Dziedzictwo Merlina
Rozdział 1
Chłopiec o kruczoczarnych włosach stał na balkonie oglądając księżyc w pełni. Zastanawiając się jak czuje się Lunatyk i czy obecność Syriusza pomaga mu w tych trudnych dniach. Pewnie tak, Black potrafi być meczący i lekkomyślny jednak kiedy przychodziła potrzeba potrafi stanąć na wysokości zadania.
Harry w dalszym ciągu nie mógł się pogodzić z myślą, że potrwa jeszcze kilka miesięcy nim będzie w stanie spotkać się z mężczyzną nie odczuwając dyskomfortu. Wilkołaki były Czarno magicznymi istotami. A Przekleństwo Salazara uwrażliwiało czarodzieja na ten rodzaj mocy w tak dużym stopniu, że długotrwałe przebywanie w kontakcie z czarno magicznymi artefaktami, istotami czy czarami wywoływały objawy chorobowe. A nawet mogły doprowadzić do szaleństwa.
Według Severusa Wiliam nie był jeszcze gotów na choćby chwilowy kontakt z wilkołakiem i choć Remus regularnie pisywał do niego listy, z zapewnieniem, że jego ojciec ma rację i aby uzbroił się w cierpliwość i skupił na swoim zdrowiu, Wiliam miał wrażenie, że dla Severusa jest to wygodne wytłumaczenie bo ledwie toleruje Syriusza i wykorzystuje sytuację by nie spotykać się także z Lunatykiem.
- Mgiełka się na Ciebie skarży... – usłyszał za plecami. Spojrzał na ojca opartego swobodnie o futrynę.
- Nie mogę zasnąć...- mruknął.
- Dlatego chciała Ci pomóc!- zrugał go Severus.
Od kilku dni Mgiełka miała problem z rzucaniem na niego swoich uroków. Zaczęło się od posiłków, później od drzemek w dzień, aż w końcu moc Mgiełki nawet nocą nie utulała go do snu jeśli chłopak nie pozwalał jej na to. Wiliam w pierwszej chwili ucieszył się, że być może skrzacia moc w końcu zrozumiała, że nie jest małym dzieckiem.
Jednak ku rozpaczy Wiliama dosłownie dzień później Medyczka odkryła, że schudł prawie kilogram w tydzień, przez co Severus marszczył czoło bardziej niż kiedykolwiek . Jednak to nie było jeszcze wszystko. Znów wszystko wokół niego zaczynało wybuchać. Najpierw szklanka z sokiem kiedy chciał ją przywołać. Później kabina prysznicowa. Idąc korytarzem zrobiło mu się słabo i chciał uchylić okno w zamian wyleciały trzy. Niespodziewane zawroty głowy najbardziej zaczęły go martwić choć nie przyznawał się do nich nikomu.
Jednak zdawał sobie sprawę, że lot na miotle może się źle skończył dlatego od kilku dni unikał tej aktywności ku zdziwieniu Syriusza. Idąc schodami nie zawsze był pewien swojego kroku. Unikał gwałtownych ruchów bo tracił równowagę. Cokolwiek się działo wiedział, że długo nie zdoła ukrywać tego przed dorosłymi. Jednak łudził się, że przebrnął przez rozprawę, nim będzie musiał kolejny raz martwić ojca...
I pomyśleć, że zaledwie tydzień temu wydawało się wszystko układać...
- Jutrzejszy dzień będzie trudny, synu. Musisz odpocząć...- powiedział spokojnie Severus.
- Wiem... po prostu...
- Zamartwiasz się bez potrzeby. Mówiąc, że bedzie trudny mam na myśli tylko to, że Cię przemaglują. Główny Uzdrowiciel Będzie musiał Cię zbadać, później przesłuchanie. To będzie trochę trwało, ale nie wydarzy się nic złego...
- Tego nie możesz być pewien! – mruknął
- Posłuchaj. Może nie mam wpływu na przebieg całego jutrzejszego dnia, ale wiemy jakie opcje ma sędzia. Najgorsza to ustanowienie kuratora i nadzoru DOSu. Analiza magiczna wskazuje jasno, że daleko Ci do osiągnięcia magicznej dojrzałości. Musisz mieć magicznego opiekuna, zważając na niestabilność twojego rdzenia magicznego Nie mogą odciąć Cię od twoich krewnym w stopniu jakim za pewne by chcieli. Tylko Ty możesz się wyrzec Magii Przynależności. Nie mogą Cię do tego zmusić, a jednocześnie muszą ją uszanować. O dziwo powikłania po zdjęciu zaklęcia adopcyjnego i fakt jak niepewnie się wtedy czułeś przyniósł nam parę korzyści. Więc spokojnie... Nie zostaniesz z tym sam.
- I to mnie martwi! Magia przynależności nie budzi się z byle powodu! Będą drążyć temat!
- Nie będą... – zapewnił
- Nie możesz być tego pewien! – zaprotestował.
- Will... To co robi „Przekleństwo" z magią jest szokiem dla rdzenia magicznego, ale także dla poczucia bezpieczeństwa dziecka. Magia Przynależności jest niczym innym jak odzyskaniem przez młodego czarodzieja stabilności na podstawie Magii opiekunów.
- Ale... – Severus prychnął pod nosem.
- Według moich informacji zarówno Chris jak i Septimus też opierając się na Magii Przynależności, a przeciez nikt z nich nie ściągał zaklęcia adopcyjnego...! Jednak jakby co to tego nie słyszałeś. – powiedział w końcu. – To prywatna sprawa między dzieckiem, a rodzicem i szczerze uważam, że nikt nie powinien roztrząsać czegoś tak osobistego... Jednak najlepiej dla nas na chwilę obecną jest spuścić z tonu. Pamiętaj co jest naszym podstawowym celem. Musimy ukryć to kim byłeś. Dlatego... No cóż pozwalamy im naruszać nasze granice. Ok?
Wiliam spojrzał na ojca nie pewnie. Nie ważne jak wiele razy by mu tego nie tłumaczył i tak był przerażony.
~oOo~
Pokój przesłuchań w Ministerialnej Sali Sędziowskiej wzbudził uśmiech na ustach Wiliama. Spoglądał na ścianę z malowidłami i pomimo szczerych chęci nie uniknął rozbawieniem jak naszkicowany Troll potknął się o narysowany głaz, a wróżka zmieniła go w ropuchę różową kokardą. Ten pokój zdecydowanie był przyjazny dzieciom. Ale na pewno nie uspokajał znerwicowanego nastolatka.
Tym bardziej, że dalej czuł się słabo I lekko oszołomiony zaklęciami diagnostycznymi jakim został poddany przez Głównego Uzdrowiciela. Facet wyglądał jakby naumyślnie przedłużał zaklęcia i był o wiele mniej delikatny niż Joanna. A może wykorzystał inne zaklęcia? Aśka uprzedzała go, że Daniel McGonagall, jest jednym z najlepszych uzdrowicieli w świętym Mungo i podchodzi do swoich obowiązków skrupulatnie, ale nigdy nie przekłada dobra pacjenta ponad inne układy. I to martwiło Wiliama. Obawiał się, że Medyk odkryje coś czego nie powinien i uzna, że ani Tobiasz, ani Severus nie nadają się na jego opiekuna . Doskonale zdawał sobie sprawę, że o ile fakt zdjęcia zaklęcia adopcyjnego jest praktycznie nie możliwy bez analizy jego Struktury magicznej tak liczne złamania jakich doznał jako dziecko przez „żarciki" Dudziaczka mogą być trudne do wyjaśnienia. Jednak to nie jest dobry czas na zamartwianie się.
- Przepraszam- powiedział patrząc na poważną kobietę, która miała prowadzić z nim „rozmowę". Bo przesłuchaniem tego nie nazywali. Sędzia siedział na drugim fotelu obserwując go uważnie Jednak jego wyraz twarzy był łagodny i przyjemny. I Wiliam wiedział, że go podchodzą...
Traktują jak malucha, który nie do końca rozumie co się wokół niego dzieje. I Severus nakazał mu robić co w jego mocy by pozory dziecięcej naiwności nie uległy zmianie... Wiliam szczerze nie wiedział jak niby ma to osiągnąć.
- Nie masz za co przepraszać. – odezwała się Panna Davis z łagodnym uśmiechem. – Nawet mnie bawią te ilustracje... – przyznała. Wiliam zmrużył oczy przypominając sobie po raz tysięczny, że kobieta celowo będzie dla niego miła, aby wyciągnąć najwięcej jak się da. A on musiał uważać na każde słowo, bo na pokój było rzucone zaklęcie wychwytujące, gdy zeznające dziecko kłamie lub jego odpowiedzi są narzucone. Podobno osoba intepretująca wyniki zaklęcia była w stanie powiedzieć które pytania sprawiały dyskomfort, zaniepokojenie, strach... Tak twierdził Tobiasz i Wiliam nie miał powodów by mu nie wierzyć.
I choć starali się przygotować go do zeznań, tak naprawdę nie wiedzieli o co dokładnie będzie pytany.
- Możemy zaczynać czy potrzebujesz jeszcze chwili? – zapytała pracownica DOS.
DOS- Dział Opieki Społecznej.
Zajmowali się praktycznie wszystkimi sprawami, gdzie wchodził interes małoletnich. Od zajmowania się sierotami, wsparciem rodzin w których dziecko było magiczną istotą po przemianie (wilkołaki czy wampiry), kiedy zachodziło podejrzenie znęcania się na małoletnim lub gdy stawało się ofiarą długotrwałego uroku, klątwy lub trucizny...
Tyle na chwile obecną wiedział o tej instytucji. Jednak fakt, że jakakolwiek Instytucja Ministerstwa miesza się w jego życie doprowadzała chłopca do szału.
- Zaczynajmy...- powiedział zniecierpliwiony.
- Dobrze... Na początek przedstaw się...
- Wilhelm Kasander Prince-Black
- Data urodzenia
- 31 lipca 1980 roku.
- Imiona i nazwiska rodziców
- Severus Eksaliasz Snape z domu Prince i Anna Aurelia Snape z domu Black.
- Nazwisko prawnego opiekuna...
- Tobiasz Rowen Prince...
Wyrecytował spokojnym głosem. Urzędniczka kiwnęła głową na znak, że wszystko się zgadza. Po czym odetchnęła głęboko nim przeszła do dalszych pytań.
- Wiliamie... – zaczęła spokojnie- Zdajesz sobie sprawę dlaczego się tu spotykamy?
- Oczywiście.
- Czy jesteś w stanie opowiedzieć mi jak doszło do sytuacji w której wypiłeś Przekleństwo Salazara?
- Opuściłem osłony domu, zostałem porwany i otruty. – mruknął. Wiedział, że zaklęcie prawdy uzna tą odpowiedź. W dalszym ciągu uważał Hogwart za swój dom.
- Czy byłeś świadomy, że opuszczenie granic może narazić Cię na niebezpieczeństwo?
- W pewnym sensie Tak... – kolejna mrukliwa odpowiedz.
- W pewnym sensie?
- Dziadek – zaczął cicho. Tu był kolejny plus testowania zaklęcia prawdy w domu. Odkryli, że gdy opowiada o Albusie jak o swoim dziadku zaklęcie nie wykrywa kłamstwa. Chociaż Wiliam widział jak bardzo Tobiasz był zraniony tym „odkryciem". – wielokrotnie tłumaczył mi, że tylko pod Osłonami jestem bezpieczny...
- Wyjaśniał Ci dlaczego?
- Nie szczególnie...- mruknął.
- Czyli nie wiedziałeś dokładnie dlaczego musisz przebywać pod tak skrupulatną ochroną?
- Wiedziałem, że Lord Voldemort stanowi dla mnie zagrożenie.
- Z jakiego powodu?
- Podobno przez przepowiednie...
- Podobno?
- Nigdy nie poznałem treści przepowiedni więc skąd miałem wiedzieć czy słowa dziadka są prawdziwe...
- Czym zajmuje się twój ojciec?- zmiana kierunku pytań wybiła go na chwilę z równowagi.
- Jest Mistrzem Eliksirów i Nauczycielem w Hogwardzie... – Odpowiedział choć był pewien, że zaklęcie wykryje jego zmieszanie i niepewność odpowiedzi.
- Jak wyglądają wasze relacje...?
- Normalnie...
- Normalnie?
- Tak myślę...
- Jak często się widujecie?
- Codziennie. Mieszkamy przecież razem.
- Zawsze tak było?
- Nie...
- Dlaczego?
- Bo uczył w szkole z Internatem?
- Jak byłeś mały...
- Już wtedy był nauczycielem w Hogwardzie.
- Czyli nie zajmował się tobą?
- Robił tyle ile mógł zważając na okoliczności...
- Porzucił Cię... – Zauważyła kobieta
- Słucham? Pracował. Nie porzucił.
- Zważając na Wasz status społeczny?
- Zważając na nasz status społeczny nie musiał pracować? To chce Pani powiedzieć? – zakpił zakładając ręce na piersi zirytowany.
- Oczywiście, że nie... Źle sformułowałam pytanie. A twoje relacje z dziadkiem?
- W Pani ocenie pewnie tak samo kiepskie jak i z ojcem bo on też nie porzucił wszystkiego...
- Chce poznać Twoje zdanie.
- Jest w porządku.
- Tylko tyle?
- Jest moim Dziadkiem. Co chce pani wiedzieć bo nie umiem zgadywać w myślach.
- Co najczęściej razem robicie? – Wiliam uniósł brew kpiąco.
- Rozmawiamy, gramy w szachy, słucha jak ja gram na fortepianie, pomaga mi w nauce... – wyrecytował.
- O czym rozmawiacie?
- O wszystkim...
- O twojej przyszłości?
- Między innymi.
- Czy twój Dziadek wyrażał... – Zawiesił głos. – Czy kiedykolwiek sugerował Ci, jak wyobraża sobie twoją przyszłość? – Wiliam spojrzał na nią z uniesione brwią.
- Coś o przyszłości na pewno rozmawialiśmy... Zwłaszcza o tym, że moja „przyszłość" może nie być zbyt długa... - powiedział siląc się aby jego głos ociekał tylko odrobinę kpiną.
- Jakie oczekiwania ma wobec ciebie Dziadek? – powiedziała wprost.
- Dziadek? Że w końcu przytyje... Tak o tym to ciągle nawija...- odparował.
- Jesteś inteligentnym młodym człowiekiem Will, wiesz o co pytam.
- Nie do końca. Pyta Pani Jakie oczekiwania ma mój Dziadek. Według mojej wiedzy to poza regularnymi posiłkami nie wymaga ode mnie nic więcej... A nie jeszcze mam słuchać ochrony...
- Nie mówię o codzienności Wiliamie.
- A ja mówiłem, że nie umiem czytać w myślach...- Warknął.
- Czy twój Dziadek oczekuje, że pójdziesz w jego ślady?
- Niby miałbym zostać prawnikiem? Oczywiście, że nie... Nie sądzę by był aż tak naiwny, aby się łudzić, że kiedykolwiek zainteresują mnie paragrafy w ten sam sposób co niego...- kobieta zmarszczyła czoło.
- Co w takim wypadku interesuje Ciebie...
- Quidditch...- odparował natychmiast.
- Quidditch...- powtórzyła zaciekawiona. – Na jakim stanowisku?
- To chyba oczywiste...- powiedział lekko.
- Niekoniecznie... Więc Wiliamie na jakiej pozycji najlepiej się odnajdujesz?
- Szukający...
- Więc idziesz śladami matki...
- Raczej nie mam co marzyć o Armatach, Proszę Pani...
- Dlaczego nie? – zapytała niewinnie.
- Bo największy czarnoksiężnik w tym kraju chce mnie zabić?
- Skąd takie przekonanie? – zapytała. Wiliam mrugnął kilkukrotnie
- No...- zaciął się.
- Tak mówi Ci dziadek prawda? – Wiliam przełknął ślinę.
- Czy Czarny Pan kiedykolwiek zaatakował Ciebie lub miejsce w którym przebywałeś?
- Ja...- Wiliam mrugnął kilkukrotnie nie wiedząc co powiedzieć by nie wyszło, że kłamie.
- Co myślisz o Czarnym Panie...
- Co mam według Pani sądzić. To kawał manipulacyjnego sykinkota...
- A wiesz to...8? Skąd czerpiesz informację na jego temat?
- Ja... – zająknął się kolejny raz. Nie wiedząc kompletnie co powiedzieć.
- Wróćmy do dnia w którym zostałeś uprowadzony przez Teddego Abounta...
- Nie wiem kto mnie porwał- przyznał zgodnie z prawdą.
- Co pamiętasz z tamtego dnia?
Harry przełknął ślinę próbując zmusić się do analizy wydarzeń z tamtego dnia. Robił to już wcześniej razem z Tobiaszem i Severusem. Musieli sprawdzić jak bardzo jego wspomnienia mogą wykorzystać w zeznaniach.
- Pokłóciłem się z dziadkiem- mruknął. W rzeczywistości kilka godzin przed słynnym meczem i późniejszymi wydarzeniami odbył dość nieprzyjemna rozmowę z Albusem Dumbledorem.
- O co?
- O Quidditch...- Burknął posępnie.
- Możesz rozwinąć?- zapytała z przebiegłym uśmiechem.
- Uważał, że za dużo czasu spędzam na miotle...- odpowiedział cicho
- A co według niego powinieneś robić w zamian?
- Uczyć się...- To także była prawda.
- Do Egzaminów?
- Między innymi...- Burknął. Bo bezpośrednie potwierdzenie takiego pytania zaklęcie prawdy ujawniało jako kłamstwo.
- A czego więcej powinien się uczyć czternastolatek?
- Piętnastolatek...- poprawił
- Przepraszam. Wyglądasz bardzo młodo. Ale wróćmy do pytania. Czego jeszcze miałeś się uczyć w mniemaniu twojego dziadka.
- Rzeczy, które mogły by być pomocne w przyszłości... – powiedział niepewnie.
- Czarna Magią? – zapytała bez ogródek. A Wiliam otworzył z wrażenia usta. Nie spodziewał się takiego pytania. Severus nawet nie wpadł na to by zadać mu pytanie o Czarną Magię bo za pewne żył w przekonaniu, że Harry nie miał z nią nigdy styczności. A sam chłopak... Nie za bardzo miał ochotę zwierzać się z tego co robili z Dumbledorem po zajęciach.
- Wiliamie czy twój dziadek uczył Cię Czarnej Magii? – zapytała wprost. I Harry przełknął z trudem ślinę. Nie mógł odpowiedzieć przecząco. Jednak milczenie mówiło samo za siebie.
- Proszę być udzielił odpowiedzi na to pytanie... – upomniała go Panna Davis.
- Czy omawiałeś z dziadkiem jakiekolwiek zagadnienia związane z Czarną Magią, Wiliamie?- wtrącił się Sędzia. Harry zamknął oczy, ale nie był w stanie ani zaprzeczyć ani potwierdzić.
- Czy twój ojciec był tego świadomy? – zadali kolejne pytanie nie czekając już na odpowiedzieć.
- Merlinie nie! – zaprotestował.
- Więc dziadek wtajemniczał Cię w ciemne sztuki bez woli twojego ojca?
- Nie przesadzajmy z tymi sztukami...- Warknął wściekły.
- Co dokładnie poznałeś chłopcze... – Harry przełknął ślinę.
- Blokady i Pułapki Soflesa... Nic wiecej...- wyszeptał. - Ale nawet na szkoleniu Aurorskim tego uczą.
- Nie jesteś Aurorem, Wiliamie.
- Mam szesnaście lat! Za dwa lata mógłbym próbować, gdyby nie to...- Warknął patrząc na pierścienie.
- Więc chciałeś zostać Aurorem? – zapytała zdziwiona.
- Taki był mój plan...- przyznał zgodnie z prawdą.
- I chcesz nam wmówić , że Tobiasz Prince pomagał Ci się przygotować do tego zawodu?- padło dość ostre pytanie że strony Sędziego.
Harry spojrzał na niego już mniej onieśmielony. Bo na to jedno pytanie mógł odpowiedzieć nie tylko zgodnie z prawdą, ale według prawdziwych słów Tobiasza.
- Szczerze uważa, że obecne biuro Aurorskie jest zarządzane przez bandę imbecylów nie mających pojęciach o działaniach sił specjalnych, ofensywnych i defensywnych. Marnują potencjał młodych adeptów i pozbywają się tych którzy naprawdę znają się na tej robocie. Jednak...- Zawiesił glos- Ku jego ogromnej rozpaczy podobno mam predyspozycje do tego zawodu. I uważa, że skoro mój szczeniacki umysł ma tak idiotyczny plan na życie to przygotuję mnie do tego... Znaczy... Obecnie według moich informacji to i tak nie możliwe, bo pierścienie Fryderyka uniemożliwiają mi startowanie w kursie...
Dorośli przez chwile analizowali jego słowa przez dłuższą chwilę.
- Kiedy wpadłeś na pomysł zastania Aurorem? – zapytał Sędzia.
- Chyba od zawsze...- mruknął cicho- Fakt przed poznaniem świata Magii myślał bardziej aby zostać policjantem. Ale w zasadzie to to samo. – Chociaż pewność, że chce iść w tym kierunku nabrałem jak wyczarowałem Patronusa... – przyznał dla powagi swoich słów.
- Ile miałeś lat jak pierwszy raz go Wyczarowałeś?
- Trzynaście...- odpowiedział zgodnie z prawdą.
Panna Davis postukała się po policzku nim zwróciła uwagę na ten szczegół.
- Harry Potter wyczarował Patronusa w tym wieku...
- Co w tym dziwnego? – zapytał
- Zadziwiający zbieg okoliczności.
- Każdy wie, że na przełomie dwunastego i trzynastego roku życia dochodzi do gwałtownego wzrostu potencjału magicznego. – zaczął tłumaczyć jak jeszcze niedawno tłumaczył mu to Snape.- jest to okres graniczny i plastyczny dający możliwości rozwoju w wybranym przez czarodzieja kierunku. Od zawsze intrygowały mnie Patronusy więc kiedy nadeszła pora uczyłem się go tak długo aż dopiąłem swego.
- Z pomocą dziadka...
- Zawsze jest pomocny...- uściślił. Tak by nie wydać, że to ktoś inny nauczył go zaklęcia I uciąć jakiekolwiek spekulacje.
- Pozwól, że podsumuje. W dniu Porwania Pokłóciłeś się z dziadkiem o fakt, że wolałeś latać na miotle niż uczyć się Czarno magicznych uroków, których podobno chciałeś się uczyć aby zostać Aurorem... – Powtórzyła Panna Davis. – Wybacz Wiliamie, ale to się kupy nie trzyma... Więc zapytam jeszcze raz... co się wydarzyło w dniu porwania... - Wiliam przełknął ślinę.
- Pokłóciliśmy się, uciekłem z terenu otoczonego osłonami, bo choć jeden raz chciałem być jak normalny nastolatek... Tyle się stało. – odpowiedział urażony.
- Często porównywał Cię do ojca? – zadała kolejne pytanie.
- Słucham?
- Mam tu kilka cytatów jakie skierował w twoim kierunku, a które wyłapałam z zabezpieczonych w sprawie wspomnień.
„Twoja arogancja przekracza wszelkie pojęcie..." „...czego miałbym się po tobie spodziewać skoro własny ojciec woli udawać, że nie żyjesz...", „...rozkapryszony szczeniak , niczym nie różnisz się od swojego ojca"
- Mam czytać dalej?- zapytała spokojnie.
Harry przełknął ślinę i był pewien, że z jego twarz straciła jakiekolwiek kolory. Bo jak miał bronić coś o czym nie miał pojęcia? Mówili mu, że na potrzeby rozprawy sfabrykowali wspomnienia. Jednak nigdy ich nie oglądał. A najwyraźniej Panna Davis wyciągnęła z nich coś czego żaden z mężczyzn nie przewidział. Ich ostry język.
W końcu zmusił się do wzruszenia ramionami w geście obojętności.
- To wyrwane z kontekstu zdania, proszę Pani. Tak nieistotne, że nawet ich nie pamiętam. Jeśli próbuję Pani zdyskredytować Dziadka w moich oczach to od razu uprzedzę, że to nie możliwe...
- Próbujecie przestawić nam sielankowe życie jakie wiodłeś z Tym człowiekiem. A jednak dowody mówią co innego...
- Każdy dowód można przedstawić na dwie strony... – Burknął
- Jednak jest jeden dowód świadczący o tym, że to nie z dziadkiem czułeś się najbezpieczniej.
- Słucham? Bo chyba zaczynam się gubić w Pani mataczeniach dowodami...
- Nie mataczę dowodami chłopcze. Przedstawiam fakty. Na które ty za pewne masz błędne spojrzenie.
- Nie wydaje mi się...
- Czy przeszło Ci przez myśl, że twój dziadek miał coś wspólnego z twoim porwaniem i otruciem pradawną miksturą?
- Oszalałaś?
- Spójrz na to tak jak my to widzimy. Twoje uprowadzenie zbiega się w czasie kiedy Twój ojciec zostaję uprowadzony przez wilkołaki... Teddy About choć przyznał się to tego nikczemnego czynu nie potrafił wyjaśnić dlaczego postanowił Cię napoić Przekleństwem co zajęło mu o wiele więcej czasu i trudu niż po prostu rzucenie Avady w akcie zemsty za wyrok jaki zapadł na jego siostrę. Jak ktoś tak ograniczony i rozżalony poczuciem niesprawiedliwości jak Teddy About był wstanie przechytrzyć ochronę Tobiasz Prince'a, która jak wszyscy wiemy składa się z najlepszych ludzi . Byłych Aurorów tak apropo... Gdyby tego było mało dwa tygodnie przed twoim porwaniem kancelaria prawna twojego dziadka postanawia zająć się sprawą zbiega Syriusza Blacka, załatwia mu azyl na Węgrzech by z kolei walczyć o jego uniewinnienie. Czy to nie brzmi jak dobrze ukartowany plan? Pozbywa się syna, aby przypadkiem nie przeszkodził mu w tym nikczemnym planie. Sprowadza do kraju twojego wuja bo wie, że będzie potrzebował jego krwi. Wszystko było by dobrze i obyło by się bez komplikacji, gdyby nie Ty... Najwyraźniej odrzucałeś Przekleństwo przez co twój stan zdrowia ulegał pogorszeniu. Według akt medycznych doszło dwukrotnie do zatrzymania akcji serca. I w tym krytycznym dla ciebie momencie, pracownicy twojego dziadka w cydowny sposób odnajdują i wyzwalają twoje ojca z niewoli... Twój ojciec wykorzystuje więź jaka Was łączy i decyduje się na podanie Ci Czarciego Kryształu, prosi Albusa Dumbledora o pierścienie Fryderyka. Najwyraźniej ogarnia bajzel jaki narobił twój dziadek i z którym nie był w stanie sobie poradzić... I czy tego chcesz czy nie twoja własna magia obronna wskazuje na to, że ufasz ojcu bardziej niż dziadkowi, który Cię wychował. Magia Przynależności to bardzo piękny związek między dzieckiem, a opiekunem... Jednak zawsze wskazuje nam też tego komu dziecko ufa w rzeczywistości...
Harry wytrzeszczył oczy na te irracjonalne oskarżenia.
- Nie wiem co Pani pije, ale radzę to odstawić...- powiedział oszołomiony.
Kobieta uśmiechnęła się delikatnie, ale w jej oczach było widać satysfakcję.
Harry wiedział jedno. Mają poważne kłopoty.
