej zdążyli. Mimo wszystko na trumnie w której na wieki spoczęło ciało Anny i dziecko wyrył imię, które chciał mu nadać. I za pewne gdyby wszystko wyglądało inaczej Willi byłby Aresem. I pewnie byłby całkiem innych chłopcem.
- Byłabyś w szoku jakbyś miała okazję go poznać. To całkowite przeciwieństwo nas... Nie rozumiem jak z tak bezwzględnych Rodów mógł zrodzić się ktoś tak... Merlinie momentami jest naiwny jak trzylatek, a czasem... Czasem mam wrażenie, że wie więcej niż mówi... W sumie mam dowody na pergaminie na to, że smarkacz wie więcej niż pokazuje... Nie wiem... Nie wiem co z nim zrobić. Jak uchronić to dziecko przed całym złem jaki na niego czyha... To co kiedyś wyznawaliśmy teraz chce zniszczyć nasze dziecko. W kogo ty tak bardzo wierzyłaś, ten co miał dać nam w końcu wolność chce jego śmierci... Więc zrób coś! Na moc Merlina błagam Cię zrób coś by nasz syn w końcu przestał cierpieć. Bo nawet on musi mieć gdzieś granice wytrzymałości... Skoro powołałaś go na ten pieprzony świat bez mojej woli to chociaż teraz go uratuj! – Warknął.
Zamknął oczy... Był zły... Tak bardzo zły jak jeszcze nigdy wcześniej. I tak samo bezradny jak w dniu, gdy dowiedział się, że będą mieli dziecko... Tak bardzo nie chciane... Ale o tym Wiliam nigdy się nie dowie...
~oOo~
Wrócił do Rose Hause, gdy za oknem zaczynało świtać i od razu wszedł do pokoju w którym od kilku dni leżał niczym szmaciana lalka jego syn. Zmrużył oczy, gdy usłyszał cichy głos Swinssa. Wszedł do pokoju za pewne zbyt głośno jak na tą porę.
- Widzisz. Telepatycznie go wezwałem- mruknął Swinss.
Zielone oczy uniosły się na ojca. Severus widział w nich ironiczne rozbawienie, a jednocześnie ogromne zmęczenie i złość . Te emocje często plątały się w spojrzeniu chłopca.
Jednak to co najbardziej zdziwiło Severusa to półleżąca pozycja syna. Zmrużył oczy z powątpiewaniem, czy stan chłopca uległ aż takiej poprawie w kilka godzin? Później spojrzał na magiczną kulkę w dłoni syna. Najwyraźniej Swinss miał rację...
- Nakarm go- mruknął bez wyjaśnień wręczając miskę w dłonie Mistrza Eliksirów. – Wrócę za godzinę- oznajmił.
Severus śledził uzdrowiciela wzrokiem nim nie zniknął za drzwiami. Później spojrzał na zawartość miski i w końcu jego oczy spoczęły na chłopcu.
- Doprowadzić Jacka na skraj opanowania to niezwykłe osiągnięcie... – mruknął zasiadając na krześle. Odłożył miskę. Nakarmienie smarkacza było ważne, ale najwyraźniej coś było ważniejsze.
- Wyjaśnisz mi jak tego dokonałeś?- zapytał. Zielone oczy uniosły się, ale po chwili zamknęły się jakby chłopak nie miał sił na rozmowę.
- Synu...- ponaglił go.
- Nic nie zrobiłem- cicha ochrypła odpowiedź.
- Dlaczego mam inne wrażenie? – chłopak przez chwilę oddychał stanowczo za mocno w ocenie Severusa, ale uznał, że Jack jest odpowiedzialny i na pewno nie zostawiłby smarkacza, gdy coś mu groziło.
- Wiliam...!- Warknął o kilka tonów za głośno.
- Nie krzycz...- cicha prośba i kolejne zamknięcie oczu.
- Nie chcesz rozmawiać... Masz do tego prawo, ale musisz jeść. – Powiedział w końcu.
- Nie jestem głodny...
- To chyba twoje ulubione zdanie, synu. Nie pytałem czy chcesz. Powiedziałem, że musisz...
- Wygląda na to, że wiele rzeczy muszę...- zimna odpowiedź. Severus uniósł brew na ton głosu chłopca. Był zły...
- Odwalcie się wszyscy – Warknął w końcu. Zamykając oczy.
Pomimo natarczywych ponagleń już się nie odezwał.
~oOo~
Severus był lekko z konfudowany zachowaniem chłopca. To małe postawienie na swoim w kwestii jedzenia, było początkiem w wyrażaniu dziwnej wściekłości chłopca. Wściekłości, której chyba nikt z dorosłych nie rozumiem. Zwłaszcza Severus...
- Neurologicznie wszystko jest w porządku- mruczał Jack. W próbie zrozumienia co się wydarzyło, że Wiliam stał się tak mało Wiliamowy...
Spoglądał na wszystkich spod byka, ignorował większość co do niego mówili, nie kłócił się i nie dyskutował przez większość czasu niby tylko milczał, ale wzrok mówił im wszystko to czego nastolatek nie wypowiadał. Jednak gdy próbowali go przycisnąć potrafił był złośliwy, a jego słowa ostre aż do bólu.
Jedynym wyjaśnieniem zachowania chłopca było powikłaniem po usunięciu zaklęcia. Ale nawet i to nie wydawało się do końca prawdziwym stwierdzeniem. Bo jego oziębłość i wściekłość dotyczyła głównie Jacka i dorosłych. Z chłopakami wydawać by się mogło, że „rozmawia" normalnie, na drugi dzień po tym jak Jack uwolnił go z łóżka, gdy okazało się, że Wymiana Mocy idzie gładko i bezproblemowo, mieli pewność, że wredne zachowanie chłopca ogranicza się tylko do dorosłych. Bo dla młodszych mieszkańców Rose Hause Wiliam był w dalszym ciągu całkiem sympatyczny... Severus widział jak jego syn bawi się w ogrodzie z prawie trzyletnią Marią, a dziewczynką zaśmiewała się do rozpuku, oglądał syna ze swojego gabinety w kompletnym niezrozumieniu.
- Wiesz nie chce, abyś to źle odebrał, ale... – Mruknął Jonas, który obserwował ta scenę razem z nim.
- ale co? – Warknął. Jonas uśmiechnął się rozbawiony.
- Może za bardzo się doszukujecie się powikłań? – powiedział w końcu.
- Doszukujemy się? Nie mów, że sam nie zauważasz różnicy! Merlinie on blokuje Jacka! Nie powinien tego potrafić! Nie na tym etapie!
- Nie zapominajmy, że jego potencjał przekracza potencjał dorosłego czarodzieja. To, że umie zachować swoje myśli dla siebie to przy tak wysokim potencjale nie powinno nas dziwić! A po za tym... To w dalszym ciągu nastolatek, Severusie. Gdy Chris trzaska drzwiami milion razy w ciągu dnia to już nawet Ciebie to nie ruszą! Gdy Septimus zaczyna te swoje bezsensowne wywody o swoich prawach jedynie unosisz brew. Więc dlaczego dziwi Cię, że twój własny syn najnormalniej w świecie Cię ignoruje? Dlaczego Cię dziwi, że chodzi wściekły jak osa jak ma medyka w głowie? I jak jego własną magia buzuje? Jak Skrzat chodzi za nim niczym Cień, przypominając co chwilę, że powinien coś zjeść, wypić, przespać się. Nie chcę się wymądrzać, ale nawet i świętego wyprowadziło by to z równowagi...
- On jest złośliwy!- Warknął- taki nie był...
- Może w końcu mu się ulało? Może doszedł do swojej granicy i zaczyna mówić dość. W typowo Snapeowski sposób? – Severus zmarszczył czoło.
- Co ty sugerujesz...- Jonas uniósł brew z rozbawieniem.
- Tylko tyle, że jabłko nie daleko pada od jabłoni. Znamy się od niemowlęcia Severusie i szczerze? To ja w zachowaniu twojego syna nie widzę nic nadzwyczajnego. Zachowuje się jak Ty, jak Tobiasz. Jedyne co jest inne, że los pokarał go delikatna uroda, przez co zamiast wyglądać groźnie i odstraszająco, wygląda jak nadąsany trzylatek. I tak go traktujecie. Jakby był małym dzieckiem, który nie potrafi sam ocenić czego potrzebuje...
- Bo nie potrafi! – Warknął
- Jest wystarczająco dorosły by samemu się zorientować, że powinien jeść czy spać Severusie. To, że jego magia zaburza jego biologiczne reakcje nie znaczy, że nie jest w stanie ocenić, że tego potrzebuje. Nie musimy mu o tym przypominać co godzinę.
- Jak nie będziemy...
- Skąd wiesz? Skąd jak nie daliśmy mu na to szansy? Wisimy nad nimi jak nadopiekuńcze matki! Merlinie nawet Catherine mnie upomina! Dużo się wydarzyło, dużo przeżyliśmy Wszyscy. Nie tylko chłopcy. Może czas poluzować te nasze opiekuńcze macki...
- Bez nich wskoczą na te swoje miotły i skręcą karki! – Warknął.
- Tomas ma racje... – powiedział Ksawery.
- W czym?
- Potrzebujemy odpoczynku. My od nich, a oni od nas. Wyślijmy ich na wakacje Severusie. My musimy skupić się na nadchodzącym roku szkolnym. Dumbledore wysłał list informujący o spotkaniach rady pedagogicznej. To ostatni moment na to, by chłopcy odsapnęli... – Severus jedynie uniósł brew.
- Mamy dom.- ciągnął Jonas - W przytulnym malowniczym miejscu. Blisko oceanu, bez śladu historycznych gadających obrazów i całego naszego dziedzictwa. Uważamy, że warto by było wzmocnić osłony wokół terenu i wysłać tam dziewczyny razem z dziećmi.
- Zapomnij...- Warknął Severus.
- Dlaczego? Niech zabiorą ze sobą Jacka i Aśkę. Dadzą sobie radę. To tylko tydzień kiedy mogą odpocząć. Później mają przesłuchanie w Ministerstwie... Nie będą szczęśliwi, gdy się o tym dowiedzą... A ja nie chce im psuć tych kilku dni. Jeśli zabierzemy się za osłony dzisiaj. Jeśli wzmocnimy je artefaktami. Będą bezpieczni...
- To całkowicie fatalny pomysł! – Warknął kolejny raz.
Jednak jego wzrok w dalszym ciągu obserwował syna. Do zabawy z Maria dołączył Aleksander, Anna leżała na kocu pogrążona w czytanej powieści. Chris leżał pod dębem rzucając magiczną kulkę do Septimusa.
- To dzieci... Cholernie znudzone i zmęczone sytuacją dzieci. Pozwólmy im nimi być w bezpiecznym miejscu. Pozwólmy na to nim sami zechcą się wyrwać klatki...- powiedział Ksawery.
~oOo~
Wiliam otworzył oczy z irytacją.
- Który to przerwał! – Warknął wściekły. Pokój przebiegł cichy śmiech. Septimus I Chris stali nad nim rozbawieni jego oburzeniem.
- Nie zbyt fajne uczucie prawda? – zapytał Chris. Wiliam zagryzł wargę. To nawet nie było „nie fajne uczucie" to było bardzo irytujące. Spojrzał na nich gniewnie siadając na łóżku. Za oknem powoli budził się dzień. Mogło być przed czwartą, uznał.
- za cztery godziny kończymy wakacje, a nie zobaczyłeś najlepszego miejsca. Wstawaj zanim Swinss się obudzi i nas powstrzymać...- powiedział Chris. Otwierając okno i wychodząc przez nie. Septimus rzucił mu spodenki i koszulkę które zdezorientowany chłopak ubrał bez pytania.
Od tygodnia byli w domu Jonasów. W pięknym nowoczesnym domu, z dwoma basenami, wielkim ogrodem i dostępem do prywatnej plaży.
Wiliam nigdy w swoim życiu nie był na wakacjach, ale z całą pewnością tych kilka dni można było tak właśnie nazwać. Początkowo nie wierzył, że ojciec zostawi go pod opieką matek chłopaków, Jacka I Joanny, ale jednak to zrobił. I Wiliam był mu za to wdzięczny jak nigdy wcześniej. Przenieśli ich tu świstoklikiem ( na Wiliama rzucili przeróżne nie do końca przyjemne zaklęcia, które miały go ochronić przed ewentualnym atakiem neurologicznym, ale nic takiego się nie wydarzyło, a uchroniło go przed skutkami dalekiej podroży, bo gdzie dokładnie byli to Wiliam nie wiedział) Mieli tu być siedem dni i dostali ostrzeżenie, że jeśli opuszczą bezpieczne osłony to będą ich ostatnie wakacje w życiu...
Spędzali te dni głównie w wodzie. Pływając, opalając się i śpiąc na leżakach. Dwa razy w ciągu dnia Jack zabierał ich w oddalone miejsce w ogrodzie, gdzie „pracowali" nad swoimi mocami, ale nawet to było niezła zabawą. Wieczorami latali na miotłach lub grali w mugolską piłkę. Jack uważał, że taki rodzaj ruchu dobrze im zrobi. Choć początkowo żaden z chłopców nie rozumiał zasad tej zabawy. To były całkowicie leniwe dni. Kiedy nikt w zasadzie nic od nich nie chciał.
Nie byli by sobą gdyby nie psocili. Nie ma tak łatwo. Ale nawet na to dorośli przymykali oko. Choć nie obyło się bez karczemnej awantury po tym jak dorośli odkryli, że chłopcy wytatuowali sobie magiczne znaki na lewym ramieniu. Trzy dekoracyjne literki W, S I C układające się w Trójkąt ze złotą Błyskawicą pośrodku zdobiły trzy ramiona od dwóch dni. Jack próbował je nawet usunąć, stwierdzając, że ojcowie obedrą ich że skóry, gdy to zobaczą, ale nic co próbował zrobić nie działało.
Początkowo Wiliam nie był przekonany co do tego pomysłu, ale później uznał to za zabawny, pstryczek w nos dla Voldemorta. I to Wiliam zdecydował, że jeśli mają sobie stworzyć jakikolwiek tatuaż to właśnie na lewym ramieniu.
Nawet mieli ochotę zgodzić się i stworzyć podobny tatuaż na ramieniu Aleksandra, ale Anna ich powstrzymała... No nic. Młodszy Wilson musi się obejść smakiem.
Im dłużej tu byli, tym bardziej Wiliam był ciekaw co się znajduje za granicami osłon. Spoglądał na nie ukradkiem, ale Septimus gasił jego zapędy.
- Nie teraz jeśli się zorientują wrócimy do Rose Hause.
W jakiś dziwny sposób tak jakby zapomnieli dlaczego ojcowie tworzą te wszystkie osłony. Postać Voldemorta była nawet dla Wiliama jakąś odległa i nierealna. Być może dlatego, że dorośli odcięli ich od informacji co tak na prawdę dzieje się na bólu bitwy. I fakt panującej wojny był tylko mrzonką w ich umysłach.
Ojcowie byli tymi którzy stawiali przed nimi w tej chwili najwięcej zakazów i nakazów...
Wyskoczyli po cichu przez okno i Wiliam z zadowoleniem stwierdził, że jego dawna równowaga wróciła, nawet w lepszej formie niż była. Przemknęli po ogrodzie ścigani coraz wyżej unoszącym się słońcem.
- Za granicami osłon jest niesamowite miejsce. Zobaczysz. Ojciec nigdy się nie dowie, że przekroczyliśmy osłony jeśli nie przekroczymy granicy roznoszenia się aury. Czyli piętnaście metrów. Więcej nam nie trzeba. – tłumaczył mu Septimus. Jakoś o tym, że będąc po drugiej stronie osłon i będą widoczni dla innych już nie pomyśleli, albo nie chcieli myśleć. Zresztą kto normalny chodzi na urwisko o 3. 40 ? No nikt...
- Skoczyliśmy stąd pierwszy raz cztery lata temu i robiliśmy to co roku. Ojciec nigdy się nie dowiedział – dodał Chris. – Jednak Swinss siedzi w twojej głowie więc pewnie szybko się zorientuje. Jeden skok i wracamy.
- Blokuje skubańca- powiedział Will.
Myśl o uzdrowicielu odczytującym jego myśli i uczucia doprowadzała go do szewskiej pasji. Swinss przekraczał jego granice tego był pewien, ale nikt nie chciał go słuchać, dlatego z upartością osła robił co mógł by odpierać to obce mentalne muśnięcia. Jack próbował z nim o tym rozmawiać, ale Wiliam ograniczał swoje wypowiedzi do absolutnego minimum. I tak samo radził chłopakom. Za bardzo zaczęli mu ufać. A Jack wystarczająco mocno oszukał Wiliama rozpływając się o swoich telepatycznych zdolnościach by nastolatek kolejny raz bezgranicznie mu zaufał.
- Tylko Willi nie jesteśmy pewni...- powiedział Septimus patrząc na przyjaciela. Wiliam spojrzał na niego z wściekłością.
- Jeśli zaczniecie wmawiać mi jakieś irracjonalne ataki, to przysięgam, że i do Was przestanę się odzywać! – Warknął.
Kwestia „neurologicznych ataków, wywołanych niekontrolowanymi wyładowaniami mocy" jakie podobno mu grożą Wiliam uważał za kolejny wymysł dorosłych by kontrolować go i wprowadzać kolejne durne zakazy. Jak chociażby przebywanie na słońcu. Jack dostawał palpitacji serca jak tylko widział Wiliama w pełnym słońcu i co chwile wyczarowywał mu nad głową ochronny parasol. Chris zanosił się ze śmiechu za każdym razem, a nawet Septimus z trudem maskował parsknięcia. Najgorsze, że mama Septimusa robiła dokładnie to samo. Catherine Jonas traktowała Wiliama jakby był z porcelany co tylko bardziej wykurzało nastolatka. Na szczęście matka Chrisa była mniej opiekuńcza i dawała mu więcej spokoju.
O miotłe też chłopiec musiał walczyć, a i tak nie dostał swojej Błyskawicy tylko starego dobrego Nimbusa i Wiliam z irytacją, stwierdził, że rzucili na niego zaklęcie spowalniające. O zakazie wznoszenia się powyżej 6m chłopak nawet nie chciał myśleć.
Wiliam absolutnie nie miał, żadnych wspomnień z podobno przebytego „Ataku własnej Magii" i nie zamierzał przejmować się ostrzeżeniami. W jego odczuciach wszystko było dobrze, a przepływ jego mocy po zabiegu był tak dobry i łagodny jak nigdy wcześniej. Tyle chłopiec wiedział, a reszta to tylko durne gadanie dorosłych. Tak jak zapewnienia Jacka, że przeprowadzi go do swojego umysłu dzięki czemu nie będzie czuł jak medycy rozrywają jego Rdzeń na strzępy. Ale o tym nastolatek starał się zapomnieć jak najszybciej.
Wgramolili się na urwisko i Wiliam z dziką fascynacją spojrzał w dół na tafle wody, 15 metrów. Jak nie więcej, ocenił. Zdjął koszulkę patrząc z wyczekiwaniem na kolegów.
Spojrzeli na Wiliama niepewnie.
- Jeśli obudziliście mnie o 3 rano tylko po to, aby powiedzieć, że mam patrzeć jak wy skaczecie to przysięgam, że będę zrywać połączenie w najlepszych momentach tak długo aż będziecie mnie błagać bym przestał! – zagroził.
Chris przewrócił oczami.
- W końcu przytyłeś chudzielcu- mruknął w zamian obserwując klatkę piersiową Wiliama. Chłopiec przez miesiąc podrósł minimalnie i pomimo tygodniowego unieruchomienia przytył prawie 4 kg. W końcu wyglądając w miarę normalnie i zdrowo. Wiliam miał przypuszczenia, że w jego posiłkach znów znajduje się odżywczy eliksir, zwłaszcza po tym jak odmawia jedzenia jakiegokolwiek mięsa. Chłopak zaczął rozważać rezygnację z jajek i mleka, ale podejrzewał, że ojciec już by mu tego nie odpuścił.
- Tuczą mnie jak prosie- mruknął z niezadowoleniem.
- W końcu nie wyglądasz jakbyś miał się rozpaść Will. Musisz jeść- powiedział Septimus. Chris zgromił przyjaciela wzrokiem. Bo już jakiś czas temu wyczuli, że kwestie zdrowotne Wiliama to okropnie śliski temat i lepiej go nie poruszać.
Blondyn zdjął swoją koszulkę patrząc z zadowoleniem na tatuaż.
- Wyszło nam to niezłe... – Powiedział w zamian. Wiliam spojrzał na swoje ramię z uśmiechem i z wdzięcznością, za zmianę tematu. Septimus w końcu zdjął swoją koszulkę.
- A niech to! Raz się żyje!
Przez krótka chwilę patrzyli na taflę wody nim w końcu skoczyli.
Dla Wiliama lot w stronę lustra wody i uczucie jakie się z tym wiązało było stanowczo za krótkie. Gdy jego ciało przecięło taflę wody i zanurkowało wcale nie miał ochoty wypływać. Zamachał nogami odzyskując kontrolę nad ciałem i dopiero po kilku sekundach wynurzył się łapiąc oddech. Położył się na wodzie pozwalając by ona go unosiła.
- Żyjesz?- zapytał Chris
- Może jeszcze raz?- zaproponował.
Chris położył się w chłodnej wodzie tak samo jak Wiliam po chwili Septimus do nich dołączył.
- Nie wiem jak Wam, ale wcale już mnie nie cieszy powrót do Hogwartu...- powiedział w końcu Septimus. Wiliam musiał się z nim zgodzić.
- Abyśmy tylko byli w jednym domu... To by sporo ułatwiło. – mruknął Chris
- Nie chcę Was martwić, ale wszystko może się wydarzyć- mruknął Will.
- Nasze ojcowskie Dziedzictwo to Slytherin...- mruknął Septimus.
- Dumbledore zrobi co w jego mocy, aby nas rozdzielić, tak mówi ojciec. O ironio chce, aby się mylił... Chociaż raz.- powiedział Will.
- Już nie chcesz wrócić do Gryfonów?
- Nie wiem... O niczym więcej nie marzyłem w czerwcu, ale teraz... Teraz już sam nie wiem. Wracajmy...- powiedział w końcu ucinając tą rozmowę. Przydział był jego zmorą.
Dziesięć minut później pluskali się w ogrzewanym basenie niczym najgrzeczniejsze istoty w Świecie Magii.
Zjedli śniadanie z całą rodziną i posłusznie wrócili świstoklikiem do Rose House na ostatnie 3 dni wakacji. Nawet jeśli kogoś zdziwiła ich uległość i brak kąśliwych uwagach nikt tego nie komentował.
Gdy bezpiecznie wylądowali w ogrodzie Severusa. Chris puścił oczko do Wiliama.
- Mówiłem, że nikt się nie zorientuje...
