Dziedzictwo Merlina
Rozdział 2
Wiliam z przerażeniem obserwował miejsce w ścianie w której zniknęła kobieta i Sędzia, prosząc go by „cierpliwie" poczekał. Dosłownie kilka sekund po tym jak znikli ściana przemieniła się w ekran i zaczęła przedstawiać mecz Quidditcha, a na stoliku obok pojawiły się przeróżne zapakowane przekąski i napoje.
Wiliam z trudem opanował się przed chęcią rzucenia czymkolwiek. Zdawał sobie doskonale sprawę jak wielkich problemów narobił Tobiaszowi!
Własnemu dziadkowi!
Człowiekowi, który bez pytań i oporów zaopiekował się nim. Otworzył przed nim swój dom. Tolerował jego wybuchy złości, magii. Zapewnił opiekę medyka i pomógł Syriuszowi! Tak po prostu... Bez jakichkolwiek Oczekiwań.
A Wiliam...
- Merlinie co ja zrobiłem! – wyszeptał cicho chowając głowę w dłoniach.
Wuj miał rację. Niszczył każdego, kto chciał mu pomóc. Zabił Anne, zabił Jamesa i Lily, zniszczył spokojne życie Druslayów, a teraz... Pewnie wpędził Tobiasza do Askabanu, a Severus za pewne oberwie rykoszetem. Bo wymyślą jakikolwiek powód by I jego obwinić. A wszystko przez to, że Harry jest takim idiotą...
~oOo~
Sędzia wszedł do Sali Rozpraw, a Severus tak jak i pozostali zebrani wstali.
Nie było to jakieś wielkie zgromadzenie bo sprawa była utajniona. Dwóch prawników, prokurator przedstawiciel DOSu i Sędzia.
- Przesłuchanie Małoletnie zakończyło się. Chłopiec w dalszym ciągu przebywa w tajnym pokoju pod moją pieczą- poinformował Sędzia. – Uzyskałem informację, że Główny Medyk zakończył analizę wyników zaklęć diagnostycznych. Nim przejdziemy do dalszej części uważam za stosowne by wysłuchać jego raportu w pierwszej kolejności.
Daniel McGonall wszedł do Sali nawet nie rozglądając się na boki. Przestawił się i podał stanowisko. Rozpoczął skrupulatną analizę uzyskanych wyników.
Co jedynie potwierdziło wszystko to co Joanna umieściła w swoich raportach.
- Chłopiec urodził się jako skrajny wcześniak. Skan Bentaya pozwolił na ustalenie, że po narodzeniu przebywał sześć tygodni w osłonie noworodkowej, dzięki której rozwinął w prawidłowy sposób swój rdzeń magiczny. Lekarz prowadzący podjął słuszną decyzję by wykorzystać tą samą osłonę w trakcie wzrostu mocy wynikającej przez wypicie Przekleństwa Salazara. Dla chłopca był to najbardziej naturalny sposób odzyskania równowagi magicznej. Choć dość eksperymentalny. Skan uwidocznił złamanie kości piszczelowej w wieku wczesnodziecięcym, a także kości przedramienia i pęknięcie dwóch żeber. Chłopiec był leczony mugolską medycyną.
- Mugolską medycyną? – zapytał Sędzia. A Severus już czuł w kościach, że oberwą za fakt, że Albus zostawił chłopaka na pastwę tych przeklętych Mugoli bez nadzoru jakiegokolwiek czarodzieja.
- Tak wynika z analizy obrażeń.
- To dość poważne obrażenia...
- Zgadza się. Jednak ustalenie powodów tak rozległych obrażeń jest nie możliwe. Na pewno nie odpowiadała za to magia.- Sędzia zmarszczył czoło. I spojrzał na Tobiasza, a później na Severusa.
- Proszę o wyjaśnienia Panie Prince. – Tobiasz wstał niewzruszony uzyskanymi informacjami.
- Chłopiec miał wiele pomysłów, Wysokie Sądzie. – mruknął pewnie.- którego dnia, gdy ja przebywałem w kancelarii, a chłopiec był pod opieką skrzata, nudził się. Uśpił ją, ukradł starą miotłę i postanowił polatać nad jeziorem. Miotła była nie tylko stara , ale także uszkodzona. Spadł do jeziora. Kości nie wytrzymały. Zaklęcie opiekuna poinformowało mnie o zajściu szybko rozeznałem się w sytuacji i odnalazłem chłopca, cała sytuacja skończyła się kilkoma tygodniami w gipsie i katarem. I nauczką dla mnie, że magia chłopca jest silniejsza niż przeciętnego dziecka.
- Dlaczego nie użyto SzkieleWzro?
- Był za mały to po pierwsze. Po drugie unikaliśmy leczenia Eliksirami, chłopiec i tak rozwijał się fizycznie znacznie wolniej od rówieśników. Eliksiry bez wątpienia spowolniły by ten proces o kolejne tygodnie. A po za tym... Dostał nauczkę. Nie żeby ta sytuacją czegokolwiek go nauczyła...- powiedział spokojnie.
Wystarczyło jedno spojrzenie na Sędziego by wiedzieć, że ostatnie zdanie nie powinno być nigdy wypowiedziane na głos.
Mieli przechlapane...
~oOo~
Gdy obraz meczu zniknął i pojawiło się przejście Wiliam poderwał się na równe nogi.
Do pokoju wszedł Sędzia, Główny Uzdrowiciel na widok którego po plecach chłopca przebiegł zimny dreszcz, pracownica DOS a pochód zakończył jego ojciec. Z jego twarzy Wiliam nie mógł wyczytać absolutnie nic. Ani wściekłości, ani zadowolenia... Chociaż chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma powodów do „zadowolenia" na pewno. Jednak oblicze Severusa Snape'a było Noe do odgadnięcia i to sprawiło, że ramiona chłopaka opadły, a Żołądek zawiązał się w supeł.
- Usiądźmy- powiedział Sędzia opadając na fotel , który zajmował wcześniej. Uzdrowiciel usiadł na drugim, a Severus opadł na kanapie koło syna.
- Na pewno rozmawialiście o tym, że być może zajdzie konieczność wykonania testu mocy...- zaczął Sędzia.
- Rozmawialiśmy też o tym, że SUMy prawdopodobnie wystarczą- mrukliwy głos ojca wcale nie sprawił, że poczuł się lepiej.
- Nie będę ukrywać, że nalegałem na zaliczenie przez chłopców Egzaminów SUM by uniknąć „testu", Panie Snape. Formułą egzaminu jest wyczerpującą i liczyłem, że uda nam się ustalić granice chłopców. W przypadku dwóch pozostałych chłopców wydawało się osiągnąć zamierzony cel.- Wiliam mrugnął kilkukrotnie nim sens wypowiedzianych słów dotarł do niego. Wysłali ich na Egzaminy do Hogwardu by oblali praktykę! Uświadomił sobie. A on nie tylko zaliczył swoje sumy o wiele lepiej niż sądził to jeszcze wyczarował Patronusa! Szlak! Spojrzał na ojca z nieukrywaną wściekłością. Mógł mu powiedzieć! Na pewno się domyślał! To po co ciągle mu tułkował o tym, że musi je zaliczyć najlepiej jak umie? A później dotarł do niego kolejny fakt. Zarówno Severus jak i Tobiasz nalegali tylko na naukę teorii. To Harry czując się w obowiązku po kryjomu ćwiczył zaklęcia... Mężczyźni odpuszczali mu po pierwszych dwóch próbach! Kiedy klątwy mu nie wychodziły! Utwierdzali się w przekonaniu, że Wiliam nie był w stanie ich rzucić poprawnie... A on... Merlinie...
To dlatego Snape był tak wkurzony jego wynikami! To dlatego wpadł praktycznie w szał odczytując list. To dlatego zachowywał się tak dziwnie...
Wiliam uznał, że jego Gryfiński umysł zdecydowanie nie jest w stanie ogarniać krętactw dwóch Ślizgonów...
Jednak poczuł się w obowiązku wybronić się. Bo doskonale zdawał sobie sprawę, że tamci dwaj operowali swoimi mocami zdecydowanie w lepszym stopniu niż Wiliam.
- Jaja sobie robicie? Trzaskają zaklęciami dużo lepiej niż ja...!- Warknął
- Will, zamilknij...- Upomniał go cicho Severus.
- Panie Snape w tym pokoju dziecko ma prawo do wyrażania swojej opinii i proszę to uszanować...- Stary Sędzia nieprzychylnie spojrzał na Severusa, a Wiliam przełknął ślinę czując jakby ponad jego głową działo się coś strasznie nie dobrego. O czym On nie miał zielonego pojęcia.
- Jednak gwoli wyjaśnienia. Chłopiec ma rację. Według uzyskanych informacji obydwaj chłopcy naumyślnie zaniżali swoje umiejętności. Nie musze chyba Panu tłumaczyć jak bardzo niebezpieczne jest dla dzieci utajnianie ich rzeczywistych umiejętności. Moc jaką operują przewyższa zdolności opiekunów. A Pan Melyflua i Perevelly próbowali uniknąć założenia pierścieni Fryderyka.
- Nie mieli pierścieni?- zapytał zszokowany Will. Spojrzał na ojca w szoku. Bo był pewien, że obydwaj po prostu je ukrywają pod rękawami szat tak jak on.
- Z całym szacunkiem, uważam, że omawianie przypadku Pana Melyflua i Pana Perevelly nie jest powodem naszego spotkania- wtrącił się Uzdrowiciel. Jego spojrzenie było twarde i surowe. I Wiliam wiedział, że nigdy nie polubi tego mężczyzny.
- Masz rację Danielu. Jednak zważając na okoliczności uważam, że Pan Prince powinien być świadom, że wymagany test mocy jest wynikiem naszej troski o jego zdrowie. – Wiliam zmrużył oczy.
- Noszę te pioruńskie pierścienie więc czego jeszcze chcecie?
- Wiliam! – upomniał go kolejny raz Severus.
- Pan McGonall rzuci zaklęcie na Twoje pierścienie. Później ocenimy na jakim poziomie obecnie jesteś w rzucaniu zaklęć I to w zasadzie tyle.- wyjaśniła Panna Davis ignorując Snape'a
- I tylko tyle? – Zapytał, a Daniel McGonall kiwnął głową.
- Tylko tyle. Przejdziemy przez zaklęcia z zakresu nauki szkolnej. Nic wykraczającego podstawy programowej. Jednak musisz wiedzieć, że po rozpoczęciu testów nie będziemy mogli przerwać, aż Twoje pierścienie nie zostaną aktywowane w stu procentach. Co będziemy musieli potwierdzić zaklęciem. Jeśli dojdzie do sytuacji aktywacji pierścieni w 90 procentach, będziemy musieli wymagać od ciebie rzucenia kolejnego zaklęcia. Co prawdopodobnie będzie dla ciebie bolesne. Nie mamy na to wpływu. O czym poinformowaliśmy twojego ojca, a także ty będziesz musiał podpisać zgodę. Wolimy uniknąć ewentualnego pozwu o znęcanie się nad małoletnim. – Wiliam spojrzał na ojca niepewnie
- Nie ma problemu...- odpowiedział cicho. Tak na prawdę nie wiedząc na co się zgadza.
- Zapomniała Pani o uzupełnieniu- wtrącił się Severus. Urzędniczka spojrzała na Snape z nieodgadnioną minął.
- Naturalnie Panie Snape'a. Nie pominęliśmy Pana zastrzeżenia. Jeśli medyk uzna, że chłopiec jest nie zdolny do dalszej próby przerwiemy ją. W tym celu tu jest. Jednak proszę pamiętać, że w wypadku jej przerwania będziemy musieli ją powtórzyć.
- Naturalnie doprowadzenie dziecka na skraj wytrzymałości to za mało dla Ministerstwa.
Słysząc te słowa Wiliam zatrzymał rękę, którą miał podpisać zgodę.
- Spokojnie synu, jestem tu i nie pozwolę im na nadużycie.- mruknął pochmurnie.
- Nikt z nas nie zamierza przekraczać granic Panie Snape'a.- Upomniał go Sędzia. – Raczej Pan powinien być świadomy konieczności przeprowadzenia testu.
Severus uniósł brew, a pewność Wiliama uciekła niczym powietrze z balona. Podpisał podsunięty formularz drżącą dłonią.
- Spokojnie. Nie będzie tak. – Wiliam przyjrzał się urzędniczkę niechętnie.
- Wyciągnij dłonie przed siebie. Rzucę zaklęcie które pokaże nam statystyki. – powiedział Uzdrowiciel wstając z fotela.
- To one mają taką opcje? – zapytał z zainteresowaniem. Mężczyzna kiwną głową.
- Gotowy? To nie powinno w żaden sposób być bolesne. Nie będziesz mógł zobaczyć statystyk, ale podam je do protokołu głośno. Więc będziesz wiedział co i jak. W porządku?
- Zróbcie to w końcu. – poprosił.
Mężczyzna wypowiedział długą łacińską formułę. Wiliam poczuł jedynie delikatne ocieplenie się pierścieni. Mężczyzna milczał przez chwilę zapatrzonym w pierścienie.
- Pierścienie Fryderyka redukują moc Wilhelma Kasandra Prince'a Blacka od 26 marca 1996 roku.
- Pierwsza redukcja na jakim poziomie była?- zapytała urzędniczka która wcześniej przepytywała Wiliama.
- 98.2%- padła odpowiedź. Wiliam zmrużył oczy. To by znaczyło, że pierścienie zrobiły z niego praktycznie charłaka, a przecież mógł używać Magii. Spojrzał na urzędnika niepewnie.
- To chyba dużo?
- Musiało być nieprzyjemnie- odpowiedział Uzdrowiciel i po raz pierwszy na twarzy Medyka pojawił się łagodniejszy wyraz twarzy. Wiliam przypomniał sobie uczucie jakie go ogarnęło po założeniu pierścieni. I wzdrygnął się.
- Wolałbym tego nie powtarzać. – mruknął.
- Pierścienie nie zniknął dopóki nie zapanujesz w pełni nad mocą. – powiedział spokojnie medyk.
- To dobrze. – mruknął Wiliam bo szczerze nie chciał wiedzieć co by się wokół niego działo bez nich.
- Możemy kontynuować? -zapytała kobieta.
- Tak oczywiście. Na dzień dzisiejszy redukcja mocy jest na poziomie...- mężczyzna zamilkł patrząc na chłopca zszokowany. – Szybko się adaptujesz... – usłyszał zszokowany głos. Zmrużył oczy wiedząc, że to nie znaczy nic dobrego.
- Panie McGonall współczynnik redukcji w dniu dzisiejszym wynosi?
- 46%- padła odpowiedź.
- Nie możliwe...- odezwał się Severus. Po czym zamilkł co jeszcze bardziej zdenerwowało chłopca.
- Jak wygląda współczynnik dostępnej Magii?
- 15% To dobrze. Testy wyjdą bardziej wiarygodnie. Zaczniemy od zaklęć z pierwszego roku i powoli będziemy przechodzić dalej. Z doświadczenia wiem, że pierścienie zaczną cię piec pomimo tego, że Twoja moc do której masz dostęp nie będzie w pełni wykorzystana. Musimy ocenić skrajny współczynnik. Więc pomimo rozpalonych pierścieni będę od ciebie wymagać kolejnego zaklęcia. Rozumiesz? Musimy dojść do 100%, a jesteśmy na 15%.
- Po co wam to? – zapytał bo coraz mniej mu się to podobało. Nie chciał aby Ministerstwo miało takie informacje o nim.
- Musimy to ocenić, aby sędzia mógł wyznaczyć odpowiedniego dla ciebie kuratora. Twój potencjał magiczny nie może być wyższy niż kuratora. Więc musimy ocenić twój poziom magii na dzień dzisiejszy, szybkość regeneracji, aby oszacować poziom twojego potencjału magicznego jaki uzyskasz w dniu uzyskania pełnoletności. Wtedy kuratela zostanie zdjęta.- wyjaśnił Medyk.
- Nie potrzebuje żadnego kuratora do cholery.
- Padłeś ofiarą okropnego przestępstwa Wiliamie. – Zaczęła Panna Davis- I wygląda na to, że twoi opiekunowie nie są w stanie zapewnić Ci takiej opieki jakiej potrzebujesz. Jakkolwiek by tego nie tłumaczyli narazili Cię na Trwałą utratę zdrowia w rozumieniu prawnym. Ograniczenie władz rodzicielskich i ustanowienie kuratora to naprawdę dość łagodny wyrok.
Wiliam wyrwał swoje dłonie w szoku. Nie spodziewał się tego. Nie sądził, że wyrok już zapadł.
Wiliam rzucał spanikowane spojrzenie na ojca i resztę. Severus podszedł do niego. Złapał go mocno za ramiona.
- Panie Snape łamie pan protokół. – odezwała się Panna Davis.
- Och zamknij się! – Warknął pod nosem.- Widzisz w jakim jest stanie? Ej... Synu spójrz na mnie... Wszystko jest w porządku. Nie masz o co się martwić. Rzucisz kilka zaklęć I po temacie.
- Ale...
- To podpucha. Rozumiesz? Działają według zasad z XVIII wieku. Wszystko co dzisiaj zrobili jest zgodne z protokołem i obiecuje Ci, że nie pozwolę aby nagięli go chociaż na milimetr. Ograniczenie praw rodzicielskich będzie tylko małym utrudnieniem dla mnie i dziadka. Nie dla ciebie. To my będziemy musieli tłumaczył się kuratorowi, -to my będziemy musieli ustalać kwestie rodzicielskie z kuratorem. Dla ciebie nic się nie zmieni.
- Nie wiadomo kogo wybiorą...- wyszeptał
- Oh wiadomo. Protokół mówi jasno kto może zostać kuratorem małoletniego który wypił „Przekleństwo Salazara". Tylko inny czarodziej, który wypił i uzyskał całkowitą kontrolę nad mocą, a jego potencjał magiczny jest wyższy od podopiecznego. Ten zapis miał sens, gdy w czarodziejskiej Anglii było kilkudziesięciu takich czarodziejów. Obecnie nie mają wyboru. Bo jest tylko jeden taki czarodziej w tym kraju.
- Kto? – zapytał niedosłyszalnie.
- Albus Dumbledore
Wiliama to w żaden sposób nie uspokoiło. Nie chciał, aby ktokolwiek mieszał się w ich życie. Przecież nie zrobili nic złego. To nie była wina ani Severusa ani Tobiasza! Nie byli przestępcami. Nie podjęli tej decyzji samodzielnie. Nie zasłużyli na to... Więc dlaczego mieli zostać tak okrutnie ukarani. I to teraz kiedy tak naprawdę dopiero zaczęli się poznawać.
- Gdzie jest Dziadek! – zapytał na granicy histerii.
- Za drzwiami – zapewnił go spokojnie Severus. Wiliam pokręcił głową.
- Kłamiesz! Jak zwykle kłamiesz... Nie rob tego tylko po to bym poczuł się lepiej! Merlinie czemu ja zawsze muszę być takim idiotą? – wychrypiał chowając głowę w dłoniach. Nie jasno był świadomy, że cały drży.
Wsadzili Tobiasza do Askabanu. Tego jednego był absolutnie pewien.
- To nie fair! – wyszeptał czując łzy pod powiekami.
- Życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Poradzimy sobie z tym. Ty, ja i dziadek. Jak zawsze, nie? Uwierz mi na słowo, że on pewnie też wychodzi z siebie za tymi drzwiami... – zapewnił go – ale jest tam i czeka aż skończymy.
Wiliam miał dość. Był zmęczony tym wszystkim. Bezradnie oparł czoło o pierś ojca. Miał daleko gdzieś, że obcy ludzie nie tylko na nich patrzyli, ale także oceniali ich relacje.
- Zrób to. Jeśli nie skończymy tego dzisiaj, zostaniemy tu do jutra. Nie odpuszczą.
- To nie będzie kilka zaklęć- wyszeptał.
- Wiem, ale dasz radę. Kto jak nie ty, przecież jesteś w końcu Princem prawda?
Wiliam potrzebował kilku minut na uspokojenie. Nie było łatwo opanować mu zdenerwowanie. Ojciec podał mu szklankę wody, a nawet wmusił w niego jakiegoś obrzydliwie słodkiego batona. Nim odsunął się patrząc nienawistnie na pozostałych dorosłych.
- Nie przedłużajmy tego.
Rozpoczęli od pierwszego roku, a i tak żadna klątwa nie wychodziła tak jak powinna. Gdy rzucił Wingardium Leviosa poprawnie a piórko zawirowało po czym opadło był cały spocony, a jego dłonie drżały. Spektakl nie udanych klątwa trwał już ponad pół godziny.
- Odpocznij... -usłyszał głos Uzdrowiciela. Spojrzał na niego rozgorączkowanym wzrokiem. Opadł na fotel chowając głowę w dłoniach. Nie chciał już tego robić.
- Sprawdź poziom dostępnej Magii. Wprowadzimy adnotację i najwyżej powtórzymy test za miesiąc.- Zadecydowała w końcu Sędzia..
Usłyszał rozmowę nad głową. Nie chciał tego powtarzać. Nie chciał aby ktokolwiek go oceniał w tak upokarzający sposób. Jego magia była tylko jego. A jej zasoby nie powinny nikogo obchodzić.
- Wiliam rzucę ponownie zaklęcie. Sprawdzimy jak dużo Magii zużyłeś i damy ci spokój. Słyszysz?
- Nie chce.
- Wiem. Rozumiem, że to już za dużo, ale do zamknięcia protokołu potrzebuje danych końcowych. Nie ważne czy będzie to 40, 50 czy 60 procent. Musimy mieć dowód, że chociaż spróbowałeś. Nie będziemy tego ciągnąć. Najwyraźniej nie jesteś gotów.
Z rezygnacją wyciągnął dłonie do Urzędnika zimne pierścienie po rzuceniu zaklęcia rozgrzały się delikatnie. Uczucie szybko ustąpiło.
- I jak? – usłyszał kobiecy głos. Gdy urzędnik się nie odezwał Wiliam uniósł głowę.
- Koniec ? – zapytał z nadzieją.
- Danielu? – kobieta ponagliła kolegę.
- Nie mogę podać współczynnika.
- Dlaczego?
- Bo wygląda na to, że chłopak wcale jej nie użył. Wręcz ją zredukował.
- Przecież to niemożliwe.
- Najwyraźniej możliwe. Na pewno współczynnik dostępności Magii wynosił 15% . Teraz jest zerowy. Wygląda to tak jakby ją wyłączył. Jest w szoku. Nie skupi się na tyle, aby zacząć rzucać zaklęcia. Możemy to zaklasyfikować jako wskazanie medyczne. – Wiliam spiorunował medyka wzrokiem. I nagle dotarło do niego, że nie chce nigdy więcej widzieć tych ludzi. Musi to skończyć teraz. Nie może uciekać. Podniósł się z fotela z determinacja.
- Jeszcze raz.- powiedział zachrypnięty głosem.
- Chłopcze naprawdę sądzę, że na dziś wystarczy...- zrugał Go Medyk. Kładąc swoje wielkie dłonie na drobnych ramionach.
Wiliam spojrzał na niego I jednym ruchem ręki rzucił na niego zaklęcie uciszające.
- Zacznijmy od początku. – powiedział do Sedziego. Mierzyli się chwilę wzrokiem, aż w końcu mężczyzna kiwnął głową.
Przeszli pierwszy rok, drugi, a Wiliam starał się ze wszystkich sił aby nic go nie zdekoncentrowało. Przestał myśleć o tym co będzie. Liczyła się tylko magia, którą wyczuwał w koniuszkach palców. Przy zaklęciach z trzeciego roku pierścienie paliły go żywym ogniem.
Wiedział że jest daleko od uzyskania wymaganego 100%. Im bardziej przekraczał granice tym pierścienie mocniej paliły. Jakby chciały powiedzieć dość, tyle wystarczy, na więcej nie jesteś gotów.
Byli w połowie czwartego roku, gdy upadł na kolana. Jego ciało nie było już w stanie go utrzymywać. Zaklęcia z zakresu szkolnego wykorzystywały zbyt mało jego mocy. Musiał użyć czegoś ponad programowego. Coś co wyczerpie jego zasoby nim jego ciało odmówi posłuszeństwa. A wiedział, aż za dobrze, że siła jego Magii jest o wiele większą niż ciała.
- Dość. Skończmy to do cholery. – usłyszał wypowiedziane słowa, ale nie był już w stanie odgadnąć do kogo należy. Może nawet nie chciał wiedzieć do kogo należy.
100%
Musi dojść do granicy.
Musi wykorzystać zaklęcie które zużywa szybko dużą ilość mocy.
Odpowiedź była oczywista.
Patronus.
Przywołał najszczęśliwsze wspomnienie. I nic... Coś co kiedyś działało teraz nie działa.
Spróbował ponownie, ale efekt był taki sam. Jego dawne szczęśliwe wspomnienia nie działały.
W uszach mu dudniło jakby stał pod wielkim dzwonem.
Być może wystarczyło by zwykle Reparo, aby uzyskać wymagane 100%, ale nie chciał ryzykować. Nie chciał przechodzić tego ponownie. Musiał to skończyć teraz. Jednym skutecznym zaklęciem.
I przypomniał sobie słowa ojca.Nie był już dłużej sam. Miał ojca, dziadka i szalonego wuja, miał rodzinę. Coś o czym zawsze marzył. Miał ich i miał swój dom. Myśl, że Ci ludzie chcą mu to odebrać zblokował nim uniemożliwiła by mu rzucenie zaklęcia.
Tym razem z jego dłoni wyskoczyła łuna światła, a z niej wyłonił się Patronus, który nie był już Jeleniem. Był Feniksem.
Tak jak Wiliam nie był już Harrym.
Jego Patronus zatoczył koło i usiadł na kanapie obserwując Wiliama. A Wiliam patrzył na niego. Modląc się, aby to wystarczyło. Z nosa zaczęła mu kapać krew. Powoli zabarwiając podlogę. Jednak wiedział, że to jeszcze nie koniec. Jego palce mrowiły. Nie wyczerpał Magii do końca.
- Wiliam dość! – dotarł do niego krzyk ojca. Spojrzał na niego nieprzytomnie. Pokręcił głową. To jeszcze nie ten moment. To nie była Jego granica.
Dostrzegł, że Severus zrobił niebezpiecznie szybki krok. Jakby chciał fizycznie zmusić go to zaprzestania zaklęcia.
Uniósł lewą rękę stawiając przed ojcem szklaną barierę. Taką sama jak dwa miesiące wcześniej, która zatrzyma Severusa.
Jego Patronus zaczął się rozmywać. Łaskotanie w palcach znikło całkowicie. Dopiął swego. Dotarł do granicy. Upuścił dłonie i oparł się na nich. Chwilę mu zajęło nim się uspokoił na tyle by zmienić pozycje. Usiadł opierając się ciężko o kanapę. Zamknął oczy próbując odgonić mroczki.
- Sprawdź je...- zażądał. Gdy poczuł, że mężczyzna klęka przy nim, otworzył oczy. Nim wyciągnął dłonie, aby Uzdrowiciel mógł zbadać pierścienie, otarł rękawem koszuli spływająca krew z nosa. Nie było to zbyt eleganckie, ale w tym momencie miał gdzieś jak powinien zachowywał się Wiliam Prince!
Nawet nie poczuł kiedy mężczyzna użył formuły. Jednak odetchnął z ulgą, gdy usłyszał
- Mamy 100%.
- A teraz się odpierdolcie...- wyszeptał.
- Wiliam!- ostrzegawczy ton ojca nie zrobił na nim wrażenia. Gdy Snape uklęknął koło niego, aby ocenić jego stan zdrowia, chwycił go mocno za dłoń.
- Nie zostawiaj mnie z tym samego.
- Nigdzie się nie wybieram ty durny dzieciaku.
- Ja mówię poważnie tato. Nie zostawiaj mnie.- wyszeptał.
Snape przygarnął go do piersi, a on mu na to pozwolił. Wiliam już prawie zasypiał, gdy ciało jego ojca się poruszyło. Uchylił oczy i to co zobaczył wcale go nie ucieszyło.
- Czego jeszcze chcą?
- Medyk musi cię zbadać. Nie zamknął protokołu dopóki nie będą mieli pewności, że nic Ci nie jest.
- Przecież to tylko wyczerpanie magiczne. Czego oczekiwali oczekując ode mnie 100%?
- Na pewno nie tego co zrobiłeś baranie. – Wiliam uśmiechnął się na końcowe słowo.
- Muszę być przytomny? Nie jestem pewien czy zaraz nie zasnę.- mruknął na wpółprzytomny.
- Według protokołu nie musisz być świadomy jego zamknięcia.
- Chociaż jedna dobra wiadomość.
Słyszał rozmowy pracowników Ministerstwa, ale nawet nie trudził się zrozumieniem ich słów. Uchylił oczy, gdy ojciec odsunął się delikatnie. Skrzywił się, gdy medyk dotknął jego twarzy. Gdy w końcu rzucił na niego czar diagnostyczny osunął się w ciemność.
Za wszystkie błędy z góry przepraszam.
Dziękuję za recenzje! To miłe jak ktoś poświęci czas na przeczytanie i skomentowanie opowiadania.
Ktoś jest ciekawy co będzie dalej?
