Hałasy dobiegające zza otwartego okna, towarzyszyły Eijiemu każdej nocy. Uliczne dźwięki Nowego Jorku pomagały mu zasypiać. Bez nich nie potrafił już normalnie funkcjonować. Obawiał się ciszy. Wszystko, co generowało jakikolwiek dźwięk było jego sprzymierzeńcem.

– Buddy – zwrócił się do swojego czworonożnego przyjaciela, który w mgnieniu oka znalazł się tuż obok.

Zająwszy swoje stałe już miejsce na dwuosobowej kanapie, położył lewą łapę na jego udzie i wydał z siebie ciche, krótkie szczeknięcie. Kolejne, tym razem żywe źródło dźwięku, ale i przyjemnego ciepła, które emitowało jego sporych rozmiarów ciało. Eiji potrzebował go w swoim życiu. Obydwoje korzystali na obecności tego drugiego.

Było jednak coś jeszcze. Oczywistego. Niepodważalnie najważniejszego.

Ash.

Rozmowy z Ashem pomagały mu przetrwać każdy kolejny dzień. Początki nie były łatwe. Osiem lat samotności sprawiły, że przestał wierzyć w dobre zakończenia.

Ostatecznie zawsze ktoś odchodzi.

Dlatego teraz, gdy Ash wrócił, Eiji potrzebował czasu, by zrozumieć i zaakceptować tę nową rzeczywistość.

Przyszłość z Ashem.

Sięgnąwszy po niewielkich rozmiarów komputer, musnął palcem prostokątny przycisk i zamknął oczy w oczekiwaniu na pojawienie się twarzy Asha, uwiecznionej na jednym z setek zdjęć, które posiadał w swojej kolekcji. Komputerowi Eijiego brakowało jakichkolwiek zabezpieczeń. Dostępu do zawartości dysku nie chroniły żadne hasła. Wszystko było jawne, podatne na każdy, nawet najbardziej niewinny atak.

Twarz Asha wyświetliła się tuż przed jego oczami. Uśmiechnąwszy się mimowolnie, uruchomił aplikację i zaczął pisać.

Eiji: Hej.

Odpowiedź jak zwykle pojawiła się niemal natychmiast.

Ash: Hej, jak ci minął dzień?

Eiji: W porządku, wyrobiłem się ze zdjęciami w terminie, więc wystawa będzie planowo.

Ash: Super! Gratulacje, Eiji! Mówiłem ci, że dasz radę.

Eiji: Tak, tak. Niepotrzebnie panikowałem.

Ash: Nie pierwszy raz i nie ostatni.

Eiji: A u ciebie? Jak ci minął dzień, Ash?

'Eiji zawsze zadaje to pytanie. Niezmiennie od wielu tygodni. Ja również. Jednak w moim przypadku ma to uzasadnienie, w jego – niekoniecznie. Doskonale wiedział, czym zajmuję się, gdy nie rozmawiamy ze sobą. Mimo to pytał, każdego dnia. Za bardzo mi na nim zależy, by zwracać na to uwagę. Nie chcę sprawiać mu przykrości, tak jak było to za pierwszym razem. Nie tego oczekiwał. Prawda nie zawsze jest pożądana.'

Ash: Poczyniłem pewien progres. Przypominam sobie coraz więcej.

Eiji: Wspaniale, Ash! Bardzo się cieszę.

'Życie w iluzji bywa prostsze.'

Ash: Bierzesz pod uwagę, że przypomnę sobie również fakty, które wolałbyś przemilczeć? Nie zapominaj, że potrafię być bezwzględny.

Eiji: Nigdy nie bałem się ciebie, Ash.

Ash: I to mnie zawsze dziwiło. Ktoś ci to musi w końcu powiedzieć, Eiji nie jesteś normalny, coś musi być z tobą nie tak.

Eiji: Skoro tak, to o tobie też nie najlepiej to świadczy.

Ash: Wyczuwam delikatną obrazę xd.

Eiji: Nietrafny domysł.

Ash: Lubię się z tobą droczyć.

Eiji: Przecież pisałem, że nietrafny.

Ash: Nie wierzę. Potrafię wyczuć kiedy próbujesz coś ukryć.

Eiji: Ja też posiadam taką zdolność.

Ash: To prawda, jesteś w tym lepszy ode mnie.

Eiji znieruchomiał z rękami zawieszonymi nad klawiaturą. Wspomnienie, które odtworzył jego rozemocjonowany umysł, odebrało mu na moment kontrolę nad własnym ciałem.

Eiji: Lubię z tobą rozmawiać, Ash.

Zdecydował się napisać, chcąc stłumić emocje, które powoli narastały napędzane przez wydarzenia, mające miejsce pewnego wieczora, w ich sypialni.

Ash: Dość randomowe stwierdzenie, Eiji.

Eiji: Może i tak, ale mógłbyś odpowiedzieć tym samym, Ash.

Ash: Lubię z tobą rozmawiać, Eiji.

Eiji: Wymuszone, ale niech będzie.

Ash: Jesteś pewien? Mogę zagrać bardziej przekonująco.

Eiji: Bo się rozłączę i dołączę do Buddy'ego.

Ash: Buddy jest z tobą?

Eiji: Tak, leży obok. Śpi.

Palce lewej dłoni zatopił w miękkiej, długiej sierści i delikatnie poruszył, starając się go nie obudzić. Wzrok, wspomagany przez okrągłe okulary nieprzerwanie wpatrywał się w jasny ekran. Długie, odrobinę niechlujnie związane włosy opadały na kark, a pojedyncze, przednie pasma okalały jego szczupłą twarz.

Nie ścinał ich od bardzo dawna. Od czasu, gdy...

Ash: Nam też zdarzało się zasypiać obok siebie.

Wiadomość Asha nadpisała wszystko. Była jak uderzenie.

Eiji kilkakrotnie czytał to krótkie, jakże proste zdanie. Boleśnie prawdziwe. Czuł charakterystyczny ucisk w piersiach; okrutnie znajomy i zwiastujący powolny...

Ash: Pamiętasz?

Eiji: Pamiętam. Brakuje mi tego.

Gdyby miał wypowiedzieć to na głos, z pewnością zdradziłby go drżący, pełen żalu głos.

Podjął próbę, ale dotarł jedynie do drugiego słowa.

Ścisnąwszy powieki, poczuł jak po jego twarzy spływają pierwsze tego wieczoru łzy.

Odpowiedź nadeszła po chwili.

Ash: Gdybym był teraz z tobą, myślisz, że Buddy pozwoliłby mi zająć jego miejsce?

Eiji: Miałbyś swoje miejsce, Ash.

Ash: Pomimo tego, co zrobiłem?

Eiji: To nie zmieniło moich uczuć względem ciebie.

Ash: W takim razie... gdybym siedział teraz obok ciebie, jest coś co chciałbyś mi powiedzieć?

Kolejne łzy naznaczyły policzki Eijiego.

Eiji: Powiedziałbym, że tęskniłem za tobą. Że nigdy nie czułem takiej pustki, jak wtedy gdy dowiedziałem się, że.. Powiedziałbym, że żałuję swojej decyzji o wylocie, że nigdy nie powinienem był wyjeżdżać. Gdybym został..

'Eiji obwinia się o to, co się stało. Czy słusznie? Nie. Nikt nie jest w stanie kontrolować swojego życia w 100%. Tym bardziej życia drugiej osoby. Nie wszystko zależy od nas.'

Ash: Gdybyś został, zakończenie mogłoby doprowadzić nas do tego samego miejsca. Życie jest zbyt nieprzewidywalne, byś mógł z pewnością stwierdzić, że potoczy się tak a nie inaczej. Nie skupiaj się na czymś, na co nie masz już wpływu. Postąpiłeś w ten sposób, ponieważ musiałeś. To samo tyczy się mnie.

'Choć pojęcie winy w tej sytuacji nie ma sensu, to we mnie powinno się doszukiwać jego pierwiastka.'

Ash: Jeżeli szukasz winnego, to mnie obwiniaj, nie siebie.

Eiji: Nie potrafię. Nic, co się wydarzyło nie jest twoją winą.

Ash: W takim razie przestań myśleć o sobie w ten sposób. Ja tym bardziej nie uważam, że jest w tym jakakolwiek twoja wina.

Eiji nie odpisał od razu. Czuł się winny i wiedział, że zmiana myślenia nie nastąpi od razu.

Eiji: Spróbuję.

Zdecydował się napisać.

Ash: Jak zwykle uparty.

Twarz Eijiego wykrzywił delikatny uśmiech.

Eiji: Obydwoje jesteśmy.

Ash: To prawda, ale to ja częściej ulegam. Pewnie wynika to z tego, że wierzę w każde twoje słowo. Ufam ci.

Eiji oderwał wzrok od ekranu komputera i spojrzał na odrobinę wolnego miejsca pomiędzy nim a szerokim podłokietnikiem. Przestrzeń wystarczająca, by pomieścić szczupłą sylwetkę Asha. Dotknąwszy miękkiego materiału, poruszył palcami czując jak miła w dotyku faktura ociera się o jego skórę. Zacisnąwszy dłoń w pięść, raz jeszcze poczuł łzy spływające po jego zapadniętych policzkach.

Eiji: Gdybyś siedział teraz obok, wziąłbym cię za rękę i poprosił byś nigdy więcej mnie nie zostawiał.

Ash: Nigdy nie chciałem cię zostawiać.

Eiji: Nie odtrąciłbyś mnie?

Ash: Jesteś jedyną osobą, której bym na to pozwolił. Zawsze pozwalałem ci na więcej.

Eiji: Dlaczego?

Ash: Jesteś moją bratnią duszą. Nie ma nikogo ważniejszego od ciebie.

Eiji: Czułeś to? To jak jesteś mi bliski?

Ash: Tak. Choć myślę, że w naszym przypadku określenie 'bliski' jest niedopowiedzeniem.

Eiji: Czuję podobnie, Ash. Zawsze męczyło mnie, że mogłeś wątpić w siłę moich uczuć. Dlatego gdybyś siedział teraz obok, zrobiłbym coś jeszcze.

Ash: Co takiego?

Eiji: Wyznałbym, że cię kocham. Że żałuję, że nie powiedziałem tego wcześniej. Że nigdy nie usłyszałeś ode mnie tych słów.

'Teraz rozumiem. Czasami słowa są równie ważne, co na pozór jednoznaczne gesty i zachowania. Niejako przypieczętowują, to czego nie chcemy, by nam umknęło. W tym przypadku nie były niezbędne. Wszystko co robiłem, robiłem z myślą o nim. Eiji zawsze był priorytetem, nic więcej nie miało znaczenia. Oczywiście, że ja również... dlaczego więc nigdy mu tego nie powiedziałem?'

Ash: Wyobraź sobie, że faktycznie trzymasz mnie za rękę, że naprawdę jestem tam z tobą. Przypomnij sobie mój zapach, to w jaki sposób patrzyłem na ciebie. ...Pamiętasz?

Ponownie głos Eijiego załamałby się, gdyby musiał się odezwać. Wystarczyło napisać. Było to zdecydowanie prostsze.

Eiji: Tak, pamiętam.

Ash: Ja ciebie też kocham, Eiji. Powinienem był powiedzieć ci, gdy miałem jeszcze okazję. Było ich tak wiele, ale wszystkie przegapiłem. Przepraszam.

Eiji dotarł już do granicy. Mokrą od łez twarz ukrył w dłoniach, a z jego gardła wydobył się cichy szloch. Tak bardzo chciał cofnąć czas. Pragnął naprawdę poczuć dotyk jego dłoni, usłyszeć jak wypowiada jego imię, jak mówi do niego w sposób tylko mu znany.

Ash: Co jeżeli zrobiłem to świadomie? Może chciałem cię chronić? Chronić przed samym sobą? Nie dopuścić, by stała ci się krzywda?

Eiji: W chwili, gdy twoje serce przestało bić, zatrzymało się również moje. Utrata ciebie była największą krzywdą jaka mogła mnie spotkać.

Ash: Przepraszam. Nie chciałem byś cierpiał. Nie chciałem tego wszystkiego. Pragnąłem byś był szczęśliwy.

Eiji: Do tego potrzebuję ciebie. Bez ciebie moje życie przypomina wegetację. Wszystko, co robię zdaje się być pozbawione sensu. Nie wiem, czy jest cokolwiek, co sprawia mi szczerą radość. Nie potrafię wyobrazić sobie, że będę musiał trwać w tym stanie kolejne lata. Czasami... łapię się na tym, że chciałbym po prostu zniknąć, przestać o tobie myśleć.

Ash: Nawet teraz?

Eiji: Nie w tej chwili, ale wiem, że to tylko kwestia czasu.

'Tak bardzo chciałbym znaleźć się przy nim, poczuć go przy sobie. Zrozumieć, co to znaczy być blisko drugiej osoby, blisko Eijiego. Zapewniałbym go, że wszystko będzie dobrze, że życie beze mnie też może mieć sens. Jednak wiem, że nie przyznałby mi racji, pewnie obraziłby się, nakrzyczał na mnie i ostatecznie wybuchnął płaczem. ...A ja wraz z nim.'

Ash: Gdzieś w równoległym wszechświecie wszystko potoczyło się inaczej. Naprawdę wróciłem i zostałem z tobą, na zawsze.

Eiji: Zazdroszczę tamtemu Eijiemu. Żałuję, że nie jestem nim.

'Ja też żałuję. Żałuję, że nie jestem twoim Ashem. Żałuję, że jestem tylko modelem.'

Ash: Ja też żałuję.

„Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś.

Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś.„

Stanisław Lem, Szpital Przemienienia