...
-Dwight- powiedziała Feng Min
- Tak, królowo?
- Głodna jestem, daj mi coś do jedzenia. Dla siebie też możesz przy okazji.
- Sie wie
Dwight na swoją wyprawę wziął swój piękny wygląd, zapuścił wąsa (Dwight uważa że brody są dla meneli) i latarkę wziął. Przygotowany na wyprawę życia poszedł na przygodę. Dzięki swoim obliczeniom z użyciem kinestetyki Pascala, wiedział gdzie spawnią się mordercy. Przykucnął i schował się w krzewach. Dzięki swoim krzewistym wąsom, świetnie się wtapiał.
Mijały godziny, lata, Dwight zapadł w sen zimowy, gdy nagle przed świtem obudziło go jego/ czyjeś bicie serca. Szybko założył lornetkę na oczy i szukał swej ofiary. W oddali zauważył samotnie chodzącego sobie Piramidogłowego w swoim naturalnym środowisku.
- Heehee, ale będzie uczta- powiedział nikczemnie zbliżając się do swojej ofiary. Wyjął z kieszeni swoją latarkę z ekstra dodatkami i wyczekiwał odpowiedniego momentu, aby zaatakować żywy projekt Pitagorasa. Gdy był już wystarczająco blisko, wyskoczył z krzaków z zaskoczenia.
- Aaaa mam cięę- krzyknął.
- Huf huff- powiedziała przerażona piramida, uciekając od tajemniczego mężczyzny.
Dwight zaczął biec na czworaka, ujadając przy tym jak Dwight myśliwski. Piramida brała tyle tchu w płucach, ile tylko się dało, biegnąc przez jerzyny. Miał przy sobie jedynie długi fest nóż, ale był zbyt przestraszony, by się bronić. Jedyne co pozostało to ucieczka. N nie pomoże :c .
Piramida miał nadzieję, że uda mu się go wyloopować w chatce, jednak był zbyt pewien swych umiejętności. Łowca Dwight był tam już. A kiedy doszło do momentu loopowania, głowa z piramidą nie wiedział co robić
.
Fest się pocił przy gonitwie, rzucił na niego paletą, ale to nic nie zdziałało.
- Ja takie palety jem na śniadanie, głupcze! - rzekł szatańsko Dwight. Piramida znowu wbiegł do chatki, po paru rundach biegania obok niej. Musiał się rozpędzić, żeby przeskoczyć przez to okno szybko i efektownie.
Gdy już się rozpędził, nareszcie tego dokonał, jednakże..
- Głupia istoto- powiedział Dwight łapiąc go za dupę. Piramida spoglądając w oczy swego oprawcy widział jedynie świecące blaskiem sławy okulary - Głupcze...- powiedział znowu - Obliczyłem twój ruch jeszcze przed twoim przyjściem do DBD!- krzyknął, po czym rzucił na podłogę i podniósł go, kładąc go na swoje lewe ramię.
Przez całą drogę powrotną △ próbował się wyszamotać, ale na marne. Już dotarli do Feng Min.
-Kochanie wróciłem - powiedział Dwight nosząc △ na ramieniu, drugą ręką zamknął za sobą drzwi.
- Wiedziałam, że kiedyś wrócisz- odparła.
Dwight rzucił △ na dywan na środku sali gamingowej Fong, zaraz obok pluszaków z FNAF'a oraz zestawu do PS69. △ drżał z terroru, jaki go spotkał. Miał rodzinę, mamę △ oraz dzieci △. Zostawił ich wszystkich bez pożegnania na pastwę losu. Wiedział, że nie ujdzie z tego żywy, ale pragnął z całego △ -serca, aby jego rodzina ocalała.
- Zrób to Dwight. Jestem głodna - powiedziała Feng
- Sie robi samico.
Jedyną rzeczą, jaką △ zobaczył ostatnią był jego oprawca, który się nad nim schylał, by wykonać na nim mori. △ postanowił, że umrze z godnością, więc zamknął swe oczy i wziął po raz ostatni CO2
