Hej! Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym!
*Hol główny szpitala – w tym samym czasie*
Na korytarz prowadzący na oddział ratunkowy weszła wysoka, szczupła kobieta o rudych krótkich włosach. Była ubrana galowo, co przykuło uwagę wielu osób. Rozejrzała się uważnie po otoczeniu po czym podeszła do okienka informacji.
- Dobry wieczór – wyjęła pospiesznie z torebki swoją legitymację i ją otworzyła – Nazywam się Sheppard, jestem Dyrektorem NCIS. Poinformowano mnie, że przywieziono tu mojego pracownika. Leroy Jethro Gibbs – przysunęła legitymację do okienka.
Kobieta niczym niewzruszona spojrzała najpierw na dokument a później na rudowłosą kobietę.
- Jest pani kimś z rodziny? - zapytała oschle.
- Nie, nie jestem. Tak jak mówiłam przed chwilą jestem Dyrektorem NCIS, przywieziono tu mojego Agenta. Wybuch na statku – odpowiedziała jej bardziej zdecydowanie.
- Niestety nie możemy udostępniać informacji o pacjencie nikomu innemu niż rodzina lub osoba upoważniona przez pacjenta. Czy jest pani upoważniona do otrzymywania informacji o stanie zdrowia swojego pracownika?
- Nie.. Tak.. Nie, nie wiem. Skąd mam to wiedzieć?! - pokręciła głową i zaczęła szukać w torebce telefonu.
- W takim razie nic nie mogę pani powiedzieć – przesunęła wzrok na monitor.
- Byłam na spotkaniu w Białym Domu gdy dostałam telefon, że mój agent walczy o życie, że o mało nie wyleciał w powietrze. Jadę tu na złamanie karku, po co? Po to żeby mnie odprawić z kwitkiem? - pokręciła głową i zaczęła wyszukiwać numer w telefonie – Nie tym razem..
- Dzwoni Pani do Prezydenta? - zaśmiała się szyderczo.
- Nie, ale jeśli będę musiała.. Halo, Connde? (...) Tak, jestem w szpitalu (…) Nie, nic nie wiem (…) Dlaczego? Nie chcą mnie do niego wpuścić – mruknęła do telefonu i spojrzała ze złością na kobietę po drugiej stronie biurka – Jesteś pewna? (…) W porządku – Jenny oderwała telefon od ucha i podała kobiecie siedzącej naprzeciwko niej – Chce z Panią rozmawiać.
Niepewnie wzięła telefon w dłoń i przystawiła do ucha.
- Halo? - szepnęła – Dobry wieczór proszę pani (…) Tak, jest (…) Tak (…) Oczywiście, rozumiem – z wyraźnie zmieszaną miną oddała telefon Dyrektor Sheppard, który ta ponownie przyłożyła do ucha.
- Dziękuję Condie. Jak tylko będę wiedziała cokolwiek na pewno zadzwonię (…) To jest Gibbs (…) Dziękuję, do usłyszenia – zakończyła rozmowę po czym schowała telefon.
Spojrzała raz jeszcze na kobietę siedzącą naprzeciwko niej. Była bardzo zakłopotana, nie wie co jej powiedziała Condie, ale musiało być to coś mocnego. Sam fakt, że rozmawiała właśnie z Sekretarz Stanu musiał ją zszokować na tyle, że nie dyskutowała. Pracownica szpitala nie chciała dłużej trzymać Dyrektor NCIS na holu i położyła dłoń na przycisku a niezręczną ciszę przerwał brzęczyk informujący, że drzwi na intensywną terapię są dla niej w tej chwili otwarte.
Jenny wysiliła się na minimalistyczny uśmiech po czym przeszła przez drzwi, które dla niej zostały otwarte. Cisza panująca na korytarzy wywoływała gęsią skórkę i niepokój. Stała przez dłuższą chwilę w jednym miejscu, gdy podszedł do niej lekarz.
- Dobry wieczór a może jednak dzień dobry? - zerknął na zegar. Wskazówki pokazywały, że dochodziła już 5:00 - szuka Pani kogoś? - przyjrzał się kobiecie.
- Nie.. To znaczy tak – ocknęła się.
- Szukam mojego pracownika. Nazywam się Jenny She… - nie dokończyła, gdyż lekarz jej przerwał.
- Kogo pani szuka – uśmiechnął się lekko – może będę w stanie pani pomóc.
- Lero Jethro Gibbs – powiedziała cicho, mając nadzieję, że nie usłyszy najgorszego. Nie mogła go stracić.
- Pacjent z wybuchu? - zapytał w sumie sam siebie, bo kobieta nie zdążyła odpowiedzieć – Właśnie wracam z jego sali.
Poczuła jak rośnie jej gula w gardle. Nie była w stanie powiedzieć nawet słowa.
- Chodźmy pod jego salę. Z tego co wiem, chirurdzy zakończyli już swoją pracę. - delikatnie położył dłoń na jej ramieniu i ruszyli na drugi koniec korytarza. Cisza panująca w tym miejscu bardzo ją przytłaczała. Z jednej strony chciała pójść i go zobaczyć, ale z drugiej strony bała się. Jadąc do szpitala rozmawiała z DiNozzo, który opisał jej jak wyglądało miejsce w którym go znaleźli. Niestety nikt z nich go nie widział, więc nie mógł powiedzieć jej nic na temat tego w jakim stanie został znaleziony i przewieziony do szpitala.
Gdy poczuła, że mężczyzna zabrał dłoń z jej ramienia zatrzymała się. Jakby chciał tym dać jej znać, że dotarli pod właściwą salę. To, co zobaczyła przez szybę na ułamek sekundy zabrało jej czucie w nogach. Zachwiała się delikatnie, ale szybko się otrząsnęła czując rękę lekarza owijającą ją w talii.
- Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie przyglądając się jej.
- Znam go od tylu lat – wyszeptała – ale nie widziałam go nigdy w tym stanie – głos jej zadrżał.
- Nie przedstawiłem się nawet, gdzie moje maniery – westchnął – Todd Gelfand, jestem neurologiem.
Jenny skinęła głową i wzięła głęboki wdech.
- Jenny Sheppard, jestem Dyrektorem NCIS – przełknęła głośno ślinę – może mi Doktor powiedzieć w jakim jest stanie?
- Mów po prostu Todd – uśmiechnął się – z tego co wiem ma kilka powierzchownych ran oparzeniowych. Jeden z odłamków bomby przeszył jego bok i była to dla nas jedna z dwóch najpoważniejszych ran
- Jedna z dwóch? - szepnęła nie odrywając wzroku od leżącego w sali Gibbsa.
- Druga to rana głowy. Wykonaliśmy tomograf. Nic nie wskazuje na uszkodzenie mózgu. Dziś jeszcze raz wykonamy badanie, żeby mieć pewność.
- Śpi? - Zapytała przesuwając wzrok na lekarza.
- Dla bezpieczeństwa jest w śpiączce. Na ból jaki odczuwał nie pomogła morfina, więc by mu ulżyć w cierpieniu zadecydowano o wprowadzeniu go w śpiączkę.
Westchnęła głośno.
- Czy ja mogę Cię o coś zapytać Jenny? - spojrzał na nią dość poważnie.
- Oczywiście, jeśli będę znała odpowiedź, to jej udzielę – ponownie spojrzała na Gibbsa.
- Czy wiesz, że już raz widziałem go w takim stanie?
Kobieta natychmiast spojrzała na niego z niemym pytaniem co?
- To był 1991 rok. Podczas operacji Pustynna Burza – zaczął tłumaczyć, ale kobieta mu przerwała.
- O tym, że Jethro jest Marines wiem. Znam jego historię.
- A wiesz, że za udział w operacji Pustynna Burza dostał Purpurowe Serce? Albo to, że wrócił do kraju po 19 dniach spędzonych w śpiączce?
Jenny z każdym słowem ostatniego zdania wypowiedzianym przez lekarza coraz szerzej otwierała usta ze zdziwienia. Nigdy wcześniej o tym nie słyszała.
- Wiedziałam, że służył w Kuwejcie, że był ranny, że go odznaczono, ale... – wzięła wdech – Jethro jest bardzo skrytym człowiekiem. Nie lubi mówić o sobie. Szczerze mówiąc ogólnie bardzo mało mówi – uśmiechnęła się lekko.
- Z Kuwejtu przetransportowano go do Frankfurtu. Wtedy trafił do mnie – spojrzał przez szybę w głąb sali – mam deja vu. Tamtego dnia… Gdy go przywieźli… Wyglądał tak samo. Cierpienie było wymalowane na jego twarzy. Ogromne cierpienie. Minęło 19 cholernie długich dni zanim się obudził i mieliśmy pewność, że nie ma żadnych zmian w mózgu.
- Czy teraz też cierpi? - zapytała cicho.
- Nie umiem odpowiedzieć Ci na to pytanie. Odpowiedź zna tylko on, ale robimy wszystko, żeby mieć pewność że nie czuje fizycznego bólu.
- Czy ja mogę wejść do niego? Chciałabym po prostu żeby nie czuł, że jest sam – zapytała cicho pełna nadziei, że się zgodzi.
- Tak, oczywiście, wierzę, że wiesz jak należy zachować się w tym miejscu – zaśmiał się i otworzył drzwi do sali.
CDN...
