Mimo że Fill Colberg wytarł pot z czoła nadal czuł jak rosną mu na nim wielkie, mokre krople, a wilgoć zalewa całe jego ciało. Uniósł wzrok znad umywalki i przyjrzał własnej twarzy. Mówiono mu, że jest przystojny, ale teraz wyglądał paskudnie. Miał dwadzieścia lat, brązowe jak kora drzewa gęste włosy i mocno niebieskie oczy, które były jego głównym kluczem do kobiecych serc. Teraz był blady, zielonkawy wręcz, usta miał zbyt jasne by wyglądały na zdrowe, dłonie mu się trzęsły i wszystko wskazywało na to, że wypił truciznę.

O nie, gdyby to była trucizna, którą łyknąłby z winem lub śniadaniem, cieszyłby się tak bardzo, że przebiłby głową sufit do innego departamentu.

– Gideon nie żyje – powiedział w lustro i zadrżał. Wieść dopiero do niego dotarła, dosłownie trzy minuty temu i Fill wymiotował z tego powodu już cztery razy. – Gideon nie żyje…

Ta trująca jego duszę i ciało informacja nie chciała zakorzenić się w umyśle, ale powoli ściskała mu trzewia. Ostre pazury prawdy przebijały się boleśnie do jego świadomości.

Gideon był martwy, a Fill… Na Merlina, czy to była jego wina? Przecież mówił temu głupiemu chłopakowi, żeby w nic się nie wpakował gdy Nox Maledicta staje się tak napiętą grą, bo wtedy padają trupy.

Za mało go nauczyłem… za mało, pomyślał z żalem. Za mało go nastraszyłem, powinienem mu to pokazać na żywo, zabrać go do jakiegoś pomniejszego rodu i pokazać, jak cała rodzina może zostać zmiażdżona w zaledwie jeden dzień. Jak w jednej chwili może umrzeć człowiek mający przed sobą całe życie.

– Zabiłeś mnie, Gideonie… zabiłeś mnie – powtórzył i wyprostował się.

Na jego twarzy i we włosach widać było pewne pokrewieństwo z Gideonem mimo że Fill był tylko przyrodnim bratem, do tego jego matką była zwykła mugolka. Podobno miał podobny nos i spojrzenie, ale Gideon zawsze powtarzał Fillowi, że jego włosy są prawie rude.

Gdyby były jaśniejsze wyglądałbyś zupełnie jak Weasley, zwykł mawiać Gideon i śmiał się przy tym. Fill odpowiadał mu uśmiechem, później zbierał z ziemi śnieżkę i rzucał nią w młodszego chłopca, który brał nogi za pas i udawał przerażenie. Fill pamiętał każdą z miłych chwil spędzonych z Gideonem, żałując przy tym, że nie mógł być jego prawdziwym bratem. Ojciec Gideona nigdy by na to nie pozwolił, ale…

Spojrzał na liścik w dłoni, krótki i treściwy.

„Przyjdź do mojego gabinetu najszybciej jak możesz".

Fill poskładał się do kupy, nie mógł tam pójść w tak żałosnym stanie. Umył twarz, uznał że mdłości się skończyły i sztywnym krokiem wyszedł na zewnątrz, kierując się do działu dyplomacji. Ludzie zerkali na niego ukradkiem, pewnie wszyscy już wiedzieli, że stracił brata. Fill mógł tylko zaciskać dłonie w pięści i utrzymywać kamienną twarz. Nie rozklei się przecież na oczach wszystkich, prawda?

Znalazł drzwi z tabliczką.

„Artur Septimus Weasley"

Zapukał delikatnie i wszedł po usłyszeniu zaproszenia. W środku jak zawsze było jasno i trochę kolorowo, niemal całe ściany pokrywały obrazy zarówno mugolskie jak i czarodziejskich mistrzów pędzla. Dywan wyglądał na poskładany z dziesiątek innych, jego wzory tworzyły misterną, nieodgadnioną konstrukcję, w której można było doszukać się wszystkiego. Wszędobylskie półki i szafki wypełniały figurki, gazety, książki, płyty do mugolskiego gramofonu, lampy na mugolskie baterie i cała masa rzeczy, które Fill uznawał za graty. Ale lord Weasley uwielbiał kolekcjonować coraz to dziwniejsze dziwa, a szczyt mugolskiej głupoty wisiał na suficie i kręcił się w kółko – było to pięść śmigieł kręcących się w nieskończoność, a jego ojciec nazywał to wentylatorem sufitowym, którego zadaniem jest ochładzać pomieszczenie. Fill nigdy nie dostał konkretnej odpowiedzi, dlaczego nie użyć po prostu zaklęcia.

Wrócił myślami do chwili obecnej i skłonił się ojcu, dopiero teraz zauważając dwie inne osoby.

– Lordzie – powiedział w kierunku rudowłosego mężczyzny siedzącego w fotelu. – Wujowie – dodał, kłaniając się pozostałym. Wszyscy oni mieli rude włosy, niebieskie oczy, na ich nosach i policzkach można było dostrzec bardzo delikatne piegi.

Przed nim stał Fabian Prewett i jego brat bliźniak, Gideon – Fill przyjrzał mu się uważniej niż w przeszłości, ale z rozczarowaniem uznał, że dostrzegł o wiele mniej podobieństw niż wcześniej. Tych dwóch łączyło niemal tylko imię. Wuj Gideon był żylastym mężczyzną, którego pociągła twarz w niczym nie przypominała szlachetnej twarzy jego młodszego imiennika. Gideon młodszy, tak czasami lubił mówić Fill, miał elegancką, symetryczną twarz, uwydatnioną linię żuchwy i spojrzenie pełne ambicji i chwały, którą każdy mężczyzna pragnie zdobyć w Nox Maledicta podbijając inne rody.

– Nic się nie zmieniłeś – odezwał się cicho Fabian. – Witaj i ty. Siadaj, musimy porozmawiać.

Fill spojrzał na ojca czekając na pozwolenie, ale gdy zrozumiał że ten nie otworzy ust, posłuchał wuja. Przy głowie rodu, lordzie, nie można było się odzywać niepytanym ani wykonywać czynności niezgodnych z wolą lorda, a Fill wiedział, że nie jest najbardziej lubianym dzieckiem. Artur patrzył na niego z idealnie skrywaną za maską obojętności pogardą.

Gdy Fill zasiadł, wuj Gideon uciekł spojrzeniem, a Fabian podszedł o krok.

– Słyszałeś co się wydarzyło.

Fill przełknął ślinę.

– Tak, słyszałem. To…

– To okropne, przykro mi, siostrzeńcu – wszedł mu w słowo. – Wiem, że utrzymywałeś z Gideonem dobre relacje, że przyjaźniliście się i spędzaliście razem czas nawet po tym, jak ukończyłeś naukę w Hogwarcie.

– Gideon był dla mnie ważny – potwierdził Fill, gdy Fabian długo się nie odzywał.

– Dla wszystkich był – powiedział Artur Septimus Weasley tak grobowym głosem, jakby dopiero co wyrwał się samej śmierci, a odciski jej palców nadal ściskają mu gardło. Fill dostrzegł łzy w jego oczach i zaciskające się usta. – Gideon… nie zasłużył sobie na to.

– Jak to się stało? – zapytał Fill, zerkając na Fabiana, gdy lord rodu opuścił głowę i obnażył zęby w niemym krzyku. Wyglądał teraz żałośnie, ale Fill nie wyglądał wcale lepiej jeszcze kilka chwil temu.

Fabian spojrzał na swojego bliźniaka i to Gideon zaczął mówić.

– Dzisiaj rano zamordowano go na błoniach szkoły w sposób, który wolę przemilczeć. – Spojrzał na Artura. – Jedyne co musisz wiedzieć, to to, że Gideon nie umarł łatwą śmiercią. Odebrano mu różdżkę, później zapewne torturowano, a na koniec nawet nie dobito. Gideon czołgał się w stronę szkoły przez sto metrów, zanim się wykrwawił i umarł.

– Podejrzewany, że zabójca chciał wydobyć z niego jakieś ważne informacje, ale on nie był dopuszczany do rodzinnych tajemnic. Nikt nie jest przed ukończeniem nauki – dodał Fabian.

– Gideon musiał się w coś wplątać – sapnął Artur. – Nox Maledicta działa samo, jak klątwa która ciąży na nas wszystkich i prowadzi wedle własnych upodobań, by na jej zakończeniu, wśród krwi i trupów, wśród krzyku i strachu, wyłonili się nie zwycięzcy a ci, którzy przeżyją. Na Merlina, miałem nadzieję że nasz ród już nigdy więcej nie zostanie w to wplątany… Gideon, coś ty uczynił, w co się wplątałeś?

Gideon Prewett parsknął, patrząc na Artura.

– Ostatnie Nox Maledicta było dla nas bardzo korzystne. Weasley, Prewett połączyli się i wspólnie staliśmy się jednym z najpotężniejszych rodów. Może i tym razem…

Artur zerwał się na nogi.

– Tym razem straciłem syna! Syna, głupcze! Jak śmiesz mówić mi, że ta Nox Maledicta będzie dla mojej rodziny korzystna?

Gideon zgarbił się, ale bynajmniej nie z obawy przed promotorem rodziny, a bardziej jak tygrys, który przygląda się ofierze.

– Masz innych synów – wspomniał. – Gideon miał talent, ale…

Fill aż podskoczył, gdy lord Weasley uderzył ręką w stół, a później machnął nią, zrzucając wszystko co na nim było. Po tym ruszył na Gideona i wyglądał tak potężnie, że przypominał nienaruszalną górę. Stanął przed Gideonem, z którego wyparowała pewność siebie, przy swoim lordzie wyglądał jak podrostek.

– Powiedziałbyś coś takiego swojej siostrze, ty pustogłowy głupcze? – zapytał lodowato lord. – Powiedziałbyś Molly, że nie musi się martwić, bo ma inne dzieci? Że jej żal jest bez znaczenia, bo jej syn choć miał talent, to… to co? Dokończ, proszę, jestem ciekaw.

Fill miał wrażenie, że temperatura w pokoju spada, a raczej ucieka i owija się wokół lorda Weasley i Gideona, zasłaniając ich tak gorącą barierą, że powietrze niemal parowało. Fabian chwycił go za ramię i ścisnął, a gdy Fill spojrzał na niego, ten pokręcił głową i samym poruszeniem ust nakazał mu siedzieć.

Gideon w końcu się poddał i padł na jedno kolano.

– Wybacz mi, mój lordzie! – zawołał ze skruchą. – Zapomniałem się, zupełnie inaczej przeżywam żal po stracie bliskich, plotę głupstwa, a mój język jest nieposłuszny myślom. Jeśli chcesz, mój lordzie, weź sobie mój język, by nigdy więcej z moich ust nie wydobyło się równie hańbiące plugastwo!

Fill z przestrachem otworzył oczy, gdy w ręce lorda Weasley niespodziewanie błysnął nóż i zrozumiał, że to musiała być transmutacja. Była tak szybka i dokładna, że mógł się równać nawet z dyrektorką Hogwartu! I zapewne też idealna, ostrze wyglądało jak prawdziwe, nie miało żadnych skaz, a materiał transmutowany w stal błyszczał się czystością. Ten nóż musiał być ostry jak brzytwa.

– Gdybym był jakimkolwiek innym lordem, przystałbym na to, kierowany żałobą – powiedział lord. – Ale nie jestem głupcem. Mój syn nosił twoje imię z dumą, dlatego też po jego odejściu na ciebie spada ciężar niesienia tego przykładu. Wstań i wyprostuj się.

Gideon wykonał polecenie i sapnął, wciągając powietrze do płuc. Fill wzdrygnął się i odwrócił wzrok, dłoń Fabiana mocniej ścisnęła jego ramię. Nóż lorda tkwił w boku Gideona, a gdy wyszedł, biała koszula mężczyzny zabarwiła się czerwienią.

Lord Weasley zmienił sztylet w guzik tak szybko, że niemal niezauważalnie i schował go do kieszeni spodni.

– To powierzchowna rana, nie tknęła żadnych organów wewnętrznych i nie wykrwawisz się od niej. Jedyne co złego się stanie to zachlapiesz mój dywan, ale mogę kupić nowy. I żebyśmy się zrozumieli, to nie jest cios za twoje słowa o moim synu, a cios za to, że w ogóle ośmieliłeś się dopuścić pewnej sugestii. A teraz stój tu, wyjdziesz razem z nimi – dodał, patrząc prosto w oczy Filla.

Fill natomiast miał wrażenie, że patrzy w dwie góry lodowe. Lord Weasley był dobrym człowiekiem, wiedział o tym, ale bywał też bezwzględny i okrutny, ale cóż innego można było powiedzieć o człowieku, który zwyciężył w Nox Maledicta dziesięć lat temu i od tamtej pory nie utracił swojej pozycji?

– Kontynuuj wyjaśnianie, Fabianie – powiedział lord, wracając na swoje miejsce i pocierając palcami oczy. Wrócił człowiek, który stracił syna, zniknął ten, którego dłonie były bezlitosne.

Fabian zaczął mówić.

– Sprawdziłem pobieżnie, w co mógł wpakować się Gideon i odkryłem, że od jakiegoś czasu miał w szkole kilku poważnych wrogów, zwłaszcza Rhenę z rodu Acaster.

– Myślałem, że Acasterowie są naszymi sprzymierzeńcami.

– Podczas Nox Maledicta nie ma sprzymierzeńców, a nawet twoi właśni krewni mogą cię zdradzić – napomniał go Fabian, a Fill skarcił się w myślach. Przecież to wiedział! – Nie jestem pewny, z jakiego powodu wdali się ze sobą w konflikt, ale on eskalował z dnia na dzień. Doszło do walk ich sprzymierzeńców na korytarzach, zginęło trzech objętych patronatami i dziedzic młodszego rodu Zarbon Corax, którego rodzice przedstawili naszemu lordowi swoją córkę, potencjalną kandydatkę na żonę dla Gideona. Z pewnych jednak powodów Gideon zabił Zarbona i krążą plotki, że to właśnie Rhena ich poróżniła. Wtedy ta sytuacja nie wydawała się czymś nadzwyczajnym, ale biorąc pod uwagę obecne wydarzenia może mieć niebagatelne znaczenie.

– Więc to ona go zabiła?

– Acasterowie nie brudzą sobie rąk, wykorzystują do tego innych. Rhena znalazła takiego człowieka.

Fill wciągnął powietrze nosem i spojrzał na ojca, gdy przypomniał sobie wszystkie informacje i plotki o chłopcu, którego znalazła Rhena Acaster. O Naznaczonym Błyskawicą, o Burzowym Czarnoksiężniku… Tyle plotek słyszał w ministerstwie, że mógłby nimi wypełnić cały notes.

– Lord Harry.

– Harry jaki – warknął pod nosem lord Weasley, patrząc spod byka na Filla. – Ten chłopak nie ma nawet nazwiska, a z jakiegoś powodu połowa najpotężniejszych rodów stoi za jego plecami, a Acasterowie udostępniają mu swój majątek, oczywiście rękami swojej córki, ale nadal. Pojawił się znikąd, wywołał lawinę plotek, owinął wokół palca wiele rodów, a teraz, gdy Nox Maledicta się zaczyna, on zabija mojego syna. Mojego syna! Czy to przypadek, Fabianie?! Czy się mylę?

– Nie, mój lordzie. – Fabian przyłożył dłoń do piersi i skłonił się dostojnie. – Lord Harry może nawet nie być lordem, bezpieczniej jednak jest go tak tytułować. Biorąc pod uwagę jego błyskawiczną ekspansję, można założyć że pomagali mu Acasterowie, ale przynajmniej Rhena i jej poplecznicy. Być może ta dwójka, Rhena i Harry, mają plan utworzyć nowy ród podczas Nox Maledicta.

– Od stu lat nikt nie stworzył nowego rodu – zadrwił Gideon półgłosem. – Byliby głupcami, gdyby próbowali. Stworzyć nowy ród? Ha! Ile innych mniejszych i większych rodów musieliby wybić, żeby tego dokonać i jak bardzo wpłynąć na ministerstwo, żeby zapisano ich w Wiecznej Księdze? Nie… – sapnął, przecierając usta i opierając się o ścianę, jedną ręką nadal uciskał ranę. – To musi być coś innego.

– I nie jest to istotne – wtrącił lord Weasley. – Przejdź do sedna, Fabianie, nie zaprosiłem tu chłopaka żeby wysłuchiwał naszych sprzeczek.

Fill aż wyprostował się na siedzeniu, czuł, że zaraz dostanie jakieś zadanie. On! Bękart rodu, dziecko z brudną krwią, najniższy w hierarchii miał otrzymać zadanie o wielkim znaczeniu! Lord nigdy nie zwrócił się do niego nawet z prośbą o podanie szklanki, a teraz…?

Och, Gideonie… wybacz mi, że rozpiera mnie radość. To nigdy by się nie wydarzyło, gdybyś żył.

– Zrobię wszystko – powiedział zapalczywie, wyprzedzając słowa Fabiana.

Wujowie i lord popatrzyli po sobie.

– Oszczędź mu zatem szczegółów – powiedział Weasley, machając lekceważąco dłonią. – Prosto z mostu.

Fabian poprawił kołnierz.

– Ja i Gideon mamy plan, który pomożesz nam wykonać. Krótko mówiąc stworzymy ci szansę, byś osobiście pomścił śmierć swojego brata.

– Innymi słowy – usłyszał wuja Gideona za plecami. – Zabijesz tego pudrowanego lorda, a jego flakami udekorujesz niebo w Wielkiej Sali.

Fill nie wierzył w to, co słyszy. Spojrzał na swojego ojca w poszukiwaniu pomocy, ale wiedział, że ten plan został już przez niego zatwierdzony.

– J-j-ja? – jęknął. – Ale ja nie… Nie wiem, czy dam mu radę. Gideon był lepszy ode mnie, był najlepszy w rodzinie, a ja…

Fabian znów położył mu dłoń na ramieniu i spojrzał głęboko w oczy.

– Fill, posłuchaj mnie uważnie. Nie będziesz w tym sam. Nigdy. Trwa Nox Maledicta, lord Harry nie może zginąć z ręki bękarta, ale nie może też zginąć z ręki Weasleya. Od dzisiaj nie jest Colberg, a Prewett.

Pociągnął go za koszulę do góry i wyjął z kieszeni przypinkę, którą przymocował mu do kołnierza.

– Wkrótce wszystkie twoje ubrania będą nosiły symbol naszego rodu.

Fill zacisnął usta, serce mu biło jak szalone, ze szczęścia miał ochotę skakać po sam sufit i drzeć się wniebogłosy jak dureń. Miał ją, miał rodzinę! Spojrzał na znak ich rodu, czerwonego kruka, który rozpościerał skrzydła w locie, symbol rodu Prewett. Jedyną różnicą między ich krukiem, a krukiem Weasleyów była korona, którą w tym drugim przypadku kruk niósł w szponach.

– Fill Prewett…

– Fill – szepnął lord Weasely, wstając. – To jest już oficjalne, ale nie będzie dla ciebie przyjęcia, przynajmniej nie dzisiaj, chyba to rozumiesz.

Fill powstrzymał się przed padnięciem na twarz, zamiast tego ukląkł tylko na jedno kolano.

– Tak, lordzie. Dziękuję, mój lordzie! To dla mnie zasz…

– Tak, tak, przestań tyle mówić. – Fill zacisnął szczęki. – To nie jest prezent, to jest umowa między nami. Stałeś się członkiem sojuszniczego rodu, jednocześnie otrzymałeś miejsce w naszej radzie, ale straciłeś swoją posadę w ministerstwie.

Fill pochylił głowę, by ukryć szok, zdziwienie i wściekłość, które nagle zaczęły go kąsać. Stracił pracę? Ale przygotowywał się do niej latami, spędził dwa lata na praktykach i…

– Dołączysz do biznesu Prewettów – kontynuował – i będziesz uczył się pod ich okiem. Mimo że z niecierpliwością wyczekuję śmierci tego młodego lorda, tak nie bez powodu mówią, że jestem równie cierpliwy jak kropla drążąca skałę. Oczekuję od was działania, nasyłajcie na niego wrogów, uprzykrzajcie chłopakowi życie, ale w czasie nie dłuższym niż miesiąc chcę ujrzeć jego głowę na moim biurku. Przygotujcie się też na możliwą wojnę z Acasterami.

– Jesteśmy twoim orężem, lordzie – powiedział Fabian, uderzając się pięścią w pierś. – Zrobimy wszystko co każesz.

– Czerwone Kruki! – zawołał ledwo stojący na nogach Gideon, również salutując.

Fill wstał i zrobił to samo. Był w końcu teraz Prewettem, a nie bękartem, którym nikt się nie interesował. Miał zadanie, misje do wykonania i miał zamiar dołożyć wszelkich starań, by zrealizować ją w pełni.

Gdy lord Weasley pozwolił im wyjść z gabinetu, a w przypadku Gideona wytoczyć się, Fill odetchnął i nie hamował przy tym ulgi. Ta zalała go, spłynęła po ramionach jak czysta woda po brudzie, odsłaniając pielęgnowaną skórę. Gideon odszedł, gnąc się i klnąc pod nosem, a Fill i Fabian zostali we dwóch.

– Witaj w rodzinie, Fill. Pozwól, że przedstawię ci twoją pomocnicę. To mugolka z krwi, ale ma duszę i umysł czystokrwistej czarownicy, dołączyła do nas kilka miesięcy temu i prawdę mówiąc to ona jest autorką planu zabicia pudrowanego lordziątka. Nie mów tego przypadkiem swojemu ojcu – dorzucił zaraz żartobliwym tonem i machnął ręką, przywołując kogoś. Fill ujrzał młodą dziewczynę o kręconych lokach koloru bursztynu, która pochylała lekko głowę i przyciskała do piersi księgę o historii magii, wielkie tomiszcze którego nikt nie dotykał.

Dygnęła przed nimi.

– Lordowie…

– Przestań – warknął na nią Fabian. – Nie jestem lordem, on też nie.

Dziewczyna przełknęła ślinę, zdawała się być wystraszona. Dygnęła znowu i nie otworzyła tym razem ust. Fabian wskazał Filla.

– To Fill, nowy członek mojego rodu. Od dzisiaj będziesz mu służyć.

– Tak, mój panie.

– Będziesz mu usługiwała we wszystkim tak jak mnie, rozumiesz? Masz otworzyć przed nim ten bystry umysł i wyjaśnić mu wszystko, co powinien wiedzieć o byciu Prewettem i misji, do której został wyznaczony. Tak, to właśnie on zabije pudrowanego lorda, a ty mu w tym pomożesz. Fill, przedstawiam ci mózg całej operacji i służkę naszej rodziny, oto Hermiona Granger.

Fill uśmiechnął się do niej szeroko i wyciągnął rękę. Uścisnęła ją niepewnie i delikatnie, a Fill przypomniał sobie, że takie spoufalanie się ze sługami nie jest mile widziane i zaraz ją puścił, jakby jej skóra parzyła. Hermiona cofnęła się o krok i pokornie pochyliła głowę. Widocznie często to robiła, jakby nie chciała by ktokolwiek spojrzał jej w oczy.

– Pójdę już – powiedział Fabian, zerkając na zegarek. – Oczekuję cię przed kolacją w mojej posiadłości.

– Tak, wuju.

Gdy Fabian zniknął, Fill poczuł się strasznie, że dzień śmierci Gideona był jednocześnie najlepszym dniem jego życia.