Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)

Abby skinęła głową i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Po kilku minutach wygodnie siedziała w swoim samochodzie. W jej głowie kotłowały się myśli o nadchodzącym spotkaniu. Ruszyła spokojnie z parkingu. Zastanawiała się jak zacząć rozmowę. Jak się przedstawić, jak pomóc przywrócić jego pamięć. Marzyła o tym by go przytulić, by poczuć na swoim policzku dotyk jego miękkich ust. Bała się odtrącenia. Wybuchu złości. Wszystkiego co było nietypowe w jego zachowaniu. Krzyczał na wszystkich swoich Agentów, ale nigdy nie podniósł głosu na nią. Sprawiał, że czuła się wyjątkowa. Tak bardzo chciała być blisko niego.

Ulice miasta były tego dnia bardzo łaskawe dla Abby. Udało jej się przejechać przez miasto bez większych problemów. Korki zdawały się tworzyć dopiero po tym jak mijała kolejne skrzyżowania. Serce zaczęło mocniej bić gdy zatrzymała auto na szpitalnym parkingu. Chwyciła z siedzenia malutki plecak, zarzuciła go na ramię, wzięła teczkę ze zdjęciem po czym wysiadła z auta i skierowała się w stronę wejścia do szpitala. Miejsce przerażało ją za każdym razem, gdy musiała się w nim pojawić. Wszystko to, co działo się dookoła nie pomagało jej się uspokoić. Przechodząc przez hol główny podeszła do miłej pani siedzącej w okienku.

- Dzień dobry. Nazywam się Abby Sciuto. Jestem Analitykiem NCIS. Chciałabym rozmawiać z pacjentem Leroy Jethro Gibbsem – wyszeptała.

Kobieta wyszukała pacjenta i się uśmiechnęła.

- Pacjent został przeniesiony na oddział ogólny. Proszę przejść przez drzwi po lewej stronie. Sala numer 4.

- Dziękuję Pani bardzo – wysiliła się na uśmiech i udała się w wyznaczonym kierunku w poszukiwaniu sali Jethra. Były to drugie drzwi po prawej stronie. Podeszła do nich i złapała za klamkę, ale nie otworzyła drzwi. Jakaś siła ją przed tym powstrzymywała. Wzięła dwa głębokie wdechy po czym otworzyła drzwi i weszła do sali.

Gibbs spał spokojnie w łóżku. Podeszła bliżej, ale nie odezwała się słowem. Uważnie obserwowała jego twarz. Nadal bardzo pokaleczoną, poparzoną. Momentalnie łzy zaczęły napływać jej do oczu.

- Ohh Gibbs – westchnęła starając się nie rozkleić.

Po chwili ciszy do sali wszedł pielęgniarz.

- Dzień dobry. Nie widziałem, że pacjent ma gościa. Muszę zmienić opatrunek. Poproszę by poczekała Pani na zewnątrz – uśmiechnął się lekko do niej.

- Chciałabym zostać. Chcę wiedzieć, czy z nim jest wszystko w porządku – wyszeptała.

- Proszę usiąść pod ścianą – skinął głową i zaciągnął zasłonę, oddzielając ją od Gibbsa – Agencie Gibbs? - mężczyzna delikatnie potrząsnął jego ramię.

Gibbs ocknął się łapiąc go mocno za rękę.

- Agencie Gibbs, przyszedłem zmienić opatrunek – powiedział spokojnie – może mnie pan puścić?

- Gdzie siostra? - zapytał zdezorientowany.

- Zajmuje się innymi pacjentami. Dziś jest Pan skazany na mnie. To jak? Puści mnie Pan? - spojrzał na niego.

Jethro natychmiast puścił jego rękę, przekręcił głowę i wbił wzrok w widok za oknem.

- Dziękuję – założył rękawiczki i odkrył jego lewy bok. - Przez chwilę może być nieprzyjemnie – uprzedził, zerwał delikatnie opatrunek i przy pomocy jałowych gazików i płynu zaczął oczyszczać ranę – staram się być delikatny.

- Nie musisz obchodzić się ze mną jak z jajkiem – syknął gdy rana zapiekła.

- O tym właśnie mówiłem – pokręcił głową z uśmiechem – nie musi Pan udawać przy mnie twardego. Ja wiem, że przy siostrze trzeba, ale nie przy mnie – odłożył zużyte gaziki i przyłożył czysty opatrunek, który starannie przykleił do zdrowej skóry – Na kilka godzin wystarczy.

Gibbs nawet na niego nie spojrzał.

- Powiem siostrze, że był Pan twardy jak zawsze, będzie dumna – uśmiechnął się ponownie i nakrył go – gdy Pan spał przyszedł do Pana gość. Muszę przyznać, że jest nawet nawet – odsłonił zasłonę, przełożył zużyte rzeczy na wózek i wyszedł z sali.

Jethro podniósł głowę w poszukiwaniu gościa o którym mówił pielęgniarz. Zatrzymał wzrok w rogu sali, gdzie siedziała młoda czarnowłosa kobieta. Nie odezwał się słowem nie wiedząc z kim ma do czynienia.

- Cześć Gibbs – odezwała się Abby wstając z krzesła.

- Kim jesteś? - zmarszczył czoło przyglądając się kobiecie.

- Nie poznałeś Duckyego, to mnie też nie poznasz. Jestem Abby. Pracujemy razem w NCIS. Jestem szczurkiem laboratoryjnym a Ty moim Szefem, Agencie Gibbs – starała się być twarda pomimo tego, że słowa które wypowiedział przed chwilą bardzo ją zabolały.

- Nie jestem Agentem Gibbsem. Nie znam Agenta Gibbsa – podparł się rękoma na łóżku i delikatnie podciągnął do pozycji pół leżącej.

- Ohh Gibbs, nie wygłupiaj się… - uśmiechnęła się lekko – mam dla Ciebie kilka pytań, mogę?

Mężczyzna skinął głową, nie wiedząc o co chodzi kobiecie.

Abby otworzyła teczkę i wyciągnęła z niej zdjęcie które mu podała.

- Czy może kojarzysz tego mężczyznę? - zapytała cicho, uważnie obserwując wyraz jego twarzy.

- Umm… Nie… Ja… - zaczął się denerwować, a dźwięki z aparatur do których był podpięty zaczęły złowrogo piszczeć.

Do sali natychmiast wszedł pielęgniarz i lekarz

- Agencie Gibbs, proszę się uspokoić – odezwał się lekarz

- Gibbs – szepnęła cicho Abby kładąc delikatnie dłoń na jego ramieniu – spokojnie, nie denerwuj się.

- Nie wiem kim jest ten człowiek, nie wiem kim jest Agent Gibbs! Nie znam żadnego Agenta Gibbsa! - rozdarł zdjęcie które miał w dłoniach i złapał Abby mocno za rękę – oddajcie mi je! - krzyknął przez łzy patrząc na kobietę – chcę do moich dziewczyn… - zaczął płakać – Chcę Shannon… I Kelly… - wbił głowę w poduszkę czując jak bezsilność przejmuję nad nim kontrolę.

Lekarz widząc co się dzieje natychmiast podał do kroplówki leki uspokajające, a Abby po prostu stała nie wiedząc co się właśnie wydarzyło. Oprzytomniała gdy pielęgniarz do niej podszedł i położył dłoń na jej ramieniu.

- Halo, czy wszystko w porządku? - spojrzał na nią uważnie.

- Nie… - mruknęła czując palące łzy w oczach.

- Wyjdźmy na korytarz, dobrze? - objął ją i wyszli na korytarz.

Abby odwróciła się przodem do sali i położyła dłoń na szybie.

- Ja nie rozumiem… Co się stało… Dlaczego? - wymruczała.

- Pacjent zmaga się z głęboką amnezją – spojrzał na rękę Abby, na której bardzo wyraźnie odcisnęła się dłoń Gibbsa – czy pozwoli mi Pani na to spojrzeć i opatrzeć?

- Co? - spojrzała na niego – nie, dziękuję. Zostanę tutaj.

Gdy tylko pielęgniarz odszedł od niej, otworzyła drzwi sali i weszła do środka ponownie siadając w kącie i obserwując swojego Szefa.

- Dlaczego? Dlaczego ze wszystkich mężczyzn na świecie musiałam pokochać Ciebie? Dlaczego ze wszystkich kobiet na świecie musiałeś akurat mnie traktować wyjątkowo? Łamiesz mi serce. Leżysz tutaj, nie mając pojęcia o niczym. Nie wiesz kim jestem. Może gdybym Ci powiedziała wcześniej co do Ciebie czuję to dzisiaj byś mnie poznał. Przecież uczucia nie da się zapomnieć. Uczucia nie są w głowie a w sercu. Tak źle, że tu leżysz. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Człowiek z którym się spotkałeś nie był tym za kogo się podawał. Jethro, pomóż mi. Obudź się i przypomnij sobie. Nic więcej. Wróć do… mnie. Potrzebuję Cię. Nie radzę sobie. Muszę Ci powiedzieć co do Ciebie czuję. Nie chcę tego dłużej ukrywać. Bez względu na konsekwencje. Musisz wiedzieć.

Myśli kobiety cały czas krążyły wokół mężczyzny śpiącego w łóżku. Zamknęła oczy czując łzy gromadzące się w jej oczach i wstrzymała wdech.

- Kim one są? Patrzyłeś na mnie jak nigdy wcześniej. Żądałeś ode mnie, żebym Ci kogoś oddała. Kim one są? Shannon, Kelly? Nigdy nie mówiłeś o nich. Diane, Rebeca i Stephane to Twoje byłe żony. Ugh jak sobie przypomnę jak Cię traktowały, aż zbiera mnie na wymioty. Twoja mama i siostra?

Otworzyła oczy i wyjęła z plecaka telefon. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się co zrobić, kogo zapytać, do kogo zadzwonić? Wyszukała numer Jenny i przyłożyła telefon do ucha.

- Tak Abby? - odezwała się kobieta.

- Umm Pani Dyrektor, rozmawiałam z Gibbsem.

- DiNozzo poinformował mnie, że pojechałaś do niego ze zdjęciem podejrzanego. Poznał go? Powiedział Ci cokolwiek?

- Nie, wydarł się na mnie… Powiedział, że go nigdy nie widział – przerwała na chwilę by wziąć głęboki wdech – wykrzyczał, że nie zna żadnego Agenta Gibbsa.

- Ohh, musieliśmy spróbować. Nie możemy naciskać. Była iskierka nadziei, że może go pozna. Przypomni sobie cokolwiek – westchnęła.

- Jak możemy mu pomóc? Nie ma żadnej rodziny oprócz nas.

- Szukam kontaktu do jego szefa. Mike Franks go zwerbował w 1991 do NIS w Camp Pendleton. Skoro jego pamięć wymazała ostatnich 15 lat, to jest nadzieja, że jego będzie pamiętał.

- Posiedzę przy nim jeszcze chwilę i wrócę do Navy Yard – zamknęła telefon i schowała go do plecaka – musiałam pokochać właśnie Ciebie – mruknęła do sobie po czym przesiadła się na krzesło przy jego łóżku i delikatnie wsunęła dłoń w jego dłoń.

Momentalnie się rozluźniła. Nie raz czuła dotyk jego dłoni na swoim ciele i zawsze działał na nią w ten sam sposób.

- Ohh Gibbs, tak bardzo chciałabym Ci pomóc. Ulżyć Ci w cierpieniu. Sprawić byś poczuł się lepiej. Gdybyś tylko powiedział mi jak mam to zrobić, a zrobiłabym wszystko o co prosisz – wyszeptała – Tony biega i wszystkimi rządzi, sprzedaje head-slapy Timowi, Zivę próbuje rozstawiać po kątach chociaż ona się nie daje. Nawet Tobie się to czasem nie udawało – zaśmiała się. Ma charakter, dlatego tak dobrze się rozumiecie – westchnęła i wstała – wracam do pracy. Musisz odpoczywać, a moja obecność Ci w tym nie pomoże – pochyliła się nad nim i złożyła delikatny pocałunek na jego czole. Odsuwając się delikatnie spojrzała na jego usta chcąc móc się z nimi złączyć, ale oprzytomniała, wyprostowała się po czym opuściła salę.

CDN...