Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)

Gibbs minął sekretarkę Dyrektora i wszedł do jej biura, po czym usiadł na kanapie. Wiedział, że kobieta za kilka chwil tu przyjdzie. Nie pomylił się. Jenny weszła do gabinetu i zamknęła za sobą drzwi.

- Dobrze Cię widzieć w formie Jethro – uśmiechnęła się i podeszła do barku – burbon?

Jethro nie odezwał się słowem. Kobieta wiedziała, że to jest to czego potrzebuje. Nalała alkoholu do dwóch szklanek i podeszła do niego podając mu jedną. Złapał ją i przyłożył do ust biorąc mały łyk. Jenny usiadła obok niego.

- Powiesz cokolwiek?

- Byłem wściekły na Franksa, gdy odszedł z firmy – mruknął – cholernie wściekły. Nie rozumiałem go jak mógł odejść, bo ktoś go nie posłuchał – wziął kolejny łyk alkoholu.

- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jedno niepowodzenie zakończy Twoją karierę – spojrzała na niego w ogromnym szoku.

- Ile osób służyło na Cape Fear? Teraz wszystkim rodzinom tych ludzi trzeba powiedzieć, że ich bliscy nie żyją, bo rząd nie chciał wysłać komandosów by ich uratować. I to nie jest jedno niepowodzenie. Było tego więcej, ale to przelało szalę, Jenny. Nie mogę tu pracować, wiedząc że rząd ma dupie naszych Żołnierzy – dopił alkohol i ostawił szklankę – dzięki za burbon – wstał i spojrzał na nią, po czym udał się do wyjścia.

W bullpen cały zespół czekał przy biurkach na Gibbsa. Nikt nie wiedział po co ich zwołał. Może chciał im podziękować za to, że dali z siebie 100 procent pomimo tego, że jego nie było. Mogli się jedynie zastanawiać nad tym co chciał im powiedzieć. Abby, która z nimi stała była niesamowicie podekscytowana, ale ukrywała to tak bardzo jak mogła. Nikomu nie powiedziała o tym co się wydarzyło w szpitalu. Nikomu nie powiedziała, że go pocałowała. Jedyne co wiedzą to to, że nawrzeszczała na niego w efekcie czego Gibbs odzyskał pamięć. Spojrzała na schody i delikatnie się uśmiechnęła widząc go schodzącego na dół. Chciała podbiec do niego i mocno przytulić, ale jakaś siła trzymała ją w miejscu. Może to i dobrze, bo wydałoby się, że coś więcej się wydarzyło. Gibbs minął swoich ludzi bez słowa, podszedł do swojego biurka i wyjął z szuflady swoją legitymację i kaburę z bronią. Wszyscy bacznie go obserwowali. Każdy uśmiech znikał z twarzy. Nikt nie pomyślał o najgorszym, które miało nadejść.

- Tony – podszedł do niego i położył dłoń na jego ramieniu – to jest Twój team. Twoi ludzie – położył mu na dłoni kaburę i odznakę. Tony nie ruszył się z miejsca, nie odezwał się słowem. Jethro następnie podszedł do młodszego Agenta – Tim, jesteś dobry w tym co robisz. Zajdziesz daleko – poklepał go po ramieniu – ale nie dawaj sobą pomiatać.

- Szefie – jęknął.

- Nie, Tim… - odwrócił się do Zivy i lekko się uśmiechnął – pamiętam o tym co dla mnie zrobiłaś, mam u Ciebie dług.

- Gdy zajdzie potrzeba, upomnę się o niego Jethro – odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.

Gibbs wziął głęboki wdech i podszedł do Abby. Miała oczy pełne łez.

- Jethro… - szepnęła. Chciała powiedzieć więcej, ale mężczyzna pochylił się nad nią i przywarł ustami do jej ust. Chciała by ta chwila trwała w nieskończoność. Niestety. Gibbs odsunął się od niej i podszedł do Duckyego.

- Odwieziesz mnie do domu, przyjacielu? - objął go ramieniem.

- Jeśli chcesz – odpowiedział nie mogąc wyjść z szoku.

Po chwili mężczyźni razem ruszyli w stronę windy. Jethro wdusił przycisk przywołania windy i spojrzał jeszcze raz na zespół, który opuszcza. Wszyscy milczeli. Nikt nie ruszył się z miejsca. Ciszę przerwał sygnał otwierających się drzwi windy. Wziął głęboki wdech.

- Semper Fi – powiedział z dumą po czym wszedł do windy, gdzie czekał na niego przyjaciel.

Tony, Ziva i Tim wrócili do swoich biurek będąc nadal w wielkim szoku. Abby jako jedyna nie ruszyła się ze swojego miejsca. Jej ukochany. Jej bohater. Szef. Przyjaciel. Odszedł. Zostawił ją samą. Bezbronną. Po policzkach swobodnie płynęły jej łzy. Spodziewała się prawie wszystkiego. Spodziewała się, że powie jej, że nie mogą być razem, że pocałunek w szpitalu był błędem. Spodziewała się, że powie jej co czuje, że darzy ją takim samym uczuciem jak ona. Nie spodziewała się, że odejdzie. Obiecał ją chronić. Zawsze. I złamał obietnicę. Człowiek, który zawsze dotrzymuje danego słowa, przed kilkoma minutami je złamał. Chciała uciec. Schować się. Płakać. Krzyczeć. Nie mogła się ruszyć. Jakby pocałunek odebrał jej zdolność poruszania się. Oprzytomniała po kilku minutach gdy do jej uszu zaczęły docierać krzyki Tonyego.

- Abby! - wrzasnął po raz kolejny.

Dziewczyna podskoczyła.

- Hmm – mruknęła.

- Mam Cię odwieść do domu? Późno już jest. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Należy nam się odpoczynek – podszedł do niej i podniósł rękę chcąc ją objąć swoim ramieniem. Dziewczyna odskoczyła od niego.

- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła.

Tony spojrzał na nią. Dziewczyna była rozwalona emocjonalnie. Zrobił jeszcze jeden krok w jej kierunku, ale dziewczyna odwróciła się i pobiegła w stronę windy. DiNozzo natychmiast ruszył za nią, ale powstrzymała go Ziva, łapiąc jego rękę.

- Zostaw ją. Przeszła dużo przez ostatnich kilka dni. Najwięcej z nas wszystkich – powiedziała spokojnie.

- Gibbs ją zdradził – mruknął McGee zabierając swój plecak – To biuro już nie będzie takie samo bez niego – westchnął i ruszył w kierunku wyjścia.

- Nic już nie będzie takie samo. My też – westchnął Tony.

CDN...