Rozdział piętnasty: Wingardium Leviosa
Kolejne dwa miesiące minęły szybko dla wszystkich w Hogwarcie. Halloween miało się odbyć trzy dni później, co wprawiało wszystkich w ekscytację. Pokój wspólny Ślizgonów był przystrojony Halloweenowymi dekoracjami już od dwóch tygodni. W każdej klasie pojawiły się dynie, a po całej szkole biegały ghule. W pokoju wspólnym znalazły się żywe nietoperze, które były bardzo przyjazne w stosunku do wszystkich uczniów. Ślizgoni często siedzieli z nietoperzami na ramionach lub z nich zwisającymi, podczas odrabiania lekcji w pokoju wspólnym. To było naprawdę urocze.
Tymczasem, Severus był naprawdę dumny ze swoich pierwszorocznych Ślizgonów. Zdobywali jedne z najwyższych wyników na swoich przedmiotach i traktowali wszystko poważnie. Hermiona nauczyła ich nawet nawyku pracy do przodu. Oczywiście, ona sama wyprzedzała materiał o około trzy tygodnie, podczas gdy reszta pierwszorocznych miała od dnia do tygodnia przewagi. Każdy z pierwszorocznych pomyślnie przeszedł wszystkie inspekcje pokoju i wszyscy uczestniczyli w trzydziestominutowych rozmowach z Severusem. Severus odkrył, że zainteresowania każdego z młodych Ślizgonów różnią się od ich rodziców. Daphne, w przeciwieństwie do swojej rodziny, kochała zielarstwo, miała słodkie usposobienie i nienawidziła zasad czystej krwi, które wyznawał jej ojciec. Pansy, chociaż była trochę nieznośna, była bardzo uzdolniona w kwestii uroków. Vincent Crabbe i Gregory Goyle nie byli tak głupi, jak się wydawało i obaj uwielbiali czytać. Większość pierwszoklasistów nienawidziła słowa „szlama" i wszyscy wzdrygnęli się, gdy Ron Weasley wypowiedział je do Hermiony. Severus kontynuował pracę z Harrym nad jego płochliwym zachowaniem, ale Harry nie nazywał go już więcej „tatą".
Tylko jedna z uczennic z pierwszego roku dostała szlaban, za zostanie poza pokojem wspólnym po godzinach ciszy nocnej. Pansy zapomniała która jest godzina kiedy była w bibliotece, ucząc się do sprawdzianu z eliksirów, który miał się odbyć kolejnego dnia. Gryfoni natomiast nie byli tak idealni jak Ślizgoni. Ron Weasley dostał szlaban już kilkukrotnie za mierną pracę, jeśli w ogóle coś robił. On i jego „przyjaciele" wysadzili kilka kociołków, ponieważ nie postępowali zgodnie z instrukcjami. Chociaż Severus zauważył, że Finnegan i Thomas nie byli już tak blisko Weasleya, jak na początku semestru.
Tego dnia była środa, dwudziesty ósmy października. Halloween w tym roku wypadało w sobotę, co wprawiło uczniów w dobre nastroje. Nie musieli być w klasach, tylko podziwiali dekoracje w szkole. Duchy utworzyły mały chór, który unosił się w powietrzu po całej szkole i cieszył wszystkich specjalnym Halloweenowym repertuarem. Na zajęciach takich jak zaklęcia, uczniowie mogli się nastrajać pozytywnie.
Tego dnia uczyli się zaklęcia lewitującego, Wingardium Leviosa. Profesor Flitwick zaprowadził ich do Wielkiej Sali, gdzie najpierw mieli nauczyć się zaklęcia i poćwiczyć lewitację piór. Ci, którym udało się rzucić zaklęcie po czterdziestu pięciu minutach, mogli pomóc mu lewitować czaszki i dynie w powietrze wokół czterech stołów domów. Szybko im wyjaśnił zasady i podzielił klasę na pary. Niestety dla Hermiony, została przydzielona do Weasleya. Ta dwójka nie rozmawiała ze sobą od ostatniego incydentu na lekcji latania, kiedy Weasley nazwał Hermionę szlamą. Chłopak myślał, że nie rozmawiają dlatego, że Hermiona zdała sobie sprawę, że jest od niej po prostu lepszy, lecz ona była po prostu nim zirytowana i nie widziała sensu w prowadzeniu rozmowy.
- Zbierzcie się wszyscy - pisnął profesor Flitwick. - Zaklęcie brzmi „Wingardium Leviosa". Musicie poruszać różdżką w ten sposób.
Profesor Flitwick pokazał im jak rzucać zaklęcie. Ślizgoni, oczywiście, ćwiczyli już to zaklęcie wczoraj wieczorem podczas swojej sesji nauki.
- Teraz jak już wiecie jak je rzucić, popracujcie między sobą! - powiedział Flitwick, odwracając się do klasy.
Hermiona i Weasley odłączyli się od reszty klasy i zajęli wolne miejsce przy stole Hufflepuffu. Każde z nich otrzymało pióra. Hermiona, która najwyraźniej opanowała już ten czar, wyciągnęła podręcznik do Zaklęć i zaczęła ponownie czytać historię stojącą za czarem. Od czasu do czasu zerkała na Weasleya znad książki, który rzucał jej wrogie spojrzenia i źle wypowiadał zaklęcie. Za trzecim czy czwartym razem zaczął walić różdżką w pióro. Hermiona przewróciła oczami i zamknęła książkę, odkładając ją na stół z nieco większą siłą, niż zamierzała.
- Przestań! Wydłubiesz komuś oko, jeśli nie będziesz ostrożny - powiedziała zirytowana.
- Czy możesz przestać? - warknął Ron.
- Niezupełnie - odparła Hermiona, zaciskając usta. - Poza tym, źle wymawiasz zaklęcie. To jest WinGARdium Leviosaaa, nie Wingardium Leviosa.
Weasley prychnął.
- To zrób to, jeśli jesteś taka mądra - powiedział, krzyżując ramiona i odchylając się do tyłu na krześle.
Hermiona przechyliła głowę i uśmiechnęła się krzywo. Podciągnęła rękawy i wymamrotała zaklęcie. Pióro wzbiło się w powietrze, wyżej, niż jakiekolwiek inne.
- Och, dobra robota, panno Granger! - powiedział profesor Flitwick. - Niech pani do mnie podejdzie i pomoże z dyniami. Jestem pewien, że mógłbym panią nauczyć zaklęcia, które sprawi, że będą zawieszone w powietrzu.
Hermiona zebrała swoje książki i torbę, po czym uśmiechnęła się słodko do Weasleya i odeszła w stronę profesora Flitwicka. Weasley opadł na krzesło. Był w bardzo złym humorze.
Pod koniec zajęć prawie wszyscy potrafili dobrze rzucić zaklęcie. Weasley nie należał do tego grona. Wszyscy Ślizgoni dali radę, podobnie jak Lavender Brown, Parvati Patil i Dean Thomas. Pióro Seamusa Finnegana zapaliło się trzykrotnie. W Wielkiej Sali umieszczono dynie, czaszki i świece, które utrzymają się w powietrzu aż do halloweenowej uczty, dzięki zaklęciu Flitwicka i pomocy Hermiony.
Hermiona stała i rozmawiała ze Ślizgonami, którzy podziwiali ich pracę.
- Hermiono? Cześć, eee, jestem Neville Longbottom, czy mogę z tobą porozmawiąć? - rzucił okiem na pozostałych Ślizgonów. - W cztery oczy, proszę?
Hermiona skinęła głową.
- Jasne, możemy iść i porozmawiać, kiedy będę szła do biblioteki.
- Dziękuję - powiedział nerwowo Neville.
Opuścili Wielką Salę, nieświadomi, że podążają za nimi Ron i Seamus.
- Więc, Neville, o czym chcesz ze mną porozmawiać?
- Eee, zastanawiałem się, czy, no cóż, jesteś najmądrzejszą czarownicą w naszym roczniku, a ja ciągle zawodzę we wszystkim co robię. To zabrzmi głupio, ale czy znalazłabyś czas, żeby pomóc mi w nauce? Nie wiem, udzielać mi korepetycji? Ale tylko jeśli masz czas, nie chcę być dla ciebie obciążeniem.
- Och, Neville! Oczywiście, że miałabym czas, żeby ci pomóc! Z przyjemnością! - powiedziała Hermiona, okręcając się i kołysząc się na palcach stóp.
Neville wypuścił powietrze, nie zdając sobie sprawy, że je wstrzymywał.
- Och, to dobrze, martwiłem się, że odmówisz, to znaczy, Ron powiedział mi, że znajdę tylko kłopoty z tobą i nie obchodzi cię los innych. Nie do końca mu wierzyłem. Zawsze ze mnie kpi, a Harry i Malfoy przynieśli mi moją przypominajkę po tych jednych zajęciach z latania.
- Nie ma problemu, Neville, chętnie ci pomogę. Możemy się spotykać codziennie. Hmm… Co powiedz na szóstą trzydzieści do siódmej trzydzieści lub czterdzieści pięć każdego wieczoru po kolacji w Wielkiej Sali? W ten sposób mamy mnóstwo czasu, żeby popracować nad tym, co chcesz omówić. A w weekendy możemy spotykać się po południu. Jestem pewna, że jeśli będziesz chciał, to Ślizgoni pozwolą ci dołączyć do naszych sesji nauki, które mamy przed kolacją w bibliotece. Mogę ich zapytać - powiedziała Hermiona, uśmiechając się promiennie do Neville'a.
- Och, eee, jeśli to nie byłby problem. Naprawdę nie chcę zawieść babci, a na wszystkich zajęciach radzę sobie słabo.
- Nie martw się, zapytam ich dziś po południu i dam ci znać jutro przez moją sowę, okej?
Neville skinął głową z wyrazem ulgi na twarzy. Podziękował Hermionie i pognał w stronę pokoju wspólnego Gryffindoru. Niestety dla Neville'a, zmierzał w złym kierunku. Draco i Harry dogonili Hermionę.
- Więc, czego chciał Neville? - zapytał spokojnie Harry.
- No cóż, Harry - odrzekła Hermiona. - Poprosił mnie, żebym go uczyła. Zgodziłam się. Myślisz, że byłoby w porządku, gdyby dołączył do sesji bibliotecznych Slytherinu po południu?
Draco skinął głową.
- Tak, oczywiście. Im więcej, tym lepiej. Poza tym - myślicie, że on wie, że idzie w złym kierunku? To droga do zakazanego korytarza, a nie do wieży Gryffindoru.
Hermiona pokręciła głową.
- Chyba powinniśmy pójść za nim, prawda? - mruknął Harry.
Trójka szybko odeszła, zostawiając za sobą zdezorientowaną grupę uczniów Slytherinu. Pognali za Neville'em. Znaleźli go, próbującego otworzyć drzwi na korytarzu, z których dochodziły jakieś hałasy.
– Zorientowałem się, że poszedłem w złym kierunku, i przysięgam, że przechodziłem przez te drzwi, a po drugiej stronie są tłumy ludzi, ale one są zamknięte – powiedział Neville, łapiąc oddech.
– Odsuń się – rzuciła Hermiona. – Alohomora!
Drzwi się otworzyły, a Hermiona je uchyliła. Oczy chłopców rozszerzyły się, kiedy stali za nią. Hermiona westchnęła.
– Chyba... wiem, dlaczego ten korytarz jest zakazany – szepnęła.
Przed nimi stał ogromny, trójgłowy pies, warcząc na czwórkę dzieci stojących w wejściu. Wzrok Hermiony zjechał w dół. Co to stworzenie mogło strzec? Było to jedyne rozsądne wyjaśnienie, dlaczego ten potwór był ukryty w zakazanym korytarzu, zamknięty za drzwiami, które można było otworzyć tylko magicznie. Potwór zaczął kłapać zębami na ich widok, a oni, wrzeszcząc, pobiegli w stronę innych drzwi na końcu korytarza. Gdy Hermiona zatrzasnęła i zamknęła drzwi, chroniąc zamek przed trójgłowym potworem, chłopcy byli już po drugiej stronie korytarza.
– Hej, czekajcie na mnie! – zawołała Hermiona, biegnąc w ich stronę najszybciej, jak mogła. – Czy widzieliście, na czym to stało?
Harry, ciężko oddychając i opierając ręce na kolanach, spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– Byłaś dosłownie twarzą w twarz z trójgłowym potworem, a jedyne, co cię obchodzi, to na czym, do licha, on stał? Dlaczego, Hermiono, dlaczego…? – wydyszał Harry.
– Och, daj spokój, Harry, stał na klapie w podłodze. To oznacza, że ewidentnie czegoś pilnuje. Dlaczego inaczej miałby być tak ukryty, a do tego korytarz jest zakazany?
– Hermiono, teraz mnie zaintrygowałaś, musimy dowiedzieć się, co tam jest ukryte. Czekaj... – Harry przerwał, rozglądając się. – A gdzie jest Neville?
Neville uciekał w przeciwnym kierunku, daleko od nich i od trójgłowego psa. Draco wzruszył ramionami, w końcu odzywając się po tym, jak złapał oddech.
– Może to ma coś wspólnego z włamaniem do Gringotta, które miało miejsce kilka dni po rozpoczęciu roku szkolnego?
Hermiona wzruszyła ramionami.
– Pewnie lepiej, żebyśmy się tym nie interesowali, nie chcemy mieć problemów – powiedziała, odgarniając włosy. – Wracamy do biblioteki?
Draco i Harry przytaknęli, zgadzając się z nią. Wszyscy ruszyli w dół schodów, śmiejąc się i rozmawiając po drodze. Nie zauważyli rudowłosego chłopaka, który uśmiechnął się złośliwie i po cichu ruszył w stronę błoni, gdy tylko wyszli. Ron Weasley znał Hagrida i wiedział, że ten nie potrafi dochować tajemnicy, a do tego uwielbia niebezpieczne stworzenia. Hagrid zdawał się uważać, że wszystko, co niebezpieczne, jest warte kochania i traktowania jak zwierzę domowe. Ron wiedział też, że jeśli chce poznać odpowiedzi, Hagrid będzie właściwą osobą do rozmowy. Musiał tylko uważać, by nie został zauważony ani usłyszany – i może w końcu ktoś zwróciłby uwagę na niego, Rona, zamiast traktować go tylko jako kolejnego Weasleya.
