Kolejny zimowy poranek przyniósł ze sobą niewielkie promyki słońca. Blondyn właśnie wstał, żeby zmierzyć się z kolejnym pełnej pracy dniem. Po 15 minutach zszedł na dół, aby napić się kawy. Nikogo na dole nie było. W sumie nie spodziewał się, że kogoś na dole zastanie. Najczęściej gdy wychodził rano do pracy nikogo nie było, bo wszyscy najpewniej spali. Dzisiaj pracę kończy o 15:00, więc od razu po pracy uda się do dawnego miejsca zamieszkania Granger. Wybiła godzina 7:00 co znaczyło, że musiał już wychodzić. Wziął kluczki do samochodu i wsiadł do białego Audi. Jazda samochodem bardzo go rozluźniała, czuł się wtedy wolny niczym ptak. Niestety dzisiaj znowu czekał na niego stos papierów.
Dotarł do ministerstwa i usiadł za swoim biurkiem. Zaczął pisać list do przyjaciela. Granger jest uparta i nie zapomni tego dnia, w którym to się wydarzyło. Kiedy skończył pisać wysłał go. Na jego biurku układały się stosy dokumentów, które trzeba było podpisać i wysłać do innych departamentów.„To tylko 7 godzin, dam radę".- powtarzał sobie w myślach i zajął się pracą.
Do okna gabinetu zastukała piękna sowa. Wysoki, ciemnoskóry mężczyzna wstał od swego biurka, podszedł do niej i odwiązał list. Po rozwinięciu przeczytał zawartość:
„Spotkajmy się po 15:00 na ulicy Blank St. 6. Na miejscu wszystko Ci wytłumaczę."
„Ps. Chciałbym Cię również prosić o terapię dla pewnej kobiety po przejściach, udamy się na nią zaraz po spotkaniu."
D.M.
Zastanowiło go dlaczego akurat na tej ulicy. Jednak musiał czekać do umówionej godziny. Jeśli Draco chce się spotkać akurat w takim miejscu to coś musiało się stać. Zwykle o takie spotkania prosi, gdy chce porozmawiać z kimś, kto się mu bardzo naraził i dokopał dupy.
Wybiła godzina 15:00. Draco z ulgą odłożył wszystkie papiery oraz pióra. Zabrał swoje rzeczy i wyszedł z ministerstwa prosto do swego samochodu. Gdy dotarł na miejsce przyjaciel już na niego czekał. Zaprosił go do samochodu.
- Co się dzieje? Dlaczego akurat ta ulica?
- Jest taki pewien gość, który...
- Który Ci się podoba. No nie wiedziałem, że jesteś gejem, ale spoko. - powiedział i się zaśmiał z miny Draco.
- Co?! Nie. Jest taki gość, który rani kobiety, a konkretnie taką jedną.
- Rozumiem, że dowiem się centralnie przed drzwiami do domu, tak?
- Zgadłeś. Jesteś tu głównie dlatego, żeby jak coś to mnie powstrzymać przed zamordowaniem go. Gdyby mnie oczywiście poniosły emocje.
- Jasne jak słońce. Twój diabeł stróż zawsze Ci pomoże. Nie traćmy więcej czasu. Wiesz, że muszę wrócić wcześniej wrócić do domu, bo Vivien zacznie się o mnie martwić. - powiedział i wysiadł ze swojego samochodu. W jego ślady poszedł również blondyn.
Stanęli przed blokiem mieszkalnym, w którym wcześniej mieszkała dziewczyna. Weszli do środka i zaczęli szukać numer 18.„Wyżej nie mogła mieszkać?" - pomyślał.W końcu doszli do brązowych drzwi. Wziął wdech i zapukał do drzwi. Otworzyła im długonoga blond włosa kobieta, owinięta w króciutki szlafrok.
- Słucham?
- Witam, czy mieszka to niejaki Mike? - odezwał się blondyn
- Tak. Wyszedł załatwić jakąś pewną sprawę. Czy coś przekazać?
- Nie. To jest nasz znajomy, chcieliśmy się spotkać i pogadać jak za starych, dobrych czasów. No cóż, dziękujemy Pani. Chodźmy przyjacielu.- odezwał się Blaise.
- Co ty kombinujesz?
- Domyślam się, że ta blondyna miała za chwilę wychodzić. Ona wyjdzie, a nasz „kolega" wróci do domu z jakąś laską i tam go zastaniemy.
Po 5 minutach okazało się, że Blaise ma rację. Dziewczyna właśnie wychodziła z bloku prosto do swojego samochodu. Po 10 minutach na dróżce parkowej pojawił się znienawidzony Hiszpan z rudowłosą dziewczyną u boku, a jego ręka spoczywała na jej pośladkach. Draco niewiele myśląc wysiadł z samochodu kierując się w stronę bruneta. Blaise od razu popędził za swoim przyjacielem.
- No proszę, kolejna do kolekcji?
- Słucham? - powiedział z hiszpańskim akcentem.
- Która to już dzisiaj? 20? 40?
- O czym ten Pan mówi Kotku? - zapytała rudowłosa kobieta niczego nie rozumiejąc.
- Nie wiem. Nie znam tego faceta pewnie przyszedł tu kompletnie pijany.
- Mnie może nie znasz, ale na pewno znasz kobietę, z którą przeżyłeś 5 lat, a następnie wyjebałeś ją z domu z walizkami bez dachu nad głową. Tylko po to, żeby przyprowadzać kolejne kochanki do domu. - cierpliwość Draco już się kończyła.
- Kłamiesz, Mike nigdy nie zrobiłby czegoś takiego żadnej kobiecie.
- Otwórz dziewczyno oczy. Zostaw go i znajdź sobie przyzwoitego mężczyznę, który pokocha Cię taką jaką jesteś. A nie takiego, który chcę Cię tylko wykorzystać i wyrzucić na zbity pysk tylko po to, żeby przyprowadzać sobie kolejne panienki. - wtrącił się Blaise.
- Dosyć tego! - krzyknął Hiszpan. - Nie wiem kim wy jesteście, ale dajcie nam spokój!
- Tylko wtedy kiedy dostaniesz po mordzie. - powiedział zdenerwowany Draco.
Po tych słowach Draco wymierzył mu prawy sierpowy. Niestety brunet uniknął ciosu i sam przywalił Draconowi. Przez dobre 3 minuty mężczyźni okładali się pięściami. Draco w pewnym momencie wyciągnął różdżkę i przystawił do gardła bruneta. Blaise natychmiast zareagował i szybko odtrącił przedmiot jak i samego blondyna 3 metry od podnoszącego się zakrwawionego Hiszpana.
- Jeszcze raz wykorzystasz jakąś kobietę, a osobiście Cię znajdę i zabiję. - powiedział Draco wycierając chustęczką smugi krwi z łuku brwiowego i wargi.
- Przepraszam bardzo, ale czy panowie mówią prawdę?
- Pani kochana najprawdziwszą prawdę. Nie warto zawracać sobie głowy takim facetem, który myśli tylko o jednym. Niech pani sobie znajdzie kogoś kto otworzy przed panię swe serce i uczucia. Jestem psychologiem, znam się na tym. Proszę informować swoje przyjaciółki oraz na potkanym kobietom o niejakim Mike'u z Hiszpanii(nie wiem jak się odmienia - dop. Aut.)Niech Pani rozgłasza wszystkim, że ten mężczyzna wykorzystuje wszystkich i wszystko do swoich przyjemności.
- Jednak są jeszcze uczciwi ludzie na tym popapranym świecie. Dziękuje dopilnuję, żeby każda kobieta w tym mieście usłyszy o tym łajdaku. - uśmiechnęła się do pana psychologa i odeszła.
- Dracon dał Ci ostrzeżenie. Lepiej się wynoś do swojego kraju, tam skąd przybyłeś. Jeżeli dojdą nas słuchy o twoich kolejnych występkach gorzko tego pożałujesz. - powiedział do Hiszpana, który nadal próbował podnieść się na własne nogi. - Chodźmy stąd.
- Blaise usiądź za kółkiem. Ja nie dam rady trzymać kierownicy i chusteczki ledwo tamującej krew. - powiedział i poszedł na miejsce pasażera.
- Jasne, stary.
- Szofer do domu, proszę, - zaśmiał się blondyn, a Blaise mu zawtórował.
Czekała na niego. W sumie nie wiedziała dlaczego. Od matki Dracona dowiedziała się, że przyjeżdża z pracy po 16:00, no chyba, że zasiedzi się w papierach to wraca po 17:00. Narcyza wyszła do swej sąsiadki na herbatkę, a ona wciąż czekała na Malfoy'a. Dochodziła godzina 18:15 zaczęła się już co raz bardziej martwić o chłopaka. Nie bez przyczyny pytał ją o adres dawnego zamieszkania. Obstawiała, że chłopak mógł pójść na spotkanie z Hiszpanem i obawiała się, że te odwiedziny nie skończyły się najlepiej. Zza drzwi dobiegł ją głos silnika samochodowego. Uspokoiła się, że już wrócił, jednakże gdy przekroczył próg salonu przeraziła się.
- Usiądź sobie wygodnie, a ja zaraz do Cie... yyy Granger? Kopę lat. - powiedział zszokowany Blaise i zilustrował jej wygląd. Ciemny dres oraz podpuchnięte i czerwone oczy. Następnie połączył wszystkie fakty i Voila! Dracon poprosił go o terapię dla Gryfonki samej Hermiony Granger. Szczerze nie spodziewał się, że Draco zrobi coś takiego.
- Ciebie też miło wiedzieć Zabini.
- Halo, ja tu krwawię. - upomniał się poszkodowany.
- Smoku gdzie masz apteczkę?
- Nie musisz mnie opatrywać poradzę sobie. Ty wracaj do żony, bo mnie zamorduje jako pierwszego, bo nie kazałem Ci wracać.
- Dobra, dobra. Granger, mam wolny termin w czwartek na 12:00. Zarezerwować go dla Ciebie?
- Jeżeli jest to konieczne...
- Konieczne, a teraz błagam pomóżcie mi zatamować ten krwotok.
- Dobra, ja wracam do Vivien. Do zobaczenia Granger. - i tyle diabła widzieli.
- Połóż się na kanapie, a ja pójdę po apteczkę i zaraz Cię opatrzę.
Poszła po potrzebne rzeczy do pomieszczenia obok, po plastry, maści oraz miskę z wodą i wróciła do niego siadając obok. Nie odzywali się do siebie. Hermiona oderwała się od rzeczywistości, że jest w Św. Mungu i pomaga innym. Granger nie była tylko aurorką, ale i pracowała w Św. Mungu, czyli była cały czas zapracowana. Z jednej strony łapanie przestępców, a z drugiej pomaganie innym ludziom. Gdy tak rozmyślała nawet nie zauważyła, że szaro-niebieskie tęczówki uparcie się w nią wpatrują.
- Gdzie dorobiłeś się tych skaleczeń? Rano ich jeszcze nie miałeś.
- Nie ważnie, czy je miałem czy nie. Było minęło.
- Pojechałeś tam. Prawda?
- Słucham? Skąd Ci to... - brązowe tęczówki pełne od łez wpatrywały się w niego. Nie mógł znieść jej spojrzenia. Uległ. - Tak.
- Dlaczego?
- Nie mogłem się powstrzymać. Kiedy zaczęłaś mi opowiadać o tym skur... dupku, postanowiłem go odwiedzić w towarzystwie Diabła. On miał reagować w odpowiednim momencie, żebym go nie zamordował na miejscu. W domu zastaliśmy jakąś kobietę jak się okazało była kolejna kochanką. Gdy od niej wyszliśmy, wsiedliśmy do samochodu i czekalimy na naszego „kolegę". Szedł z kolejną panienką do domu i się wkurwiłem. Wysiadłem z samochodu powiedziałem parę słów prawdy i dałem mu w ryj i tak zaczęła się nasza bijatyka. Zagroziliśmy mu, że jeszcze raz tak potraktuje kogokolwiek, a nie będzie mógł się pozbierać.
- Po co to zrobiłeś?
- Znienawidziłem go już na początku twojej opowieści.
- I postanowiłeś mu się odpłacić. Zrobiłeś to dla innych kobiet w tym... dla mnie.
- Nic nie da się przed tobą nic ukryć. - ona się tylko uśmiechnęła. Obdarzyła go po raz pierwszy szczerym uśmiechem od ostatnich kilku dni. - Gdzie moja mama?
- Poszła na herbatę do sąsiadki. Jeżeli pozwolisz, pójdę się położyć. Dobranoc.
- Dobranoc Granger.
Oddaliła się do swojego pokoju.
Jeszcze przez chwilę rozmyślała na temat Malfoy'a „Co się dzieje z Malfoy'em? Czemu zachowuje się inaczej wobec mnie? Może wkrótce się dowiem." Jeszcze przed zaśnięciem wpatrywała się w piękny zimowy księżyc próbując rozwiązać zagadkę dotyczącą Dracona. Jednakże długo to nie potrwało, bo po paru minutach została objęta ramionami Morfeusza.
Dni mijały w zaskakująco szybkim tempie. Hermiona po wizycie Blaise'a rozluźniła się i powoli zaczęła zapominać o tym co ją spotkało. Chciała znaleźć małe mieszkanie w Londynie jednakże Narcyza bez wiedzy Hermiona skutecznie psuła jej te plany. Pomagała gospodyni jak tylko mogła i zawsze robiła to z chęcią. Poprosiła dziewczynę by pomieszkała z nimi jeszcze do nowego roku, a potem pomoże jej szukać mieszkanie.
Święta zbliżały się równie szybko. Na ulicach zaczęły się pojawiać świąteczne ozdoby i drzewka. Wieczorem kobiety czekały na młodego Malfoy'a przy szklance herbaty. Narcyza usiadła w swoim ulubionym fotelu blisko kominka natomiast Granger usiadła na kanapie z herbatką w ręce. Po 30 minutach od rozłożenia się w salonie usłyszały odgłos otwierających się drzwi.
- Jestem! - krzyknął idąc w stronę salonu. - Witaj mamo, cześć Granger.
- Jak Ci minął dzień? - zapytała Narcyza patrząc na swego syna.
- Dzień jak co dzień, od jutra mam wolne. Za chwilę przecież zaczynają święta, dosyć pracy. - powiedział napełniając szklankę bursztynowym płynem po czym udał się na kanapę obok Granger.
- Myślałam, że lubisz pracować.
- Oczywiście, że lubię Granger. Ale lubię również inne rzeczy, np. Rodzinne święta czy piękne kobiety. - ostatnie trzy słowa szepnął jej do ucha na co ta lekko się zarumieniła czując jego oddech na swoim ciele.
- Możecie jutro pojechać po choinkę? Hermionko pomożesz mu wybrać najpiękniejszą zieloną choinkę.
- Dobrze. Przepraszam, czy mogę się udać do pokoju?
- Oczywiście. Dobranoc moja droga.
- Dobranoc Granger.
- Dobranoc. - powiedziała, a następnie zniknęła na schodach. Później był tylko odgłos zamykanych drzwi do sypialni Hermiony.
- Draconie wybacz, że się wtrącam. Czy kupiłeś jej prezent na święta?
- Powiedzmy, że coś mam na oku.
- To bardzo dobrze. Wiesz co powiem Ci, że ona mogłaby być moją synową. Niestety nie widzę, żeby mój syn angażował się jakikolwiek związek z tą Panią.
- Jakoś się angażuje, ale wszystko w swoim czasie...
- Mam nadzieję, że nic nie zepsujesz. Jutro weź Hermionę do sklepu, bo inaczej będziemy mieć pustą lodówkę na święta. Listę zostawię wam na stole w kuchni.
- Dobrze. Tak w sumie zastanawiam się, czy je gdzieś nie zabrać np. Do restauracji lub kawiarni.
- Mam świetny pomysł. Kiedy będziecie w sklepie przygotuję wam romantyczną kolację przy świecach, a ja sama ulotnie się do Andromedy.
- Brzmi cudownie, dziękuje Ci.
- Idę już spać. Nie siedź za długo. Dobranoc synku.
- Dobranoc.
Przy kominku siedział jeszcze długo. Chciał, aby jutrzejszy dzień był wyjątkowy. Gdy już w końcu ułożył plan przebiegu następnego dnia zobaczył, że na zegarku wybiła godzina 01:00 w nocy. Nie było sensu dłużej siedzieć, więc udał się do swojego pokoju, wcześniej jeszcze zahaczył o drzwi dziewczyny.
Granger wierciła się jakby nie mogła zasnąć. Usłyszał ciche niewyraźne pomruki, dlatego podszedł bardzo cicho w jej stronę. Teraz doskonale słyszał co mówi przed sen.
- Zostaw mnie... nie jesteś mi potrzebny... mam swojego anioła... on mnie zawsze obroni... odejdź... Draco proszę... bądź przy mnie.
Uśmiechnął się sam do siebie. Został jej aniołem stróżem może tylko we śnie, ale zawsze to coś. Nie chciał jej zbudzić, dlatego wyszedł z jej pokoju najciszej jak tylko mógł. Kiedy był w swoim pokoju położył się na łóżku i okrył się kołdrą. Nie mógł długo zasnąć po tym jakie słowa usłyszał. Na jego ustach cały czas błąkał się uśmiech. Postanowił, że jutro zabierze ją tam gdzie będzie chciała i kupi jej prezent na święta. Z tą myślą udał się do krainy snów.
Nastał słoneczny poranek. Narcyza robiła śniadanie i czekała aż reszta domowników zejdą do jadalni. Pierwszy zszedł Draco, w samych spodniach od piżamy, pokazując przy tym swoją klatkę piersiową.
- Dzień dobry. - powiedział zaspanym głosem.
- Dzień dobry. Wyspałeś się?
- Jak nigdy dotąd. - uśmiechną się nalewając kawy.
- Dzień dobry. - powiedziała dziewczyna wchodząc do jadalni. Nie słyszeli jak schodzi po schodach. Była ubrana w satynowy szlafroczek do połowy ud. Draco nie zdążył napić się kawy i zamarł z filiżanką przy ustach.
- Dzień dobry dziecko, dobrze spałaś?
- Wyśmienicie. - spojrzała na blondyna. - Muchy łapiesz Malfoy? - powiedziała z rozbawieniem.
- Granger, za pół godziny jedziemy po choinkę i na zakupy.
- Jasne.
Po śniadaniu udała się na górę. Umalowała tylko rzęsy i musnęła usta brzoskwiniowym błyszczykiem. Następnie ubrała się w szarą bluzkę na długi rękaw i czarne rurki. Kiedy wychodziła z pokoju wzięła gruby wełniany szalik, nauszniki oraz rękawiczki i płaszcz. Schodząc po schodach ujrzała szaro-niebieskie tęczówki Dracona. Czekał już na nią przy wyjściu. Nie pozostało jej nic innego jak założyć na siebie płaszcz i szalik.
- Wziąłeś listę zakupów? - zawołała Narcyza z kuchni.
- Tak, za niedługo będziemy z powrotem. - odkrzyknął Malfoy.
Wsiedli do samochodu i zaczęli jechać. Nie rozmawiali przez całą drogę, bo nie mieli tematów do rozmowy. Każde z nich myślało o tym co druga osoba miało na sobie podczas śniadania. Draco zastanawiał się nad tym jak wyglądało ciało dziewczyny pod krótkim satynowym szlafroczkiem. Marzył by ujrzeć jej ciało w całej okazałości. Natomiast Hermiona nie mogła się nadziwić jak umięśnione jest jego ciało. Chciałaby wymasować każdy jego mięsień, by jej palce zwiedziły każdy fragment jego ciała. Dojechali na targ świąteczny. Wysiadł z samochodu i podszedł z drugiej strony, żeby otworzyć drzwi od strony pasażera. Podziękowała mu krótkim i nieśmiałym uśmiechem.
- Najpierw pójdziemy po choinkę. Później pójdziemy na spokojnie do sklepu przez targ.
- Zawsze kupujecie tu choinkę?
- Tak, co roku wybieramy inną. Zwykle mama kupowała. Tym razem Tobie kazała wybrać tę najpiękniejszą Granger.
- Nie jestem za dobra w wyborze drzew Malfoy. Wszystkie mi się wydają takie same.
- To w takim razie teraz zobaczysz, że są jednak różne.
Draco miał rację. Choinek było mnóstwo, można było wybierać godzinami. Pierwsze były wysokie sięgające do gwiazd. Inne były za to puszyste, miały bardzo dużo gałązek. Były małe, średnie, duże. Jej wzrok przyciągnęła choinka z rozłożystymi gałązkami na oko miała z 2,5 metr. Draconowi też podobała się ta zdobycz. Zapłacił za choinkę, a następnie kazał przywiązać ją do samochodu. Gdy wykonali rozkaz poszli razem z dziewczyną do sklepu.
- Cholera!
- Co się stało?
- Zapomniałem. Miałem podejść po odbiór papierów do biura.
- To idź po nie. Ja tu poczekam i pooglądam wystawy świąteczne.
- Dobra, do 10min jestem z powrotem
I zniknął w tłumie ludzi. Hermiona kochała święta, najbardziej uwielbiała oglądać przeróżne wystawy świąteczne. Chciała odwdzięczyć się Narcyzie, że tyle dla niej zrobiła. Kupiła ozdobny świecznik świąteczny i świece w kolorze czerwono-srebrnym i do tego średni obraz przedstawiający zimę w wiosce i rzucające się dzieci śnieżkami. Wszystko pomniejszyła zaklęciem i schowała do swojej torebki. Teraz pozostało jej czekać tylko na Malfoy'a.
"Ja ty pięknie kłamieszDraconie"odezwał się w jego głowie cichy głosik. Lepsze to niż, żeby powiedzieć, że idzie po prezent. Wszedł do jubilera i zaczął rozglądać się uważnie po wystawie. Po lewej stronie była biżuteria ze srebra, a po prawej ze złota. Natomiast na samym środku było i srebro i złota tylko tam znajdowały się pierścionki, kolczyki oraz komplety biżuterii.
- Dzień dobry. Pomóc w czymś?
- Tak. Szukam prezentu dla dziewczyny. Może to być komplet biżuterii lub tylko naszyjnik.
- Rozumiem to ma być srebra, a może złoto?
- Srebro. - odpowiedział Draco bez wahania, a sprzedawca zniknął za zapleczem.
Przyniósł trzy palety kompletów i mnóstwo naszyjników różnych kształtów. Z oczkami, rubinami, cyrkoniami, szafirami, szmaragdami, brylantami i diamentami. Było w czym wybierać. Postanowił najpierw wybrać dla swojej mamy. W oko wpadł mu naszyjnik ze szmaragdem w kształcie łezki otoczony cyrkonią. Był on ze srebra i w ulubionym kolorze mamy. Została mu tylko Granger. I tu był problem nie za bardzo znał Granger. Nie wiedział jaki jest jej ulubiony kolor czy jaki spodoba jej się kryształ. Dlatego też postanowił poradzić się specjalisty.
- Mógłby mi Pan pomóc? Za duży jest tutaj wybór i za dużo kolorów. Niestety nie wiem jaki jest jej ulubiony.
- Proszę niech pan opisze mi jej wygląd oraz charakter. Dużo klientów zastanawia się co kupić danej osobie, dlatego też po wyglądzie i charakterze pomogę panu wybrać.
- Dobrze, więc jest brunetka o czekoladowych oczach. Jest wrażliwa, zadziorna, uparta, czasem bywa wkurzająca, odważna i umie postawić na swoim.
- Już wiem co może przypaść jej do gustu. Mam taki jeden komplet, który będzie pasował do jej ognistego temperamentu. Przyniosę z zaplecza. - powiedział, a następnie odszedł zabierając ze sobą poprzednie komplety. Przyniósł opakowanie, gdy tylko otworzył wieczko Draco wiedział, że to jest to. Zapłacił za prezenty dla obu dziewcząt, a następnie wyszedł ze sklepu i szedł w kierunku pozostawionej gryfonki.
- No nareszcie. Ile można stać na tym mrozie?
- No wiesz, odbiór dokumentów trochę jednak zajmuje, więc to nie moja wina.
- To teraz gdzie mamy iść? Niestety tu żadnych supermarketów...
-... Nie ma. Wiem o tym. Dlatego też pojedziemy do parku, bo niedaleko niego jest sklep.
Zajechali pod sklep. Hermiona pchała wózek, a Draco szedł przed nią z lista zakupów i wkładał produkty do wózka. Zapłacili i wyszli ze sklepu. W trakcie powrotu do domu nikt się nie odzywał. Kiedy tylko przekroczyli próg z kuchni dobiegł ich głos Narcyzy:
- Ubierzcie choinkę dzisiaj, ja teraz nie dam rady, bo za chwilę muszę wyjść. Draco przynieś zakupy do kuchni.
- Dobrze mamo. Granger przynieś ozdoby na choinkę. Są za pierwszymi drzwiami na prawo tam będę bombki, łańcuchy, łapki i tak dalej. Ja choinkę zaraz przyniosę.
- Jasne... - powiedziała i skierowała się na schody. Draco po przyniesieniu zakupów do kuchni poszedł po drzewko.
Zniosła dość spory karton wypełniony po brzegi ozdobami. Hermiona była zachwycona widząc tyle kolorów. Kiedy dotarła do salonu z kartonem drzewko już stało w rogu za kominkiem i czekało aż się je ozdobi. Na pierwszy ogień poszły czerwono-białe łapki. Dziewczyna je trzymała i rozplątywała, a chłopak je zawieszał i układał. Dla przyjemnej atmosfer Draco włączył świąteczne piosenki jako pierwsze zaczęło grać "Last Christmas". Po zawieszonych lampkach przyszedł czas na bombki i srebrne gwiazdki. Na koniec zostały puszyste łańcuchy w kolorze lampek. Choinka była gotowa kiedy zegar wskazywał już godzinę 19:00.
- Chcesz herbaty? - spytał idąc w kierunku kuchni.
- Tak, poproszę. - szła za nim. -. Może jakąś owoc...
- O przy okazji coś sobie zjemy. - uśmiechnął się pod nosem.
- Ale skąd to...?
- Nie mam zielonego pojęcia, ale jest nakryte dla dwóch osób.
- Może twoja mama czeka na jakąś koleżankę?
- Mamo! - opowiedziała tylko cisza. - Tu jest twoje wytłumaczenie. Czyli to jest dla nas.
- Nie jestem głodna. - i jak na złość w tym momencie zaburczało jej w brzuchu, a Draco zaczął się śmiać.
- Właśnie widzę, że wcale nie jesteś głodna. Wina?
- Nie miała być herbata?
- Skoro już mamy butelkę to żal by było jej nie wypić nawet po lampce. - kiwnęła tylko głową. Żadne z nich nie chciało zacząć rozmowy. Draco w końcu nie wytrzyma i zagadał. I takim sposobem rozmowa i wino szło pełną parą. Mimo, że wino się skończyło to nadal rozmowa się kleiła i była bardzo miła atmosfera co można było zauważyć po uśmiechach na twarzy. Draco nieświadomie położył swoją rękę na jej ręce. Hermiona skapnęła się dopiero wtedy kiedy odwróciła wzrok od hipnotyzujących szaro-niebieskich oczu. Zarumieniła się i już chciała wyjść z kuchni, ale powstrzymał ją nadal trzymając jej rękę również wstając.
- Coś się stało?
- Ja... emm... chyba powinnam iść już spać.
- Dlaczego? - zaczął się do niej przybliżać. Ona nawet się nie poruszyła, więc podszedł jeszcze bliżej.
- Bo... to był bardzo pracowity dzień, do tego ta kolacja i chyba wypiłam za dużo wina, ponieważ kręci mi się w głowie.
- A ja uważam... - ściszył głos -... ze chętnie byś jeszcze ze mną posiedziała przy kominku z drugą butelka wina i porozmawiała o wszystkim i o niczym.
- Na przykład o czym? - z każdą sekunda Draco był coraz bliżej, a ona nie potrafiła się ruszyć. Wiedziała co może zaraz nastąpić i chciała tego, ale równocześnie się tego bała.
- Na przykład o tym jak to jest, że widzisz pewna osobę codziennie, a łączy ich tylko rozmowa przy kominku.
- A co może łączyć te osoby skoro są z dwóch różnych światów?
- Może przyjaźń, ale mam na to inną odpowiedź. - powiedział i zatopił się w jej ustach. Odwzajemniła pocałunek. Dawno nie czuła się taka bezpieczna oraz szczęśliwa. Niestety kiedy usłyszała szczęk zamka odsunęła się od niego, mruknęła ciche "przepraszam" i mijając Narcyzę w korytarzu zamknęła się w swoim pokoju.
- I jak? - zapytała syna.
- Nie mam pojęcia. Pocałowałem ją i w sumie oddala pocałunek, ale potem przeprosiła i uciekła. Co ja mam zrobić? Otworzyła się przede mną trochę podczas tej kolacji, ale to wszystko.
- Jeżeli dałeś jej do zrozumienia, że nie jest Ci obojętna to daj jej teraz trochę czasu na poukładanie tego w głowie. Za dwa dni są święta, do tego czasu uspokoi się i przemyśli parę spraw.
- Jesteś pewna?
- Tak. Po za tym ty też nie jesteś jej obojętny. Po pierwsze oddała twój pocałunek, a po drugie widziałam zmartwienie w jej oczach, gdy czekała ze mną aż przyjdziesz z pracy, widziałam cię i martwiła się.
- Może masz rację. Idę się położyć, a jutro skoczę do Blaisa. Nie wiem o której będę . Dobranoc mamo.
- Dobranoc synku, śpij dobrze.
Od razu po śniadaniu na, którym nie było Hermiony, Draco wyszedł do swojego najlepszego przyjaciela, a zarazem szwagra. Chciał z nim porozmawiać, wyżalić swe smutki przy alkoholu i zaprosić go na jutrzejszą wigilię wraz z Vivien. Siedział u niego aż do wieczora, żeby nie widzieć się z Granger.
Natomiast Hermiona cały dzień spędziła wraz z Narcyzą w kuchni szykując najróżniejsze potrawy i ciasta na wigilię. Nie wiedziała dzisiaj Dragona co było jej na rękę, bo najpewniej byłoby między nimi nie zręcznie. Do dzisiaj nie mogła się pozbyć przyjemnego uczucia kiedy ja pocałował , ale przecież nie mogła się w nim zakochać nie w tak krótkim czasie. Wyczerpana usiadła na kanapę w salonie i czekała na Narcyzę by z nią porozmawiać. Nie wiedziała w którym momencie zamknęły się jej oczy, a głową opadła na poduszkę. Mama Draco na widząc, że zasnęła uśmiechnęła się delikatnie i przykryła ją kocem, a sama udała się do swojej sypialni.
Kiedy Draco przyszedł, w domu nie paliło się żadne światło. Jedynie z salonu dobiegała łuna światła z kominka. Pomyślał, że to jego mama na niego czeka jak zwykle, więc podszedł bliżej kanapy i zamarł. Na kanapie spała Hermiona, zwinięta w kłębek i przykryta kocem. Na początku chciał ją tak zostawić do rana, ale od razu odrzucił ten pomysł. Wiedział o tym, że rano wszystko będzie ją boleć jak będzie tu spać. Często gdy wracał z imprez lub z pracy bardzo późnym wieczorem to kładł się na kanapie, a rano narzekał na straszny ból pleców. Postanowił, że zaniesie ja do łóżka. Gdy wziął ją ostrożnie na ręce ona wtuliła się w niego jak w ulubionego misia co wywołało u niego uśmiech na twarzy. Wszedł po schodach i otworzył drzwi do sypialni Hermiony, a następnie ułożył śpiąca dziewczynę na łóżku i przykrył kołdrą. Chwilę na nią spodglądał, a na jej twarzy błąkał się uśmiech. Pocałował ją w policzek i uśmiechnięty udał się do swojego pokoju.
Na zegarze wybiła godzina 9:30. Otworzyła swe zaspane oczęta. Znajdowała się w pokoju, ale nie pamiętała by wchodziła na górę, przecież zasnęła na kanapie przy kominku. Postanowiła ubrać się i zejść na dół. W kuchni zastała Narcyzę.
- Dzień Dobry. - powiedziała swoim jeszcze zaspanym głosem.
- Dzień Dobry kochana. Napijesz się ze mną kawy?
- Chętnie. Czy pomóc w czymś jeszcze?
- Nie już zrobiłam wszystko. Barszcz się ugotował, trzeba będzie znieść i nakryć stół i oczywiście samemu się przygotować.
- To może nakryje do stołu?
- Nie musisz tym zajmę się Draco.
Zjadły podane śniadanie i wypiły kawę, a następnie pogrążyły się w rozmowie. Na dół zszedł Draco w samych spodniach od piżamy. Hermiona widząc to zarumieniła się i odwróciła głowę w innym kierunku. Draco widząc przez chwilę jej zaczerwienione policzki uśmiechnął się pod nosem.
- Dzień Dobry.
- Witaj synku, czy zniósł byś od razu ten stół, który rozkładamy w salonie.
- Jasne, ale zrobię to posiadaniu, bo umieram z głodu.
- Hermionka jesteś wolna, możesz pójść się przyszykować, goście będą o 17.00. I mam prośbę. Bądź w salonie, gdy Draco będzie wszystko rozkładał. Chciałabym, żebyś wiedziała jakie sztućce są do czego.
- Dobrze. - odpowiedziała i usiadła w salonie z książką. Czytała ją dopóki były ślizgon nie rozłożył wszystkiego i nie przyniósł zastawy. Wytłumaczył jej do czego są dokładnie wszystkie sztućce i co gdzie należy ułożyć.
Gdy skończył poszła do swojego tymczasowego pokoju i zaczęła przeglądać co ma w szafie. Na samym dnie w pudełku znalazła coś odpowiedniego i pasującego do nastroju świąt. Wzięła prysznic i owinęła się w ręcznik i usiadła u siebie na łóżku. Rozczesała włosy i zaczęła robić fryzurę. Końcowy efekt prezentował się tak:
Ubrała się w swoją kreację i zrobiła delikatny makijaż. Musnęła usta brzoskwiniowym błyszczykiem. Miała jeszcze trochę czasu do przybycia gości, więc zaczęła czytać książkę, która nie dokończyła rano. Po 20 minutach usłyszała pukanie do drzwi i głos, żeby zeszła na dół. Założyła swoje srebrne szpilki i zeszła na dół. Będąc przed schodami usłyszała w przedpokoju powitanie gości. Zaczęła schodzić po schodach.
Draco razem z mam otworzył drzwi gościom i przywitał się wyciskając siostrę u szwagra. Usłyszał kroki na schodach, odwrócił się i zamarł. Hermiona biała na sobie śliczną bordową sukienkę:
Wyglądała jak księżniczka. Elegancko, kobieco, a zarazem seksownie. Blaise szepnął mi na ucho ciche "zazdroszczę" i objął swoją żonę. Podeszła do grupy i przywitała się że wszystkimi.
- Witajcie. - powiedziała niepewnie.
- Witaj Hermionie, poznaj moja żonę Vivien.
- Cześć. Miło mi Cię poznać.
- Ciebie również. Nie wierzę, że mój ułomny brat w końcu znalazł dolinie dziewczynę.
- Brat? - zapytała zaskoczona
- Dziewczynę? - wytrzeszczył oczy. - Vi skarbie, nie jesteśmy parą. Pomagam Hermionie w jednej sprawie. I nie jestem ułomny. - na ostatnie zdanie wszyscy zachichotało całe towarzystwo nie licząc Dracona.
- Zapraszam wszystkich do salonu! - zawołała Narcyza. Gryfonka poszła w tym czasie pomoc pani Malfoy w kuchni.
- Oj braciszku nie ładnie tak kłamać. - pokręciła głową. - Mnie nie oszukasz i widziałam jak na nią patrzyłeś. Coś jest na rzeczy? - szeptała.
- Poniekąd, ale nie wtrącaj się, bo wszystko zepsujesz.
Kiedy wszystko zostało ustawione na stole zasiedli do kolacji. Panowała bardzo miła atmosfera. Hermiona siedziała obok Dracona i na przeciw Vivien. Po kolacji przyszedł czas na deser oraz coś mocniejszego. Na deser był pyszny własnoręcznie robiony sernik. Draco wraz z przyjacielem rozkoszowali się smakiem bursztynowego napoju natomiast Narcyza przywołała butelkę wina i zaczęła rozlewać dla każdej dziewczyny.
- Mamo, ja nie piję. Wątroba nie później boli. Napije się soku.
- Od kiedy ty nie pijesz? - spytała zdziwiona Narcyza
- Nie wiem, tak jakoś od... dwóch miesięcy.
Pogrążeni w rozmowie nawet nie zauważyli, że zegar wybił już godzinę 21:30.
- My się już będziemy zbierać. Jutro jeszcze jedziemy do rodziców Blaisa.
- No dobrze, dziękuję za to, że przyjechaliście.
- Jednak nie daliśmy Ci jeszcze prezentu na święta.
- Nie musisz córciu.
- To nie jest wielki prezent, ale na pewno się ucieszysz... - zapadła chwila wyczekującej ciszy. -... zostaniesz babcią.
- To ci niespodzianka. - ucieszyła się Narcyza i ucałowała córkę i zięcia, a następnie młodzi zaczęli składać gratulacje.
- Ja też dowiedziałem się tego dopiero dzisiaj, więc nie byłem uprzedzony.
- Który to tydzień? - zapytała wcześniej milcząca Miona.
- Siódmy. To dopiero początek, a ja już czuję się szczęśliwa. - chwilę później goście pożegnali się i wyszli.
- To może teraz prezenty? - zapytała Narcyza, a młodzi pokiwali tylko głowami na "tak".
Ruszyli za nią do salonu i rozdali sobie prezenty. Pierwsza rozpakowywała Narcyza. Od syna dostała naszyjnik ze szmaragdami natomiast od Hermiony ozdobny świecznik, zapachowe świeczki i książkę kucharską z czarodziejskimi jak i mugolskimi potrawami. Następny paczkę otwierał Draco. Od dziewczyny otrzymał srebrny zegarek z wygrawerowanymi inicjałamiD.M.,natomiast mama kupiła mu w tym roku niebieską koszulę i krawat, a przed obiadem wręczyła mu pierścionek dla przyszłej narzeczonej. Przyszła kolej Hermiony, troszeczkę się stresowała co dostała od Dracona, więc najpierw otworzyła prezent od Narcyzy. W środku znajdowało się prostokątne pudełko z karteczką -"Coś na czarną godzinę w towarzystwie męża", a obok pudełka perfumy PlayBoya. Uśmiechnęła się do Narcyzy i odłożyła pudełko na bok"Odpakuję je w samotności."
- powiedziała sobie w myślach. Wzięła paczkę od Dracona, a ręce zaczęły jej się trząść. Draco patrzył na nią z rozbawieniem, i położył swoją rękę na jej dłoni by zobaczyła swój prezent.
- Co jest Granger, nie otworzysz?
- Otworzę.
- Może Ci pomóc? - zapytał z rozbawieniem.
- Nie trzeba. - powiedziała i rozerwała papier. Jej oczom ukazało się kolejne pudełeczko mniejsze, a pod spodem większe. Zaczęła otwierać większe. W środku znajdowały się książki, które bardzo chciała kupić w Esach i Floresach.Najlepsze zaklęcia do zatrzymywanie ludzi przez aurorów.Gdy tylko zobaczyła książkę oczy jej się zaświeciły radośnie, co nie uszło jego uwadze.
- Widzę, że prezent trafiony. - odpowiedziała Narcyza patrząc z uśmiechem na młodych.
- Tak, dziękuję... Draco. - powiedziała lekko się rumieniąc.
- Nie ma sprawy, teraz drugie pudełko.
Niepewnie rozwiązała czerwoną kokardkę, otworzyła złote pudełeczko i zamarła. W środku znajdowały się przepiękny komplet biżuterii, kolczyki wraz z naszyjnikiem. Srebrne serduszka zdobione rubinem w tym samym kształcie. Nie mogła tego przyjąć, chodź bardzo jej się podobał.
- Nie mogę tego przyjąć. - powiedziała, oddała prezent do jego rąk i wstała. Draco błyskawicznie poderwał się do góry i złapał ją za rękę.
- Dlaczego? - zapytał. Narcyza przeczuwając co zaraz może się wydarzyć postanowiła ulotnić się do swojej sypialni.
- Bo musiało to kosztować mnóstwo galeonów, a ja nie zasługuję na taką biżuterię.
- Zasługujesz Hermiono. Jak najbardziej.
- Dlaczego to robisz? - powiedziała ściszając swój głos.
- Tak każe mi serce. - powiedział i podszedł jeszcze bliżej, że prawie stykali się nosami.
- Wiesz co każe zrobić mi moje? - powiedziała patrząc na jego usta.
- Pewnie to samo co moje... - odpowiedział i musnął swoimi zimnymi wargami jej ciepłe malinowe. Gdy oddała pocałunek, przyciągnął ją bliżej siebie. Tym razem nie uciekła. Przekonała się, że to uczucie nie było chwilowe i z każdą minutą pogłębiało się coraz bardziej. Całowali się bez opamiętanie tak by zapamiętać jak najwięcej. Oderwali się od siebie by zaczerpnąć oddech. Pierwszy odezwał się Draco.
- Mam dla ciebie dwie wiadomości.
- Niech zgadnę, dobrą i złą?
- Dobra jest taka, że całowaliśmy się pod jemiołą. - spojrzeli w górę.
- A zła?
- Chyba lepsza. Lepsza jest taka, że Cię kocham Hermiono.
- Ja ciebie też Draco i nie potrafię tego dłużej ukrywać. - pocałowała go czule.
- W końcu mówisz coś co mi się bardzo podoba, a to podobało mi się jeszcze bardziej. - przytulił ją. - Dziś śpisz u mnie.
- Ale...
- Spokojnie chce po prostu żebyś była obok, bym mógł budzić się przy kobiecie, którą kocham.
- Skoro tak nalegasz to się zgadzam. Dziękuję Ci za prezent.
- Wiedziałem, że Ci się spodoba. To taka mała niespodzianka. Po za tym będzie Ci pasować do tej seksownej sukienki. - wymruczał jej do ucha.
- Kocham Cię...
- SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! - wykrzyknęli wszyscy, gdy usłyszeli bicie zegara. Na dworze niebo lśniło od fajerwerek. Szampan został rozlany dla każdego oprócz Vivien, która piła soczek. Wszyscy składali sobie życzenia. Draco podszedł do swojej dziewczyny.
- Szczęśliwego nowego roku, kochanie. - wyszeptał tuż przy jej ustach, które smakowały szampanem.
- Wszystkiego Dobrego. - powiedziała tuż przed pocałunkiem, który oddała.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. - powiedział Draco po czym wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął. - Hermiono nie mogę dłużej czekać. Kocham Cię każdego dnia coraz mocniej, więc żądam ci pewne pytanie. Wyjdziesz za mnie? - obok nich pojawili się przyjaciele oraz Narcyza. Z niecierpliwością czekali na odpowiedź Hermiony.
- Tak. - powiedziała po czym go przytuliła. Po złożonych życzeniach zaczęli patrzeć na fajerwerki na dworze, a Draco odciągnął swoją narzeczoną na bok.
- Zapomnij, że teraz Ci pozwolę pracować.
- Draco, ale ja potrzebuję tej pracy. Kocham czuć tę adrenalinę. Nie zwolnię się.
- Ech, w porządku. Teraz mi się coś przypomniało.
- Co takiego?
- Co było w tym drugim pudełku, które dostałaś od mamy?
- To nic takiego. - zarumieniła się.
- Aha, czyli jednak. Ubierz to dziś. Chcę cię w tym zobaczyć. Ty moja seksowna Gryfonko. - powiedział jej do ucha.
- Przemyślę to...
- Nie. Ty idziesz teraz to założyć, a ja czekam w naszej sypialni.
- Draco to nic takiego. I nie chce jeszcze iść jest nowy rok.
- Skoro tak to zostaniemy jeszcze chwilę, ale gdy będziesz zmęczona to idziemy na górę.
- Na tą propozycję przystanę.
Na dworze zostali jeszcze z pół godziny. Później wszyscy udali się do salonu. Dochodziła 01:00 w nocy, Narcyza udała się do siebie życząc dobrej nocy. Hermiona bardzo przywiązała się do Vi, razem rozmawiały przy herbacie na wszystkie napotkane tematy. Mężczyźni natomiast siedzieli w ciszy i przysłuchiwali się rozmowie swoich kobiet od czasu do czasu sącząc drinka i wymieniając kilka słów. Vi oparła się o ramię swojego męża.
- Skarbie jesteś zmęczona?
- Yhm. - mruknęła. Blaise wziął ją na ręce i zaprowadził do pokoju gościnnego, życząc dobrej nocy.
- Chodź my też idziemy. - złapał ją za rękę i pociągnął w stronę ich sypialni.
Pocałował ją w policzek i udał się do łazienki. Po nim weszła Hermiona. Dość sporo czasu zastanawiała się czy ubrać prezent od Narcyzy i zdecydowała. Wyszła z łazienki ubrana w czarną, satynowa koszulkę, które miała dekolt w serek i ledwo zakrywała jej tyłek. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej narzeczony właśnie pożerał ją wzrokiem.
- Brak mi słów. - powiedział po chwili, gdy położyła się koło niego.
- To zasługa twojej mamy, nie moja.
- Juror muszę jej za to podziękować. - położył się bokiem tak jak ona i przyciągnął ją bliżej do siebie by mógł sięgnąć jej ślicznych malinowych ust.
- Kocham Cię Draco.
- Ja ciebie też, Miona. - zasnęli wtuleni w siebie.
Żyli długo i kłótliwe.
KONIEC.
