Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)

Nie czekała już za Mikem. Ruszyła prosto do głównego wejścia. Przez szpitalne korytarze szła na pamięć. Nie brała pod uwagę faktu, że mogli przenieść pacjenta na inny oddział. Podchodząc do drzwi spojrzała przez okienko. Leżał w łóżku. Nie spał. Wzięła głęboki wdech i weszła do środka.

- Cześć, Gibbs – szepnęła.

Mężczyzna spojrzał na nią i zmarszczył czoło.

- To znowu Ty. Czego chcesz? - mruknął ostro.

- Gibbs – stęknęła.

- Powiedz czego chcesz i wynoś się.

- Dość, Gibbs! - krzyknęła – mam dość. Krzywdzisz mnie! Nie widzisz tego? No tak, przecież nic nie pamiętasz. Nie pamiętasz ludzi, którzy się o Ciebie martwią. Nie pamiętasz swojej rodziny, którą stworzyłeś. Wiem o Shannon i Kelly i krwawi mi serce, bo… - przerwała

- Jak śmiesz wymawiać ich imiona! - krzyknął wściekły.

- Nie przerywaj mi do cholery! Tony, Tim, Ducky, Jenny, ja… Wszyscy się o Ciebie martwimy, przykro nam, że nas nie pamiętasz, ale wzięliśmy sobie za punkt honoru przywrócić naszego szefa. Przyjaciela. Człowieka którego kocham! - krzyknęła i przyjrzała mu się uważnie, czekając na jakąkolwiek reakcję. Wzięła głęboki wdech i kontynuowała – tak, Gibbs. Kocham Cię. Powiedziałam to. Kocham Cię – podeszła bliżej łóżka i uważnie spojrzała w jego oczy. Pierwszy raz nie gubiła się w jego spojrzeniu. - Powiedz coś – szepnęła – jeśli mam się stąd wynosić, to mi to powiedz. Jeśli mam zostać, to też mi to powiedz. Cokolwiek. Jedno słowo – starła łzę płynącą po policzku.

Gibbs nadal leżał patrząc na nią. Nie odezwał się słowem. Nie wiedział co miał powiedzieć. Był w szoku. Świat zdawał się nagle zatrzymać. Odciął się od otoczenia.

- Jesteś moim bohaterem. Moim przyjacielem. Miłością mojego życia. Chcę Ci pomóc, ale musisz mi na to pozwolić. Nie chcę, żebyś sam szedł przez życie. Chcę, żebyś miał do kogo wracać z pracy. Chcę żebyś… - zamilkła widząc Mike'a stojącego w rogu i przysłuchującego się monologowi Abby – chcę, żebyś pozwolił się kochać i się sobą zaopiekować. Obiecuję zrobić wszystko co potrafię by Ci pomóc, ale musisz mi na to pozwolić – stanęła przy jego łóżku i przesunęła dłonią po jego twarzy. Poczuła gdy drgnął pod jej dotykiem. Pochyliła się nad jego uchem i zamknęła oczy.

- Pozwól mi się kochać, Agencie Leroy Jethro Gibbs. Wróć do mnie z miejsca w którym jesteś. Nie pójdę tam za Tobą – musnęła delikatnie ustami jego policzek. Nie odsunęła się od niego. Tkwiła nadal w tej samej pozycji.

- A… - szepnął Gibbs.

Mike zbliżył się do łóżka. Natomiast Abby zacisnęła powieki by się nie rozpłakać.

- Moja Marlyn? - szepnął.

Abby natychmiast się wyprostowała. Nie wierzyła w to co słyszy. Spojrzała na Jethra a zaraz po tym na Mike'a. Ten drugi nie bardzo wiedział o co chodzi, ale reakcja Abby świadczyła, że było to coś dobrego.

- Ohh Gibbs – pochyliła się nad nim ponownie i przycisnęła usta do jego ust.

Mike uśmiechnął się pod nosem i po cichu wyszedł z sali. Jak obiecał, tak zrobił.

Abby podniosła głowę i spojrzała na Jethra. Miał zamknięte oczy. Nie odepchnął jej. Obcą kobietę odepchnąłby. Przypomniał ją sobie. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

- Powiedz coś, proszę – wyszeptała.

- Zostań – otworzył oczy i spojrzał na nią.

- Przepraszam, że krzyczałam – mruknęła przez łzy – ale nie wiedziałam jak inaczej mam z Tobą rozmawiać. Przepraszam – ukryła twarz w dłoniach pozwalając by łzy płynęły po jej twarzy.

- Nie przepraszaj Abby – wyciągnął do niej dłoń. Gdy dziewczyna nie zareagowała, usiadł na łóżku i złapał ją za ramię – jest mi wstyd, że Cię zapomniałem – szepnął.

- Ja… - rękawem otarła łzy i spojrzała na niego – ja powinnam pojechać do biura, żeby powiedzieć zespołowi, całej firmie, że wróciłeś.

- Abby – szepnął.

- Nie, Gibbs. Musisz wrócić do zdrowia. A ja mam pracę – wzięła płaszcz – będę na Ciebie czekać – uśmiechnęła się po czym wyszła z sali zostawiając go samego. Na poczekalni siedział Mike, który wstał gdy zobaczył dziewczynę.

- Wszystko w porządku?

- Tak, zostaniesz z nim? Nie chcę, żeby był sam. A ja muszę wracać do NCIS. Muszę ich poinformować, że pamięć Gibbsa wróciła. Ucieszą się – założyła płaszcz.

- A jak Ty? Powiedziałaś mu co czujesz – uśmiechnął się.

- Nie wiem. Uciekłam. Wywrzeszczałam się na niego. Nie powinnam, ale…- przerwała gdy wtrącił się Mike.

- Ale zadziałało. Nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, Abby. Ty sprawiłaś, że sobie przypomniał. No i ten pocałunek Młoda Damo.

- Ohh, ale jaki pocałunek – zachichotała – śniłam o tym, żeby posmakować jego usta – klepnęła go w ramię – jadę. Zaopiekuj się moim Marines – puściła mu oczko po czym ruszyła korytarzem do wyjścia.

Mike niewiele myśląc wszedł do sali przyjaciela i oparł się o drzwi.

- No i co teraz powiesz, Probie? - mruknął Mike. Gibbs przekręcił głowę i spojrzał na niego, będąc nadal w szoku – nie wydusisz z siebie słowa? Niemożliwe. Wielkiemu Jethro Gibbsowi odebrało mowę – zaśmiał się.

- Ja… Ja… - zaczął się jąkać.

- Dziewczyna przyszła i wykrzyczała Ci, że Cie kocha. Tyle. Stało się. Nie sprawisz, że nagle przestanie.

- Nie… - Gibbs pokręcił przecząco głową.

- To o co chodzi?

- Wybuch… - wstał z łóżka.

- Hej, spokojnie.. - przerwał.

- Nie, Mike. Nie spokojnie. Ten człowiek. Na łodzi. On się inaczej nazywał – strzelił się z dłoni w potylicę.

- Co masz na myśli, mówiąc że on się nazywał inaczej? - spojrzał na niego uważnie.

- Zabierz mnie do NCIS – wszedł do łazienki.

Mike wyjął telefon i wyszukał numer Abby, po czym przyłożył telefon do ucha. Dziewczyna na szczęście odebrała już po pierwszym sygnale.

- Tak Mike? Czy z Jethro wszystko w porządku?

- Tak, nie. Nie wiem. Cholera. Każe się wieść do NCIS. Przypomniał sobie coś z wybuchu.

- Mam coś komuś powiedzieć?

- Nie, nie chcę robić nikomu nadziei. Dzięki, że zadzwoniłeś. Muszę kończyć – dziewczyna szybko zakończyła rozmowę a Mike schował telefon do kieszeni.

- Probie! Długo jeszcze?

Gibbs wyszedł z łazienki. Zamienił śmieszą szpitalną pidżamę na lekki pielęgniarski uniform. Rozejrzał się po sali. Nie zauważył żadnej swojej rzeczy więc minął Franksa i wyszedł z sali. Na korytarzu wpadł na niego lekarz.

- Agencie Gibbs, czy gdzieś się Pan wybiera? - spojrzał na niego zaskoczony.

- Tak, wychodzę stąd. Wypisz co musisz. Odbiorę przy okazji – odsunął się od niego.

- Czyli kiedy?

- Zapewne nigdy. Dziękuję za uratowanie życia – klepnął go w ramię i ruszył korytarzem przed siebie.

- Probie! - z sali wybiegł Mike – zwolnij chłopie. Dwa dni temu byłeś jedną nogą w grobie. Pomyśl jeśli nie o sobie, to o Abby!

Gibbs się zatrzymał. Starał się ignorować gadanie Franksa, ale słysząc imię Abby nie mógł.

- Po prostu mnie tam zabierz i nic nie mów. Spotkamy się w moim domu. Bo musimy porozmawiać, ale najpierw muszę doprowadzić sprawę do końca. Sam.

CDN...