Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)

Mike pokręcił głową i ruszył w stronę wyjścia. Nie miał siły z nim dyskutować. Wiedział, jak bardzo jest uparty, zdążył go na tyle poznać.

Droga do NCIS mijała w totalnej ciszy. Kierowca z początku próbował zagadać do dwóch mężczyzn siedzących na tylnej kanapie, ale szybko zrozumiał, że nie ma to żadnego sensu. Gibbs z Franksem patrzyli przez szyby samochodu na ulice miasta. Miasta, które jeden z nich kilka lat temu opuścił, a drugi robił wszystko by były bezpieczniejsze. Gdy taksówka zatrzymała się na parkingu Gibbs wysiadł bez słowa. Będąc w szpitalu jasno wyraził się co ma zrobić Mike i liczył, że nie będzie dyskutował. Swoje kroki skierował od razu do głównego wejścia do biura. Stając po kilku chwilach przed bramką uświadomił sobie, że nie ma ze sobą żadnych dokumentów. Teoretycznie nie miał prawa wejść do środka. Wziął głęboki wdech i podszedł do pracownika ochrony.

- Dzień dobry – powiedział spokojnie Jethro.

- Ohh, dzień dobry Agencie Gibbs. Co pan tu robi? Nie powinien pan teraz odpoczywać? Wszyscy trzymaliśmy za pana kciuki – odpowiedział z uśmiechem.

- Mam zamiar odpoczywać, ale najpierw muszę coś załatwić w biurze. Możesz mnie przepuścić? Nie mam ze sobą żadnych dokumentów. Wszystko jest w laboratorium.

- Niestety nie – zająknął się – chociaż, przecież mogę pana wpuścić na zasadach gościa – uśmiechnął się szerzej i chwycił teczkę z dokumentami, która natychmiast zaczął wypełniać.

Gibbs stał lekko zniecierpliwiony faktem, że jest traktowany jak oby pomimo bycia wieloletnim pracownikiem biura.

- Czy możemy jakoś to przyspieszyć? - mruknął.

- Ohh. Proszę się podpisać – podał mu kartkę i długopis. Jethro chwycił długopis i zostawił parafkę na dokumencie po czym oddał przedmioty.

- Dziękuję – wysilił się na uśmiech, a mężczyzna podał mu kartę gościa. Chwycił plakietkę i ruszył biegiem do windy.

- Chłopie, teraz albo nigdy – pomyślał wchodząc do pomieszczenia. Natychmiast na pulpicie wdusił przycisk „1". Coraz bardziej zaczął rozmyślać nad swoją przyszłością, ale obecność Abby i jej wyznanie całkiem zaburzyły jego wcześniejsze plany. Ale o tym będzie mógł myśleć później. Gdy drzwi windy się otworzyły wyszedł z niej szybkim krokiem spoglądając na swój zespół siedzący przy biurkach.

- Nie za dużo władzy, DiNozzo? - mruknął idąc prosto do MTAC – za mną! Natychmiast! - krzyknął, zauważywszy, że zespół czeka na specjalne zaproszenie. Cała trójka niewiele natychmiast poderwała się z krzeseł i biegiem ruszyła za szefem. Przed godziną dostali od Abby cudowną wiadomość, że jego pamięć wróciła, ale Tony wydawał się być najbardziej zaniepokojony faktem, że zaledwie dwa dni po wybudzeniu ze śpiączki pojawił się w pracy. I to jeszcze w jakim stroju. Wiadome było, że przyjechał prosto ze szpitala. Stanął przy drzwiach czekając za resztą zespołu. Tony zjawił się najszybciej. Spojrzał uważnie na Gibbsa.

- Dobrze Cie widzieć Szefie – uśmiechnął się.

- Potrzebuje tego zdjęcia, które przyniosła Abby do szpitala – mruknął i pochylił się nad czytnikiem siatkówki. Piknięcie które nastąpiło po chwili dało sygnał, że zatwierdzono wejście do Centrum Dowodzenia. Nacisnął klamkę i otworzył drzwi po czym wszedł do środka. Pierwszy za nim wszedł McGee, który natychmiast usiadł przy biurku i zaczął klikać w klawisze na klawiaturze.

- Czy chodziło o to zdjęcie? - kliknął jeszcze kilka razy po czym zdjęcie ukazało się na ekranie głównym pomieszczenia.

- Tak. To on.. - zmrużył oczy i złapał się za głowę.

- Szefie? - Tony spojrzał na niego zdezorientowany i położył dłoń na jego ramieniu – wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?

- Ugh… Tak – przyjrzał się zdjęciu. Próbował sobie przypomnieć jak nazywał się ten mężczyzna. Usłyszał wtedy jego nazwisko. I to nie był łącznik z którym miał się spotkać tamtego pechowego dnia. Zamknął oczy próbując sobie przypomnieć tamtą rozmowę.

- Próbują mieć u was kreta. Podobno radiotelegrafista z Cape Fear Pinpin Pula pracuje dla Abu Sayyaf"

- Łącz z Dyrektorem Bezpieczeństwa Narodowego! - nerwowo zaczął krążyć po MTAC.

- Szefie nie mam… Nie mam uprawnień, tylko… - przerwał słysząc otwierające się drzwi.

- Tylko ja mogę to zrobić – mruknęła Jenny Sheppard – Tylko chciałabym wiedzieć po co mam to zrobić. Witaj Jethro – uśmiechnęła się delikatnie do mężczyzny.

- Ten gnojek jest na statku wyładowanym amunicją. Chce go zniszczyć. Nie mamy czasu!

- W porządku. Proszę połączyć mnie z Dyrektorem Deanem Welshem – skinęła głową w kierunku Tima.

- Oczywiście – ponownie zaczął stukac palcami w klawiaturę – za chwilę powinniśmy mieć kontakt – mruknął i spojrzał na duży ekran, na którym pojawił się mężczyzna w garniturze.

- Dobry wieczór Dyrektorze Welsh – powiedziała spokojnie Jenny.

- Dyrektor Sheppard – skinął głową – w czym OBN może pomóc NCIS?

- Na pokładzie Cape Fear jest dwieście tysięcy tom amunicji, które zaraz wyleci w powietrze – warknął Gibbs.

- Ohh, Agent Gibbs, dobrze pana widzieć. Słyszeliśmy co się stało.

- Nie teraz czas na pogaduszki – mruknął.

- A więc co mamy zrobić, Agencie Gibbs – Welsh spojrzał na niego.

- McGee daj podgląd z satelity na Cape Fear, łączcie nas z dowódcą SEALs. Są nam potrzebni – rozkazał Gibbs a Tim ponownie zaczął stukać w klawiaturę.

- Agencie Gibbs, żądam by powiedział mi pan wszystko co pan wie i po co tyle krzyku o rzeczy, o których pan nie pamiętał jeszcze kilka godzin temu? - Welsh uderzył słownie w Gibbsa.

- Dobry wieczór – na ekranie pojawił się Dowódca SEALs.

- Ohh Jeff, dobrze że jesteś – Gibbs się uśmiechnął.

- Gibbs, dobrze widzieć Cię w formie. W czym mogę Wam pomóc? - Jeff Fletcher się uśmiechnął.

- Chodzi o Cape Fear – wskazał na statek wyświetlany na ekranie – Trzeba wysłać tam komandosów. Na pokładzie jest radiotelegrafista, który wysadzi ten statek.

- Radiotelegrafista? - Jeff na niego spojrzał – nie możemy wysłać żadnych ostrzeżeń dla załogi, bo przejmie każdy meldunek.

- Dokładnie. Do cholery jasnej, zginą tam ludzie! Nasi Żołnierze! Naszym zasranym obowiązkiem jest o nich dbać! - Gibbs zaczął krzyczeć.

- Agencie Gibbs – wtrącił się Dyrektor Welsh – skąd mamy te informacje?

- Powiedział mi to! - wrzasnął – to on spotkał się ze mną na statku. To on zabił Galiba. Człowiek, który w tej chwili jest na Cape Fear to Pinpin Pula, pracuje dla Abu Sayyaf – spojrzał na dowódcę SEALs – Jeff, pomóż mi, pomóż mi zadbać o naszych.

- Jethro - Jeff pokręcił głową – nic nie mogę zrobić. Mam związane ręce.

- Oni umrą przez Was! - wrzasnął i spojrzał na ekran gdzie była transmisja z satelity na Cape Fear. Nie mógł uwierzyć, że ludzie, którzy powinni bronić Żołnierzy na całym świecie dzisiaj odpuszczają. Jeśli ktokolwiek będzie winny temu co się wydarzy, to tylko Dyrektor OBN.

- Nie wiń nas za coś, co się nie wydarzy – mruknął Welsh.

Jethro zamarł. Cały czas patrzył na statek. Chwilę po wypowiedzeniu ostatniego zdania przez Welsha Cape Fear eksplodował. Siła wybuchu świadczyła o tym, że Gibbs się nie mylił. Pokręcił głową i wziął głęboki wdech.

- Masz ich krew na rękach! - wrzasnął i wyszedł z MTAC.

Tony szybko wybiegł za nim. Musiał z nim porozmawiać. Każdym wstrząsnęło to wydarzenie, ale wiedział, że na jego szefie odbiło się to najbardziej.

- Szefie – złapał go za ramię.

Gibbs odwrócił się twarzą do niego i zaszczycił go zimnym spojrzeniem.

- Zwołaj wszystkich do bullpenu – mruknął i ruszył w stronę gabinetu Dyrektor.

CDN...