- Zabini! - na korytarzu rozległ się krzyk wkurwionego Dracona Malfoy'a. Blaise Zabini rozejrzał się z zaciekawieniem po otoczeniu i uśmiechną się do swojego najlepszego przyjaciela, który właśnie zmierzał w jego stronę z kwaśną miną. No cóż... zdaniem Blaise'a wyglądał... nerwowo? Nie pewnie tylko mu się wydaje. Przecież Draco to taka mała kruszynka, która jestem potulna jak baranek i pełna opanowania.

- Siemasz, stary! Gdzieś ty był? Przyznają się, że zamoczyłeś swoje smocze kły w jakiejś butelce Ognistej Whisky beze mnie. Niczym Król Wieprzlej w pieczone kurczaku. - powiedział teatralnie. Draconowi drgnął kącik ust, ale tym razem nie miał zamiaru mu odpuścić. Wybaczyła mu wiele, ale tym razem po prostu przegiął. W tamtym momencie Blaise wystawił ich wieloletnią przyjaźń na głęboką wodę. Po prostu go zawiódł.

- Widziałem was. - powiedział o dziwo spokojnie. Blaise natomiast wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi. - Nie udawaj, że nie wiesz. Obiecałeś, że jej nie tkniesz.

- Spadłeś dzisiaj z miotły, czy co? Nie mam pojęcia o czym ty mówisz.

- Widziałem Ciebie i Granger. Tknij ją, a Ci powyrywam wszystkie kończyny i powieszę za jaja!

- Wyluzuj stary. Nie dobierałem się do twojej panny. Po prostu Hermiona bardzo mi pomogła w pełnej sprawie. Nie wiedziałem, że jesteś aż tak zazdrosny. Następnym razem podam jej rękę w rękawiczce.

- Hermiona? Może niedługo będziesz mówić Miona?Hermi? albo wiem może cukiereczek? - prychnął zdenerwowany Draco

- Pogadamy jak w końcu to coś co nazywasz mózgiem zacznie działać. Po za tym ja już mam kogoś na oku...

- Niby kogo? - fuknął

- Niedługo się przekonasz

- Drodzy uczniowie, nauczyciele, chciałabym coś ogłosić. - powiedział dyrektor, a cała Wielka Sala zamilkła i czekała na dalszą część wypowiedzi. - Za chwilę przybędzie nowa uczennica i odbędzie się ceremonia przydziałów. Powitajcie w takim razie należycie naszą nową koleżankę.

Drzwi do wielkiej sali otworzyły się, a w nich brązowowłosa śliczność. Miała brązowe włosy do ramion i brązowe oczy. Była również pomalowana w delikatny makijaż. W sali wybuchły brawa, gdy zarumieniona z zawstydzenia dziewczyna usiadła na stołku, czekając aż profesor McGonagall nałoży jej Tiarę Przydziału. Na pierwszy rzut oka było widać, że dziewczyna jest zestresowana, ale nic w tym dziwnego. Wszyscy wlepiali w nią zaciekawione spojrzenia.
Siedziała tak bez ruchu przez parę sekund, gdy Tiara krzyknąła:

- SLYTHERIN!

Przy stole zielono-srebrnych wybuchły ogromne brawa tak jak w się w całej Wielkiej Sali. Nie obyło się również bez pisków i wrzasków. Dziewczyna natomiast nadal była strasznie zawstydzona i nieśmiało podeszła do stołu Slytherinu.

- Blaise. Blaise Zabini. - wyszczerzył się, że było mu widać białe ząbki i pocałował ją w dłoń jak na prawdziwego arystokratę przystało. - A ten tu obok to mój pożal się Merlinie przyjaciel, ten nudniejszy i brzydszy Draco Malfoy. - powiedział, a dziewczyna wybuchła melodyjnym śmiechem.

- Jestem Martyną, ale przyjaciele mówią do mnie Tynka/Tyśka. Miło mi was poznać.

- Nie, nie, nie to nam miło poznać CIEBIE. - powiedział i zamyślił się na chwilę. - Czy my już się wcześniej nie spotkaliśmy?

- Nie, nie sądzę. Nigdy nie mieszkał w Anglii.

- Zaskakujące! Jestem pewien, że to ty śniłaś mi się cały czas po nocy. Tak mi się zdaje, że to była najpiękniejsza istota na całym świecie.

- Zabini daj jej zjeść. Pewnie jest bardzo głodna po podróży. - wtrącił się Draco

Blaise podskoczył jak opatrzony i nazbierał najlepszego jedzenia na talerz Martyny. Nie omieszkał przy tym posłać jej jednego ze swoich najlepszy uśmiechów.

- Masz takie przepiękne oczy. Jak słodka mleczna czekolada. Aż chciałoby się je zjeść. - zamruczał - A może chciałabyś, żebym Cię oprowadził po naszej jakże cudownej szkole? Pokażę Ci najbardziej romantyczne miejsca w całym Hogwarcie.

- Ja... - zaczęła niepewnie cała zarumieniona, ale ktoś za nimi stanął, zwracając na siebie uwagę większości uczniów w Wielkiej Sali. Draco niemal zachłysnął się pitym sokiem u spojrzał na nowo przybyłą z łzami w oczach.

- Gratulacje Tyś! Miałam cichą nadzieję, że jednak trafisz do Gryffindoru, ale mimo wszystko cieszę się, że będziemy widywać się codziennie. - Wykrzyknęła Hermiona Granger i objęła dziewczynę.

- Ja też się cieszę, Miona!

- To wy się znacie? - zapytał Draco próbując dojść do siebie.

- Tak od dziecka. Tylko, że Martyna chodziła do szkoły w USA . - wyjaśniła szybko Miona. - A teraz wybaczcie, ale porywam ja na chwilę. Chodź, pokażę Ci szkołę i zjemy coś po drodze. - Dziewczyny odbiegły wesoło trajkacząc i nie zwracając uwagi na to, że cała szkoła wraz z nauczycielami patrzyli się na nie. Natomiast ślizgoni spojrzeli za nimi tęsknię, a z ich ust wydobyły się ciche westchnięcia.

- Masz urodziny?! Szykuje się impreza! - wykrzyczał Bliase na cały PW ślizgonów i wyskoczył do góry. Martyna podążyła za nim przestraszonym wzrokiem. Dzisiaj zabrał ją na spacer po Błoniach z czego była niezmiernie ucieszona, ale jego reakcja na wieś, że w sobotę ma urodziny, trochę ja wystraszyła.

- Co? Nie ja...- zaczęła panikować. - Nie trzeba robić żadnej imprezy. Naprawdę!

- Rybeczko moja złota, kochana, my, Ślizgoni, mamy jedną najważniejszą tradycję. Kiedy któreś z nas ma urodzinki, świętujemy. Robimy huczną imprezę. Chciałabyś zaprosić kogoś jeszcze?

- Czy... czy... czy mogłabym zaprosić zaprosić Hermionę? - zapytała niepewnie.

- Ależ oczywiście. Moja ulubiona Gryfonka dodana do listy! To będą najbardziej niezapomniane urodziny jakie przeżyłaś. A to już siedemnaste. Nasza ślizgonka już pełnoletnia.

Czas do wyczekiwanej soboty mknął jak szalony. Martyna wiele czasu spędzała z Mioną i wylewała do niej swoje obawy dotyczące urodzin. Hermiona również miała pewne obawy, gdyż była pewna, że Diabeł wymyśli coś, ci będzie godne zapamiętania.

Hermiona rozejrzała się po PW Slytherinu w poszukiwaniu Martyny, ale zamiast tego zauważyła przystojnego blondyna, stojącego nieopodal. Wypuściła z siebie powietrze i zmusiła się do podejścia. Stanęła obok czując, że się rumieni.

- Cześć. - wydusiła z siebie. - Gdzie Zabini? Muszę mu pogratulować, postarał się.

- Nie wiem gdzie może być i to mnie bardzo niepokoi. - westchnął Draco nie odrywając od niej zachwyconego spojrzenia. - Ładnie wyglądasz, Granger.

- Dziękuję, Malfoy. Ty też wyglądasz niczego sobie. - zarumieniła się jeszcze mocniej, jakby w ogóle było to możliwe. - Wiesz, coś czuję, że to będą prawdziwe Diabelskie urodziny.

- Jak na Diabła przystało. - uśmiechnęli się wesoło. Draco chciał jeszcze coś dodać, ale w tym momencie wjechał ogromny tort i wszyscy zaczęli śpiewać "Sto lat" okrążając solenizantkę i wypychając ja na sam środek. Po piosence wybuchły ogromne wiwaty i aplauzy.

W pewnej chwili, górna część tortu otworzyła się się, a ze środka wyskoczył... Blaise w samych czerwonych stringach, z których wystawal ogon diabła. Hermiona, Draco i Martyna patrzyli na niego w oszołomieniu. Mulat jednak niczym się nie przejmował i spojrzał wprost na ślizgonkę.

- Wszystkiego najlepszego wężyku! Żebyś spełniła wszystkie swoje najskrytsze marzenia! A także tych związanych ze mną! Życzy najprzystojniejszy uczeń Hogwartu! Sam Diabeł wcielony. Przyjmij w prezencie ten o to taniec. - powiedział i zeskoczył z samej góry tortu i podał rękę Martynie. - Zatańczysz?

Dziewczyna ze śmiechem przyjęła rękę i zaczęli swój taniec. Nigdy nie cieszyła się tak bardzo jak dzisiaj, że kiedyś uczyła się tańczyć. Hermiona patrzyła na to z szeroko otwartymi oczami. Mogła spodziewać się wielu rzeczy po diable, ale nie tego. Po chwili z oszołomienia wyrwał ją cichy i przyjemny szept przy uchu.

- Nie mogę na to patrzeć.

- Ja też. - przyznała i ponownie się zarumieniła. - Może spacer? - Draco tylko skinął głową i wyciągnął ją za rękę z pomieszczenia.

- Granger... muszę coś Ci powiedzieć. - zaczął niepewnie.

- O co chodzi?

- Podobasz mi się... - powiedział bardzo cicho.

- Co? Powiedz głośniej, bo Cię w ogóle nie zrozumiałam.

- Podobasz mi się. - powiedział trochę głośniej. - Wiem, że to głupie, ale tak jest. Nawet nie wiem od kiedy. - dziewczyna rozpromieniła się na jego słowa i spojrzała na niego radośnie.

- Wiesz... myślałam, że nigdy tego nie powiesz. - szepnęła

Draco nie mógł uwierzyć ona odwzajemniała jego uczucia. Nie zastanawiając się dłużej pocałował ją, a ona to odwzajemniła.

- Jak się podobały urodziny? - zapytał Blaise, przyciągając to siebie szatynkę.

- Prawdziwe Diabelskie.

- Mam jeszcze jeden prezent dla ciebie, ale masz prawo go nie przyjmować.

- Jaki to prezent?

- Randka. Jutro. Ze mną. A w gratisie dorzucam pocałunek.

- A czy gratis można odebrać teraz? - mulat nic nie odpowiedział , bo już całował jej usta.

I tak właśnie w ciągu jednego wieczora dwóch najpopularniejszych ślizgonów zostało zajętych przez dwie urocze szatynki. Z samego rana wkroczyli na śniadanie trzymając się za ręce, by podbijać Hogwart. Biedni nie byli jeszcze gotowi na to, że ich kobiety potrafią pokazać pazurki. Nigdy nie wiążecie się z najlepszymi przyjaciółkami, bo... już po was.