Hej. Przypominam, że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)
Z racji trwających Świąt dzisiaj bonusowo dorzucam jeszcze jeden rozdział ;) Miłego czytania
*Dom L.J. Gibbsa*
Ducky zaparkował samochód na podjeździe przed domem przyjaciela. Podróż minęła w ciszy. Gibbs od momentu wyjścia z bullpen nie odezwał się do niego słowem. Był jedyną osobą, z którą się nie pożegnał. Nie chciał wywierać na nim presji rozmowy, bo bał się, że poruszy temat tego zamordowanej rodziny. Nie chciał, żeby wyszło na jaw, że Abby powiedziała mu co odkryła. Nie miał pewności, że sama Abby z nim na ten temat rozmawiała. Postanowił zachować tą wiedzę dla siebie. Gdy cisza była zbyt przytłaczająca dla niego chrząknął cicho.
- A więc co teraz, przyjacielu?
- Ehh Duck… - westchnął – zasłużona emerytura.
- To może skoro masz tak dużo czasu wolnego kawa w czasie luchu? - spojrzał uważnie na Gibbsa.
- Nie, nie sądzę żebym był jeszcze w kraju – otworzył drzwi od samochodu – dziękuję Ci za wszystko, przyjacielu – wyciągnął dłoń w jego kierunku.
- Opuszczasz Stany? - spojrzał na niego zszokowany i uścisnął jego dłoń – pamiętaj, że masz tutaj rodzinę. Ludzi którzy Cię kochają i szanują.
- Nie potrafię tutaj żyć, po tym co się stało – mruknął i wysiadł z auta – dbaj o siebie i o zespół. Dacie sobie radę beze mnie – zamknął drzwi i wszedł do domu.
Mike siedział na kanapie gotując się ze złości. Kilka chwil przed tym, jak Gibbs wszedł do domu skończył rozmawiać z Abby. W sumie ciężko było powiedzieć, że była to rozmowa. Dziewczyna płakała i krzyczała mu do telefonu. Nie tego spodziewał się po swoim dawnym współpracowniku.
- Czy Ty do końca zdurniałeś? Ten wybuch zabrał Ci piątą klepkę? - warknął na niego ostrzej niż myślał.
- O co Ci chodzi, Mike? - spojrzał na niego zdezorientowany.
- Wiem, że odszedłeś z NCIS.
- Abby – mruknął wchodząc do kuchni.
- No a kto inny? Człowieku! Obudź się. Kobieta przychodzi do szpitala, mówi Ci, że Cię kocha a Ty uciekasz? Czy Ty jesteś normalny? - wstał z kanapy.
- Byłem na Ciebie wściekły – wyjął piwo z lodówki i je otworzył – byłem wściekły gdy odszedłeś. Nie rozumiałem, jak ktoś tak dobry w tym co robi jak Ty mógł tak po prostu odejść. Ale dzisiaj zacząłem doskonale rozumieć Twoją decyzję. Mnie też dzisiaj ktoś nie posłuchał, przez co zginęły ludzie. Ludzie, których przysięgałem chronić w każdym zakątku świata. Nie potrafię z nimi pracować po tym wszystkim.
- Nie zachowuj się jak ranne szczenie. Weź się w garść bo zaczynasz marudzić jak dziewczynka ze żłobka. Nasze życie jest pełne niepowodzeń, ale każde z nich kształtuje nas i nasz charakter. Po każdym potknięciu trzeba wstać i iść dalej z podniesioną głową. Ty w tej chwili chowasz się jak struś.
- Nie chowam się. Po prostu przechodzę na zasłużoną emeryturę. Więcej nie zrobię dla tego kraju – pociągnął spory łyk piwa – ale myślę, że Twojej chatce przyda się mały remont, a tak się składa, że mam bardzo dużo wolnego czasu.
- Czekaj, czy Ty chcesz lecieć ze mną do Meksyku? - spojrzał na niego.
- Właśnie tak. Nic mnie tu nie trzyma.
Mike podszedł do niego i trzepnął go w tył głowy.
- Niszczysz tą dziewczynę. Była w stanie oddać wszystko, by Tobie pomóc. Nie zliczę ile łez wypłakała przez czas w którym się widzieliśmy. Ranisz ją i to bardzo. Zastanów się, czy chcesz tego. Podobno jest Twoim oczkiem w głowie – mruknął mu w twarz – zajmuje Twoją sypialnie – wziął torbę i wszedł po schodach na piętro.
Gibbs trzymając nadal butelkę z piwem zszedł po schodach do piwnicy i usiadł na schodach patrząc na wciąż niedokończoną łódkę. Potrzebował uciec. Jak najszybciej i jak najdalej. Ilość informacji jakie musiał przetworzyć przyprawiały go o mdłości. Zdarzyło się źle. Był w nieodpowiednim miejscu w niewłaściwym czasie. Na tym polega jego praca. Bronić życie żołnierzy i ich rodzin. Być dla kogoś bohaterem jak… Kurt kilkanaście lat wcześniej. Jethro zacisnął zęby, wziął głęboki wdech i zszedł po schodach. Narzędzia leżały nieruszone. W takim nieładzie w jakim zostawił je przed wyjazdem do portu. Postawił butelkę z piwem na stole i zaczął sprzątać. Najlepszy sposób na uporządkowanie myśli. Utonięcie w piwnicy. Kolejno ułożył wszystkie narzędzia, po czym zmiótł trociny ze stołu. Ilość wdychanego kurzu wywołała u niego uporczywy kaszel, który nasilał ból klatki piersiowej. Złapał się mocno za krawędź stołu nie mogąc nabrać powietrza. Po chwili zaczęło mu się kręcić w głowie. Nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować upadł tracąc przytomność.
CDN...
