Hej. Przypominam że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;p

*Narodowe Wojskowe Centrum Medyczne Waltera Reeda – Bethesda – godziny nocne*

Ruch na izbie przyjęć był bardzo duży. Zespoły medyczne czekały w gotowości na przyjęcie nowego pacjenta, który był w drodze do szpitala. Jedyna informacja jakiej im udzielono była taka, że jest to ofiara wybuchu. Nadal żywa. Nie wiedzieli do końca na co mają być przygotowaniu, więc w pogotowiu był zespół ortopedów, traumatologów, neurologów oraz chirurgów przy wsparciu pielęgniarek oraz anestezjologów. Określenie „ofiara wybuchu" może być różnie odebrana. Poparzenia, urwane kończyny, rany szarpane. Musieli być przygotowani na każdą ewentualność.

Z karetki w pośpiechu ratownicy wyciągnęli nosze z rannym Agentem i wjechali do szpitala.

- Pilnie chirurg, neurolog – powiedział szybko ratownik – Pacjent przytomny, bez kontaktu. Wiek około 60 lat, po wybuchu bomby na statku. Liczne oparzenia, uraz głowy – informował idąc szybko korytarzem na salę.
Część personelu szybko ruszyła za nimi w gotowości do działania. Gdy dotarli za rannym pacjentem do sali, ten był już na szpitalnym łóżku. Jedna z pielęgniarek od razu chwyciła nożyczki i zaczęła rozcinać koszulkę. Zaczęła przy szyi i ostrożnie kierowała się w dół ubrania. Każdy fragment odsłaniającej się klatki piersiowej ukazywał liczne urazy, których się spodziewali. Gdy docięła materiał do końca dwóch sanitariuszy ostrożnie podnieśli pacjenta i wyciągnęli spod niego koszulkę. Z jego gardła wydostał się głośny krzyk, świadczący o bólu jaki w tej chwili przeszywał jego ciało pomimo podania leków przeciwbólowych w karetce.

Jeden z lekarzy korzystając z tego w jakiej pozycji jest obecnie pacjent szybko się pochylił i zaczął obserwować jego plecy w poszukiwaniu ran. Zdawał sobie sprawę z tego, że poparzenia na plecach bardzo mocno by skomplikowały leczenie. Na szczęście i nieszczęście jedyną ranę jaką dojrzał była szarpana rana po lewej stronie w pasie, która była osmolona. Wiedział, że do oczyszczenia i zszywania tej rany poświęci bardzo dużo czasu. Delikatnym skinięciem głowy dał znak, by delikatnie położono cierpiącego Gibbsa na łóżku.

Pielęgniarka przystąpiła do dalszego pozbywania się odzieży pacjenta. Rozwiązała szybko buty i bardzo ostrożnie zaczęła je zdejmować, by nie pogorszyć złamania którejś z kończyn. Gdy obydwie stopy były już uwolnione z obuwia ponownie chwyciła nożyczki i zaczęła rozcinać spodnie. Niestety z ulubionym paskiem musiał się pożegnać, gdyż on jako pierwszy padł ofiarą rozcięcia. Kobieta ponownie bardzo ostrożnie rozcinała materia, który zostawał natychmiast ostrożnie rozchylany, w poszukiwaniu kolejnych urazów mężczyzny. Kilka ran zostało odkrytych praktycznie natychmiast. Mniejsze skaleczenia umiejscowione były na podbrzuszu. Uporawszy się z rozcięciem drugiej nogawki złapała mocno za ich końce i na jej skinienie głowy sanitariusze przytrzymali biodra Gibbsa by swobodnie można było wyciągnąć odzież nie doprowadzając do ewentualnego pogłębienia urazu którejś z kości biodrowych.

Gdy lekarze mieli pogląd na całe ciało pacjenta natychmiast ruszyli do oczyszczania i zszywania ran. W momencie przyłożenia wacika do rany w pasie Jethro ponownie wydał z siebie głośny krzyk a po chwili nastała cisza.

- Pacjent stracił przytomność – szybko zameldował pielęgniarz.

- Zestaw do intubacji! - krzyknął lekarz podchodząc do głowy i zdejmując z ust oraz nosa maskę tlenową.

Zespół zareagował niemalże natychmiast. Do łóżka przyprowadzono stolik z potrzebnymi narzędziami. Mężczyzna odchylił głowę pacjenta by udrożnić drogi oddechowe, ze stolika wziął laryngoskop, który powoli zaczął wsuwać do jego ust.

- Rurka 9 – wydał polecenie i wyciągnął rękę. Pielęgniarka natychmiast podała mu potrzebny przedmiot.

Lekarz ze sporym skupieniem zaczął wsuwać rurkę do gardła Gibbsa. Gdy weszła ona do końca, wysunął ostrożnie laryngoskop a pielęgniarka zabezpieczyła rurkę cienkim bandażem by była umieszczona nieruchomo. Chirurg podłączył pod końcówkę respirator, który od tej chwili miał odpowiadać za dostarczanie tlenu do organizmu.

- Wprowadzamy pacjenta w śpiączkę. Nie możemy pozwolić mu cierpieć bardziej. Wtedy będziemy mogli zająć się opatrzeniem wszystkich ran – lekarz spojrzał na anestezjologa, który od razu zabrał się za wykonanie swojego zadania.

Po kilku minutach na salę wszedł neurolog.

- Drodzy Państwo jaki jest stan pacjenta? - zapytał spoglądając na Gibbsa.

- Pomimo podania środków przeciwbólowych kilka minut temu stracił przytomność. Zaintubowany, podłączony do respiratora. Wprowadziliśmy w stan śpiączki farmakologicznej – odpowiedział anestezjolog.

- Co z jego głową?

- Rany są oczyszczane, ta na skroni wygląda najgorzej. Nie wiem czy został uderzony przed wybuchem, czy było to jego następstwem, ale obrzęk jest spory.
- Zatamować krwawienie, zabezpieczyć rany. Zabieramy go na tomograf. Musimy wykluczyć uraz mózgu – ostatnie zdanie zdawało się ledwo przejść przez jego gardło.

CDN...