Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)
*Parking przed Szpitalem – kilka minut później*
Ducky ściskał telefon w dłoni nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Starał się myśleć pozytywnie o tym, że obecny stan Gibbsa jest przejściowy. Wziął głęboki wdech i wyszukał w telefonie numer Jenny po czym go wybrał przykładając telefon do ucha.
- Cześć Ducky – odezwała się kobieta.
- Witaj. Dzwonię ze szpitala.
- Tak? Jakieś wieści? - Odezwała się po dłuższej chwili milczenia mężczyzny.
- Nie… To znaczy…
- Ducky – głos kobiety był stanowczy i poważny – tylko mi nie mów, że on… Jak ja to… On nie może… Nie… - z jej gardła wydarł się głośny szloch.
- Jenny, nie… - oprzytomniał natychmiast – Jethro żyje. Jethro żyje – powtórzył – przepraszam, nie wiem jak mam to powiedzieć.
- Powiedz po prostu. Wyduś to z siebie do cholery! - krzyknęła do telefonu ale zaraz się skarciła – Przepraszam, nie powinnam.
- Jethro się obudził, ale…
- Co?! Obudził się? Jest przytomny? Rozmawiałeś z nim? - przerwała mu natychmiast.
- Obudził się, rozmawiałem z nim – starał się zebrać w sobie, by powiedzieć jej gorszą część tej informacji.
- To co jest nie tak? Bo coś jest i nie kłam.
- Nie poznał mnie – zamilkł, ale za chwilę kontynuował - Jethro nie pamięta nic z ostatnich 15 lat.
- Nie pamięta? 15 lat? Czekaj, jeśli nie pamięta Ciebie, to… Nie pamięta nikogo – powiedziała cicho.
- Niestety, Jenny. Przekaż proszę zespołowi tą wiadomość. Ja pojadę do domu. Muszę odpocząć – westchnął i zamknął telefon kończąc rozmowę. Był już tak bardzo zmęczony tym wszystkim co się dzieje, że nie próbował nawet wracać swoim samochodem do domu. Podszedł do jednej z taksówek, zastukał w szybę po czym wsiadł na tylną kanapę. Po podaniu adresu kierowca ruszył ze szpitalnego parkingu.
Jenny po skończonej rozmowie z Duckym wychyliła szklankę koniaku, poprawiła marynarkę i wyszła z gabinetu. Mijając swoją sekretarkę nie odezwała się słowem. Próbowała w głowie ułożyć sobie przebieg rozmowy z zespołem oraz pozostałymi współpracownikami biura. Targały nią skrajne emocje. Od szczęścia, że się obudził, po przerażenie faktem, iż nie pamięta on ostatnich 15 lat swojego życia.
Schodząc po schodach zauważyła cały zespół stojący przy biurku ich szefa w dużym wzajemnym uścisku. Podeszła do nich i chrząknęła.
- Przepraszam, że przeszkadzam. Czy mogę zająć Wam chwilę?
Słysząc głos Jenny rozdzielili się przecierając łzy ociekające po ich policzkach. Płakała nawe najtwardsza Ziva.
- Pani Dyrektor? Co się stało? - zapytał niepewnie Tony.
- Gibbs? - szepnęła Abby nie mogąc opanować płaczu.
- Dzwonił do mnie Doktor Mallard, który jest w szpitalu. Jethro się obudził…
- O Boże… - Abby rzuciła się na Tonyego z niedźwiedzim uściskiem głośno płacząc.
- Ale? - Tony spojrzał podejrzliwie na Jenny.
- Ma luki w pamięci – powiedziała łagodnie.
- Ohh, to normalne – mruknęła Abby ocierając łzy – przy urazach głowy amnezja jest czymś naturalnym, ale szybko mija.
- Gibbs – wzięła głęboki wdech – Gibbs nie pamięta ostatnich 15 lat swojego życia.
- 15? - szepnęła Abby.
- Nie poznał Doktorka, prawda? - zapytał Tony.
Jenny jedynie pokręciła przecząco głową.
- Gibbs praktykant? - mruknęła Ziva.
- Dlatego tym bardziej jak najszybciej musimy zamknąć śledztwo. Będzie nas wszystkich potrzebował. Wszystkich bez wyjątku. Ma tylko nas i tylko na nas może liczyć. Pozbierajcie się szybko i wracajcie do pracy – odwróciła się i ruszyła w stronę swojego gabinetu.
CDN...
