Hej. niezależny, że funkcja nie należy do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;)
„(...) Więc słucham. Jaka jest Twoja decyzja? - spojrzała mu w oczy."
- Wyjeżdżam do Meksyku. zagrażające, aż do nas… mnie odwiedzisz. wrócę. Za jakiś czas.
- Do Twojej ostatecznej decyzji?
- NIE.
- Czy możesz mnie pocałować na pożegnanie? - zamknęła oczy, zbierające łzy zbierające się pod powiekami.
- Nie – szepnął i ujął jej twarz w piersi, przybliżył się do niej i na jej pocałunek. Pocałunek był delikatny, nieśmiały. Jednak w jednej chwili przerodził się w coś innego, bardziej dostępnego. Ich wargi złączyły się z namiętnym tańcu, pasją i tęsknotą, która od czasu do czasu skrywała się w ich sercach. Abby opierała się o parapet czując, jak jej nogi odmawiają posłuszeństwa. Jethro poczuł jej zawahanie przed użyciem i przyciśnięciem do siebie. Oderwał się od jej ust, który był palący dla oddechu. Otworzył oczy i spojrzał na jej twarz. Po policzkach spływały łzy, które nie były już kontrolowane. Przetarł jej łzy, po czym złożył dwa delikatne pocałunki na jej powiekach.
- To nie był pocałunek na pożegnanie, to znak, że wrócę – wyszeptał.
Abby przejechała językiem po wargach opuchniętych od pocałunku i chicho westchnęła.
- Poza tym, może zechciałabyś odwieść nas na lotnisko? Chyba że mamy wziąć taksówkę?
- Dobrze – wyszeptała.
- Muszę się spakować. Poczekasz na mnie w salonie, z Mike'm?
Kobieta przytaknęła głową i wyplątując się z jego uścisku opuściła sypialnię. Zgodnie z prośbą weszła do salonu gdzie na kanapie siedział Mike, nerwowo stukając palcami i oparcie. Słysząc kroki przekręcił głowę i spojrzał na Abby.
- Leci ze mną?
- Dbaj o mojego chłopca, Mike – wyszeptała i usiadła obok niego.
- Myślałem, że zmieni zdanie – objął ja ramieniem i przytulił do siebie.
- Ja też – schowała twarz w jego szyi i zaczęła cicho szlochać.
- Nie płacz – zaczął pocierać jej ramię – nie dopuszczę by spadł mu chociaż włos w z głowy. Dopilnuję, żeby nie spojrzał nigdy na inną kobietę. Wtedy skopię mu dupsko i zadzwonię do Ciebie, żebyś przyleciała poprawić po mnie. Cios od kobiety boli dwa razy bardziej.
- Czy ja… Czy ja będę mogła Was odwiedzić? - spojrzała na niego oczyma pełnymi łez.
- Och, oczywiście że tak. Zawsze jesteś mile widziana w mojej chacie. Tylko daj mi trochę wcześniej znać, żebym posprzątał i poprosił Camilę o zakupy.
- Powiedział, że wróci do Waszyngtonu, ale boję się, że powiedział to na odczepne.
- Wróci i ja o to zadbam. Masz moje słowo – pocałował ją w czubek głowy – chcesz coś do picia?
- Nie… - otarła resztki łez z twarzy – powiedziałam, że odwiozę Was na lotnisko.
- Och, najpóźniej za pół godziny powinniśmy wyjechać.
- Poczekam w samochodzie – wstała z kanapy – i Mike… dziękuję – wyszła z salonu, zabrała płaszcz z wieszaka po czym wyszła z domu.
Po kilkunastu minutach Jethro zapakował torby do bagażnika i wspólnie z Mikem wsiedli do samochodu. Gdy Abby usłyszała dwa kliknięcia pasów ruszyła bez słowa z podjazdu. W samochodzie panowała ciężka, niemal przytłaczająca cisza. Kobieta siedziała za kierownicą ze wzrokiem utkwionym w drodze przed sobą. Jej dłonie mocno zaciskały się na kierownicy jakby mogło ją to powstrzymać rozpaść się na miliony kawałków.
Na tylnym siedzeniu siedział mężczyzna którego kochała i jego przyjaciel. Oboje patrzyli przez okna mijając kolejne znaki drogowe i inne samochody. Oboje unikali jakichkolwiek spojrzeń. Nikt nie był w stanie wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa.
W głowie Abby kłębiły się myśli. Każda mila przybliżała ich do lotniska i do momentu w którym straci ukochanego na dobre. To nie była zwykła podróż. To było pożegnanie. Wiedziała o tym chociaż on wcześniej powiedział jej coś zupełnie innego. Zerkała czasami we wsteczne lusterko, by dokładniej zapamiętać jego twarz. Każdy najdrobniejszy szczegół. Był spokojny. „Czy ta podróż jest dla Ciebie nowym rozdziałem w życiu? Czy maskujesz teraz swoje uczucia jak ja?" pomyślała.
Samochód zatrzymał się pod terminalem. Cisza była głośniejsza niż zastosowanie. Jethro drzwi i wysiadł, a Mike zrobił to samo. Abby nadal siedziała nieruchomo za kierownicą, udając, że nie widzi wyciąganych toreb z bagażnika. Mike podszedł do jej drzwi i stuknął delikatne w oknie. Spojrzała na niego. Mężczyzna uśmiechnął się i skinął głową po czym odszedł. Kobieta nie chciała by Gibbs próbował wyciągnąć ją z auta. Przecież mieli w domu możliwość pożegnać się.
Jej myśli przerwało otwarcie drzwi samochodu.
- Abbs? - szepnął – dziękuję, że nas podwiozłeś – uśmiechnął się lekko.
Wysiadła z samochodu i rzuciła się na niego z uściskami. Nie powiedział ani słowa. Po prostu bardzo mocno go przytuliła. Chciała powiedzieć mu, żeby został, że może po prostu tak zostać. Zamiast tego zacisnęła usta, zagryzając je mocno.
- To nie jest pożegnanie – odsunął się od niej i złożył delikatny pocałunek na jej ustach – będę na Ciebie czekał, chyba że prędzej zdążę wrócić. Zadzwonię z Baja – pocałował ją w czoło, podniósł plecak i podszedł do Mike'a.
Nie spojrzał już na nią. Nie odwracał się. Abby wróciła do samochodu i zatrzasnęła drzwi. Gdy mężczyźni zniknęli w tłumie, pozwoliła sobie na łzy. Ale tylko na chwilę – taki, który trwa krótko, by mogła oszukać siebie, że zaraz będzie w stanie odjechać.
Bez niego.
Koniec
Dziękuję wszystkim, którzy znaleźli kilka chwil na przeczytanie nieco zmienionej historii.
Zdradzę, że pracuję nad kolejną historią.
O czym będzie? Jak potoczą się losy nietypowej dwójki Gibbs/Abby?
Dziękuję, za wszelkie wiadomości prywatne jakie od Was dostałam. To miłe, gdy ktoś docenia i interesuje się tym co robię.
Do zobaczenia wkrótce!
NavyChemistry
