Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)

Jenny położyła dłoń na ramieniu Todda i weszła do sali po czym usiadła przy łóżku.

- Oh Jethro, jak źle, że tu jesteś – westchnęła wsuwając delikatnie dłoń w jego dłoń.

Siedziała przy mężczyźnie, którego niegdyś darzyła wyjątkowym uczuciem i patrzyła na twarz, która zdawała się nie mówić nic. Nie zwróciła nawet uwagi, że ktokolwiek wszedł do sali. Oderwała wzrok od Jethra dopiero gdy usłyszała cichy głos. Głos Abby

- Pani Dyrektor? Czy on cierpi? - zapytała powstrzymując się przed płaczem.

- Abby… Ja… Lekarz mówił, że nie powinien czuć fizycznego bólu, ale czy tak jest? Nie wiem – westchnęła ciężko.

- On nie umrze, prawda? Wróci do nas. Zawsze wraca – przesunęła szybko dłonią po policzku ocierając jedną samotnie płynącą łzę.

- Nie umrze. Nie pozwolę mu na to – wysiliła się na uśmiech – Musimy pamiętać, że to Gibbs. On na wszystko potrzebuje innego czasu

- Czy ja mogę? Go dotknąć?

- Nie mój się, nie rozpadnie się od jednego dotyku – wyciągnęła do niej dłoń.

Abby jednak podeszła do jego łóżka od drugiej strony i delikatnie przesunęła dłonią po jego policzku. Gest ten wywołał u Jenny niemały szok, ale nie odezwała się słowem. Nikomu w biurze nie umknął fakt, że ta dwójka od zawsze traktowała się wyjątkowo. Jak ojciec z córką. Jej myśli wróciły na ziemię gdy ponownie usłyszała głos Abby

- Jego oczy… - ponownie przesunęła dłonią po policzku Gibbsa – zdają się tańczyć pod powiekami – zaśmiała się pozwalając już płynąć łzom.

- Tak, to prawda – również się uśmiechnęła gdy zauważyła o czym mówi jej laborantka.

- Ja już pójdę. Zespół zaraz powinien wrócić z dowodami. Musze tam być. Chociaż wolałabym być z nim. Potrzebuje mnie, czuję to.

- Ale zespół potrzebuje Cię bardziej. Musimy złapać tego, który chciał nam go zabrać – wtrąciła Jenny.

- Tak… - mruknęła, pochyliła się nad twarzą Gibbsa i złożyła bardzo delikatny pocałunek na jego czole, zostawiając tam również kilka swoich łez. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale głos odmówił jej posłuszeństwa. Po prostu odwróciła się i wyszła z sali.

Jenny gdy wróciła na ziemię wstała z krzesła i podeszła do okna sięgając po telefon. Przez chwilę zastanawiała się do kogo zadzwonić. Finalnie wybrała numer DiNozzo. Musiała dowiedzieć się na jakim etapie jest prowadzone śledztwo, a Tony musiał dowiedzieć się w jakim stanie jest Gibbs.

- Tak Dyrektor? - odezwał się Tony

- Agencie DiNozzo, jak śledztwo? - zapytała zbyt oficjalnie.

- Nic nie wiemy ponadto, że w chwili wybuchu Gibbs był w tym samym pomieszczeniu co bomba.

- Jak to – odwróciła się i spojrzała na Jethra – w tym samym pomieszczeniu?

- Znaleźli go tuż epicentrum wybuchu Jenny – przerwał na chwilę – jak on się czuje?

- Wygląda jakby spał, ale myślę, że cierpi – westchnęła – Niedługo będę w biurze. Informuj mnie na bieżąco – rozłączyła się i odłożyła telefon do torebki.

Pochyliła się nad Gibbsem i zaczęła szeptać mu do ucha.

- Ani mi się waż stąd uciekać. Jesteś nam potrzebny – wyprostowała się i spojrzała jeszcze raz na jego twarz. Widok sprawiał, że jej serce po prostu się rozpadało.

Nie cierpiał. Nie fizycznie. To, co działo się w jego głowie sprawiało ból, z którym nie poradziły by sobie żadne leki przeciwbólowe.
Śnił…

Rok 1991. Kuwejt

Oddział, którego członkiem był Sierżant Leroy Jethro Gibbs wrócił do bazy, w której mieli spędzić w sumie 2 lata. Dzień był taki sam jak pozostałe, zwiad, konwój, zabezpieczenie terenu. Standardowe procedury wyznaczone dla tej grupy. Standard został zaburzony w momencie, w którym do namiotu wspólnego wszedł Dowódca.

- Sierżant Gibbs – zawołał, ściskając w dłoni kopertę.

Mężczyzna wstał prostując się jak struna.

- Sir?

Dowódca spojrzał na pozostałych żołnierzy będących w namiocie i skinął głową na znak, by na chwilę opuścili miejsce.

- List od rodziny, Sir? - zapytał z minimalnym uśmiechem na twarzy.

- Usiądź Sierżancie – wskazał ręką na jego koję po czym sam usiadł naprzeciwko niego.

Gibbs grzecznie usiadł nie bardzo wiedząc co się dzieje.

- Sierżancie, dostaliśmy informację z kraju… - podał mu kopertę, którą Jethro natychmiast otworzył i zaczął czytać – zastrzelono kierowcę samochodu, którym jechały. Niestety nie przeżyły. Przykro mi Sierżancie.

Jego twarz była bez wyrazu. Nie dopuszczał do siebie tych informacji. Jak toś mógł skrzywdzić jego dziewczyny. Miały ochronę. Mieli o nie dbać, by nic złego im się nie stało.

- Sierżancie – zawołał Dowódca.

Gibbs mu nie odpowiedział. Nadal wodził wzrokiem po literach wydrukowanych na kartce papieru. Zaczynało do niego docierać to, co się stało kilka godzin temu. Kilka tysięcy mil od niego. W kraju w którym miały być bezpieczne. W miejscu, w którym miały na niego czekać.

- Sierżancie! - krzyknął ponownie.

Gibbs spojrzał na niego zamglonym wzrokiem. Nie wierzył, że jego ukochane już na niego nie czekają, że ich nie ma, odeszły. Ból jaki przeszywał jego serce był nie do zniesienia. Powietrze zdawało się być cięższe niż zazwyczaj. Świat wokół niego zwolnił. Wstał z łóżka i wyszedł z namiotu. Nic dla niego się w tej chwili nie liczyło. Potrzebował być sam. Tu i teraz. Sam. Ściskał nadal list który dostał od Dowódcy. Była to ostatnia rzecz, która mu została.

- Sierżancie! - Dowódca za nim wybiegł – Padnij do cholery!

Jethro powoli się odwrócił i rozejrzał się po bazie. W tej chwili wszystko wyglądało inaczej. Nad bazą zaczęły przelatywać bombowce, które torpedowały teren, na którym się znajdowali. Jeden z ładunków spadł nieopodal Sierżanta i jego Dowódcy. Oboje zostali odrzuceni na ziemię. Gibbs podniósł głowę i zaczął się rozglądać. Widział jak ładunki uderzają o ziemię jeden za drugim. Z trudem wstał i ruszył wolnym krokiem w głąb bazy. Nie słyszał już nic. Widział inni żołnierze coś do niego krzyczą, ale żadne z tych słów nie docierały do jego uszu.

Postawił jeszcze kilka kroków, gdy pocisk wybuchł bardzo blisko niego. Nie widział już nic. Nie czuł nic. Jego ciało zostało okaleczone odłamkami i ponownie odrzucone z impetem na ziemię.

W sali nadal stała Jenny, na której twarzy malowało się przerażenie. Aparatura, do której za pomocą różnych kabelków zaczęła wydawać dźwięki, które nie zwiastowały niczego dobrego. Spanikowana wybiegła z sali i zaczęła rozglądać się po korytarzu.

- Pomocy! Proszę… Gibbs… - krzyknęła – pomóżcie mu – mruknęła ze łzami w oczach.

Do sali natychmiast wbiegła pielęgniarka z lekarzem, zamykając drzwi przed nosem kobiety dając do zrozumienia, że w tym momencie musi pozostać poza salą.

- Odczyt parametrów – mruknął łapiąc za kartę pacjenta zawieszoną na ramie łóżka.

- Ciśnienie 175 na 102, puls 112, saturacja 92 procent – spojrzała na monitory.

- Sierżancie, co z Tobą – mruknął pod nosem Todd, zapisał parametry na karcie, po czym położył ją na łóżku. Następnie wyjął z kieszeni latareczkę i odchylił powiekę Jethra wodząc światłem przed okiem – prawa źrenica reaguje z opóźnieniem – mruknął i powtórzył czynność z lewym okiem – lewa nieco lepiej – schował latarkę i ponownie zapisał wynik w karcie. – proszę podać 5mg enalaprilu.

Pielęgniarka natychmiast podała lek i wbiła wzrok w monitory. Czas wydawał się dłużyć, zanim organizm zareagował na podany lek.

- Doktorze, puls delikatnie spadł, ciśnienie bez zmian – zakomunikowała.

- Tomograf, na zaraz – mruknął wychodząc z sali.

- Todd, co się stało? - podeszła do niego zdenerwowana kobieta

- Jenny, nie jestem w stanie powiedzieć co się dzieje. Musimy zrobić tomograf – westchnął – nie mogę Ci wpuścić do środka.

- Rozumiem, czy mogłabym prosić o telefon, jak coś będziesz wiedział? - wyjęła z torebki wizytówkę i mu podała – Chciałabym przekazać jego zespołowi jakieś wieści. Tylko i wyłącznie dobre – westchnęła i przez szybę spojrzała raz jeszcze na Jethra.

- Oczywiście. Jak będę coś wiedział to na pewno dam znać – wziął karteczkę i schował do kieszeni fartucha.

Jenny przyłożyła dłoń do szyby, żegnając się z Gibbsem po czym udała się do wyjścia. Musiała wrócić do swoich obowiązków. NCIS potrzebowało jej dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Każda sprawa, która jest prowadzona przez Agentów Federalnych jest inna. Nie ma dwóch takich samych zbrodni. Nie istnieje dwóch takich samych sprawców. Do każdego śledztwa zawsze podchodzą inaczej. W przypadku, gdy chodzi o swojego, o współpracownika z teamu, o kolegę czy koleżankę siedzącą w innej drużynie wszystko się zmienia. Wszystko wygląda tak samo. Bez względu na okoliczności.

CDN...