Hej wam.
W tym rozdziale dowiecie się jak potoczyła się dalej sprawa zatrucia Kochańskiego.I kto okaże się tajemniczym trucicielem? Co analitycy wynajdą w organizmie Mateusza? Czy Borys w końcu zawalczy o Ewelinę? Czytajcie.
Zdjęcie :
CYTATY :
Nie jest ważne, co ludzie mówią o tobie, czy to jest prawda czy nie. Ważne jest to, co ty myślisz o sobie. Bo to twoja wizja rzeczywistości, a nie cudza, kreuje twój świat.
-Paulo Coelho
Wszyscy myślą o zmienianiu świata, ale nikt nie myśli o zmienianiu siebie.
-Lew Tołstoj
ZUZANNA :
To co dzisiaj widziałam ,byłam naprawdę przerażona. Najpierw podchodzi do mnie totalny naćpany Mateusz ,gada jakieś głupoty po czym oskarża nas wszystkich że go wydaliśmy FBI. Potem on traci przytomność i go reanimują. Widziałam jak mężczyzna którego kocham traci życie.A ja ryczałam jak bóbr. Jak to się stało że on był w takim stanie? Przecież on nie bierze dragów. Raz w życiu go widziałam z papierosem w ręku poza nigdy nie zauważyłam żeby brał narkotyki.A co jeśli ktoś próbował go otruć? Wróciłam do działu cała w jego wymiocin ,ludzie patrzyli się na mnie , wiem że już gadają. Próbowałam jakoś pozbyć się tych plam ale nic z tego. Jedynie co zrobiłam to zmyłam rozmazany makijaż.Musiałam jechać do domu się przebrać jestem cała w jego rzygach. Ta sukienka już będzie do wyrzucenia ale teraz myślę co z Mateuszem. Co się z nim stało? Przebrałam się w nowe ciuchy ale cały czas byłam w środku spięta. A co jeśli on umrze? Odejdzie z tego świata? Na miejscu się dowiedziałam że Olga z nim pojechała do szpitala. Wróciłam ubrana w krótką spódnicę i bluzkę na krótki rękaw. Chcę wiedzieć do jakiego szpitala został zabrany Mateusz? Gdzie on teraz jest? Poprosiłam przechodzącą pielęgniarkę o lek uspokajający bo cała się trzęsłam jak galareta.
-Siostro ,jeśli siostra może to poproszę o lek uspokajający .
-Dobrze ,proszę za mną.
Udałam się posłusznie za pielęgniarką która przygotowała mi lek i picie. Naprawdę byłam kłębkiem nerw. Gryzłam się sama ze sobą.
-Proszę ż wiem skąd ten stres u pani.
-Profesor Kochański dostał zawał serca i to pewnie wszystko przez używki .
-O czym pani mówi? On bierze żadnych narkotyków.
-To skąd te zachowania? Mógł nie brać narkotyków to by nie było takiego bałaganu.
-Ja jeszcze raz pani mówię że on nie bierze żadnych narkotyków.
-Nie zamierzam się z panią kłócić ale myślę że badania pokażą swoje.
Wkurzyła mnie. Mateusz gardzi narkotykami. Teraz wszyscy myślą że on coś brał.Ktoś mu coś podrzucił do picia. Ktoś chce się go pozbyć za wszelką cenę.
-A ja pani mówię że ktoś chce się go pozbyć.
-Że co proszę? Pani się chyba za dużo kryminałów naoglądała. - mówiła lekceważonym tonem pielęgniarka tak jakby ją to nie obchodziło.
-Poza tym proszę połknąć tą tabletkę i iść do siebie. Nie mam czasu na kryminalne zgadki.
Ona nie brała mnie na poważ ęła mnie za fiksowaną fankę kryminałów. Ja dowiem się kto to zrobił,niech ja tylko dorwę tą osobę. Kiedy wychodziłam z gabinetu lekarskiego natknęłam się na Ewelinę która również była wstrząśnięta tym zdarzeniem.
-Zuza. Wiem co się stało. Olga z nim pojechała do szpitala.- mówiła załamanym głosem Ewelina.
-Tak...ktoś go chciał otruć.
-Na to wygląda. Bo jego zachowanie przypomina naćpanego człowieka .
-Myślisz że Mateusz mógł coś wsiąść?
-On i narkotyki? Proszę cię ,przecież on jest przeciwnikiem. Zawsze potępiał narkotyki w swoim życiu.
-Nie uważasz że ktoś celowo chciał zabić Mateusza?
-Tak uważam,że to była celowa robota. Komuś musiał podpaść.
-Ale kto? I dlaczego?
-Nie wiem..
-A z tajnej grupy? Może ktoś od nich go chciał zabić?
-Nie,na pewno nie oni. Oni mają przyjazne z nim relacje .
-No to kto? - rozpłakałam się.
-Zuza wróć już do księgowości ,później porozmawiamy..
-Ale powiedz mi gdzie oni pojechali do tego szpitala.
-Jak się dowiem to dam ci znać.Idź już proszę.
-Tylko daj mi znać.
Muszę wiedzieć gdzie oni pojechali,po pracy chce go odwiedzić. Muszę wiedzieć co z nim jest. Oby tylko żył.
OLGA :
Jedziemy karetką na łam wrakiem człowieka. Patrzyłam jak mój narzeczony walczy o życie. Teraz znowu był reanimowany ,znów przestał oddychać. Istnieje podejrzenie że został potraktowany narkotykami.A ja przez łzy szlochałam.
-Dasz radę kochanie.
-Proszę się odsunąć. - nalegał
Patrzyłam jak znowu go reanimują. Wcześniej to on reanimował ,ratował czyjeś życie. A teraz? Proszę Boga żeby mi go nie odbierał.
-Kochanie zaskocz nas,nie odchodź.Proszę. - szlochałam .
Przez całą drogę szpitala nie oderwałam od niego wzroku.W końcu udało się go przewrócić do ż ów oddychał. Był ledwo przytomny.
-Kochanie, wszystko będzie dobrze .
-Co wy mi robicie? - wybełkotał ledwo.
-Jedziemy do szpitala.
-Zaraz będziemy - odparł jeden z ratowników.
-Słyszysz? Zaraz będziemy.Będzie dobrze. - pogłaskałam go po głowie.
-Zostaw mnie babo,sprzedałaś mnie FBI.
-Mateusz to ja Olga. Nikt cię nie sprzedał FBI.
-Zostawcie mnie wy mordercy..
On wciąż wygaduje głupoty ,widzi świat w urojonych barwach. Zaczął się szarpać.Znowu musieli go przekuć w pasy.. Mój ukochany zamienił się w obcego czł miałam ulgę bo on żyje. Gdy dotarliśmy na izbę przyjęć ,zostałam zmuszona przekazać Mateusza w ręce innego zabrali na oddział psychiatryczny.W drodze krzyczał "Nie zabijcie mnie" Co oni mu dosypali? Ktoś chciał go zabić. Ale kto? Te pytanie nurtowało mnie od środka. Nie wpuścili mnie do środka,musiałam czekać na korytarzu. Dwa razy był reanimowany. O mało go nie straciliśmy. Tak bardzo chciałam być blisko niego ale teraz nie było to możliwe. Muszą porobić wszystkie możliwe badania . Usiadłam na krześle ,próbując łapiąc oddech. Niecierpliwie czekałam aż ktoś do mnie wyjdzie i powie że wszystko jest w porządku. To był dopiero początek wielkich problemó szczęśliwiej kobiecie nie zostało ani śladu. Byłam cała zapłakana. Los po raz kolejny wystawił mnie na próbę. Po raz kolejny postawił mnie na ścieżce cierpienia. Po raz drugi jadę karetką z facetem którego kocham. Najpierw Paweł a teraz Mateusz. Pamiętam ten sam stres i tą samą walkę z ła Bogu że Paweł żyje i ma się dobrze. Tylko wtedy nasz związek przestał istnieć co był dla mnie ciosem w serce. Ale to już jest przeszłość. Dałam mu wolną rękę.
EWELINA :
W naszym szpitalu panuje wielki chaos. Wszyscy mają na językach Mateusza i jego dziwne zachowanie. Już nawet jeden z pacjentów zdążył to wszystko nagrać.Dla takiego dzieciaka to beka bo lekarz biega po korytarzach jak głupi. Prosiliśmy żeby nie wrzucał tego do sieci. Na wszelki wypadek wszystkich dzieciakom z tego oddziału pozabieramy komórki na kontrolę. Nie chcemy by nasz kardiochirurg był zniesławiony w sieci. Teraz wszyscy debatują nad tym czy Mateusz rzeczywiście zaczął brać narkotyki czy ktoś mu je podrzucił. W szklanym pomieszczeniu zgromadzili się niektórzy lekarze,pielęgniarki i kilka administratorów.
-Mówię wam ,brał narkotyki. - stwierdził jeden z lekarzy.
-A może to nie było z jego woli? - odparłam ledwo kontrolując swój głos.
-Znam profesora Kochań się składa że zawsze potępiał narkotyki .Ktoś mógł mu podrzucić. Może został odurzony ,może wciągnięty w coś,o czym nawet nie wiedział.
-Podrzucone? O czym pani mówi? I w jakich okolicznościach? - zapytał ironicznie.
-Profesor Kochański, kardiochirurg ,inteligentny człowiek który nagle ląduje na oddziale pod wpływem narkotyków. Trudno to uwierzyć. - dodał
Głos zabrała Asia która również stanęła w obronie Mateusza.
-O to sobie. Ja już kilka razy się powtarzam ale powtórzę jeszcze raz : Profesor Kochański skarżył się na skurcze brzucha ,zwijał się z bólu , postanowiłam mu poddać środek przeciwskurczowy ale on zniknął ,zachowywał się normalnie.
-Pani Joanno. A kto wie czy to nie były jego halucynacje?
Ten lekarz ewidentnie nie wierzy że Mateusz mógł się stać ofiarą chorego spisku. Niestety nie on jeden.
-Podrzucone? Sorry ale ja w takie rzeczy to nie wierzę. - mówił sceptycznie inny lekarz.
-A ja uważam że powinniśmy być ostrożni z tymi osądami. - mruknęłam.
Niektórzy poczuli się w roli sę ęli wydawać na Mateusza wyroki. Moim zdaniem całkiem niesłusznie. Rozumiem każdy ma swoje zdanie,ma do tego prawo ale te osądy? Debata była zawieszona gdzieś pomiędzy danymi a emocjami między tym,co obiektywnie a tym,co nie wiadomo co mu jest. Ostatecznie zabrał głos nasz dyrektor.
-Ale proszę państwa. Słyszę państwa rozmowy między państwem i uważam że dopóki nie mamy pełnego obrazu sytuacji nie możemy wydawać pochopnych osądów. A teraz proszę państwa wracajmy do pracy .Czekają na nas dzieci ,które też potrzebują naszej uwagi.
No to teraz zaczyna się nasze szpitalne śledztwo. Myślę że pan Leszek też myśli że ktoś mógł próbować otruć Mateusza. Można nie przepadać za Mateuszem. Ale żeby kogoś od razu truć? Chore. Sala zaczęła się opróżniać. A ja wraz z Borysem wychodziłam ostatnia. Jak się okazało Borys myślał identycznie jak ja.Mój kryzys związku to nic . Z Igorem się rozejdziemy a Mateusz? To zależy czy Bóg śmy razem na szpitalnym mieliśmy przed oczami naszego sarkastycznego profesora .
-Ktoś go musiał otruć. - powiedziałam w końcu przerywając ciszę.
-Też tak uważam. - odparł krótko spoglądając na mnie.
-Wiesz ja chyba nie mam do tego wątpliwości . Profesor Kochański nigdy by nie brał narkotyków . To kompletnie nie w jego ś musiał to zrobić.Ktoś chce się go pozbyć.
-Wiesz co? Coś tym może być. Bo Mateusz rzeczywiście krytykował narkotyki i to nie razy bluzgał na naćpanych nastolatków. Pamiętam jego marudzenie ,mówił że nie rozumie takich rzeczy. Dlatego ja też wierzę że ktoś go próbował otruć.
-To mogło być ź sobie : ktoś daje mu narkotyki ,on traci przytomność a potem wszyscy w pracy zaczynają mówić że jest ć reputacja leży w gruzach . Taka osoba zniszczyła by jego karierę i życie jednym ruchem.
-Ale jakby to zrobił ten ktoś? Przecież narkotyki same nie trafiają do organizmu. Ktoś musiał je poddać .Może w jedzeniu albo w piciu.
-Dokładnie - odparłam. Mój głos nabierał coraz większej pewności.
-To musiało być coś dyskretnego .Ktoś,kto miał okazję.
Borys zmarszczył brwi ,jakby nagle wpadł na coś ważnego.
-A co jeśli to się wydarzyło wtedy kiedy on mógł być wezwany do sali? Wiesz nagły przypadek. On mógł zostawić otwarty gabinet i tam pewnie ktoś mu podrzucił.
To musiało się tak stać. Ktoś wykorzystał jego nie uwagę. I podrzucił mu narkotyki zmieszane z jakimś syfem. Oboje milczeliśmy . Ktoś musiał wejść do jego gabinetu i zrobić swoje.
-Ewelina potrzebny jest na to dowód . Bez tego ani rusz. Inaczej będzie tylko teoria .Jeśli ktoś naprawdę chciał go skrzywdzić to musimy znaleźć sposób żeby udowodnić.
-Ej a może przejdźmy się do jego gabinetu.
-Co masz na myśli?
-Może tam jest kubek nie umyty albo talerz.
-Chcesz sprawdzić na własną rękę?
-Oczywiście.
-Ale musimy o tym pomyśle po informować dyrektora.
Udaliśmy się razem z Borysem do dyrektora. Oboje byliśmy zdeterminowani ,ale niepewność miała nas w garściach . Przecież nie codziennie się kogoś oskarża o takie rzeczy.A już na pewno nie w szpitalu gdzie się liczy dyscyplina i dowody.
-Myślisz że się zgodzi? - poprawiłam kosmyk włosów za ucho.
nie tylko sprawa Mateusza ale i całego śli to prawda co wierzymy musimy działać szybko.
Zapukał do drzwi.
-Proszę wejść. - powiedział krótko.
My z Borysem zajęliśmy miejsca przed jego biurkiem.
-Panie dyrektorze mamy coś ważnego do omówienia. Chodzi o profesora Kochańskiego. -zaczęłam.
Dyrektor zmarszczył brwi.
-Jeszcze wyniki badań do nas nie przyszyły a pani doktor Wieczorek przybywa w tym samym szpitalu co profesor Kochański. I wtedy zaczniemy działać i pan Mateusz poniesie konsekwencję.
-Ale panie dyrektorze.. uważam że powinniśmy sprawdzić jego gabinet może tam jest jakiś kubek albo talerz.
-Przepraszam pani Leś rozumiem co chce pani przez to powiedzieć. - zmarszczył brwi.
-Bo jak dobrze pamiętam to profesor Kochański zawsze potępiał narkotyki .To nie w jego stylu.
-Uważamy że ktoś mógł by je podłożyć. Mamy podstawy sądzić że profesor Kochański nie wziął narkotyków dobrowolnie.
-Panie poważnie oskarżenie .Macie jakieś dowody?
Spojrzałam się na Borysa a on na mnie. Potem oboje patrzymy na dyrektora.
-Jeszcze nie. Ale być może tam jest kubek z którego pił.Jeśli ktoś poddał mu narkotyki to mogły znajdować się w tym zabezpieczyć ten kubek albo talerz i zbadać zawartość w laboratorium toksykologicznym. - mówił Borys.
Pan Leszek nic przez chwilę nie mówił .Jego twarz zdradzała emocję zakłopotanie.
-Rozumiem pańską troskę i waszą determinację. - mówił.
-Ale zdaje sobie państwo sprawę że to nie jest standardowa procedura. Jeśli rzeczywiście pan profesor Kochański został wrobiony to my jako szpital mamy obowiązek wezwać policję.
-Tak zdajemy sobie sprawę panie dyrektorze. - powiedział w końcu.
Może uda nam się udowodnić że Mateusz nie brał narkotyków celowo?
-Ale wierzymy w to że to może być klucz do wyjaśnienia tej sprawy. - dodał.
-Poza tym uważamy że profesor Kochański nie mógł się samodzielnie narazić na takie ś musiał to zrobić.
w takim bądź razie. Skontaktuje się z laboratorium i zorganizuję odpowiednie kroki.
-Super panie żeby sprawiedliwość się obroniła. - rzuciłam.
-Jeśli rzeczywiście znajdziemy ślady narkotyków w kubku ,będziemy mieli podstawy ,żeby przekazać sprawę odpowiednim służbom. - powiedział dyrektor .
-A jeśli nie to niestety jako szpital będziemy musieli wydalić profesora Kochańskiego ze szpitala. Jako szpital nie możemy sobie pozwolić na takie proszę działać panie doktorze i pani proszę pamiętać o odpowiedzialności również za siebie.
-Dziękujemy panie dyrektorze. - podziękowałam.
-Dzięki panie Leszku . - podziękował Borys.
Razem opuściliśmy gabinet wyraził zgodę.Teraz tylko musimy udać się do gabinetu Mateusza. Mam nadzieję że nie jest zamknięte. Na szczęście nie. Weszliśmy razem. Serce mi waliło jak młot . Na biurku znajdował się kubek i telefon. Telefon był zablokowany pinem ale widniały komunikaty nieodebranych połączeń od doktor Kochańskiej. Pewnie się wkurzyła że nie odbiera od niej telefonó jestem czy wie o wszystkim co się z nim stało. Napisałam jej smsa a Borys włożył rękawiczki żeby nie pozostawić odcisków palców.
-Ok mam go.
-Dobra to teraz idziemy do analityków.
Tak się składa że troszeczkę zostało tej herbaty w kubku . Istnieje szansa że coś znajdą. Razem udaliśmy się do laboratorium toksykologicznego. Oboje liczyliśmy na to że nasze przepuszczenie okaże się słuszne. Mijaliśmy się z Antoniną. Jej spojrzenie było podejrzane. Rozglądała się za nami. Jej twarz była jakby wściekła. Co się okazało? Z wali was wszystkich z nóg. Nasze przepuszczenia okazały się...
OLGA :
Stoję i patrzę przez okno na oddział intensywnej terapii ,gdzie mój ukochany leżał wciąż nie przytomny.A ja czekam cierpliwie na wyniki badań. Wiem że prawda prędzej czy później sama się obroni. Po chwili podchodzi do mnie lekarz prowadzący Mateusza. Doktor Miłkowski poprosił mnie na moment.
-Pani Olgo zapraszam do siebie do gabinetu.
-Już idę.
Szłam za nim , chciałam usłyszeć że wszystko będzie z nim łam przed jego biurkiem a on zaczął ogłaszać wyniki badań. Czułam jak napięcie ściska moją klatkę piersiową.
-Co z nim panie doktorze?
-W jego organizmie znaleziono ślady kokainy i benzodiazepin - powiedział powoli.
-To były substancje wykryte we krwi i jest coś jeszcze. - dodał.
Poczułam jak ziemia mi się usuwa spod nóg.
-Co jeszcze?
-W próbkach pobranych z jego żołądka znalezione śladowe ilości trucizny. - kontynuował doktor Miłkowski.
-Co? Jakiej trucizny?
Tak właśnie myślał próbowali otruć. Moje przepuszczenia się sprawdzają.
-Tetrodotoksyna.
-Tetrodotoksyna? - powtórzyłam.
Nie mogłam uwierzyć w co ja słyszę.
-Przecież to trucizna pochodząca z ryb ąd to się wzięło w jego organizmie?
Doktor Miłkowski pokiwał głową.
-To bardzo małe ilości. Ale na szczęście wystarczające by wywołać poważne ,utratę przytomności a nawet zatrzymanie akcji nie szybka interwencja mogło to się skończyć śmiercią.
Opadłam na krzesło. To nie może być ś chciał go zabić.
-To wygląda na zaplanowaną próbę otrucia
-Też tak uważam. Ta trucizna nie jest substancją którą można znaleźć ś musiał ją zdobyć i celowo podać profesorowi.
Wzięłam wyniki ode niego i nadal nie wierzę własnym oczom.
-Mateusz jest śmiertelnym niebezpieczeństwem! Jeśli ktoś był w stanie posunąć się do takiego kroku ,może próbować ponownie.
-Pani Wieczorek ja już powiadomiłem policję i odpowiednie służby , które zajmą się tym Olgo to nie jest dla pani łatwe ale trzeba być przygotowanym wszystko co najgorsze.
Skinęłam głową. W mojej głowie roiły się myśli i milion pytań. Kto próbował zabić Mateusza?Kto chciał go zniszczyć? Czy ma jakiegoś ukrytego wroga? Kto go nienawidzi w tym szpitalu? Nie przepadają za nim ale kto odważył się na takie coś? Wstałam z krzesła z wynikami w rękach. Będę przy nim,dopóki nie dowiem się prawdy.
-Nie jesteś pani w tym wszystkim sama. Będziemy informować panią na bieżąco. Po opuszczeniu gabinetu miałam chęć łam ochotę zabić tego człowieka co próbował otruć ę tą osobę która to zrobiła. Przysięgam przykręcę łeb .Ja postanowiłam zadzwonić do Ani. I poinformować ją o wszystkim. Ania już wie co się stało ale nie wie jeszcze o wynikach. Ania kilka razy do niego dzwoniła ale ten nie odbierał.
-Ania są już wyniki badań.
Poinformowałam ją o wszystkim ale nadal cała drżałam. Czułam strach bo ktoś postawił sobie Mateusza na i tak płakałam. Ten dzień sporo mnie kosztował.Ania mimo tego że są po rozwodzie też w jej głosie odkryłam szok. Kontaktuje się z nim wyłącznie dla to nie mieliby już o czym rozmawiać. Ania twierdzi że w tym szpitalu gdzie obecnie pracujemy panuje wielki wyścig szczurów .Bo każdy chce być najlepszy. Twierdzi że niektórzy mają skłonność do zachowywania się jak w hotelu pięciu gwiazdkowym. Przyznaję jej rację. Bo ja już to odczułam na własnej skórze. Wszyscy czekają na mój upadek a najbardziej pielęgniarki które na siłę chcą mnie wyleczyć z miłości do Mateusza. A może to jedna z nich to zrobiła? Przecież ich w gronie króluje zawiść. Może jednak że to zrobił lekarz który szczerze nienawidzi Mateusza. Chcę znać odpowiedź na to pytanie.
BORYS :
Prawda wychodzi na jaw. Tak jak z Eweliną zakładaliśmy. Mateusza ktoś próbował otruć. Badania trwały godzinę . Każda minuta wydłużała nasze wątpliwości . Wszechświat postanowił nam pomóc. Dał nam wskazówkę do rozwiązania tej zagadki.W końcu analityk wyszedł do nas z wynikami w ręce.
-Znaleźliśmy ślady substancji psychoaktywnych .
-To są kokaina ,benzodiazepiny i coś jeszcze...tetrodotoksyna.
-To znaczy że ktoś dodał to do jego napoju.
-Najprawdopodobniej tak.Z tej ilości można wywnioskować ,że narkotyki zostały poddane w rozcieńczonej formie . To nie jest przypadkowe skażenie. Ktoś musiał celowo wprowadzić substancje do kubka.
-Ale teraz mamy dowód że profesor Kochański nie wziął tych substancji. - powiedziała Ewelina.
Wróciliśmy do gabinetu dyrektora i zanieśliśmy wyniki z laboratorium.
-W kubku profesora Kochańskiego znaleziono ślady narkotyków. - powiedziała Ewelina
-To nie był przypadek ktoś musiał mu poddać. - dodała.
Pan Leszek zmarszczył brwi i zaczął przeglądać wyniki badań.
-To dowód że został ę policję .Ale to dopiero początek. Musimy się dowiedzieć kto jest tym trucicielem.
Oboje z Eweliną skinęliśmy głową. Po wyjściu z gabinetu ,Ewelina zadzwoniła do Olgi. Powiadomiła ją o wszystkim.
-Olga słuchaj,w kubku Mateusza znaleziono ślady narkotyków i trucizny. No właśnie wyniki badań są takie same.
Tetrodotoksyna i wszystko ąd te utrata przytomności,wymiaty ,zatrzymanie akcji źle go ktoś urządził. Zastanawia mnie fakt. Jeśli naprawdę jakaś osoba była w stanie posunąć się tak daleko to czy ta osoba nie próbuje tuszować swoich działań? Być może szuka kolejnej ofiary .
-Mówię ci identyczne wyniki badań. A w jakim ty szpitalu jesteś? Dobra Olga trzymaj się , dyrektor powiadomił już policję. Na razie. - rozłączyła się.
-Olga twierdzi że wyniki badań wyszły identycznie. Jedno jest pewne..został otruty.
-Pytanie teraz jest : Kto?
Czułem się jak bym pracował w policji a nie w szpitalu. Wszyscy byliśmy w niebezpieczeństwie. Nie wiadomo do czego się bardziej posunie łem się o Ewelinę. Nie chce by ona była następna. Jestem gotów przy niej być jak anioł stróż.
-Ewelina,uważaj na siebie.
-Borys,wiem nie muisz mnie pilnować.
-Chyba musze. - zbliżyłem ją do siebie i ją pocałowałem.
Zaczęliśmy się całować a ona szybko przerwała.
-Borys co ty robisz? Przecież mam chłopaka.
-Ewelina...ja cię przepraszam.
-To ja przepraszam. - szybko odeszła ode mnie a ja poczułem się mocno zażenowany. Nie wiem co we mnie wstąpiło ale chciałem ją pocałować..ja naprawdę mam do niej wielką słabość. Musimy się dowiedzieć kto jest tym tajemnicznym trucicielem. I dlaczego chciał/chciała zabić Kochańskiego?
Ciąg dalszy nastąpi...
