29. KIM JEST RON?
Obudziwszy się następnego ranka, Hermiona była zadziwiająco wypoczęta. Spodziewała się bólu głowy lub czegoś równie paskudnego, ale była miło zaskoczona. Może miała miły sen?
Nie została przywitana czerwonymi kotarami w barwach Gryffindoru, a brzydkim sufitem z zawieszoną na środku starą lampą. Z pewnością się wczoraj nie aportowała, biorąc pod uwagę litry piwa, które wypiła. Przewróciła się na boczek i zamrugała, szczerze zaskoczona, widokiem w pełni ubranego Toma, siedzącego na krześle przy łóżku i patrzącego nań wściekle. Usiadła z największą ostrożnością. Dlaczego znów był rozgniewany? Miał krwistoczerwone oczy i mocno zaciśnięte zęby. Czy zrobiła wczoraj coś, czego powinna dzisiaj żałować? Niewiele pamiętała. Chłopak wyglądał, jakby zaraz miał przejść do rękoczynów. Kiedy zobaczyła ten przerażający chłód w jasnoszarych oczach, po kręgosłupie przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz. Wtem zauważyła, że zaciskał dłonie na podłokietnikach krzesła, jak gdyby za wszelką cenę pragnął zapanować nad swoimi nerwami. Co takiego go rozzłościło?
– Kim jest Ron? – zapytał po dłuższej chwili milczenia lodowato zimnym głosem.
Hermiona wytrzeszczyła oczy. Gdzie usłyszał to imię?
– Co…? – wyjąkała.
Tom zmrużył oczy i natychmiast została opatulona gniewną magią. Odsunęła się na drugi koniec łóżka i zaczęła szybciej oddychać. Chłopak gwałtownie wstał z krzesła, a ona, zaskoczona tym wybuchem, prawie spadła z posłania. Zrobił krok naprzód i znów dał popis swej mocy. Zachłysnęła się i spojrzała nań ze strachem.
– Kim jest Ron? – zapytał ponownie, akcentując każde słowo. Jasno dawał do zrozumienia, że jeżeli nie zdecyduje się na współpracę i wyjawienie sekretu, podejmie się innych środków perswazji.
Hermiona nie mogła wydusić słowa. Zacisnęła dłonie w pięści, żeby powstrzymać drżenie.
– Odpowiedz! – krzyknął.
Wzdrygnęła się, zobaczywszy morderczy błysk w karmazynowych oczach. Magia, którą uwolnił w napadzie szału, znacznie utrudniała oddychanie, dlatego też spróbowała się uspokoić.
Nie mogła się zdradzić. Z nikim dotąd nie rozmawiała o Ronie i unikała tego na wszelkie sposoby. Nie była gotowa na podobne zwierzenia. Zginął, bo była zbyt słaba i zawiodła w walce ze swoją przeciwniczką. Jakby nie patrzeć, na niej ciążyła odpowiedzialność za tę śmierć.
Tom zrobił następny krok naprzód, więc zaczęła się niespokojnie wiercić. Naturalnie, zachowała milczenie. Wtem chłopak skoczył do przodu i w momencie się przy niej znalazł. Potem złapał ją za ramię i poderwał do góry. Kiedy wzmocnił uścisk, mimowolnie jęknęła z bólu.
– Wiedziałaś, że mówisz przez sen? – warknął, gwałtownie ją do siebie przyciągnąwszy. Wpatrywała się weń przerażonymi, szeroko otwartymi oczami. – Stwierdziłaś, że go kochasz – dodał niskim głosem.
Nie wytrzymała i się rozpłakała. Zrozpaczona, chwyciła jego dłoń i spróbowała się wyszarpać. W odpowiedzi ślizgon wzmocnił uścisk i nią potrząsnął.
– Mówiłaś, że kochasz Rona. Kim jest ten facet? Zabiję go! – krzyknął, nadal rozgniewany.
Ostatnie zdanie przeważyło szalę. Coś bolesnego ścisnęło serce Hermiony i również poddała się emocjom.
– W takim razie się spóźniłeś – powiedziała bezdusznie. – Ron nie żyje.
Tom spojrzał nań zaskoczony, więc wykorzystała ten moment, żeby uwolnić ramię z uścisku. Odskoczyła do tyłu, aż w końcu uderzyła plecami w ścianę. Łzy nieprzerwanie spływały jej po policzkach, więc uniosła rękę i wściekle otarła twarz. Nie miała żadnego powodu, żeby się mazać. Nienawidziła płakać i poddawać się słabości. Wbiła w ślizgona pełne rozgoryczenia spojrzenie. Wciąż stał w tym samym miejscu i nadal nań patrzył. Jego szkarłatne oczy świeciły się w przyciemnionym pokoju. Widziała, że drżała mu prawa ręka, zupełnie jakby powstrzymywał się od pochwycenia różdżki i wycelowania weń. Zastanawiała się, czy zostanie zaraz przeklęta. Wstrzymała oddech i rzuciła szybkie spojrzenie na odłożoną na nocny stolik kaburę. Wypuściła powietrze, uzmysłowiwszy sobie, że nawet gdyby miała w dłoni różdżkę, zapewne nie byłaby w stanie się obronić, gdyż był bardziej utalentowany. Ponownie skrzyżowała z nim wzrok i w milczeniu czekała na nadejście najgorszego. To niepokojące, że stał z zaciśniętymi ustami. Chyba wolała, żeby krzyczał lub nawet posunął się do zaklęć.
Wtem Tom odwrócił się na pięcie i wypadł z pokoju, gniewnie zatrzaskując za sobą drzwi. Hermiona wciąż opierała się plecami o ścianę, zapatrzona w wyjście. Nie mogąc opanować nerwów, wzięła głęboki oddech. Ostatecznie usiadła na podłodze.
Nie chciała znów zatopić w bolesnych wspomnieniach, cholernie zmęczona koniecznością stawiania im czoła. Wczoraj została napadnięta i może to właśnie stanowiło powód, dla którego w nocy śniła o swojej przeszłości i Ronie. Tak desperacko pragnęła zapomnieć o dawnym życiu i wstrząsających przejściach. Nie chciała dłużej pamiętać o okropnościach wojny i pomyłkach, które kosztowały życie jej towarzyszy broni. Jednocześnie czuła się winna marzeń o niepamięci, gdyż miała wrażenie, iż zdradza swoich najbliższych i zaprzepaszcza mękę, przez którą razem przeszli. Wszyscy zginęli, więc była odpowiedzialna za to, aby zostali zapamiętani.
Niemniej jednak wspomnienia były okrutne i przeszywające. Nie chciała konfrontacji, ale cholernie bała się przymknąć powieki i zobaczyć w głowie obraz uśmiechniętego Rona z psotnym błyskiem w oku, przywołać jego głos i zatracić się we wspominkach jednej z wielu planowanych głupich eskapad, mogących skończyć się co najwyżej wlepieniem przez nauczycieli szlabanu. Paradoksalnie, pragnęła pamiętać, że wystarczył jeden uścisk, żeby poczuła się bezpiecznie.
Oddech Hermiony przyspieszył, a lodowate dłonie zacisnęły się na jej sercu. Uniosła rękę i przyłożyła dłoń do twarzy. Wciąż była bombardowana wspomnieniami, ale zmusiła się, żeby przestać się trząść. Łzy nadal spływały jej po policzkach, a naprawdę nie chciała płakać. Oparła głowę o ścianę i wbiła tępy wzrok w biały sufit. Zacisnęła szczękę i skupiła się na miarowym oddychaniu.
Skończ z tym mazaniem. Weź się w garść, Granger!, próbowała się zmotywować. Co powiedzieliby twoi przyjaciele, gdyby mogli cię teraz zobaczyć? Jesteś żałosna.
Uważasz się za silną?, zapytał szyderczy głosik w głowie.
Powoli podniosła się z podłogi. Nie było sensu siedzieć i rozpaczać nad rzeczami, na które nie miała teraz najmniejszego wpływu. Wstając, po raz pierwszy zauważyła, że miała przetransmutowane ubranie. Szkolny mundurek został zastąpiony jedwabną koszulą nocną i spodniami. Oczywiście, w ślizgońskich kolorach, pomyślała z czułością. Uśmiech szybko znikł z jej twarzy, gdy przypomniała sobie krwistoczerwone oczy, wypełnione wyłącznie chłodem i żądzą mordu. Mimowolnie się wzdrygnęła. Tom był wściekły. Czemu właściwie mówiła przez sen? Dlaczego akurat dziś, gdy nie była sama w łóżku? Naturalnie, mogła zrozumieć, że był zazdrosny.
Wcale nie jesteś od niego lepsza, parsknął szyderczy głosik i automatycznie wróciła myślami do meczu quidditcha, po którym naskoczyła na Melanie Nicolls i przeklęła niczemu winną dziewczynę.
Westchnęła.
Wszystko się skomplikowało. Tom gniewał się z powodu Rona, a najgorsze było to, że pojmowała dlaczego. Gdyby usłyszała, że przez sen deklaruje uczucie do innej panny, najprawdopodobniej również siłą powstrzymywałaby się przed wyciągnięciem różdżki. Los bywa okrutny, a czas przewrotny.
Najlepszym rozwiązaniem problemu będzie szczera rozmowa i wytłumaczenie podstawowych faktów. Znów poczuła gulę w gardle. Nie chciała rozmawiać o Ronie. Nie, kiedy wciąż czuła jarzmo odpowiedzialności za jego śmierć. Przeżyłby walkę w Ministerstwie Magii, gdyby tylko na czas powstrzymała Bellatriks. Wiedziała, że nie popierał samooczerniania oraz że zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby powstrzymać przeciwniczkę, ale mimo to nadal miała wyrzuty sumienia. Może gdyby postąpiłaby inaczej, Ron nie straciłby życia.
Przestań! To nie zmieni przeszłości.
Wracając do łóżka, przymocowała kaburę do ramienia i przywołała do siebie różdżkę. Machnęła dłonią i odtransmutowała piżamę z powrotem w szkolny mundurek. Potem zastanowiła się, co powinna zrobić. Wspomnienia wciąż kłębiły jej się w głowie, ale wiedziała jedno – pragnęła Toma całym sercem. Może powinna go poszukać? Najprawdopodobniej nadal jest rozgniewany, więc całkiem możliwe, że uniesie się dumą i odmówi z nią rozmowy. Chłopak przecież nie rozpłynął się w powietrzu. Cholernie go potrzebowała. Bez niego nie upora się ze widmami przeszłości.
Cóż, przynajmniej nie wróci samodzielnie do Hogwartu, podsumowała rozsądnie. Niemniej jednak nadal mógł być rozczarowany tym, co zobaczył i usłyszał.
Znów przesadzasz, Granger. Zobaczysz, że się uspokoi, zanim minie godzina. Zamknęła na moment oczy, a potem powoli uniosła powieki. Gdyby nie Tom, nie spałabym spokojnie i poddałabym się bolesnym wspomnieniom, dodała. Jęknęła z frustracji i skoczyła na równe nogi. Z pewnością wróci prędzej czy później, choćby dlatego, że bez niej nie wróci do zamku. Sensownym rozwiązaniem wydaje się po prostu przeczekanie całej sytuacji.
Żeby zająć czymś myśli i powstrzymać się przed ponownym szaleństwem zeszła do recepcji i zapłaciła za pokój. W dziennym świetle ta karczma, czy jakkolwiek to inaczej nazwać, wciąż wyglądała obskurnie i paskudnie. W głębi duszy miała wielką nadzieję, że Tom za niedługo wróci i się stąd wyniosą. Gdy weszła na piętro, zauważyła, że sypialnia jest znacznie czystsza, aniżeli parter i korytarze, najprawdopodobniej dzięki zaklęciom czyszczącym. Z niechęcią weszła do łazienki i z obrzydzeniem zarejestrowała, że to pomieszczenie nie zostało doprowadzone do stanu używalności. Nie sądziła, że kiedykolwiek przyzna to na głos, ale Legifer może mieć rację ze znajomością podstawowych uroków gospodarczych. Westchnęła, wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w powietrzu.
– Chłoszczyść.
Cóż, łazience wiele brakowało do perfekcyjnie czystej, ale przynajmniej teraz nadawała się do użytku. Wzięła więc szybki prysznic i wróciła do sypialni, gdzie usiadła na brzegu łóżka i postanowiła wykazać się cierpliwością. Im dłużej czekała, tym gorzej się czuła. Najwyraźniej potrzebował dużo czas, żeby się uspokoić. Nurzała się w morzu wyrzutów sumienia, bowiem poczuł się naprawdę dotknięty.
Usłyszawszy dźwięk otwierających się drzwi, natychmiast uniosła głowę. Odetchnęła z ulgą, zobaczywszy wchodzącego do pokoju Toma. Minę nadal miał nietęgą, a oczy zupełnie pozbawione blasku i emocji, przez co nie mogła stwierdzić, o czym właściwie myśli i co czuje. Kiedy się zbliżył, wstała z łóżka i niemal zadrżała, gdy skrzyżowali wzrok. Odniosła wrażenie, że wyzbył się ostatków wrażliwości i zatopił w morzu beznamiętności. Sprawiał wrażenie pozbawionego człowieczeństwa robota.
– Powinniśmy wrócić do Hogwartu – powiedział niskim głosem po dłuższej chwili milczenia.
Hermiona przygryzła z nerwów dolną wargę.
– Najpierw powinniśmy…
– Wszystko w porządku – przerwał jej wpół zdania, aczkolwiek nie brzmiał przekonująco. – Wróćmy do szkoły.
Zmarszczyła brwi, po czym wyciągnęła rękę i położyła mu dłoń na ramieniu. Maska, którą przywdział na twarz, na moment się załamała, dzięki czemu zrozumiała, że po prostu kłamie i próbuje zatuszować rzeczywistość. Wciąż skrywał w sobie pokłady niepohamowanej złości, ale w jasnoszarych oczach dostrzegła również zranienie, rozczarowanie i ból.
– Nie musisz być zazdrosny – wyszeptała.
Tom zareagował natychmiast. Zacisnął zęby i napiął mięśnie, chwilowo straciwszy samokontrolę, nad którą pracował, odkąd wyszedł z pokoju. Hermiona się nie zraziła, nawet kiedy zobaczyła jasnoczerwony błysk.
– Kto powiedział, że jestem? – zapytał, zaś dziewczyna wzdrygnęła się, słysząc ledwo tłumiony gniew. Strzepnął jej rękę, po czym odsunął się nieznacznie. – Czemu miałbym być zazdrosny? – kontynuował niskim głosem. – Bo kochasz innego faceta? – Odwrócił głowę i ponownie przywdział bezuczuciową maskę. – Musimy wrócić do zamku, albo wpadniemy w poważne kłopoty – dodał ciszej.
Wiedziała, że będą musieli to przedyskutować, ale może tym razem miał rację i powinni odłożyć to w czasie. Wyglądał na naprawdę zdenerwowanego, więc najlepszym rozwiązaniem będzie poczekanie, aż należycie się uspokoi, a przynajmniej na tyle, żeby wysłuchać wszystkiego, co ma do powiedzenia i zrozumieć logicznie wyłożone argumenty. Co więcej, nadal nie czuła się na siłach, żeby wracać do przeszłości i wyciągać na światło dzienne swój dawny związek. Ledwo była w stanie o nim myśleć, a co dopiero opowiadać.
Chciała, żeby wszystko wróciło do normy. Wyciągnęła do Toma rękę i zauważyła, że najpierw chwilę pobłądził po niej wzrokiem, a następnie z wyraźną niechęcią jej dotknął. Wzmocniła uścisk i rzuciła mu delikatny uśmiech, którego nie odwzajemnił. Przywołała do siebie różdżkę i wzięła głęboki oddech, skupiwszy się na mrocznej magii. Zniknęli ze świstem szat i razem poddali się uczuciu charakterystycznego ściskania. Kilka sekund później zmaterializowali się w świerkowym zagajniku niedaleko hogwardzkiego jeziora. Owładnięta przez magię Czarnej Różdżki, znów poczuła zawroty głowy, ale tym razem nie była zaskoczona doznaniem i zdołała zachować trzeźwość umysłu.
Tom od razu puścił jej dłoń, jakby został poparzony, a Hermionie zrobiło się przykro. Zignorowała tę lekceważącą postawę i sprawdziła zegarek. Było prawie południe, tak więc przegapili śniadanie i zaklęcia. Miała wielką nadzieję, że nikt nie zauważył ich nieobecności, chociaż wiedziała, że to raczej niemożliwe. Jakby nie patrzeć, nie nocowali w dormitoriach. Ich koledzy z różnych względów mogli zdecydować się na milczenie, ale jej współlokatorki z pewnością otworzyły swe buzie.
– Chodźmy do zamku – powiedziała.
Chłopak ograniczył się tylko do skinięcia głową, więc razem ruszyli w kierunku szkoły. Wypruł do przodu i ani razu nie spojrzał przez ramię, aby upewnić się, czy nadąża. Hermiona była zraniona chłodnym traktowaniem, ale zdecydowała się zachować milczenie, przynajmniej na razie.
Tom parł naprzód. Mimo że odmawiał patrzenia na dziewczynę, dobrze wiedział, że nie odstąpiła go na krok. Zacisnął dłonie w pięści i spróbował okiełznać swą magię, co było naprawdę ciężkim zadaniem, biorąc pod uwagę okoliczności. Pragnął wyciągnąć różdżkę i cisnąć weń przekleństwem, żeby również skąpała się bólu i na własnej skórze odczuła, co znaczy czuć bezbrzeżny smutek.
Wciąż miał w głowie słowa, które padły z rana. Wyglądała wówczas tak łagodnie, tak szczęśliwie.
We śnie wyznała miłość innemu. Nigdy nie usłyszał czegoś podobnego.
Nie do pomyślenia.
Zagotował się ze złości, gdy przypomniał sobie, że marząc o innym mężczyźnie, spała spokojnie. Gdy poznał prawdę, wypełniła go dziwaczna… pustka.
Nie chciał zaakceptować rzeczywistości. Im dłużej się nad tym rozwodził, tym bardziej się irytował, ale w głębi duszy dobrze wiedział, że jeszcze nigdy nie został tak zraniony. Przyspieszył kroku, żeby odgonić od siebie niechciane myśli. Nowa fala gniewu sprawiła, że miał wielką ochotę gwałtownie się zatrzymać, odwrócić niczym chmura gradowa i nań nawrzeszczeć. Był cholernie wściekły i przekonany, że krzyki nijak by mu pomogły.
W niewyjaśniony sposób czuł też, że złością maskuje coś jeszcze, coś skrytego pod ognistym temperamentem. To nieznane uczucie wczepiło się w niego lodowato zimnymi palcami i bezlitośnie rozdrapywało powstałą po przebudzeniu ranę.
Boli, podsumował z zaskoczeniem.
Tom był zdezorientowany, zwłaszcza że to nowe uczucie było niezaprzeczalne i niemożliwe do zignorowania. Kiedy wyszeptała te przeklęte słowa, dostał jakby tłuczkiem po głowie, przez co poczuł się zamroczony i odrętwiały. To niesłychane, ale poczuł się skrzywdzony. Miłosne wyznanie przeszyło go na wskroś i pozostawiło ranę na sercu, która nieszybko się zabliźni. Mimo że trochę w życiu doświadczył, nigdy nie był równie bezradny i bezbronny. Usłyszał zaledwie jedno zdanie, a to wywróciło jego świat do góry nogami. Jakim cudem Hermionie udało się zadać mu taki ból?
Niepojętne i przede wszystkim przerażające. Czego się tak obawiał, przed czym drżał? Niełatwo było go nastraszyć, miał silne nerwy i twarde serce, więc kilka parszywych słów nie powinno wyrządzić tak wielkiej szkody. Na samą myśl zadrżał. Ze złości…? Z nienawiści…?
Ze strachu…?
Dotarł do zamku, słysząc za sobą pospieszne kroki dziewczyny. Szczerze mówiąc, był zadowolony z milczenia, bowiem naprawdę nie chciał z nią rozmawiać. Był zbyt rozwścieczony i rozgoryczony, więc najprawdopodobniej powiedziałby jej coś, czego by potem straszliwie żałował. Czemu nie próbowała przeforsować swoich racji? Czyżby czuła się zawstydzona własnym wyznaniem? A może zbyt przerażona nadchodzącą konfrontacją, gdyż przypadkowo poznał prawdę? Mimowolnie się wzdrygnął, a ta obrzydliwa reakcja sprawiła, że zacisnął usta w wąską linię, zniesmaczony własnym zachowaniem i bezbronnością.
Hermiona przez cały ten czas patrzyła na plecy chłopaka. Odkąd się aportowali, nie powiedział ani słowa, a ta cisza niesamowicie jej ciążyła. Może jednak powinna jako pierwsza przełamać lody i spróbować nawiązać rozmowę? Nie wiedziała, od czego właściwie zacząć. Wszystko wskazywało na to, że wciąż był mocno rozgniewany, a nie chciała dodatkowo go denerwować i kusić losu.
Milczała, idąc za nim po schodach prowadzących do zamku. Komnata wejściowa świeciła pustkami, a ich kroki odbijały się echem od pustych korytarzy. Kiedy minęli Wielką Salę, Tom skręcił w prawo, więc z góry założyła, że zmierzał prosto do lochów. Zastanowiła się, czy powinna podążyć za nim i spróbować wyjaśnić mu sprawę w ślizgońskim dormitorium, gdzie mieli zapewnioną prywatność, ale właśnie wtedy zostali zauważeni i zatrzymani.
– Stać!
Za nimi maszerował pan Barnes, szkolny woźny i najprawdopodobniej poprzednik Argusa Filcha. To wręcz niesamowite, jak ci dwaj mężczyźni byli do siebie podobni.
Brakuje mu kota, podsumowała, patrząc nań z uwagą. Barnes był starszym człowiekiem, którego twarz pokrywała sieć zmarszczek. Sprawiał wrażenie niezdrowo bladego, chociaż to może wina zamkniętych pomieszczeń, które stale okupował, pilnując porządku na korytarzach i wypatrując potencjalnych awanturników. Miał włosy w bliżej niezidentyfikowanym kolorze, który był albo siwym, albo mysim brązowym i nosił długi szary płaszcz. Gdy doń dotarł, przystanął w miejscu i rzucił im potępiające, mroczne spojrzenie.
– Marsz do dyrektora! – krzyknął.
Hermiona na moment wstrzymała oddech. Rozmowa z Dippetem była ostatnim, czego pragnęła, gdyż miała do roboty inne, o wiele ważniejsze rzeczy. Oczywiście, nie miała możliwości odmówienia widzenia, bowiem Bernes zaczął gwałtownie gestykulować rękoma, aby za nim poszli. W ciszy więc podjęli się wędrówki. Tom co kilka chwil rzucał jej gniewne spojrzenie, a to zaś sprawiało, że miała ochotę przymknąć oczy i zaszyć się w najbliższym kącie. Nim się spostrzegli, dotarli do dwóch gargulców strzegących gabinetu pana dyrektora. Woźny wysyczał hasło, a strażnicy natychmiast ustąpili, odsłaniając wejście. Następnie odwrócił się do nich, powiedział coś obraźliwego o „uciążliwych szkodnikach" i wrócił do swoich obowiązków.
Dziewczyna przełknęła z trudem ślinę, a potem weszła na schody. Wiedziała, że ślizgon szedł za nią, więc kiedy stanęła przed drzwiami, spojrzała przez ramię. Zobaczywszy tę przeklętą pustą maskę, prawie jęknęła pod nosem. Ostatecznie postanowiła go zignorować i zapukała w drewno.
– Proszę.
Wypuściła powietrze z płuc, nacisnęła klamkę i weszła do gabinetu dyrektora. Szybko omiotła pomieszczenie wzrokiem, ale nijak się zmieniło od czasu ostatniej wizyty. Wciąż było uporządkowane, mało zachęcające i chłodne. Regał z błyszczącymi trofeami i odznaczeniami stał za imponująco wielkim biurkiem, za którym siedział Dippet, zajęty sortowaniem stosu dokumentów tak jak zawsze. Mimowolnie się zastanowiła, czy nie miał przygotowanej kupki papierów właśnie na podobną ewentualność, żeby się pokazać. Niestety, teraz znów był niepokojony przez uczniów.
Nie mogła dłużej się nad tym rozwodzić, ponieważ dyrektor szybko uniósł wzrok znad pracy biurowej. Zauważywszy gości, zmrużył podejrzliwie oczy i Hermiona nabrała przekonania, że zupełnie nie rozumiał, dlaczego jest nękany, gdy nań spojrzał. Kiedy zerknął na Toma, jakby doznał olśnienia.
– To już drugi raz w tym roku, gdy sprawia pan kłopoty, panie Riddle – powiedział z rozczarowaniem.
– Rozumiem, panie dyrektorze. Naprawdę bardzo mi przykro. – Chłopak od razu wczuł się w rolę skruszonego, świadomego swej winy ucznia. Uniżonego, pełnego uprzejmości głosu używał tylko i wyłącznie, kiedy chciał się komuś przypodobać.
Dippet machnął ręką.
– O ile dobrze zrozumiałem, razem z panną… – tu urwał, najprawdopodobniej próbując przypomnieć sobie prawidłowe nazwisko.
– DeCerto – podpowiedział mu Tom.
– Właśnie, razem z panną DeCerto opuściliście teren szkoły mniej więcej wczoraj wieczorem – kontynuował, zupełnie niezrażony faktem, iż nie pamiętał przeniesionej uczennicy. – Czy to prawda? – zapytał stanowczym tonem.
– Owszem, proszę pana – odparł ślizgon, a Hermiona uniosła brwi, słysząc tę prawdomówność. – Naprawdę bardzo mi przykro. Obiecuję, że to nigdy się nie powtórzy – dodał skruszonym tonem.
– Rozumiem.
Dippet nie wydawał się pod wrażeniem zaprezentowanej gry aktorskiej. Bez słowa wyjaśnienia wstał od stołu i podszedł do kominka. Wziął garść proszku Fiuu i cisnął go w płomienie, które natychmiast zmieniły kolor. Następnie włożył głowę w ogień i zaczął rozmowę z kimś po drugiej stronie. Gdy skończył, wrócił do swojego gabinetu i nie zdążył nawet podejść do krzesła, kiedy z paleniska wyszedł Horacy Slughorn, tradycyjnie odziany w wyjątkowo drogie ubrania. Naturalnie, od razu zlustrował Toma wzrokiem, może nawet trochę rozbawionym. Hermiona zamrugała, gdy spojrzał nań i mrugnął konspiracyjnie.
– Armando – przywitał się z dyrektorem. – Mam nadzieję, że nie byłeś zbyt surowy dla naszych drogich podopiecznych. Wyglądają na strasznie załamanych.
Dyrektor nie zdążył mu odpowiedzieć, gdyż z kominka wyszedł Albus Dumbledore. Miał na sobie jasne, akwamarynowe szaty, które tym razem nie kontrastowały z kolorem jego włosów. Niestety, nie sprawiał wrażenia zadowolonego z obrotu sytuacji, a wręcz przeciwnie. Kiedy omiótł pomieszczenie wzrokiem, zmarszczył brwi, zatrzymawszy spojrzenie na Tomie i Hermionie, która prawie jęknęła.
– Jestem innego zdania, Horacy. Uważam, że nie powinniśmy rozpieszczać rozrabiaków, a wymierzyć im sprawiedliwą karę, na którą w pełni sobie zasłużyli – powiedział, wciąż gapiąc się nań podejrzliwie. – Opuszczenie Hogwartu stanowi poważne naruszenie regulaminu. Uczniowie są zobowiązani do przebywania na terenie zamku. W trakcie roku szkolnego jesteśmy odpowiedzialni za ich dobre samopoczucie, a zatroskane rodziny oczekują, że otoczymy ich należytą ochroną.
Gryfonka nijak skomentowała fakt, iż w rzeczywistości żadne z nich nie miało żadnych krewnych, których mogliby obchodzić. Zamiast tego, skupiła się na oskarżycielskim spojrzeniu Dumbledore'a. Niedobrze, bardzo niedobrze. Niebieskie, pozbawione zwyczajowego blasku oczy sprawiały, że czuła się diablo winna. Oczywiście, wciąż miała w pamięci szantaż, co tylko dokładało jej zmartwień. Szczerze mówiąc, była zawstydzona swoim bezmyślnym zachowaniem. Profesor miał rację. Samodzielne opuszczenie zamku było dziecinne i szalenie nieodpowiedzialne.
– Wszyscy byliśmy kiedyś młodzi, Albusie. – Na ratunek przyszedł im Slughorn. – To nie tak, że złamali regulamin, żeby popełnić poważne przestępstwo. Po prostu chcieli się trochę zabawić.
Ani Dumbledore, ani Dippet nie wyglądali na przekonanych pozbawioną argumentów logiką. Gdy rzucili mu pełne niedowierzania spojrzenia, Horacy posunął się o krok dalej. Podszedł do podopiecznych i zanim Hermiona zareagowała, objął ją ramieniem i przyciągnął bliżej.
– Panna DeCerto jest wspaniałą uczennicą. Jestem pewien, że nie będzie miała najmniejszego problemu z nadrobieniem materiału, który pominęła – powiedział radosnym tonem, a następnie wyciągnął rękę w kierunku ślizgona. – Tom zaś jest najlepszym uczniem w Hogwarcie. Jest bardzo odpowiedzialny i w tym miejscu przypomnę, że to właśnie ty mianowałeś go prefektem, Armando. – Poklepał chłopaka po ramieniu, a potem kontynuował: – Ta eskapada była naprawdę nieszkodliwa. Gołym okiem widzę, że szczerze żałują swojego wyskoku i nigdy go nie powtórzą. Nie powinniśmy ukarać ich zbyt surowo.
Hermiona była szczerze zaskoczona postawą Slughorna. Gdyby nie zdecydował się na karierę nauczycielką, miałby naprawdę dużą szansę na odniesienie sukcesu w sądzie. Okazał się bowiem całkiem dobrym adwokatem.
– Masz rację, Horacy.
Gdy Dippet spojrzał w zamyśleniu na Riddle'a, prawie przewróciła oczami. Najwyraźniej profesor trafił w samo sedno. To oczywiste, że dyrektor nie mógł surowo ukarać prefekta, którego osobiście mianował, bo to zepsułoby mu wizerunek i zawiedzeni rodzice mogliby napisać skargę do rady nadzorczej szkoły, co przyniosłoby mu wyłącznie kłopoty. Jakby nie patrzeć, prefekci musieli być odpowiedzialni i trzymać pieczę nad młodszymi uczniami.
– Nie odnotuję tego incydentu w waszych aktach, ale musicie zostać ukarani za popełnione wykroczenie – podsumował po chwili namysłu dyrektor, patrząc z uwagą na skruszonych podopiecznych. – Zostawię to w rękach waszych opiekunów.
Hermiona z góry założyła, że wykazał się „wspaniałomyślnością", gdyż po prostu nie chciał dłużej zajmować się sprawą i wolał zrzucić mniej przyjemny obowiązek na swoich podwładnych. Z trudem powstrzymała się przed pełnym boleści jękiem, kiedy uświadomiła sobie, że najprawdopodobniej czeka ją niemiła pogadanka z Albusem Dumbledore'em.
– Wspaniale, dyrektorze. – Uśmiechnął się pogodnie Slughorn. – Kwestię kary omówimy później w moim gabinecie, Tom.
– Oczywiście, profesorze – odpowiedział posłusznie chłopak.
– Czy dasz się zaprosić na filiżankę herbaty, Albusie? – Horacy spojrzał na Dumbledore'a.
– W porządku. – Ten skinął głową, ale wyzbył się uprzejmego błysku w oku, kiedy spojrzał na swoją podopieczną. – Oczekuję pani w moim gabinecie po skończonych zajęciach, panno DeCerto.
– Oczywiście, proszę pana.
Dumbledore nie odpowiedział, tylko razem ze Slughornem wyszedł z pokoju. Hermiona odwróciła się do Dippeta, ale dyrektor znów pogrążył się w papierzyskach. Tom najwyraźniej uznał to za sygnał do ewakuacji, bowiem również podszedł do drzwi i pożegnał się z profesorem, który nie raczył zareagować. DeCerto pospieszyła za nim, prawie zbiegając ze schodów.
– Zaczekaj, Tom! – krzyknęła, kiedy ruszył korytarzem i przyspieszyła kroku, aż się zrównali. – Naprawdę przepraszam. To przeze mnie wpadłeś w kłopoty.
– Owszem – syknął, spojrzawszy nań z gniewem.
– Wybacz – dodała, przybrawszy skruszoną minę.
Wtem, ku swojemu zmartwieniu, zobaczyła nadchodzącego z naprzeciwka Longbottoma. Zauważywszy Riddle'a, Mark natychmiast się zjeżył. W przeciwieństwie do niego Tom nie wyglądał na szczególnie wzruszonego.
– Gdzie byłaś, Hermiono? – zapytał, szczerze zaniepokojony, kiedy podszedł bliżej.
Zatrzymała się i, o dziwo, ślizgon również. Wciąż był rozgniewany, ale najwidoczniej uznał, że powinien przystanąć.
– Ja, ee… – urwała, nie wiedząc, co powinna powiedzieć.
– Co jej zrobiłeś? – Longbottom od razu przeszedł do ataku.
– Tak właściwie to nic – odpowiedział lodowato Tom, nadal ciskając oczami gromy. Ledwo kontrolował swój temperament, co było jasne niczym słońce.
Mimowolnie zesztywniała, co nie umyło uwadze jej przyjacielowi.
– Znów zabrałeś się za gnębienie, Riddle? – kontynuował Mark.
W jasnoszarych oczach zobaczyła niebezpieczny karmazynowy błysk, dlatego też obawiała się najgorszego, ale chłopak nie odpowiedział za oskarżenia. Zamiast tego, skupił na niej swą uwagę. Ze strachem zarejestrowała, że wciąż był rozgniewany.
– Mam coś do zrobienia – stwierdził, używając pierwszej lepszej wymówki. – Do zobaczenia później – dodał bez cienia emocji.
Zanim odszedł na dobre, Hermiona złapała go za ramię.
– Przepraszam. Naprawdę mi przykro – powiedziała rozpaczliwie i w tej chwili nie mówiła o kłopotach, w których się razem znaleźli.
Tom nawet nań nie spojrzał. Strzepnął jej rękę i wznowił kroku. Westchnęła pod nosem i ze smutkiem patrzyła na jego oddalające się plecy.
– Czemu przeprosiłaś tego zarozumiałego palanta? – Longbottom był szczerze zaskoczony.
Podczas obiadu nie miała ani chwili spokoju, gdyż zatroskani przyjaciele postanowili przeprowadzić prywatne dochodzenie, ale była zbyt skoncentrowana na stole Slytherinu, aby odpowiadać na pytania. To pozwoliło jej na zignorowanie zaintrygowanych spojrzeń współdomowników, którzy zapewne umierali z ciekawości, dlaczego nie spała w swoim dormitorium i przegapiła pierwsze zajęcia. Szczerze mówiąc, nie chciała sobie nawet wyobrażać, co wszyscy myśleli. Jej podejrzenia potwierdziły ślizgonki, zachowujące się doń naprawdę wrogo.
Na historii magii nie była w stanie dalej ignorować swoich przyjaciół. Mimo że nie siedzieli razem, odległość ławki nijak ich powstrzymała od szeptania. Profesor Binns sprawiał wrażenie niewzruszonego, tak więc najprawdopodobniej rozmawiający uczniowie zupełnie mu nie przeszkadzali, nawet za życia.
– Co robiłaś zeszłej nocy, Hermiono? – Longbottom był wytrwały.
– Właściwie to nic. Po prostu wymknęliśmy się do Hogsmeade, a potem straciliśmy poczucie czasu – odpowiedziała, nie zamierzając wdawać się w szczegóły.
– Czemu? – zapytał Mark, chcąc wiedzieć znacznie więcej. – To do ciebie zupełnie niepodobne. Czy Riddle zmusił cię do złamania regulaminu?
– Nie, a wręcz przeciwnie. – Z irytacją przewróciła oczami. – Szczerze mówiąc, to był mój pomysł.
Nie dałaby sobie za to głowy uciąć, ale wydawało jej się, że usłyszała ciche „no pewnie, jakżeby inaczej" dochodzące z tyłu.
– Dlaczego jednak nie wróciliście na noc? – zapytał chłodnym tonem Lupin.
– Riddle cię nie skrzywdził, prawda? – Longbottom nie wytrzymał napięcia i odezwał się, zanim udzieliła odpowiedzi Amarysowi.
Hermiona jęknęła pod nosem. Merlinie, co właściwie sobie myśleli? Z cichym westchnieniem postanowiła nie rozważać tej kwestii.
– Już mówiłam, że potrafię się obronić – oświadczyła, poirytowana do granic możliwości. – Poszliśmy do Hogsmeade, zapomnieliśmy o czasie, a potem znacznie się ściemniło i było zbyt późno, żeby wracać do zamku, więc spędziliśmy noc w miasteczku. – Nie podobało jej się to, że musiała okłamywać przyjaciół, ale przecież nie mogła im powiedzieć, co się naprawdę wydarzyło. Aportacja przez bariery Hogwartu była niewykonalna, więc nawet nie zamierzała o tym wspominać.
– Czyli spędziłaś noc z Riddle'em? – Longbottom był oburzony.
– Skończ z tą wścibskością, Mark. – Lupin wkroczył do akcji.
Gdyby Hermiona miała pewność, że Tom nie będzie nań zły, spróbowałaby uspokoić przyjaciela. Teraz jednak, wiedząc, że nadal się gniewa, postanowiła nie ryzykować.
– Zostałaś ukarana za opuszczenie zamku? – zapytał Weasley.
– Jeszcze nie, ale po lekcjach muszę porozmawiać z profesorem Dumbledore'em – odpowiedziała zgodnie z prawdą ściszonym głosem.
– Myślę, że nie musisz się bardzo martwić. Nasz opiekun jest naprawdę pobłażliwy – stwierdził uspokajającym tonem Amarys, ale miała na ten temat inne zdanie.
– Kara nie będzie zbyt surowa – poparł przyjaciela Richard.
– Yhym, zwłaszcza jak zwalisz całą odpowiedzialność na Riddle'a – dodał mrocznym tonem Mark.
– Absolutnie wykluczone. – Hermiona pokręciła głową. – Już mówiłam, że to był mój pomysł, tak więc zrzucanie nań winy będzie największą podłością. Niepotrzebnie go w to wciągnęłam.
Longbottom wyburczał coś pod nosem, ale niczego nie zrozumiała. W międzyczasie Binns skończył zajęcia.
– Chcę, żebyście przeczytali o wojnie goblinów z 1263 roku, prowadzonej przez Gorika Krwiopijcę przeciwko Wiślarowi, królowi północnego plemienia – podsumował profesor.
Szybko zanotowała tę informację, ale najprawdopodobniej była jedyną osobą, która to zrobiła, pominąwszy równie pilnego Lupina. Następnie sprzątnęła przybory ze stolika i wyszła z sali lekcyjnej, zaś chłopcy niestrudzenie deptali jej po piętach. Zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, dołączyły doń jej współlokatorki z dormitorium. DeCerto nie spodobał się ten zainteresowany błysk, gdy się uśmiechnęły.
– Rozumiem, że dobrze się bawiłaś zeszłej nocy? – zapytała podejrzanie niewinnym głosem Rose, kiedy dziewczęta przechodziły obok. Razem z Lucią wybuchnęły gromkim śmiechem, a Hermiona zagotowała się ze złości.
Czy te plotkary naprawdę nie wiedziały, kiedy należy się zamknąć i przestać kłapać dziobem? Oczywiście, nie odpowiedziała na zaczepkę, ale nie wyglądało na to, żeby koleżanki tego oczekiwały, bowiem nawet na moment nie zwolniły kroku, cały czas chichocząc pod nosem. Zacisnęła dłonie w pięści i spróbowała uspokoić oddech. Gdy spojrzała z powrotem na przyjaciół, ci mieli zmarszczone czoła, a Longbottom był po prostu przerażony. Zdecydowanie nie podobały mu się insynuacje współdomowniczek, a reagował gwałtownie przez wzgląd na swoją głupią zazdrość. DeCerto postanowiła to zignorować, gdyż i tak miała na głowie wystarczająco problemów.
– Stało się coś ciekawego, gdy mnie nie było? – zapytała, chcąc zmienić temat.
Mark nie wyglądał na skłonnego do porzucenia poprzedniego tematu i właśnie otwierał buzię, żeby wyrazić swe niezadowolenie, ale na szczęście wyprzedził go Richard, który najprawdopodobniej w porę wyciszył następną sprzeczkę.
– Jasne. – Uśmiechnął się radośnie. – Niemniej jednak więcej szczegółów udzieli ci Amarys – dodał ze złośliwością.
Najpierw spojrzała na Weasleya, a potem przeniosła wzrok na Lupina, który gwałtownie się zaczerwienił.
– Och, naprawdę? – zaświergotała. – Co się wczoraj wydarzyło, Amarysie?
Chłopak zerknął na swoje stopy.
– Eee, no bo…
Hermiona natychmiast się rozczuliła, gdyż Lupin nigdy wcześniej się tak nie denerwował, ani nie zacinał. Oczywiście, od każdej reguły był wyjątek. Zazwyczaj tracił nad sobą panowanie i tak się rumienił, kiedy w pobliżu kręciła się pewna jasnowłosa panna.
– Czyżby miało to coś wspólnego ze Stellą Lovegood? – drążyła z miną niewiniątka.
Gryfon zaczerwienił się jeszcze mocniej, zaś Weasley palnął go żartobliwie w ramię.
– No odpowiedz wreszcie! Zgadnij, kto zdobył dziewczynę.
– Gratulacje! – Uśmiechnęła się radośnie. – Od razu wiedziałam, że cię lubi – dodała i zauważyła, że zrobił się bardzo zadowolony, usłyszawszy ostatnie zdanie.
Lupin wreszcie uniósł wzrok i nieśmiało odwzajemnił gest.
– To było oczywiste – powiedział z irytacją Longbottom, dodając swoje trzy grosze. Pokręcił przy tym głową z udawanym smutkiem. – Co tu właściwie jeszcze robisz? – zapytał chytrze. – Jestem pewien, że twoja dziewczyna już na ciebie czeka – dodał, popychając przyjaciela w głąb korytarza. – Pokój wspólny Ravenclawu jest w tamtą stronę.
Amarys odwrócił głowę, zaś Hermiona uśmiechnęła się z rozbawieniem. Ostatecznie wzruszył ramionami i popędził we wskazanym kierunku.
– Taki z ciebie flirciarz! – krzyknął za nim Mark.
Hermiona przypuszczała, że Lupin zarumienił się w biegu, ale nijak mogła to potwierdzić, zaś grupa przechodzących obok drugorocznych wbiła zszokowane spojrzenia w Longbottoma i aż zaniemówiła z wrażenia. Zachichotała, a potem pociągnęła przyjaciela do pokoju wspólnego gryfonów.
Jakiś czas później Hermiona z niechęcią poszła do gabinetu Dumbledore'a. Naprawdę nie chciała z nim rozmawiać. Kiedyś czuła się przy nim bezpiecznie, ale teraz, znalazłszy się w przeszłości, budził w niej zaniepokojenie i czasem nawet strach. Wciąż miała wyrzuty sumienia, że musiała go zantagonizować, ale nie widziała innego sposobu, aniżeli posunięcie się do szantażu. W przeciwnym wypadku z pewnością odesłałby Toma do sierocińca. Bez względu na to, jak był nią rozczarowany, mogła żyć ze świadomością, iż musiał mieć naprawdę dobry powód, żeby obdarzyć ją niechęcią. Z trudem przełknęła poczucie winy i przywdziała maskę zarozumiałej czystokrwistej, pozbawionej wszelkich zahamowań. Powinna grać swą rolę, niezależnie od okoliczności. Nie mógł jej przejrzeć.
Zapukała do drzwi, a następnie poczekała na zaproszenie. Otworzyła wrota i została powitana przyjemną, domową atmosferą panującą w gabinecie. Gdy powędrowała wzrokiem do nauczyciela, przypomniała sobie, że nie powinna ulegać pozorom, ponieważ wcale nie jest tutaj mile widziana. Zobaczywszy gościa, mężczyzna zmarszczył brwi, ale nie zaprzestał uważnej obserwacji.
– Proszę usiąść, panno DeCerto – powiedział, wskazawszy krzesło naprzeciwko biurka.
Hermiona zajęła miejsce i spojrzała nań wyczekująco, starając się ukryć zdenerwowanie. Prawie zapadła się w sobie, kiedy niebieskie oczy zamigotały chłodem, zamiast ciepłem. Wciąż smucił ją fakt, iż była uważana za mroczną czarownicę, chociaż prawda była zgoła inna. Mimowolnie się zastanowiła, czy Tom zawsze czuł do nauczyciela podobną niechęć, ale potem zrozumiała, że w sumie od zawsze go nienawidził i nie sposób tego porównywać. Co gorsza, nieufność Dumbledore w stosunku do Riddle'a nie była wszak bezpodstawna.
– Gdzie wczoraj zniknęliście? – zapytał po chwili milczenia profesor.
Spojrzała nań oraz skryła wstyd i poczucie winy za beznamiętną maską.
Czas rozpocząć przesłuchanie.
– W Hogsmeade – wymamrotała z pewną dozą skruchy.
– Rozumiem. – Dumbledore ani drgnął. – Gdzie się zatrzymaliście? – kontynuował, patrząc nań przeszywająco.
– Co takiego? – spytała, zdezorientowana.
– Jestem przekonany, że nie spaliście na ulicy – wytłumaczył ze spokojem. – Musieliście gdzieś przenocować.
– Ja…
– Proszę nie zapominać, panno DeCerto, że mogę zweryfikować wasze zeznania, po prostu pytając o zakwaterowanie miejscowych karczmarzy – dodał chłodniejszym tonem, widząc, że na siłę próbuje wymyślić doskonałą wymówkę.
Z trudem przełknęła ślinę, bo cóż mogła powiedzieć? Oczywiście, mogłaby wykombinować coś innego i podsunąć pomysł z aportacją gdzieś indziej poza barierą, gdyby nie drobna niedogodność, iż w rzeczywistości nie miała licencji na aportację.
– Powtórzę pytanie. Gdzie byliście?
– W porządku – stwierdziła miękkim głosem, starając się wyglądać na zakłopotaną. – Nie chciałam się do tego przyznać, ale najwidoczniej nie mam innej opcji. Wymknęliśmy się razem do Hogsmeade – kontynuowała, patrząc na swe dłonie, a następnie podniosła wzrok i skrzyżowała spojrzenie z profesorem. – Trochę przesadziliśmy i się upiliśmy. Zamierzaliśmy normalnie wrócić do zamku, ale przeceniliśmy nasze umiejętności i zawiedliśmy. – Czuła się okropnie, znów okłamując Dumbledore'a, ale nie widziała lepszej alternatywy. Naturalnie, była winna wykroczenia, ale z zupełnie innego powodu. – Zgubiliśmy się gdzieś pomiędzy Hogsmeade a Hogwartem, więc zostaliśmy tam na noc. Mieliśmy różdżki i rzuciliśmy na siebie zaklęcia ogrzewające i ochronne – dodała, podtrzymując maskę. – W takim stanie zastał nas poranek.
Nauczyciel przez chwilę nań patrzył i gdyby nie była doświadczą oklumentką, powiedziałaby, że posuwa się do legilimencji.
– Uczę w tej szkole od dłuższego czasu i potrafię rozpoznać, czy uczniowie mnie okłamują – podsumował z rozczarowaniem w głosie, które sprawiło, że niemal się skrzywiła.
Uniosła brwi, będąc pod wielkim wrażeniem. Był cholernie dobry, nawet bez uciekania się do magii umysłu. Miała pewność, iż nie spróbował spenetrować jej myśli, ponieważ nie poczuła nawet najdelikatniejszego nacisku na bariery, które postawiła.
– Sugeruję jednak postawić na szczerość, panno DeCerto.
Szkoda, że nie wiedział, iż rzeczywistość była nieprawdopodobna. Hermiona nie mogła przecież wyznać, że przebiła się przez magię strażniczą szkoły, a potem zmaterializowała się w Londynie. Jeżeli zdecydowałaby się ujawnić rąbka tajemnicy, dlaczego miałaby się powstrzymywać od przyznania się do kradzieży manuskryptu, opowiedzenia o Czarnej Różdżce i swoich problemach z podróżą w czasie?
– Jestem szczera, profesorze – odpowiedziała ze stanowczością.
Jej deklaracja spotkała się z niezręczną ciszą. Dumbledore spojrzał nań swoimi jasnoniebieskimi oczami i musiała się powstrzymać przed skrzywieniem, czy wierceniem się na krześle. Cholernie tęskniła za dyrektorem, którego znała z przyszłości. Nigdy nie rzucał jej podejrzliwych spojrzeń, nie wywierał presji, nie stosował podobnych metod przesłuchiwania, ani nie posądzał jej o potajemne robienie strasznych rzeczy. Szczerze mówiąc, ledwo mogła znieść tę nieufność. Jakże pragnęła zrzucić ten ciężar z ramion i powiedzieć mu wszystko, niczym na spowiedzi. Chciała, żeby zrozumiał, dlaczego tak postąpiła oraz że naprawdę jej daleko do mrocznej czarownicy, że walczyła po właściwej stronie. Nade wszystko pragnęła usłyszeć, że postępuje słusznie.
Czuła się bardzo zagubiona. Zanim zginął, zawsze był dla wszystkich kompasem moralnym. Paradoksalnie, teraz uważał, że ma do czynienia z mroczną czarownicą. Musiała przyznać, że naprawdę było jej trudno podtrzymywać tę grę, kiedy w rzeczywistości pragnęła werbalnego potwierdzenia, iż jest dobra, a jej sprawa słuszna. Nie mogła sobie jednak pozwolić na żadne potknięcia.
– Czy naprawdę chce pani podążać właśnie tą ścieżką? – zapytał po dłuższej chwili milczenia, nagle brzmiąc na straszliwie zmęczonego i sponiewieranego.
– Słucham? – spytała, szczerze zdezorientowana.
– Wiem, jaki jest Tom. Obserwowałem go od dłuższego czasu. Starałem się odciągnąć go od mrocznej ścieżki, którą sobie obrał – powiedział ze smutkiem profesor. – Niestety nadaremnie. Myślę, że jest już stracony i bardzo tego żałuję.
Hermiona poczuła się okropnie, patrząc w te niebieskie, szalenie zrezygnowane oczy. W pewien sposób go rozumiała. Nadal była przeciwniczką sposobu, w jaki starał się pomóc, ale wiedziała, że mu na nim zależało.
– Zawsze się zastanawiałem, czy mogłem zrobić coś więcej. Może gdybym bardziej się postarał, mógłbym zmienić jego nastawienie i światopogląd – kontynuował z żalem, a następnie pochylił się do przodu. Mimo że nadal zachowywał dystans, przestał roztaczać wokół siebie chłód. – Widzi pani, kiedy po raz pierwszy spotkałem Toma, miał zaledwie jedenaście lat, ale już wtedy wiedziałem, że będzie podatny na czarnomagiczne pokusy. Obiecałem sobie, że będę dlań podporą i moralnym drogowskazem, ale ostatecznie go zawiodłem. – Dumbledore urwał na moment. – Teraz muszę zaakceptować fakt, iż ratunek jest niemożliwy. Szkoda patrzeć, jak marnuje swój talent, gdyż miał szansę stać się naprawdę potężnym czarodziejem. Żałuję, że zdecydował się pójść inną ścieżką i nie potrafił oprzeć się Czarnej Magii. – Ponownie westchnął i na chwilę przymknął oczy. Kiedy uniósł powieki, znów spojrzał na Hermionę przeszywającym wzrokiem. – Wiem, co reprezentują sobą mroczne sztuki, panno DeCerto. Oferują przede wszystkim moc i niezrównaną siłę. Lubią wabić i usidlać czarodziejów. Obiecują spełnienie marzeń oraz rzeczy, które wymagają niesamowicie wiele odwagi, głównie zdolności, o których się śniło, ale coś zawsze stawało na przeszkodzie – albo mniejsze predyspozycje, albo brak czasu, a nawet brak motywacji do działania. Czarna Magia oferuje prawie wszystko. Im powiązanie jest mocniejsze, tym większe są pragnienia. Wszystko to powoduje, że więź się zacieśnia i uniemożliwia potencjalny odwrót. Pociąg ten wzbudza zaufanie i podsyca przeświadczenie o własnej niezwyciężoności. Skuszony czarodziej ma wrażenie, że jest wystarczająco silny i inteligentny, żeby kontrolować ciemność i wiedzieć, kiedy należy przestać. Wydaje mu się, że jest w szczytowej formie. – Dumbledore potrząsnął ze smutkiem głową. – Niedługo później przychodzą wątpliwości dotyczące kontroli nad ciemnością. Wkrótce czarodziej uświadamia sobie, że jest potykającym się ślepcem, który stał się dla mroku niczym innym niż zabawką. Dopiero wtedy przychodzi zrozumienie, że mroczne sztuki są zwodnicze, ale wtedy jest za późno, aby zawrócić. Czarna magia to okrutna, bezlitosna kochanka, która składa dużo obietnic, ale żadnej nie dotrzymuje. Zamiast tego, coraz mocniej zaciska czarodziejowi pętlę na szyi, aż w końcu stanie się bezwolną marionetką. – Skinął głową, patrząc nań ze smutkiem. – To właśnie ścieżka, którą zdecydował się podążać Tom Riddle, panno DeCerto. Sprawia mi ból przyglądanie się temu procesowi, ale mam związane ręce. Znalazł się poza moim zasięgiem.
Hermiona była poruszona, ale nie pozwoliła swojej masce na opadnięcie. Wiedziała, że nauczyciel miał rację, gdyż na własnej skórze przekonała się, czym naprawdę są mroczne sztuki. To odrażająca gałąź magii, aczkolwiek szalenie ponętna. Nigdy nie pozwoliła się skusić, ale pojmowała wagę oferty i podkładaną potęgę, niebezpieczną i upiorną z natury.
Dumbledore się jednak mylił. Tom wciąż był w zasięgu, wciąż mógł skorzystać z pomocy. Paradoksalnie, trochę się obawiała, ponieważ dziś rano zobaczyła w jasnoszarych oczach karmazynowy błysk, którego się wystraszyła. Czasem nadal miała do czynienia z Lordem Voldemortem.
Był najpotężniejszym czarodziejem, jakiego spotkała – potężniejszym nawet od Albusa Dumbledore'a. Miał doskonałe wyczucie magii i rozległą wiedzę. Był najprawdziwszym mistrzem czarnej magii. Ostatecznie stracił wszystko, nawet samego siebie, gdyż za bardzo się zatracił.
– Jest pani pewna, że chce podążać za Tomem? – zapytał po dłuższej chwili milczenia profesor.
– Co takiego…?
– Jest bardzo charyzmatyczny i, kiedy pragnie, bardzo przekonujący – kontynuował ze współczuciem.
Hermiona spojrzała nań zdezorientowana. Co chciał przez to powiedzieć? Że przebywanie w pobliżu Toma było niebezpieczne?
Cóż, żadna nowość.
– Zaślepienie jest poważnym błędem, panno DeCerto – dodał ściszonym głosem. – Błagam cię, żebyś się opamiętała i wybrała własną ścieżkę.
Prawie wytrzeszczyła oczy, zrozumiawszy przekazywane implikacje. Dumbledore był święcie przekonany, że jest jedną ze zwolenniczek Voldemorta. Właśnie dlatego posunął się do wykładu na temat kuszącej potęgi czarnej magii. Chciał pokazać jej inną drogę i odciągnąć od tej mrocznej. Wzięła głęboki oddech. Tak bardo chciała powiedzieć mu, że jest w błędzie, że jest jasną czarownicą i nie zamierza ulec ofercie.
Oczywiście, musiała zachować zimną krew i zdusić to pragnienie w zarodku. Zdradzenie profesorowi prawdy wiązało się z niesamowitym ryzykiem, którego nie zamierzała podejmować. Co więcej, wiedziała, że była jedyną osobą, która powstrzymywała Dumbledore'a przed odesłaniem Toma do sierocińca i wygnaniem go z magicznego świata. Próbowała wszystkiego, żeby przekonać nauczycieli do zmiany zdania, ale pomógł tylko szantaż. Właśnie w ten sposób skończyła jako mroczna czarownica. Nic dziwnego, że widział w niej popleczniczkę. Nie mając innego wyjścia, postanowiła znów uciec się do kłamstwa.
Przywdziała więc chłodną, wyniosłą maskę i postarała się wyglądać, jakby ostrzeżenie dotyczącej czarnej magii nijak ją poruszyło. To niesamowite, jak dobrą stała się kłamczuchą.
– Doceniam troskę, ale zapewniam, że nie musi się pan o mnie martwić, profesorze. Jestem wystarczająco dorosła, żeby podejmować własne decyzje.
Wiedziała, że powiedziała to w bardzo zimny i poniekąd niegrzeczny sposób, ale naprawdę właśnie tak myślała. Zdecydowanie nie potrzebowała zamartwiającego się Dumbledore'a. Oczywiście, miał dobre intencje, ale nienawidziła się za konieczność opowiadania bujd. Okazywana przez niego troska tylko podbudowywała jej wyrzuty sumienia.
– Widzę, że odmawia pani zmiany. Niemniej jednak proszę pamiętać, że drzwi mojego gabinetu są zawsze otwarte. – W oczach profesora zalśnił bezbrzeżny smutek. – Jeżeli zda sobie pani sprawę, że podążanie za Tomem w ciemność jest poważnym błędem, proszę mnie poszukać, gdyż zawsze znajdę czas na rozmowę. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pani pomóc.
Hermiona skinęła głową i wstała z krzesła, próbując wyglądać na spokojną. Podeszła do drzwi i chwyciła za klamkę, ale zanim zdążyła wyjść na korytarz, nauczyciel się zreflektował.
– Och, byłbym zapomniał – zagaił, więc odwróciła się doń z pytającym wyrazem twarzy. – Czterdzieści punktów do Gryffindoru, panno DeCerto. Za złamanie szkolnego regulaminu i opuszczenie zamku bez pozwolenia – dodał pozbawionym emocji głosem.
Znów pokiwała głową. Szczerze mówiąc, spodziewała się czegoś znacznie gorszego. Czy potraktował ją łagodniej, ponieważ wciąż miał nadzieję, że zmieni zdanie i przyjdzie doń po pomoc? Nie wiedziała, dlatego też wyszła z gabinetu na chwiejnych nogach.
Czuła się po prostu okropnie. Jej życie komplikowało się z minuty na minutę. Dumbledore najwyraźniej widział w niej mroczną czarownicę, uparcie podążającą ścieżką czarnej magii, aż do swej niechybnej zguby. Tom obecnie pałał doń nienawiścią, gdyż miała tajemnice i nie opowiedziała mu o swojej przeszłości. Co gorsza, dawne życie i bolesne wspomnienia wracały do niej w najbardziej nieoczekiwanych momentach, co również przysparzało niemałych problemów. Na domiar złego nieświadomie podpadła Gellertowi Grindelwaldowi. Trzech problemów nie mogła na ten moment rozwiązać, tak więc postanowiła skoncentrować się na Tomie. Naprawdę musieli porozmawiać.
Zgodnie z mocnym postanowieniem, pomyślała nad znalezieniem swojego chłopaka. Zdecydowanie nie chciała opowiadać mu o Ronie, ale wyglądało na to, że nie miała innego wyjścia. Odkąd pokłócili się w wynajętym mugolskim pokoju, nie odezwał się doń ani jednym słowem. Schodząc do lochów, mimowolnie się zastanowiła, od czego powinna zacząć tę trudną rozmowę. Tom był zazdrosny, bo dowiedział się, że wcześniej również oddała komuś serce. Niemniej jednak będzie musiał pogodzić się z sytuacją, bo przecież nie zakładał, że jest jej pierwszym chłopakiem, prawda? Z drugiej strony, sam powiedział, że gruncie rzeczy nie ma większego doświadczenia w „związkowych" sprawach, bo zazwyczaj zawierał krótkoterminowe znajomości. Co więcej, najprawdopodobniej była pierwszą osobą, z którą nawiązał bliższą relację i której zwierzył się z problematycznej przeszłości. To zdecydowanie nie poprawiało sytuacji.
Gdy tak przechadzała się po lochach w poszukiwaniu wejścia do pokoju wspólnego ślizgonów, została zaskoczona przez najnieprzyjemniejszą osobę w całym zamku.
– Panno DeCerto!
Naturalnie, od razu zrozumiała, z kim miał do czynienia. Hermiona jęknęła głośno, nie przejmując się echem. Gdy się odwróciła, rzeczywiście zobaczyła, że w jej stronę maszerowała Legifer. Jak zawsze, wyglądała nieskazitelnie, co tylko przyprawiało o ból głowy. Ciemne włosy związała w koka, z którego nie uciekał ani jednej zabłąkany kosmyk. Gdy znalazła się bliżej, obrzuciła dziewczynę urażonym spojrzeniem i, oczywiście, poczuła się osobiście dotknięta tym, co zobaczyła, przede wszystkim nieposkromionymi, nieuczesanymi włosami.
Nauczycielka potrząsnęła z dezaprobatą głową, ale powstrzymała się od komentarza dotyczącego pozostawiającego wiele do życzenia wyglądu podopiecznej, zamiast tego skupiając się na czymś zgoła innym.
– Proszę sobie nie myśleć, że nie słyszałam o pani ostatnim wyskoku, panno DeCerto – powiedziała ostrym głosem i spojrzała nań wyczekująco, zupełnie jakby oczekiwała wylewnych przeprosin i nie wiadomo czego. Gryfonka nie widziała żadnego powodu do uniżenia się, toteż milczała. – Nie mogłam uwierzyć, ale potem zrozumiałam, że właściwie nie powinnam być zaskoczona – kontynuowała, nie otrzymawszy odpowiedzi. – Od samego początku wiedziałam, że będzie pani sprawiać kłopoty, od naszego pierwszego spotkania na korytarzu. Nigdy wcześniej nie poznałam bardziej nieokrzesanej młodej kobiety.
Hermiona uniosła hardo głowę i zmarszczyła brwi. Czego ta baba od niej chciała…? Powoli zaczynała odnosić wrażenie, że Legifer po prostu lubi się nań wyżywać.
– Wielokrotnie ostrzegałam pana Riddle'a. Mówiłam mu, że jesteś problematyczną panną, która sprowadzi na niego duże kłopoty.
Zacisnąwszy dłonie w pięści, dziewczyna na poważnie rozważyła wyciągnięcie różdżki. Jakim prawem ta kobieta postanowiła wściubić nos w nieswoje sprawy i gnębić również Toma? Oczywiście, chłopak wolał przemilczeć drażliwą kwestię.
– Najpierw wykroczyła pani poza swoje kompetencje i wmanewrowała pana Riddle'a w szlaban na zajęciach obrony przed czarną magią. Popisała się pani wówczas niegodnym i nieprzyzwoitym zachowaniem, gdyż powinna wiedzieć lepiej. Kobieta nie powinna stawać w szranki z mężczyznami, którzy są silniejsi. Miejsce młodej panny jest gdzieś indziej.
Hermiona musiała zacisnąć usta w cienką linię, bo inaczej po prostu by wybuchła i podniosła głos na Legifer. Oczywiście, wiedziała, o który incydent jest rugana. Nienawidzili się wówczas z Tomem i udowodnili to na lekcji pojedynków, kiedy to puściły im hamulce i uciekli się do rzucania bardziej niebezpiecznych zaklęć. McGray wlepił im szlaban, który odpracowali w Zakazanym Lesie. Wina była obopólna, podsumowała ze złością.
– Teraz znów przekroczyła pani granicę dobrego smaku, ponownie wpędzając pana Riddle'a w kłopoty. – Nauczycielka spojrzała nań surowo. – Jest jeszcze gorzej niż poprzednim razem. Takie zachowanie jest niewybaczalne. Byłam prawdziwie zszokowana, gdy usłyszałam, co pani wykombinowała. Muszę powiedzieć, że to wstyd mieć taką uczennicę.
Och, biedactwo. DeCerto z trudem powstrzymała się od przewrócenia oczami i w duchu pogratulowała sobie wytrwałości.
– Kto to widział, żeby młoda kobieta zaciągała mężczyznę do jakiegoś podejrzanego baru w Hogsmeade – kontynuowała ze szczerym oburzeniem Legifer. – Nigdy nie słyszałam o większej hańbie. – Wbiła w Hermionę potępiające spojrzenie, najprawdopodobniej licząc na ciche, skruszone przeprosiny. Oczywiście, ta nadzieja była płonna. – Nie wstyd pani? – zapytała, ale nie otrzymała żadnej odpowiedzi. – Jeżeli nie zależy pani przynajmniej na swojej reputacji, proszę pomyśleć o świetle, w jakim stawiany jest pan Riddle. To wspaniały, młody człowiek, któremu przysparza pani masę problemów.
Ironia tych stwierdzeń była wprost niewyobrażalna, niemniej jednak sprawiła, że dziewczyna poczuła się nieswojo. Legifer, naturalnie, nie miała racji, ale w jej słowach tkwiło ziarno prawdy. Czuła się cholernie winna temu, że zaciągnęła Toma do Londynu, choć z zupełnie innych powodów, aniżeli sugerowała nauczycielka. Zirytowała się tym, że musiała przyznać wiedźmie rację.
To przechyliło szalę.
– Z całym szacunkiem, ale cokolwiek pani sobie myśli, to profesor Dumbledore jest głową mojego domu. Nie ma pani najmniejszego prawa mnie ukarać – syknęła z jadem.
– Co za bezczelność! – Nauczycielka była oburzona. – Zapewniam panią, że wrócimy do tego tematu podczas piątkowego szlabanu.
O radości, westchnęła w myślach.
– Coraz bardziej skłaniam się ku opinii, że pani los jest przesądzony – podsumowała surowym głosem Legifer, patrząc nań z naganą. – Jeżeli nie zmieni pani swojego postępowania, jestem przekonana, że wkrótce zostanie pani sama. Tylko Melin wie, dlaczego w pierwszej kolejności dostała pani szansę od losu.
Hermiona warknęła pod nosem, nie próbując nawet powstrzymywać swojej magii.
– Bardzo dziękuję, pani profesor. Myślę, że najrozsądniej będzie omówić to w piątek – powiedziała z naciskiem, po czym odwróciła się na pięcie i zostawiła rozgniewaną nauczycielkę na środku korytarza.
Potrzebowała chwili, żeby się uspokoić. W międzyczasie dotarła do lochów, a jej wściekłość została zastąpiona przez zwyczajny niepokój. Prawda skryta za słowami Legifer wciąż ją gnębiła. Z pewnością była winna całej sytuacji – nie zapytawszy o zgodę, porwała Toma i aportowała się razem z nim do Londynu, a potem przez sen wspomniała o Ronie. Pomyślawszy o byłym narzeczonym, ponownie musiała stłumić nadchodzące wspomnienia i zwalczyć ucisk w sercu. Musiała porozmawiać z Tomem i wreszcie wyjaśnić tę sprawę.
Po dłuższej chwili błądzenia przystanęła pod gołą, kamienną ścianą, cholernie sfrustrowana. Wiedziała, że to wejście do pokoju wspólnego Slytherinu, ale nie znała hasła. To, które poznała kilka dni temu, kiedy miała opatrywane w dormitorium rany, najwyraźniej już zostało zmienione. Nie zostało jej nic, tylko przyczajenie się i poczekanie, aż ktoś postanowi wejść do środka lub wyjść na zewnątrz. Westchnęła, przeklinając pod nosem system domowy Hogwartu.
W pewnym momencie zastanowiła się, czy warto użyć magii, aby zneutralizować ścianę, ale właśnie wtedy wypatrzyła na horyzoncie grupę trzecio- lub czwartorocznych ślizgonów. Gdy podeszli bliżej, obrzucili ją podejrzliwym spojrzeniem, które zignorowała.
– Cześć. Mógłbyś zlokalizować Toma Riddle'a i powiedzieć mu, że czekam na korytarzu? – zagaiła do jasnowłosego chłopca, po czym musiała stłumić chichot, gdy ten zamarł w zupełnym bezruchu.
– Riddle'a…? – spytał, nagle zdenerwowany. – Chcesz, żebym podszedł do Riddle'a…?
Hermiona przewróciła oczami. To niesamowite, że Tom wzbudzał strach nawet wśród młodszych roczników. Ciekawe, czy kiedyś zrobił coś temu czwartoklasiście, czy po prostu wyprzedzała go reputacja.
– Owszem, byłabym wdzięczna – odpowiedziała. – Powiedz mu, proszę, że jestem jego dziewczyną.
Chłopak pokiwał gwałtownie głową, najprawdopodobniej zbyt rozemocjonowany, żeby sklecić sensowne zdanie. Wyglądało na to, że będąc w pokoju wspólnym, Tom porzucał fasadę idealnego ucznia i pokazywał odrobinę swojego prawdziwego charakterku. W milczeniu patrzyła, jak młodsi uczniowie, bladzi niczym ściana, przechodzą przez przejście i zastanowiła się, czy nie lepiej byłoby po prostu skorzystać z okazji, ale ostatecznie postanowiła zawierzyć posłańcowi. Zdecydowanie nie czułaby się komfortowo z wężowisku, tak więc pozostała na korytarzu.
Nim minęło pięć minut, zwątpiła, że Tom w ogóle został poinformowany. Chwilę później na poważnie rozważyła poddanie się i wrócenie na wyższe piętra. Właśnie wtedy, kiedy miała odejść, przejście się otworzyło i chłopak wyszedł na zewnątrz. Miał na sobie ciemne spodnie i białą koszulę, ale nie założył bezrękawnika i krawatu.
– Cześć – przywitała się nieśmiało, ale nie została ciepło potraktowana.
– Chciałaś porozmawiać?
– Owszem. Może się przejdziemy? – zapytała, gestem wskazawszy korytarz.
Skinął głową i zrobił krok naprzód, więc ruszyła za nim. Szedł tuż obok, ale nawet nań nie spojrzał. Miał kompletnie nieczytelną minę, przez co postanowiła po prostu postawić na szczerość. Jakby nie patrzeć, był ślizgonem z krwi i kości, a to zaś znaczyło, że może poczuć się zaskoczony przez wylewność i, wzięty pod włos, przyznać się do rzeczy, o których w normalnych okolicznościach milczałby niczym zaklęty.
– Jesteś na mnie zły? – zagaiła, a kiedy nie otrzymała odpowiedzi, westchnęła ciężko. – Uznam to za „tak". Rozmawiałam z Dumbledore'em. Może pocieszy cię fakt, że wyszło naprawdę okropnie i odebrał Gryffindorowi masę punktów. Jestem pewna, że Slytherin wygra w tym roku Puchar Domów. – Zaryzykowała zerknięcie na chłopaka. Wciąż szedł spokojnie obok niej. Chociaż wyglądał niewzruszenie, miała pewność, że uważnie słuchał każdego słowa. – I znowu rzucił mu to charakterystyczne spojrzenie, którego zazwyczaj stajesz się obiektem. Wyglądał na szczerze przekonanego, że planuję coś złego.
Nadal żadnej reakcji, pomyślała, ponownie sfrustrowana. Cóż, kontynuujmy.
Tom zmierzył Hermionę wzrokiem. W kółko mówiła o drobiazgach, zgrabnie omijając jedyną kwestię, która mąciła mu w głowie. Był szalenie zaniepokojony porannym incydentem, a słowa, które przypadkowo usłyszał, nadal go przerażały. Kimkolwiek był Ron, martwy czy też nie, wciąż coś doń czuła. Naturalnie, nie mógł tego zaakceptować, bowiem nie zamierzał dzielić się z nikim swoją własnością. Gdy tylko przypominał sobie, że wyznała miłość innemu chłopakowi, będąc odprężoną, zadowoloną i ewidentnie szczęśliwą, natychmiast czuł się chory. Nie tak wszystko zaplanował. Jak to się stało, że miała na niego ogromny wpływ, mimo że była zaledwie dziewczyną. Przecież powinno być na odwrót.
Wtem spojrzała nań z troską w oczach. Z nieśmiałym uśmiechem podeszła bliżej i delikatnie wzięła go za rękę, dodając mu otuchy. Automatycznie poczuł rozchodzące się po ciele przyjemne ciepło i szybko wyszarpał dłoń z uścisku.
Był panem, a ona cennym nabytkiem, więc dlaczego został pozbawiony kontroli? Czemu role się niespodziewanie odwróciły?
Uświadomienie sobie podstawowych faktów tylko dodatkowo go rozwścieczyło. Nienawidził zależności od innych i bycia sterowanym. Odkąd pamiętał, wokół zawsze kręcili się ludzie, którzy na różne sposoby próbowali go ujarzmić i kontrolować – pani Cole, Carter, czy Dumbledore. Oczywiście, żadne z nich nie odniosło sukcesu, bo zawsze stawał okoniem i walczył. Nikomu nie pozwolił zdobyć przewagi, nawet minimalnej. Właśnie wtedy pojawiła się Hermiona, która w jakiś niewytłumaczalny sposób miała go w garści. Dziś przegrał spór o własną niezależność, tak po prostu, bez żadnego wysiłku z jej strony. Z rana dobrowolnie się poddał.
Niepojęte.
Miał problem z okiełznaniem uczuć, które przeszywały go na wskroś. Na domiar złego dziewczyna do tej pory nie odpowiedziała mu na pytanie.
Kim jest Ron?
Śniła o innym chłopaku i wyznała mu miłość, a potem postanowiła przemilczeć sprawę, ograniczając się do stwierdzenia, że niedawno zginął. Czy to naprawdę wiele zmieniało? Z pewnością nie kwestię wciąż płonącego serca. Gdzie poznała tamtego faceta? Kiedy się po raz pierwszy spotkali? Umawiali się, czy tylko przyjaźnili? Czy odwzajemniał jej uczucia? Tom prawie oszalał przez natłok pytań, które rozsadzały mu głowę. Jak dotąd, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, podsumował ze złością.
Hermiona została zraniona, kiedy Tom wyszarpnął rękę. Wciąż jest rozgoryczony i kieruje się emocjami, pomyślała, chcąc zracjonalizować to zachowanie. Zaniepokoił się, kiedy przypadkowo usłyszał o Ronie i teraz odreagowuje. Właśnie dlatego się miota.
Gdy dotarli do Wielkiej Sali, zdecydowała się wyjść na zewnątrz, gdzie będą mieć zapewnioną całkowitą prywatność. Może odrobina świeżego powietrza pomoże im uspokoić nerwy i odzyskać wewnętrzny spokój. Jak postanowiła, tak też zrobiła. Bez chwili wahania otworzyła główne wrota.
– W drodze do twojego pokoju wspólnego spotkałam Legifer – kontynuowała, rzuciwszy towarzyszowi szybkie spojrzenie. Najwyraźniej nie chciał niczego wnieść do rozmowy, bowiem uparcie milczał. Spróbowała więc jeszcze raz. – Nie była pod wrażeniem mojego występu, ale myślę, że po prostu mnie nienawidzi. Jest prawdziwym wrzodem na tyłku – zagaiła, ale znów nie zareagował, ograniczywszy się do beznamiętnego patrzenia przed siebie. – Pewnego dnia po prostu stracę panowanie i przeklnę tę kobietę. Całkiem możliwe, że zostanę wydalona za napadł na nauczyciela. Mimo to będzie warto. Jak myślisz? – Kiedy wszystko inne zawiodło, postanowiła go podburzyć. Znów nie otrzymawszy odpowiedzi, wreszcie poddała się nerwom. Wzięła głęboki oddech i dodała: – Co powiedział ci Slughorn? Wlepił ci szlaban?
– Nie – odparł monosylabicznie.
– W takim razie masz szczęście, prawda? – zapytała z wymuszonym uśmiechem, ale Tom tylko wzruszył ramionami. – No powiedzże coś! – krzyknęła, co straciła cierpliwość.
Chłopak przystanął i się doń odwrócił.
Cóż, to miła odmiana, podsumowała, znów mierząc się z jego gniewem. Wyglądało na to, że nareszcie się przełamał.
– Co mam zrobić? Zatańczyć z radości? – zapytał agresywnie, a potem kontynuował o wiele chłodniejszym tonem. – To wspaniały dzień, prawda? Zaczął się niesamowicie przyjemnie. Z godziny na godzinę jest coraz to lepiej. Cudownie, że nie otrzymałem szlabanu za wyskok, za który nie jestem odpowiedzialny. Zamiast tego Slughorn zawiesił mnie w przywilejach prefekta, ale czy to istotne?
Hermiona zamrugała. Był naprawdę wściekły. Może nie powinna była wymusić na nim otwartości, bowiem teraz, ponownie rozgniewany, był onieśmielający.
– Zostałeś zawieszony…? – zapytała. – Na jak długo?
Zmrużył oczy.
– Na dwa tygodnie.
– Przepraszam. Nie przypuszczałam, że tak się skończy – odpowiedziała szczerze.
– Cóż, i tak ci pogratuluję.
– Przepraszam – powtórzyła ściszonym głosem, zżerana przez przytłaczające poczucie winy.
Popełniła straszliwy błąd, poddając się euforii i tracąc kontrolę. Wycieczka do Londynu okazała się brzemienna w skutkach i miała poważne konsekwencje. Chociaż nie miała podobnego zamiaru, zraziła do siebie Toma i wpędziła go w niemałe kłopoty. Teraz górował nad nią w zastraszającej manierze, zdenerwowany, zazdrosny, ale też zagubiony.
– Mówiłaś, że kochasz tego faceta – zagaił, zupełnie jakby czytał w jej myślach. – Jak go poznałaś?
Hermiona nie była zaskoczona tą nagłą zmianą tematu. Jednak miała rację, kiedy myślała o sednie problemu. Gdy ślizgon wreszcie wyszedł ze swojej skorupy, zamierzał uzyskać odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.
– Chcesz go odzyskać? – kontynuował z gniewem. – To oczywiste, bo wciąż ci na nim zależy – dodał z fałszywą troską.
Znów zdecydowała się na milczenie, niegotowa na rozmowę o Ronie. Najgorsze było to, że rozumiała podstawy zazdrości Toma.
– Też cię kochał?
Czuła się cholernie zraniona. Każde wspomnienie o przeszłości było niczym posypywanie solą otwartą ranę. Nie chciała znów zagłębiać się w bolączkach.
W międzyczasie dotarli do hogwardzkiego jeziora. Szarość ponurego nieba odbijała się na gładkiej tafli wody, która nie zachęcała nawet do zamoczenia stóp. Niedaleko zobaczyła ławkę, tak więc postanowiła nań przysiąść. Przesłuchanie doprowadzało ją do białej gorączki. W przeciwieństwie do niej Tom nie usiadł, tylko zaczął wściekle chodzić w kółko.
Już wcześniej wiedziała, że był niesamowicie zazdrosny, ale nie przypuszczała, że to tego stopnia. Szczerze mówiąc, nie miała żadnego pomysłu, w jaki sposób go uspokoić. Z pewnością nie zamierzała kłamać i twierdzić, że Ron nic dlań nie znaczył. Właśnie wtedy zauważyła, że chłopak przestał spacerować i gwałtownie się zatrzymał. Zmrużył oczy i przyjął ofensywną postawę.
– Spałaś z nim? – warknął z chłodem w głosie.
Hermiona uniosła brwi, całkowicie zaskoczona.
– Co…? – zapytała z niedowierzaniem. – Czemu to takie ważne?
Gdy uniknęła odpowiedzi, oczy Toma rozbłysły czerwienią. Wtem zrobił krok naprzód, przez co wstrzymała na moment oddech. W powietrzu czuć było pierwsze cząstki czarnej magii.
– To ważne, bo chcę wiedzieć – odparł, akcentując każde słowo. – Spałaś z nim? – zażądał.
Zebrała się na odwagę, ale nie mogła powstrzymać się przed płytkim, przyspieszonym ze zdenerwowania oddechem.
– Tak.
Powietrze natychmiast zgęstniało, co znaczyło, że Tomowi również puściły nerwy. W momencie roztoczył wokół siebie morderczą aurę i obnażył zęby. Czerwone oczy przybrały głęboką karmazynową barwę, przez co Hermiona była bardziej niż zaniepokojona obrotem sytuacji. Nie widziała żadnego powodu, dla którego tak się złościł. Jakby nie patrzeć, była wtedy dziewczyną Rona.
Kochali się w noc poprzedzającą wyprawę do Ministerstwa Magii, aby stawić przeciwnikowi czoła. Cholernie się wówczas bała. Była pewna, że wszyscy umrą. Wojna toczyła się od dwóch długich lat i mogła zakończyć się następnego dnia. Nie mieli zbyt dużo możliwości – albo przegrają i Voldemort zwycięży, albo zwyciężą i przywrócą czarodziejskiemu światu spokój. Wszystko zależało od ich trójki.
Z nerwów nie mogli zasnąć. Harry wyszedł z namiotu, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i przygotować się mentalnie, więc zostali tylko we dwoje. Właśnie wtedy się do siebie zbliżyli.
To była nasza ostatnia noc, pomyślała z ciężkim żołądkiem.
Kochali się w przeddzień ostatecznej bitwy, która równie dobrze mogłaby kosztować ich życie. Walczyli ze złem zdecydowanie zbyt długo. Poświęcili wiele dla dobra sprawy i potrzebowali trochę ciepła. Stawka była niewiarygodnie wysoka. Nie mogli sobie pozwolić na pogrążenie się w ciemności. Gdyby przegrali, cały kraj pogrążyłby się w mroku, a wiele osób zginęłoby z absurdalnych powodów. Akt, normalnie kojarzony z miłością, został przyćmiony wiszącym nad nimi straszliwym losem. To, co powinno być wspaniałym doświadczeniem, zostało skażone strachem i desperacją.
Wróciwszy wspomnieniami do tamtej nocy, znów poddała się smutkowi. Seks z Ronem był słuszną decyzją, bowiem następnego dnia zginął.
Zamrugała i skupiła się na rzeczywistości. Wbiła spojrzenie w ślizgona, który był rozwścieczony, jak nigdy dotąd. Czarna magia zaciekle tańczyła w powietrzu, z sekundy na sekundę poszerzając swoje terytorium. Czemu był rozgniewany? Nie zrobiłam nic złego, powiedziała sobie, czując rosnący temperament. Spała z chłopakiem, którego szczerze kochała, podczas gdy Tom uprawiał seks z przypadkowymi, ładnymi dziewczętami, które akurat się nawinęły.
– O co się gniewasz? – zapytała, wyzywająco unosząc głowę. – Czy nie spałeś z rzeszą panienek, zanim się zeszliśmy?
Zacisnął usta i zmrużył niebezpiecznie oczy. Nie wyglądał na człowieka, który kierował się w tym momencie logiką i mającymi sens argumentami.
– Owszem, ale ty jesteś kobietą – odparł chłodno.
Hermiona uniosła z oburzeniem brwi. Czyżby znów odzywały się lata czterdzieste? Czy mężczyźni mogli robić, co im się żywnie podoba, podczas gdy kobiety były piętnowane za podobne zachowanie? Zanim zdążyła odpowiedzieć coś kąśliwego, Tom ponownie otworzył buzię, patrząc nań ze złośliwością.
– Nie mogę uwierzyć, że dałaś się zerżnąć niczym tania kurwa.
Otworzyła szerzej oczy, oszołomiona raniącymi słowami. Jak mógł z premedytacją powiedzieć coś tak okropnego? Jak śmiał obrażać Rona i umniejszać czas, jaki z nim spędziła? Utraciwszy samokontrolę, po prostu się rozkleiła. Nie wiedziała, czy to łzy smutku, czy też złości, ale spróbowała z nimi walczyć. Zebrawszy się w sobie, podniosła głowę i spojrzała wprost w krwistoczerwone oczy.
– Nie tobie mnie osądzać – podsumowała, uprzednio głęboko odetchnąwszy.
Przez chwilę na niego patrzyła, ale gdy nie zobaczyła skruchy, czy też złagodzenia emocji, prychnęła pod nosem i potrząsnęła w niedowierzaniu głową. Nie mogąc dłużej powstrzymać płaczu, wstała z ławki i skierowała się do zamku, nawet się nie obejrzawszy przez ramię. Obecność Toma nagle zaczęła jej ciążyć, zwłaszcza po tym, co powiedział. Nigdy wcześniej nie poczuła się bardziej zraniona.
Kiedy przeszła kilka kroków, łzy spłynęły jej po policzkach. Chwilę później została złapana za ramię, co uniemożliwiło ucieczkę. Spróbowała się wyrwać z uścisku, ale nadaremnie, bowiem chłopak był silniejszy. Gdy sapnęła, została odwrócona jednym sprawnym ruchem, ale natychmiast odwróciła wzrok. Nie chciała znów konfrontować się z tymi przeklętymi czerwonymi oczami. Zawsze przypominały jej straszne rzeczy, przez które przeszła w przeszłości i które naprawdę starała się zapomnieć.
– Hermiono?
Nie spojrzała nań, nawet usłyszawszy miękki i zdecydowanie spokojniejszy głos. To, co powiedział, było po prostu podłe. Pociągnęła nosem i zmarszczyła brwi, za wszelką cenę próbując powstrzymać niechciane łzy, ale poniosła sromotną porażkę. Nie chciała rozklejać się przy Tomie, zwłaszcza że on był źródłem jej obecnego nieszczęścia. Co zamierzał? Wyskoczyć z jeszcze bardziej obraźliwym stwierdzeniem? Mimowolnie przygryzła wargę. Nie zniosłaby, gdyby zaczął się nabijać lub, co gorsza, szargać pamięć Rona.
– Nie chciałem tego powiedzieć – podsumował łagodnie, uprzednio otarłszy jej łzy z twarzy.
Wzięła głęboki oddech, po czym niechętnie uniosła głowę. Najwyraźniej zdołał opanować nerwy, bowiem znów miał jasnoszare oczy. Teraz ewidentnie był zaniepokojony.
– Nie jestem kurwą – odparła drżącym od emocji głosem.
– Wiem. – Uśmiechnął się niepewnie. – Zupełnie nie miałem na myśli tego, co powiedziałem – przyznał.
Gniew, który wcześniej w nim płonął, kompletnie wyparował, zastąpiony szczerym zmartwieniem. Mimo że sprawiał wrażenie skruszonego, to nijak zmieniało fakt, iż wciąż czuła się zraniona wypowiedzianymi przed momentem słowami. Kiedy skrzyżowała z chłopakiem spojrzenie, znów zatopiła się we wspomnieniach. Kiedy się złościła, zawsze patrzyła tak na Rona, podczas gdy w jego niebieskich oczach widziała poczucie winy i miłość. Żeby powstrzymać smutek i gorycz, musiała przymknąć powieki i odciąć się od rzeczywistości. Oczami wyobraźni znów widziała, jak trzymali się za ręce, wchodząc do Ministerstwa Magii, gdzie mieli stawić czoła swojemu przeznaczeniu. Wzmacniali uścisk z każdym stawianym krokiem, a to wiele dlań znaczyło. Bez niego byłaby zgubiona. Potem, zupełnie niespodziewanie, zostali na zawsze rozdzieleni.
Musiała wziąć głęboki, uspokajający oddech. Ze wciąż zamkniętymi oczami desperacko próbowała odeprzeć napływ wspomnień, które teraz bezlitośnie atakowały jej umysł. Demony przeszłości powróciły ze zdwojoną siłą, więc nie miała innego wyjścia, jak je ujarzmić. Czuła, że przegrywa walkę.
Tom patrzył na Hermionę. Miała pochyloną głowę, przymknięte powieki oraz nierówny oddech, zupełnie jakby próbowała stłumić szloch. Był na nią taki wściekły. Czuł się oszukany i zdradzony. Wcześniej pragnął ją zranić do żywego i odwdzięczyć się pięknym za nadobne, ale teraz żałował swoich czynów. Wyglądała na załamaną i zdesperowaną. Chciał, żeby cierpiała, ale kiedy spełnił swe życzenie, zapragnął odwrócić czas i powiedzieć coś zgoła przeciwnego.
Nie spodziewał się, że wcześniej miała chłopaka. Była mu przeznaczona, więc świadomość, iż wcześniej została zbrukana przez innego mężczyznę, sprawiła, że prawie stracił zmysły ze złości. Niemniej jednak popełnił błąd, mówiąc równie krzywdzące słowa.
Gdy Hermiona nie poruszyła się przez dobrą chwilę, z wahaniem podniósł rękę i ostrożnie położył jej dłoń na ramieniu. Kiedy poczuła dotyk, podskoczyła, jakby wystraszona i rzuciła się do ucieczki, ale zdołał przytrzymać ją w miejscu. Odetchnął z ulgą, że nie spróbowała mu się ponownie wyrwać. Problem polegał na tym, że znów odmawiała spojrzenia mu w oczy. Chcąc przynieść jej przynajmniej odrobinę ukojenia, delikatnie ścisnął jej dłoń. Zmarszczył lekko brwi, kiedy się spięła, ale wytrwał, aż się trochę odprężyła. Przez moment stali w bezruchu, zaś Tom miał cichą nadzieję, że nie spróbuje mu się znów wyszarpnąć.
Wtem gwałtownie się doń odwróciła. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, otoczyła go ramionami i wtuliła się w jego klatkę piersiową. Najwyraźniej była zdesperowana. Natychmiast zareagował i odwzajemnił uścisk, przyciskając ją mocno do siebie. Mimo że drżała, nie wyglądało na to, aby płakała. Stali tak przez dłuższy czas, podczas którego zastanawiał się, o czym właściwie myśli.
Czy rozważała zerwanie? Prawie się wzdrygnął, pomyślawszy o podobnej możliwości. Stracił na sobą panowanie i powiedział coś okrutnego. Miała pełne prawo się złościć i odreagować. Właśnie wtedy Hermiona go puściła i się odsunęła. Tom niechętnie zezwolił na zachowanie dystansu.
– Usiądźmy – poprosił i wskazał dłonią na ławkę.
Za wszelką cenę chciał powstrzymać dziewczyną przed ucieczką. Spojrzała na niego pustym wzrokiem, po czym powoli skinęła głową. Wziął ją za rękę, co sprawiło, że znów się spięła, po czym podeszli do siedziska. Kiedy zajęli miejsce, podciągnęła kolana pod brodę, objęła się ramionami i wbiła wzrok w spokojną taflę jeziora.
– Wiesz, że naprawdę nie miałem tego na myśli, prawda? – zapytał z wahaniem.
Nie odwróciła głowy, nadal zapatrzona w wodę.
– W porządku – odpowiedziała beznamiętnie po dłuższej chwili milczenia.
– Nie powinienem był poddawać się emocjom – kontynuował, zaniepokojony apatią, w którą znów popadła. – To było strasznie głupie.
Hermiona wreszcie nań spojrzała. Chociaż sprawiała wrażenie wypranej z uczuć, w jej brązowych oczach błyszczało zrozumienie.
– W porządku – powtórzyła. – Byłeś rozgniewany. Czasami mówi się w złości różne rzeczy. Nie musisz się martwić.
Trochę się uspokoił, ale to zagubienie dziewczyny było naprawdę ciężkie do oglądania i przetrawienia. Udzieliwszy mu odpowiedzi, z powrotem zerknęła na jezioro i zatopiła się w milczeniu. Nie chciał przyspieszać sprawy, więc również siedział w ciszy.
– Czy kiedykolwiek straciłeś kogoś, kogo kochałeś? – zapytała w pewnym momencie głosem przepełnionym gamą emocji.
Tom zamrugał, zaskoczony. Szczerze mówiąc, był przekonany, że nie zechce mu się zwierzać po numerze, który wywinął. Znów patrzyła beznamiętnie na wodę.
– Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą.
– To dobrze. – Uśmiechnęła się delikatnie. – Utrata ukochanej osoby cholernie boli. – Posmutniała, a następnie nań spojrzała. – Ból nigdy nie przemija – dodała z rozpaczą, przymknąwszy oczy. Gdy uniosła powieki, mocniej się objęła. – Nie wiem, dlaczego śniłam o Ronie. Od dłuższego czasu przeszłość mnie nie nachodziła – kontynuowała. – Właściwie to od tamtej nocy, kiedy znalazłeś mnie na Wieży Astronomicznej.
Ślizgon prawie westchnął. Oczywiście, dobrze pamiętał każdy szczegół owego spotkania. Była zdenerwowana i chciała go porządnie przekląć. Mimo wszelkich nieprzyjemności właśnie wtedy się zeszli.
– Tym razem to nie był koszmar, prawda? – zapytał, trochę niespokojny.
– Szczerze mówiąc, nie pamiętam. Wątpię. W moich snach… – urwała w połowie zdania, jakby niepewna najlepszego sposobu na zwerbalizowanie myśli. – W moich snach widzę przyjaciół, rodzinę, Rona… martwych. Wspomnienia to jedyne, co mi pozostało po najbliższych. Chciałabym pamiętać wyłącznie dobre rzeczy, ale… przeszłość mnie prześladuje.
Szeptała i nie podnosiła głosu. Gdyby zawiał mocniej wiatr, jej słowa najprawdopodobniej zagubiłyby się w szumie, stracone na zawsze. Tom słyszał w nich ból i desperację, widział jej nostalgię i pragnął służyć wsparciem, ale wydawała się bardzo niedostępna. Zapadła między nimi cisza, ale czuł, że popełni straszliwy błąd, kiedy ją przerwie.
– Ron mi się oświadczył – powiedziała po dłuższej chwili.
Gwałtownie wciągnął powietrze. Zupełnie nie spodziewał się podobnej rewelacji i nie chciał wyobrażać sobie Hermiony składającej przysięgę małżeńską innemu mężczyźnie. Zareagował gniewnie i możliwe, że ponownie straciłby nad sobą kontrolę, gdyby nie żałość, którą widział w brązowych oczach.
– Co mu odpowiedziałaś? – zapytał zamiast tego.
Znów zamilkła, patrząc nań z bezbrzeżnym smutkiem. Z trudem zwalczył pragnienie złapania jej za ramiona i potrząśnięcia, wyduszenia potrzebnych informacji. Musiał wiedzieć, czy się zgodziła. Stłumił złość, bo rozumiał, że tylko pogorszyłby sytuację.
– Wokół szalała wojna. Ciągnęła się i ciągnęła – powiedziała pozbawionym emocji tonem. – Po jakimś czasie poczułam się pusta i cholernie zmęczona. Zaczęłam myśleć o poddaniu się, bo odrzucenie broni wydawało się o wiele łatwiejsze. W pewnym sensie zazdrościłam… – urwała, a Tom zastanowił się z jakiego powodu. – Oświadczył mi się, kiedy straciłam nadzieję. I przez krótką chwilę świat nabrał barw. Zniknęły smutki i żale, a zostało czyste szczęście – dodała z pogodną miną.
Ślizgon wreszcie dowiedział się prawdy. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie był zazdrosny. To boleśnie oczywiste, że zgodziła się na małżeństwo. Jego magia znów zapragnęła uwolnienia, ale spróbował wytłumić gniew. Nie mógł zdzierżyć myśli, że Hermiona mogłaby wyjść za mąż za kogoś innego.
– Byłam naprawdę szczęśliwa. Chciałam zostać z nim na zawsze – kontynuowała z uśmiechem. – Wtedy mnie zostawił. – Radość została zastąpiona smutkiem i bólem. – Umarł, tak po prostu.
Tom miał dylemat. Z jednej strony cieszył się, że Ron zginął, gdyż byli rywalami. Gdyby wciąż żył, z pewnością miałby mniejsze szanse na poznanie dziewczyny. Z drugiej zaś strony nie lubił rozpaczy, w której się niejednokrotnie zatracała, a teraz właśnie zdawała się zmierzać w tym kierunku. Nie pragnął jej cierpienia.
– Ron zginął przeze mnie – dodała, czym wyrwała go z moralnej sprzeczności.
– Jak to?
Gdy nie odpowiedziała od razu, skupił się na jej twarzy. Wciąż miała przepełnione smutkiem oczy, ale zauważył w nich również niechęć. Cokolwiek miała na myśli, nie była skora do bardziej szczegółowych zwierzeń. Kiedy wreszcie podniosła wzrok, po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Najwyraźniej za wszelką cenę nie chciała się poddać emocjom.
– Walczyliśmy… Pojedynkowałam się z czarownicą, która była ode mnie znacznie potężniejsza. Mimo to powinnam była stanąć na wysokości zadania – kontynuowała z niespotykaną dla siebie surowością. Sprawiała wrażenie rozgoryczonej. Tom nienawidził gdy sobą tak otwarcie gardziła. – Niestety, byłam zbyt słaba. Zawiodłam wszystkich. W pewnym momencie się rozproszyłam, a moje zawahanie nie pozostało niezauważone. Przeciwniczka skorzystała z okazji i cisnęła w Rona klątwą zabijającą.
Chłopak patrzył nań szeroko otwartymi oczami. Opowiadała mu kiedyś, że walczyła na froncie, ale nie spodziewał się, że w pierwszej linii. Musiała toczyć bój z przeciwnikami, którzy nie mieli zahamowań i najwyraźniej nie powstrzymywali się od zaklęć niewybaczalnych. Mimowolnie zadrżał, gdy pomyślał, że tamto starcie mogło skończyć się zupełnie inaczej. Gdyby nie zginął Ron, mogłaby zginąć Hermiona.
Wciąż miała kolana podciągnięte pod brodę i opartą na nich głowę. W brązowych oczach zobaczył tak wiele bólu, że ledwo wytrzymał to intensywne spojrzenie. Powoli przysnął się doń na ławeczce. Kiedy znalazł się wystarczająco blisko, owinął rękę wokół jej ramion i przyciągnął do siebie. Nawet nie zauważył, gdy wstrzymał oddech, więc wypuścił go, kiedy się nie odsunęła. W pewnym momencie oparła głowę na jego ramieniu i ciepłym oddechem drażniła mu skórę, wywołując przyjemną gęsią skórkę.
– Jak udało ci się uciec? – zapytał z wahaniem.
– Cóż, zabiłam tę czarownicę – odpowiedziała. – To była wojna – dodała, jakby chcąc usprawiedliwić swe czyny. – Nie widziałam innego wyjścia.
– Wiem. Nie musisz czuć się winna. – Wzmocnił uścisk. – Wywalczyłaś sobie życie.
– Może masz rację, ale i tak mam wyrzuty sumienia. Jestem winna kilku śmierciom, w tym odpowiadam za stratę Rona. Zawiodłam go, gdy najbardziej mnie potrzebował – wyznała z żałością. – Zginął, bo się rozkojarzyłam.
To powiedziawszy, mocniej się doń przytuliła. Gdy zamknęła oczy, jej rzęsy połaskotały mu skórę. Co gorsza, nie wiedział, co myśleć o swoim rywalu. Chciał po prostu sprawić, aby Hermiona poczuła się lepiej i przestała się obwiniać.
– Naprawdę uważasz, że Ron by cię winił, gdyby mógł się wypowiedzieć? – zapytał łagodnie.
– Raczej nie… – odpowiedziała po dłuższej chwili.
Hermiona przytuliła się do Toma. Paradoksalnie, czuła się uspokojona towarzystwem chłopaka i jego bliskością. Nagle nieznośny smutek, który zżerał ją od środka, ustąpił. W niewyjaśniony sposób poczuła się znacznie lepiej.
W kółko powtarzała sobie, że Ron zrozumiałby, dałby jej rozgrzeszenie i nigdy nie powiedziałby, że go zawiodła. Mimo że zabiła go Bellatriks, wciąż czuła się odpowiedzialna i miała wyrzuty sumienia. Cholernie często się przekonywała, że nie mogła nic zrobić, żeby ocalić narzeczonego, ale nigdy sobie nie uwierzyła. Gdzieś w głębi duszy zawsze borykała się z winą. Z pewnością mogła zapobiec śmierci chłopców.
Wcześniej miała wątpliwości, ale teraz zostały rozwiane dzięki zbawiennemu spostrzeżeniu Toma. Po raz pierwszy przyznała na głos, że Ron nie obarczyłby jej winą. Kiedy się przełamała, poczuła, że mówi prawdę i było to niczym najprawdziwsze objawienie. Gdy przytłaczające wyrzuty sumienia spadły z jej ramion, odczuła niesamowitą ulgę.
Kiedy uniosła głowę, wyciągnęła szyję i złożyła delikatny pocałunek na policzku chłopaka. Ślizgon automatycznie się doń odwrócił, a jego oczy były cudownie jasnoszare, a nie piekielnie czerwone. Kiedy się pochylił, uprzednio podniósłszy palcami jej podbródek, przymknęła oczy i z rozkoszą oddała pocałunek.
Gdy się od siebie odsunęli, nie uniosła powiek, tylko z powrotem oparła głowę na jego ramieniu. Była niesamowicie szczęśliwa, że wreszcie się pogodzili i znów ze sobą rozmawiali.
Tom był szalenie zadowolony, że udało mu się uspokoić dziewczynę oraz ruszyć ze sprawą do przodu. Teraz się wyciszyła, odprężyła i lgnęła do jego dotyku. Historia związana z Ronem mocno nim poruszyła i sprawiła, że prawie oszalał z zazdrości, ale nie zamierzał znów poddać się złości, mimo świadomości, że Hermionie nadal na nim zależy. Zdecydowanie nie pragnął przywołać znów rozpaczy, w której miała tendencję się pogrążać. Zdeterminowany, ściśle kontrolował swój temperament, odmawiając sobie krzyku i żądania odpowiedzi. Zamiast tego, po prostu wzmocnił uścisk.
– Wiesz, odkąd zginął Ron, wszystko się zmieniło – powiedziała po chwili wygodnego milczenia dziewczyna.
To oświadczenie sprawiło, że Tom zesztywniał. Czy miała na myśli fakt, iż jej życie w niewłaściwy sposób wywróciło się do góry nogami? Czy chciała wrócić do dawnej egzystencji? Czy pragnęła odzyskać Rona?
– Bez niego moje życie w niczym nie przypomina poprzedniego – kontynuowała, jakby zupełne nie zauważając dyskomfortu siedzącego obok ślizgona. – Wojna jest toczona gdzieś indziej. Przeniosłam się do Hogwartu. Poznałam nowych przyjaciół. Zdobyłam chłopaka… – wyszeptała ostatnie zdanie, co zaś sprawiło, że ten się rozluźnił. – Nawet moja magia przeszła transformację – dodała prawie niesłyszalnie.
Tom zmarszczył brwi.
– W jaki sposób? – zapytał, szczerze zdezorientowany.
Hermiona podniosła głowę i zamrugała ze zdziwieniem. Najprawdopodobniej po prostu jej się wymsknęło i wcale nie zamierzała się zdradzić.
– Ja…
Westchnął. Znów próbowała zataić przed nim informacje, które sprawiały wrażenie istotnych.
– W porządku, nie musisz mówić – powiedział nietypowo.
Przygryzła dolną wargę. Wyglądała, jakby rozważała wyjawienie mu tajemnicy. Mimowolnie wstrzymał oddech, czekając na decyzję.
– Cóż, po prostu… po śmierci Rona coś się zmieniło, ale ciężko stwierdzić, co konkretnie – wyznała po chwili milczenia. Brzmiała na bardzo niepewną swoich słów. – Nie rozumiem podstaw samego procesu, ale widzę rezultat.
– Interesujące. Mówisz, że „coś" zmieniło twoją magię? – Chciał potwierdzenia.
– Owszem, wbrew mojej woli – kontynuowała niechętnie. – Miał miejsce pewien incydent, a kilka minut później znalazłam się tutaj – zakończyła kulawo.
Tom był zdezorientowany.
– To znaczy? – Uniósł brwi.
– W jednej chwili byłam na polu bitwy, a potem ta… moc jakby we mnie weszła i rozerwała na strzępy – wytłumaczyła, szukając odpowiednich słów. – Obudziłam się tutaj – powtórzyła. – W Anglii – dodała po namyśle, żeby wyeliminować nieścisłości i niedopowiedzenia.
– Słucham? Aportacja z Francji jest niemożliwa przez wzgląd na dystans. – Sekret, który mu przed momentem wyjawiła, zupełnie nie miał sensu. Oczywiście, magiczne sposoby podróżowania przewyższały pod każdym względem te mugolskie, ale nawet magia miała swe granice.
Hermiona rzuciła mu sfrustrowane spojrzenie, najprawdopodobniej myśląc, że nie nadąża. Potem ponownie spróbowała wyjaśnić mu sedno problemu.
– Nie aportowałam się, a zrobiłam coś innego. Cholernie mnie bolało. Myślałam, że umieram. Właściwie to chciałam wtedy umrzeć. Zanim się zorientowałam, straciłam przytomność. Gdy się przebudziłam, nie wiedziałam, gdzie jestem. Wkrótce znalazłam się w Londynie i złożyłam podanie o przyjęcie do Hogwartu. Nie chciałam wracać do Francji. Nic tam na mnie już nie czekało.
Był podekscytowany. Nie wiedział, dlaczego nagle postanowiła wyjawić mu tyle informacji, ale nie zamierzał kwestionować jej otwartości i wylewności.
– W pewnym momencie wspomniałaś o jakieś bliżej niezidentyfikowanej „mocy" – zagaił. – Możesz podać więcej szczegółów? Skąd się wzięła?
Odwróciła wzrok.
– Ciężko stwierdzić – powiedziała, ale odniósł wrażenie, że nie mówiła mu całej prawdy. Żeby nie wyjść na nachalnego, postanowił odpuścić i wysłuchać dalszych wyjaśnień. – Jak już napomknęłam, wszystko zdarzyło się nagle. Niektóre kropki połączyłam znacznie później – kontynuowała. – Teraz zaś czasem mogę z niej korzystać.
Wyglądało na to, że dotarli do kluczowego momentu rozmowy.
– Czy właśnie dlatego jesteś w stanie przełamywać osłony i się przez nie aportować? – zapytał, próbując powstrzymać podekscytowanie. Zdecydowanie wolał sprawiać wrażenie spokojnego.
– Owszem.
To niefortunne, ale najwyraźniej nie zamierzała zdradzać więcej informacji. Mimo to postanowił spróbować szczęścia po raz kolejny.
– Czemu ukradłaś księgę Peverella?
– Wyjaśniliśmy tę sprawę, prawda? – Spojrzała nań z wyrzutem. – Oboje mamy swoje sekrety.
Tom był rozczarowany, że nie zamierzała zdradzić rąbka tajemnicy, ale i tak sporo powiedziała. Odwrócił głowę i wbił wzrok w niewzruszoną taflę jeziora. Wciąż obejmował Hermionę ramieniem i po chwili poczuł, że mocniej się doń przytula. Nijak zareagował, będąc myślami zupełnie gdzie indziej. To całkiem naturalne, że próbował przetworzyć informacje, którymi został poczęstowany.
Czyli pozyskała nową, zagadkową moc, dzięki której dokonywała niemożliwego, a nawet przebiła się przez magię strażniczą szkoły, podsumował. W jaki sposób ta potęga była powiązana z Ignotusem Peverellem? Może miała związek bezpośrednio z Insygniami Śmierci?
