Hermiona Granger jeszcze raz podsumowała wszystkie znane jej informacje i wywnioskowała tyle, co zawsze. Historia tego świata leciała tym samym torem, co historia jej świata, ale tylko do około tysiąc osiemsetnego roku, gdy podczas Wojen Napoleońskich czarodzieje przerazili się wojną mugolską i zainterweniowali, czego finalnym skutkiem było odkrycie świata magii i podbicia mugoli, a z czasem zawarto umowy i rozejmy, co skutkowało współistnieniem.
Miało to swoją cenę, oczywiście. Czarodzieje zahamowali rozwój militarny mugoli i praktycznie wstrzymali rewolucję przemysłową, a ich świat, świat mugolski, zdecydowanie różnił się jeszcze bardziej od ich świata, niż świat magiczny.
Hermiona załamała ręce. Dwieście lat różnic, dwieście lat niepokojów i czarodziejskich wojen o władzę. Siedem tak zwanych Nox Maledicta, siedem Nocy Klątw, podczas których zawsze zmieniała się hierarchia w świecie magii, zasady i prawa, a rody umierały i rodziły się nowe. Takiej historii Hermiona nie chciała znać, zbyt wiele było o śmierci i zniszczeniu, a teraz, jeśli wierzyć temu, co słyszała wśród rodziny Prewett, zaczynała się kolejna Nox Maledicta.
By jednak rozpocząć Noc Klątw, potrzeba było czegoś więcej niż własnego zdania, że to już się zaczęło. Rody potrzebowały symbolu, wyzwania, Hermiona wyczytała, że dwie rodziny, które rzucały sobie wyzwanie wymieniały się wpierw darami, a dary te były krwawe i nie wspominano o nich na kartach historii. Było to straszne uchybienie, które spędzało jej sen z powiek.
Dwieście lat różnic, a jednak nadal znajdowała wydarzenia, które były takie jak w jej świecie i zgadzały się co do dnia. Narodziny Gellerta Grindelwalda i Albusa Dumbledore'a, śmierć Arianny Dumbledore i konflikt między czarodziejami. Te rzeczy się zgadzały, a różnicą było to, że Grindelwald zwyciężył Dumbledore'a.
Grindelwald przejął władzę, jego ród stał się najpotężniejszym w Wielkiej Brytanii, a później wywalczył sobie tytuł ministra i ożenił z młodziutką Meropą Gaunt, która urodziła mu syna o imieniu Tom Marvolo.
Tom Marvolo Grindelwald.
Sam Gellert Grindelwald zmarł w dzień narodzin własnego syna, zdradzony przez Meropę i jej ojca, a Tom Marvolo dorastał wśród Gauntów jako dziedzic dwóch rodów. Uczył się w Hogwarcie, pragnął nieśmiertelności, a po ukończeniu szkoły prawdopodobnie to właśnie on zamordował swoja rodzinę, czego nigdy mu nie udowodniono.
Kilka lat po tych wydarzeniach wyjechał, a gdy wrócił w okolicy lat pięćdziesiątych, rozpoczął najdłuższą Noc Klątw, która skończyła się otwartą wojną domową w latach tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym. Wojna, która nie zakończyła się jego śmiercią, jak chciałaby Hermiona, ale objęciem urzędy ministra, a po skończeniu kadencji został głównym sędzią. Hermiona doszukiwała się też powiązania pomiędzy końcem kadencji tutejszego Voldemorta a rozpoczęciem Nox Maledicta, ale nie znalazła nic, czego mogłaby się chwycić.
Mogłaby jednak postawić całą swoją widzę na to, że to właśnie Tom Marvolo w jakiś sposób napuścił na siebie Wielkie Rody i doprowadził do Nocy Klątw.
Biorąc to wszystko pod uwagę Hermiona prawie zapomniała o najważniejszym.
W tym świecie Harry, Ron ani ona nigdy się nie urodzili. Potterowie nie istnieli, rodzina Rona wyglądała zupełnie inaczej, oprócz faktu, że jego ojciec, Arthur, nie różnił się od tego, którego znała, a jeśli chodziło o nią, jej rodzice pewnie nigdy nie istnieli – Hermiona nie zadała sobie trudu, by to sprawdzić, ale wątpliwości nie miała. Jako mugolaczka nie miała też prawa uczyć się w Hogwarcie.
Tyle zmian, tyle problemów, które piętrzyły się przed nią przez ostatnie miesiące. Nie mogła uwierzyć, że dała się w to wszystko wciągnąć, ale jaki miała wybór?
Dotknęła palcami gazety, na której widać było młodego czarodzieja z blizną w kształcie błyskawicy na czole.
– Ty pustogłowy idioto – powiedziała cicho. – Jak ja mam cię teraz z tego wyciągnąć?
Jak to zrobić, gdy już naraził się kilku wpływowym rodzinom, które chciały go usunąć dla zasady? Jak to zrobić, gdy Harry zdawał się dobrze bawić w tym świecie? Jak to zrobić, gdy nie miała nawet swobody ruchów, ciągle będąc obserwowaną przez Prewettów? Jako mugolaczka bez zarejestrowanej edukacji magicznej zostałaby pozbawiona magii przez rytuał oczyszczenia albo zamknięta w więzieniu i prawie do tego doszło, gdy pojawiła się w tym świecie. Ocalił ją Fabian Prewett, dał pracę i kazał jej pilnować. Hermiona zawsze się zastanawiała ile ten człowiek wie.
Rona nie widziała od kilku miesięcy, zapadł się pod ziemię po tym, jak ułożyli plan zapewnienia mu dobrej pozycji społecznej w kuzynostwie rodziny Prewett, ale z plotek rozumiała, że nadal żyje, ma się dobrze i jest nielubiany przez resztę rodu. Ronald Prewettson, pojawił się znikąd, pewnie ciotka Miriel sfałszowała testy, żeby mieć jakiegokolwiek dziedzica, bo nie chce oddać nam swojej nędznej fortuny – tak mówili w rodzie Prewett, a Hermiona cieszyła się i zawsze ściskała kciuki, żeby Ron nie wpakował się w jakieś kłopoty.
Oparła dłoń o czoło.
Powoli miała tego wszystkiego dość. Chciała wrócić do swojego świata, nawet pomimo tego, że szalał tam Voldemort, a wojna domowa trwała w najlepsze. To było coś, co znała, śmierciożercy na nich polowali i wiedzieli, czego się obawiać. Tutaj nagle mogło się okazać, że dwoje najlepszych sprzymierzeńców staje się wrogami, brat wbija brat sztylet w plecy, a ród, który do tej pory był na szczycie w ciągu godziny zostaje rozerwany na strzępy przez tych, którzy mu sprzyjali.
Wszędzie czaili się zdrajcy i Hermiona widziała nawet rozłam w Czerwonych Krukach, które były czymś na wzór koalicji rodów. Byli w nich Weasley, Longbottom, Prewett, Lockhart, Nott i Macmillan. Zastanawiała się, kto pierwszy zdradzi i kiedy, a jej obliczenia wskazywały bezpośrednio na Prewettów. Byli oni siła bojową Czerwonych Kruków a ich zdrada mogłaby zniszczyć od środka cały ród Weasley.
Gdyby tylko się na to zdecydowali i odważyli.
Nie! To nie czas na takie myśli! – skarciła się w myślach.
Powinna się skupić, dopracować plan ucieczki z tego świata, a tymczasem nie robiła nic, tylko marnowała czas. Musiała prześledzić historię tego świata, by wiedzieć w czym się porusza. Musiała znaleźć bezpieczne miejsce, by mieć skąd wszystko zaplanować. Teraz musiała działać, zanim rozerwą Harry'ego na strzępy.
– Jak ci idzie? – usłyszała męski głos, gdy otworzyły się drzwi.
To był Fill Prewett, ostatnio przyjęty do rodu. Hermiona nie miała wątpliwości, że Fabian i Gideon chcą go wykorzystać i wyrzucić jak śmiercia.
– Dobrze – powiedziała z przekonaniem. – Skończyłam wszystko na dzisiaj, panie.
Panie! Kolejna głupota tego arystokrackiego społeczeństwa, które pełne było drani przypominających jej o Lucjuszu Malfoyu.
– To chodź ze mną, potrzebuję twojej rady.
Hermiona wstała, a on zaprowadził ją do holu. Stała tam szafa, a raczek Szafka Zniknięć. Hermiona szukała sposobu jak dostać się do Hogwartu i porozmawiać z Harrym, a ten artefakt był jedynym, co przyszło jej do głowy. Miała nadzieję, że drugi egzemplarz jest w pokoju życzeń.
– Ta rzecz – Fill objął szafkę machnięciem ręki – to na pewno jest to, o czym mówiłaś? Kazałem ją sprawdzić, ale nie wykryto niczego specjalnego.
– To jest bardzo stary artefakt, panie – powiedziała, z pokorą pochylając głowę. Starała się robić to jak najczęściej, bo Gideon często ją karcił, gdy zbyt długo miała wyprostowany kark i plecy. – Być może dzisiejsze zaklęcia nie wykryją starożytnej magii.
Fill zamyślił się na moment, a później wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko. Hermiona pomyślała, że Fill mógłby być odpowiednikiem Billa.
– Mówiłaś, że trzeba do niej wejść, tak? – spytał, schodząc schodek za schodkiem. – I przeniesie cię do drugiego egzemplarza, tak?
– Tak – potwierdziła. – Ale nie jestem pewna.
– To bardzo ciekawa rzecz – rzucił. – Co ty na to, żeby tam wejść?
Hermiona wstrzymała oddech. Jeśli mogłaby wejść teraz do tej szafki i jeśli przeniosłoby ją to do Hogwartu, miałaby wielką szansę na odnalezienie Harry'ego przed Prewettami.
– Ja…
– To niebezpieczne, wiem, sama to mówiłaś – przerwał jej, widocznie biorąc jej wahanie za tchórzostwo. – Jeśli się boisz, wejdę tam z tobą.
– To niebezpieczne, panie.
– I dobrze! Wykażmy trochę inicjatywy przed moimi wujami. Chodź! Jeśli tylko wejdziemy i wyjdziemy, to bez problemu zdążymy na kolację do wuja Fabiana. No i od razu potwierdzimy twoje podejrzenia i namierzymy drugi egzemplarz.
Hermiona nie miała wyjścia, jak tylko się zgodzić. We dwójkę w szafce było dość ciasno, a gdy Fill zamykał drzwi, ogarnęła ich ciemność tak głęboka, że Hermiona straciła równowagę.
– Ach! – pisnęła, potykając się o coś.
Fill chyba próbował ją złapać, bo zaklął w ciemności i rozległ się dźwięk, jakby przywalił w coś głową, a później oboje polecieli w przód, drzwi się otworzyły i wylądowali na miękkim dywanie.
Hermiona uniosła głowę, rozejrzała się czujnie.
Byli w jakimś pokoju, który był równie surowy co więzienna cela. Tylko łóżko, niewielka komoda i szafka zniknięć. Nie było biurka, krzeseł, obrazów na ścianach, lamp, okno było wybitnie małe, wpuszczając tylko minimalną ilość światła.
– To raczej nie Hogwart – podsumował Fill, wstając i gładząc koszulę.
Hermiona również się podniosła, a wtedy do pokoju weszła starsza kobieta z kosturem w ręce. Na jego czubku jarzył się płomień, samą kobietę otaczała tarcza, a powietrze aż falowało od magii. Hermiona wyczuła kilka zawieszonych zaklęć, które w każdym momencie gotowe są zadać cios.
– Kim jesteście? – zapytała chrapliwie, jej głos był niemiły. Hermiona miała wrażenie, że skądś ją zna, ale…
– Ciotka Muriel? – zapytał zaskoczony Fill. – Mógłbym zapytać o to samo.
– Ach… bękart. Jak zwykle sprawiający kłopoty.
Magia uspokoiła się, zaklęcia wyparowały, a jej kostur zniknął w obłokach dymu.
– Nie lubię was – powiedziała ciotka Muriel, łącząc dłonie za plecami i przyglądając się uważnie obojgu. – Bałamuciliście się w szafie i teraz macie, niech mnie troll kopnie. Tak to się kończy, tak to się kończy! Bękart w moim domu, niech mnie przeklną. No chodźcie już, chodźcie, pokaże wam drzwi wyjściowe.
– Przepraszam! – zawołała Hermiona, zanim ciotka Muriel odeszła w korytarz. – Ale moglibyśmy znów wejść do szafy i…
– Ach! Bałamucenia znowu się chce? Nie zmolestował cię jeszcze dostatecznie po drugiej stronie, że…
– Nikogo nie molestwowałem! – oburzył się Fill. – To szafka zniknięć, ciotko, one łączą się ze sobą i…
– I w dziewięć na dziesięć przypadków zabijają tych, którzy w nie wejdą. Wiem, chłopcze.
Hermionę zmroziło.
– Dziewięć na dziesięć? Ale…
– Te szafki są przeklęte, dziewczyno. Przeklęte! To już nie są szafki zniknięć jak kiedyś, ja nazwałabym je Szafkami Zaginięć. Jeśli wypadliście z mojej, musi to znaczyć że wleźliście do szafki Viktora Macmillana. Co u niego?
Fill chrząknął i nie odpowiedział. Muriel machnęła na niego ręką i ponagliła, a on ruszył za nią korytarzem.
Hermiona poszła za nimi, pamiętając by pochylać głowę i przypominając sobie o okazywaniu należnego szacunku. Ale nie powstrzymywała uśmiechu. Szafka nie przeniosła jej do Hogwartu, ale zrobiła coś, co również jej pomogło. Ten świat najwyraźniej próbował wyrównać szalę, która do tej pory nie była po jej stronie.
Jeśli była w domu ciotki Muriel, znaczyło to, że był tu też Ron!
Ron, jej adoptowany syn i dziedzic. Ron Prewettson.
Hermiona jakoś nie mogła przyzwyczaić się do tego nazwiska.
Zbliżyli się do salonu i tam go zobaczyła. Siedział przy stole i pisał coś na kartce, nie odrywając wzroku od treści.
– Mamy gości, ciotko?
Muriel zarechotała, ale nawet to nie zwróciło uwagi Rona. Hermiona wpatrywała się w jego szerokie plecy i ciemnorude włosy. Serce waliło jej ze szczęścia i ledwo powstrzymywała się żeby nie podbiec i nie uściskać tego rudzielca. Stojący obok niej Fill krzywił się na widok Rona.
– Nie uwierzysz. Bękart z dziewczyną wpadli na wizytację. Bałamucili się w szafce Macmillana i wypadli u nas.
Ron prychnął, machnął zamaszyście piórem i odłożył je niemal z czcią. Były to ruchy niepasujące do Rona, ale Hermiona wiedziała, że musiał się wpasować w ten świat. W końcu się obrócił i uśmiechnął szeroko, gdy ją ujrzał. Odpowiedziała mu podobnym uśmiechem i opuściła głowę niemal natychmiast, gdy Muriel to dostrzegła.
Ron zachował pozory normalności.
– Ty jesteś Fill, tak? – Ruszył w jego stronę z wyciągniętą ręką. Fill uścisnął ją, a Ron nakrył jego rękę własną i potrząsnął tak, by Fill nie miał szansy zrobić tego samego. Mały gest, ale jednak pokazywał Fillowi, kto tutaj jest panem.
Ron, jak wrócimy do naszego świata to nikt cię nie pozna, pomyślała Hermiona i uznała, że nie poznają całej ich trójki, gdy już wrócą. Ron zachowywał się jak arystokrata, ona jak służąca, a Harry był uznawany za lorda nawet, jeśli nic nie zrobił.
– Miło mi cię poznać, kuzynie – powiedział Fill.
– Nie jesteśmy spokrewnieni – przerwał mu Ron niemal natychmiast. – Jesteś z Weasleyów, nie z rodu Prewett. Nosisz tylko ich nazwisko.
Fill tak poczerwieniał, jakby Ron go spoliczkował, a Muriel zarechotała.
– No już, już, nie drażnij bękarta, Ronaldzie. Wystarczy mu, że jest bękartem.
Ron puścił dłoń Filla i zerknął na Hermionę.
– A ona to…? Twoja dziewczyna? – zapytał, robiąc głupkowatą minę. – Czy ja dobrze słyszałem? Szafa i molestowanie? Och, gdyby Fabian lub Gideon usłyszeli…
– Nie z tego nie miało miejsca! – zawołał Fill, unosząc dłoń i machając nią tak, jakby chciał uciąć rozmowę. – Cała ta sytuacja jest wielkim nieporozumieniem i jeśli pozwolicie, natychmiast opuścimy waszą posiadłość i wrócimy do domu.
– Nie – odpowiedziała mu sucho Muriel. – Nie pozwalam wam na opuszczenie mojej posiadłości. Zjecie z nami kolację i opowiecie mi, dlaczego szafka mojego przyjaciela jest w waszym posiadaniu. Chciałabym też wiedzieć, dlaczego tobie, bękartowi tego durnego Weasleya, pozwolono nosić szlachetne nazwisko mojego rodu. I kim jest ona – dodała po namyśle, wskazując kościstym palcem Hermionę. – Słyszałam o tobie, dziewczyno. Mugolaczka bez edukacji magicznej, najpewniej apostatka, przyjęta do służby Fabiana i Gideona. Co jest w tobie takiego wyjątkowego, że…
– Ciotko. – Ron położył jej uspokajająco dłoń na ramieniu. – Zbyt wiele ciastek nie wepchniesz – powiedział jej z uśmiechem, a ona skarciła go spojrzeniem, w którym nie było nagany.
– Tobie by się udało, rekordzisto, ale dobrze, już dobrze. Zostawię was samych, młodych i głupich, żebyście poplotkowali o molestowaniu dziewczyn w szafie. Kolacja za dziesięć minut, nie spóźnijcie się.
Ron pokiwał jej spokojnie głową i odprowadził wzrokiem do drzwi. Gdy tylko za nimi zniknęła, spojrzał na Filla, który już otwierał usta. Nie zdążył nic powiedzieć, bo Ron wyrwał różdżkę i wycelował mu nią w czoło.
– Nie jesteś pierwszym, który się tu zakradł – wysyczał przez ściśnięte zęby – ale jesteś pierwszym, który wykorzystał do tego tą przeklętą szafkę. Nieźle, przyznam, ale na nic. Czyj to był pomysł? I mów prawdę, bo nie wierzę, że Fabian albo Gideon wysłali akurat ciebie, żebyś zabił im ciotkę.
Fill przez chwilę milczał z rozdziawionymi ustami.
– O czym ty mówisz?
Ron przycisnął mu różdżkę do czoła tak mocno, że zmusił Filla do cofnięcia głowy.
– Jeśli jesteś nasłanym zabójcą to zaufaj mi gdy mówię, że nie dożyjesz do końca kolacji.
– Nie jestem…
– A ty? – zapytał, patrząc na Hermionę. – Co powiesz? Szafa, bałamucenie?
– Ja…
Ron cofnął różdżkę od czoła Filla i skupił się tylko i wyłącznie na niej. Hermiona widziała oskarżenie w jego oczach i jakiś skrywany smutek. Ron nauczył się chować emocje, co było dobrą nauką w tym świecie, ale w ogóle go nie przypominało.
– Hermiona Granger – powiedział, obracając różdżkę w dłoniach i uciekając wzrokiem i całkowicie zmieniając ton głosu. – Przyjmiesz zaproszenie na kolację?
– Powinniśmy już iść – nalegał Fill, ale Ron się nim nie interesował.
– Przyjmę – zgodziła się Hermiona.
– Obiecałem Fabianowi, że… – zaczął, ale znów nie dane było mu dokończyć.
– Powiadomię Fabiana, że jesteś u mnie – powiedział Ron. – Powinien zrozumieć sytuację i wszelkie implikacje, jakie z niej wynikają. Dlatego nie martw się, że nie zdążysz wrócić, żeby pocałować go w tyłek za honor bycia jego pupilkiem.
Fill zdębiał i zaatakował, a Ron zgrabnie uchylił się przed ciosem w nos i machnął różdżką. Fill nie zdążył wyciągnąć swojej, był całkowicie bezbronny i zaklęcie trafiło go w pierś, posyłając na ścianę. Uderzył w obraz, pękła rama, Fill osunął się na podłogę jak szmaciana lalka i wyglądało na to, że długo będzie się z niej zbierał. Jęczał i charczał.
– To da nam chwilkę – powiedział szybko Ron, zbliżając się do Hermiony. – Hermiona, musisz mnie stąd wydostać. Muriel praktycznie mnie nie wypuszcza, nie mam nawet jednego dnia wolności i…
– U mnie to samo – poinformowała go szybko Hermiona. – Fabian i Gideon mnie pilnowali, teraz robi to Fill, więc może… może będę miała więcej swobody.
– Dobrze. – Ron przełknął ślinę. – Ta stara jędza powinna już dawno… Hermiono, nie chcę tego mówić, ale może powinien… może powinienem się nią zając?
Serce Hermiony zagalopowało ze strachu.
– Nie! Nie mów tak, nie możesz. To byłoby morderstwo.
Ron przetarł twarz, zerkając czy Fill już w pełni odzyskał przytomność.
– Tak, tak, przepraszam. To było głupie, ale… O Merlinie, nienawidzę tego miejsca.
– Coś wymyślimy – pocieszyła go, dotykając delikatnie jego dłoni. Ron nie cofnął się, ale nie zrobił też nic, co by sugerowało że jej dotyk go pocieszył, że…
Ron wyminął ją nagle i podszedł do Filla, który podnosił się powoli. Pomógł mu wstać, ciągnąc za ramiona.
– Wybacz mi, kuzynie! – zawołał gromkim głosem, klepiąc go po ramionach. – To była zbyt jawna prowokacja i zbyt szorstka. Nie zasłużyłeś sobie na to, przepraszam cię. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że mi wybaczysz i zostaniemy przyjaciółmi. Przepraszam za moje słowa.
Wyciągnął ku Fillowi dłoń, a ten długo się zastanawiał zanim ją uścisnął. Tym razem to Fill był szybszy. Przytrzymał rękę Rona, a drugą dłonią zdzielił go w twarz. Rudzielec poleciał w tył z krwawiącym nosem i stęknął, gdy upadł.
Hermiona pisnęła, odskakując w tył a Fill obdarzył ją ponurym spojrzeniem.
– Gdy ja upadłem nawet się nie skrzywiłaś – mruknął, po czym popatrzył na oboje. – Wy się znacie. – To nie było pytanie i Hermiona zaklęła w myślach.
– To stara historia – powiedział Ron, wstając i macając nos. – Mam nadzieję, że teraz jesteśmy kwita.
– Jesteśmy – potwierdził Fill i przejął inicjatywę. – Opowiecie o sobie przy kolacji. Lepiej nie każmy Muriel czekać.
Całą trójką zeszli po schodach na dół, czuli już znakomite zapachy potraw, które zapowiadały nie lada ucztę, a w jadalni zobaczyli Muriel siedzącą u szczytu stołu.
Hermiona zasłoniła usta dłonią i cofnęła się o krok, Fill wstrzymał oddech, a Ron wszedł głębiej do pomieszczenia patrząc na ciotkę nieodgadnionym spojrzeniem. Twarz starszej kobiety była bez wyrazu, jej zaszklone oczy wpatrywały się nieruchomo w przestrzeń, kostur leżał na podłodze, a w jej dłoni, między palcami, był kielich z winem.
Ron dotknął różdżką jej ciała i odczekał chwilę.
– Nie żyje – powiedział, patrząc z przerażeniem na Filla i Hermionę. Głównie na Hermionę.
– Nox Maledicta – powiedział cicho Fill, patrząc w sufit. – Ktoś poluje na nasz ród.
– Jeśli to wyzwanie Nox Maledicta – zaczęła Hermiona – musi być znak rodu tego, kto to wyzwanie rzuca.
– I jest – powiedział Fill, wskazując sufit, a Hermiona sporzała.
Wiedziała, że minę ma tak samo przerażoną jak Ron, który z wrażenia opadł na krzesło i wypuścił z dłoni różdżkę. Na suficie malowała się wielka, wycięta błyskawica.
– A to? – zapytał Ron, wskazując coś leżącego na stole. Coś niepasującego.
Hermiona podeszła jako pierwsza. Była to klatka dla ptaków, za której zrzuciła woal. W środku siedziały trzy, piękne czerwone kruki. Od razu zrozumiała, czym były naprawdę.
– To dar – rzekła, patrząc na Rona. – Dar Nox Maledicta.
Ale wedle jej wiedzy dary Nox Maledicta zawsze były krwawe, tak krwawe że usuwano o nich wpisy z dzienników i kart historii. A jak trzy piękne kruki mogą być Krwawym Darem?
I to darem od kogoś, kto wrabiał w to wszystko jej przyjaciela…
Najpierw oskarżyli go o śmierć Gideona, pomyślała ze zgrozą. Teraz oskarżą go o śmierć Muriel i rozpoczęcie Nox Maledicta. Och, Harry, co za wrogów zdobyłeś tym razem? Kto miałby zysk w tym, żeby cię wrobić… Boże, Harry, nie daj się zabić zanim ci nie pomożemy!
